Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chanel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chanel. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 października 2012

Usta w jesiennym klimacie, odcinek II: my lips but better


Zgodnie z obietnicą, dzisiaj kolejne jesienne propozycje produktów do ust, ale te bardzo delikatne.


O pomadkach (choć nie powinnam nazywać ich pomadkami bo opis producenta to "hydrating sheer lipshine") Rouge Coco Shine jest głośno od dość dawna. Są to lżejsze siostry Rouge Coco. Obie wersje kusiły mnie strasznie, ale w końcu kupiłam RCS w kolorze 52 Fetiche. Prawdopodobnie nie kupiłabym jej gdyby nie zamknięcie wrocławskiej perfumerii Marionnaud i towarzysząca temu wyprzedaż. Razem z bonem i rabatem za 86zł miałam pomadkę Chanel i cień L'oreala Infallible. Niezły interes, prawda :)?
Fetiche to róż z chłodnymi, fioletowymi tonami i bardzo ładnym połyskiem dającym efekt miękkich i wypielęgnowanych ust. Jest transparentny i wygląda bardziej jak balsam do ust czy też błyszczyk, ożywia naturalny kolor ust. Przyjemnie się ją nosi, dobrze nawilża ale co za tym idzie trwałość jest kiepska. Ma delikatny, różany zapach. Dla mnie to taki bardziej miły i przepięknie opakowany gadżet niż szminka, która odmieniła moje życie i będzie to zdecydowanie jednorazowa przygoda. Uważam, że nie jest warta swojej ceny, ale może stanowić miły prezent (czy to do kupienia sobie czy też innej osobie) i raczej większość kobiet zużyje ten produkt z przyjemnością.

Inglot kredka do ust w kolorze 23 to kolejny odcień zbliżony do koloru moich ust, ale bardziej pomarańczowo-różowy, w cieplejszej tonacji. Prawdę mówiąc planowałam kolor 17, który jest typową kredką w kolorze ust, ale niestety akurat ten kolor się skończył. 23 nadaje się do noszenia solo, z bezbarwnym błyszczykiem oraz pod większość szminek jako konturówka. Jest trwała (nieco mniej niż opisywana wcześniej 34, ale to już kwestia koloru a nie samego produktu), bajecznie prosta w obsłudze i niedroga. Te inglotowskie kredki to dla mnie prawdziwe odkrycie i na pewno skuszę się na więcej.

Idąc za ciosem i pozostając w Inglotowym transie (który doprowadził także do zakupu dwóch kolejnych błyszczyków Sleeks, ale o tym innym razem) postanowiłam przetestować pomadkę. Pomadka ta dziwnym trafem nazywa się po prostu "Pomadka do ust" (choć z tego co wiem za granicą nazywa się Slim Gel Lipstick i ta nazwa dobrze oddaje zarówno właściwości, jak i wygląd). Małe smukłe metalowe opakowanie mieści w środku sztyft wyprofilowany bardziej jak balsam do ust niż klasyczna szminka. Kosztuje, z tego co pamiętam 28zł i zawiera niewiele, bo tylko 2g produktu. Wychodzi dość drogo, ale moim zdaniem zdecydowanie warto bo szminka jest świetna. Kolor nr 41 to taki nieokreślony różo-koral. Na swatchach wypada trochę blado, na żywo może się pochwalić bardzo dobrą pigmentacją. Bardzo łatwo się aplikuje i gładko sunie po ustach. Wykończenie jest kremowe, zdecydowanie błyszczące, ale nie błyszczykowe. Świetnie nawilża, kolejna z tych szminek która komfortem noszenia dorównuje produktom pielęgnacyjnym. Zaskoczyła mnie jej trwałość, jak na szminkę nawilżającą trzyma się na prawdę długo. Zapach jest słodki, bardzo przyjemny.
Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Chanel RCS nie dorasta jej do pięt. Inglot może ma mniej efektowne opakownie, ale jest ono nadal eleganckie i przyjemne dla oka.
O mój biedny portfelu, będziesz musiał znieść zakup kolejnej pomadki z tej serii...:P






Która podoba się wam najbardziej? Może możecie polecić jakieś inne odcienie z tych linii produktów?

środa, 9 maja 2012

Chanel May









Chanel May.Jak wspominałam kupiłam go na blogowej wyprzedaży za 40% ceny,nie mogłam przejść obojętnie obok takiej okazji :).Z tej kolekcji najbardziej marzy mi się June,ale odmawiam zdecydowanie wydania 100zł na lakier (szczególnie biorąc pod uwagę,że moje ostatnie odkrycie czyli lakiery Kiko kosztują 10 razy mniej...)
Kolor jest arcy przyjemny pod każdym względem.Uroczy ciepły,średni róż o apetycznym wykończeniu w kierunku jelly.Pasuje do wszystkiego,to jeden z bezpiecznych kolorów które zawsze się sprawdzają.Aplikacja i czas schnięcia na medal!Na zdjęciu bez warstwy nawierzchniowej a jak same widzicie lśni jak szalony.



wtorek, 1 maja 2012

Ulubieńcy kwietnia



Pora na zestawienie produktów,których najczęściej używałam w kwietniu.Tak jak zwykle będą to nie tylko KWC i kosmetyczne odkrycia,ale też kosmetyki którym poświęciłam w ubiegłym miesiącu nieco więcej uwagi.Lubicie ulubieńców miesiąca?Ja muszę przyznać,że to jedne z moich ulubionych postów.


1.Pomadki Celia Nude.Aż trudno uwierzyć,że tak rewelacyjny produkt może być tak tani.Gama pomadek-błyszczyków składa się 6 naturalnych kolorów (zarówno tych bardziej brzoskwiniowych jak i beżowych czy wpadających w róż),mam przyjemność posiadać 601 i 602 (tą ostatnią nawet podwójnie,musiałam zrobić sobie zapas :) ).Czas wreszcie zabrać się za recenzję.Postaram się napisać ją w ciągu następnych kilku dni bo te pomadki zwyczajnie na to zasługują.

2.Chanel Chance Tendre.Luźne nawiązanie do Chance EDP i EDT.Owocowa(ananas!),musująca,pięknie układa się na skórze.Bardzo trwała.Martwi mnie tylko fakt,że zużyłam już ponad połowę :( (od czasu tego zdjęcia jeszcze trochę jej ubyło).Wydaje się być nieco bardziej owocową,trwalszą arystokratyczną kuzynką Daisy i Daisy Eau So Fresh.

3.Hipp Mleczko pielęgnacyjne.To chyba mój ulubiony produkt do nawilżania ciała.Zawsze,kiedy do niego wracam zaczynam się zastanawiać jak w ogóle mogłam je zdradzić dla innego smarowidła ;).Pięknie pachnie,świetnie nawilża (pomimo lekkiej konsystencji).

4.Bandi krem z kwasem migdałowym i polihydriksykwasami.Kupiłam go dość dawno temu i tak sobie biedaczek wegetował na półce,bo uznałam go za mało skuteczny.Pod koniec marca zawzięłam się jednak że w końcu go zużyję i używałam co wieczór.Okazało się,że stosowany systematycznie ładnie nawilża i pomaga lekko rozjaśnić przebarwienia.Czy jest jednak wart 60zł?Chyba nie.

5.Jantar Farmona odżywka do włosów i skóry głowy.Ten oto kosmetyczny jednorożec na pewno doczeka się recenzji.Dzięki temu,że moje włosy są farbowane mogę dokładnie obserwować przyrost ;) w postaci odrostu.Powiem tyle,warto włożyć trud w znalezienie go bo po prostu działa i to rewelacyjnie.

6.Bobbi Brown Shimmerwash Eyeshdow w kolorze Rose Gold.Ciepły,błyszczący złoto-różowo-miedziany cień do powiek?I'm sold!Chodził za mną długo a kiedy wreszcie go kupiłam zaczęłam nosić codziennie.Niedługo swatche.

7.Lioele Triple the Solution i generalnie testowanie BB creamów.Nie przewiduję,żebym miała porzucić na ich rzecz podkłady mineralne.Okazuje się jednak,że niektóre z blemish balmów to na prawdę świetne produkty.Potesuję jeszcze trochę i skuszę się na jakiś w płenym wymiarze.Na te dni kiedy podkłady sypkie za nic w świecie nie chcą wyglądać dobrze.BB kremy szczególnie przydały mi się podczas ostatniej choroby bo nie suchej jak wiór skóry zmęczonego smarkaniem nosa ;).

8.Bobbi Brown błyszczyk Bright Pink.Dostałam w prezencie i bardzo go polubiłam.Gęsty,trwały,ładny kolor.

9.Sephora korektor wygładzający w kolorze różowym.Wreszcie porządny korektor pod oczy.

10.Flormar Pretty Compact Blush P115.Kupiony z ciekawości,na próbę.Pokochałam koralowo-brzoskwiniowy kolor z masą drobineg.Wygląda bardzo świeżo i promiennie.Szkoda tylko,że druga połowa kompaktu jest dla mnie bezużteczna.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

NOTD: OPI Pink Flamenco + haul lakierowy




Idealny spokojny,ciepły róż z kolekcji hiszpańskiej.Jeden z tych kolorów,które wybieram kiedy nie wiem co wybrać :).Niby dość klasyczny,ale ma to coś co sprawia że jest idealnie dopasowany do mojej karnacji.Ręce wyglądają świeżo i ładnie,chyba dzięki ciepłym tonom.
Maluje się nim bajecznie,świetnie kryje i jest błyszczący.

Poniżej lakierowe zakupy z marca i kwietnia.Ostatnio pokochałam Essie,zmienili formułę i zaczęli produkować genialne kolory!


Od lewej:

-Essie Borrowed&Blue pastelowy,jasny błękit.Co ciekawe,bardzo łatwy w obsłudze.
-Essie Coctail Bling.Kameleon,szaro-niebiesko-fioletowy.Piękny.
-Essie Bobbing for Baubles.Kolejny kameleon,szaro-grafitowy granat.
-Essie Lady Like.I znowu :),mieszanka różu,beżu,szarości i fioletu
-Essie Haute as Hello.Pomarańczowy sprany neonowy kolor.
-Chanel May,kupiony niezwykle okazyjnie na wyprzedaży u Agi
-Barielle Beaches and Sand.W buteleczce wygląda jak nudziak,tym czasem na paznokciu jest pastelową brzoskwinią.
-Misa Shields Up,zielono-srebrno-fioletowy multichrome ze srebrnymi drobinkami.Dupe OPI Not Like the Movies


Swatche wkrótce.

niedziela, 16 października 2011

Swatch me baby: Chanel Ombre Essentielle 90 Fauve




Szary?Taupe?Brązowy?Fioletowy?Chyba musicie zdecydować same,bo ja nie mam pojęcia jak zaklasyfikować Chanel Fauve.Teń cień jest pięknym połączeniem wszystkich tych kolorów i który z nich będzie wiodący zależy nie tylko od oświetlenia,ale i od karnacji i koloru oczu osoby go noszącej.Na mnie jest pięknie fioletowy,niejednoznaczny i intrygujący,szarości na szczęście nie widzę zbyt dużo.Wykończenie błyszczące,ale nie metaliczne jak w przypadku chociażby macowkiego Veluxe Pearl.Fauve skrzy się milionem maleńkich,niebrokatowych drobinek.Jak kiedyś wspominałam,to cienie MAC są moim numerem jeden i innych nie kupuję,ale dla Fauve zrobiłam wyjątek i nie żałuję.





Podobno to kuzyn Shale i lepsza wersja Satin Taupe,ale ja myślę sobie że to zupełnie inny kolor-z resztą oceńcie same,poniżej porównanie.
Fauve przypomina trochę lakier Chanel Paradoxal (lub jego dupe Barry M Dusky Mauve,który mam przyjemność posiadać).Jest taką idealną mieszanką brązu,fioletu i szarości.Nałożony na całą powiekę w zestawieniu z ciepłym brązem w załamaniu (np. MAC Swiss Chocolate) wypada świetnie.Równie dobrze sprawdza się w połączeniu z delikatnym kolorem na powiece,kiedy zastosujemy Fauve do przyciemnienia załamania lub zewnętrznego kącika oka.






Większej ilości cieni Chanel definitywnie nie planuję (za bardzo kocham MACzki,którę mogę kupić już za 49zł w opozycji do szanelowego mono za nieco przerażające 120zł) ale Fauve jest absolutnie zachwycającym odcieniem i nie sposób mu się oprzeć.Szczególnie,jeżeli lubicie niejednoznaczne kolory.

sobota, 1 października 2011

NOTD: Chanel Peridot



Dziś zapowiedziany Peridot.Dostałam go w prezencie i jak się domyślacie jestem w niebo wzięta :).Kolor jest zjawiskowy i na zdjęciach(choć próbowałam) nie da się go odpowiednio oddać.W zależności od kąta padania światła jest złoty,zielony,brązowy,niebieski lub oliwkowy a czasem wszystko to razem.Jak skarabeusz.













Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...