Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocena 4-. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocena 4-. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 września 2012

Kosmetyki do włosów Green Pharmacy


Dziś porządna recenzja kosmetyków do włosów Green Pharmacy, o których wspominałam wam już przy okazji przeglądu arsenału do pielęgnacji włosów. Używam ich już grubo ponad miesiąc i przyszła pora na spisanie rezultatów tej przygody.

Na początku ikuracji miałam pewne problemy ze wzmożonym wypadaniem włosów, które jednak na szczęście dość szybko przeszło (włosy wspomagane różnymi produktami w końcu się uspokoiły). Czy jest to zasługa produktów Green Pharmacy? Na pewno się do tego częściowo przyczyniły, ale używałam również innych wzmacniających produktów.

Eliksir ziołowy do włosów wzmacniający przeciw wypadaniu to rodzaj odżywki bez spłukiwania w spray, z tym jednak wyjątkiem, że szczególnie zaleca się wcieranie jej w skórę głowy. Ma wzmacniać i zapobiegać wypadaniu włosów.
Jest przezroczysty, zupełnie płynny. Spray rozpyla produkt bardzo skutecznie, mgiełka jest lekka i ma dość duży zasięg (wszystkie chyba znamy koszmarne produkty w spray, które odmawiają współpracy i "plują" wielką porcją płynu punktowo i utrudniają aplikację) za co zdecydowanie należy się plus. Niestety sama butelka jest duża i pękata co skutecznie utrudnia jej trzymanie.


Produkt ma bardzo przyjemny zapach, pachnie jak ziołowa herbata z miodem. Jest lekki, ale po zastosowaniu go widzę różnicę, nie jest to tak jak gdyby spryskiwać włosy czystą wodą (a często takie wrażenie pozostawiają po sobie odżywki w sprayu). Używałam go po każdym myciu przed rozczesywaniem włosów oraz wieczorem przed olejowaniem. Wcierałam w skórę głowy i rozpylałam na całej długości włosów. Ułatwia rozczesywanie i lekko wygładza włosy. Nie jest jednak pod tym względem tak skuteczny, jak mój ukochany Biosilk Silk Filler.
Lubię takie spraye a ten jest całkiem przyjemny. Lepszy od sprayu Jantar Farmona, porównywalny z Radicalem (ale nie ma alkoholu).

Kosztuje około 8zł za 250ml

Ocena: 4



Olejek łopianowy z czerwoną papryką był produktem, który najbardziej mnie zainteresował. Jak wiecie, jestem członkinią sekty dziewczyn traktujących olejami włosy ;). Olej łopianowy z dodatkiem papryki ma przyspieszać porost włosów przez pobudzanie mikrokrążenia. Służy do olejowania skóry głowy. Ma dość ciężką konsystencję, ale nie mam większych problemów z wmasowaniem go w skórę głowy. Lubię ten olej. Niestety ma bardzo niewygodną buteleczkę, brak skutecznego zabezpieczenia przed wylewaniem zbyt dużej ilość powoduje, że zmarnowałam już niechcący sporą ilość produktu. Dużo wygodniejsza byłaby butelka podobna do tej, w którą zapakowane są olejki Alterra.
Produkt kosztuje około 5zł za 50ml. Ma neutralny, prawie nieobecny zapach oleju roślinnego.


Ocena: 5-


Balsam do włosów przeciw wypadaniu z olejkiem łopianowym polubiłam najmniej ze wszystkich kosmetyków GP. Owszem, ma przyjemny zapach, ale denerwuje mnie rzadka konsystencja. Trudno nałożyć go na włosy, nie jest też zbyt wydajny bo na jednorazową aplikację zużywam sporo. Producent zaleca nakładanie go na 5-10 minut. Trzymałam go na włosach zarówno minutę jak i godzinę, nakładałam przed myciem na suche włosy oraz jako pierwszy etap OMO. Efekty za każdym razem były podobne. Włosy lekko zmiękczone i wygładzone, ale absolutnie bez rewelacji. Po odżywce spodziewam się więcej, lubię produkty mocniejszego kalibru. To jest poprawna odżywka, ale bardziej spodoba się dziewczynom lubiącym lekkie produkty do pielęgnacji włosów. Nie ma w składzie silikonów ciężkiego kalibru.

Ocena: 4-

około 8zł/ 300ml



Używałyście tych, albo innych kosmetyków Green Pharmacy? Jakie są wasze wrażenia?

piątek, 24 sierpnia 2012

L'oreal Rouge Caresse 401 i 202


Ależ ja się naczekałam na te pomadki...Przez pewien czas wszędzie kusiły mnie w cenie promocyjnej ale jakoś się oparłam. Potem stwierdziłam, że nie dam rady się dłużej opierać ale okazało się, że promocje już się pokończyły a za ponad 40zł nie miałam ochoty ich kupować. I tak czekałam i czekałam aż w końcu w Superpharmie pojawiły się za 35zł.
Wybrałam 401 Rebel Red, którą od początku miałam na oku oraz 202 Impulsive Fushia bo przepadam za takimi odcieniami.
Pomadki mają 3,7g pojemności i w cenie regularnej kosztują w zależności od lokalizacji 41-44zł. W niektórych perfumeriach i drogeriach dostępna jest okrojona wersja gamy kolorystycznej dla tego warto przed zakupem poszukać takiej z lepszym wyborem. Do wyboru jest sporo kolorów typu nude czy my lips but better ale też i żywe odcienie, takie jak te na które się zdecydowałam. Według producenta Rouge Ceresse nadaje ustom świeży, żywy i promienny kolor. Jest w tych obietnicach sporo z prawdy, pomadki są bardzo lekkie i wyglądają na ustach soczyście i świeżo. Wykończenie mają błyszczące (niektóre za sprawą drobinek a niektóre tylko z powodu "mokrej" konsystencji) a kolor jest zdecydowanie transparentny.



Pomadki mają konsystencję wagi piórkowej, praktycznie nie czuć ich na ustach. Nie wysuszają, ale też nie odczuwam jakiegoś spektakularnego nawilżenia po. Bardzo spodobają się osobom, które nie lubią ciężkich, klejących się produktów do ust. Są proste w aplikacji, pomimo iż sztyft nie jest wyprofilowany tylko prosty, przypominający pomadkę ochronną.
Trwałość, jak można się było spodziewać po konsystencji i transparentnym kolorze, nie jest imponująca. Pomadki są troszkę bardziej trwałe od przeciętnego błyszczyka, ale łatwo znikają pod wpływem picia czy jedzenia. Nie barwią ust (tak jak to czasem ma miejsce w przypadku żywych kolorów, które działają trochę jak stain). W przypadku 202 Implulsive Fushia kolor ma tendencje do nierównomiernego schodzenia z ust. Wydaje mi się, że Rouge Caresse to taka trochę hybryda szminki, błyszczyka i barwionego balsamu do ust. Jednak, żeby uznać je za produkt pielęgnacyjny są zdecydowanie za mało nawilżające.


 Rebel Red to świeża, błyszcząca czerwień z mikroskopijnymi złotymi drobinami. Impulsive Fushia jest bardziej intensywna i mocniej napigmentowana od czerwonej siostry. Jak nazwa wskazuje jest to fuksja, która lekko opalizuje na niebiesko. Przepiękny kolor!




Mam trochę mieszane uczucia w stosunku do tych pomadek. Lubię je nosić, są przyjemne w noszeniu i łatwe do szybkiej aplikacji w ciągu dnia. Kolory są piękne i żywe, ale dzięki transparentności są mniej wymagające niż bardziej kryjące szminki. Ładnie ożywiają twarz. Powinny przypaść do gustu tym z was, które nie przepadają za klasycznymi szminkami. Są łatwe we współpracy nawet dla osób początkujących czy też bojących się kolorów.
Z drugiej jednak strony trwałość nie jest zachwycająca, a cena mogłaby być niższa. Za 30-35zł chętnie je kupię ale ponad 40zł to trochę za wysoka cena. Jako fanka cięższych konsystencji w produktach do ust, nie obraziłabym się gdyby pomadka miała trochę więcej efektu nawilżającego.

Ocena: 4-

sobota, 12 maja 2012

Perfecta Płyn micelarny



Odkąd zaczęłam poprzedzać oczyszczanie twarzy dokładnym demakijażem,płyny micelarne znalazły stałe miejsce na łazienkowej półce.
Płyn micelarny Perfecta to jeden z dłużej dostępnych na drogeryjnych półkach nieaptecznych miceli.Jest też jednym z najbardziej popularnych.Zużyłam już kilka butelek tego produktu,czas na recenzję.
Produkt dostępny jest w prostej buteleczce o pojemności 200ml,kosztuje około 15zł.Niby tanio,jednak biorąc pod uwagę promocje jakie można upolować np. w Superpharmie nie szokująco taniej od aptecznych konkurentów.
Bezbarwny płyn,perfumowany.Zapach jest trochę niekonieczny,ale nie będę się zanadto spierać.Po przyłożeniu wacika do bardziej wrażliwych miejsc twarzy zdarza mu się zapiec.Do demakijażu oczu się dla mnie nie nadaje,że nie usuwa tuszu wodoodpornego.Lekko szczypie.Tusz wodoodporny zmywa dość dobrze.
Twarz oczyszcza skutecznie.Radzi sobie z mocniejszym makijażem po zużyciu 2-3 wacików.Zdarzało mi się używać go awaryjnie bez wody i sprawdził się,choć bez fajerwerków.Lekkie uczucie Po użyciu płynu micelarnego Bioderma twarz sprawiała wrażenie lepiej oczyszczonej,tak jak w przypadku czystej wody.Perfceta pozostawia na skórze uczucie lekkiego...nie chcę nazwać tego lepkością bo to za dużo powiedziane.Po prostu nie odświeża idealnie.

Nie jest to kosmetyk rewelacyjny,nie jest też jednak zły.Dlaczego zużyłam już kilka butelek?Chyba trochę z braku wyboru.Na szczęście pojawia się coraz więcej przystępnych cenowo miceli i nie trudno będzie znaleźć coś co bardziej mi odpowiada?

Czy jestem zachwycona?Nie.Czy polecam?Myślę,że warto go mimo wszystko wypróbować.Jest ok.

Ocena: 3+/4-




czwartek, 5 kwietnia 2012

W7 Africa mozika brązująco-rozświetlająca



Chorowałam na ten puder od dawna.Spójrzmy prawdzie w oczy,puder w panterkę po prostu woła moje imię.Na jego widok niemalże słyszałam "Burn Burn,kup mnie.Jesteśmy dla siebie stworzeni" :).Ostatecznie dostałam go do przetestowania od drogerii Urodomania.

Produkt jest w sposób oczywisty wzorowany na produktach Benefit,kosztuje jednak 10 razy mniej (za 14,9zł otrzymujemy 9 g pudru).Opakowanie jest papierowe,ale porządne.Osobiście nie mam nic przeciwko kartonowym opakowaniom,są lekkie i zazwyczaj nie mniej wytrzymałe niż plastik.Wewnątrz znajduje się różowy pędzelek,całkiem znośny(lepszy niż np. w różu PF) ale nadal wątpliwej przydatności dla osób posiadających chociaż podstawowy zestaw pędzli.
Africa to pudrowa mozaika złożona z cukierkowego,intensywnego różu,złocistego beżu i nieco ciemniejszego odcienia o mocnym,złotym połysku.Ma być to zestaw wielofunkcyjny spełniający rolę bronzera,rozświetlacza i różu.



Jak widzicie pigmentacja produktu jest na prawdę dobra,puder ma miękką ale niezbyt pudrową konsystencję.Od lewej swatch najciemniejszego koloru,złocistego (przepraszam za tą pomarańczową plamę,nie zauważyłam jej podczas robienia zdjęcia,została po testowanym wcześniej stainie),różowego a na końcu zmieszana całość.
Wykończenie bardzo błyszczące,niemalże metaliczne.

O tyle o ile jakości W7 Africa nie mam nic do zarzucenia,tak niestety nie pokochałam go.Chodzi głównie o kolor.Jako bronzer jest zbyt różowy(nie da się za bardzo omijać różowych cętek podczas aplikacji)  i błyszczący,jako rozświetlacz zdecydowanie za ciemny.Używam go jako różu,ale z kolei w tym wypadku mógłby być mniej błyszczący.Używam go,ale to raczej przelotna znajomość niż miłość na całe życie ;).

Puder jest cudnym gadżetem,jakość i pigmentacja na  na prawdę dobrym poziomie jak na tak niedrogi puder.Obawiam się jednak,że wielu z was będzie trudno dla niego znaleźć zastosowanie.Muszę jeszcze potesować go jako cień.

Ocena: 4-

Znacie ten produkt?Dajecie się skusić tego typu ładnym kosmetykom?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...