Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Benefit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Benefit. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 kwietnia 2014

Ogromna porcja kolorówkowych nowości, promocyjne łupy i nie tylko






W ciągu ostatnich 2-3 miesięcy skumulowało mi się w kosmetyczce sporo nowości, chciałabym je wam dziś pokazać. Drogerie i perfumerie kuszą promocjami, na prawdę trudno się oprzeć i wyjść z pustymi rękami. Czuję się bezbronna ;). Ostatnio załapałam się na -40% w Hebe i Sephorze oraz -49% w Rossmannie (skąd pochodzą najwcześniejsze bo wczorajsze łupy).

Korzystając z obniżki na podkłady, pudry itp w Rossmannie kupiłam puder Revlon Nearly Naked, czekoladowy bronzer Bourjois oraz rozświetlacz Revlon Photoready Skinlights w kolorze 001 Bare Light. Wcześniej kupiłam ten sam rozświetlacz w kolorze 003 Peach Light z 40% rabatem w Hebe. Skusiłam się również na bazę Rimmel Stay Matte oraz podkład Healthy Mix Serum. Wreszcie pojawił się u nas Benefit Lolli tint, na którego czekałam dobrych kilka miesięcy i nie mogłam go sobie odmówić ;).


-40% w Sephorze na ich własną markę makijażową zaowocowało zkaupem trzech cieni (do których paletkę dostałam gratis) oraz rewelacyjnej bazy do brokatowych cieni. Kupon rabatowy w Naturze zachęcił mnie do zakupi tuszu Catrice Glamour Doll, rozświetlacza pod łuk brwiowy Eyebrow Lifter oraz trzech kredek tejże marki. Dodatkowo w koszyku znalazł się niwy tusz wodoodporny Maybelline Collosal Go Extreme a w Yves Rocher przybłąkała się ciemnozielona kredka. Przeżywam pewnego rodzaju kredkową fascynację, jak widzicie.


Przybyło mi także mnóstwo nowości do przetestowania od Maybelline. Khole i kredki, podkład Super Stay Better Skin i kolejna wersja tuszu Collosal.


Kompletnie nie miałam w swojej kolekcji błyszczyków, postanowiłam to naprawić. Na allegro kupiłam dwa błyszczyki Sally Hansen Lip Inflation (jestem z nich bardzo zadowlona!) oraz L'oreal Glam Shine 6h w kolorze Forever Young. Dodatkowo przybył mi jedne błyszczy Essence i dwa produkty Sephory, niezwykle trwała czerwona pomadka w płynie i błyszczyk dostosowujący się do koloru ust. Dwa ostatnie produkty oczywiście -40%.


Na koniec pędzelki. Zgarnęłam cztery przepiękne pędzle Essence z limitowanej kolekcji. Były bardzo tanie (ceny od 5,90zł do 12,90zł) a do tego są na prawdę bardzo bardzo fajne. Koniecznie kupcie jeżeli uda wam się na nie trafić. Pędzel do pudru jest rozkosznie miękki! Oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok pędzelków Sephora prawie połowę taniej i kupiłam pędzelek do załamania powieki oraz malutki do smokey eyes.

Tyle dobroci :). Jeżeli zależy wam na jakiejś konkretnej recenzji koniecznie dajcie znać. Jakie nowości pojawiły się ostatnio w waszej kosmetyczce?

wtorek, 12 listopada 2013

Benefit Rockateur podbija rockową duszę Burn :)

Nigdy nie byłam różomaniakiem. Miałam kilka w szufladzie, ba, zdarzało mi się używać przez kilka miesięcy jednego koloru. Moim absolutnym KWC w kategorii róży do policzków jest MAC Warm Soul. Zużyłam go już dość dawno temu i dla odmiany chciałam poszukać czegoś podobnego. Ostatnio miałam romans z Pupa Luminys Baked All Over, który jest na prawdę świetny ale duży i nieporęczny w podróży (a do tego bardzo łatwo go pokruszyć, na moich oczach babeczka w Douglasie upuściła i unicestwiła jeden z nich a kolejne dwa w sklepowej szufladzie również spotkał podobny los). Lubię również Hervanę ze stajni Benefit, ale to jest raczej kolor którego używam od czasu do czasu, a nie codziennie. Wreszcie mam jeszcze kremowego NYXa, ale kremowe róże to również zabawka na raz na jakiś czas. Jestem bezgranicznie oddana tintom Benefita, używam ich codziennie. Lubię jednak łączyć je z produktami w klasycznej, prasowanej formie. Taka kombinacja zapewnia całodzienną trwałość na kapryśnej cerze.
Doszłam ostatnio do wniosku, że jedyne stuprocentowo trafione zakupy to róże w odcieniu przypomniające mieszankę bronzera i ciepłych brzoskwiniowo-różowych tonów. W takich kolorach wyglądam najbardziej świeżo i korzystnie. Kolorach z pod znaku Warm Soul. W związku z tym, nie uszła mojej uwadze premiera nowego różu Benefit Rockateur. Pojawiła się (częściowo usprawiedliwiona ;) ) potrzeba posiadania nowego produktu w tej kategorii. Nie wiedziałam jednak, czy mam zdecydować się na starego ulubieńca, pozostającego w podobnej tonacji Dallas czy też na świeżutką nowość. Po kilkakrotnym macaniu ;) obu i oglądaniu recenzji na YT wybrałam się do Sephory w celu podjęcia ostatecznych kroków zakupowych. Byłam bardzo dzielna, poszłam z golutkimi policzkami i uzbrojona we własny pędzel. Przetestowałam na żywym organizmie. Odcienie są rzeczywiście w podobnym klimacie, Dallas jest nieco bardziej matowy i brązowy.Do domu wróciłam z odrobinę bardziej różowym i opalizującym Rockateurem.

Rany, ten róż jest rewelacyjny!


Po starciu się cieniutkiej warstwy owersprayu wykończenie produktu jest satynowe. Konsystencja jest mięciutka, prawie kremowa i przypomina mi róż Estee Lauder Pure Gelee. Aplikuje się bajecznie przyjemnie, jest bardzo fajnie napigmentowany. To zdecydowanie najlepiej napigmentowany róż Benefit, na równi z Coralistą. Swatchowany wygląda na bardziej różowy, na twarzy to piękna ciepła mieszanka brązu, brzoskwini i ciepłego różu. Delikatnie opalizuje. Bardzo mój kolor, zdecydowanie przypomina Warm Soul. Daje podobny efekt wypoczętej, świeżej i lekko opalonej cery.
Bardzo ładnie pachnie, nieco inaczej niż Hervana (która pachnie suszonymi śliwkami :) )


Tyle się nasłuchałam jakoby opakowanie było tandetne ale… mnie się podoba. Rockowa tematyka również. Nawet jeżeli jest to inspiracja bardziej z przymróżeniem oka. Jedyne co mi się nie podoba to oczywiście cena, podobnie jak w przypadku innych róży Benefit to 145zł. Warto upolować w promocji.
Nie mogę się od niego odkleić, węszę związek na długie miesiące.

Ps. zdjęcia wyszły nieco blado, na żywo róż jest bardziej widoczny.



czwartek, 6 czerwca 2013

Ulubieńcy maja


Nie przyjmuję do wiadomości końca maja. Nie przyjmuję i już! Guzik z pętelką! Dopiero co był grudzień przecież...
Kończąc jednak narzekanie, szybko i zwięźle przedstawię kosmetyki, które towarzyszyły mi przez większość miesiąca. Nie jest to najbardziej ekscytujący miesiąc, jeżeli chodzi o ulubieńców, ale trudno.

1. Essie Tigh High to przepiękne bordo z prawie duochromowym shimmerem. Przepiękne wykończenie. 

2. Zabrałam się na poważnie za denkowanie mackowych cieni. Naked Lunch już zużyłam, All That Glitters i Vapour też ledwo zipią a i niespodziewanie Copperplate, mój ulubieniec do brwi również zakwalifikował się do denkowania ;).

3. Puder Bell Pocket 2Skin, z racji wspomnianego zużywania zapasów oraz jego świetnego działania

4. Kremy BB Eveline, wersja Super Lifting 4D i matujący. O dziwo bardzo się różnią (także kolorem!), ale oba bardzo lubię. Więcej o nich wkrótce.

5. Balsam do ciała Avon Skin so soft z olejkiem arganowym. Jest na prawdę rewelacyjny! Przyjemna, bardzo treściwa ale łatwa we współpracy konsystencja. Przypomniałam sobie o nim robiąc porządki w zapasach kosmetyków pielęgnacyjnych. Na prawdę dobrze nawilża suchą skórę i przyjemnie pachnie. Teraz używam wersji fioletowej ujędrniającej, ale niestety nie dorasta mu ona do pięt. Nie raz miałam do czynienia z produktami SSS, ale po raz pierwszy jestem tak bardzo zadowolona.

6. Benetint i Chachatint Benefit. Pewnie was już tymi tintami zanudzam, ale nic nie poradzę na to że używam ich codziennie. Jedyne zmiany, jakie odnotowuje to czasowe fluktuacje dotyczące wybieranego koloru :). W maju był to najczęściej różany Benetint i jego brzoskwiniowy kuzyn.

7. Błyszczyk Eveline Colour Celebrities kolor 590. Świetny błyszczyk w świetnym kolorze. Długo się utrzymuje, nawilża i jest mocno napigmentowany. Odcień bardzo fajnie ożywia buzię, to połączenie różu i brzoskwini, w koralowym klimacie. Podoba mi się zapach, przyjemnie owocowy. Jeden z lepszych błyszczyków, jakie ostatnio testowałam. Kupiony za 6zł w Biedronce :)

Jakie kosmetyki podbiły wasze serca w tym miesiącu?

niedziela, 3 lutego 2013

Ulubieńcy stycznia


Przyszła moja ulubiona pora, pora na ulubieńców miesiąca. W styczniu dotarło do mnie bardzo dużo fajnych kosmetycznych nowości (nowy kosmetoholiczy rok rozpoczęłam z przytupem :) ), których używałam jednak za krótko, aby umieścić w tym zestawieniu. Było jednak kilka takich kosmetyków i akcesoriów, które towarzyszyły mi przez większość miesiąca.

1. Rossmann Synergen plasterki. Instytucja plasterków na niedoskonałości na noc jest mi doskonale znana, uwielbiałam niedostępne u nas plasterki Balea. Ostatnio koleżanka poleciła mi te rossmannowskie, i okazały się równie dobre. Nawet bardzo dobre. Są praktycznie niewidoczne (nie wymagają natychmiastowego przemykania się z łazienki i zawijania w kołdrę aby nie straszyć otoczenia) i na prawdę działają. Są teraz w promocji za mniej niż 7zł .

2. Baza Hean, stara ulubienica

3. Under 20 2w1 nawilżający krem z efektem stopniowego opalania. Kupiłam w promocji w Naturze przypadkowo a okazał się świetny. Świetnie nawilża, ładnie pachnie i rzeczywiście dodaje skórze lekko brzoskwiniowego odcienia. Co ciekawe, nie zawiera DHA.

4. Kredka Max Factor Natural Glaze. Bardzo łatwo malować nią wewnętrzną część dolnej linii rzęs a dodatkowo jest trwała.

5.  Benefit Posietint. Kocham. Kocham!

6. W duecie z tintem bardzo dobrze sprawdza się pędzel do podkładu mineralnego Sephora.

7. Cień Copperplate MAC do malowania brwi. Podpatrzyłam przypadkiem na YT i okazało się, że to idealny kolor dla moich brwi.

8. Pędzelek do brwi Lily Lolo

9. Po długiej przerwie wróciłam do tradycyjnych podkładów. Moja skóra jest wysuszona i potrzebuje więcej nawilżenia, dla tego płynna formuła sprawdza się lepiej. Najczęściej używałam starego znajomego Revlona Colorstaya (180 Sand Beige). Popularny Rimmel Match Perfection w słoiczku również okazał się trafionym zakupem.

10. Używając tradycyjnych podkładów na nowo odkryłam nieco zapomnianego Beauty Blendera. Wykończenie, jakie można za jego pomocą uzyskać jest absolutnie perfekcyjne.

11. Maybelline Falsies Waterpfoof. Kolejne podejście do tego tuszu i znów mam mieszane uczucia. Na pewno bardzo dobrze podkręca rzęsy.

12. Gucci Flora EDT

Podzielcie się swoimi ulubieńcami :)!

środa, 16 stycznia 2013

Zatintowana :)




 Jestem zakochana we wszelkiego rodzaju stainach i to nie od dziś. Perspektywa trwałego i lekkiego koloru to na prawdę rewelacyjna sprawa. Jakimś jednak cudem do tej pory, nie miałam w swojej kolekcji żadnego z tintów Benefita. Niedopatrzenie zostało jednak naprawione, w ciągu ostatniego miesiąca zatintowałam ;) się totalnie i mam już wszystkie 3.
Zaczęło się od sephorowej promocji na kolorówkę. Wybrałam się aby poszukać nowego różu na miejsce zużytego MAC Warm Soul. Zachęcona przez koleżankę (Asiu, jeszcze raz dzięki :) ) zwróciłam uwagę na benefitowe tinty, po dłuższym zastanowieniu wybrałam Posietint. Kilka dni później dostałam w prezencie zestaw Sugarlicious, zawierający min. miniaturkę klasycznego Benetinta.  Stąd była już bardzo krótka droga do zakupu Chachatinta.

Wszystkie trzy rodzaje tintów, pomimo niewielkich różnic w formule i oczywiście kolorze są świetne.
Zamknięte są w słoiczkach do złudzenia przypominających lakiery do paznokci, apliktorem jest sztywny lakieropodobny pędzelek.




Benetint jest prawie zupełnie płynny, Posietint żelowo-kremowy a Chachatint lokuje się po środku ale zasada działania jest identyczna. Nałożone na policzki lub/i usta barwią je na bardzo trwały kolor. Efekt wygląda bardziej jak naturalny rumieniec, nie ma matowego pudrowego efektu jak w wypadku klasycznych róży. Efekt można stopniować nakładając pojedynczą warstwę lub kilka cienkich. Tinty można też stosować jako bazę pod prasowane czy sypkie produkty. Ponieważ są matowe, bardzo ładnie wyglądają przypruszone połyskującym różem czy pudrem.
Na ustach mogą nieco wysyszać, dla tego dobrze przykryć je warstwą balsamu do ust albo błyszczyka.
Można nakładać je na "gołą skórę" pod podkład albo na podkład. O dziwo sprawdzały się róznież nałożone na puder mineralny. Ostatnio z kilku podów wróciłam do klasycznych płynnych podkłądów, tinty nakładam na twarz ujednoliconą podkładem a na koniec prypruszam transparentnym pudrem.
Tak zastosowane trzymają się aż do zmycia. Trwałość jest fenomenalna.

Jeżeli chodzi o aplikację, trzeba wypróbować je raz czy dwa zanim dojdzie się do wprawy i znajdzie odpowieni sposób nakładania, ale potem nie stanowi to już żandego problemu. Najważniejsze jest to, żeby działać szybko (malujemy po jednym policzku na raz) bo tinty błyskawicznie wysychają i barwią skórę. Najlepszą metodą jest nakładanie cienkich warstw, jeżeli efekt jest zbyt delikatny zawsze można dodać kolejne warstwy. Usunięcie zbyt dużej ilości koloru jest prawie niemożliwe bez całkowitego demakijażu.
Producent poleca nakładać tinty na policzki za pomocą aplikatora i wklepywać palcami. Mi najbardziej odpowiada jednak aplikacja pędzlem typu duo fiber. Nakładam odrobinę (na prawdę odrobinę!) produktu i szybciutko stępluję twarz delikatnie blendując. Kiedy pierwsza warstwa wyschnie, nakładam drugą.





Klasyczny Benetint jest krwistoczerwonym płynem o zapachu róż. Po rozblendowaniu uzyskujemy czerwono-różowe zabarwienie, dość neutralne. Myślę, że jest to chyba najbardziej uniwersalny kolor. Na zdjęciu mam 2 warstwy Benetinta, zarówno na policzkach jak i na ustach. Najłatwiejszy do nakładania na ustach, trzyma się w tym miejscu również najdłużej ze wszystkich kolorów.




Posietint to najdelikatniejszy z kolorów, chłodny cukierkowy róż. Benefit opisuje go, jako "poppy-tinted". Mnie z makiem kompletnie się nie kojarzy, ale jest na prawdę prześliczny. Trzyma się na mnie nieco krócej niż dwa pozostałe kolory, ale nadal załuguje na miano różu nie do zdarcia :). Najbardziej przypomina kolor moich naturalnych rumieńców. 2 warstwy na ustach i na policzkach.





Chachatit to najmłodsze dziecko w rodzinie. Ciepły odcień określony jako mango. Tym razem nazwa jak najbardziej pasuje. Nieco przerażający w buteleczce, na policzkach wygląda bardzo świeżo, brzoskwiniowo-różowo. Będzie najlepszy dla dziewczyn, które borykają się z zaczerwienieniami bo, e względu na brzoskwiniowy odcień nie powinien dodatkowo podkreślać niechcianego zaróżowienia ;). Zaskakująco intensywnie barwi usta na czerwono-koralowy kolor.


Nie potrafię się zdecydować, który z nich lubię najbardziej. Chyba Chachatint (ja i moja słabość do korali :) ), ale bardzo cieszę się że mam wszystkie.

Odkąd wpadły w moje zachłnne kosmetykomaniacze łapki, nie tknęłam żadnego innego różu. Po prostu nie mam ochoty, te wyglądają na policzkach i ustach tak świetnie i są tak trwałe, że zwyczajnie nie mam ochoty ich zdradzać. Jedynym minusem jest cena, bez promocji pełnowymiarowe opakowanie 12,5ml kosztuje 145zł. Myślę jednak, że biorąc pod uwagę rewelacyjną wydajność warto się skusić przy okazji najbliższej promocji w Sephorze.


Który kolor spodobał wam się najbardziej?

wtorek, 1 stycznia 2013

Ulubieńcy grudnia i roku 2012

Pora na małe podsumowanie. Zebrałam listę ulubieńców, jak co miesiąc, a dodatkowo małe podsumowanie roku. Wiem, że na pewno o niektórych produktach zapomniałam, ale trudno. Jest to więc zbiór dość luźny, o niektórych kosmetykach pisałam często o innych rzadziej ale zarówno jedne, jak i drugie wyjątkowo zapadły mi w pamięć w minionym roku.

Ulubieńcy grudnia


W grudniu nie rozstawałam się z Guerlain Meteorites 01, różem Flormar (z duo P115) oraz starą dobrą pomadką Bebe intensywna pielęgnacja. Ulubioną bazą była Hean Stay On, której prawie codziennie towarzyszył Eyeliner L'oreal Super Liner (Liner Intense) Carbon Gloss. Polubiłam też kombinację odżywki do rzęs Eveline Advance Volumiere (pięknie wydłuża ale prostuje podkręcona zalotką rzęsy, ponieważ jednak mój eyeliner nie współpracuje dobrze z zalotką, byłam i tak skazana na proste rzęsy ;) ) + Eveline Big Volume Lash Waterproof + Maybelline Illegal Lenghts Waterproof (sam w sobie średni tusz, w wersji wodoodpornej niedostępny w Polsce). Nadal mam bardzo suche usta, dla tego jedynym kolorowym produktem, jaki byłam w stanie na nich znieść był mój ukochany stain YSL w kolorze 12.
Jeżeli chodzi o perfumy, to nadal wysączam ostatnie krople Kenzo Flower.


Ulubieńcy i odkrcia 2012


YSL Rouge pour couture glossy lip stain. To jeden z niewielu produktów, w których nie zmieniłabym nic (no, może oprócz ceny :) ). Absolutnie idealne połączenie błyszczyka, pomadki i tinta. Kupiony w marcu nr 12 już ledwo zipie, dlatego korzystając z sephorowej super zniżki kupiłam kolejną czerwień, tym razem bardziej klasyczną nr 9. Gdybym miała wybrać jednego ulubieńca 2012, na pewno byłaby to ta pomadka.


Inglot. Marka, która powróciła do moich łask w tym roku. Świetne cenie, produkty do ust, niezawodne bibułki matujące.


Benefit Hervana za to, że można nią wyczarować zdrowy i świeży rumieniec, róż (a właściwie bronzer) Anabelle Minerals w kolorze Honey, który świetnie ociepla buzię. Prasowany puder Bell 2 Skin Pocket Mat detronizuje wszystkie prasowańcem, jakie znam. Jakość wysokopółkowa za mniej niż 20zł! Make Up For Ever Full Cover, to korektor na który zawsze mogę liczyć. Supertrwały, bardzo kryjący a jednocześnie świetnie stapiający się z cerą. Niedawno zaczęłam drugie opakowanie.
Na wspomnienie zasługuje również mój najukochańszy MAC Warm Soul (obecny już jednak tylko duszą a nie ciałem bo się jakiś czas temu skończył ).


L'oreal Super Liner nie jest może 100% ideałem, ale jest bardzo czarny i bajecznie prosty w obsłudze. Sephora Smoothing & Brightening concealer to najlepszy jak do tej pory rozświetlacz okolic oczu, szczególnie kolor 02. Eveline Big Volume Lash Waterproof na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. Już go nie oddam :)


Szampon Wszechczasów, czyli morelowy Garnier dla dzieci, odżywka do skóry głowy i włosów Jantar oraz olejki Alterra to ulubieńcy w kategorii pielęgnacji włosów. Garnier Skóra wrażliwa płyn do demakijażu 2w1 znakomicie radzi sobie z tuszem wodoodpornym a krem Floslek Be Eco pod oczy i na szyję rewelacyjnie nawilża okolice oczu. Masełka do ust Nivea pokochałam za wygodne i ładne puszeczki i skuteczność. Ulubiona maseczka to The Body Shop Warming Mineral Mask. Zużyłam już dwie tubki i na pewno będą następne. Maska ładnie zwęża pory i oczyszcza twarz, szczególnie nałożona podczas kąpieli.


W kategorii lakierów do paznokci królowało oczywiście Essie. Oprócz sztandarowych korali, bardzo lubiłam nosić kobaltowy niebieski i cielaki w stylu Essie Sand Tropez.


Uwielbiałam zalotkę MAC oraz trzy syntetyczne pędzelki do oczu Sedona Lace.


Ulubiony zapach był niezwykle trudny do wytypowania, ale najczęściej nosiłam Moschino Hippy Fizz. Czysty, optymistyczny i bardzo trwały.


Oczywiście, nie mogę zapomnieć o świecach i woskach Yankee Candle, które umilały mi większość z 366 dni 2012 roku :).

Jakie były wasze ulubione kosmetyki ubiegłego miesiąca i ubiegłego roku?

sobota, 13 października 2012

Benefit Hervana


Dla wszystkich, które prosiły i którym owy róż śni się po nocach: Benefit Hervana. Śnił się on i mnie ;) i to przez dłuższy czas. Wyczekiwałam polskiej premiery, chodziłam i sprawdzałam. Niestety dość długo to wszystko trwało, mania nieco odpuściła i w końcu nie kupiłam Hervany zaraz, kiedy pojawiła się w Sephorze. Nadal miałam ogromną ochotę na przygarnięcie tego różu, ale postanowiłam poczekać na promocję. W końcu załapałam się na 40% i kupiłam.
Puder w cenie regularnej kosztuje 145zł ( co jest nie ukrywam dość boleśnie wysoką ceną i zniechęca mnie do zakupu większej ilości benefitowskich pudrów) i zawiera sporo, bo aż 8g produktu.
Hervana to bardzo lubiany i popularny róż w bologow-youtubowym makijażowym świecie i muszę powiedzieć, że wcale mnie to nie dziwi.


Puder zamknięty jest w typowym kartonowym benefitowskim pudełeczku. Pudełko w niczym solidnością nie ustępuje plastikowi, kto kiedykolwiek miał/widział na żywo powder boxy wie, o czym mówię. Klapka wyposażona jest w całkiem spore lusterko, wewnątrz znajdziemy również skośnie ścięty pędzelek z naturalnego włosia który, choć lepszy niż w starszych pudrach Benefit, nadal ma niewiele wspólnego z użytecznym narzędziem do malowania policzków. Zapach różu jest przepiękny, określiłabym go jako mieszanka suszonej śliwki i róży, mogłabym wąchać go bez końca :).
Sam produkt to mozaika złożona z połyskującego beżu i brzoskwini oraz dwóch matowych chłodnych kolorów, różu i fioletu.
Po zmieszaniu otrzymujemy bardzo delikatny odcień różu z chłodnymi tonami, wykończenie praktycznie matowe bo niewielkie drobinki widoczne w pudełku w dwóch z czterech odcienie giną na buzi. Bardzo lubię matowe róże (i lubię też błyszczące, ale czy muszę się do cholery określać i lubić tylko jedne albo tylko drugie :D?), dają nieco większe pole manewru przy wyborze wykończenia na ustach czy oczach.

Z jakiegoś bliżej nie wyjaśnionego powodu, Hervana kiepsko się swatchuje. Na twarzy widać go bardzo ładnie i jest to róż o bardzo dobrej pigmentacji ale na palcach, czy dłoni ciężko wydobyć jego piękno. Być może ma to związek z tym, że ciężko jest zebrać paluchem wszystkie kolory mozaiki. Niech was więc nie zwiodą te kiepskie swatche, Hervana ma świetną pigmentację i jest łatwa we współpracy.



Uwielbiam efekt, jaki daje Hervana. Ma w sobie coś takiego, że chętnie sięgam po niego codziennie. Lekko chłodny kolor jest bardzo świeży, ale nadal na tyle neutralny, że bardzo fajnie wygląda na ciepłej żółtej karnacji. Nie gryzie się z większością makijaży oczu ani ust. To bardzo twarzowy odcień różu i jestem przekonana, że spodoba się praktycznie każdemu.

Trwałość jest bardzo dobra, porównywalna do innych wysokopółkowych róży.
 Dodatkowym plusem jest oczywiście piękny zapach i na prawdę ładne pudełko. Jest to róż, który mogę z czystym sumieniem polecić, szczególnie jeżeli możecie go kupić w promocji.


czwartek, 23 sierpnia 2012

Neutralne oko z zielonym akcentem








Bardzo lubię ciemnozielone cienie do powiek, szczególnie jako akcent w bardziej codziennych i stonowanych makijażach. Dzisiaj mam takie właśnie neutralne oko z odrobiną połyskującej zieleni.

Oczy (wszystko Inglot): powieka AMC 112, załamanie 402P, łuk brwiowy 351M, wewnętrzny kącik 395P, dolna linia rzęs 114P.


środa, 3 sierpnia 2011

Wakacyjna kosmetyczka Burn cz II: kolorówka


Oto tajemnice mojej wakacyjnej kosmetyczki z kolorówką :).Staram się bardzo ograniczać,jeżeli chodzi o pakowanie makijażu bo wiem,że większości rzeczy i tak nie użyję (szczególnie w gorącym klimacie,jeżeli jadę w chłodniejsze miejsca jest większa szansa że będę miała ochotę np. pomalować oczy).Jednak bez pewego minimum nie mogę się niestety obyć.Wiem,że dla niektórych z was to dużo,ale prawdziwe kosmetykomaniaczki pewnie mnie zrozumieją ;).



-Brintey Spears Fantasy.Zabieram je głowinie ze względu na małą buteleczkę i fakt,że zostało ich już niewiele (jakaś 1/3 z 30ml).Poza tym oczywiście uwielbiam ich zapach.Dodatkowo wezmę 1-2 małe próbki innych zapachów na wszelki wypadek.

-OPI My Chihuahua bites!.Moj ukochany lakier,to już drugie wakacje,jakie spędzamy razem :)

-Wibo różany zmywacz do paznokci w płatkach.Bardzo poręczne,kompaktowe opakowanie.Zobaczymy,jak się sprawdzi.

-składany pędzel kabuki Sigma.Świetny pędzel,idealny do nakładania podkładu mineralnego w podróży i nie tylko.

-podkład mineralny Pixie Cover de Luxe Cameo 2.Aktualnie mój ulubieniec w kategorii podkładów mineralnych.Przebił nawet Meow Flawless Feline.Ma idealny kolor-ciepły,żółty z brzoskwiniowymi tonami a dodatkowo bardzo dobrze kryje i jest lekki na twarzy.

-zestaw mini pilniczków i polerek Avon





-róż w musie Manhattan 39D Apricot.Bardzo ładny brzoskwiniowo-różowy kolor,arcy łatwa aplikacja przy pomocy palców i niewielkie rozmiary czynią z niego idealnego kompana podróży.Nie trzeba zabierać pędzelka do różu.Jest nietłusty i ma pudrowe wykończenie,nie trzeba go utrwalać sypkim pudrem i dobrze dogaduje się z podkładem mineralnym.

-miniaturowy rozświetlacz Benefit Hight Beam.Nie jest to mój ulubieniec,ale myślę że może się przydać.

- Amazing Cosmetics Amazing Concealer w kolorze Light Golden.Bardzo gęsty i dość mocno kryjący.Kolor nie jest dla mnie idealny ale i tak nie mogę za bardzo wybrzydzać-jak dotąd nie znalazłam lepszego :(

-Maybelline Pure Mineral korektor 03 Sand.Ten korektor jest fajny,ładnie kryje i nadaje się pod oczy ale niestety jest trochę za jasny.Niestety muszę brać dwa korektory i łączyć je bo samodzielnie żaden z nich nie spełnia moich oczekiwań w 100%.


Pędzelka Sigma E45 ze zdjęcia ostatecznie nie biorę ze sobą ;)



-Rimmel Lasting Finish 070 Airy Fairy.Pisałam o niej TU.To aktualnie mój ulubiony kolor,używam jej codziennie.Przebiła nawet MAC Angel.Świetny produkt!

-Rimmel Vinyl Gloss Fall in Love(numerek się starł niestety,ale nazwę pamiętam).Kupiony niedawno w rosmannowskiej promocji.Liczyłam na więcej koloru,ale błyszczyk jest praktycznie bezbarwny,ma tylko lekką poświatę.Nie mniej jednak jest to bardzo przyjemny produkt.

-Yves Rocher Coleurs Nature kredka do brwi 02 Cedre.Bezapelacyjnie najlepsza kredka do brwi,jakiej używałam.Ma odpowiednią konsystencję,jest trwała i świetnie się rozprowadza.Dołączony jest wygodny grzebyczek do układania brwi i rozcierania kredki.W promocji kosztuje około 25zł,co uważam za świetną cenę,szczególnie biorąc pod uwagę jakość.
TU pisałam o kolorze 03 Chatian,ale niedawno odkryłam że idealnym dla mnie kolorem (szarym,dość jasnym z domieszką chłodnego brązu) jest 02 Cedre kredka spełnia moje wymagania w 100%.Gorąco ją wam polecam.

-Makeup Forever Aqua Cream 13.Uniwersalny wodoodporny kremowy produkt do stosowania na całą twarz(ja zamierzam używać go jako cienia do powiek).
Miałam ochotę wypróbować Aqua Creamy już od dawna,jednak cena nieco mnie zniechęcała (110zł za sztukę :/).Wczoraj jednak,dzięki Kasi ze Sweet & Punchy,dorwałam w Sephorze na wyprzedaży zestaw dwóch Aqua Creamów 13 i 15(brąz-taupe,śliczny) i dwóch miniaturowych kredek Aqua Eyes.Zapłaciłam 90zł :).Nie dość,że oszczędziłam 20zł na jednym opakowaniu to jeszcze dostałam gratis drugie (oba są pełnowymiarowe !) i mini kredki.
Zestaw kosztował w cenie regularnej 220zł więc przecena wyniosła ponad 50%.Jeżeli tak jak ja czaicie się na Aqua Creamy to polecam zajrzeć do Sephory.


I to tyle.W normalnych okolicznościach wzięłabym jeszcze tusz do rzęs i zalotkę.Tym razem jednak mam przedłużone rzęsy(o całym doświadczaniu związanym z przedłużaniem rzęs metodą 1:1 napiszę wam za kilka tygodni) więc nie muszę ich tuszować.


Jakie są wasze must-have w wakacyjnej kosmetyczce z kolorówką?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...