Nie wiem, jak wam ale mnie zapachy inspirowane zieloną herbatą E. Arden chyba nigdy się nie znudzą. To bardzo przyjemna i orzeźwiająca mieszanka. Tak właśnie pachnie bohater dzisiejszej recenzji- peelingujący żel pod prysznic Joanna Naturia. Pewnie pamiętacie, że przepadam za peelingami do ciała. Nigdy jednak nie pisałam wam o moich relacjach ;) z lżejszymi ścierakami, czyli żelami z peelingującymi drobinkami. Zazwyczaj omijam je z daleka, przypominają raczej kisiel z drobinkami piasku, niż produkt solidnie złuszczający skórę. Ten konkrety trafił do mnie w paczuszce do przetestowania i muszę powiedzieć, że nawet się polubiliśmy. Nie będzie to może trwały związek na lata, ale możliwe że jeszcze kiedyś do niego wrócę.
Jedną z podstawowych zalet żelu Naturia jest wspomniany już zapach, rzecz na prawdę przyjemna podczas upałów. Drobinki są zaskakująco skuteczne, masują i rzeczywiście drapią, zdecydowanie lepiej niż te z innych żeli peelingująch, z jakimi miałam do czynienia. Oprócz lekkiego peelingu spełnia dobrze swoje podstawowe funkcje myjące. Pojemność 300ml, czyli nieco większa niż standard, cena około 4-6zł.
Nie zrewolucjonizował może mojego życia, ale to sympatyczny i tani produkt. Można dać mu szansę, nie powinnyście być zawiedzione, o ile nie oczekujecie cudów.
Lubicie żele peelingujące, czy wolicie produkty mocniejszego kalibru?