Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 kwietnia 2014

Bell Tint Lipstick Pomadki trwale barwiące usta


Jak pamiętacie, przepadam za tintami i stainami. Na co dzień jestem dość zabiegana i niekoniecznie mam czas na ciągłe poprawki makijażu ust. Jednocześnie bez pewnej dawki koloru czuję się blado. Tinty są idealny rozwiązaniem ,zazwyczaj są to produkty dużo bardziej bezproblemowe niż klasyczne pomadki i błyszczyki. Są trwałe a w takcie dnia można je łatwo reaplikować lub odświeżyć za pomocą balsamu do ust czy błyszczyka. Są odporne na jedzenie czy mówienie (a to ważne, nie jest żadną tajemnicą, że jestem gadułą ;) ).
 Lubię zarówno te, dające więcej koloru (YSL Glossy Stains, Revlon Kissable Balm Stains) jak i nieco bardziej subtelne (np. Tinty Benefita). Dziś o dwóch (a właściwie trzech) propozycjach z rodzimej półki kosmetycznej: pomadkach Bell Tint Lipsticktrwale barwiących usta.

Mam kolor 02 i 03. Pierwszy to intensywny chłodny róż, drugi chłodna czerwień również zmierzająca na ustach w kierunku różowych tonów. Dostępny jest jeszcze jeden odcień będący subtelniejszą wersją 02. Kosztują około 12zł, zamknięte są w klasycznym szminkowym opakowaniu. W skład kolekcji wchodzą również płynne tinty (nowa, delikatniejsza w kolorze odsłona znanych już płynnych tintów). Opakowanie ozdobione jest logo marki, jeden ozdoba ta ściera się natychmiastowo. Bardzo nie lubię, kiedy napisy tak łatwo się ścierają ale cóż.









Kolory są transparentne, wykończenie bardzo błyszczące. Pomadki są miękkie i bardzo komfortowe w noszeniu. Tak właściwie są to bardziej koloryzujące balsamy niż typowe pomadki. Kolor rzeczywiście pozostaje na ustach dość długo, nawet po tym jak sama szminka już się zje. Dodatkowo można go stopniować, aż do uzyskania całkiem intensywnego zabarwienia (szczególnie w przypadku różu). Bardzo ładnie ożywiają buzię, będą również fajną alternatywą dla tych z was, które nieco nieśmiało podchodzą do koloru na ustach. Generalnie efekt, jaki dają na ustach przypomina mi trochę Smashbox O Gloss czy też inne produkty do ust mające dostosowywać się do koloru ust. Myślę, że wiecie o co mi chodzi.

Bardzo lubię ich używać, ale jednocześnie strasznie się złoszczę za każdym razem, kiedy nakładam je na usta. Konsystencja sztyftu jest bardzo bardzo miękka, co stanowi zarówno zaletę, jak i wadę. Dobrze nawilża i przyjemnie się nosi ale bardzo łatwo je "rozciapciać". Dzieje się to praktycznie natychmiastowo i zanim się obejrzałam skończyłam z czymś takim jak na zdjęciu poniżej:


Bardzo mało estetyczne i jeszcze mniej wygodnie. Forma nie jest chyba do końca dobrze przemyślana, może lepiej byłoby zapakować je do słoiczka?

Mam mieszane uczucia, sięgam po nie dość często ale ze względu na postępującą deformację stają się one coraz mniej wygodne. Lubię efekt, jaki dają ale zdecydowanie nie lubię zamieszania związanego z aplikacją. Mają dość przystępną cenę, opakowanie jest dość sympatyczne, ale napisy na opakowaniu szybko się ścierają.

Nie wiem, czy kupię ponownie. Mam z nimi podobny problem, jak z pomadkami Celia Nude. Są bardzo dobre ale jednocześnie mocno niedopracowane.


 Ps. Czy ktoś wie jak zapanować nad bloggerem samowolnie retuszującym ładowane zdjęcia...irytuje mnie to straszliwie.

czwartek, 6 czerwca 2013

Ulubieńcy maja


Nie przyjmuję do wiadomości końca maja. Nie przyjmuję i już! Guzik z pętelką! Dopiero co był grudzień przecież...
Kończąc jednak narzekanie, szybko i zwięźle przedstawię kosmetyki, które towarzyszyły mi przez większość miesiąca. Nie jest to najbardziej ekscytujący miesiąc, jeżeli chodzi o ulubieńców, ale trudno.

1. Essie Tigh High to przepiękne bordo z prawie duochromowym shimmerem. Przepiękne wykończenie. 

2. Zabrałam się na poważnie za denkowanie mackowych cieni. Naked Lunch już zużyłam, All That Glitters i Vapour też ledwo zipią a i niespodziewanie Copperplate, mój ulubieniec do brwi również zakwalifikował się do denkowania ;).

3. Puder Bell Pocket 2Skin, z racji wspomnianego zużywania zapasów oraz jego świetnego działania

4. Kremy BB Eveline, wersja Super Lifting 4D i matujący. O dziwo bardzo się różnią (także kolorem!), ale oba bardzo lubię. Więcej o nich wkrótce.

5. Balsam do ciała Avon Skin so soft z olejkiem arganowym. Jest na prawdę rewelacyjny! Przyjemna, bardzo treściwa ale łatwa we współpracy konsystencja. Przypomniałam sobie o nim robiąc porządki w zapasach kosmetyków pielęgnacyjnych. Na prawdę dobrze nawilża suchą skórę i przyjemnie pachnie. Teraz używam wersji fioletowej ujędrniającej, ale niestety nie dorasta mu ona do pięt. Nie raz miałam do czynienia z produktami SSS, ale po raz pierwszy jestem tak bardzo zadowolona.

6. Benetint i Chachatint Benefit. Pewnie was już tymi tintami zanudzam, ale nic nie poradzę na to że używam ich codziennie. Jedyne zmiany, jakie odnotowuje to czasowe fluktuacje dotyczące wybieranego koloru :). W maju był to najczęściej różany Benetint i jego brzoskwiniowy kuzyn.

7. Błyszczyk Eveline Colour Celebrities kolor 590. Świetny błyszczyk w świetnym kolorze. Długo się utrzymuje, nawilża i jest mocno napigmentowany. Odcień bardzo fajnie ożywia buzię, to połączenie różu i brzoskwini, w koralowym klimacie. Podoba mi się zapach, przyjemnie owocowy. Jeden z lepszych błyszczyków, jakie ostatnio testowałam. Kupiony za 6zł w Biedronce :)

Jakie kosmetyki podbiły wasze serca w tym miesiącu?

wtorek, 12 lutego 2013

Bell Air Flow Lotus Effect 704



Z jakiegoś powodu mam od jakiegoś czasu dość często ochotę na noszenie wszelkiego rodzaju cielaków i okołocielakowych kolorów (może to już po prostu starość? ;) ). W tym duchu kupiłam Bell Air Flow 704. W butelce śliczny fioletowo-różowo-nudziakowy lakier z delikatnym różowym połyskiem. Wyglądał na prawdę ślicznie.
Niestety, shimmer jest na paznokciach zupełnie niewidoczny a sam odcień nie jest zbyt twarzowy dla mojej karnacji. Mogę go nosić, ale coś mi się tu gryzie, wygląda smętnie i nudno. Nie elegancko i świeżo jak np. Essie Sand Tropez (który muszę sobie koniecznie odkupić!) tylko nieciekawie właśnie.
Do tego lakkier ma trochę zbyt gęstą konsystencję i lubi smużyć. Nic specjalnego, po raz kolejny przekonuję się, że lakiery Bell nie są dla mnie.

wtorek, 1 stycznia 2013

Ulubieńcy grudnia i roku 2012

Pora na małe podsumowanie. Zebrałam listę ulubieńców, jak co miesiąc, a dodatkowo małe podsumowanie roku. Wiem, że na pewno o niektórych produktach zapomniałam, ale trudno. Jest to więc zbiór dość luźny, o niektórych kosmetykach pisałam często o innych rzadziej ale zarówno jedne, jak i drugie wyjątkowo zapadły mi w pamięć w minionym roku.

Ulubieńcy grudnia


W grudniu nie rozstawałam się z Guerlain Meteorites 01, różem Flormar (z duo P115) oraz starą dobrą pomadką Bebe intensywna pielęgnacja. Ulubioną bazą była Hean Stay On, której prawie codziennie towarzyszył Eyeliner L'oreal Super Liner (Liner Intense) Carbon Gloss. Polubiłam też kombinację odżywki do rzęs Eveline Advance Volumiere (pięknie wydłuża ale prostuje podkręcona zalotką rzęsy, ponieważ jednak mój eyeliner nie współpracuje dobrze z zalotką, byłam i tak skazana na proste rzęsy ;) ) + Eveline Big Volume Lash Waterproof + Maybelline Illegal Lenghts Waterproof (sam w sobie średni tusz, w wersji wodoodpornej niedostępny w Polsce). Nadal mam bardzo suche usta, dla tego jedynym kolorowym produktem, jaki byłam w stanie na nich znieść był mój ukochany stain YSL w kolorze 12.
Jeżeli chodzi o perfumy, to nadal wysączam ostatnie krople Kenzo Flower.


Ulubieńcy i odkrcia 2012


YSL Rouge pour couture glossy lip stain. To jeden z niewielu produktów, w których nie zmieniłabym nic (no, może oprócz ceny :) ). Absolutnie idealne połączenie błyszczyka, pomadki i tinta. Kupiony w marcu nr 12 już ledwo zipie, dlatego korzystając z sephorowej super zniżki kupiłam kolejną czerwień, tym razem bardziej klasyczną nr 9. Gdybym miała wybrać jednego ulubieńca 2012, na pewno byłaby to ta pomadka.


Inglot. Marka, która powróciła do moich łask w tym roku. Świetne cenie, produkty do ust, niezawodne bibułki matujące.


Benefit Hervana za to, że można nią wyczarować zdrowy i świeży rumieniec, róż (a właściwie bronzer) Anabelle Minerals w kolorze Honey, który świetnie ociepla buzię. Prasowany puder Bell 2 Skin Pocket Mat detronizuje wszystkie prasowańcem, jakie znam. Jakość wysokopółkowa za mniej niż 20zł! Make Up For Ever Full Cover, to korektor na który zawsze mogę liczyć. Supertrwały, bardzo kryjący a jednocześnie świetnie stapiający się z cerą. Niedawno zaczęłam drugie opakowanie.
Na wspomnienie zasługuje również mój najukochańszy MAC Warm Soul (obecny już jednak tylko duszą a nie ciałem bo się jakiś czas temu skończył ).


L'oreal Super Liner nie jest może 100% ideałem, ale jest bardzo czarny i bajecznie prosty w obsłudze. Sephora Smoothing & Brightening concealer to najlepszy jak do tej pory rozświetlacz okolic oczu, szczególnie kolor 02. Eveline Big Volume Lash Waterproof na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. Już go nie oddam :)


Szampon Wszechczasów, czyli morelowy Garnier dla dzieci, odżywka do skóry głowy i włosów Jantar oraz olejki Alterra to ulubieńcy w kategorii pielęgnacji włosów. Garnier Skóra wrażliwa płyn do demakijażu 2w1 znakomicie radzi sobie z tuszem wodoodpornym a krem Floslek Be Eco pod oczy i na szyję rewelacyjnie nawilża okolice oczu. Masełka do ust Nivea pokochałam za wygodne i ładne puszeczki i skuteczność. Ulubiona maseczka to The Body Shop Warming Mineral Mask. Zużyłam już dwie tubki i na pewno będą następne. Maska ładnie zwęża pory i oczyszcza twarz, szczególnie nałożona podczas kąpieli.


W kategorii lakierów do paznokci królowało oczywiście Essie. Oprócz sztandarowych korali, bardzo lubiłam nosić kobaltowy niebieski i cielaki w stylu Essie Sand Tropez.


Uwielbiałam zalotkę MAC oraz trzy syntetyczne pędzelki do oczu Sedona Lace.


Ulubiony zapach był niezwykle trudny do wytypowania, ale najczęściej nosiłam Moschino Hippy Fizz. Czysty, optymistyczny i bardzo trwały.


Oczywiście, nie mogę zapomnieć o świecach i woskach Yankee Candle, które umilały mi większość z 366 dni 2012 roku :).

Jakie były wasze ulubione kosmetyki ubiegłego miesiąca i ubiegłego roku?

niedziela, 22 lipca 2012

Bell Pocket 2 Skin Mat puder prasowany


Bell Pocket 2 Skin Mat. Najlepszy puder prasowany, jaki zam. Co prawda nie miałam nigdy wysokopółkowego prasowanego pudru, ale śmiem twierdzić że trudno byłoby znaleźć coś, co odpowiada mi bardziej niż Bell.

Dziewięciogramowy kompakt kosztuje w granicach 18-20zł. Cena jest może nieco wyższa niż przeciętnego prasowańca w tym zakresie, ale nadal przystępna szczególnie biorąc pod uwagę świetną jakość. Puder dostępny jest w czterech kolorach. Niby nie jest to tragicznie mała gama kolorystyczna (wiele tego typu produktów dostępnych jest w jednym czy dwóch odcieniach) ale ciężko było wybrać mi odpowiedni. 041 to rzekomo transparentny odcień, ale jest tak jasny że dla mnie odpada. 042 (który mam aktualnie) jest  najlepszym wyborem, ale nadal jest trochę za jasny i za mało żółty a 043, który miałam poprzednio był już zbyt ciemny. 044 będzie odpowiedni dla posiadaczek na prawdę śniadej cery.

Na ogromną pochwalę zasługuje zgrabna i po prostu przyjemna dla oka puderniczka. Wewnątrz znajdziemy spore lusterko (nienawidzę, kiedy pudry nie mają lusterka! Taki drobiazg potrafi bardzo uprzykrzyć życie ;) ) i dobrej jakości puszek.


Puder ma aksamitną, miękką i gładką konsystencję. Jest bardzo drobno zmielony i niemalże kremowy.Daje piękne matowe, ale nie płaskie wykończenie. Ujednolica makijaż a dzięki odpowiedniemu stopniu krycia świetnie nadaje się do poprawek ale nie wygląda maskowato. Jestem na prawdę pod wrażeniem konsystencji i wykończenia, jakie można przy jego pomocy uzyskać. Absolutnie nie spodziewałam się tak rewelacyjnej jakości po Bell.
Bardzo dobrze łączy się zarówno z BB kremami, jak i z podkładami mineralnymi. Na trwałość również nie narzekam. Noszę go w torebce, ale muszę kupić sobie opakowanie "stacjonarne" do mojej toaletki, żeby używać częściej w domu, bardzo ładnie nakłada się również przy pomocy pędzla typu kabuki.




Jest to bez wątpienia mój ulubiony puder prasowany i serdecznie wam go polecam! Jedynym mankamentem jest z mojego punktu widzenia gama kolorystyczna, ale podejrzewam że nie będzie to stanowiło problemu dla każdego.


Ocena: 6-

wtorek, 3 lipca 2012

Ulubieńcy czerwca


Ufff.... i już po czerwcu. Minął mi dość intensywnie i cieszę się na chwilę odpoczynku, która mnie czeka (za tydzień opuszczam was i wybywam na sześciodniowe wakacje). Pora na zestawienie produktów, których najczęściej używałam w tym miesiącu.

-OPI Tasmanian Devil Made Me Do It. Jak wiecie, to mój sprawdzony i ukochany ulubieniec.

-Lancome Rouge in Love 165M. Świetna czerwień i generalnie świetna pomadka, jestem bardzo zadowolona z zakupu i rozmyślam nad kolejnym kolorem.

-Bell Rouge 2 Skin 054. Łatwy w obsłudze, zawsze pasuje do tego co mam na oczach bez względu na kolor.

-Sarah Jessica Parker Lovely. Kocham ten zapach a ponieważ skończyłam ostatnią buteleczkę jakieś dwa lata temu postanowiłam zaopatrzyć się w nową bo coraz rzadziej widuję je na allegro (nie mówiąc już o sklepach) i obawiam się, że niedługo może zniknąć na amen. Lovely to delikatny (ale trwały) zapach czystej, wypielęgnowanej skóry. Bardzo bardzo mój.

-Masło Floslek Czekolada i Wanilia. Pisałam już o nim nie raz, w tym miesiącu z przyjemnością używałam go do pielęgnacji stóp i rąk. Jest na prawdę treściwe i odżywcze wiec świetnie się do tego nadaje.

-Lush Dark Angels Fresh Facial Cleanser. Nadal w fazie testowania, ale chyba się polubiliśmy. Zabójczo pachnie, trochę jak mocna herbata Earl grey. No i ta nazwa :)

-moje paletki Inglot. Używane w czerwcu dość intensywnie, szczególnie 419P, 402P, 399P i 342M. 419 P to absolutnie genialna oliwka, która narobiła mi apatytu na zielenie na oczach :)
Muszę też zwrócić honor AMC Shine 118. Nie dogadywał się z bazą Hean ale na Make Up For Ever Aquacream 13 i MAC Bare Study wygląda świetnie. Cofam zarzuty co do braku pigmentacji. Był to cień, którego używałam praktycznie codziennie. Przepięknie opalizuje.



środa, 27 czerwca 2012

Bell 2 Skin Prasowany róż do policzków 054


Uwielbiam róże (z resztą nie tylko róże :) ) o ciepłym i niejednoznacznym odcieniu, trochę przypominające bronzery. Takie jak mój ukochany MAC Warm Soul czy Benefit Dallas (swoją drogą muszę kiedyś do niego jeszcze wrócić). Dodają twarzy zdrowego blasku.
Kiedy więc zobaczyłam tego rodzaju kolor w gamie róży Bell 2 Skin ( ta sama seria co genialny puder prasowany, o którym postaram się naskrobać coś niedługo) nie mogłam się nie skusić. Szczególnie, że róż ten kosztuje mniej niż 10zł. Oglądałam też pozostałe kolory (bardziej klasyczne róże i brzoskwinie) ale miały raczej średnią pigmentację. 054 to mieszanka sporej ilości ciepłego złocistego brązu z różem i odrobiną brzoskwini. Nie powinien kłócić się z większością makijaży, jest bardzo uniwersalny.
 W opakowaniu widać malutkie drobinki i połysk,jednak po nałożeniu na twarz wykończenie jest raczej satynowe. Nie ma co obawiać się zbyt mocnego połysku :).




 Róż ma miękką, ale nie pylącą konsystencję i bez problemu nakłada się zarówno gęstym, jak i bardziej puszystym pędzlem. Pigmentacja jest ok, chociaż nie zachwycająca. Można to jednak uznać za zaletę, kolor jest dość intensywny ale przy takim poziomie pigmentacji nie sposób zrobić sobie nim krzywdy.
Trwałość ok, nie czepiam się chociaż mam bardziej trwałe róże.




Podoba mi się proste, malutkie opakowania które nie zajmuje dużo miejsca w kosmetyczce ( prawdopodobnie znajdzie się w mojej wakacyjnej kosmetyczce).

Róż jest na prawdę fajny, szczególnie biorąc pod uwagę cenę. Nie wiem, jak w praktyce sprawdzają się inne kolory, ale 054 zdecydowanie polecam.


Ocena: 4


Ps. Moja kolekcja róży powiększa się. Nie wiem co się dzieje :D. Nigdy nie byłam różomaniaczką.

sobota, 28 maja 2011

Swatch me baby: szminka Bell Glam&Sexy 46


Mój niedawny zakup,który natychmiast stał się ulubionym wyborne ma co dzień.Szminkę Bell Glam&Sexy wypatrzyłam najpierw na stronie Bell a potem podczas zakupów w Naturze upolowałam za niecałe 12zł.W gamie kolorystycznej jest całkiem sporo kolorów do wyboru,większość z nich jest jednak dość transparentna a wszystkie bardzo połyskliwe.Producent reklamuje ją jako pomadkę-błyszczyk która daje efekt pełnych ust ,pokrytych taflą mokrego koloru.Trudno się z tym nie zgodzić.Szminka ma bardzo błyszczące i lśniące wykończenie a do tego wizualnie powiększa usta(nie ma żadnych miętowych piekących składników podrażniających usta,które mają za zadanie je powiększyć,co mnie cieszy bo na tego typu dodatki moje usta reagują różnie).




Jest napakowana drobinkami,ale na ustach nie widać ich jako nachalnego brokatu,tworzą jefnak efekt połysku.Szminka ma na prawdę "błyszczykowe" wykończenie.Jest bardzo lekka i nawilżająca,przypomina efekt jaki daje dobry balsam do ust.
Nie jest zbyt trwała,jak to zazwyczaj bywa w wypadku tego typu lekkich nawilżających szminek.Jednak łatwość jej aplikacji(spokojnie można poradzić sobie bez lusterka,szminka sunie gładko po ustach i nie zostawia smug a transparentny kolor jest bardzo wyrozumiały :) ).Jestem pewna,że Glam&Sexy przypadnie do gustu także dziewczynom,które zazwyczaj nie przepadają za szminkami.
Mój kolor to 46,czyli średni róż z fioletowymi tonami(taki pink-mauve :) ).Choć wydawałoby się,że będzie perłowy to na ustach nie daje ani perłowego ani metalicznego efektu(i bardzo dobrze!).Wygląda bardzo błyszcząco,świeżo i apetycznie.

Kolor można stopniować uzyskując nico większe nasycenie.Szminka ma śliczny malinowy zapach(przypomina mi szminkę L'oreala Shine Delice,którą uwielbiałam będąc dziewczynką,jakieś 10-11 lat temu.Prawdę mówiąc przypominają mi je także wykończeniem).Opakowanie ok,przezroczysty plastik nie jest moim szczytem marzeń,ale całkiem nieźle pasuje do błyszczącej,wesołej zawartości.Nie ma wstydu przy wyciąganiu jej z torebki na pewno.

Jestem zachwycona tą pomadką,ma bardzo ładny kolor i na prawdę powiększa usta.do tego właściwości nawilżające sprawiają,że sięgam po nią chętniej niż po balsam do ust.Brawo Bell!Na pewno skuszę się jeszcze na jakieś kolory.

czwartek, 3 marca 2011

NOTD: OPI Black Onyx


Bardzo lubię czarne lakiery i wypróbowałam ich już sporo.Czarny jest wymagającym kolorem i bardzo traci,jeżeli czarny lakier jakiego użyjemy jest kiepskiej jakości-zamiast błyszczącej intensywnej czerni efekt końcowy często przypomina wtedy bardziej szary czy ciemny brąz.Wreszcie jednak udało mi się odnaleźć czerń idealną.OPI Black Onyx jest kruczoczarny,niezwykłe głęboki i błyszczący.Wygląda bardzo efektownie.
Krycie jest na prawdę godne podziwu,właściwie wystarczyłaby jedna grubsza warstwa,ja jednak nałożyłam jak zazwyczaj 2.Aplikacja oczywiście idealna(kocham grube pędzelki OPI)

Zobaczcie tylko jak wielka jest różnica pomiędzy kiepską czernią ( Bell Glam Wear 412) a czernią absolutną ;) (OPI Black Onyx)


Polecam zainwestować w dobrą czerń.Taki lakier na prawdę robi wrażenie i pasuje niemal do wszystkiego.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...