Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Essie Boom Boom Room








Prawie święta a ja tu do was z typowo letnim cukierkowym różem. Niedorzeczne ;). Boom boom room to chłody, cukierkowy róż. Pastel, ale tak intensywny, że robi zakusy na bycie neonem. Bardzo ładny kolor, niestety z jakiegoś powodu niezbyt dobrze się trzyma na moich paznokciach. Krycie i aplikacja zupełnie bez zarzutu.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Essie Naughty Nautical




Miniaturka, którą dostałam gratis w promocji w Superpharmie. Lakier z letniej kolekcji o tej samej nazwie. Bardzo ładny, nieco przybrudzony morski kolor ze sporymi, dość rzadko rozmieszczonymi srebrnymi drobinami. Tak krem, nie krem. Aplikacja jak zwykle w przypadku Essie była super. Tak samo czas schnięcia. Miło zaskoczył mnie szeroki pędzelek identyczny jak w pełnowymiarowej wersji.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Essie Blanc









Zauważam u siebie symptomy nowej lakierowej obsesji. Tego lata będzie to biały lakier, jako total look :). Co więcej, znalazłam niemalże idealnego podwykonawcę białego manicure. Wiele z was pewnie wie, że znalezienie białego lakieru łatwego we współpracy to nie lada wyczyn. Essie Blanc, zgodnie z opiniami w internecie, jest na prawdę świetny. Ładnie kryje po dwóch warstwach, nie smuży, nie jest gęsty. Udało mi się również trafić w tym przypadku z odcieniem, Blanc jest jakby minimalnie przykurzony i dobrze współgra z moją karnację. Wzbudził bardzo pozytywne reakcje otoczenia, czego zupełnie się nie spodziewałam. Czuję, że szykuje się romans podobny do tego, jaki miałam z Essie Sand Tropez :)

czwartek, 11 lipca 2013

Essie Russian Roulette






Dziś klasyka, czerwień od Essie. Russian Roulette to neutralna czerwień, podobna do OPI Vodka & Caviar, może odrobinę cieplejsza. Wykończenie bardzo błyszczące, trochę żelkowe. Nie jest to moja absolutnie ulubiona czerwień bo najlepiej czuję się w ciepłych pomarańczowych odcieniach. Nie mniej jednak kolor klasyczny i bardzo ładny, łatwy we wspólpracy.

czwartek, 6 czerwca 2013

Ulubieńcy maja


Nie przyjmuję do wiadomości końca maja. Nie przyjmuję i już! Guzik z pętelką! Dopiero co był grudzień przecież...
Kończąc jednak narzekanie, szybko i zwięźle przedstawię kosmetyki, które towarzyszyły mi przez większość miesiąca. Nie jest to najbardziej ekscytujący miesiąc, jeżeli chodzi o ulubieńców, ale trudno.

1. Essie Tigh High to przepiękne bordo z prawie duochromowym shimmerem. Przepiękne wykończenie. 

2. Zabrałam się na poważnie za denkowanie mackowych cieni. Naked Lunch już zużyłam, All That Glitters i Vapour też ledwo zipią a i niespodziewanie Copperplate, mój ulubieniec do brwi również zakwalifikował się do denkowania ;).

3. Puder Bell Pocket 2Skin, z racji wspomnianego zużywania zapasów oraz jego świetnego działania

4. Kremy BB Eveline, wersja Super Lifting 4D i matujący. O dziwo bardzo się różnią (także kolorem!), ale oba bardzo lubię. Więcej o nich wkrótce.

5. Balsam do ciała Avon Skin so soft z olejkiem arganowym. Jest na prawdę rewelacyjny! Przyjemna, bardzo treściwa ale łatwa we współpracy konsystencja. Przypomniałam sobie o nim robiąc porządki w zapasach kosmetyków pielęgnacyjnych. Na prawdę dobrze nawilża suchą skórę i przyjemnie pachnie. Teraz używam wersji fioletowej ujędrniającej, ale niestety nie dorasta mu ona do pięt. Nie raz miałam do czynienia z produktami SSS, ale po raz pierwszy jestem tak bardzo zadowolona.

6. Benetint i Chachatint Benefit. Pewnie was już tymi tintami zanudzam, ale nic nie poradzę na to że używam ich codziennie. Jedyne zmiany, jakie odnotowuje to czasowe fluktuacje dotyczące wybieranego koloru :). W maju był to najczęściej różany Benetint i jego brzoskwiniowy kuzyn.

7. Błyszczyk Eveline Colour Celebrities kolor 590. Świetny błyszczyk w świetnym kolorze. Długo się utrzymuje, nawilża i jest mocno napigmentowany. Odcień bardzo fajnie ożywia buzię, to połączenie różu i brzoskwini, w koralowym klimacie. Podoba mi się zapach, przyjemnie owocowy. Jeden z lepszych błyszczyków, jakie ostatnio testowałam. Kupiony za 6zł w Biedronce :)

Jakie kosmetyki podbiły wasze serca w tym miesiącu?

czwartek, 9 maja 2013

Essie Bikini So Teeny






Ten lakier z ubiegłorocznej letniej kolekcji Essie marzył mi się odkąd zobaczyłam w internecie swatche tejże kolekcji. Niestety, zamiast niej do polskich sklepów weszła tylko linia neonowa a ja musiałam obejść się smakiem, dla jednej sztuki nie chciało mi się zamawiać nic z USA. Chciałam go kupić będąc na wakacjach w Szwajcarii, niestety cena skutecznie mnie odstraszyła.
 Wreszcie natknęłam się na niego przypadkiem na allegro kilka dni temu i to jeszcze w świetnej cenie. Kupiłam i na dodatek okazało się, że lakier jest w europejskiej wersji z szerokim pędzelkiem. Żyć nie umierać :)

Bikini so teeny to pudrowy błękit z fioletowymi tonami. Przepięknie wygląda na pazurkach, pomimo pastelowości ma w sobie też pewną dawkę intensywności. Zawiera bardzo ciekawy, "gruboziarnisty" shimmer, jest go jednak na tyle niewiele że widać to jedynie czasami. Formuła jak to u Essie, rewelacja pod każdym względem. 

Czuję, że będzie to jeden z wiosenno-letnich ulubieńców w tym roku.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Subiektywny przegląd lakierów nawierzchniowych


O tym, że jestem lakieromianiaczką z prawdziwego zdarzenia nie muszę chyba nikomu przypominać. W związku z tym "przerobiłam" już znaczną większość lakierów nawierzchniowych dostępnych na rynku. Miewam etapy, kiedy z lenistwa top coata nie użyję, jednak zazwyczaj traktuję go jako nieodzowny element manicure.
Od produktu z tej kategorii wymaga przede wszystkim błyskawicznego wysychania i wysokiego połysku i głównie pod tym kątem je oceniam. Przedłużenie trwałości ma raczej drugorzędne znaczenie, niestety na moich pazurkach większość lakierów, z warstwą nawierzchniową czy bez, nie wytrzymuje w przyzwoitym stanie więcej niż 3 dni. Pogodziłam się z tym jedna, cóż mam zrobić ;). I tak nie nosiłabym tego samego koloru dłużej niż kilka dni bo kocham różnorodność.

Chciałabym przedstawić wam subiektywny zbiór przemyśleń na temat kilku (-nastu) lakierów nawierzchniowych, jakie testowałam na przestrzeni lat.

Seche Vite Fast Dry Top Coat (około 20-30zł) to prawdziwa kosmetyczna osobistość :). Miałam kilka butelek, bardzo lubiłam aż z jakiegoś powodu czas prysł. Owszem, schnie błyskawicznie i nadaje rewelacyjny połysk ale z niewiadomych przyczyn zaczął "bąbelkować" i gęstnieć tak szybko, że nie nadążałam ze zużywaniem. Kupiłam nawet dużą butelkę uzupełniającą, ale stoi sobie biedaczka w lodówce bo przestałam się z tym lakierem dogadywać. Może dam mu szansę ponownie.

Essie Good To Go. (36zł) Kolejny szybkoschnący topcoat. Ok, całkiem ładny połysk i przyzwoity czas schnięcia. Nie zachwycił mnie i nie kupiłam go ponownie. Dość szybko zgęstniał a cienki pędzelek jest trochę niewygodny. Rozbestwiona europejskimi pędzelkami Essie, nie chciałam męczyć się z wąskim liliputem, w jaki wyposażony jest Good To Go.

Essie No Chips Ahead. (36zł) Koszmarek. Wysychał godzinami, nawet po 3 godzinach po malowaniu paznokcie zdobił piękny odcisk pościeli. Cienki, niewygodny pędzelek i mało błyszczące wykończenie.

OPI RapiDry Top Coat. (około 60-70zł) Miałam go dwa razy i za każdym razem była to miniaturka. Pierwsza wyschła ekspresowo (ale podejrzewam, że mogła być po prostu niezbyt świeża), ale z drugiej jestem zadowolona. Szybko, nawet bardzo szybko wysycha, ma ładny połysk i wyjątkowo dobrze dogaduje się z lakierami OPI z serii DS.

Eveline 3w1 60-sekundowy wysyszacz, utwardzacz, nabłyszczacz.( około 12zł) Niestety to kolejny niewypał, bardzo powoli wysycha i bąbelkuje na paznockiach. Szkoda, większość produktów Eveline bardzo lubię ale ten kompletnie się nie sprawdził.

Essence Better Than Gel Nails Top Sealer. (około 11zł)W tym przedziale cenowym to chyba najlepsza propozycja. Bardzo ładnie nabłyszcza, szybki schnie i o dziwo pomaga przedłużyć trwałość lakieru. Pędzelek standardowy, konsystencja dość gęsta.

China Glaze Fast Dry Top Coat. (około 30zł) Kolejny faworyt. Bardzo szybko schnie, nabłyszcza ale...niestety nie mogę go używać. Nie toleruję jego zapachu, do tego stopnia, że muszę wyjść z pokoju w którym używa go moja mama (to jej ulubiony lakier nawierzchniowy). Sytuacja jest tym bardziej dziwna, że uwielbiam zapach klasycznego zmywacza czy lakieru i przepadam za chemicznymi zapachami pokroju benzyny czy nawet naftaliny. Tego jednak nie jestem w stanie znieść.

Sally Hansen Insta Dri (około 30zł) to lakier popularny na YT, skusiłam się na niego w rossmannowskiej promocji -50%. Jest rzadki (co bardzo mi odpowiada), ładnie nabłyszcza i ma wygodny pędzelek. Wolałabym jednak, żeby szybciej wysychał. W końcu przyspieszanie schnięcia lakieru ma być jego główną zaletą.

Revlon Colorstay Top Coat. (35zł) Najnowszy nabytek, kupiłam go zachęcona dobrymi recenzjami na YT. Faktycznie, bardzo przypadł mi do gustu. Jest bardzo rzadki, szybciutko schnie na prawdę pięknie błyszczy a do tego ma bardzo szeroki i wygodny pędzelek. Ciekawa jestem czy w duecie z bazą oraz połączeniu z lakierami z serii Colorstay rzeczywiście zapewnia długotrwały manicure.
Z przyjemnością bym wypróbowała inne produkty do paznokci z tej linii, odstrasza mnie jednak trochę cena (35zł/sztuka). W sytuacji, kiedy w tej samej cenie mam lakiery Essie, zaczynam zastanawiać się nad celowością zakupu Revlona.



Jakie są wasze ulubione lakiery nawierzchniowe?




czwartek, 3 stycznia 2013

Essie Fiji




Essie Fiji to pudrowy, bardzo rozbielony róż. Właściwie bardziej biel z domieszką różu, w pełni kryjąca wersja transparentnych kolorów typu french. Pomimo, że tego typu kolory są zazwyczaj ciężkie w obsłudze, to rewelacyjny pędzelek i odpowiednia konsystencja powoduje, że Fiji nakłada się bardzo przyjemnie. Wygląda świeżo i delikatnie, bardzo lubię go na paznokciach u stóp.

wtorek, 1 stycznia 2013

Ulubieńcy grudnia i roku 2012

Pora na małe podsumowanie. Zebrałam listę ulubieńców, jak co miesiąc, a dodatkowo małe podsumowanie roku. Wiem, że na pewno o niektórych produktach zapomniałam, ale trudno. Jest to więc zbiór dość luźny, o niektórych kosmetykach pisałam często o innych rzadziej ale zarówno jedne, jak i drugie wyjątkowo zapadły mi w pamięć w minionym roku.

Ulubieńcy grudnia


W grudniu nie rozstawałam się z Guerlain Meteorites 01, różem Flormar (z duo P115) oraz starą dobrą pomadką Bebe intensywna pielęgnacja. Ulubioną bazą była Hean Stay On, której prawie codziennie towarzyszył Eyeliner L'oreal Super Liner (Liner Intense) Carbon Gloss. Polubiłam też kombinację odżywki do rzęs Eveline Advance Volumiere (pięknie wydłuża ale prostuje podkręcona zalotką rzęsy, ponieważ jednak mój eyeliner nie współpracuje dobrze z zalotką, byłam i tak skazana na proste rzęsy ;) ) + Eveline Big Volume Lash Waterproof + Maybelline Illegal Lenghts Waterproof (sam w sobie średni tusz, w wersji wodoodpornej niedostępny w Polsce). Nadal mam bardzo suche usta, dla tego jedynym kolorowym produktem, jaki byłam w stanie na nich znieść był mój ukochany stain YSL w kolorze 12.
Jeżeli chodzi o perfumy, to nadal wysączam ostatnie krople Kenzo Flower.


Ulubieńcy i odkrcia 2012


YSL Rouge pour couture glossy lip stain. To jeden z niewielu produktów, w których nie zmieniłabym nic (no, może oprócz ceny :) ). Absolutnie idealne połączenie błyszczyka, pomadki i tinta. Kupiony w marcu nr 12 już ledwo zipie, dlatego korzystając z sephorowej super zniżki kupiłam kolejną czerwień, tym razem bardziej klasyczną nr 9. Gdybym miała wybrać jednego ulubieńca 2012, na pewno byłaby to ta pomadka.


Inglot. Marka, która powróciła do moich łask w tym roku. Świetne cenie, produkty do ust, niezawodne bibułki matujące.


Benefit Hervana za to, że można nią wyczarować zdrowy i świeży rumieniec, róż (a właściwie bronzer) Anabelle Minerals w kolorze Honey, który świetnie ociepla buzię. Prasowany puder Bell 2 Skin Pocket Mat detronizuje wszystkie prasowańcem, jakie znam. Jakość wysokopółkowa za mniej niż 20zł! Make Up For Ever Full Cover, to korektor na który zawsze mogę liczyć. Supertrwały, bardzo kryjący a jednocześnie świetnie stapiający się z cerą. Niedawno zaczęłam drugie opakowanie.
Na wspomnienie zasługuje również mój najukochańszy MAC Warm Soul (obecny już jednak tylko duszą a nie ciałem bo się jakiś czas temu skończył ).


L'oreal Super Liner nie jest może 100% ideałem, ale jest bardzo czarny i bajecznie prosty w obsłudze. Sephora Smoothing & Brightening concealer to najlepszy jak do tej pory rozświetlacz okolic oczu, szczególnie kolor 02. Eveline Big Volume Lash Waterproof na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. Już go nie oddam :)


Szampon Wszechczasów, czyli morelowy Garnier dla dzieci, odżywka do skóry głowy i włosów Jantar oraz olejki Alterra to ulubieńcy w kategorii pielęgnacji włosów. Garnier Skóra wrażliwa płyn do demakijażu 2w1 znakomicie radzi sobie z tuszem wodoodpornym a krem Floslek Be Eco pod oczy i na szyję rewelacyjnie nawilża okolice oczu. Masełka do ust Nivea pokochałam za wygodne i ładne puszeczki i skuteczność. Ulubiona maseczka to The Body Shop Warming Mineral Mask. Zużyłam już dwie tubki i na pewno będą następne. Maska ładnie zwęża pory i oczyszcza twarz, szczególnie nałożona podczas kąpieli.


W kategorii lakierów do paznokci królowało oczywiście Essie. Oprócz sztandarowych korali, bardzo lubiłam nosić kobaltowy niebieski i cielaki w stylu Essie Sand Tropez.


Uwielbiałam zalotkę MAC oraz trzy syntetyczne pędzelki do oczu Sedona Lace.


Ulubiony zapach był niezwykle trudny do wytypowania, ale najczęściej nosiłam Moschino Hippy Fizz. Czysty, optymistyczny i bardzo trwały.


Oczywiście, nie mogę zapomnieć o świecach i woskach Yankee Candle, które umilały mi większość z 366 dni 2012 roku :).

Jakie były wasze ulubione kosmetyki ubiegłego miesiąca i ubiegłego roku?

sobota, 8 grudnia 2012

Essie Angora Cardi




Jeden z moich absolutnych ulubieńców- Essie Angora Cardi. Nie jestem w stanie ładnie i zgrabnie opisać tego koloru, to jeden z tych pięknych dziwaków, które wyjątkowo dobrze udają się Essie. Jedyne określenie, jakie przychodzi mi na myśl to śliwkowo-rodzynkowy :). Tak czy siak, przepadam za nim. Szczególnie o tej porze roku.
Aplikcja przyjemna, krycie wzorowe. Na zdjęciu dwie warstwy bez lakieru nawierzchniowego.

poniedziałek, 22 października 2012

Essie Jamaica me Crazy





Kiedy już myślałyście, że to niemożliwe, żebym miała jeszcze więcej Essie, których tu nie pokazywałam :D....ale nie, nadal jest całkiem sporo kolorów których nie swatchowałam. Essie zajmuje już ponad 1/3 mojej kolekcji i nie zanosi się na to, żeby ich liczba miała się zmniejszyć. Wręcz przeciwnie :).
Mimo, że nie lubię lata i niskie temparatury bardzo mnie cieszą, Jamaica me crazy sprawia, że zaczynam tęsknić za sandałkami. Wszystko dla tego, że to idealny kolor na pedi wyglądający z odkrytych butów. Niestety, tego rodzaju odcienie ciężko jest wiernie oddać na zdjęciu. Na żywo Jamaica jest bardziej fioletowa. To taka fuksjo-magenta ze sporymi ,ale niebrokatowymi platynowymi drobinami. Soczysta i intensywna, błyszcząca z daleka. Bardzo spektakularny kolor. Bardziej fioletowy i radosny kuzyn ukochanego Kinky in Helskinki.

piątek, 19 października 2012

Essie Sole Mate





 Kupując Essie Bordeaux zastanawiałam się czy brać ten kolor czy Sole Mate. Ponieważ Bordeaux okazał się krwistą czerwienią a nie ciemnym bordo jak chciałam, oraz dla tego że douglasowa promocja nadal trwa, wróciłam po Sole Mate. Ten lakier okazał się strzałem w dziesiątkę. Bardzo ciemne (ale nie czarne jak Wicked) bordo z domieszką jagodowego filetu. Bardzo miałam na taki odcień ochotę.
Maluje się świetnie, na zdjęciu dwie warstwy.

W sesji zdjęciowej towarzyszył mi Ptyś, którego niezwykle ekscytują spadające z mojego orzecha włoskiego liście :D


niedziela, 14 października 2012

Essie Bordeaux








Bardzo soczysty żelek w kolorze krwi. W butelce wygląda na ciemniejszy, spodziewałam się że będzie ciemno bordowy ale okazał się krwistą czerwienią. Mimo, że nie jest taki, jak sobie wyobrażałam to nie można odmówić mu uroku. Jest klasyczny i elegancki ale przy tym lekko wampowaty. Miłośniczki wykończenia jelly powinny się mieć na baczności bo to wyjątkowo fajny przedstawiciel tej rodziny. Dzięki chłodnej bazie nie wpada ani trochę brąz, z czym często mam problem w przypadku ciemniejszych odcieni czerwieniopodobnych.
Nie pasuje mi do niego jego nazwa, jest myląca. Zdecydowanie powinien się nazywać jakoś bardziej... krwawo i wampirycznie :). Kryje po dwóch warstwach, jest bardzo błyszczący.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...