Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy miesiąca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy miesiąca. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 czerwca 2014

Ulubieńcy ostatnich tygodni (miesięcy?)

 Dawno mnie tu nie było, przyznaję się bez bicia że blog został trochę zaniedbany. Niestety czasem tak bywa i  to był jeden z tych razów, gdzie moja działalność tutaj musiała zejść na drugi plan. Oto moi ulubieńcy ostatnich tygodni (a właściwie miesięcy, ulubieńcy kwietnia i maja).

Po pierwsze wszelkiego rodzaju samoopalacze. Upały są równoznaczne ze schowaniem rajstop na dno szafy a to z kolei oznacza świecenie gołymi kończynami i innymi częściami ciała. Aby trochę sobie to świecenie osłodzić i ułatwić ;) wyciągnęłam cały arsenał produktów samoopalających, rozświetlających i maskujących takie niedoskonałości jak siniaki czy zaczerwienienia (błagam, powiedzcie, że nie tylko ja nabijam sobie siniaki z prędkością światła....). Jako codziennego nawilżacza używam w lecie balsamu Dove Summer Glow do ciemnej karnacji. Bardzo go lubię i to od lat. Mocno brązuje, ładnie pachnie (choć potem czuć samoopalaczowy aromat, ale jak już kiedyś pisałam jestem chyba jedyną osobą, która lubi ten zapach) i dobrze nawilża. Żeby jeszcze nieco podrasować moją skórę lubię nałożyć Sally Hansen Airbrush Legs w najciemniejszym odcieniu Tan Glow. Skusiłam się na niego jakiś miesiąc temu, był w promocji za 40zł. To kultowy ulubieniec i nie trudno zrozumieć dlaczego. Faktycznie jest wodoodporny i znacząco poprawia wygląd nóg. Polubiłam też nowość Lirene, fluido-balsamy Body BB. Dwa dostępne kolory mocno się od siebie różnią. Jaśniejszy zmienia kolor z bezbarwnego w "podkładowy" dopiero po rozblendowaniu. Ciemny jest mocno błyszczący i ma zdecydowanie ciepły, lekko pomarańczowy kolor. Działają delikatniej niż spray Sally Hansen, ale to może być również zaletą, są łatwiejsze w aplikacji. Nie są wodoodporne, ale całkiem nieźle się trzymają i nie ścierają się gdy np. założymy nogę na nogę. Taki zestaw zwieńczam jeszcze odrobiną olejku. Tu najlepiej sprawdza się mój stary znajomy Hawiaiian Tropic. Jest rewelacyjny do wszystkiego (ciało, twarz, włosy), ma bardzo dobry skład i pięknie pachnie. Genialnie nawilża a efekt nabłyszczenia i gładkości trwa i trwa. Jeżeli tylko uda wam się go gdzieś spotkać kupcie bez wahania. Szkoda, że Hawaiian Tropic nie są dostępne w Polsce.
Jeżeli chodzi o samoopalacz do twarzy, ostatnio najbardziej odpowiada mi nawilżający krem Yves Rocher typu "summer glow" czyli kolejne połączenie kremu nawilżającego i dha. Ma lekką konsystencję, ale skutecznie nawilża. Efekt brązowienia jest subtelny ale zdecydowanie widoczny. Kiedy go skończę na pewno przetestuję jego starszego brata z większą zawartością samoopalacza. Oba kremy z tej linii mają śliczne tubki.


Przechodząc dalej, moja koleżanka (Nunu :* ) poleciła mi nową odsłonę szamponu Batiste, XXL volume i muszę przyznać że to kolejny hit. Jest 2zł droższe od klasycznego (który, jak pewnie pamiętacie został moim ulubionym suchym szamponem), ale jest zdecydowanie wart swojej ceny. Rzeczywiście łączy w sobie efekt odświeżenia z większą objętością. Troszkę jak puder Taft czy Got2Be w "solniczce" ale mniej obciąża włosy. Zdecydowanie polecam. Nie mogę też nie wspomnieć o ekspresowym zmywaczu z gąbeczką Maybelline. Podchodziłam do niego sceptycznie, zmywacze w słoiczku są wygodne, ale zazwyczaj mało wydajne i niezbyt efektywne. Ten tu to jednak najlepsza zmywaczowa liga. Nie wiem jak to się dzieje, ale faktycznie radzi sobie z każdym, nawet najciemniejszym lakierem w przysłowiową sekundę. Gąbka jest bardzo dobrej jakości (dodatkowo jest czarna, co wygląda o wiele estetyczniej niż w wypadku białej, na której widać mieszankę wszystkich zmywanych kolorów) i mocno nasączona. Jest również sprytnie przycięta co powoduje, że lakiee łatwo zmywa się również w trudniej dostępnych miejscach.  Myślałam, że będzie to kolejny zbędny gadżet a okazał się ulubieńcem. W kategorii lakierów najczęściej nosiłam Sally Hansen Complete Salon Manicure Commander in Chic (mniej fioletowa wersja Essie Merino Cool) i piękny błękit Golden Rose nr 34 z mojej ukochanej serii Rich Color.
Na policzkach standardowo tinty Benefit, tym razem najczęściej sięgałam po Lolitint. Muszę się też pochwalić, zużyłam kolejny pełnowymiarowy flakonik, tym razem Chachatinta. Muszę go odkupić. Jeżeli chodzi o podkład to od prawie dwóch miesięcy niezmiennie używam mieszanki Yves Rocher Pure Light i płynnego rozświetlacza Revlon Skinlights 010 Bare Light (tak, wiem, obiecałam dokładną recenzję i na pewno za jakiś czas się ona pojawi bo rozświetlacz bez wątpienia na nią zasługuje). Zapachy zmieniałam dość często, ale najbardziej wierna byłam Chloe EDP, zużyłam w tym czasie ponad połowę mojego 20ml maluszka.
W kategorii produktów do ust wygrywają błyszczych Sally Hansen Lip Inflation i Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze Ole Flamingo.

Co znajduje się ostatnio w gronie waszych ulubieńców?

niedziela, 6 kwietnia 2014

Ulubieńcy marca


Najczęściej używane w marcu. Zestawienie tym razem dość skromne, marzec był bardzo pracowity i wypełniony różnymi eksperymentami ( nie tylko kosmetycznymi : ) ). Jest jednak kilka kosmetyków, które przewijały się zdecydowanie częściej niż inne.
Skuszona promocją (29zł za 100ml) kupiłam wreszcie, po latach rozmyślań mgiełkę do twarzy The Body Shop z witaminą E. Używam jej do eliminowania biszkopta na twarzy (określenie to znalazłam w jednej z recenzji na KWC i szczerze mnie rozczuliło, jakie urocze określenie efektu, który daje zbyt duża ilość intensywnie pudrowego wykończenia). Przyjemnie pachnie, nawilża i odświeża. Bardzo fajna rzecz, myślę że sprawdzi się dobrze również w upalne dni. W marcu pachniałam znów Tommy Girl, wiem wiem pisałam o nich już nie raz ale kocham te perfumy ogromną miłością. To mój absolutny hit, dodatkowo bardzo pozytywnie odbierany przez otoczenie.
Dzielnie towarzyszyły mi dwie siostry TheBalm: stara znajoma Mary-Lou i kupiona w tym miesiącu Betty-Lou, która podoba mi się nie tylko jako rozświetlacz ale też jako róż i bronzer. Na paznokciach pastelowe fiolety, dwa z oferty Golden Rose Colour Rich (przepadam za tą serią i mam sporą kolekcję) i Essie Go Ginza. Na koniec dwa produkty Organique, balsam do ciała w wersji afrykańskiej (z koleżankami śmiejemy się, że pachnie genialnie, jak nieistniejący ideał faceta który jest przystojny, inteligentny i bez skazy ;) ). oraz balsam do ust ciasteczko kokosowe. Niepozbawiony wad, ale nadal udany kosmetyk do pielęgnacji ust.

Pod znakiem jakich kosmetyków upłynął wam marzec?

niedziela, 16 marca 2014

Ulubieńcy stycznia i lutego


Bardzo proszę, moje karygodne spóźnienie pomińmy milczeniem. Przejdźmy gładko do skomasowanego zestawienia moich ulubieńców dwóch poprzednich miesięcy.

Po dłuższej passie używania jedynie korektora i pudru wróciłam znów do odrobiny podkładu. W roli ulubieńca występuje to mój KWC, przysięgam najlepszy podkład pod słońcem- Bourjois 10 hours sleep effect. Idealne wykończenie, odpowiedni poziom krycia, piękny zapach. Lubiłam go w liceum, na studiach, uwielbiam nadal. Wreszcie znalazłam dobry korektor pod oczy, po kilku nieudanych próbach kupiłam polecany na Wizażu Eveline Art Scenic. Eveline zdecydowanie staje się jedną z ulubionych firm, większość rzeczy, jakie testowałam bardzo dobrze się sprawdziło. Ponieważ jest to korektor pod oczy, wybrałam najjaśniejszy odcień. Ładnie rozświetla, nie zbiera się w załamaniach i dobrze kryje (nadaje się nawet do zatuszowania niedoskonałości). W ostatniej promocji -40% kupiłam puder Bourjois Healthy Balance, jestem z niego bardzo bardzo zadowolona. Daje półmatowe, lekkie wykończenie i rozkosznie pachnie. Zachęcona pochlebnymi opiniami na Youtubie kupiłam tusz L'oreal False Lash Wings w wersji wodoodpornej. Tusze L'oreal nie są moimi ulubionymi, ale ten zdał egzamin. Szczoteczka, choć dziwna, okazała się wygodna. Bardzo dobrze rozczesuje i podkręca. Nie jest to absolutny ulubieniec, ale myślę, że jest wart przetestowania. Nie podoba mi się tylko cena, nawet w promocji kosztował 41zł, co przy Eveline Big Lash (około 17zł) czy tuszach Maybelline jest ceną nieco zbyt wysoką. Kolejnym świetnym produktem Eveline jest Sos Lash Booster w wersji arganowej. Miałam kilkakrotnie wersję biało-zieloną i bardzo lubiłam, ale ta jest jeszcze lepsza. Świetna baza pod tusz, bardzo wydłuża rzęsy. Nie mam problemu z pokryciem jej tuszem. Jedynym mankamentem jest fakt, iż niestety prostuje podkręcone zalotką rzęsy, ale to raczej problem moich rzęs niż produktu samego w sobie (zazwyczaj tak się zachowują przy tuszu o niewodoodpornej, mokrej formule). Na ustach najczęściej gościł cudowny elixir L'oreal Color Riche w kolorze Fushia Drama oraz pomadki Light Tint Bell w kolorze 02 i 03. Bardzo je polubiłam i muszę chyba napisać na ten temat ciut więcej. W kategorii pędzel/narzędzie mam nieco idiotycznego ulubieńca. Od dawna szukam idealnego pędzla do rozświetlacza. Okazało się, że najlepszym, jaki do tej pory znalazłam jest ten ,który był dołączony do Hervany Benafita. Muszę upolować coś podobnego ale z długą rączką. Jakieś sugestie?
Moja perfumowa obsesja jest winą mojej przyjaciółki Asi, (Szugar :*). Na początku stycznia dosłownie przyssałam się do Kim Kardashian EDP. Piękny, piękny zapach. Idealny dla fanek białych kwiatów, tego typu ciężkich klimatów. Prawdziwy zbieracz komplementów.
A teraz prawdziwy gwóźdź programu, paleta TheBalm Meet the Matt(e) Nude. Kocham i uwielbiam. Wszystko od opakowania poczynając, przez konsystencję po kolory. Idealne maty, mam tu nawet dwa kolory nadające się do brwi. Ukoronowaniem całości jest wielkie lusterko. Ta paletka to must-have, jeżeli tylko używacie matów. Nawet od czasu do czasu. Będzie recenzja, zdecydowanie!


Znów miałam dziwną ochotę na mlecznoróżowe lakiery. Głownie skrzypce grały Essie Muchi Muchi i  Limo Scene. 


Ostatni mój ulubieniec to reorganizacja systemu przechowywania kosmetyków. Zostałam oficjalnie typową blogerką urodową i kupiłam w Ikei Alexa z dziewięcioma szufladami. Jestem bardzo bardzo zadowolona, jest bardzo funkcjonalny i stylistycznie świetnie wpisuje się w przestrzeń.

Jak tam wasi ulubieńcy w pierwszych miesiącach 2014? Coś nowego i ekscytującego czy raczej powrót do kosmetycznych korzeni?

niedziela, 12 stycznia 2014

Ulubieńcy grudnia (bezwstydnie spóźnieni)

Aspekt końca roku 2013 pozostawię bez komentarza. Przejdę od razu do kwestii kosmetycznych, podejrzewam że nie tylko ja nie mogę się otrząsnąć z tego noworocznego szoku i kolejna cegiełka w zbiorowym lamencie nie jest konieczna. Mam rację :)?
Grudzień był bardzo długim miesiącem, dla odmiany od tych wszystkich które przeleciały w mgnieniu oka. Ale dobrze, bardzo lubię grudzień. Nawet pomimo faktu iż tym razem bardziej przypomina marzec. Zawsze lepiej marzec niż listopad. Brak śniegu jest zdecydowanie lepszy od ataku deszczu przy temperaturze oscylującej w okolicach zera.

No ale dość już! W ubiegłym miesiącu najczęściej używałam:


Prawie cały grudzień pachniałam Daisy EDT Marca Jacobsa. Jakimś cudem zaczęła być na mnie trwała, nie wiem jak, nie wiem czemu ale przeprosiłyśmy się w związku z tym na dobre.


Kolejny raz przekonałam się, że moje włosy dobrze dogadują się z produktami Syoss. Kupiłam znów odżywkę Oleo Intense i szampon do kompletu. W rezultacie miałam na głowie dobrze układającą się, miękką i pachnącą porcję kudełków ;). W promocyjnej cenie 9zł za 400ml są nie do pobicia. Kolejną bardzo dobrą odżywką, tym razem nową na mojej półce jest Eveline arganowa odżywka 8w1. Bardzo dobry skład, nadaje się do nakładania na całą długość włosów. Zdecydowanie polecam.
Na początku grudnia przywiozłam sobie z Warszawy kilka łupów z Bath&Body Works, w tym również dwa komplety mgiełka + balsam do ciała. Nie jestem zazwyczaj ogromną miłośniczką mgiełek, cenię sobie bardziej trwałe wynalazki z pod znaku wody perfumowanej, ale mgiełce Amber Blush należy się wszelka cześć i chwała. Trwałością zawstydza nie jedną wodę toaletową. Na szaliku i we włosach trzyma się dobre kilka dni. W komplecie z balsamem towarzyszyła mi bardzo często. Sam zapach to wariacja na temat Flowerbomba i Gucci II. Malinowo-cukierkowy ale z charakterem. Przetestowałam i polubiłam kolejny krem na dzień Iwostin, tym razem świetnie oceniany na KWC Rosacin. Nie mam typowych problemów z trądzikiem różowatym, ale ten krem świetnie nawilża, koi i troszczy się o wrażliwą skórę skłonną do zaczerwienienia. Kiedy skończył mi się preparat przepisany przez dermatologa a brak czasu i samozaparcia uniemożliwił wyprawę po nową receptę z wszelkimi nieproszonymi gośćmi na twarzy radziłam sobie przy pomocy olejku Tea Tree The Body Shop. Dawno go nie używałam i zapomniałam już jak fajny to wynalazek. Podejmuję postanowienie (noworoczne? ) żeby mieć go zawsze na podorędziu.


Ulubieńcem makijażowym jest oczywiście Naked 3 Urban Decay. Uwielbiam, najlepsza paleta! Jako podkład towarzyszył mi Multifunkcyjny krem BB Lirene. Przetestowałam wiele, ale ten zdecydowanie plasuje się na czele stawki. Z powodu problemu z suchymi skórkami w koszyku wylądował Apricot Cuticle Oil Essie. Staram się używać go systematycznie bo mam ostatnio ogromne problemy z zadziorkami i suchością skórek (stąd tak mało swatchy lakierów udało mi się zrobić na przestrzeni ostatnich miesięcy). Na koniec ulubiony lakier, piasek Golden Rose Holiday nr 58. Bardzo ciemny fiolet z multikolorowym brokatem. Piękny!

Jak wygląda wasze zestawienie grudniowych ulubieńców?

środa, 4 grudnia 2013

Ulubieńcy listopada


To już przedostatni ulubieńcy w tym roku. Klasycznie muszę wspomnieć, że trudno w to uwierzyć i pewnie większość z was przyzna mi rację. Podobnie, jak w ubiegłych latach myślę o podsumowującym 2013 zestawieniu kosmetycznym, o nowościach i produktach, które wyjątkowo polubiłam. Czy chciałybyście zobaczyć taki post? A może dodatkowo post o największych rozczarowaniach kosmetycznych?
Jeżeli chodzi o grudzień, nie miałam ogromnej puli ulubieńców, ale kilka produktów towarzyszyła mi przez przeważającą część czasu. Tak więc:
Róż Benefit Rockateur. Poświęciłam mu przedostatni post, doskonale wiecie więc jak go pokochałam. Zanosi się na to, że będzie w stałym użyciu jeszcze długi czas. Do aplikacji używam pędzla Douglas 2B. Jest to mój drugi pędzel z tej linii (po pędzlu do rozświetlacza 5B). Kosztował 35zł, jest mięciutki i bardzo porządnie wykonany. Zdecydowanie mam ochotę na powiększenie kolekcji. Bardzo dobrze współpracuje z benefitowym różem. Z powodu sephorowej promocji -20% miałam ochotę skusić się na rozświetlacz w kremie Benefit Watt's up. Zamiast tego zdecydowałam się ostatecznie na zakup paletki rozświetlaczy ELF i…cieszę się że tak zrobiłam, bo nie tylko oszczędziłam sporą sumę, ale i znalazłam świetny produkt. Pochlebne recenzje w internecie nie kłamały. Więcej napiszę w oddzielnym poście. Bronzer, którego używam ostatnio to Essence Sun Club w kolorze dla brunetek. Nie jest idealny, jest trochę zbyt pomarańczowy ale pomimo tego, sprawdza się. Bardzo ładnie pachnie i jest niedrogi. Wydajność jest jednak przeciętna, kupiłam go w połowie października a już porządnie widać denko.
Ulubionymi cieniami w ubiegłym miesiącu były moje Ingoty, szczególnie po uzupełnieniu mojej kolekcji o kilka nowych matów. Muszę jeszcze tylko znaleźć wszystkim matowym cieniom nowy domek. Zamówiłam Glam boxa, mam nadzieję że pomieści je wszystkie (są różnych kształtów i paleta Inglot się nie nadaje). Czy chciałybyście zobaczyć post ze swatchami aktualnych inglotowych zbiorów?
 Na paznokciach nosiłam niemalże wyłącznie Essie No more film. Cóż za genialne połączenie granatu i fioletu! Wachałam się przed zakupem, nie wiedziałam czy będę go nosić a okazał się jednym z tych kolorów, który zawsze będę chciała mieć w swojej kolekcji.Duża część niebieskich lakierów wygląda na mnie źle, ale ten to zupełnie inna bajka. Dodatkowo bardzo ładnie się trzyma. Jeżeli chodzi o pielęgnację włosów, bardzo polubiłam arganową serię Avonu. Zarówno szampon, jak i odżywka i maska (na zdjęciu) dobrze dogadują się z moimi włosami. Po umyciu się miękkie i pachnące. Listopad pachniał Lovely SJP, jakże ja kocham ten zapach.

Na koniec uchylę rąbka tajemnicy (choć niektóre z was, śledzące kuferkowego fanpage'a, już to wiedzą) i powiem, że w poniedziałek dotarła do mnie Naked 3 i niedługo jej oficjalna premiera na blogu :)


Byłam również w Warszawie i zaliczyłam pierwszą wizytę w Bath&Body Works. Oczywiście nie wyszłam z pustymi rękami...

sobota, 2 listopada 2013

Ulubieńcy października


Bardzo chętnie dowiedziałabym się, gdzie to podział się październik…bardzo możliwe, że tam gdzie uciekł cały kończący się już 2013. Zanim jednak rozckliwię się nad mijającym czasem ;), mam dla was ulubieńców miesiąca.
Pierwszy ulubieniec to mój Clairsonic Mia, wróciłam znów do regularnego używania. Niedługo stuknie nam druga rocznica i nadal uważam, że zakup tej szczoteczki był świetną inwestycją. Szkoda, że u nas dostępna jest tylko droższa wersja Mia 2, dwie prędkości uważam za bajer kompletnie niekonieczny. Titnami Benefit katuję was bez końca, piszę o nich ciągle bo zwyczajnie ciągle ich używam. Zamiennie, wszystkich trzech. W październiku był to akurat Posietint w duecie z różem Hervana. We wrześniu kupiłam wreszcie słynny cień w kremie Maybelline Color Tattoo w kolorze On and on bronze, właściwie od razu stał się nieodzownym elementem codziennego makijażu. Bardzo dobrze sprawdza się jako baza a nawet jeszcze lepiej solo. Świetna rzecz, szkoda że wybór kolorów w Polsce jest taki ograniczony. Marzył mi się burgund, niestety u nas się nie pojawił :(, podobnie jak limitowane kolory. Nie jestem w stanie zrozumieć takiej polityki. Tuszem miesiąca był Avon Supershock Max. Podoba mi się efekt, jaki daje ale trwałość pozostawia niestety sporo do życzenia. Płaczu (nawet delikatnego) nie wytrzymuję i wolę nawet nie myśleć jak sprawdziłby się na basenie. Jeżeli chodzi o pielęgnację, przez cały miesiąc byłam wierna kremowi Iwostin Capilin redukującemu zaczerwienienia. Trafił do mnie przypadkiem i pomimo iż nie mam typowo naczynowej cery, sprawdził się bardzo dobrze. Łagodny, przyjazny nawilżacz o kojącym działaniu na skórę. Zielony pigment (krem ma maskować optycznie zaczerwienienia) specjalnie też mi nie przeszkadzał.
Ostatni ulubieniec to kolejny krem Triple Moisture Bath&Body Works, który dostałam w prezencie. Tym razem Pink Chiffon. Znów przepiękny, trwały zapach i świetne nawilżenie.

To by było na tyle. Nie był to może miesiąc obfitujący w ulubieńców, ale coś się znalazło. Zobaczymy, co przyniesie listopad. 

niedziela, 6 października 2013

Ulubieńcy września


Pora na ulubieńców września, ostatniego wakacyjnego miesiąca :). Tym razem najczęściej używałam:


Dorwałam kolejną buteleczkę ulubionego lakieru wszechczasów, OPI My Chihuahua bites. We wrześniu ten kolor gościł na moich pazurkach bardzo często, kolejnym docenionym w tym miesiącu kolorem był Dior Graphic Berry. Kupiłam go na lotnisku chcąc zrewidować bardzo pochlebne opinie na temat lakierów tej marki. Kolor jest przepiękny, coś pomiędzy maliną i czerwoenią, aplikacja świetna. Trwałość nie odbiega jednak od innych, o ponad połowę trwalszych lakierów takich jak OPI czy Essie. Nie żałuję zakupu, ale raczej nie skuszę się na więcej w regularnej cenie (w promocji być może rozważę). Dwa ulubione pędzle to Ecotools Fan Brush, który zgodnie z obietnicami youtubowiczek jest świetny do bronzera, oraz dwustronny TheBalm Give Crease a Chance. Na policzkach gościł oczywiście jeden z tintów Benefit, tym razem koralowy Chachatint. Wrzesień pachniał zaskakująco trwałym i ciekawym zapachem Phyllis Pull&Bear (przypomina mi on nieco Guerlain Insolence, sporo tu fiołka w podobnym wydaniu). Na ustach zdecydowanie najczęściej miałam czerwone stainy, głównie Revlon Kissable Balm Stain w kolorze Romantic i L'oreal Caresse Princess (który godnie zastępuje ukochany stain YSL Corail Fauve, który niestety przeszedł już do historii).


Pokochałam ciepły i otulający zapach kremowego żelu pod prysznic Avon Senses Winter Cocoon, udaną premierą w kategorii balsamów do ciała była Soraya Pretty Body w wersji Lemon Twist. Pomimo cytrusowości bardzo mi odpowiadał, pachnie jak cytrynowy jogurt, ma treściwą konsystencję i świetnie nawilża. Opakowanie jest tak ślicznie, że trudno mu się oprzeć. Żel kojący zaczerwienienia Pharmaceris N bardzo dobrze współpracuje z Clarisonickiem i skutecznie ale łagodnie oczyszcza. Nie szczypie w oczy. Na noc zaczęłam używać kupionego kilka miesięcy temu (w promocji -40% na pielęgnację w Rossmannie :) ) kremu Olay Total Effects Ujędrniające nawiżanie. Rzeczywiście nawilża a do tego pięknie pachnie.

Jacy są wasi ulubieńcy ubiegłęgo miesiąca?

środa, 28 sierpnia 2013

Ulubieńcy sierpnia


Kiedy to czytacie, siedzę sobie w samolocie do Tallina. Podróżowanie było zdecydowanie moim ulubieńcem miesiąca, nie pamiętam kiedy ostatnio miałam okazję załapać się na dwa wyjazdy w ciągu wakacji. Żyć nie umierać jednym słowem :).
Poza wojażami miałam też kilku kosmetycznych i jednego niekosmetycznego ulubieńca. W pielęgnacji ciała (a w przypadku olejku, także pielęgnacji włosów i twarzy) najlepiej sprawdziły się olejek Hawaiian Tropic (zapach! właściwości pielęgnacyjne! skład!) oraz rozkosznie i bardzo intensywnie pachnący balsam Bath&Bodyworks Honeysuckle Amore Triple Moisture Body Cream. Balsam jest bardzo treściwy i nawilżający, cała moja pościel i piżamy są przesiąknięte tym genialną, morelowo-owocową kompozycją. Płaczę rzewnymi łzami, że BBW jest niedostępne dla osób spoza Warszawy :(.
Uczestnikiem sierpniowych mani i pedi był najczęściej lakier Golden Rose Rich Colour nr 44, czyli soczysty turkus. Miłość do masełek do ust Nivea trwa, to już moje któreś z kolei opakowania. Najmniej lubię karmelowe, ale wszystkie są udane. Pupa Lyminys Baked All Over 04 to aktualnie ulubiny róż. Zakochałam się w marakujowym i bardzo trwałym zapachu odżywki Fructis Fruity Passion. Dodatkowo jej działanie na włosy również bardzo mi odpowiada.


Muszę również wspomnieć o towarzyszce moich wakacyjnych wypadów. Etorebka Mizensa Astrid w kolorze szaro-beżowym to młodsza siostra Aidy i bliźniaczka Rockie A. Wanga :). Bardzo, bardzo pojemna i po prostu prześliczna. Niezwykle praktyczny model, mam ochotę dokupić sobie czarną, odkąd moja Aida poszła na emeryturę.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Ulubieńcy lipca


Zupełnie się tego nie spodziewałam. Zupełnie! Całkiem podstępnie zakradł się tu sierpień. Pora na ulubieńców minionego miesiąca. Nie jest ich dużo, ale tradycji musi stać się zadość.

Ulubionym masłem do ciała ostatnich tygodni było kawowe masełko Joanna Naturia. Miałam wcześniej waniliowe, i to nawet nie raz. Nigdy nie spodziewałam się, że polubię kawowe, zazwyczaj nie lubię kosmetyków o takim zapachu. Okazało się jednak, że tu kawa występuje w wyjątkowo udanym wydaniu, za każdym razem, kiedy je nakładam, mam ochotę na szklaneczkę frappe albo mrożonego latte. Dodatkowo dobrze nawilża i jest na tle treściwe, że czasem używam go też do rąk i nóg. Polska to na prawdę kraj świetnych pellingów i maseł do ciała :D.
W lipcu pachniałam Britney Spears Fantasy, czyli starym ulubieńcem, oraz najnowszym nabytkiem z przed kilku miesięcy- One Calvina Kleina. Idealna propozycja na upały! Wytrawny, cytrynowo-bergamotkowy , czysty i orzeźwiający zapach. Ładnie układa się na skórze, mógłby być jednak odrobinę bardziej trwały. Dopełnieniem świeżego wizerunku jest butelka z mrożonego szkła, która bardzo podoba mi się w swojej prostocie. Nie sądziłam, że kiedykolwiek polubię się z zapachem typu unisex, a jednak stało się.
Mój ulubiony ostatnio bronzer Rimmel Match Perfection 002 Medium ma się już mocno ku końcowi (aktualnie jeszcze bardziej niż na zdjęciu). Kiedy zużyję inne zapasy, z przyjemnością go odkupię. To produkt zdecydowanie wart uwagi. Lakierem lipca był zgodnie z przewidywaniami Essie Blanc. Testowałam nowy dla mnie żelowy eyeliner Maybelline w komplecie z pędzelkiem Real Techniques. Eyeliner jest ok, natomiast pędzelek bardzo polubiłam, znacznie ułatwia podkreślanie oczu. W ubiegłym miesiącu zapomniałam wam wspomnieć o mojej wielkiej miłości do kredki Revlon Just Bitten Kissable Balm Stain w kolorze Honey. Ten produkt nie opuszcza mojej torebki już kolejny miesiąc i nie zanosi się na rozstanie w najbliższym czasie. Uwielbiam jego kolor (takie my lips but better), trwałość i generalnie wszystko.
Na koniec suchy olejek Monoi de Tahiti Yves Rocher. Co do jego rzekomej "suchości" można się przyczepić ,ale uwielbiam jego zapach. Smaruję nim nogi i ręce (wyglądają bardzo ładnie w takim lekko błyszczącym stanie ;) ) a czasem włosy. Zapach długo utrzymuje się na skórze, mam ochotę skusić się znów na perfumy z tej serii.

Pod znakiem jakich kosmetyków upłynął wam lipiec?

poniedziałek, 1 lipca 2013

Ulubieńcy czerwca




Czerwiec był niewątpliwie najdziwniejszym, najpiękniejszym, najtrudniejszym i najbardziej pamiętnym miesiącem w moim życiu. Nadal nie mogę uwierzyć, że się skończył i ciągle nie mogę ochłonąć po tym wszystkim co się zdarzyło. Chyba potrzebuję wakacji. Jakichś szalonych, z morzem, piaskiem i wszystkimi takimi :)
 Taka nieco nieprzytomna i otumaniona piszę dla was posta z kosmetycznymi (i nie tylko kosmetycznymi) ulubieńcami miesiąca. Mam teraz wakacje i więcej czasu, dla tego kajam się i obiecuję częstsze posty. Jest sporo nowości, na temat których opinią chciałabym się z wami podzielić. Wracając jednak do zasadniczej kwestii, oto kosmetyki które najczęściej towarzyszyły mi w czerwcu:

Moja skóra nadal jest na etapie jaszczura, złuszczam się strasznie i potrzebuję częstego peelingu. Dobrze sprawdzają się w tej roli płatki do peelingu Cleanic, nasączam je płynem micelarnym podczas demakijażu albo tonikiem rano. Są na tyle delikatne, że mnie nie podrażniają, ale jednocześnie skuteczne. Fajnie peelinguje się nimi usta. Zrobiłam już zapas w postaci Rosmannowskiej, o połowę tańszej, alternatywy. Zobaczymy, które sprawdzą się lepiej.
W promocji -40% skusiłam się między innymi na bronzer Rimmel Match Perfection w kolorze 02 Medium. Trochę obawiałam się nie całkiem matowego wykończenia, ale koniec końców zaprzyjaźniłam się z nim. Daje ładny, ciepły i naturalnie wyglądający kolor. Satynowe wykończenie jest zupełnie ok (żadnych wielkich drobin!) a pigmentacja w sam raz, bronzer nie jest też za ciemny. Bardzo dobry produkt. Kolejnym udanym promocyjnym zakupem był cień Glameyes w kolorze Tribute. Idealne połączenie śliwki,brązu i taupe. Uwielbiam takie kolory! Dodatkowo jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jakością. Jest świetnie napigmentowany, trwały i łatwy we współpracy. Muszę przyjrzeć się bliżej innym kolorom. Zapłaciłam za niego oszałamiające 11zł, poza promocją kosztuje jeżeli mnie pamięć nie myli 16,99zł (Rossmann). Bardzo polecam. Kolejnym produktem z tej samej rodziny kolorystycznej jest kredka Avon Always on Point w kolorze Lavender Grey. Jeżeli lubicie kolory z pod znaku Chanel Fauve czy Inglot 420 natychmiast porzućcie cokolwiek robicie i dopadnijcie najbliższą konsultantkę Avon :). Kredki Avon jeszcze nigdy mnie nie zawiodły, ta również ma rewelacyjna trwałość, pigmentację i świetną konsystencję. Dodatkowo sama się temperuje (przy każdym zdjęciu zatyczki, wewnątrz znajduje się temperówka). Kolor jest cudny, myślę że poświecę jej oddzielny post.
Na paznokciach u stóp królowała Delia Coral w kolorze 44, czyli najlepsza czerń, jaką znam. Przebija nawet nasycony kolor OPI Black Onyx. U rąk ogarnęła mnie obsesja znalezienia idealnej limonki. Jak już wspominałam ostatnio, pożądam wszystkiego, co ma limonkowy kolor :). Kolejnym ulubieńcem były rozświetlacze, noszę codziennie. W piątek do mojej małej rodzinki dołączył nowy lokator, o którym więcej napiszę wkrótce.
Przez cały miesiąc testowałam próbki nowych podkładów/fluidów/bb kremów Iwostin. Są dostępne w trzech wersjach (a każda w trzech odcieniach) i muszę powiedzieć, że są na prawdę świetne, wszystkie. Zaopatrzyłam się w pełnowymiarową wersję matującą. Na pewno napiszę o nich więcej. Na szczególną uwagę zasługują ze względu na SPF 30! Przydadzą się, kiedy będą chciała uniknąć przypieczenia nosa podczas popołudniowej wycieczki rowerowej.

Mam też kilka pozakosmetycznych ulubieńców:


Waniliowa zielona herbata z Lidla podbiła moje serce. Pachnie rozkosznie i intensywnie i równie dobrze smakuje. Od jakiegoś czasu nie piję właściwie czarnej herbaty, mam ochotę tylko na zieloną a tą waniliową zdecydowanie wybieram najczęściej. Bardzo wam polecam :). Jeżeli jeszcze nie znacie Dark Coconut Yankee Candle a lubiecie kokosowe, słodko-orientalne zapachy koniecznie musicie dać mu szansę. Siedzę właśnie, popijam waniliową herbatę a obok pali się Dark Coconut. Jestem w niebie :).
Kolejnym, niesamowitym ulubieńcem jest moje malutkie, najukochańsze własne autko. Upalne lato o niebo lepiej znoszę w klimatyzowanym czterokołowcu niż w komunikacji miejskiej. 
Wreszcie, na koniec najważniejsze. Dokładnie tydzień temu obroniłam swoją pracę i zostałam magistrem. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć i jak poukładać w głowie fakt, iż pięć niesamowitych lat mojego życia przeszło do historii. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby się z tym oswoić. 
Mam nadzieję, że będę miała szansę na kolejne cztery lata z moimi ulubionymi robalami ;) i że będą one równie udane.
Uff...chciałabym powiedzieć "czerwcu trwaj", ale niestety nie mam w tej kwestii wiele do powiedzenia. Już za późno.


Jacy są wasi ulubieńcy w tym miesiącu?

czwartek, 6 czerwca 2013

Ulubieńcy maja


Nie przyjmuję do wiadomości końca maja. Nie przyjmuję i już! Guzik z pętelką! Dopiero co był grudzień przecież...
Kończąc jednak narzekanie, szybko i zwięźle przedstawię kosmetyki, które towarzyszyły mi przez większość miesiąca. Nie jest to najbardziej ekscytujący miesiąc, jeżeli chodzi o ulubieńców, ale trudno.

1. Essie Tigh High to przepiękne bordo z prawie duochromowym shimmerem. Przepiękne wykończenie. 

2. Zabrałam się na poważnie za denkowanie mackowych cieni. Naked Lunch już zużyłam, All That Glitters i Vapour też ledwo zipią a i niespodziewanie Copperplate, mój ulubieniec do brwi również zakwalifikował się do denkowania ;).

3. Puder Bell Pocket 2Skin, z racji wspomnianego zużywania zapasów oraz jego świetnego działania

4. Kremy BB Eveline, wersja Super Lifting 4D i matujący. O dziwo bardzo się różnią (także kolorem!), ale oba bardzo lubię. Więcej o nich wkrótce.

5. Balsam do ciała Avon Skin so soft z olejkiem arganowym. Jest na prawdę rewelacyjny! Przyjemna, bardzo treściwa ale łatwa we współpracy konsystencja. Przypomniałam sobie o nim robiąc porządki w zapasach kosmetyków pielęgnacyjnych. Na prawdę dobrze nawilża suchą skórę i przyjemnie pachnie. Teraz używam wersji fioletowej ujędrniającej, ale niestety nie dorasta mu ona do pięt. Nie raz miałam do czynienia z produktami SSS, ale po raz pierwszy jestem tak bardzo zadowolona.

6. Benetint i Chachatint Benefit. Pewnie was już tymi tintami zanudzam, ale nic nie poradzę na to że używam ich codziennie. Jedyne zmiany, jakie odnotowuje to czasowe fluktuacje dotyczące wybieranego koloru :). W maju był to najczęściej różany Benetint i jego brzoskwiniowy kuzyn.

7. Błyszczyk Eveline Colour Celebrities kolor 590. Świetny błyszczyk w świetnym kolorze. Długo się utrzymuje, nawilża i jest mocno napigmentowany. Odcień bardzo fajnie ożywia buzię, to połączenie różu i brzoskwini, w koralowym klimacie. Podoba mi się zapach, przyjemnie owocowy. Jeden z lepszych błyszczyków, jakie ostatnio testowałam. Kupiony za 6zł w Biedronce :)

Jakie kosmetyki podbiły wasze serca w tym miesiącu?

niedziela, 5 maja 2013

Ulubieńcy kwietnia


Pora na comiesięczny rytuał. Wielokrotnie wspominałam, że bardzo lubię pisać posty o ulubieńcach miesiąca. W związku z tym, nawet brak czasu i napięta atmosfera na uczelni nie są w stanie powstrzymać mnie od umieszczenia na blogu takiego zestawienia. Kwiecień nie był szczególnie ekscytujący pod względem kosmetycznym, ale oto kilka rzeczy, które towarzyszyły mi niemal codziennie.

- Yves Rocher Pure Light. Świetny podkład! Reklamowany jako rozświetlający kosmetyk o właściwościach drugiej skóry. Jest w tym sporo prawdy. Ma bardzo ładne, naturalne wykończenie (ale absolutnie nie jest błyszczący czy tłusty), konsystecja leciutka i przyjemna. Krycie średnie, ale można jest stopniować. Zdecydowanie wart uwagi.

-Real Techniques Setting brush. Bardzo miękki i puszysty, używam go do rozświetlacza i czesem do rozblendowywania korektora w okolicach oczu.

-Benetint Benefit. Nadal kocham tinty miłością nieustającą, rotacja dotyczy tylko koloru, którego używam. W kwietniu był to różany Benetint.

-Żurawinowy krem Apis (w opakowaniu zastępczym :) ). Dostałam chojną odlewkę od Ani (którą niniejszym pozsrawiam ;) ). i bardzo polubiłam. Muszę kupić sobie własny. Szybko się wchłania, ale dobrze nawilża i wygładza. Bardzo lubię jego zapach.

-Maybelline Rocket Volume wodoodporny. Bardzo fajny tusz, cieszę się że pojawił się w wersji wodoodpornej dość szybko po polskiej premierze. Szczoteczka jest dość oryginalna, ale efekt na rzęsach zdecydowanie mi odpowiada.

-Dove Go Fresh żel pod prysznic ogórek i zielona herbata. Bardzo lubię zapach tej serii, dodatkowo żele Dove są na prawdę bardzo przyjemne w użyciu. Nie wysuszają i bardzo przyjemnie się rozprowadzają. 

-Tommy Hilfiger Tommy Girl. Za sprawą przyjaciółki odkryłam w tym miesiącu zapach, dla którego absolutnie straciłam głowę. Nie spodziewałam się tego, Tommy Girl jest na rynku niemalża 20 lat, ale nigdy wcześniej nie zwróciłam na niego uwagi. To był wielki błąd! Słodki, ale nie mdły, kwiatowy i "czysty" ale nie nadmiernie świeży. Bardzo trwały, zbiera masę komplementów. 

-moje ulubione mleczko Bielenda Powitanie z Afryką ma nowe opakowanie, co sprawia, że uwielbiam je jeszcze bardziej ( o ile to w ogóle możliwe, żebym lubiła je bardziej). Pompka bardzo ułatwia życie.


Jacy byli wasi ulubieńcy w kwietniu?




niedziela, 31 marca 2013

Ulubieńcy marca


Cóż to był za miesiąc :)! Marzec 2013 zdecydowanie będę bardzo dobrze wspominać. Trwał długo, ale był na prawdę jednym z fajniejszych miesięcy, jakie pamiętam. Przyszła pora na małe podsumowanie kosmetyczne:

Nadal nieodmiennie kocham tinty Benefita, w tym miesiącu chętnie używałam ich w komplecie z różem Sugarbomb z zestawu Sugarlicious. Przepiękny z niego rozświetlacz, wygląda świeżo promiennie i brzoskwoniowo. Na paznokciach często gościły niebieskości, szczególną sympatią darzę Sally Hansen Xtreme Wear Blue Me Away. Bardzo polubiłam trio wypiekanych cieni Bourjois Smoky Eyes Nude Ingenu, wyglądają na prawdę świetnie w codziennym, naturalnym makijażu. Nowy tusz Essence No Matter What bardzo dobrze się sprawdził, jest trwały i ładnie pogrubia rzęsy. Nadal cierpię z powodu suchych ust i z pomocą przyszedł mi błyszczyk Bourjois Effet 3D Balm Ation 52 Corail Idyllic, który "odziedziczyłam" po Sweet&Punchy :). Bardzo ładnie nawilża i długo się trzyma. Gwiazdą sezonu są również kremy Ziaja z serii Sopot, brązujący i rozświetlający. Więcej o nich napiszę niedługo. Tytuł ulubionych perfum marca wędruje natomiast do niezawodnego ukochanego SJP Lovely. Czysty, delikatny i otulający.To już moja kolejna butelka a miłość nadal nie słabnie.


Na koniec chciałabym się wam pochwalić moim największym i najważniejszym ulubieńcem marca. Ten mały kawałek plastiku jest już ze mną prawie miesiąc, ale nadal cieszę się jak głupia :)



Jacy są wasi ulubieńcy w tym miesiącu?

poniedziałek, 11 marca 2013

Spóźnieni ulubieńcy lutego


Ufff...już jestem i serdecznie przepraszam za spóźnienie ;). Luty był bardzo pracowity i bardzo krótki, niewiele mam do powiedzenia na temat najczęściej używanych produktów. Tradycji musi się jednak stać za dość i przedstawię króciutką lutową listę:

Jestem nudziarą i znów napiszę o Naked 2. Najczęściej używana w lutym, szczególnie w komplecie z brązową kredką Yves Rocher 3w1. Ładny i wyrazisty "codzienniak" to efekt gwarantowany takiego zestawu. Nie było dnia, abym nie użyła bazy Photoready Revlon, na prawdę rewelacyjna baza. Pierwszy tego typu produkt, jakiego używam regularnie, codziennie. Ulubionym podkładem był żelowy Rimmel Match perfection, nie zdradziłam go nawet na jeden dzień. Na paznokciach elektryzujący Sally Hansen Pacific Blue. Zupełnie nie dziwię się zachwytom pod jego adresem.
O dziwo często malowałam się też sypkim cieniem Inlgot 82, o którym więcej wkrótce.
Luty minął pod znakiem Kenzo Jungle w niektórych kręgach zwanego Słoniem :). Ciepły, otulający, przyprawowy. Kocham go od lat.
Na koniec muszę wspomnieć o świetnej szczotce, znanej pod kilkoma różnymi nazwami (Magic Brush w Tesco, Wet Brush na Amazonie oraz Swissco w Tkmaxxie). Wygląda całkiem zwyczajnie ale rewelacyjnie rozczesuje włosy, nie wiem nawet czy nie delikatniej niż Tangle Teezer. Mam już dwie, jedną w torebce a drugą w domu i nie umiem się z nią rozstać. 

Jacy są wasi ulubieńcy?

niedziela, 3 lutego 2013

Ulubieńcy stycznia


Przyszła moja ulubiona pora, pora na ulubieńców miesiąca. W styczniu dotarło do mnie bardzo dużo fajnych kosmetycznych nowości (nowy kosmetoholiczy rok rozpoczęłam z przytupem :) ), których używałam jednak za krótko, aby umieścić w tym zestawieniu. Było jednak kilka takich kosmetyków i akcesoriów, które towarzyszyły mi przez większość miesiąca.

1. Rossmann Synergen plasterki. Instytucja plasterków na niedoskonałości na noc jest mi doskonale znana, uwielbiałam niedostępne u nas plasterki Balea. Ostatnio koleżanka poleciła mi te rossmannowskie, i okazały się równie dobre. Nawet bardzo dobre. Są praktycznie niewidoczne (nie wymagają natychmiastowego przemykania się z łazienki i zawijania w kołdrę aby nie straszyć otoczenia) i na prawdę działają. Są teraz w promocji za mniej niż 7zł .

2. Baza Hean, stara ulubienica

3. Under 20 2w1 nawilżający krem z efektem stopniowego opalania. Kupiłam w promocji w Naturze przypadkowo a okazał się świetny. Świetnie nawilża, ładnie pachnie i rzeczywiście dodaje skórze lekko brzoskwiniowego odcienia. Co ciekawe, nie zawiera DHA.

4. Kredka Max Factor Natural Glaze. Bardzo łatwo malować nią wewnętrzną część dolnej linii rzęs a dodatkowo jest trwała.

5.  Benefit Posietint. Kocham. Kocham!

6. W duecie z tintem bardzo dobrze sprawdza się pędzel do podkładu mineralnego Sephora.

7. Cień Copperplate MAC do malowania brwi. Podpatrzyłam przypadkiem na YT i okazało się, że to idealny kolor dla moich brwi.

8. Pędzelek do brwi Lily Lolo

9. Po długiej przerwie wróciłam do tradycyjnych podkładów. Moja skóra jest wysuszona i potrzebuje więcej nawilżenia, dla tego płynna formuła sprawdza się lepiej. Najczęściej używałam starego znajomego Revlona Colorstaya (180 Sand Beige). Popularny Rimmel Match Perfection w słoiczku również okazał się trafionym zakupem.

10. Używając tradycyjnych podkładów na nowo odkryłam nieco zapomnianego Beauty Blendera. Wykończenie, jakie można za jego pomocą uzyskać jest absolutnie perfekcyjne.

11. Maybelline Falsies Waterpfoof. Kolejne podejście do tego tuszu i znów mam mieszane uczucia. Na pewno bardzo dobrze podkręca rzęsy.

12. Gucci Flora EDT

Podzielcie się swoimi ulubieńcami :)!

wtorek, 1 stycznia 2013

Ulubieńcy grudnia i roku 2012

Pora na małe podsumowanie. Zebrałam listę ulubieńców, jak co miesiąc, a dodatkowo małe podsumowanie roku. Wiem, że na pewno o niektórych produktach zapomniałam, ale trudno. Jest to więc zbiór dość luźny, o niektórych kosmetykach pisałam często o innych rzadziej ale zarówno jedne, jak i drugie wyjątkowo zapadły mi w pamięć w minionym roku.

Ulubieńcy grudnia


W grudniu nie rozstawałam się z Guerlain Meteorites 01, różem Flormar (z duo P115) oraz starą dobrą pomadką Bebe intensywna pielęgnacja. Ulubioną bazą była Hean Stay On, której prawie codziennie towarzyszył Eyeliner L'oreal Super Liner (Liner Intense) Carbon Gloss. Polubiłam też kombinację odżywki do rzęs Eveline Advance Volumiere (pięknie wydłuża ale prostuje podkręcona zalotką rzęsy, ponieważ jednak mój eyeliner nie współpracuje dobrze z zalotką, byłam i tak skazana na proste rzęsy ;) ) + Eveline Big Volume Lash Waterproof + Maybelline Illegal Lenghts Waterproof (sam w sobie średni tusz, w wersji wodoodpornej niedostępny w Polsce). Nadal mam bardzo suche usta, dla tego jedynym kolorowym produktem, jaki byłam w stanie na nich znieść był mój ukochany stain YSL w kolorze 12.
Jeżeli chodzi o perfumy, to nadal wysączam ostatnie krople Kenzo Flower.


Ulubieńcy i odkrcia 2012


YSL Rouge pour couture glossy lip stain. To jeden z niewielu produktów, w których nie zmieniłabym nic (no, może oprócz ceny :) ). Absolutnie idealne połączenie błyszczyka, pomadki i tinta. Kupiony w marcu nr 12 już ledwo zipie, dlatego korzystając z sephorowej super zniżki kupiłam kolejną czerwień, tym razem bardziej klasyczną nr 9. Gdybym miała wybrać jednego ulubieńca 2012, na pewno byłaby to ta pomadka.


Inglot. Marka, która powróciła do moich łask w tym roku. Świetne cenie, produkty do ust, niezawodne bibułki matujące.


Benefit Hervana za to, że można nią wyczarować zdrowy i świeży rumieniec, róż (a właściwie bronzer) Anabelle Minerals w kolorze Honey, który świetnie ociepla buzię. Prasowany puder Bell 2 Skin Pocket Mat detronizuje wszystkie prasowańcem, jakie znam. Jakość wysokopółkowa za mniej niż 20zł! Make Up For Ever Full Cover, to korektor na który zawsze mogę liczyć. Supertrwały, bardzo kryjący a jednocześnie świetnie stapiający się z cerą. Niedawno zaczęłam drugie opakowanie.
Na wspomnienie zasługuje również mój najukochańszy MAC Warm Soul (obecny już jednak tylko duszą a nie ciałem bo się jakiś czas temu skończył ).


L'oreal Super Liner nie jest może 100% ideałem, ale jest bardzo czarny i bajecznie prosty w obsłudze. Sephora Smoothing & Brightening concealer to najlepszy jak do tej pory rozświetlacz okolic oczu, szczególnie kolor 02. Eveline Big Volume Lash Waterproof na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. Już go nie oddam :)


Szampon Wszechczasów, czyli morelowy Garnier dla dzieci, odżywka do skóry głowy i włosów Jantar oraz olejki Alterra to ulubieńcy w kategorii pielęgnacji włosów. Garnier Skóra wrażliwa płyn do demakijażu 2w1 znakomicie radzi sobie z tuszem wodoodpornym a krem Floslek Be Eco pod oczy i na szyję rewelacyjnie nawilża okolice oczu. Masełka do ust Nivea pokochałam za wygodne i ładne puszeczki i skuteczność. Ulubiona maseczka to The Body Shop Warming Mineral Mask. Zużyłam już dwie tubki i na pewno będą następne. Maska ładnie zwęża pory i oczyszcza twarz, szczególnie nałożona podczas kąpieli.


W kategorii lakierów do paznokci królowało oczywiście Essie. Oprócz sztandarowych korali, bardzo lubiłam nosić kobaltowy niebieski i cielaki w stylu Essie Sand Tropez.


Uwielbiałam zalotkę MAC oraz trzy syntetyczne pędzelki do oczu Sedona Lace.


Ulubiony zapach był niezwykle trudny do wytypowania, ale najczęściej nosiłam Moschino Hippy Fizz. Czysty, optymistyczny i bardzo trwały.


Oczywiście, nie mogę zapomnieć o świecach i woskach Yankee Candle, które umilały mi większość z 366 dni 2012 roku :).

Jakie były wasze ulubione kosmetyki ubiegłego miesiąca i ubiegłego roku?

sobota, 1 grudnia 2012

Ulubieńcy listopada



Listopad minął ekspresowo, był wyjątkowo ładny (i tym razem nie spełnił warunków dla pretendenta do tytułu najbrzydszego miesiąca w roku ;) ). Nie mam zbyt wielu listopadowych ulubieńców, oto kilka kosmetyków których używałam najczęściej:

1. MAC  Mineralize Blush Warm Soul (i to już po raz ostatni bo nie zostało z niego już prawie nic)

2. Nivea Lip Butter wanilia i makadamia. Świetnie nawilża, uchroniło moje ekstremalnie suche usta od pękania. Otworzyłam jeszcze karmelowe (malinowe czeka w kolejce) ale wersja waniliowa bardziej mi odpowiada. 
3. L'oreal Super Liner Carbon Gloss to arcy wygodny eyeliner. Ma aplikator będący połączeniem pisaka i pędzelka co bardzo ułatwia aplikację. Jest bardzo czarny, ma błyszczce wykończenie. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to trwałość (na pewno nie jest nie do zdarcia), ale spokojnie wytrzymuje cały dzień w przyzwoitym stanie.

4. Kenzo Flower to jeden z moich ulubieńców od lat (zużyłam już kilka flakonów). Z widocznej na zdjęciu butelki zostało może 10ml, zamierzam ją wykończyć ;) w najbliższym czasie bo mam ją już dość długo. Zapach towarzyszył mi prawie cały listopad.

5. Nivea Aqua Effect Nawilżający Krem Odżywczy do skóry suchej. Fajny nawilżacz kupiony za 9zł w promocji. Zawsze lubiłam wersję do cery normalnej i swego czasu używałam go dobrze ponad rok. Postanowiłam odświeżyć znajomość, ale tym razem wybrałam wersję do skóry suchej bo moja skóra z mieszanej, stała się normalna/sucha. Krem pięknie pachnie, ma przyjemną konsystencję. Z bardzo suchą skórą raczej sobie nie poradzi (na zimę poszukam czegoś jeszcze bardziej treściowego) ale w tym momencie bardzo mi odpowiada.

6. Guerlain Meteorites 01 Teint Rose. Zrobiłam sobie na początku listopada przyspieszony urodzinowy prezent i kupiłam upragnioną guerlanowską legendę. Co tu dużo mówić, nie wiem jak ja wcześniej bez nich żyłam ;). Więcej w oddzielnej recenzji.


Czy macie jakichś godnych polecenia ulubieńców ubiegłego miesiąca?

piątek, 2 listopada 2012

Ulubieńcy października


W ubiegłym miesiącu najczęściej sięgałam po:

-Isana krem do ciała z kakao i masłem shea. Prawdopodobnie nie zwróciłabym na nie większej uwagi, gdyby nie znalazło się w paczce od Rossmanna. Okazało się na prawdę skuteczne a do tego genialnie pachnie, krówkami i orzechami! Natychmiast zaopatrzyłam się w kolejne :)

-Essence Stay All Day cień w kremie 09 For Fairies. Recenzowałam go tu

-Róż mineralny Anabelle Minerls w kolorze Honey. Super bronzer, odnowiłam znajomość z nim po tym, jak skończyła mi się Ziemia Egipska.

-L'oreall Infallible cień w kolorze Forever Pink. Jestem pod ogromnym wrażeniem, zarówno koloru, jak i samego produktu.

-Błyszczyki Inglot Sleeks. Moja kolekcja rozrosła się wręcz dramatycznie w tym miesiącu :). Niedługo szczegółowa recenzja

-Inglot kredki do ust uważam za odkrycie kwartału, jeżeli nie nawet całego roku. Tanie, trwałe i dostępne w wielu kolorach.

-MAC Warm Soul. Zobaczcie tylko, praktycznie zużyłam cały róż :D! Prędzej czy później go jednak odkupię bo to dla mnie kolor idealny, nie znalazłam ładniejszego.


Moim ostatnim ulubieńcem jest szafeczka zrobiona z pudełeczkek po Glossyboxie (i jednym Shinyboxie, który ma trochę inny wymiar i miałam trudności ze złożeniem całości, ale jakoś się trzyma). Zamieszkały w niej moje produkty do ust. Mam je pod ręką i są lepiej posegregowane niż w jednej szufladzie w toaletce.


Jakich ulubieńców macie w tym miesiącu?

poniedziałek, 1 października 2012

Ulubieńcy września



Wrzesień minął ekspresowo i ani się obejrzałam a tu mamy już październik. W ubiegłym miesiącu najczęściej używałam:

-Nivea Pure Effect All-in-1 Żel-peeling-maska. Lubię mieć takie produkty pod ręką, przy wannie. Kiedy niespodziewanie ;)  najdzie mnie ochota na peeling albo maseczkę mogę ją zrobić nawet w 2-3 minuty podczas porannego prysznica. Niveowy all-in-one przyjemnie pachnie, delikatnie ściera i rzeczywiście nadaje się do stosowania jako maseczka dzięki zawartości glinki. Sprawdził się także podczas wekeendowego wyjazdu. Trzeba jednak uważać, żeby nie przesadzić i nie stosować go często przez dłuższy czas bo może wysuszyć.

-Floslek Krem Regerenacyjny. Działa kojąco, ma przyjemną masełkowatą ale nie tłustą konsystencję i bardzo dobrze nawilża nie powodując nadmiernego błyszczenia się. Opakowanie higieniczne i wygodne, ale niestety zajmuje sporo miejsca w kosmetyczce.

-Too Faced Natural Eye Palette. Paletka, którą wałkuję bez przerwy od ponad półtora roku i ciągle nie mam dość. W tym miesiącu znów używałam jej intensywnie.

-MAC Plumful. Dla mnie to takie my lips but better. Przepadam za tą pomadką, o czym pisałam wam nie raz. Szczególnie dobrze wpisuje się w jesienny klimat.

-Essie Sand Tropez. Kolejny miesiąc mi towarzyszy, zużyłam już połowę butelki co dla lakieromaniaczki posiadającej -dziesiąt lakierów jest nielada wyczynem.

-Essie Luxedo przez cały wrzesień gościł na moich paznokciach u stóp

-Essence Better Than Gel Nails Top Coat. Całkiem niezły i niedrogi top. Czytając recenzje spodziewałam się rewelacji, takich rewelacji nie ma ale produkt jest całkiem fajny i szybko schnie.

-Benefit Hervana po raz kolejny

-Bibułki matujące Inglot. Absolutnie najlepsze


We wrześniu zużyłam do cna Gucci Rush :(. Na szczęście jednak dostałam w prezencie Lancome Hypnose i mogłam pocieszyć się nimi po rozstaniu z Rushem.


Jacy są wasi ulubieńcy miesiąca?





czwartek, 30 sierpnia 2012

Ulubieńcy sierpnia i kredkowy romans


Ależ ja lubię te "ulubieńcowe" posty. Lubię je czytać i lubię pisać. Tak więc dzisiaj przyszedł czas na najczęściej używane produkty sierpnia. Wreszcie lato ma się ku końcowi :)! Upały powoli odpuszczają, niedługo zaczną żółknąć liście a powietrze będzie pachnieć jesienią. Dodatkowo w sklepach pojawiają się ubrania w jesiennych kolorach. Ach, uwielbiam wrzesień i jesień generalnie. Uwielbiam także dla tego, że po jesieni wreszcie doczekam się na ukochaną zimę. Do rzeczy jednak:

-Inlgot Sleeks Cream błyszczyk nr 103. Ciepła, pomarańczowo-koralowa czerwień. Nigdy wcześniej nie miałam błīszczyków z tej serii, ale kiedy zobaczyłam kolor postanowiłam się skusić. Pięknie pachnie, kolor fajnie ożywia twarz a opakowanie ma kształt próbówki :)- toż to produkt idealny dla mnie.

-Essence Get Big Lashes Waterproof. Nie jest to najlepszy tusz, jaki znam ale za 11zł (czy ile też on tam dokładnie kosztuje) jest na prawdę ok. Szczególnie, kiedy podeschnie i można nabrać więcej produktu na szczoteczkę. Kiepsko wydłuża, ale całkiem nieźle pogrubia.

-Benefit Hervana. Marzył mi się od premiery, w końcu udało się załapać na porządny rabat. Świetny róż, na pewno doczeka się recenzji niedługo. Używałam go praktycznie non stop w sierpniu.

-jeżeli chodzi o pazury to byłam w tym miesiącu szokująco monotematyczna, szczególnie jak na lakieromaniaczkę. Zanosi się, że ta monotematyczność potrwa też przez wrzesień bo popadłam w obsesję. U rąk Essie Sand Tropez a u nóg zwykły czarny OPI Black Onyx. Choć nie mogę uwierzyć w to co piszę, to malowałam pazury tylko nimi i na nic innego nie mam ochoty nadal. Czarny pedicure to genialna rzecz.

-nadal maniakalnie używam cieni Inglot (prawdę mówiąc, rozmnożyły mi się znów, także dajcie znać, jeżeli macie ochotę przeczytać post z aktualizacją :) ) a szczególnie 395P i 112AMC.

-Gucci Rush towarzyszył mi codziennie. O dziwo całkiem nieźle nosi mi się go także w upały. Jego odurzająca gradeniowość dobrze wpisuje się w tropikalny klimat, jaki ostatnio panuje we Wrocławiu. Buteleczka powoli ma się ku końcowi, ale to mnie raczej cieszy bo mam go od dawna i czas zużyć, zanim się zestarzeje. Niepokoi mnie tylko to, że Gucci przestało go produkować. Wstyd, to na prawdę wyjątkowy zapach.


Dodatkowo mam dla was ulubieńca ostatnich dni: makijaż na takim planie jak poniższy, ze specjalnym udziałem brązowej kredki. Do kredem i eyelinerów mam raczej ambiwalentny stosunek. Zazwyczaj ich nie używam i nie lubię, ale czasem ot tak po prostu przypominam sobie o ich istnieniu i przez jakiś czas nawiązujemy bliższe i intensywne relacje ;).  Poniżej zupełny zwyklak w ciepłej tonacji plus ciemnobrązowa, połyskująca kredka Yves Rocher (bo musicie wiedzieć, że kredki YR 3w1 są absolutnie genialne). Brązowa kredka to jednak świetny wynalazek. Dodaje odrobiny wyrazistości bez efekt zmęczonych oczu, jaki często daje czarny kolor w tej roli.






Użyłam cieni Inglot: łuk brwiowy 351M, powieka 330M, wewnętrzny kącik 395P, załamanie 357M.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...