Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isana. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 lutego 2013

Raport z łazienkowej półki


 Dzisiejszy post to niezobowiązująca zbiorcza recenzja kilku produktów, które ostatnimi czasy gościły (lub goszczą) na mojej łazienkowej półce. Może i pielęgnacja nie jest tak ekscytująca, jak kolorówka czy lakiery do paznokci, nadal jednak ogromną frajdę sprawia mi testowanie i recenzowanie produktów z tego działu. Jestem fanką takich zbiorczych recenzji, mam nadzieję że i wam taka forma opowiadania o produktach odpowiada.

Niedawno skończyłam opakowanie kremowego żelu do mycia twarzy Under Twenty. Lubię żele do mycia twarzy Eris, nie zawierają SLS (który mojej twarzy, w przeciwieństwie do włosów, nie służy) i są w ogromnej większości bardzo udane. Ten nie jest może moim ulubieńcem, ale miło go wspominam. Nie pieni się, jest rzeczywiście kremowy. Pachnie trochę męsko-ogórkowo, ale nie jest to na szczęście zapach intensywny. Lekko ściąga moją skórę, ale kładę to na karb zmiany jej kondycji (z mieszanej na normalną/suchą) a nie koniecznie na działanie samego produktu.

Eveline postanowiło mi się chyba przypodobać ;) bo mój ulubiony krem wszech czasów, czyli Aksamitne dłonie pojawił się w wielkim opakowaniu z pompką. Idealny krem i idealne opakowanie. Zużywam kremy do rąk w ogromnych ilościach, dla tego też bardzo lubię duże, ekonomiczne opakowania.

Czy tonik może nawilżać? Do tej pory specjalnie w to nie wierzyłam. Od tego rodzaju produktu wymagam odświeżenia i usuwania ostatnich resztek makijażu. Tym czasem tonik pielęgnacyjny Eva Natura Herbal Garden bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Pozostawia na skórze bardzo przyjemny film, jak po użyciu lekkiego kremu nawilżającego. Dodatkowo ładnie pachnie, ma sympatyczne opakowanie i jest tani (poniżej 10zł w Rossannie). Czegóż chcieć więcej?

Kontynuując wątek świetnych polskich produktów muszę wspomnieć o peelingu Farmona Tutti Frutti z mango i brzoskwinią. Kolejny dowód na to, że w tej kategorii można przebierać w doskonałych produktach jak w...ulęgałkach? Nie, to chyba nie jest odpowiednie porównanie, ale myślę, że rozumiecie o co mi chodzi. Peeing pięknie (choć nieco sztucznie, tu przyznam rację) pachnie i pozostawia na skórze warstwę olejku. Nie podoba mi się tylko opakowanie, wielkie i nieporęczne, etykietki zaczynają się od niego odklejać niemalże natychmiast.

La Roche Posay Cicaplast B5 Baume okazał się bardzo pomocny w walce z przesuszonymi plackami na twarzy, w okolicach ust i nosa. Świetnie łagodzi podrażnioną u suchą skórę, zazwyczaj wystarczy jednorazowe użycie.

Masło do ciała rosmannowskiej marki Wellness&Beauty pachnie obłędnie i bardzo dobrze nawilża. Nadaje się również do rąk i stóp, a nie wszystkie masła spełniają ten warunek. Pokochałam je tak bardzo, że kupiła żel pod prysznic o tym samym zapachu i nie mogę się od niego oderwać. Pycha! W komplecie z żelem kilka razy w tygodniu używam szczotki Wellness&Beauty. Męczę się z przebarwieniami na placach i postanowiłam pozbyć się draństwa za pomocą intensywnego peelingowania. Zabieg ten okazał się nie tylko bardzo relaksujący (drapu drap po plecach :) ) ale i skuteczny. Polecam, nie tylko tym z was które mają problemy z plecami.

Paski oczyszczające na nos Beauty Formulas to stali bywalcy mojej łazienkowej półki. Są skuteczne, jeżeli macie jednak wrażliwą skórę uważajcie przy ich odrywaniu (ja zapomniawszy o ostatniej nadwrażliwości niefrasobliwie zerwałam plasterek i nabawiłam się ranek...)


Dzina sprawa, ale żel żurawina i biała herbata, który otrzymałam w paczce od Rossmanna to mój pierwszy żel Isana. Bardzo przyjemnie, orzeźwiająco i lekko cierpko (na prawdę żurawinowo) pachniał. Bardzo sympatyczny produkt.



Waniliowo-truskawkowa maseczka do twarzy Rival De Loop to edycja limitowana, wyglądała bardzo apetycznie. Niestety okazała się kiepska i nie będę za nią płakać. Pachnie nieciekawie (zjełczałym kremem?) , ze skórą nie robi nic a skład również nie zachwyca. 

Skoro już mówimy o maseczkach, czy was również denerwuje to, że nie da rady kupić już niczego w normalnej tubce? Zużyłam ostatnio moje maseczkowe i peelingowe zapasy i wybrałam się do Rossmanna po nowe. Peelnig w tubie znalazłam bez większego problemu, ale maseczki w dużych opakowaniach stały się gatunkiem wymarłym. Zniknęła nawet glinkowa maska Lirene, absolutny klasyk. Wszędzie tylko saszetki, które owszem są fajne, ale na dłuższą metę drogie i nieco upierdliwe.
Bardzo szkoda, że nie można już kupić większych opakowań.


Czy na waszych łazienkowych półkach pojawiło się ostatnio coś ciekawego?









piątek, 2 listopada 2012

Ulubieńcy października


W ubiegłym miesiącu najczęściej sięgałam po:

-Isana krem do ciała z kakao i masłem shea. Prawdopodobnie nie zwróciłabym na nie większej uwagi, gdyby nie znalazło się w paczce od Rossmanna. Okazało się na prawdę skuteczne a do tego genialnie pachnie, krówkami i orzechami! Natychmiast zaopatrzyłam się w kolejne :)

-Essence Stay All Day cień w kremie 09 For Fairies. Recenzowałam go tu

-Róż mineralny Anabelle Minerls w kolorze Honey. Super bronzer, odnowiłam znajomość z nim po tym, jak skończyła mi się Ziemia Egipska.

-L'oreall Infallible cień w kolorze Forever Pink. Jestem pod ogromnym wrażeniem, zarówno koloru, jak i samego produktu.

-Błyszczyki Inglot Sleeks. Moja kolekcja rozrosła się wręcz dramatycznie w tym miesiącu :). Niedługo szczegółowa recenzja

-Inglot kredki do ust uważam za odkrycie kwartału, jeżeli nie nawet całego roku. Tanie, trwałe i dostępne w wielu kolorach.

-MAC Warm Soul. Zobaczcie tylko, praktycznie zużyłam cały róż :D! Prędzej czy później go jednak odkupię bo to dla mnie kolor idealny, nie znalazłam ładniejszego.


Moim ostatnim ulubieńcem jest szafeczka zrobiona z pudełeczkek po Glossyboxie (i jednym Shinyboxie, który ma trochę inny wymiar i miałam trudności ze złożeniem całości, ale jakoś się trzyma). Zamieszkały w niej moje produkty do ust. Mam je pod ręką i są lepiej posegregowane niż w jednej szufladzie w toaletce.


Jakich ulubieńców macie w tym miesiącu?

poniedziałek, 8 października 2012

Limitowane kremy do rąk Isana


Nie umiem obyć się bez kremy do rąk. Mam tubkę zawsze przy sobie, w torebce oraz w kilku miejscach w całym domu. Ręce smaruję nałogowo, obowiązkowo po każdym myciu rąk ale także i pomiędzy myciem. W związku z tym, zużywam tego rodzaju kosmetyki tonami i na prawdę lubię, kiedy krem do pielęgnacji rąk jest i dobry i tani.
Wymagam od niego aby dobrze nawilżał i pozostawiał na rękach ochronny film, tak aby działanie można było czuć przez dłuższy czas po aplikacji. Mile widziany jest przyjemny zapach, ale nie jest to konieczność.
Kremy Isana znam i lubię o dawna, szczególnie wersję "czerwoną" z mocznikiem (jeden z bardziej odżywczych i ochronnych preparatów, jakie znam). Kiedy więc wypatrzyłam na półce dwa nowe limitowane zapachy (o rany, któż nie kocha edycji limitowanych :), nawet krem do rąk czy żel pod prysznic jest bardziej ekscytujący w sezonowej odsłonie. Ktoś może powiedzieć, że to niedorzeczne ale mnie na prawdę cieszą w życiu nawet takie drobiazgi). Najpierw przetestowałam wersję z olejkiem migdałowym (kocham zapach migdałów a i sam olejek cenię za dobroczynne działanie) a później kwiat pomarańczy. Ten drugi kupiłam już trzy razy, migdałowego niestety ostatnio nie mogę znaleźć i nie wiem czy już przestali go sprzedawać.
Oba kremy to nieco lżejszy kaliber niż ich kuzyn z mocznikiem. Szybciej się wchłaniają i  mają bardziej płynną konsystencję, ale nadal dbają o dobry poziom nawilżenia przez dłuższy czas. Oba są przeznaczone do suchej skóry i moim zdaniem oprócz zapachu, niewiele się od siebie różnią.
Migdałowy pachnie słodko, delikatnie migdałowo ale bardziej kosmetycznie niż deserowo. Kwiat pomarańczy to zaskakująco ładnie oddany kwiat właśnie a nie owoc, zapach nie jest mocno cytrusowy a delikatnie kwiatowy z nutką pomarańczy.
Z obu limitowanych kremów jestem zadowolona i zamierzam je kupować dopóki będą dostępne. Są skuteczne, tanie a do tego przyjemnie pachną.
Kremy Isana nie zawierają silikonów (choć szczerze mówiąc, ani mnie to ziębi ani grzeje, wiecie że jestem raczej piewcą zalet silikonów niż ich zagorzałą przeciwniczką).

Ocena: 5-


Macie ulubieńców kremów do rąk?

czwartek, 16 sierpnia 2012

Przegląd kuferka: produkty do pielęgnacji włosów




Dzisiejszy post nie będzie spisem ulubieńców w kategorii pielęgnacji włosów, nie jest też w zamyśle szczegółową recenzją zebranych tu kosmetyków. Nie będę opisywać dokładnie wymagań moich włosów ani sposobu pielęgnacji z uwzględnieniem co jak i dlaczego robię.
Chiciałabym po prostu pokazać wam co aktualnie mam na swojej łazienkowej półce (to oczywiście przenośnia bo kosmetyki te porozmieszczane są po całym domu ;) ), czym raczę swoje kudełki. Znajdą się tu więc moim stali ulubieńcy, do których wracam ale także produkty kupione jednorazowo, przypadkowo oraz takie, za którymi nie przepadam i staram się je zmęczyć do końca. Pełne spektrum. Ot taki post informacyjny zaspokajający ciekawość tych z was, które zastanawiały się jakich kosmetyków do włosów używam. Nie wiem jak wy, ale ja jestem chyba wścibskim stworzeniem po prostu bo bardzo lubię oglądać tego rodzaju posty na innych blogach :).



Szampony. Tu dość ubogo aktualnie. Pokończyły mi się zapasy a w Rossmannie nie ma żadnego z moich ulubieńców w promocji. Padło więc na przypadkowy szampon który spełniał moje dwa podstawowe kryteria : duży i przeceniony  :). Mam już KWC w kategorii oczyszczania włosów, ale mimo tego lubię często zmieniać szampony. Tym razem kupiłam Gliss Kur Ultimate Volume. Nie jestem nim zachwycona, ale nie mam też większych zastrzeżeń. Na półce stoją również kostki Lush. Seanik, który jest na prawdę świetny (włosy po umyciu są miękkie i lśniące) oraz New, który muszę jeszcze potestować.


Maski i odżywki. Używam odżywek po każdym myciu a porządną półgodzinną maskę staram się zafundować włosom przynajmniej raz w tygodniu (choć przyznaję się bez bicia, to jedyny aspekt pielęgnacji włosów, który zdarza mi się zaniedbać).
Nie jestem szaloną fanką Waxów, ale ten w wersji mlecznej mi odpowiada. Muszę go zużyć bo została już tylko odrobina (nienawidzę zostawiać resztek). Maskę Eva Natura nabyłam za pośrednictwem koleżanki, muszę wziąć się za porządne testowanie bo do tej pory użyłam jej tylko raz czy dwa. Nie byłam zachwycona efektem, dla tego poszła w odstawkę. Chciałabym jednak dać jej jeszcze jedną szansę bo bardzo przyjemnie pachnie i ma fajny skład.
W ramach odżywiania czupryny aktualnie używam nowej ekspresowej kuracji L'oreal Elseve z argininą (ale czerwona wersja jest zdecydowanie lepsza i skuteczniejsza), dwuminutowej maski Isana z proteinami pszenicy (kupiłam po przeczytaniu posta Idalii, ale niestety u mnie się nie sprawdziła. Nie robi z włosami nic specjalnego. Dużo lepsze efekty widziałam po legendarnej różowej odżywce z babasu) oraz balsamu do włosów przeciw wypadaniu Green Pharmacy (w fazie testów).

Dzisiaj kliknęłam na allegro starą dobrą litrową maskę Kallos Latte bo stęskniłam się za nią. Bardzo ją lubię, nie tylko za piękny zapach.


Oleje. Do olejowania włosów podchodzą bardzo systematycznie, zazwyczaj przed każdym myciem, już od ponad roku. Nie jestem wielkim eksperymentatorem w tej dziedzinie, wypróbowałam niewiele produktów, ale te w mojej kolekcji na razie mi odpowiadają.  Używam oliwki Hipp (czyli oleju ze słodkich migdałów i słonecznikowego), olejku Alterra z awokado i granatem (który ze względu na zapach, skład, cenę i wygodny aplikator jest moim ulubieńcem), Amli Dabur (choć rzadko, mnie jej zapach kompletnie nie przeszkadza, ale rodzina bardzo narzeka ;) ) oraz dwóch nowości: olejku łopianowego z papryką do skóry głowy Green Pharmacy i mieszanki Oilmedica na bazie oleju kokosowego.


Inne czyli wcierki, spraye itp. W mojej kolekcji nie może zabraknąć Biosilk Silk Filler który bardzo ułatwia rozczesywanie. Ostatnio jednak odstawiłam go na rzecz testowania Eliksiru przeciw wypadaniu włosów Green Pharmacy. Aktualnie przed każdym myciem stosuję wcierkę- odżywkę Farmona Jantar ( jest rewelacyjna, dzięki temu że farbuję włosy mogę dokładnie śledzić przyrost ;) i kiedy systematycznie używam Jantara widzę, że włosy na prawdę rosną szybciej). Maska Vatika Night Repair to produkt po który sięgam rzadko. Żel aloesowy wcieram czasem w skórę głowy i dodaję do maseczek.



Stylizacja i produkty do zabezpieczania końcówek. Zużywam teraz suchy szampon Syoss, pomimo jego skuteczności, nie mogę doczekać się końca opakowania (więcej TU). Raz na tak zwany ruski rok, używam sprayu z solą morską Tigi, równie często sięgam po lakier wo włosów (nie uwieczniłam go nawet na zdjęciu, bo gdyby zniknął z półki to nawet bym tego nie zauważyła). Po każdym myciu używam jednak serum z silikonami na końcówki. Moje długie włosy potrzebują takiego zabezpieczenia jak powietrza. Zamiennie używam olejku Macadamia (oprócz silikonów ma również olejek z makadamii i arganowy), serum L'biotica A+E (to najczęściej bo jest go mało i czas je wykończyć) oraz John Frieda Frizz Ease. Odżywka bez spłukiwania Macadamia to miniatura, która powoli ma się ku końcowi.




Na koniec suplementy. Nie jestem wyznawcą kultu łykania witamin i innych suplementów. Humavit jest jednak ze mną od dość dawna i co jakiś czas do niego wracam. Nie mogę brać większości preparatów zawierających cynk. Humavit Skrzyp i Pokrzywa zawiera jak widać właściwie tylko drożdże, skrzyp i pokrzywę dzięki czemu nie wywołuje koszmarnych pocynkowych mdłości. Jest tani, szczególnie biorąc pod uwagę ilość tabletek a co najważniejsze widzę pozytywne rezultaty. Teraz wróciłam do niego chcąc wzmocnić trochę wypadające włosy i jakoś odrobinę wspomóc moją biedną cerę, która nie radzi sobie po odstawieniu hormonów :(. Pewnie można zamiast tego pić skrzyp i pokrzywę, ale tu mam też drożdże których niestety nie byłabym w stanie wypić (pomimo mojej ogromnej sympatii dla tych niezwykłych organizmów modelowych, którym tak wiele zawdzięcza nauka :) ). Po prostu nie lubię zapachu i smaku drożdży.
Łykam też kwasy omega, teraz Eye q który zawiera olejek z wiesiołka, co mam nadzieję wpływa też jakoś pozytywnie na włosy.


To by było na tyle. Nie mam żadnych zapasów oprócz jednej odżywki Himalaya Herbals. Oczywiście jest to całokształt zbiorów, żeby ktoś się przypadkiem nie przeraził, że używam tego wszystkiego na raz i codziennie.


Czego aktualnie używacie do pielęgnacji włosów? Czy chcecie zobaczyć jakieś inne zbiory? Maseczki do twarzy? Kremy? Produkty do włosów są zdecydowanie najliczniejszą pielęgnacyjną frakcją w moich zbiorach. A może chciałybyście zobaczyć dokładniejszą recenzję któregoś z wymienionych dziś produktów?

piątek, 20 lipca 2012

Porównanie suchych szamponów


Odkąd odkryłam instytucję suchego szamponu (czyli około roku temu) nie jestem w stanie się bez niego obejść. Świetnie odświeża włosy, nadaje objętości kiedy są przyklapnięte (ten trik działa nawet na świeżo umytych włosach, kiedy z jakiegoś powodu nie chciały się wcześniej układać). Produkt cudo, chociaż sama nazwa suchy szampon nie budziła nigdy mojego zaufania. Ale to na prawdę działa!

Miałam okazję przetestować już sporą ilość tego typu produktów dostępnych na rynku. W dzisiejszym poście zamieszczam małe porównanie i wybieram faworytów. Niby są to kosmetyki o prostym składzie i w gruncie rzeczy bardzo podobne, jednak wzorem innych kosmetycznych kategorii i tu znajdą się lepsze i gorsze propozycje. Wybaczcie, że nie wszystkie są uwiecznione na zdjęciu, niestety nie miałam na tyle cierpliwości aby gromadzić wszystkie puste buteleczki, przyznaję się bez bicia ;). Oceniać będę w trzech głównych kategoriach: zapach (coś co pozostaje na włosach powinno mieć przyzwoity zapach), działanie (jak dobrze radzi sobie z odświeżaniem włosów) oraz kolor (niektóre bielą bardziej niż inne, co jest ważnym kryterium szczególnie dla brunetek).


Garnier Fructis Mega objętość

Cena: około 17zł za 150ml

Zapach: cytrusowy, bardzo mocno wyczuwalny grejpfrut. Niestety zapach, który z początku jest przyjemny szybko robi się gorzki, plastikowy i dość uciążliwy. Nie utrzymuje się we włosach dłużej niż powiedzmy godzinę, ale nadal niezbyt mi odpowiada.

Działanie: przeciętne. Ładnie unosi włosy ale nie odświeża włosów idealnie. W tej kategorii wypada ok, sprawdza się ale trzeba go zaaplikować go więcej niż w przypadku mojego ulubieńca.

Kolor: to jego najmocniejsza strona, praktycznie nie bieli włosów i nie ma absolutnie problemu z wyczesaniem go. Właściwie jakby się uprzeć można jedynie wytrzepać go z włosów palcami bez konieczności szczotkowania

Podsumowanie: nie wiem czy kupię go ponownie. Ma sympatyczne zielone opakowanie, ale zapach trochę mi dręczy. Dodatkowo nie działa idealnie.




Rossmann Isana 






Cena: około 11zł za 200g

Zapach: bardzo intensywny i długotrwały (utrzymuje się we włosach dobrych kilka godzin). Pachnie jak wariacja na temat Cacharel Amor Amor. To chyba najmilej pachnący suchy szampon, ale nie każdemu będzie ten mocny zapach pasował.

Działanie: ok, pod tym względem nie mam mu nic do zarzucenia.

Kolor: Niestety bieli bardzo mocno, chyba najbardziej ze wszystkich suchych szamponów w zestawieniu. Wyczesanie go przysparza mi trochę problemu

Podsumowanie: jest ok, polecam fankom Amor Amor. Możliwe że skuszę się na ponowny zakup, szczególnie w jakiejś promocji.





Swiss o Par Frotte


Cena: około 12zł za 200ml

Zapach: cytrynowy, bez rewelacji ale do zniesienia. Nie utrzymuje się zbyt długo.

Działanie: pierwszy suchy szampon, jakiego używałam i jednocześnie najskuteczniejszy. Na prawdę świetnie dodaje objętości i niweluje ewentualne oznaki przyklapnięcia/ braku świeżości. Wystarczy niewiele.

Kolor: bieli dość mocno, jeden z mocniej bielących zaraz po Isanie. Wyczesanie nie jest jednak specjalnym problemem i łatwo się szarawego odcienia pozbyć.

Podsumowanie: mój faworyt. Jest najbardziej wydajny, pomimo pewnych wad jest zdecydowanie najskuteczniejszy w moim przypadku. Zużyłam już 2 albo 3 buteleczki i planuję kupować go dalej.




Rene Furterer Naturia

Cena: około 20zł za 75ml (miniaturka)

Zapach: nieokreślony, słodkawo-kosmetykowy (że pozwolę sobie tak go określić ;) ). Ani przyjemny ani też specjalnie uciążliwy.


Działanie: skuteczny, może mniej niż Frotte, ale zdecydowanie spełnia swoje zadanie.

Kolor: bieli, ale niewiele

Podsumowanie: biorąc pod uwagę cenę i pojemność, jest najmniej opłacalny. Plus za małe opakowanie, ale nie jestem w stanie zmusić się do kupienia go, kiedy za trochę więcej niż połowę ceny mogę mieć szampon 200ml. Poczekam aż inni producenci się zreflektują i zaczną sprzedawać miniaturki suchych szamponów. Dodatkowo z jakiegoś powodu skończył mi się bardzo szybko, dosłownie po kilku użyciach.



Syoss Anti-Grease

Cena: około 16zł za 200ml

Zapach: bardzo przyjemny. Pachnie jak świeże, owocowo-kwiatowe perfumy. To najmocniejsza strona tego szamponu.

Działanie: ok, nie mam się do czego przyczepić choć jest trochę mniej wydajny niż np. Frotte czy Fructis.

Kolor: nie bieli praktycznie wcale pomimo tego, że proszek jest dość grubo zmielony

Podsumowanie: szampon byłby na prawdę bardzo dobry, gdyby nie jeden mały mankament, który niestety go dyskwalifikuje. Podczas rozpylania ląduje wszędzie w promieniu 1m. Nie widać tego, ale po dotknięciu np. mojego biurka znajdującego się w "polu rażenia" ;) zauważyłam że jest całe pokryte warstewką pudru. Na prawdę nie mam ochoty rozsiewać suchego szamponu po całym domu. Dodatkowo taki rozbryzg gwarantuje, że sporo produktu się marnuje. Atomizer rozpyla szampon zbyt mocno. Szkoda. Mam też zastrzeżenia do butelki, ma ładną szatę graficzną, ale jest bardzo wysoka i trudno się ją przechowuje.



Będę testować dalej wszystkie suche szampony, które wpadną mi w ręce i może znajdę produkt idealny. Póki co najbardziej polecam Swiss o Par Frotte. Jeżeli nawet nie znajdę jeszcze lepszego kandydata to i tak będę z niego bardzo zadowolona.
Trzymam się raczej niższej półki cenowej, wychodząc z założenia że coś co jest, zgrubnie ujmując, talkiem w sprayu nie powinno kosztować majątku.



Jakie są wasze typy w tej kategorii?

niedziela, 15 kwietnia 2012

Diabeł tkwi w szczegółach,czyli najpraktyczniejsze kosmetyczne gadżety



Pomysł na tego posta przyszedł mi do głowy już dawno temu,ale jakoś ciągle miałam inne tematy o opisania.Dzisaj jednak pomyślałam,koniec,trzeba wreszcie opisać moje ulubione kosmetyczne gadżety.Będzie więc o małych drobiazgach,które mam zawsze przy sobie i które uważam za bardzo przydatne.Niektóre niemalże zrewolucjonizowały moje kosmetyczne życie :).


1.Rzepy do włosów.Nie są to zwykłe rzepy,nie przyczepiają się mocno ale pozwalają odgarnąć np. grzywkę z twarzy podczas robienia makijażu,mycia twarzy czy nakładania maseczek.Nie niszczą fryzury,w przeciwieństwie do spinek i opasek nie zostawiają śladu na włosach.Proste a za razem genialne.Mam je zawsze pod ręką,jeżdżą ze mną we wszystkie podróże.
Można je kupić na ebayu (wpisując np. hair velcro) za śmieszne pieniądze.

2.Bibułki matujące.Konieczne w kosmetyczce,nie tylko dla posiadaczek bardzo tłustej cery.

3.Atomizer na perfumy Travalo.Koniec z przepsikiwaniem zapachów do cieknących i niewygodnych opakowań.Travalo napełnia się bezproblemowo i jest w pełni szczelny.Dokładna recenzja wkrótce.
Perfumy w małym opakowaniu czy próbce to dla mnie obowiązkowa zawartość kosmetyczki.

4.Mała nić dentystyczna z Marks&Spencer.Nigdy nie wiadomo,kiedy się przyda :)

5.Żel antybakteryjny.Ta mała buteleczka ma znacznie więcej zastosowań,niż można by pomyśleć.Oczywiście sprawdza się do czyszczenia rąk,kiedy nie mamy dostępu do wody,ale oprócz tego świetnie wyczyści okulary(wystarczy nalać odrobinę na szkła,rozprowadzić i zetrzeć np. chusteczką higieniczną).Działa świetnie i natychmiast!
Dodatkowo,co zabawne,nadaje się do ukojenia zmęczonych stóp.Alkohol obkurcza naczynia i zmniejsza opuchliznę.Dodatkowo przyjemnie chłodzi.Sprawdzone w gorące letnie dni,podczas długich pieszych wędrówek po mieście :)

6.Składany pędzel kabuki Sigma.Zajmuje mało miejsca a sprawdza się tak samo dobrze,jak pełnowymiarowy.Podczas wyjazdów oraz poza domem nakładam nim zarówno podkład i puder,jak i róż i rozświetlacz(świetnie radzi sobie z kremową konsystencją).

7.Mała miseczka bardzo pomaga przy używaniu wszelkiego rodzaju sypkich produktów,szczególnie minerałów.Zamiast męczyć się z całym opakowaniem (które zazwyczaj jest pełne porozsypywanego proszku) nasypujemy odrobinkę do miseczki.Dodaktowo takie naczynko ułatwia mieszanie różnych kolorów i produktów.

8.Bagietki(patyczki) kosmetyczne.Poprawią manicure i makeup w mgnieniu oka.Usuną osypany tusz,rozetrą kredkę.Można nimi precyzyjnie nakładać szminkę.W Rossmannie pojawiły się ostatnio specjalnie przystosowane kształtem do makijażowych poprawek,z jednej strony płaskie a z drugiej precyzyjne i cienkie.

9.Zalotka do rzęs.Nie wyobrażam sobie makijażu bez jej użycia.Na zdjęciu moja ulubiona zalotka MAC

10.Suchy szampon.Cudotwórca.Potrafi w minutę poprawić wygląd przyklapniętych,lub nieco mniej świeżych ;) włosów.Dodaje objętości i ładnie pachnie.Czekam tylko aż pojawią się u nas małe opakowania,żebym mogła mieć go zawsze w torebce.




Jakie są wasze ulubione gadżety kosmetyczne?

piątek, 30 grudnia 2011

Z łazienkowej półki: pielęgnacja włosów



Na dzisiaj zaplanowałam małe,nieco chaotyczne produktów do pielęgnacji włosów,które ostatnio przewinęły się przez moją łazienkową półkę.Nie wszystkie są ulubieńcami i nie zaliczają się do jednej kategorii ale mam nadzieję,że komuś taka szybka recenzja się przyda.



Oliwka pielęgnacyjna Hipp.O tym rewelacyjnym produkcie napisano już tyle,że niewiele można dodać.Używam jej do pielęgnacji ciała i twarzy a ostatnio właśnie do włosów.Nakładam wieczorem,przed myciem włosów i zostawiam na całą noc.Bardzo dobrze nawilża włosy,sprawia że są błyszczące.Skład prosty i świetny.Bardzo lubię jej pudrowy,słodki zapach.Cała seria pielęgnacyjna Hipp to rewelacja.


Joico K-Pak Deep-penetrating reconstructor.Mam ten produkt od września,skusiłam się po przeczytaniu wielu rewelacyjnych recenzji.Sama nie wiem,co o nim myśleć.Producent obiecuje,że to super intensywna maska odbudowująca do zniszczonych włosów.Rzeczywiście,włosy po zastosowaniu są miękkie,elastyczne i błyszczące.Pięknie pachnie(bananami i cynamonem :) )Spektakularnych efektów jednak brak.Może zbyt dużo się po nim spodziewałam?A może moje długie,farbowane i niepodcinane włosy były zbyt zniszczone.Nie jestem pewna,teraz kiedy pozbyłam się zniszczonych końców muszę przyjrzeć się rekonstruktorowi dokładniej.Na razie jestem zdania,że za te pieniądze nie warto.Jeżeli coś się zmieni,dam wam znać.








Garnier Natural Beauty szampon z masłem kakaowym i olejem kokosowym.Kupiłam go w lecie w Berlinie jako nowość.Mam wielką nadzieję,że pojawi się i u nas bo jest świetny!Pięknie pachnie,nawilża i nabłyszcza włosy.Czupryna lepiej się układa,jest miła w dotyku.

Klorane Mocny Włos szampon na bazie witamin B i wyciągu z chininy.Kupiłam skuszona promocją w Superpharmie i chęcią przetestowania jakiegoś produktu Klorane.Oczywiście,zdaję sobie sprawę że jest mało prawdopodobne aby szampon jakoś znacząco poprawił stan włosów,mimo wszystko jednak nie jestem pod wrażeniem tego produktu.Jest wydajny,dobrze się pieni,skutecznie oczyszcza(aż za skutecznie,daje ten niemiły efekt skrzypienia z czystości).Włosy są sypkie i lekkie.Niestety zauważyłam,że takie mocne oczyszczanie nie służy moim włosom,przy stosowaniu częściej niż raz w tygodniu,wysusza i utrudnia rozczesywanie.Myślę,że lepiej sprawdziłby się u posiadaczek cienkich i rzadkich włosów z tendencją do przetłuszczania się.






Isana odżywka do włosów z olejkiem babasu.Odżywka ta jest słynna w wizażowo-blogowych kręgach :).Ja jednak dość długo wstrzymywałam się z kupieniem jej,byłam podejrzliwa bo owy specyfik wyglądał mi na kiepską,rzadką odżywkę która nie będzie nadawała się do niczego więcej oprócz golenia nów (BTW,jeżeli nie znacie tego sposobu to polecam :),sprawdza się o niebo lepiej niż golenie w towarzystwie pianki,mydła czy żelu pod prysznic).Okazało się jednak,że odżywka mimo tego,że jest rzadka to bardzo dobrze dogaduje się z moimi włosami.Nawilża,zmiękcza i wygładza.Dobra do metody OMO oraz jako klasyczna odżywka.Mycia nią włosów na razie jeszcze nie przetestowałam.Warto spróbować,kosztuje tylko kilka złotych.


Biosilk Silk Therapy odżywka.Skusiłam się na ta odżywkę zachwycona Silk Fillerem,bez któ®ego nie wyobrażam sobie pielęgnacji włosów.Okazało się,że Silk Therapy to bardzo dobry produkt.Ma rzadką konsystencję,włosy błyskawicznie ją "wypijają" i wydaje się jakby kompletnie znikała z ich powierzchni.Jednak po spłukaniu zdecydowanie widać efekty jej działania.Dobrze odżywia,zmiękcza i po prostu działa.Polecam!






Znacie któryś z tych produktów?Co o nich myślicie?




sobota, 3 grudnia 2011

Listopadowo-grudniowy haul



Moje zakupy i prezenty kosmetyczne z ostatnich kilku tygodni.Czekam jeszcze na jeden lakier i pędzelki Sedona Lace.

1.Ziaja Masło Kakaowe mleczko do ciała.Pachnie przepysznie,niewiele różni się od wersji w mmniejszej,brązowej buteleczce(a może wogóle jest to ten sam produkt tylko w większym opakowaniu?)

2.Biosilk Silk Infusion odżywka

3.Słynna odżywka Isana z olejkiem z Babasu.Zamierzam przetestować ją do OMO oraz do samego mycia odżywką.Bardzo ładnie pachnie!

4.Johnson's Odświeżający żel do mycia twarzy.Ostatnio żaden żel do mycia twarzy mi nie odpowiada a ten jest jednym z niewielu,których jeszcze nie testowałam

5.Ziaja Pro Serum Łagodzące.Pod krem i pod algi.

6.Ziaja Pro Maseczka Kojąca z różową glinką.Użyła.m dopiero raz,ale jestem pod wrażeniem.Spodziewajcie się recenzji!

7.The Body Shop Spiced Pumpkin żel pod prysznic.Wczorajszy nabytek :)

8.Yves Rocher Fruit de Noel krem do rąk,prezent.Pachnie genialnie,pewnie skuszę się na jeszcze jakieś produkty ze świątecznej serii (BTW,w Yves Rocher mają mnóstwo pięknych zestawów prezentowych.Sama zaopatrzyłam się w dwa w prezencie dla babć)

9.The Body Shop Candied Ginger.Nowy zapach świąteczny.Kupiłam go dopiero wczoraj (z okazji urodzin TBS było -50% na wszystkie masła)ale już zastanawiam się,czy nie zrobić zapasu.Jeżeli lubicie korzenna,rozgrzewające zapachy koniecznie powąchajcie!

10.Stara Mydlarnia masło Granat i Guava.Dostałam w prezencie,pachnie bardzo przyjemnie,dość wytrawnie.




1.OPI Suzy Loves Cowboys (kupiony w promocji na kupkosmetyk.pl razem z pozostałymi OPIkami)

2.OPI Suzy & Lifeguard 

3. Revlon Facets of Fuschia.Powiem tylko jedno słowo.GENIALNY!

4.OPI I Vant to be A-Lone Star

5.Essence Vampire's Love Lip Stain 02 (w kolorze fuksji)

6.Essence lakier magnetyczny 01 Miracle Shine + magnes.Niesety średnio wychodzi mi ich używanie.Lakier ma piękny kolor,ale jakość tragiczna.Po raz kolejny powtarzam sobie,żadnych lakierów Essence i Catrice :(

7.Essence Smoky Eye Brush



A wy?Kupiłyście coś ciekawego w ciągu ostatnich tygodni?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...