Pokazywanie postów oznaczonych etykietą palety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą palety. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 lutego 2014

W poszukiwaniu palety idealniej, odcinek 1: Glambox


Mam misję, poważną misję z którą mierzę się od dłuższego czasu. Znaleźć idealną paletę, która pomieści wszystkie moje matowe cienie. Jestem święcie przekonana, że do osiągnięcia pełnego szczęścia i harmonii potrzebne jest im zamieszkanie razem, pod jednym dachem. Dotychczas rozstrzelone były po różnych mniejszych paletach ale nie zdawało to egzaminu. W zbiorczej inglotowskiej palecie bez przegródek zabrakło już dla nich miejsca.
Dziś recenzja bohatera mojego pierwszego podejścia do sprawy, paletki magnetycznej Glambox. To zgrabne metalowe pudełeczko dostępne jest w sklepie producenta w kilku wariantach kolorystyczno-wzorniczych i dwóch rozmiarach. Wybrałam duży Glambox w czerwone kwiaty. Duża paleta ma wymiary 13x18x1,5cm i mieści mniej więcej tyle wkładów dowolnego rodzaju, ile widać na zdjęciach poniżej. Kosztuje 34zł, więc całkiem przyzwoicie. Przesyłkę dostałam szybko, nie mam do czego się przyczepić.



Paletka jest przyjemna dla oka, fakt może wygląda trochę jak pudełko kredek, ale za to pudełko na prawdę urodziwe ;). Wewnątrz znajduje się magnetyczna płachta pokrywająca całe dno. 
Niestety, tu kończą się zalety. Moim głównym problemem jest sposób zamykania/otwierania. Nie jestem w stanie tej palety wygodnie otworzyć. Nie da się tego zrobić absolutnie jedną ręką, nie da się też dostać do cieni szybko. Zawsze coś się zacina, wieczko nie chce się otworzyć. Próbowałam już lekko odgiąć metal, ale nadal pozostaje problem z wygodnym uchwyceniem palety. Palce się ślizgają i kończy się znów siłowaniem z zamknięciem. W końcu pudełeczko wyślizguje mi się i z impetem leci na ziemię. To z kolei skończyło się już kilkukrotnie ukruszeniem zawartości. 
Dodatkowo cienie niezbyt dobrze trzymają się magnesu. Szczególnie dotyczy to cieni MAC, ale Ingloty lubią się przemieszczać. Zawartość nie jest więc w pełni bezpieczna.

Jestem trochę zawiedziona, koncept fajny i miłe dla oka wykonanie. Słyszałam wiele pozytywnych opinii, ja niestety nie jestem szczególnie zadowolona. Muszę szukać dalej.

Macie jakieś sugestie dotyczące pustych palet godnych polecenia?

czwartek, 12 grudnia 2013

Cienie Hean, wkłady do paletek

Było o Naked 3, dzisiaj natomiast recenzja i swatche naszej rodzimej i dużo bardziej ekonomicznej propozycji, wkładów cieni Hean. Kupiłam je podczas tygodniowej promocji na wszystkie cienie, ale nawet bez tego mają niezwykle przystępną cenę. Za 1,5g wkład w cenie regularnej zapłacimy 6,99zł. Taniej niż w Inglocie i prawdopodobniej taniej niż gdziekolwiek indziej, jeżeli chodzi o wkłady. Dostępny jest całkiem spory wybór kolorów w różnych wykończeniach. Swatche wszystkich dostępne na blogu firmy. Wybrałam trzy matowe kolory: ciepły brąz 809, fiolet 808 i koralowy róż 805. Maty to zawsze poważny sprawdzian jakości dla firmy, nie tak łatwo o mocno napigmentowany i łatwy w aplikacji matowy odcień. Z przyjemnością muszę jednak zakomunikować, że Hean się udało. Cienie mają świetną pigmentację (co zobaczycie za chwilę na swatchach poniżej) a i na konsystencję nie można narzekać. Nie jest może tak maślana i kremowa jak maty Urban Decay, ale biorąc pod uwagę cenę, nadal jestem pod wrażeniem jakości.



805 to ciepły róż wpadający w koral. W klimacie MAC Sushi Flower czy Free to Be. Na zdjęciu wyszedł bardziej pastelowo i mniej pomarańczowo niż w rzeczywistości. Moim ulubionym zastosowaniem dla takich kolorów jest ocieplanie makijażu przez aplikację nad zgięciem powieki przy pomoc puchatego pędzla do blendowania. Spróbujcie, efekt jest bardzo fajny!

808 to ciepły fioleto-burgund. Rewelacyjna pigmentacja, uwielbiam takie kolory.

809 to ciemny brąz z mocnymi czerwonymi tonami. Kolejny świetnie napigmentowany odcień w ciepłej tonacji.

Zdecydowanie mam ochotę skusić się na więcej, co i wam polecam. Ciekawa jestem, jak sprawdzą się cienie o błyszczącym wykończeniu. Myślę, że również świetnie, skoro umieją zrobić tak udane maty to nie widzę jak mogliby zepsuć inne wykończenie. Mam nadzieję, że paleta kolorów będzie się sukcesywnie poszerzać.
Przepadam za cieniami w formie wkładów, można powoli kompletować własną kolekcję. Zazwyczaj są tańsze i bardziej wygodne zarówno w przechowywaniu, jak i w transporcie.

Znacie cienie Hean? Możecie polecić konkretne kolory?

niedziela, 8 grudnia 2013

Urban Decay Naked 3 oficjalna premiera :)


Postanowiłam, że nie będę zwlekać z przedstawieniem wam zawartości palety Urban Decay Naked 3, może niektóre z Was będą chciały sprawić ją sobie lub komuś na święta a oglądanie swatchy zawsze bardzo pomaga w podjęciu decyzji. Na razie dostępna jest na stronie Urban Decay, ale pod koniec grudnia ma być do kupienia w UK i innych sklepach internetowych. Cena, jak w przypadku pozostałych golasków UD to 52$ za 12 pełnowymiarowych cieni.
Tym razem tematem przewodnim są kolory spokrewnione z bardzo lubianymi ostatnio odcieniami różowego złota. Nie pozostaję obojętna na tego rodzaju kolory i kiedy tylko zobaczyłam zdjęcia w internecie, zdecydowałam, że Naked 3 będzie moja.


Opakowanie jest bardzo podobne do Naked 2, metalowo-plastikowa puszeczka o identycznych wymiarach. Różni się tylko fakturą i tonacją, w której jest utrzymana. Nie mam zarzutów, wygląda przepięknie i jest wygodna.


Jak widać na pierwszy rzut oka, kolory bardzo się różnią. Naked 2 to chłodniejsze odcienie balansujące w okolicach szarości i taupe, podczas gdy Naked 3 jest dużo bardziej różowa, zasadniczo różowy jest chłodnym kolorem, ale w tym wydaniu wydaje się być mocno ocieplony, przybrudzony.






Pigmentacja jest świetna, nie mam najmniejszego problemu z uzyskaniem intensywnego koloru już po pierwszym pociągnięciu pędzla. Dust nieco się osypuje (przypomina teksturą YDK z Naked 2) ale nie jest to nic uciążliwego. Kolory są przepiękne i niepospolite, jak może pamiętacie uwielbiam takie niejednoznaczne odcienie. Jakiś czas temu bezzskutecznie szukałam takich właśnie nieoczywistych, przybrudzonych róży w ofercie MACa, niestety bezskutecznie. Tegoroczna interpretacja Naked bardzo, ale to bardzo mi się podoba. Nie ma takiego odcienia, którego nie chciałabym nosić lub uważałabym za nieprzydatny (W przypadku Naked 2 dość bezużyteczny, choć ekstremalnie napigmentowaną czerń Blackout zastąpiono przepięknym ciemnym burgundem Blackheart). Tak jak Naked 2, pomimo całej mojej miłości do niej (a lubię ją bardzo), nie jest dla mnie wyborem uniwersalnym i na każdą okazję. Naked 3 wydaje mi się być bardziej harmonijną kompozycją i kocham ją jeszcze bardziej :).


Także w tej palecie otrzymujemy dwustronny pędzelek. Jedna część (płaski pędzelek do aplikacji cieni na powiekę) jest taki sam, ale druga końcówka się różni. W Naked 3 mamy nieco dziwny bardziej puchaty, spłaszczony pędzel o średniej długości włosia. O dziwo, świetnie sprawdza się w załamaniu powieki i polubiłam go bardziej niż ten z Naked 2.

Jestem zachwycona nową "golaską" i absolutnie nie żałuję zakupu. Teraz czuję już tylko, że żeby osiągnąć kosmetyczne spełnienie muszę w końcu kupić protoplastę rodu Naked :)

sobota, 9 marca 2013

Naked 2 rozebrana...na czynniki pierwsze


Jestem przekonana, że większość z was ma paletę Naked 2, marzy o niej albo przynajmniej o niej słyszało. Pod koniec rok dotarła ona do polskiej Sephory, ja swoją upolowałam nieco wcześniej w internecie. Dotarła do mnie po blisko miesiącu oczekiwania (pisałam wam o całej sprawie jakiś czas temu). Mam nadzieję, że pojawienie się pełnej oferty Urban Decay w naszym kraju to tylko kwestia czasu (jakiś czas temu marka kupiona została przez koncern L'oreal, oby podobnie jak w przypadku lakierów Essie, oznaczało to szerszą dostępność). Dzisiaj chciałam pokazać wam swatche i napisać co nieco na temat Naked 2. Dlaczego przepadam za nią i jednocześnie nie uważam, że jest to zestaw idealny.

Paleta składa się z 12 cieni o gramaturze 1,2g (z tego co wiem, jest to standardowa wielkość pojedynczych cieni UD), kosztuje 185zł. W skład zestawu wchodzi również dwustronny pędzel i miniatura błyszczyka.
Kolory utrzymane są w chłodniejszej tonacji niż starsza siostra Naked. 3 z cieni (Foxy, Tease i Blackout) są matowe a reszta to kolory mniej lub bardziej połyskujące, niektóre o metalicznym wykończeniu podobnym do MAC Veluxe Pearl.










Cienie mają wspaniałą konsystencję, są napigmentowane i w większości łatwe we współpracy.
Ilość kombinacji, jakie można wyczarować przy pomocy Naked 2 jest na prawdę spora i zaspokoi potrzeby większości fanek neutralnych makijaży. Moje ulubione kolory to Tease, Chopper, Pistol i Verve. Szczególnie ten ostatni w przepiękny sposób łączy srebro z beżem tworząc piękny jasny ocień typu taupe, w którym nie wyglądam na zmęczoną (co często zdarza mi się kiedy użyję szarych cieni).
Więkoszść cieni nadaje się do nałożenia na całą powiekę (nie są wcale aż tak ciemne) a całkiem sporo do wymodelowania załamania powieki.

Naked 2 używam bardzo często, z ogromną przyjemnością, ale jest kilka rzeczy, które bym w niej zmieniła. Rzeczy, które moim zdaniem pomogłyby z tego zestawu byt 100% samowystarczalny. Szczególnie w sytuacji, gdy w jego posiadanie wchodzi "normalna" ;) osoba nie posiadająca całej szuflady cieni do powiek lub gdy chcemy Naked 2 zabrać w krótszą lub dłuższą podróż.
 Po pierwsze brakuje mi matowego brązu, Tease to przepiękny kolor bardzo w moim stylu ale przydałoby się coś klasycznie brązowego co zmiękczyłoby przejście pomiędzy kolorami. Odcień w stylu MAC Wedge. Niestety pomimo, iż wielkie nadzieje wiązałam z Busted, nie przepadam za tym kolorem. Na powiece traci na intensywności i dość łatwo się "przeblendowuje" co czyni z niego najsłabszy punkt palety. W jego miejscu widziałabym inny, ciemny brąz lub nawet śliwkę. Matowa czerń mi osobiście rzadko się przydaje, ale podejrzewam że wiele z was używa jej regularnie np. w charakterze eyelinera.
Lubię Foxy, ale dla mojej karnacji to raczej cień-korektor, w kolorze skóry. Nie pogardziłabym czymś jaśniejszym ale satynowym/matowym do rozświetlenia łuku brwiowego (Booty Call jest do tego celu zbyt błyszczący).



Pędzle dołączone do palety nie są moimi ulubionymi, ale mogą okazać się przydatne do szybkich poprawek czy z dala od domu. Są nieco sztywne, ale nie szorstkie i generalnie dobrej jakości.

Opakowanie w formie metalowej puszki podoba mi się dużo bardziej niż aksamitny kartonik klasycznej Naked. Wygląda bardzo ładnie, jest poręczne i eleganckie. Duże lusterko wewnątrz to kolejny niewątpliwy plus.
Miniaturka błyszczyka zupełnie nie przypadła mi do gustu. Ptodukt łądnie pachniał miętą ale był obrzydliwie słodki w smaku i niewiele różnił się od pierwszego lepszego błyszczyka z najniższej półki. Zużyłam go nosząc w torebce, ale na pewno nie skusiłabym się na zakup pełnowymiarowego.

Jeżeli chodzi o zestawienie Naked 2 z moją ulubioną paletą Too Faced Natural Eye to....ciężko mi powiedzieć. Naked 2 to wiele pięknych kolorów,z drugiej jednak strony Natural Eye tworzy bardziej harmonijną całość. Bardzo ciężko byłoby mi się zdecydować na jedną, ale na wakacje zabrałabym raczej Too Faced.

Naked 2 towarzyszy mi niemal coedziennie i pomimo dronych wad, uważam że jeżeli zdecydujecie się na zakup to będzie to bardzo dobrze wydane 185zł (swoją drogą jestem pozytywnie zaskoczona polską ceną, spodziewałam się czegoś zaporowego rzędu 250zł).


piątek, 25 stycznia 2013

Radosny, bezcelowy post :)


Wczoraj ,po ponad miesięcznym oczekiwaniu, dotarła moja paczuszka ze świątecznymi zakupami z Beautybay. Po powrocie do domu w tempie natychmiastowym zmyłam cały makijaż i zabrałam się za testowanie, które uskuteczniałam również dziś rano. Cóż za wspaniałe cienie!
Wiem, że ostatnio Naked 2 pojawiła się w Sephorze i sporo pisze się o tej palecie na polskich blogach. Mimo tego, na pewno naskrobię niedługo własną recenzję :)

sobota, 15 grudnia 2012

Inglot wkłady Freedom Rainbow


Cienie w moich paletkach Inglot mają podejrzane tendencje do niekontrolowanego rozmnażania się ;). Rodzina znów się powiększyła, tym razem o dwa trojaczki z kolekcji Rainbow. Wybrałam ciepłe brązy o wykończeniu DS (125R) i kawowe matowe beże 106R. Wykłady kosztują 15zł i są dostępne tylko w formie kwadratów.


Muszę przyznać, że pomysł jest bardzo fajny. W jednym zgrabnym wkładzie mieszczą się trzy dobrze zgrane kolory a paseczki są na tyle szerokie, że można ich używać pojedynczo. Gradient daje możliwość łatwego wymodelowania oka, szczególnie w przypadku ciemniejszych brązów. Wymieszanie wszystkich kolorów daje efekt podobny do środkowego odcienia. Z przyjemnością zabiorę je na wyjazdy, zajmą trzy razy mniej miejsca niż analogiczne kolory :). Kuszą też jako możliwość wypróbowania odważniejszych kolorów.
Pigmentacja i właściwości tak samo przyjemne, jak w wypadku klasycznych wkładów Inglota.



Mam wielką nadzieję, że pojawienie się perłowych kwadratów Rainbow to tylko kwestia czasu bo perła to moje ulubione wykończenie. DS to nadal bardziej mat z drobinkami niż błyszczący kolor.


Miałyście już do czynienia z Freedom Rainbow?Podobają się wam?

niedziela, 11 listopada 2012

MAC Fabulousness Neutral Eyes Palette




Dawno nie kupowałam nic z limitowanych kolekcji MAC. Nic mnie specjalnie nie zachwycało i odczuwałam dużo większą potrzebę uzupełniania swojej kolekcji o produkty dostępne regularnie (szczególnie szminki :) ). Obok świątecznej kolekcji nie mogłam jednak przejść obojętnie. Wybrałam się na przedsprzedaż z planem, że niezobowiązująco "pomacam" sobie cienie w paletkach. Ostatnimi czasy kolory (oraz ich jakość) były różne, ale po dokładnym obejrzeniu wszystkich trzech wariantów: Smokey Eyes, Warm Eyes i Neutral Eyes, zdecydowałam się na tą ostatnią. Elementem decydującym była obecność przepięknej i niejednoznacznej wariacji kolorystycznej na temat zieleni- Enviable. Bardzo lubię takie dziwne kolor.




Po powrocie do domu z ciekawości sprawdziłam sobie ocenę mojej palety na Temptalii i...byłam przerażona! Paletka otrzymała najsłabszą z możliwych ocen. Zaczęłam nerwowo myśleć o zwrocie, ale ponieważ już przetestowałam ją delikatnie w domu taka możliwość nie wchodziła w grę. Muszę się wam przyznać, że nie mogłam przez tą paletkę zasnąć (tak wiem, o ja głupia, ja której jedyną treścią życia są cienie ;) ), byłam zła że wywaliłam niemałe pieniądze w błoto.
Następnego dnia emocje nieco opadły i zabrałam się za malowanie oka moją miętową nieszczęśnicą, co mi innego pozostało. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy nie miałam problemu z wykonaniem mejkapu akolory były piękne, nasycone. Próbowałam sfotografować efekt, ale niestety ze względu na późną porę nic z tego nie wyszło. Przez kolejne dni wałkowałam Neutral Ee Palette w różnych kombinacjach, z równie dobrym skutkiem. Trwałość nie różni się niczym od innych cieni MAC. Nie mam cieni Smut i Brun w wersji pojedynczej (to na nie tak narzekała Temptalia, że w tej paletce są kiepskie w porównaniu do ideału), ale zarówno jeden jak i drugi są niezwykle przyjemne we współpracy. Enviable to bajka, świetna pigmentacja i wykończenie. Jedynie Blong Mink i Magical Mist jako wykończenie Lustre mają spore drobiny, na które trzeba uważać, ale na prawdę nie mam im nic do zarzucenia. Kombinacją tych pięciu kolorów można wyczarować na prawdę wiele fajnych makijaży, tych nieco bardziej neutralnych (choć nie jest to zestaw dla dziewczyn, które uznają tylko złociste, ciepłe neutrale) oraz mocnych w typie smoku eyes.




Blonde Mink (Lustre) "Mid-tone grey with silver pearlized pigments" to jasny chłodny beż z dużą ilością szarości i odrobiną fioletu
Magical Mist (Lustre) "Mettalic taupe" to taki trochę nietypowy, opalizujący lekko na oliwkowo taupe.
Brun (Satin, dostępny w regularnej sprzedaży) "Muted blackish brown"to matowy, chłodny brąz
Enviable (Veluxe Pearl) "Cool mint green with pearl" to genialna szaro-brązowa, ciemna opalizująca mięta. Czasem bardziej turkusowa, czasem zielona. Podobny koncept jak Club czy Burmese Beauty, tylko zdecydowanie bardziej zielony.
Smut (Velvet, dostępny w regularnej sprzedaży) "Muted black with black shimmer" to bardzo ciemna śliwka/brąz opalizujący na śliwkowo

Opakowanie paletki jest cudowne, na prawdę urocze. Łatwo się otwiera a wewnątrz mieści spore lusterko. Dołączonego do zestawu pędzelka jeszcze nie używałam, ale jak na tego typu produkt wygląda całkiem przyzwoicie, chociaż rączka to nie rączka z prawdziwego zdarzenia a ogryzek ;). Niestety, zdaję sobie sprawę że opakowanie, choć piękne, jest mocno niepraktyczne. Satynowa poduszeczka już lekko się przybrudziła (a mam ją na prawdę niedługo) i nadaje się bardziej do trzymania na toaletce/ szafce/ półce niż wrzucenia do kosmetyczki czy kuferka. Trzymam ją więc na szczycie mojej glossyboxowej komódki, gdzie wygląda uroczo i cieszy moje oko. Podejrzewam jednak, że i tak dość szybko się pobrudzi :(.
Kolejnym mankamentem, jest fakt że cieni nie jest w palecie zbyt dużo (mam tu na myśli gramaturę). Całość to tylko 4g, co daje 0,8g na sztukę. Nie żebym koniecznie potrzebowała tych standardowych 1,5h (bo w końcu mam całkiem sporo innych kolorów i nie jest tak prosto to wszystko zużyć), ale fakt pozostaje faktem. W porównaniu do innych limitowanych quadów mieszczących cztery pełnowymiarowe quady ta paletka nie jest absolutnie okazją cenową.

Koniec końców jednak jestem z niej zadowolona. Kolory są piękne, nie mam zastrzeżeń, co do jakości. W Enviable jestem zakochana <3 p="p">



Morał z tej historii jest taki, żeby nie ufać ślepo opiniom w internecie. Zupełnie niepotrzebnie spanikowałam czytając recenzje. Skoro zdarzyło mi się kupić polecane produkty, które okazały się kompletnymi niewypałami, to równie dobrze może to działać w drugą stronę.


środa, 5 września 2012

Inglotowych paletek ciąg dalszy :)


 Same się o to prosiłyście :). Oto inglotowa aktualizacja. Trochę mi przybyło, trochę cieni poszło w świat. Niektóre już wcześniej swatchowałam, ale jako, że tego typu zdjęć nigdy za dużo postanowiłam zeswatchować je ponownie.




351M to matowy rozświetlacz łuku briwiowego w typie MAC Vanilla, ale nieco jaśniejszy
330M wpadł w moje ręce przypadkiem (dostałam ten wkłąd zamiast innego, przez pomyłkę) ,ale podoba mi się. Cielisty kolor z odrobiną moreli.
342M chłodny średni brąz
357 orzechowy średni brąz
327 ciepły ciemny brąz


395P mocno perłowy beż połyskujący na platynowo. Świetny do wewnętrznego kącika. Podobny dp MAC Nylon (ale lubię go o dziwo bardziej od Nylona)
118AMC złocisty beż
402P brąz typu taupe, cieplesza wersja Satin Taupe MAC
409P ciepły, metaliczny brąz
329M bardzo ciemny ciepły brąz



341P metaliczny róż złamany beżem (w klimacie Naked Lunch MAC)
119AMC żółte złoto złamane beżem i odrobiną brzoskwini
368 matowy morelowy
412P pomarańczowy opalizujący na złoto
407P koral opalizujący na złoto-pomarańczowo

341M brudny, matowy róż z domieszką brązu
335P bardzo ciepły miedziany pomarańczowy
121AMC połyskujący miedziany brąz, bardziej miedziana wersja MAC Star Violet
452P metaliczne śliwkowe bordo, w klimacie MAC Cranberry
423P śliwkowy brąz przypomina mi MAC Twinks, ale z większą ilością fioletu



462DS brudny fioletowo-różowy odcień ze sporą dawką brązu
399P metaliczny wrzosowy złamany różem
358M fiolet z szerością i brązem
420P słynny metaliczny fiolet ze sporą dawką szarości
434P ciemniejsza wersja 420P, grafitowa szarość z fioletem


345P matowa mięta
101AMC połyskująca, pastelowa mięta
419P metaliczna oliwka
414P metaliczna, opalizująca ciemna zieleń
128AMC ciepły opalizujący fiolet



612 morelowy beż
312 morelowy koral
112AMC piaskowy złocisty beż opalizujący na złoto-różowo


612 i 312 to kolory limitowane, dostępne niestety tylko w formie kwadratów. Stąd nowe kwadratowa paleta w mojej kolekcji.


niedziela, 29 lipca 2012

Paletki MAC: aktualizacja


Ostatnio Kasia pokazała swoją makową kolekcję cieni w nowej odsłonie więc ja nie mogę być gorsza ;). Oto moje paletki i zmiany jakie w nich zaszły. Ostatnie podsumowanie wklejałam ponad rok temu a więc najwyższa pora na aktualizację.

Mam trzy niepełne paletki mieszczące piętnaście cieni. Więcej nie planuję, zostało mi jeszcze miejsce na 8 cieni. Nie wiem, czy te miejsca się wypełnią, wydaje mi się że kolekcja jest dość kompletna. Ostatnio rozmyślam nad Greensmoke, jakimś fajnym brązem oraz Hypnotizing który rozpaczliwie próbuję zdobyć. I to tyle z maczkowych zachcianek w kategorii cieni na razie.
Trzy codzienne odcienie powoli mi się kończą i je prawdopodobnie odkupię (może z wyjątkiem Vanilla, poszukam jakiegoś nieco jaśniejszego koloru pod łuk brwiowy).
Najświeższymi zakupami są Nylon i Mythology, które upolowałam w maju i czerwcu. Pozbyłam się kilku kolorów (Honesty, Vex, Nocturnelle, Goldmine, Prized, Patina oraz Deep Truth dla którego próbuję znaleźć nowy dom).

Cienie podzieliłam na trzy paletki, z grubsza ze względu na kolory i zastosowanie.


Paletka z ciepłymi odcieniami. Mimo, że nie używam tej paletki tak często jak paletki neutralnej, to lubię ją najbardziej. Miło na nią popatrzeć, kocham takie kolory! Moi ulubieńcy z tego zestawu to Star Violet, Sketch i Sable. Woodwinked poszedł nieco w odstawkę.



Najczęściej używana paletka odcieni z grubsza neutralnych, codziennych.
Najbardziej lubię Naked Lunch, All That Glitters, Quary, Texture i Swiss Chocolate. Grand Entrace to piękny kolor, ale jego jeszcze lepszą wersję mam w paletce Too Faced Natural Eye (mowa o Silk Teddy)



Moja mieszana paletka z kolorami, których używam najrzadziej (z jednym wyjątkiem). Tutaj moim bezsprzecznym ulubieńcem jest Sushi Flower, którego używam często. Zachwyca mnie również Stars & Rokets, ale ciągle o nim zapominam i w rezultacie niezbyt często ląduje na oku. Muszę go przywrócić do łask. Bardzo lubię też Burmese Beauty (najpiękniejszy i najładniej napigmentowany Lustre! ) , czasem sięgam też po Satin Taupe, mam kilka ulubionych zestawień z tym cieniem.



W tym momencie moje ulubione cienie MAC to:

-Star Violet
-Sketch
-Texture
-Quarry
-Swiss Chocolate
-Naked Lunch
-Sushi Flower
-All That Glitters
-Sable


Cienie, których rzadko używam:

-Swish (piękny, ale rzadko noszę typowy róż)
-Paradisco (ma niezbyt dobrą pigmentację niestety :( )
-Arena (wolałabym aby miała więcej połysku)
-Honey Lust (piękny kolor, ale wykończenie Lustre doprowadza mnie do szału)
-Showstopper (jest trochę zbyt chłodny)
-Skintone 2 (ładny, ale jakoś po niego nie sięgam)
-Antiqued (nie mam pojęcia dlaczego, to bardzo ładny ciepły brąz, ale jakoś o nim zapominam)

Nie mogę się też dogadać z Mythology. Niby to Frost (tak mówi opakowanie), ale nakłada sie jak Lustre. Mam go od niedawna, muszę z nim trochę jeszcze poeksperymentować.


Jakie są wasze ulubione cienie MAC?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...