Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 października 2014

Choć niewiele mam już wspólnego z dzieckiem...czyli recenzja szamponu




Choć faktycznie niewiele mam już wspólnego z dzieckiem (ćwierćwiecze na karku, doktoraty nie doktoraty, zmarszczki i wory pod oczami ;) ) to cięgle miewam na swojej kosmetycznej półce kosmetyki skierowane do tej grupy wiekowej. Ba, jest całkiem sporo takich które są w ścisłej czołówce ulubieńców i bardzo często dotyczy to szamponów do włosów. Dziś o nowej znajomości, którą zawarłam jakiś miesiąc temu ale zdecydowanie zamierzam kontynuować. Szampon na dzieci Himalaya Herbals wpadł mi w ręce podczas jednej z cyklicznych napaści na Hebe. Akurat był w promocji (poniżej 11zł za 200ml). Uwielbiam "dorosłe" produkty do pielęgnacji włosów Himalaya Herbals, z moimi kudełkami dogadują się rewelacyjnie. Bardzo szkoda, że prawie niemożliwe jest kupić je stacjonarnie. Ale do rzeczy.
Szampon dla dzieci ma być w założeniu łagodny, nie szczypać w oczy ułatwiać rozczesywanie włosów, które po umyciu mają być miękkie i błyszczące. Zawiera wyciąg z hibiskusa i cieciorki oraz kuskusu. Brzmi bardzo dobrze....i tak też się sprawuje. Aplikacja może być nieco kłopotliwa, szczególnie przy długich włosach. Produkt jest gęsty i nie zawiera SLSu przez co nieco trudniej rozprowadzić go na włosach i uzyskać pianę. Nie jest to jednak niemożliwe a praktyka czyni mistrza. Szczególnie, jeżeli miałyście wcześniej do czynienia z szamponami bez tredycyjnych mocnych detergentów. Kosmetyk pachnie rozkosznie, jak YSL Baby Doll czyli mieszanką róży i owoców a zapach ten trzyma się na włosach zaskakująco długo.
Nie wysusza moich wymagających włosów, nie plącze. Po umyciu są sypkie, puszyste, miękkie i po prostu ładnie wyglądają. Dobrze dogaduje się we wszystkimi odżywkami, jakich używam. Minusem może być wydajność, która nie jest powalająca, z drugiej jednak strony myjąc bardzo długie włosy dwukrotnie zazwyczaj zużywam dużo szamponu.


Jestem z niego bardzo zadowolona, łączy w sobie wszystkie cechy jakich szukam w produkcie do oczyszczania włosów a na dodatek nie jest jakiś szczególnie drogi. Polecam.
Bardzo cieszy mnie też, że w ofercie Hebe pojawia się coraz więcej kosmetyków Himalaya Herblas. Może doczekam się również na inne szampony tej marki.

piątek, 11 kwietnia 2014

Włosy, zbiorowa i nieco chaotyczna recenzja


Lubię moje włosy. Lubię je i mam wszelkie prawa podejrzewać, że one dość lubią mnie :). Na przestrzeni lat nauczyłam się sobie z nimi radzić, dowiedziałam się co im służy a co mnie. Ostatnio nieco zmieniłam podejście do pielęgnacji, może trochę kontrowersyjnie (ale o tym za chwilę) ale wyszło to mojej fryzurze na zdrowie.
Mam i właściwie zawsze miałam bardzo długie włosy. Nie lubię eksperymentować z fryzurą, zawsze panicznie boję się utraty długości. Krótkie fryzury potrafią pięknie wyglądać na kimś, ale tym kimś nie jestem ja. Długi czas farbowałam je na ciemny, prawie czarny brąz. Ostatnio jednak przechodzę etap doceniania mojego naturalnego koloru, który jest na prawdę całkiem udany. Jasny, ciepły brąz mocno rozjaśniający się na słońcu, nie ma w sobie nic z częstych u nas szarych blondów. Czas to docenić :). Farbowałam szamponami koloryzującymi i sporadycznie henną ale chwilowo swoją przygodę z przyciemnianiem włosów zakończyłam. Moja przygoda z refleksami również powoli odchodzi w zapomnienie.

Testowałam różne podejścia do pielęgnacji. Rezygnowałam z silikonów, zupełnie się to u mnie nie sprawdziło. Bardzo długie i łamliwe włosy są podatne na uszkodzenia mechaniczne, silikony są wiec zbawieniem. Szczególnie, że nie odczuwam żadnych negatywnych skutków z powodu ich używania. SLS na całe szczęście również nie sprawia większych problemów w pielęgnacji skóry głowy. Nie miałam potrzeby odstawiania go.
Przechodziłam moment, kiedy olejowałam włoasy przed każdym myciem. Używałam czystych olejów i mieszanek. Sesa, amla, olej kokosowy i czego dusza zapragnie. Były maski domowej receptury, płukanki. Wszystko.
Wreszcie przeszłam dwukrotnie wzmożone wypadanie włosów spowodowane odstawieniem tabletek.
Po tym wszystkim doszłam do pewnych wniosków. Może to się wydać niektórym z was kontrowersyjne, u wielu na pewno też się nie sprawdzi. Zauważyłam, że moje włosy są w najlepszej kondycji kiedy nie przesadzam w żadną stronę. Olejowanie owszem, ale raz na jakiś czas, tak samo w przypadku domowych masek. Analizowanie składów to dobry pomysł, ale nie radykalnie. Jeżeli coś wyraźnie służy kondycji kudełków, są po tym kosmetyku ładniejsze to nie będę go na siłę odstawiać, nawet jeżeli skład nie będzie oszałamiający. Silikony zdecydowanie mi służą i nie stronię od nich.
Jeżeli chodzi o stylizację przy użyciu ciepła, używam suszarki ale z umiarem. Staram się podsuszyć włosy na wolnym powietrzu, zanim poddam je "obróbce cieplnej". Sporadycznie używam lokówki, tylko na specjalne okazje. Generalnie kieruję się zasadą, że włosy to coś cennego, staram się obchodzić z nimi delikatnie, ale nie popadając w fanatyzm.
Odkąd zaczęłam taj podchodzić do sprawy włosy mniej się plączą, wyglądają ładniej i....nie spędzają mi snu z powiek.

Po tym przydługim wstępie mam dla was zwięzłą zbiorczą recenzję produktów do włosów, których ostatnio używałam. Większość z nich już się skończyła, niedługo przedstawię więc kolejną porcję recenzji.


Dużo dobrego czytałam o "profesjonalnych" szamponach i odżywkach Isana. Postanowiłam wypróbować, w promocji gigantyczne opakowanie 500ml kosztowało niecałe 5zł za sztukę. Niewielka strata w razie niepowodzenia. Wybrałam wersję Volume. Szampon okazał się bardzo dobry. Bardzo przyjemnie pachnie, skutecznie myje a włosy po użyciu są sypkie i miękkie. Odżywka natomiast to zupełnie inna historia. Nie zrobiła z moimi włosami absolutnie nic. Zapach jest dużo mniej przyjemny, nie zauważyłam żadnego odżywienia czy zmiękczenia włosów. Nie ułatwia rozczesywania. Zużyję ją do golenia nóg :), na szczęście była śmiesznie tania.
Kolejnym polecanym produktem, którego dotąd nie używałam jest odżywka Fructis Oleo Repair. Bardzo lubię produkty do włosów Garnier, zawsze są przynajmniej dobre a jest wśród nich kilku moich absolutnych faworytów. Odżywka Oleo Repair należy jednak do pierwszej kategorii, jest ok ale nic specjalnego. Dużo lepiej dogaduję się z inną odżywką w żółtej tubce, Fructis Fruity. Dużo ładniej pachnie i lepiej zmiękcza włosy.
Bardzo polubiłam arganową serię do włosów Avon, postanowiłam przetestować nową wersję z argininą. Szampon i odżywka mają ciekawy, miętowy zapach i przyjemnie chłodzą skórę głowy. Oba są ok, zmiękczają włosy i ułatwiają rozczesywanie, ale nadal wolę niebieską serię arganową.

Do zabezpieczania końcówek używam elixiru Elseve. Podobno występuje teraz w lżejszym plastikowym opakowaniu. Ja mam stare, bardzo ciężkie szklane. Mimo tego, bardzo go lubię. Wygładza i nabłyszcza.


Schwarzkopf to kolejna marka drogeryjna, którą lubię. Lubię szampony, maski i odżywki Syoss, lubię Shaumę, lubię też Got2Be. Zainteresowała mnie nowa seria Essence Ultime. W promocji wybrałam maseczkę Omega Repair do włosów zniszczonych. Zapowiadała się dobrze, lubię intensywne ekspresowe odżywki. Bardzo intensywnie i ładnie pachnie (co zdecydowanie lubię) a zapach długo utrzymuje się na włosach. Niestety poza tym nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Zachowuje się jak średniej jakości zwykła odżywka, nic specjalnego. Biorąc pod uwagę wysoką cenę (w promocji 17zł za słoiczek) nie kupię ponownie. Być może powinnam jednak dać szansę innym produktom z tej linii. Zobaczymy.


Na koniec dwa produkty z kategorii stylizacja. Jedno odkrycie i jeden stary ulubieniec. Przepadam za suchymi szamponami, do tej pory wybierałam te jak najbardziej ekonomiczne. Postanowiłam jednak wypróbować słynny Batiste (korzystając z okazji, że w okolicy otworzyła się nowa drogeria Hebe, w której można Batiste dostać stacjonarnie) i...nie wrócę więcej do innych. Zużyłam dwa pełnowymiarowe i dwa małe opakowania (wreszcie ktoś wpadł w Polsce na pomysł sprzedawania miniaturowych suchych szamponów, należy się za to nagroda Nobla ;) ). Świetnie odświeża włosy, dodaje objętości a efekt trwa zdecydowanie dłużej niż po innych suchych szamponach. Kosztuje 15zł ,ale jest wystarczająco wydajny żeby usprawiedliwić wydanie 5zł więcej niż w przypadku suchego szamponu Isana. Moja ulubiona wersja to panterkowa Wild.
Wreszcie mój jedyny i ukochany lakier do włosów. Nie używam lakieru często, ale Got2Be jest jedynym, który spełnia moje oczekiwania. Skutecznie utrwala nie obciążając, pięknie pachnie malinami. Cena w promocji to około 15zł, do przeżycia, wystarcza mi na długo.


Jak wygląda wasza obecna pielęgnacja włosów, jacy są aktualni ulubieńcy?

środa, 25 września 2013

Goodbye Damadge vs. Fruity Passion. Wielkie starcie :)


Przepis na sukces w pielęgnacji moich długich, suchych i raczej wymagających włosów? Produkty, które wygładzają, zmiękczają i...ładnie pachnie. Uwielbiam długo i intensywnie pachnące szampony i odżywki. Dzisiaj recenzja dwóch linii Fructis, które doskonale wywiązują się z powyższych zadań: najnowszej Goodbye Damadge do bardzo zniszczonych włosów i Fruity Passion do włosów normalnych i suchych. Na początku muszę wam zdradzić, że obie zdecydowanie polubiłam. Nie jest to specjalna niespodzianka, bardzo służą mi szampony Garnier i jeszcze nie trafiłam na taki, z którego nie byłabym choć trochę zadowolona.
W przypadku Goodbye Damage i  Fruity Passion zdecydowałam się nawet na ponowny zakup, zrobiłam zapasy. Którą z dwóch nowości na mojej łazienkowej półce pokochałam bardziej?

Goodbye Damadge to oprócz szamponu i odżywki to jeszcze dwie różne maseczki do włosów i serum. Ja mam zestaw podstawowy. Zapach jest bardzo przyjemny, raczej nieokreślony, "szamponowy" ale ładny i trwały. Odżywka ma maślaną, gęstą konystencję, która jest wygodna w aplikacji. Duet zastowany razem bardzo dobrze nawilża i wygładza włosy. Efekt zdecydowanie zauważalny. Stosowane solo, w połączeniu z innymi produktami również sprawdza się bardzo dobrze.


Prawdziwym uczuciem zapałałam jednak do owocowej serii Fruity Passion. Ten ZAPACH! Idealnie owocowy, bardzo intensywny i taki, że po umyciu nie mogę przestać wąchać włosów :). Owocowo pachnie też cała łazienka. Po zastosowaniu kudełki są bardzo miękkie (to szczególna specjalność tej serii), lekkie i ładnie wyglądają. Nie są tak wygładzone jak w przypadku GD, ale efekt miękkości to to,  na co liczę najbardziej. Myślę, że to linia bardziej uniwersalna, spodoba się także posiadaczkom włosów bardziej podatnych na obciążenie. Zarówno szampon, jak i odżywka są bezsilikonowe, zaskakuje mnie tym bardziej, że moje silikonolubne włosy tak bardzo je polubiły. Zużywam ju trzecią tubę odżywki i drugi wielki szampon. Kosmetyki do włosów Fruity Passion zagoszczą w mojej łazience na długo. Jestem tego pewna.


wtorek, 30 lipca 2013

Organix Brazilian Keratin Therapy odżywka do włosów


O serii Brazilian Keratin Treatment mówiła kiedyś na swoim kanale michele1218, kiedy więc zobaczyłam te produkty w Hebe postanowiłam wypróbować serię na własnej skórze ( czuprynie ;)). Kupiłam odżywkę, za 385ml zapłaciłam 30zł. 30zł to sporo, ale biorąc pod uwagę, że pojemność jest prawie dwukrotnie większa niż standardowe 200ml a produkt jest diabelnie wydajny i gęsty, cena jest na prawdę rozsądna.
Kosmetyki Organix pachną przepięknie, Brazilian Keratin Therapy nie jest wyjątkiem. Pachnie obłędnie kokosem i odrobiną czekolady. Zapach jest mocno wyczuwalny w łazience podczas mycia głowy, niestety jednak nie utrzymuje się na włosach. Konsystencja bardzo gęsta, przypomina mi treściwe masło do ciała, trochę ciężko wydobyć ją z opakowania (może wygodniejszy byłby w tym wypadku słoiczek? ). Jak już wspomniałam, odżywka jest bardzo, bardzo wydajna. Producent obiecuje wzmocnione, miękkie włosy, domykanie łusek, wygładzanie i połysk. W składzie znajdziemy min. keratynę, masło kakaowe, olej kokosowy, olej z awokado i aloes. Nakłada się ją na 3-5 minut a potem spłukuje. Nie zauważyłam specjalnej różnicy w efektach pomiędzy nałożeniem jej na 1 minutę a na 5 minut. Muszę jeszcze poeksperymentować z nakładaniem jak maseczkę, na pół godziny lub dłużej.
Odżywka jest ok, wygładza i zmiękcza, ale szczerze mówiąc liczyłam na trochę więcej. Chciałam mocniejszego wygładzenia, po gęstej konsystencji spodziewałam się trochę bardziej spektakularnego działania na moich suchych włosach. Choć przyjemna w używaniu, nie kupię jej ponownie bo znam lepsze. Zużyję z przyjemnością, ale to tyle. Nadal jednak ciekawa jestem innych produktów Organix (mam jeszcze serum z serii kokosowej).


Znacie markę Organix?

wtorek, 16 lipca 2013

L'oreal Elseve Total Repair Extreme Szampon i odżywka rekonstruujące


Na początek kilka faktów, tak dla przypomnienia :) :

- mam bardzo długie, suche i farbowane włosy, które nie są w stanie funkcjonować bez pewnej dawki silikonów
- lubię treściwe odżywki, moje włosy bardzo ciężko jest nadmiernie obciążyć

Lubię produkty do włosów Elseve, kiedyś wspominałam Wam już o świetnej kuracji Total Repair 5. Oprócz tego bardzo lubię również serię Color Vive do włosów farbowanych. Mogę śmiało powiedzieć, że moje kudełki dobrze dogadują się z produktami tej marki.
Dzisiaj mam dla was recenzję nowego duetu Total Repair Extreme z kwasem mlekowym. W założeniu przeznaczone są do pielęgnacji włosów bardzo zniszczonych z tendencją do rozdwajania się. Nie trzymam się kurczowo produktów w obrębie jednej linii, ale wypróbowując nową pielęgnację włosów lubię używać kompletu szampon + odżywka ( ułatwia mi to stwierdzenie, czy zauważone efekty są dziełem nowych kosmetyków). Tak też zrobiłam w przypadku TR Extreme i...po raz pierwszy zdarzyło mi się, że szampon i odżywka oddzielnie działają bardzo dobrze a razem zupełnie się nie sprawdzają.
Oba produkty mają przyjemny zapach, identyczny jak kuracja TR w tubie. Tak jak w przypadku kuracji, jest on wyczuwalny jeszcze długo po myciu, co lubię. Szampon jest gęsty, kremowy a włosy po spłukaniu są wyraźnie bardziej gładkie. Odżywka również ma gęstą, maślaną konsystencję i łatwo się rozprowadza, nie przecieka przez palce.
Przed pierwszym użyciem naolejowałam włosy, rano umyłam włosy i nałożyłam odżywkę.
Po wysuszeniu okazało się że włosy u nasady są, kurczaki no, są po prostu tłuste. Myślałam, że to może kwestia niedokładnego spłukania oleju (choć mam w tej dziedzinie doświadczenie, to teoretycznie zawsze może się to zdarzyć). Niestety taka sama sytuacje powtórzyła się jeszcze dwa razy,  tym razem bez wcześniejszego olejowania. Włosy były bardzo obciążone, wyglądały jak nieumyte. Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło, moje włosy uwielbiają ciężkie odżywki, byłam zdziwiona. Żeby zidentyfikować winowajcę użyłam  kilkukrotnie szamponu z inną odżywką i odżywki z innym szamponem. Efekt za każdym razem był bardzo dobry, włosy mięciutkie, odżywione i sypkie.
Stąd prosty wniosek, Total Repair Extreme dobrze się u mnie sprawdza, ale nie w duecie. To chyba jeden z tych wyjątków, który potwierdza regułę.
Myślę, że seria nie sprawdzi się u posiadaczek cienkich i podatnych na obciążenie włosów, ale te z was, które mają włosy suche i zniszczone mogą poeksperymentować. Nadal bardziej lubię kurację TR 5 w tubce, ale szampon i odżywka używane rozważnie (lub może powinnam powiedzieć, rozłącznie :) ) także wywiązują się z zadania.

Lubicie używać całych linii do pielęgnacji włosów, czy wybieracie tylko jeden produkt i łączycie z innymi?


piątek, 31 maja 2013

Joanna Argan Oil szampon i odżywka


Dzisiaj o arganowym duecie do włosów, który wyszedł z pod ręki naszej rodzimej marki Joanna. Coś mi świta, że kiedyś jedna z moich koleżanek (Asiu :*) wspominała mi o pojawieniu się tej właśnie serii ale jakoś zupełnie o tym zapomniałam. Może ze względu na ograniczoną dostępność? Do tej pory widziałam ją jedynie we wrocławskim Feniksie i w jakimś supermarkecie, chyba Carrefourze.

Oba produkty mają bardzo przystępną cenę, za 200ml zapłacimy około 7-8zł. Buteleczki typowo joannowe, nie mam im nic do zarzucenia. Korek szamponu różni się kolorem od odżywki co ułatwia zlokalizowanie ich pod prysznicem, szczególnie bez okularów :). Pachną bardzo przyjemnie, karmelowo-budyniowe, ale dość delikatnie a zapach nie utrzymuje się na włosach.

Producent dedykuje serię posiadaczkom włosów suchych i zniszczonych "wymagających wyjątkowej pielęgnacji". Moje włosy dobrze wpisują się w ten profil. Czy spodobała mi się arganowa seria?

I tak, i nie. O dziwo dużo bardziej polubiłam szampon niż odżywkę. Dobrze się pieni, pachnie mocniej niż odżywka a po spłukaniu włosy są bardzo przyjemne w dotyku i gładkie. Testowałam ten szampon w kombinacji z innymi produktami pielęgnacyjnymi spoza serii i również byłam z takiego połączenia zadowolona.
Nie plącze dodatkowo włosów i radzi sobie dobrze ze zmywaniem olejów (ale tego można było się spodziewać ze względu na zawartość SLS).

Odżywka zapowiada się obiecująco, jest dość gęsta. Nawilża i wygładza całkiem ok, ale czegoś mi w niej brakuje. To po prostu przeciętniaczek, na pewno nie nazwałabym jej specjalną pielęgnacją. Po silikonowej odżywce przeznaczonej do suchych włosów spodziewałabym się nieco bardziej spektakularnych efektów. Bardziej intensywnego wygładzenia i miękkości.
Myślę, że w rzeczywistości lepiej sprawdzi się w przypadku normalnych włosów. Nie powinna ich nadmiernie obciążać. Trochę szkoda, że włosy nie pachną zbyt długo po umyciu bo zapach jest na prawdę niezwykle przyjemny.

Szampon

Odżywka


Znacie tą serię? Używałyście innych produktów z arganowej linii Joanna?

piątek, 11 stycznia 2013

Pierwsze farbowanie henną Khadi ciemny brąz



Na początek krótki (lub może nieco dłuższy ;) ) wstęp dotyczący mojego koloru i innych detali.

Włosy farbuję od drugiej klasy liceum, czyli od dobrych 6-7 lat. Przez cały czas używałam do tego celu  szamponu L'oreal Casting w kolorach brąz i ciemny brąz. Moje włosy bardzo dobrze poddają się farbowaniu, pomimo iż Casting nie jest trwałą koloryzacją, u mnie trzymał się jak zwykła farba. Farbowałam tylko odrosty, co 3 miesiące. W przeciągu dwóch ostatnich lat miałam też lekko rozjaśniane refleksy, robione u fryzjera. Efekt bardzo mi się podobał, nie zauważyłam też aby bardzo negatywnie odbił się na kondycji włosów. Jakieś 3 miesiące temu chciałam odświeżyć kolor na całej długości włosów, zmieszałam 1/3 Casting czekolada i 2/3 brązu. Ta mieszanka o dziwo bardzo szybko się wypłukała, pewnie dla tego, że czekolada ma mocno czerwone tony. Z rozjaśnionych relfeksów sprała się ekspresowo. Bezpośrednio przed farbowaniem henną miałam więc dość niejednolity kolor, ciemne włosy które pamiętały farbowanie ciemnym brązem w domu i u fryzjera, jaśniejsze refleksy, odrost farowany spraną czekoladą oraz odrost w moim naturalny, sporo jaśniejszym kolorze. Postronnym obserwatorom pewnie nie rzucało się to w oczy, ale te z was, które przyciemnją włosy pewnie wiedzą jakie to irytujące. Jaśniejsze refleksy denerwowały mnie najbardziej, taki drobiazg ale twarz wyglądała zdecydowanie mniej wyraziście, szczególnie kiedy związałam włosy.
Od jakiegoś czasu chciałam wypróbować hennę Khadi, wypatrzyłam ją u Idalii. Pomyślałam, czemu nie? Skoro mam możliwość przyciemnienia włosów połączonego z dobroczynnym działaniem henny, czemu trzymać się kurczowo Castinga. Co prawda nie miałam żadnych problemów z chemicznym farbowaniem (wypadanie włosów etc.), ale zawsze może być jeszcze lepiej.

Nie chciałam drastycznej zmiany koloru, najbardziej zależało mi na lekkim przyciemnieniu wypłukanego koloru i zafarbowaniu odrostów. Nie chciałam czerni, lepiej wyglądam w ciemnym brązie. Zdecydowałam się na Khadi ciemny brąz. Przeczytałam wszystko, co znalazłam na jej temat w internecie, żeby wiedziać czego się spodziewać. Wiedziałam, że pierwsze farbowanie może nie dać idealnego efektu, szczeóglnie na farbowanych chemicznie włosach. Kupiłam farbę na helfy.pl, (26zł), oderbałam i...zabrałam się za frabowanie.

Do henny dołączone są rękawiczki, czepek oraz bardzo dokładna instrukcja.

Dzień przed farbowaniem przygotowałam hennę, kierując się wskazówkami nieocenionej Idalii. Proszek dokładnie wymieszałam z kubkiem mocnej, czarnej herbaty w temperaturze około 50 stopni ( temperatura rożni się w zależności, od koloru jaki wybrałyście, wszystko jest opisane w instrukcji), 1,5 łyżki czerwonej papryki, odrobnią soku z cytrtyny i 3 łyżkami bezsilikonowej odżywki. Wybrałam lnianą odżywkę Farmona, którą kupiłam dzień wcześniej na szybko, bo nie miałam akurat niczego bez silikonów. Odżywka ma ułatwić rozczesanie włosów po farbowaniu.
Jeżeli chodzi o sok z cytrtyny, nie wiem ostatecznie czy w przypadku ciemnego brązu jest to dobre posunięcie, producent nie poleca używania cytryny w mieszankach zawierających indygo (czyli między innymi w ciemnym brązie). Nie wiem, czy ten dodatek coś zmienił, ale nistępnym razem nie dodam cytrtyny.
Papkę o konystencji przypominającej jaogurt naturalny odstawiłam na około 20 godzin w okolice kalortfera. Następnego dnia dodałam jeszcze troszeczkę ciepłej herbaty (około 1/4 kubka, ale ilość zależy od tego, jak bardzo henna zgęstniała). Ponieważ temperatura henny jest podobno dość ważna, to podgrzałam troszeczkę papkę dmuchając na nią ciepłym nawiewem suszarki. Nie wiem jednak, czy było to konieczne i nie wiem, czy był to super pomysł ;)




Włosy umyłam dwukrotnie szamponem Garnier z białą glinką, i to w jego ręce powierzyłam oczyszczenie włosów z silikonów, których używam sporo. Rozpoczęłam nakładanie farby (miałam pomocnika, przy moich długich włosach było to raczej konieczne). Henna ma inną konsystencję niż chemiczne farby, jest tępa i dość szybko zastyga, dla tego farbowanie należy rozpocząć od czubka głowy starając się, aby najwięcej produktu znalazło się na odrostach (jeżeli je macie). Ważne jest dokładne wmasowanie papki w okolicy lini włosów i pod spodem. Warto to zrobic od razu, ponieważ kiedy henna podeschnie, ciężko jest do tych miejsc wrócić. Dziewczyny pisały, że dobrze jest robić poprzecznie przedziałki, dla mnie to było pierwsze farbowanie i nie opracowałam jeszcze idealnego systemu. Jedna 100g paczka wystarczyła na całe włosy, które mają około 63cm.

Po dokładnym nałożeniu farby wziązałam włosy i nałożyłam dołączony do opakowania czepek. Niestety, jest on dość mały i nie pomieścił moich włosów, dla tego nałożyłam na niego jeszcze jeden większy a potem pod koniec jeszcze ręcznik (ręcznik lub czapka są wskazane, w celu utrzymania ciepła). Tak "ubrana" siedziałam z henną na głowie 4 godziny. Producent pisze o 30 minutach do 2 godzin, ale kierując się po raz kolejny wskazówkami Idalii posiedziałam 4. Tak na wszelki wypadek.
Starałam się powycierać zacieki henny ze skóry, ale nie jest to aż tak ważne, nawet po czterech godzinach bez problemu umyłam pobrudzone uszy. Nie było też problemu ze zmycia papki z kafelków, czy umywalki.

Hennę zmywa się tylko wodą, następnie przez 24-48 godzin nie powinno się myć włosów, ani nakładać na nie odżywki. W tym czasie kolor utrwala się i ciemnieje.
Spłukanie henny zajęło mi więcej czasu, niż zmycie klasycznej farby, ale nie było to jakimś wielkim wyzwaniem.
Włosy po farbowaniu będą przesuszone, tak działa większość ziołowych produktów (także płukanek), mogą się ciężko rozczesywać dla tego warto poczekać z rozczesywaniem aż wyschną. 
Spodziewałam się prawdziwego koszmaru, moje włosy plączą się straszliwie (i wierzcie mi, kiedy mówią straszliwie to właśnie mam na myśli, często rozczesanie ich po całym dniu zajmuje mi dobre 30 min). Okazało się jednak, że nie było aż tak źle, rozczesałam je jeszcze na mokro. Być może to zasługa odżywki Farmony.
Zaraz po farbowaniu włosy mogą mieć lekko zielonkawy odcień, który szybko znika. Moje nie były ani trochę zielonkawe ani nie farbowały, nie zostawiły śladów na białym fartuchu.
 Henna ma charaktetystyczny zapach, pachnie jak połączenie szpinaku i zupy szczawiowej. Zapach utrzymuje się do pierwszego-drugiego mycia szamponem, mnie zupełnie nie przeszkadza. Przeprowadziłam sondę, najbliższe otoczenie stwierdziło, że zapach nie jest mocny i nie jest z daleka wyczówalny :).
Kolor rzeczywiście poglębił się w ciągu doby po farbowaniu. 
Efekt bardzo mi się podoba, włosy są błyszczące i mają ładny odcień. Producent opisuje kolor, jaki chłodny ciemny brąz, u mnie wygląda raczej na ciepły, ale być może jest to pozostałość czekoladowago Castingu. Odrosty i refleksy są jaśniejsze niż inne cześći włosów, nie rzuca się to jednak bardzo w oczy. Na pewno skuszę się na kolejne farbowania, wtedy kolor powinien się jeszcze pogłębić. Bardzo ciekawa jestem, jak trwały będzie efekt.
Po pierwszym myciu i olejowaniu włosy nadal są nieco przesuszone, ale mam nadzieję że efekt zniknie po nałożeniu porządnej maski (za co niniejszym idę się zabrać, kończąc ten post :) )

Na koniec kilka zdjęć.

Włosy przed farbowaniem:





Włosy bezpośrednio po zmyciu henny (niedziela):







Włosy po drugim myciu szamponem (piątek):





Miałyście jakieś doświadczenia z henną? 

niedziela, 6 stycznia 2013

Świetny szampon oczyszczający: Garnier Cytryna i biała glinka



Nigdy nie wybieram szamponów do włosów przetłuszczających się. Wystrzegam się ich jak ognia obawiając się przesuszenia. Zdecydowałam się jednak wypróbować Garnier Ultra Doux Cytryna i biała glinka, ponieważ dodatek białej glinki był kuszący a szampony Garnier wyjątkowo dobrze mi służą.
Oh, jak dobrze że go kupiła, to na prawdę bardzo dobry i użyteczny kosmetyk. Producent nie kłamie, glinka rzeczywiście jes i to dość wysoko w składzie, czuć ją też podczas mycia włosów.

Szampon ma mlecznocytrynowy kolor i kremową konsystencję. Dobrze się pieni, jest dość gęsty. Bardzo ładnie pachnie, słodkawo i świeżo, nie jest to typowy zapach cytrusów. Po umyciu włosy są bardzo czyste, lekko szrostkie i lekko skrzypiące. Obawaiałm się, że to kolejny z tych szamponów, które nie będą mi odpowiadać. Jednak po nałożeniu odżywki i wysuszeniu włosów efekt okazał się bardzo fajny. Włosy były niesamowicie lekkie, sypkie i puszyste (ale nienapuszone!) i efekt ten utrzymywał się na prawdę długo, właściwie do następnego mycia. Glinka działa kojąco na skórę głowy.

Nie pokusiłabym się o używanie go przy każdym myciu, ale raz w tygodniu (lub w moim przypadu aktualnie 2-3 razy w miesiącu) jest świetny. Powinien bardzo spodobać się tym z was, które mają tłuste i podatne na obciążenie włosy. Zdecydowanie jednak polecam go także dziewczynom z suchymi włosami, jako oczyszczającą kurację raz na jakiś czas.

Szampon jest niedrogi, wydaje mi się że za 400ml zapłaciłam w Rossmannie około 11zł.

Ocena: 5



środa, 2 stycznia 2013

Joanno, czemu mnie nie kochasz? :D czyli o nieudanej współpracy z odżywkami b/s.


Odżywki do włosów Joanna mają bardzo dobrą sławę, nie raz czytałam pozytywne recenzje na ich temat. Jako, że lubię specyfiki bez spłukiwania, postanowiłam je przetestować na żywym organizmie (choć, jakby nie patrzeć, włosy są martwe ;) ). Na pierwszy ogień poszła Naturia z pokrzywą i zieloną herbatą a następnie Balsam do włosów nawilżająco- regenerujący z Apteczki Babuni (który już kiedyś dawno temu miałam).

Naturia z Zieloną Herbatą bardzo pięknie pachnie, jak Green Tea E. Arden. To, oraz cena (3,99zł w Tesco) ostatecznie mnie przekonały. Odżywka jest bardzo rzadka, w zasadzie płynna i wymaga pewnej cierpliwości w nakładaniu. Przeznaczona jest do włosów przetłuszczających się i normalnych.
Stosowałam ją zaraz po myciu, na mokre włosy a także pomiędzy myciem na suche, podczas rozczesywania splątanych kudełków. Niestety jakichkolwiek rezultatów brak. Równie dobrze mogłabym używać czystej wody. Odżywka oczywiście nie obciąża (ale moje włosy i tak ciężko jest obciążyć więc nie jest to znany mi problem), ale nie robi z fryzurą zupełnie nic. Kiedyś z ciekawości nałożyłam ją czterokrotnie pod rząd, również żadnego efektu. Zero, null. Włosy nie rozczesują się ani odrobinę łatwiej, nie są bardziej miękkie czy błyszczące.
 Nie spodziewałam się cudów i ekstremalnej regeneracji, zdaję sobie sprawę że jest to lekka odżywka do przetłuszczających się włosów, ale jakiś efekt powinna jednak dawać! Nawet zapach, choć bardzo przyjemny, nie utrzymuje się na włosach. Klapa totalna :(.

Ocena: 2


Nie zraziłam się jednak i postanowiłam testować dalej. Seria z Apteczki Babuni jest dość popularna, miałam kiedyś szampon i właśnie balsam regenerująco-odżywczy i nie byłam zachwycona.
Niestety, nadal nic w tej kwestii się nie zmieniło. Odżywka jest rzadka, ale nieco bardziej treściwa niż Naturia z zieloną herbatą. Pzyjemnie, słodko pachnie. Duża butelka kosztuje kilka złotych w Rossmannie (6zł?).
Po produkcie, który obiecuje nawilżenie i regenerację suchych i zniszczonych włosów (co bardziej odpowiada moim potrzebom, niż profil działania Naturii) spodziewałabym się solidnego nawilżenia. Niestety, znów klapa. Odzywka coś tam nawilża, lekko zmiękcza włosy i ułatwia rozczesywanie ale nadal efekt jest mizerny. Nakładam ją czasami na suche włosy do wygładzenia niesfornych kosmyków i żeby uzyskać jakiekolwiek efekty muszę zużyć jej na prawdę dużo.

Ocena: 2+


Jestem bardzo zawiedziona :(. Odżywki są śmiesznie tanie, ale myślę że i za tą cenę można znaleźć coś co działa przyzwoicie. W przypadku Joanny efektów brak.


Używałyście tych odżywek? Co o nich myślicie?

sobota, 20 października 2012

Oilmedica Olej kokosowy


Dzisiaj mam dla was recenzję oleju, który bardzo przypadł mi do gustu. Olejowanie włosów to dla mnie nieodłączna część ich pielęgnacji. We wrześniu z powodu wyjazdów i braku czasu miałam przerwę od regularnego nakładania olejów, co niestety odbiło się na nich negatywnie, bardziej się plączą i są zdecydowanie mniej elastyczne. Pokornie wracam więc do natłuszczania ich przed każdym myciem i jednego z nowych ulubieńców czyli właśnie produktu Oilmedica.

Lubię olej kokosowy, lubię też amlę. W tym oleju mam oba te składniki plus siedem innych takich jak min. olej słonecznikowy, olejek rycynowy, ekstrakt z owsa, hennę, rozmaryn, trawę cytrynową i cytrynę. Moje włosy wolą mieszanki olejów bardziej od jednoskładnikowych i ta zasada sprawdziła się także w tym przypadku.

Olej ma w temperaturze pokojowej konsystencję stałą (jak wszystkie większość produktów na bazie oleju kokosowego) , wystarczy jednak podgrzać go chwilę w mikrofalówce lub włożyć do gorącej wody. W obliczu takiej konsystencji nie wiem, czy nie lepiej byłoby umieścić go w słoiczku, skąd można by go wygrzebać łyżeczką lub paluchami ;).
Po podgrzaniu nie ma już oczywiście żadnych problemów z wydostaniem produktu z buteleczki ani samą aplikacją.
Olej pachnie bardzo przyjemnie trawą cytrynową, odkąd go mam praktycznie nie sięgam po Amlę Dabur, na której zapach narzeka moja rodzina.
Miałam wcześniej do czynienia z nieco podobną mieszanką oleju kokosowego Vatika Dabur, ale moje włosy bardziej polubiły olej Oilmedica. Efekt na włosach jest na prawdę bardzo fajny, kudełki ładnie się błyszczą, są nawilżone i zdecydowanie bardziej elastyczne. Jestem bardzo ciekawa długotrwałych efektów (wiele dziewczyn wspominało o pojawieniu się babyhair).

Produkt kosztuje poniżej 20zł i można kupić go w kilku sklepach internetowych. Zdecydowanie uważam, że jest wart zakupu, szczególnie jeżeli służy wam olej kokosowy. Moje włosy bardzo polubiły tą mieszankę.

Ocena: 5


środa, 26 września 2012

Alterra Szampon kofeina i biotyna


Testowałam już sporo łagodniejszych/bardziej naturalnych szamponów do włosów, pozbawionych najmocniejszych detergentów i silikonów. Z bardzo różnym skutkiem. Spora część pozostawiała moje włosy tępe, matowe i splątane. Część była przeciętna a kilka z nich polubiłam (ale była to zdecydowanie najmniejszy ułamek tej grupy). Miałam już kiedyś któryś z szamponów Alterra, zabijcie mnie ale nie pamiętam który (migdałowy? ten z papają?), i nie byłam specjalnie zadowolona ale kiedy pojawiła się nowa odsłona z kofeiną i biotyną planowałam zakup. Szczęśliwym trafem szampon ten trafił do mnie w paczuszce z innymi kosmetykami Alterra i mogłam rozpocząć testy szybciej niż się spodziewałam. Dzisiaj zużyłam ostatnią kroplę, pora na podsumowanie.

Szampon ma postać praktycznie przezroczystego rzadkiego żelu i zapach będący kolejną wariacją na temat zapachu kosmetyków Alterra. Pachnie lepiej niż maska do włosów z granatem (która pachnie dość nieprzyjemnie, nieświeżym ciastem cytrynowym ), trochę bardziej jak herbata z cytryną. Nie przepadam za alterrowym zapachem, ale ten szampon pachnie stosunkowo najprzyjemniej i na szczęście nie wyczuwam go na włosach po spłukaniu.
Od szamponu wymagam aby skutecznie, ale nie za mocno oczyszczał (nienawidzę skrzypiąco czystych włosów, brr....), nie plątał dodatkowo włosów i w miarę możliwości pozostawiał je przyjemne w dotyku. Alterra biotyna i kofeina obiecuje wzmocnienie przerzedzonych i wypadających włosów, nie wierzę jakoś w tego typu obietnice na szamponach, coś co pozostaje na głowie w porywach 2 minuty może działać wspomagająco ale na pewno nie uleczy poważnych problemów.
Nie mniej jednak bardzo polubiłam ten szampon. Skutecznie oczyszcza a włosy po umyciu są wyraźnie bardziej miękkie (czuć to od razu po spłukaniu produktu) i błyszczące. Nie plącze i nie wysusza nadmiernie skóry głowy ani samych włosów.
Cena przyjazna, szkoda tylko że nie występuje w większych butelkach bo przy bardzo długich włosach  małe pojemności rzędu 200ml bardzo szybko się kończą. Bardzo fajny produkt, będę do niego wracać.

Ocena: 5

czwartek, 20 września 2012

Produkty Macadamia Natural Oil


Od ponad roku sporo słyszę o produktach Macadamia Natural Oil na YT. Ponieważ jedna z was prosiła o recenzję, pomyślałam że to odpowiednia chwila aby napisać co myślę o tych, które miałam okazję testować.

Do tej pory raz kupiłam miniaturkę (10ml) olejku, później dostałam na urodziny kosmetyczkę z 30ml olejku, 60ml odżywki bez spłukiwania i saszetką maski do włosów.


Healing Oil Treatment to silikonowe serum wzbogacone olejkiem arganowym i olejkiem z makadamii.
Kuzyn Biosilków, Chi i joannowego jedwabiu.
Ma typową dla tego typu produktów tłusto-suchą konsystencje i przyjemny, lekko męski zapach.


Nakładam go głównie na końcówki w celu zabezpieczenia ich przed zniszczeniem. Bardzo ładnie wygładza i doraźnie scala pojedyncze rozdwojone końcówki. Nałożony na całe włosy nabłyszcza i wygładza. Podobno można go dodawać do odżywek, masek oraz farb do włosów.
To jedno z moich ulubionych silikonowych wspomagaczy, czy jest jednak warte wysokiej ceny? Zdecydowanie nie, porównywalne efekty daje serum L'biotica za 12zł. Healing Oil jest bardzo przyjemny, ale gdy użyję zapasy raczej nie kupię ponownie bo znam wiele bardziej ekonomicznych zamienników. Co prawda zawiera dwa dość ciekawe oleje, ale nie przekonuje mnie to na tyle by płacić  40 czy 50zł za 30ml.
Dostępny jest również w wersji lekkiego olejku w sprayu.



Odżywka bez spłukiwania Nourishing Leave-in Cream ma postać lekkiego kremu o przyjemnym, bananopodobnym zapachu. Nałożona na włosy po umyciu ułatwia rozczesywanie, zmiękcza i wygładza. Producent obiecuje, że produkt jest też produktem ułatwiającym stylizację, ale ja nic takiego nie zauważyłam. Poza lekkim zdyscyplinowaniem wynikającym z nawilżania brak spektakularnych rezultatów. To taki miły przeciętniak, na pewno nie warto płacić za niego wysokiej ceny, jaką śpiewa sobie producent.
Z tego co widzę aktualne produkt został przemianowany na  "krem do układania loków". Żadnych efektów wspomagająch skręt jednak nie zauważyłam.



Deep Repair Masque bardzo przypadła mi do gustu. Saszetka starczyła na dwie hojne aplikacje. Włosy po zastosowaniu były niesamowicie miękkie, gładkie i błyszczące. Dobrze się układały jeszcze po następnym myciu. Chciałabym mieć ją na półce w pełnym wymiarze, ale niestety trochę odstręcza mnie cena. Podobno w Tkmaxxie można ją dorwać za około 60zł (i tą cenę jeszcze byłabym w stanie przeboleć jakoś), jeszcze jej jednak w moim nie dorwałam a na allegro ma zaporową cenę 100zł za 250ml.
Jeżeli uda mi się kupić po okazyjnej cenie, nie wyższej niż 50-60zł to na pewno się skuszę bo maska jest świetna.



Używałyście produktów Macadamia Natural Oil?

środa, 19 września 2012

Kosmetyki do włosów Green Pharmacy


Dziś porządna recenzja kosmetyków do włosów Green Pharmacy, o których wspominałam wam już przy okazji przeglądu arsenału do pielęgnacji włosów. Używam ich już grubo ponad miesiąc i przyszła pora na spisanie rezultatów tej przygody.

Na początku ikuracji miałam pewne problemy ze wzmożonym wypadaniem włosów, które jednak na szczęście dość szybko przeszło (włosy wspomagane różnymi produktami w końcu się uspokoiły). Czy jest to zasługa produktów Green Pharmacy? Na pewno się do tego częściowo przyczyniły, ale używałam również innych wzmacniających produktów.

Eliksir ziołowy do włosów wzmacniający przeciw wypadaniu to rodzaj odżywki bez spłukiwania w spray, z tym jednak wyjątkiem, że szczególnie zaleca się wcieranie jej w skórę głowy. Ma wzmacniać i zapobiegać wypadaniu włosów.
Jest przezroczysty, zupełnie płynny. Spray rozpyla produkt bardzo skutecznie, mgiełka jest lekka i ma dość duży zasięg (wszystkie chyba znamy koszmarne produkty w spray, które odmawiają współpracy i "plują" wielką porcją płynu punktowo i utrudniają aplikację) za co zdecydowanie należy się plus. Niestety sama butelka jest duża i pękata co skutecznie utrudnia jej trzymanie.


Produkt ma bardzo przyjemny zapach, pachnie jak ziołowa herbata z miodem. Jest lekki, ale po zastosowaniu go widzę różnicę, nie jest to tak jak gdyby spryskiwać włosy czystą wodą (a często takie wrażenie pozostawiają po sobie odżywki w sprayu). Używałam go po każdym myciu przed rozczesywaniem włosów oraz wieczorem przed olejowaniem. Wcierałam w skórę głowy i rozpylałam na całej długości włosów. Ułatwia rozczesywanie i lekko wygładza włosy. Nie jest jednak pod tym względem tak skuteczny, jak mój ukochany Biosilk Silk Filler.
Lubię takie spraye a ten jest całkiem przyjemny. Lepszy od sprayu Jantar Farmona, porównywalny z Radicalem (ale nie ma alkoholu).

Kosztuje około 8zł za 250ml

Ocena: 4



Olejek łopianowy z czerwoną papryką był produktem, który najbardziej mnie zainteresował. Jak wiecie, jestem członkinią sekty dziewczyn traktujących olejami włosy ;). Olej łopianowy z dodatkiem papryki ma przyspieszać porost włosów przez pobudzanie mikrokrążenia. Służy do olejowania skóry głowy. Ma dość ciężką konsystencję, ale nie mam większych problemów z wmasowaniem go w skórę głowy. Lubię ten olej. Niestety ma bardzo niewygodną buteleczkę, brak skutecznego zabezpieczenia przed wylewaniem zbyt dużej ilość powoduje, że zmarnowałam już niechcący sporą ilość produktu. Dużo wygodniejsza byłaby butelka podobna do tej, w którą zapakowane są olejki Alterra.
Produkt kosztuje około 5zł za 50ml. Ma neutralny, prawie nieobecny zapach oleju roślinnego.


Ocena: 5-


Balsam do włosów przeciw wypadaniu z olejkiem łopianowym polubiłam najmniej ze wszystkich kosmetyków GP. Owszem, ma przyjemny zapach, ale denerwuje mnie rzadka konsystencja. Trudno nałożyć go na włosy, nie jest też zbyt wydajny bo na jednorazową aplikację zużywam sporo. Producent zaleca nakładanie go na 5-10 minut. Trzymałam go na włosach zarówno minutę jak i godzinę, nakładałam przed myciem na suche włosy oraz jako pierwszy etap OMO. Efekty za każdym razem były podobne. Włosy lekko zmiękczone i wygładzone, ale absolutnie bez rewelacji. Po odżywce spodziewam się więcej, lubię produkty mocniejszego kalibru. To jest poprawna odżywka, ale bardziej spodoba się dziewczynom lubiącym lekkie produkty do pielęgnacji włosów. Nie ma w składzie silikonów ciężkiego kalibru.

Ocena: 4-

około 8zł/ 300ml



Używałyście tych, albo innych kosmetyków Green Pharmacy? Jakie są wasze wrażenia?

niedziela, 19 sierpnia 2012

Tak tak, Burn też laminuje żelatyną :)


Oczywiście, nie mogłam przejść obojętnie obok wizji pięknych włosów, jaką roztaczała Anwen :). Skusiłam się na laminowanie żelatyną, czyli hit ostatnich dni w blogosferze. Prawdę mówiąc, chciałam lecieć i żelatynować włosy zaraz po przeczytaniu posta, ale oczywiście jak to zwykle bywa rzeczywistość jest złośliwa i oczywiście żelatyna się skończyła. W końcu pokonując kolejne przeciwności, w tym brak czasu, zabrałam się dziś za laminowanie.

Włosy wieczorem jak zwykle naolejowałam oliwką Hip i olejkiem łopianowym. Rano umyłam je szamponem i nałożyłam normalną odżywkę (ekspresową maseczkę Isana), osuszyłam włosy ręcznikiem i lekko rozczesałam aby ułatwić aplikacje maski. Łyżkę żelatyny rozpuściłam w około 1/4 kubka wrzątku. Dokładnie wymieszałam (na tyle dokładnie, na ile pozwoliła mi ograniczona cierpliwość ;) ) a następnie dodałam do płynu łyżeczkę maski Eva Natura z bawełną i brzoskwinią, o której pisałam Wam w przedostatnim poście. Ponieważ maska jest gęsta i ciężko było ją rozmieszać z żelatyną,użyłam trzepaczki (takiej zwykłej, kuchennej). Następnie taką dość rzadką miksturę nałożyłam na całą długość włosów. Trzeba trochę uważać, ponieważ całość jest dość płynna i lubi się rozlewać. Na wszystko nałożyłam plastikowy, elegancki ;) czepek i zostawiłam na pół godziny. Niestety nie miałam dziś więcej czasu, ale to 30 min okazało się wystarczające.

Po zmyciu nie zauważyłam żadnych specjalnych efektów, włosy spryskane Eliksirem Green Pharmacy rozczesałam i z powodu pośpiechu przystąpiłam od razu do suszenia. Zazwyczaj lubię podsuszyć włosy na wolnym powietrzu przynajmniej w połowie, ale dziś nie miałam innego wyjścia.
Kiedy włosy były suche natychmiast zauważyłam różnicę. Zaraz po spłukaniu maski nie byłam zachwycona, ale nie długo potem przyglądając się wysuszonym kudełkom byłam pełna podziwu dla efektu. Zamieściłam wam powyżej trochę nieudolne zdjęcie, nie udało mi się niestety oddać efektu. Musicie mi uwierzyć na słowo, włosy są po laminowaniu odmienione. Bardzo sypkie, błyszczące, miękkie i puszyste (ale gładkie, zero puszenia się). Wydaje się jakby było ich więcej i lepiej się układają. Zdecydowanie lepiej. Nie mogę się oprzeć dotykaniu ich :D.

Zabieg na pewno będę powtarzać. Na szczęście nie wystąpił u mnie efektu przeproteinowania, może dla tego że przed zabiegiem nałożyłam najpierw olej a potem zwyczajną odżywkę. Trudno mi powiedzieć. Tak czy inaczej moje włosy polubiły żelatynę.


Testowałyście laminowanie? Jak wrażenia?

czwartek, 16 sierpnia 2012

Przegląd kuferka: produkty do pielęgnacji włosów




Dzisiejszy post nie będzie spisem ulubieńców w kategorii pielęgnacji włosów, nie jest też w zamyśle szczegółową recenzją zebranych tu kosmetyków. Nie będę opisywać dokładnie wymagań moich włosów ani sposobu pielęgnacji z uwzględnieniem co jak i dlaczego robię.
Chiciałabym po prostu pokazać wam co aktualnie mam na swojej łazienkowej półce (to oczywiście przenośnia bo kosmetyki te porozmieszczane są po całym domu ;) ), czym raczę swoje kudełki. Znajdą się tu więc moim stali ulubieńcy, do których wracam ale także produkty kupione jednorazowo, przypadkowo oraz takie, za którymi nie przepadam i staram się je zmęczyć do końca. Pełne spektrum. Ot taki post informacyjny zaspokajający ciekawość tych z was, które zastanawiały się jakich kosmetyków do włosów używam. Nie wiem jak wy, ale ja jestem chyba wścibskim stworzeniem po prostu bo bardzo lubię oglądać tego rodzaju posty na innych blogach :).



Szampony. Tu dość ubogo aktualnie. Pokończyły mi się zapasy a w Rossmannie nie ma żadnego z moich ulubieńców w promocji. Padło więc na przypadkowy szampon który spełniał moje dwa podstawowe kryteria : duży i przeceniony  :). Mam już KWC w kategorii oczyszczania włosów, ale mimo tego lubię często zmieniać szampony. Tym razem kupiłam Gliss Kur Ultimate Volume. Nie jestem nim zachwycona, ale nie mam też większych zastrzeżeń. Na półce stoją również kostki Lush. Seanik, który jest na prawdę świetny (włosy po umyciu są miękkie i lśniące) oraz New, który muszę jeszcze potestować.


Maski i odżywki. Używam odżywek po każdym myciu a porządną półgodzinną maskę staram się zafundować włosom przynajmniej raz w tygodniu (choć przyznaję się bez bicia, to jedyny aspekt pielęgnacji włosów, który zdarza mi się zaniedbać).
Nie jestem szaloną fanką Waxów, ale ten w wersji mlecznej mi odpowiada. Muszę go zużyć bo została już tylko odrobina (nienawidzę zostawiać resztek). Maskę Eva Natura nabyłam za pośrednictwem koleżanki, muszę wziąć się za porządne testowanie bo do tej pory użyłam jej tylko raz czy dwa. Nie byłam zachwycona efektem, dla tego poszła w odstawkę. Chciałabym jednak dać jej jeszcze jedną szansę bo bardzo przyjemnie pachnie i ma fajny skład.
W ramach odżywiania czupryny aktualnie używam nowej ekspresowej kuracji L'oreal Elseve z argininą (ale czerwona wersja jest zdecydowanie lepsza i skuteczniejsza), dwuminutowej maski Isana z proteinami pszenicy (kupiłam po przeczytaniu posta Idalii, ale niestety u mnie się nie sprawdziła. Nie robi z włosami nic specjalnego. Dużo lepsze efekty widziałam po legendarnej różowej odżywce z babasu) oraz balsamu do włosów przeciw wypadaniu Green Pharmacy (w fazie testów).

Dzisiaj kliknęłam na allegro starą dobrą litrową maskę Kallos Latte bo stęskniłam się za nią. Bardzo ją lubię, nie tylko za piękny zapach.


Oleje. Do olejowania włosów podchodzą bardzo systematycznie, zazwyczaj przed każdym myciem, już od ponad roku. Nie jestem wielkim eksperymentatorem w tej dziedzinie, wypróbowałam niewiele produktów, ale te w mojej kolekcji na razie mi odpowiadają.  Używam oliwki Hipp (czyli oleju ze słodkich migdałów i słonecznikowego), olejku Alterra z awokado i granatem (który ze względu na zapach, skład, cenę i wygodny aplikator jest moim ulubieńcem), Amli Dabur (choć rzadko, mnie jej zapach kompletnie nie przeszkadza, ale rodzina bardzo narzeka ;) ) oraz dwóch nowości: olejku łopianowego z papryką do skóry głowy Green Pharmacy i mieszanki Oilmedica na bazie oleju kokosowego.


Inne czyli wcierki, spraye itp. W mojej kolekcji nie może zabraknąć Biosilk Silk Filler który bardzo ułatwia rozczesywanie. Ostatnio jednak odstawiłam go na rzecz testowania Eliksiru przeciw wypadaniu włosów Green Pharmacy. Aktualnie przed każdym myciem stosuję wcierkę- odżywkę Farmona Jantar ( jest rewelacyjna, dzięki temu że farbuję włosy mogę dokładnie śledzić przyrost ;) i kiedy systematycznie używam Jantara widzę, że włosy na prawdę rosną szybciej). Maska Vatika Night Repair to produkt po który sięgam rzadko. Żel aloesowy wcieram czasem w skórę głowy i dodaję do maseczek.



Stylizacja i produkty do zabezpieczania końcówek. Zużywam teraz suchy szampon Syoss, pomimo jego skuteczności, nie mogę doczekać się końca opakowania (więcej TU). Raz na tak zwany ruski rok, używam sprayu z solą morską Tigi, równie często sięgam po lakier wo włosów (nie uwieczniłam go nawet na zdjęciu, bo gdyby zniknął z półki to nawet bym tego nie zauważyła). Po każdym myciu używam jednak serum z silikonami na końcówki. Moje długie włosy potrzebują takiego zabezpieczenia jak powietrza. Zamiennie używam olejku Macadamia (oprócz silikonów ma również olejek z makadamii i arganowy), serum L'biotica A+E (to najczęściej bo jest go mało i czas je wykończyć) oraz John Frieda Frizz Ease. Odżywka bez spłukiwania Macadamia to miniatura, która powoli ma się ku końcowi.




Na koniec suplementy. Nie jestem wyznawcą kultu łykania witamin i innych suplementów. Humavit jest jednak ze mną od dość dawna i co jakiś czas do niego wracam. Nie mogę brać większości preparatów zawierających cynk. Humavit Skrzyp i Pokrzywa zawiera jak widać właściwie tylko drożdże, skrzyp i pokrzywę dzięki czemu nie wywołuje koszmarnych pocynkowych mdłości. Jest tani, szczególnie biorąc pod uwagę ilość tabletek a co najważniejsze widzę pozytywne rezultaty. Teraz wróciłam do niego chcąc wzmocnić trochę wypadające włosy i jakoś odrobinę wspomóc moją biedną cerę, która nie radzi sobie po odstawieniu hormonów :(. Pewnie można zamiast tego pić skrzyp i pokrzywę, ale tu mam też drożdże których niestety nie byłabym w stanie wypić (pomimo mojej ogromnej sympatii dla tych niezwykłych organizmów modelowych, którym tak wiele zawdzięcza nauka :) ). Po prostu nie lubię zapachu i smaku drożdży.
Łykam też kwasy omega, teraz Eye q który zawiera olejek z wiesiołka, co mam nadzieję wpływa też jakoś pozytywnie na włosy.


To by było na tyle. Nie mam żadnych zapasów oprócz jednej odżywki Himalaya Herbals. Oczywiście jest to całokształt zbiorów, żeby ktoś się przypadkiem nie przeraził, że używam tego wszystkiego na raz i codziennie.


Czego aktualnie używacie do pielęgnacji włosów? Czy chcecie zobaczyć jakieś inne zbiory? Maseczki do twarzy? Kremy? Produkty do włosów są zdecydowanie najliczniejszą pielęgnacyjną frakcją w moich zbiorach. A może chciałybyście zobaczyć dokładniejszą recenzję któregoś z wymienionych dziś produktów?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...