Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocena 5. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocena 5. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 stycznia 2013

Świetny szampon oczyszczający: Garnier Cytryna i biała glinka



Nigdy nie wybieram szamponów do włosów przetłuszczających się. Wystrzegam się ich jak ognia obawiając się przesuszenia. Zdecydowałam się jednak wypróbować Garnier Ultra Doux Cytryna i biała glinka, ponieważ dodatek białej glinki był kuszący a szampony Garnier wyjątkowo dobrze mi służą.
Oh, jak dobrze że go kupiła, to na prawdę bardzo dobry i użyteczny kosmetyk. Producent nie kłamie, glinka rzeczywiście jes i to dość wysoko w składzie, czuć ją też podczas mycia włosów.

Szampon ma mlecznocytrynowy kolor i kremową konsystencję. Dobrze się pieni, jest dość gęsty. Bardzo ładnie pachnie, słodkawo i świeżo, nie jest to typowy zapach cytrusów. Po umyciu włosy są bardzo czyste, lekko szrostkie i lekko skrzypiące. Obawaiałm się, że to kolejny z tych szamponów, które nie będą mi odpowiadać. Jednak po nałożeniu odżywki i wysuszeniu włosów efekt okazał się bardzo fajny. Włosy były niesamowicie lekkie, sypkie i puszyste (ale nienapuszone!) i efekt ten utrzymywał się na prawdę długo, właściwie do następnego mycia. Glinka działa kojąco na skórę głowy.

Nie pokusiłabym się o używanie go przy każdym myciu, ale raz w tygodniu (lub w moim przypadu aktualnie 2-3 razy w miesiącu) jest świetny. Powinien bardzo spodobać się tym z was, które mają tłuste i podatne na obciążenie włosy. Zdecydowanie jednak polecam go także dziewczynom z suchymi włosami, jako oczyszczającą kurację raz na jakiś czas.

Szampon jest niedrogi, wydaje mi się że za 400ml zapłaciłam w Rossmannie około 11zł.

Ocena: 5



sobota, 20 października 2012

Oilmedica Olej kokosowy


Dzisiaj mam dla was recenzję oleju, który bardzo przypadł mi do gustu. Olejowanie włosów to dla mnie nieodłączna część ich pielęgnacji. We wrześniu z powodu wyjazdów i braku czasu miałam przerwę od regularnego nakładania olejów, co niestety odbiło się na nich negatywnie, bardziej się plączą i są zdecydowanie mniej elastyczne. Pokornie wracam więc do natłuszczania ich przed każdym myciem i jednego z nowych ulubieńców czyli właśnie produktu Oilmedica.

Lubię olej kokosowy, lubię też amlę. W tym oleju mam oba te składniki plus siedem innych takich jak min. olej słonecznikowy, olejek rycynowy, ekstrakt z owsa, hennę, rozmaryn, trawę cytrynową i cytrynę. Moje włosy wolą mieszanki olejów bardziej od jednoskładnikowych i ta zasada sprawdziła się także w tym przypadku.

Olej ma w temperaturze pokojowej konsystencję stałą (jak wszystkie większość produktów na bazie oleju kokosowego) , wystarczy jednak podgrzać go chwilę w mikrofalówce lub włożyć do gorącej wody. W obliczu takiej konsystencji nie wiem, czy nie lepiej byłoby umieścić go w słoiczku, skąd można by go wygrzebać łyżeczką lub paluchami ;).
Po podgrzaniu nie ma już oczywiście żadnych problemów z wydostaniem produktu z buteleczki ani samą aplikacją.
Olej pachnie bardzo przyjemnie trawą cytrynową, odkąd go mam praktycznie nie sięgam po Amlę Dabur, na której zapach narzeka moja rodzina.
Miałam wcześniej do czynienia z nieco podobną mieszanką oleju kokosowego Vatika Dabur, ale moje włosy bardziej polubiły olej Oilmedica. Efekt na włosach jest na prawdę bardzo fajny, kudełki ładnie się błyszczą, są nawilżone i zdecydowanie bardziej elastyczne. Jestem bardzo ciekawa długotrwałych efektów (wiele dziewczyn wspominało o pojawieniu się babyhair).

Produkt kosztuje poniżej 20zł i można kupić go w kilku sklepach internetowych. Zdecydowanie uważam, że jest wart zakupu, szczególnie jeżeli służy wam olej kokosowy. Moje włosy bardzo polubiły tą mieszankę.

Ocena: 5


wtorek, 18 września 2012

Polska zagłębiem peelingowym ;) czyli Farmosa Sweet Secret Waniliowy peeling myjący


Polskie firmy produktują najlepsze peelingi do ciała, powinnyśmy być z tego dumne :). Próżno szukać w drogerii lepszych i tańszych propozycji niż peelingi Floslek, Ziaja, Perfecta, Joanna czy Farmona. Większość z nich nie kosztuje więcej niż 13-14zł a pachnie jak pięknie i odprężająco jak zabieg w ekskluzywnym spa. Coś dla siebie znajdą zarówno  miłośniczki natłuszczających peelingów solnych i cukrowych, jak i klasycznych "ścieradeł".

Dzisiaj o kolejnej peelingowej perełce. Farmona Sweet Secret Waniliowy myjący peeling do ciała pachnie i wygląda jak creme brulee. Gęsta pasta zawiera w sobie drobinki pumeksu, które czynią z tego produktu peelingowego zawodnika wagi ciężkiej. Ściera na prawdę koncertowo, bardzo efektywnie. Skóra po użyciu jest bardzo gładka i miękka. Nie pozostawia na skórze tłustego filmu ( za którym ja przepadam, ale wiem, że niektóre z was takich atrakcji nie znoszą), ale nie zauważyłam wysuszenia.


Dodatkowym plusem jest fakt, iż kosmetyk wygląda jak deser :).
Efekt jest na prawdę super, produkt trafia do moich ulubieńców w kategorii peelingów.

Ocena: 5

środa, 29 sierpnia 2012

Nars Madly


Słynne róże Nars. Pewnie każda mejkapomaniaczka miała okazję już o nich słyszeć. Od dość dawna miałam na oku odcień Madly i kiedy nadarzyła się okazja na zakup ze sporym rabatem, skusiłam się. Byłam bardzo ciekawa, jak sprawdzi się marka, której róże są uważane za prawdziwą rewelację.
Opakowanie jest bardzo ładne, proste ale eleganckie. Czarny plastik pokryty matową, miękką warstwą gumy (brzmi mało romantycznie, ale wygląda ciekawie). Wewnątrz kompaktu znajduje się bardzo duże lusterko oraz sam produkt. Nie ma żadnego aplikatora, ale mnie to tylko cieszy bo zazwyczaj bezużyteczne aplikatory zajmują tylko miejsce i sprawiają, że opakowanie jest duże. Puderniczka Nars jest bardzo smukła i poręczna.


Producent opisuje Madly jako "seashell pink". Cóż, taki opis pasuje do tego koloru, jak nieprzymierzając pięść do nosa. Ja określiłabym ten róż jako morelowy brąz z minimalną domieszką różu i satynowym, neutralnym (drobinki nie są ani złote, ani srebrne tylko hm....beżowe) połyskiem. Jednym słowem jest to typowo mój dziwaczny nieokreślony kolor różu :).


Wiele dziewczyn porównuje Madly do mojego ukochanego różu MAC Mineralize Blush Warm Soul. Faktycznie, jeżeli ktoś lubi WS to prawdopodobnie pokocha też Madly bo są to kolory w podobnym klimacie. Nie mniej jednak nie są zbyt podobne i zdecydowanie warto mieć oba, jeżeli są na wszej wishliście.




Madly to bardzo neutralny kolor, który nie będzie się gryzł zarówno z mocnym smoky eyes, jak i delikatnym codziennym makijażem. Pomoże też nadać cerze opalonego, świeżego blasku bo z powodzeniem można go też używać jako bronzera. Lubię ten róż i używam go bardzo często. Ma bardzo dobrą pigmentację (ale jest łatwy we współpracy i trudno z nim przesadzić, czy zrobić "placki"), aksamitną konystencję i ładne luksusowe (w subtelny sposób rozświetlające) wykończenie. Trwałość porównywalna z większością róży, w upale radzi sobie nieco gorzej, ale to żadna nowość.

Jestem zadowolona z zakupu, zdecydowanie jestem. Czy to bardzo dobry wysokopółkowy produkt? Czy warto go kupić? Tak, uważam że watro. Nie widzę jednak, szczerze mówiąc, żeby był to produkt legendarny. Jest to po prostu bardzo dobrej jakości róż z górnej półki.

Ocena: 5

sobota, 11 sierpnia 2012

Dekalog zdrowej skóry: VII Złuszczaj i nawilżaj ciało


Pora na pierwszą odsłonę Dekalogu zdrowej skóry Floslek. Ponieważ uwielbiam wszelkiego rodzaju peelingi postanowiłam zacząć właśnie od recenzji produktu złuszczającego.


"Peeling połączony z masażem całego ciała powinniśmy wykonywać co najmniej raz w tygodniu.  Gdy pozbędziemy się zrogowaciałego naskórka i  pobudzimy  krążenie, nasza skóra lepiej przyswoi składniki aktywne zawarte w kosmetykach pielęgnacyjnych.
 Usuwając stare, obumarłe komórki, pobudzamy skórę do szybszego tworzenia nowych komórek. Dzięki wykonywanemu podczas peelingu masażowi poprawia się ukrwienie skóry, a tym samym jej odżywienie - przez rozszerzone naczynia krwionośne dociera do skóry więcej tlenu i składników odżywczych. Gdy po peelingu nakładamy kremy i balsamy, składniki w nich zawarte mają szansę szybciej i skuteczniej wniknąć w skórę – podpowiada dr Henryka Dąbrowska"

Mało jest tak przyjemnych rzeczy, jak miękka i gładka skóra po porządnym peelingu. Ponieważ mam tendencje do wrastania włosków regularne złuszczanie skóry traktuję bardzo serio. Oczywiście, nie zawsze udaje mi się zabrać do tego wystarczająco często, ale dobry peeling zdecydowanie działa zachęcająco.
Przetestowałam już sporo różnych produktów i do tej pory najbardziej podobały mi się peelingi cukrowe oraz solne. Granulki cukru i soli rozpuszczają się podczas masażu (i nie gromadzą się w wannie) a produkt pozostawia na skórze ochronną tłustą warstwę. Taki oliwkowy film nie każdemu się spodoba, ale jako posiadaczka suchej skóry z przyjemnością witam każde dodatkowe nawilżenie.

Do recenzji w ramach Dekalogu otrzymałam peeling solny Be-ECO. Kosmetyk zamknięty jest w sporym, ładnym słoju zawierającym 420ml peelingu. Dodatkowo słoik osłonięty jest kartonikiem. Kosztuje około 37zł i jest dostępny np. w Superpharmie. Cena jest jak na peeling dość wysoka, ale po przetestowaniu go muszę powiedzieć, że jest to absolutnie rozsądna cena biorąc pod uwagę wydajność, dobry skład i działanie jakie oferuje. Tak czy siak większość lepszych peelingów tego typu ma podobną cenę (patrz Yves Rocher czy Organique).




Konsystencja odzwierciedla skład. Mamy tu liczne kryształki soli zawieszone w olejku. Łatwo nabiera się go na rękę, ale trzeba uważać żeby "zgarnąć" zarówno kryształki, jak i oliwę bo ona lub się troszkę oddzielać. Masaż peelingiem jest bardzo przyjemny, sól się rozpuszcza a na skórze pozostaje na prawdę spora ilość nawilżającej oliwy. Będzie to świetna propozycja dla tych z was, które nie zawsze mają cierpliwość żeby użyć po peelingu balsamu- oliwka tak dobrze natłuszcza skórę, że zwyczajnie nie jest to potrzebne (i mówię to ja, która ma zdecydowanie suchą skórę :) ).
Zapach jest bardzo delikatny, cytrynowo-oliwkowo słony. Nie jest nieprzyjemny ale szczerze mówiąc chętnie widziałabym jakąś inną wersję zapachową.
Po wyjściu z wanny skóra jest bardzo gładka, bardzo miękka i nawilżona. Działanie na prawdę super. Peeling należy do mocnych, także jeżeli macie bardzo wrażliwą skórę zalecam ostrożność. Oczywiście, z powodu zawartości soli nie jest najlepszym pomysłem peelingowanie zadrapań i ranek ;).

Skład świetny, spodoba się fankom prostych, naturalnych kosmetyków. Spora część składników jest certyfikowana.



Peeling jest na prawdę super. Będzie miłym produktem do rozpieszczania samej siebie lub efektownym prezentem. Myślę, że skuszę się na ponowny zakup. Gdyby tylko jeszcze miał nieco bardziej apetyczny zapach....

Ocena: 5

Ps. W kwestii nawilżania ciała nadal polecam masła Floslek. Moja miłość do nich nie osłabła, ostatnio używam ich też do pielęgnacji stóp i rąk.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Bielenda Powitanie z Afryką Odmładzające mleczko kokoswe


Są takie kosmetyki, których, jak mi się wydaje, używam od zawsze. Niektóre z nich recenzowałam już na blogu ale o innych ciągle zapominam, chyba właśnie ze względu na to, że ich obecność na półce wydaje mi się czymś oczywistym.

Ostatnio uzupełniając zapasy balsamów do ciała kupiłam znów takiego właśnie starego ulubieńca. Bielenda Powitanie z Afryką Odmładzające mleczko kokosowe. 250ml kosztuje niecałe 9zł, cena jest więc bardzo zachęcająca. Zużyłam już XXX butelek, które w międzyczasie przeszły przynajmniej dwie zmiany szaty graficznej. Co mnie tak zachwyca w tym produkcie, że ciągle do niego wracam?
ZAPACH! I jest to zapach przez duże Z. Przepiękny, słodki, orientalny i rozkosznie korzenny aromat którego nie powstydziłyby się wysokopółkowe perfumy. Skoro jesteśmy już przy perfumach, to moje koleżanki z wizażowego forum o tej tematyce przyznają mi zapewne rację, że balsam ten pachnie jak perfumiarski biały kruk- Givenchy Organza Indecence. Podobnie pachną również produkty kąpielowe I Coloniali. Co więcej, zapach balsamu jest na prawdę trwały i czasami czuję go na sobie przez cały dzień (lub noc). Wbrew nazwie nie jest to zapach ani trochę kokosowy, ale mimo tego go uwielbiam.
Konsystencja jest lekka, ale nie lejąca się. Aplikacja wygodna, chociaż opakowanie ma trochę zbyt duży wylot i łatwo wydobyć z niego zbyt dużo kosmeyku. Właściwości nawilżające są na prawdę dobre. Nie jest to oczywiście mocno odżywcze masło, ale jako mleczko do codziennego stosowania jest dla mnie wystarczające. Właściwości odmładzające można sobie włożyć między bajki, jak to zazwyczaj w przypadku tego typu obietnic.

Jestem od tego zapachu uzależniona. Jeżeli lubicie tego typu korzenne, ciepłe zapachy to koniecznie musicie wypróbować Odmładzjące mleczko kokosowe.

Ocena: 5


czwartek, 21 czerwca 2012

Anabelle Minerals róże mineralne


Jak pewnie pamiętacie jednym z moich dwóch ulubionych podkładów mineralnych jest Pixie Cover de Luxe, z przyjemnością więc przyjęłam możliwość przetestowania kolejnych polskich minerałów- Anabelle Minerals. Miło,że w naszym kraju produkuje się coraz więcej kosmetyków mineralnych!

Dzisiaj recenzja róży. Miałam okazję przetestować wszystkie kolory, w gamie dostępnych jest 6 odcieni. Róże mają bardzo przystępną cenę, za duże 4g opakowanie zapłacimy 30zł. Słoiczek prosty, typowy dla kosmetyków mineralnych.



Muszę powiedzieć, że jestem miło zaskoczona kolorami. Właściwie wszystkie oprócz Romantic przypadły mi do gustu. Ten ostatni okazał się niestety za jasny i nie widać go na mojej skórze. Pozostałe kolory są bardzo twarzowe i takie trochę nieoczywiste (a takie róże lubię najbardziej). 
Formuła jest przyjazna we współpracy, nakłada się bardzo dobrze przy pomocy pędzla ściętego Anabelle Minerals ( o którym napiszę w oddzielnym poście). Zdecydowanie wolę produkty prasowane, jeżeli chodzi o róże ale po "proszki" AM zaskakująco sięgam często. Trwałość nie odbiega od innych moich ulubionych róży. Dobrze współpracują zarówno z sypkimi minerałami jak i kremami bb.


Najbardziej przypadły mi do gustu róże Honey i Sunrise.

Honey- ciepły, miodowy odcień. Używam jako bronzera i w tej roli sprawdza się super. Nadaje skórze złocisty odcień bez pomarańczu czy szarości. Wykończenie matowe.

Sunrise- trochę przypomina mi mój ukochany MAC Warl Soul, ale w bardziej matowej wersji. Lekko połyskująca złocista brzoskwinia z domieszką różu. Na prawdę świetny kolor!

Romantic- chłodny, pastelowy róż.

Rose- nieco przykurzony ciepły róż, najbardziej klasyczny z kolorów

Coral- kolejny odcień, który nadaje skórze efekt lekkiej zdrowej opalenizny. Brązowo-brzoskwiniowo-różowy. Ciemniejszy niż Sunrise, ale dość podobny. Bardzo mi się podoba

Nude- naturalny beż z domieszką różu. O dziwo, ładnie widać go na twarzy. Lekko przygaszony, nie powinien kłócić się z mocniejszym makijażem ust czy oczu.


Róże Anabelle Minerals na prawdę mi się spodobały. Duży plus za twarzową i nienudną gamę kolorów. Cena bardzo przystępna, szczególnie biorąc pod uwagę zabójczą wydajność produktów mineralnych.

Polecam!

Ocena: 5


Ps. W sklepie internetowym producenta można zamówić trzy darmowe mini słoiczki z dowolnymi produktami (również różami) :)

czwartek, 17 maja 2012

TheBalm Mary-Lou Manizer


Mary-Lou Manizer. Najbardziej pożądany i lubiany produkt TheBalm.Trochę czasu zajęło mi zdobycie go,czekałam od grudnia(!) bo kiedy tylko pojawia się w Marionnaud sprzedaje się na pniu.
W końcu kupiłam na początku kwietnia (i załapałam się na 30zł zniżki,ale to już zupełnie inna historia).
Produkt zamknięty jest w srebrnej metalizowanej puderniczce ze ślicznym nadrukiem na wieczku (bardzo podoba mi się taka benefitowo-thebalmowa retro stylistyka).Wewnątrz oprócz samego pudru znajduje się na prawdę spore lusterko.Ta cecha czyni Mary-Lou przydatnym kompanem w podróży :).
Za 8,5g zapłacimy 61zł w cenie regularnej (ale ostatnio Marionnaud rozpieszcza promocjami,bardzo możliwe że uda się wam upolować go nawet 50% taniej).

Producent obiecuje,że Mary-Lou to wielofunkcyjny produkt do rozświetlania różnych partii twarzy i muszę się absolutnie z tym zgodzić.Lubię go na powiekach,kościach policzkowych,w wewnętrznym kąciku i pod łukiem brwiowym.
Puder jest miękki,maślany ale nie pyli.Nakłada się arcyprzjemnie.Bardzo dobra pigmentacja,wystarczy delikatnie musnąć kompakt pędzlem.Kolor ciepły,żółty,złocisty.Po rozblendowaniu nie powinien kłócić się z chłodniejszą karnacją.Ciepłej pasuje idealnie.
Połysk jest dość intensywny,metaliczny ale nie ma w nim typowych drobinek.



Jak widać poniżej Mary-Lou na tle Soft&Gentle jest dużo bardziej złota i ma bardziej aksamitno-metaliczne wykończenie.


Mary-Lou Manizer to rewelacyjny,wielofunkcyjny rozświetlacz.Jeden z najładniejszych kolorów do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka.
Jakość świetna,bardzo ładne opakowanie,duża pojemność.Cena na prawdę przystępna,jakością spokojnie dorównuje produktom dwa i trzy razy droższym (jeżeli nawet ich nie przewyższa!).

Zdecydowanie polecam,cały szum wokół niego jest w pełni uzasadniony.

Ocena:5

czwartek, 26 kwietnia 2012

Syoss Smooth Relax Wygładzająca maseczka do włosów


Nigdy wcześniej nie kupiłam żadnego produktu Sayoss.Z jakiegoś powodu wydawało mi się,że są nieciekawe i nieskuteczne.Nie pytajcie dla czego,nie wiem.Zazwyczaj staram się nie uprzedzać do kosmetyków bo perełki można spotkać wszędzie.
W końcu jednak skuszona promocją (maska kosztowała niecałe 10zł za 200ml,cena regularna to jeżeli mnie pamięć nie myli około 16zł) i brakiem innych alternatyw kupiłam.
Maska jest przeznaczona do włosów suchych i trudnych do ułożenia.Ma wygładzać i pomagać w prostowania.Producent zaleca trzymanie jej na włosach minutę,jest to więc zabieg dość ekspresowy(co lubię,włosy myję rano i zazwyczaj nie mam czasu na długie zabiegi).


Maska ma przyjemną,gęstą konsystencję.Łatwo się aplikuje i nie spływa (alleluja,wolę odżywiać włosy a nie plecy ;) ).Bardzo przyjemnie pachnie,delikatnie w nieokreślony sposób.Sayoss ma być rzekomo marką która daje poczucie,że tu oto w domowym zaciszu możemy cieszyć się kosmetykami profesjonalnej jakości w przystępnej cenie.Zapach rzeczywiście przypomina trochę kosmetyki salonowe i zdecydowanie uprzyjemnia stosowanie.
Po zmyciu włosy są na miękkie i śliskie.Efekt ten utrzymuje się po wysuszeniu,kudełki ładnie się układają,są bardziej proste i błyszczące.Odżywienie jest wyraźne,chociaż nie jest to kosmetyk obciążający włosy.Myślę,że spokojnie mogą go używać te z was,które mają włosy tłuste czy też cienkie.Nakładana z umiarem maska powinna się sprawdzić.

Okazuje się więc,że nie taki Syoss straszny jak go sobie namalowałam w głowie :).Maska nie tylko jest skuteczna i przyjemna w używaniu ale też tania.Skład również należy do fajniejszych,dość wysoko hydrolizowana keratyna i olej z pestek moreli.

Zdecydowanie polecam,to dobre doświadczenie zachęciło mnie do poeksperymentowania z innymi produktami Syoss.

Ocena: 5


Znacie tą maskę?Co myślicie o produktach Syoss?Możecie któreś polecić?

środa, 18 kwietnia 2012

Etude House Lovely Cookie Blusher #3 Raspberry Tart




Zatrzymajmy się na chwilę,żeby podziwiać opakowanie tego różu.Sama słodycz :).
Kupiłam ten róż trochę przypadkiem podczas poszukiwań BB Creamów,głównie z powodu opakowania.Strasznie mi się spodobał a że cena bardzo przystęna (około 26zł w sklepie Cosmetic Love,który bardzo polecam.Wysyłka dużo szybsza niż w przypadku większości paczek z Azji,dodatkowo dostałam dwie świetne próbki).Jakże ja się cieszę,że go kupiłam!
Etude Lovely Cookie Blusher w kolorze 3 Raspberry Tart jest jednym z kolorów w nowej,ulepszonej wersji tego produktu.Podobno ma być ona lepiej napigmentowana,bardziej trwała a kolory ciekawsze.Niestety z poprzednią wersją nie mam porównania.
Aktualnie do wyboru jest 7 kolorów:


Ja skusiłam się na ten,który na zdjęciu wydawał się najbardziej intensywnym różem.






Raspberry Tart to intesywny,niemalże neonowy,bardzo chłodny róż.Zawiera malutkie drobinki,ale są one właściwie niewidoczne na skórze.Róż ma bardzo dobrą pigmentację,ale jednocześnie jest dość transparentny.Dodaje policzkom koloru w wyraźny sposób już po jednym pociągnięciu,ale nie jest bardzo kryjący.Nie wiem jak to zgrabniej określić,nie miałam jeszcze do czynienia z takiego rodzaju wykończeniem.Pracuje się z nim łatwo i przyjemnie,jest miękki ale nie osypuje się z pędzelka.Nakładanie puszkiem pewnie jest wykonalne,ja jednak wolę klasyczną metodę przy użyciu pędzla.
Kolor również pozytywnie mnie zaskoczył,pomimo tego że mam ciepłą karnację,ten bardzo chłodny odcień okazał się trafiony.Wygląda świeżo i naturalnie.


Kojarzy mi się trochę z różem,który niedawno wypuścił na rynek Dior.Kolor wydaje się być łudząco podobny.


Zupełnie niespodziewanie Etude House Lovely Cookie Blusher stał się jednym z moich ulubieńców,chętnie po niego sięgam i zdecydowanie wam polecam!

Ocena: 5


Miałyście z nim do czynienia?

sobota, 14 kwietnia 2012

Który mam wybrać?: Szampony Babydream


Dzisiaj chciałabym porównać dwa popularne produkty Babydream stosowane do mycia włosów: Szampon Babydream oraz Balsam do kąpieli Babydream dla matek.Oba są dostępne są tylko w Rossmannie,nie zawierają SLS i są bardzo lubiane przez wizażowo-blogowe środowisko.Przetestowałam oba.Co o nich myślę?Który jest moim ulubionym?Czy w ogóle je lubię?Czytajcie dalej.



Szampon do włosów dla dzieci kosztuje 4zł za butelkę 250ml.Jest zupełnie przezroczysty,ma nieinwazyjny pudrowo-rumiankowy zapach dość typowy dla kosmetyków dla dzieci.Ja bardzo lubię tak pachnące produkty,ale nawet jeżeli nie jesteście wielkimi zwolenniczkami takich zapachów,ten nie powinien nikogo drażnić.Nie utrzymuje się na włosach i czuć go właściwie tylko podczas mycia.
Szampon ładnie się pieni,jest dość wydajny.
Niestety moje włosy są po nim bardzo nieprzyjemne.Szampon pozostawia je tak czyste,że aż skrzypią(brrr...nienawidzę,kiedy szampon to robi :( ).Dodatkowo plącze kudełki tak,że nawet spora dawka odżywki nie jest w stanie tego naprawić.Radzi sobie bardzo sprawnie ze zmywaniem olejów.Niestety moje włosy zwyczajnie go nie lubią,są matowe,szorstkie i kiepsko się układają kiedy już wreszcie uda mi się rozczesać kołtuny.
Używam go tylko i wyłącznie do czyszczenia pędzelków.Jest łagodny i ma prosty skład,myślę więc że spodoba się wrażliwcom i osobom o tłustych włosach,które lubią mocno oczyszczające szampony.Dla mnie kompletnie się nie nadaje.

Ocena:2






Balsam do kąpieli Babydream dla matek to kolejny produkt chętnie stosowany do mycia włosów.Odkryłam go dzięki nieocenionej Idalii.Balsam kosztuje 10zł za 500ml.
Podchodziłam do niego nieco sceptycznie,w końcu to z założenia płyn do kąpieli.Postanowiłam jednak kupić,w razie czego mogłabym go zużyć jako dodatek do kąpieli.
Płyn ma mleczną,dość rzadką konsystencję.Otwór w butelce jest troszkę za duży i trzeba uważać,żeby nie wylać na raz zbyt dużej ilości.Może lepiej sprawdziłaby się pompka?
Zawiera olejki bardzo wysoko w składzie,co da się wyczuć przy nakładaniu na włosy,jest lekko tłusty.Prześliczny,słodki pudrowy zapach niemalże identyczny z zapachem serii dla dzieci Hipp.Uwielbiam!
Świetnie się pieni i idealnie radzi sobie z usuwaniem olejów i innych specyfików,które nakładam na włosy.Zużywam go dość sporo na jednorazowe mycie,nie jest arcy wydajny ale biorąc pod uwagę cenę,nie mam mu tego bardzo za złe.
Po umyciu włosy są mięciutkie,łatwiejsze do rozczesania i błyszczące.Pierwszy specyfik do mycia włosów bez SLSu,z którym tak się polubiłam.Nie ma skrzypienia czy nadmiernego oczyszczenia.Włosy są sypkie i miłe w dotyku ale jednocześnie nie tłuste czy przyklapnięte.Oleje zawarte w składzie mają naprawdę zbawienne działanie na moje suche loki.
Nie spodziewałam się,że tak zaprzyjaźnię się z balsamem do kąpieli Babydream.Aktualnie jest jednym z moich ulubionych szamponów.
Dajcie mu szansę,ryzyko jest niewielkie a produkt na prawdę świetny.

Ocena:5








Znacie te produkty?Co o nich myślicie?Jaki jest wasz ulubiony szampon?

wtorek, 27 marca 2012

Jadwiga Papka do cery trądzikowej



Papka do cery trądzikowej Jadwiga poznałam przypadkiem na wizażu,jakieś 7-8 lat temu.Od tego czasu ma stałe miejsce na mojej łazienkowej półce.Kosztuje 27zł/30ml,można ją kupić w sklepie producenta.Dostępna jest też większa pojemność.Aktualnie do zakupu papki otrzymacie saszetkę maseczki nagietkowej,której recenzja również pojawi się za jakiś czas na blogu :)



Papka to kosmetyk o bardzo prostym składzie,mieszanka glinki,alkoholu,tlenku cynku i kamfory,ale to prawdopodobnie właśnie prosty skład decyduje o jej geniuszu.
Ma płynną konsystencję i przypomina trochę kredę rozpuszczoną w wodzie ;),intensywnie pachnie kamforą(czy ktoś jeszcze tak jak ja uwielbia ten zapach?).Opakowanie z dzióbkiem wydaje się trochę niewygodne,jednak prawdę mówiąc trudno mi wyobrazić sobie inne opakowanie dla papki,nie da się jej zapakować przecież ani w tubkę ani w opakowanie z pompką,czy tym bardziej słoiczek.Nalewam więc kilka kropli na palec i aplikuję,gdzie akurat jest potrzebna.Nałożona w większej ilości bieli twarz,ale warto ten dyskomfort ścierpieć bo rezultaty są dość szybko widoczne.
Używam jej punktowo na zaczerwienienia i niedoskonałości,na większe partie skóry,dodaję do maseczek oraz pod algi.Można ją też mieszać z kremem do twarzy,glinka pomaga matować skórę.
Zastosowana na noc świetnie ściąga,wysusza i podgaja krostki.Lekko ściąga pory.Nadaje się również do stosowania na plecy czy dekolt w miarę potrzeby.


Produkt jest bardzo skuteczny.Trzeba jednak pamiętać,że stosowany często będzie wysuszał,takie jest przecież w głównej mierze jego zadanie.Nakładana punktowa papka spokojnie nadaje się do nakładania kilka razy w tygodniu,jednak jako dodatek do kremów czy też maseczka na twarz to raczej kuracja,którą warto stosować raz na jakiś czas.Wtedy można liczyć na świetne rezultaty bez nadmiernego wysuszenia buzi.
Jestem wierna papce i będę ją nadal kupować,wiem że zawsze mnie uratuje ;).

Acha,po jakimś czasie produkt trochę wysycha(z powodu glinki w składzie),wystarczy wtedy dodać wody do opakowania,wstrząsnąć i gotowe.Zazwyczaj można kilkakrotnie przedłużać tak życie papki,jeżeli nie zużyjemy jej zanim zdąży zaschnąć.Po takim zabiegu papka staje się bardzo,bardzo wydajna.

Ocena:5.To moje sprawdzone panaceum :)





Znacie Papkę Jadwiga?

niedziela, 25 marca 2012

Ziaja Pro Maseczka kojąca z glinką różową


Uwielbiam maseczki.Ziaję pro z różową glinką kupiłam trochę przypadkiem,na bardzo nieudanych targach kosmetycznych.Okazało się jednak,że jest świetna co nieco osłodziło moje niezadowolenie,że wydałam pieniądze na bilety na imprezę,która okazała się być targami ślubnymi z 3-4 kosmetycznymi stoiskami.Ale do rzeczy.


Kosmetyk ma postać różowo-beżowego gęstego kremu.Łatwo aplikuje się na twarz,nie zastyga.Maseczka jest ciekawym połączeniem maseczki glinkowej z nawilżająco-kojącą.Po zmyciu twarz jest głodka i sprawia wrażenie oczyszczonej,ale dodatkowo towarzyszy jej bardzo przyjemne uczucie nawilżenia.Zaczerwienione miejsca są ukojone i mniej zaognione.
Efekt oczyszczenia jest widoczny,chociaż nie tak jak w przypadku mocniej ściągających skórę glinek jak np. glinka zielona.Nawilżenie jest na prawdę znaczące,prawdę mówiąc to najbardziej nawilżająca maseczka,jakiej do tej pory używałam.Po usunięciu jej z twarzy mam wrażenie,jakby na skórze pozostawała warstwa nawilżającego kremu.
Nakładanie jej to czysta przyjemność,nie ma uczucia ściągnięcia i wysychania (którego nie lubię,ale zazwyczaj udaje mi się przecierpieć ;) bo oznacza skuteczne oczyszczenie buzi).Maseczka delikatnie kwiatowo pachnie.
Jest zdecydowanie godna polecenia,powinna spodobać zarówno posiadaczkom cery suchej ,jak i mieszanej czy tłustej.
Cena biorąc pod uwagę pojemność i jakość kosmetyku,jest bardzo przystępna.200ml kupimy w internecie za około 20-30zł.

Ocena: 5








Znacie tą maseczkę?Co o niej myślicie?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...