Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusze do rzęs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusze do rzęs. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 kwietnia 2013

Essence Stay No Matter What tusz do rzęs


Mam już swojego ulubieńca w kategorii tuszu do rzęs (Eveline Big Volume Lash Waterproof), nie zmienia to jednak faktu iż uwielbiam testować wszelkie nowości w tej kategorii. Pole do eksperymentów mam nieco zawężone, ponieważ tuszy wodoodpornych pojawia się na runku znacznie mniej niż tradycyjnych, ale czasem uda się coś upolować. Nawiasem mówiąc, chciałabym aby u nas tak jak np. w USA wszystkie tusze pojawiały się jednocześnie w obu wersjach.

Jakiś miesiąc temu przyuważyłam w Superpharmie tusz Essence Stay No Matter What. Po oględzinach opakowania stwierdziłam, że jest wodoodporny (co producent określa dopiero w opisie, brak widocznego przymiotnika w nazwie). Jako, że tusze Essence zazwyczaj bardzo mi odpowiadają, nie zastanawiałam się długi, wylądował w koszyku. Kosztuje poniżej 12zł, cena zdecydowanie przystępna.
Efekt mnie nie zawiódł, polubiłam ten tusz i używam go codziennie.


Szczotka jest niepozorna ale okazuje się, że bardzo dobrze się sprawdza. Klasyczny kształt, gęste i krótkie włoski. Konsystencja jest gęsta i dość sucha, co lubię zarówno ja, jak i moje proste rzęsy które mokre tusze obciążają. Gęstnienie postępuje wykładniczo w miarę używania, także jeżeli nie lubicie suchych tuszy, ten raczej nie jest dla was. Nie spodoba się wam też raczej, jeżeli lubicie rozczesujące szczoteczki.
Mam wrażenie, że kończy się nieco szybciej niż przeciętny tusz. Po blisko dwóch miesiącach codziennego używania ma się wyraźnie ku końcowi. Nie jest to jakiś specjalnie poważny zarzut, bo nadal maluje dobrze i nie kruszy się ale fakt pozostaje faktem. Na szczoteczkę nabiera się go zdecydowanie mniej niż na początku.
 Kolor mocno czarny, nie ma się do czego przyczepić. Tusz bardzo ładnie pogrubia i zagęszcza rzęsy dając wyraźne i mocne podkreślenie rzęs. Dobrze utrwala podkręcenie zalotką. Jest wodoodporny i trwały, nie kruszy się i nie osypuje. Przetrwa nienaruszony łzawienie oczu.




Jestem zadowolona, to niedrogi produkt, który daje mocny efekt, taki jakiego oczekuję od tuszu do rzęs. Podoba mi się optymistyczny kolor opakowania :).


Lubicie tusze Essence? Jaki jest wasz ulubiony tusz wodoodporny?

środa, 31 października 2012

Konkurs: przetestuj nowy tusz Astor Play it Big


Dziś będzie krótko zwięźle i na temat :). Mam w swoim kosmetycznym kuferku trzy nowiutkie tusze Astor Play it Big i chętnie się nimi podzielę. Chciałybyście go wypróbować? Oto zasady:

-musisz być obserwatorem bloga
-możesz polubić Kosmetyczny Kuferek Burn na Facebooku
-w komentarzu pod tym postem podaj nazwę, pod którą obserwujesz bloga oraz krótki opis (spokojnie, nie musi to być elaborat ;) ):
Gdybyś miała zaprojektować tusz swoich marzeń, jak by on wyglądał? Jaką miałby szczoteczkę, jaki kolor opakowania? Czy byłby to tusz wydłużający czy może pogrubiający? Ile by kosztował?
Liczę na waszą kreatywność i jestem bardzo ciekawa, co przyjdzie wam do głowy.
-autorki trzech pomysłów otrzymają tusz Astor Play it Big.

Macie czas do 12 listopada do 23:59


Powodzenia :)

Ps. Zobaczcie jaką sympatyczną niespodziankę dostałam wczoraj za pośrednictwem kuriera. Nadawcą był sklep Neonail. Wewnątrz dołączony był liścik, który na prawdę mnie rozbroił.






Ps. 2. Nie jestem fanką dziwnych świąt i dni chomika, ale postanowiłam pobawić się trochę i zrobić haloweenową wersję moich ulubionych babeczek. Chciałabym was wszystkie nimi poczęstować, chociażby wirtualnie :)


czwartek, 6 września 2012

Essence Multi Action Waterproof


Niniejszym wchodzę pod stół i odszczekuję. Po pierwszym użyciu ponarzekałam sobie solidnie na wodoodporną wersję jednego z moich ulubionych tuszy, ale ten jednak postanowił się poprawić i po drugim użyciu byłam z niego bardzo zadowolona.


Szczoteczka jest malutka, włoski mają spirany kształt i są krótkie. Jestem fanką wielkich szczoteczek i takim liliputem nie jest łatwo wygodnie operować ale można się przyzwyczaić. Wiem, że sporo dziewczyn lubi małe szczoteczki, więc tym z was które należą do tej grupy na pewno będą zadowolone.
Konsystencja tuszu jest w sam raz, ani zbyt sucha ani zbyt mokra. Kolor intensywnie czarny. Tusz bardzo ładnie wydłuża, pogrubienie też jest ok, choć nie tak jak klasyczna wersja Multi Action. Nie ma problemu z utrzymaniem podkręcenia rzęs po użyciu zalotki. Rzęsy pozostają ładnie pomalowane do końca dnia, nie zauważyłam żadnego osypywania. Jest na prawdę bardzo trwały i wodoodporny, miałam okazję przetestować go podczas intensywnego płaczu i nie rozmazał się ani odrobinkę.
Dość ciężko go zmyć, ale sprawdzone płyny takie jak Garnier do wrażliwej skóry spokojnie jest w stanie sprostać temu zadaniu.








Jestem bardzo zadowolona z efektu, można nim mocno podkreślić rzęsy, nie rozczesuje nadmiernie co jest dużym plusem (nie lubię wszelkich mega rozczesujących szczoteczek typu Maybelline Lash Stylist czy L'oreal Telescopic). Jestem w stanie wybaczyć mu szczoteczkę liliputa, bo można z nią dojść do ładu. Dodatkowym plusem jest cena, kosztuje poniżej 12zł. Tusz jest zdecydowanie godny polecenia, efekt jest inny niż w przypadku klasycznej Multi Action ale nadal bardzo mi się podoba, wydłuża zdecydowanie mocniej niż ten wodoodporny. Trudno mi znaleźć jakąś poważną wadę tego produktu. Jest po prostu bardzo dobry!

Ocena: 5+

środa, 15 sierpnia 2012

Max Factor 2000 Calories Waterproof



Nabieram coraz większej pewności, że zdradzanie ulubionych tuszy do rzęs musi kończyć się źle. Do tej pory tylko raz na prawdę udał się taki skok w bok (w przypadku tuszu Eveline Big Lash). Ponieważ jednak jestem trochę obrażona na Maybelline za niewprowadzenie wodoodpornej wersji tuszu Illegal Lenghts, na który czekam od dawna oraz z powodu kończącego się opakowania tuszu Eveline postanowiłam spróbować czegoś innego. Będąc w Rossmannie natknęłam się na promocję Max Factor 2000 Calorie w wersji wodoodpornej, kosztował niewiele ponad 23zł. Tusz przeszedł też mały lifting aka zmianę opakowania. Nigdy nie lubiłam 2000 calorie, ale wodoodpornego nie próbowałam. A co tam, postanowiłam dać mu szasę.

Tusz ma niewielką, wąską i łysawą szczoteczkę z włosami równej długości. Nie jest rzecze mówiąc zbyt wygodna w operowaniu i nie rozczesuje rzęs praktycznie wcale. Kolor jest mocno czarny a produkt ma nieco dziwny zapach. Kojarzy mi się z chlorowaną woda. Jest dość silny, ale szybko ulatuje (na szczęście).


Lubię bardzo mocno pomalowane rzęsy. Najmocniej jak się da. Od tuszu oczekuję mocnego pogrubienia i wydłużenia, oraz tego aby nie prostował rzęs podkręconych zalotką. Mam bardzo proste i miękkie rzęsy, które łatwo opadają ku dołowi pod wpływem zbyt mokrych tuszy. Lubię też mocną i intensywną czerń bo mam jasne rzęsy (szczególnie ku ich końcowi). Poniżej gołe rzęsy (podkręcone zalotką).


A teraz po nałożeniu Max Factor 2000 Calorie wodoodpornego. Trzy warstwy (tyle zazwyczaj nakładam)




Jak widać efekt jest bardzo bardzo BARDZO kiepski :(. Tusz robi niewiele oprócz przyciemnienia. Skleja rzęsy w smutne cienkie patyczki, nie podtrzymuje kształtu podkręconego zalotką i obciąża z powodu zbyt mokrej konsystencji. Niestety jest to jeden z gorszych tuszy do rzęs z jakimi miałam do czynienia.


Dla porównania wklejam wam zdjęcie z jednym okiem pomalowanym dobrym tuszem (Eveline Big Lash) po lewej oraz tym maxfactorowskim niewypałem po prawej. Różnica jest kolosalna, widać jak Eveline pięknie pogrubia i wydłuża utrzymując przy tym kształt rzęs. Max Factor obciążył rzęsy, które smętnie opadły i są prawie niewidoczne. To ja wolałabym już w ogóle nie malować oczu niż nosić cały dzień coś takiego.
Oba tusze nakładałam w standardowej dla mnie ilości trzech warstw.


Trwałość jest ok, wodoodporności też nic nie zarzucam (chociaż pływać w nim nie miałam okazji). Jestem strasznie zawiedziona tym tuszem. Bubel!

Ocena: 2

piątek, 18 maja 2012

Eveline Big Volume Lash Waterproof


Znacie moją miłość do tuszy Maybelline,właściwie nie kupuję niczego innego.Ostatnio jednak za braku ciekawej promocji na mój ulubiony Lash Stiletto i w oczekiwaniu na pojawienie się wodoodpornej wersji Illegal Lenghts postanowiłam przetestować co nowego w kategorii tuszy wodoodpornych pojawiło się na rynku.Dwa z moich zakupów okazały się niewypałami (o czym opowiem przy okazji innego postu) a jeden pozytywnie mnie zaskoczył.
Eveline Big Volume Lash Waterproof dostępny jest w Superpharmie oraz mniejszych niesieciowych drogeriach (i chyba też w Tesco z tego co pamiętam).Kosztuje około 12zł czyli jak by nie było o połowę mniej niż moje ulubione tusze Maybelline.
Tusz do złudzenia przypomina wyglądem tusze Max Factor,czytając recenzje na KWC można również dowodzieć się,że niektóre z dziewczyn uważają,że działanie jest również podobne.Czy rzeczywiście?Nie wiem,nie kupuję tuszy Max Factor bo jakoś nie jestem w stanie zdobyć się na wydanie 50zł na tusz,kiedy znam świetne za pół ceny.
Szczotka jest spora,krótkie silikonowe włoski sugerują,że mamy do czynienia z tuszem rozdzielającym i pogrubiającym rzęsy.


Muszę z zadowoleniem powiedzieć,że bardzo polubiłam ten tusz.Świetnie wydłuża,pogrubia i rozczesuje.Spektakularne wydłużenie zawdzięcza zawartym wewnątrz włókienkom.Kolor jest bardzo czarny a konsystencja raczej gęsta i niezbyt mokra czyli tak jak lubię.Mokre tusze nie sprawdzają się na moich delikatnych,prostych rzęsach.
Tusz ładnie utrzymuje podkręcenie jakie uzyskuje się zalotkom.Jak z trwałością?Cóż,to chyba jedyny słabszy punkt tego produktu.Jest trwały,nie rozmazuje się (chociaż oprócz łzawienia oczu nie miałam okazji sprawdzić go w kontakcie z wodą) ale zdarza mu się trochę osypywać.Pewnie jest to wina wspomnianych włókienek.Nie jest to jednak bardzo poważny problem bo 6-8 godzin wytrzymuje spokojnie w dobrym stanie a rzadko mam go okazję nosić dłużej.
Ma bardzo specficzny zapach,trochę mnie on denerwuje ale na szczęście nie jest wyczuwalny dłużej niż kilka minut,więc zupełnie do przeżycia :).



Lubię bardzo mocno wytuszowane rzęsy (jak kiedyś już wam pisałam lubię kiedy są lekko posklejane,dziwne ale tak już mam ;),nie dla mnie efekt naturalnego podkreślenia) i Big Vlome Lash pozwala na uzyskanie takiego efektu.Efekt jest na prawdę wyraźny,odkąd go noszę dostałam sporo komplementów dotyczących długości rzęs a to czym dysponuję naturalnie na prawdę nie jest imponujące.Komplementy są więc zasługą tuszu :).


Zdecydowanie polecam,jeden z lepszych tuszy a już napewno w tym przedziale cenowym.W kwestii tuszy jestem wymagająca i wiele z nich mi nie odpowiada.Ten sprostał oczekiwaniom.

Ocena:5-

wtorek, 3 maja 2011

Recenzja: Maybelline Define a Lash Volume Waterproof


Dziś recenzja kolejnego tuszu Maybelline(jak już wspominałam moim zdaniem Maybelline to zdecydowany nr 1 jeżeli chodzi o tusze do rzęs).Define a Lash Volume kupiłam skuszona pozytywnymi recenzjami jednej z moich ulubionych Youtubowiczek.Nie próbowałam ani wersji zielonej, ani niewodoodpornej więc w tej kwestii nie mam porównania.

Tym razem producent obiecuje nam "zmysłową objętość bez grudek i równomierne rozprowadzenie tuszu na całej długości rzęs".
Jest to produkt z gumową szczoteczką o ostrych i dość krótkich włoskach(o tym,że włoski są ostre miałam okazję przekonać się kiedy nieuważnie wsadziłam sobie ową szczotkę do oka...ał :( ).Szczoteczka jest bardzo giętka.
Kolor wystarczająco czarny(ale mam wrażenie,że Colossal czy Lash Stilleto są bardziej czarne)konsystencja rzadka,początkowo nawet troszkę za rzadka ale po kilku tygodniach sezonowania ;) staje się w miarę ok(choć ja wolę raczej bardziej gęste tusze,dają lepsze rezultaty na moich rzęsach).



Tusz,zgodnie z tym czego spodziewałam się po szczoteczce i konsystencji ładnie rozdziela i znacząco wydłuża rzęsy.Jednak efektu pogrubienia specjalnie nie widzę.Z resztą oceńcie same:


Rzęsy wyglądają ładnie,na pewno nie można mu zarzucić że "nic nie robi" jednak bardziej odpowiada mi efekt wydłużenia I pogrubienia do uzyskania np. przy użyciu Maybelline Lash Stilleto.
Trwałość jak zwykle wzorowa,zero kruszenia się czy rozmazywania.

Dla kogo jest Maybelline Define a Lash Volume?Moim zdaniem dla tych z was,które potrzebują mocnego wydłużenia i lubią rozdzielone,nieco bardziej naturalne rzęsy.Nie żałuję zakupu,ale nie jest to mój HG wśród tuszy.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Recenzja: Maybelline Lash Stiletto Waterproof


Po dobrych doświadczeniach z Lash Stiletto Volume postanowiłam wypróbować jego poprzednika i tym razem w wersji wodoodpornej.
Producent obiecuje mocne wydłużenie i rozdzielenie rzęs.Zazwyczaj nie wybieram tuszy wydłużających bo bardziej zależny mi na pogrubieniu moich rzadkich rzęs,pochodziłam więc do Stiletto dość sceptycznie.Okazało się,że niepotrzebnie!
Tusz bardzo wydłuża ale,co zaskakujące,także pogrubia rzęsy(i to lepiej niż Stiletto Volume!).Konsystencja średnia,czyli nie za gęsta ani nie za rzadka.Nie mam problemu ze sklejaniem.
Szczoteczka ma dość typowy kształt dla tuszu wydłużającego,jest stożkowata,średnio gęsta i dość wąska.Włoski grube i o różnej długości.Wygodnie się nią operuje.W przeciwieństwie do Stiletto Volume,szczoteczka nie jest zakrzywiona.



Efekt na rzęsach?Bardzo mi się podoba!
Tusz stał się moim ulubionym,zaraz po Colossal Volume.Jak każdy wodoodporny dobrze utrzymuje kształt po zastosowaniu zalotki.Trwały,całkowicie wodoodporny,nie kruszy się.Polecam.

sobota, 26 lutego 2011

Który mam wybrać?: tusze do rzęs Maybelline Volum' Express


Dzisiaj mała "wojna" tuszów do rzęs :).
Nowy tusz to coś,co zawsze z wielką radością wypróbuję a szczególnie jeżeli wyszedł spod ręki Maybelline,mojego absolutnego faworyta w tej kategorii,zarówno ze średnio-niskiej jak i najwyższej półki cenowej(dobra wiadomość :),tusze które można naleźć w Sephorze czy Douglasie za ponad 100zł w większości przypadków nie mogą konkurować jakością,trwałością i efektem jaki dają na moich rzęsach produkty Maybelline ).Jakkolwiek nie brzmiałoby to jak rodzaj ukrytej reklamy,zapewniam że w mim przypadku to 100% prawda.Oczywiście jest to zdanie subiektywne,ale będę się go trzymać(chociażby dla zdrowia mojego portfela :D)

W dzisiejszym poście role główne zagrają najnowsze tusze z linii Volum' Express czyli żółty Collosal Volum' , fioletowy The Falsies i świeżutka,ciepła jeszcze nowość-koralowy One By One.Wszystkie z nich poza promocjami mają cenę w granicach 30zł w większości sieciowych drogerii i pojemność zbliżoną do 10ml.Wszystkie w kolorze czarnym,dwa pierwsze w wersji wodoodpornej oprócz One By One bo jako nowość wersji wodoodpornej się jeszcze nie doczekał...
No właśnie,tu konieczne jest małe wytłumaczenie.Odkąd zaczęłam w ogóle malować rzęsy omijałam tusze wodoodporne szerokim łukiem.Taki stan rzeczy trwał do grudnia kiedy to odkryłam połączenie,które zrewolucjonizowało wygląd moich rzęs a mianowicie duet tusz wodoodporny+zalotka.O wspaniałych właściwościach wersji wodoodpornych dowiedziałam się oczywiście z najwspanialszego źródła wiedzy wszelakiej ;) czyli Youtube'a.Wypróbowałam,przeprosiłam się też z zalotką którą porzuciłam ze względu na krótkotrwały efekt,połączenie okazało się strzałem w dziesiątkę.
Moje proste jak druty oklapnięte rzęsy zostają pięknie podkręcone przez cały dzień,oko jest otwarte,całość wygląda zupełnie inaczej.D bonus stanowi brak rozmazanego czy pokruszonego tuszu pod koniec dnia (mam niestety nieprzyjemność posiadania łzawiących niemalże w każdych warunkach oczu).Wszystkim posiadaczkom prostych i trudnych do podkręcenia rzęs zdecydowanie polecam wypróbowanie tego sposobu.

Zanim przejdę do sedna czyli do porównania podaję jeszcze garść informacji czyli mój profil jako recenzentki tuszy do rzęs ;)
Natura niestety nie obdarzyła mnie pięknymi firankami,mam cienkie,proste,rzadkie i dość jasne rzęsy.Są one owszem raczej dłuższe niż krótsze,ale bez tuszu praktycznie niezauważalne.Abyście w pełni mogły zaobserwować efekt before i after załączam zdjęcia moich nagich rzęs :D


Lubię tusze mocno pogrubiające,dające jak najwyraźniejszy i jak najmocniejszy efekt-podkreślenie rzęs to podstawa,szczególnie jeżeli wyjściowo nie dysponuje się najbardziej oszałamiającym materiałem.
Lubię zarówno silikonowe jak i klasyczne szczoteczki.Jak zdążyłam zauważyć jestem chyba jedną z nielicznych użytkowniczek tuszów,którym specjalnie nie przeszkadza sklejanie rzęs.Oczywiście,nie chciałabym z jedną sklejoną rzęsą ale drobne sklejanie nie wywołuje u mnie paniki.Może też dla tego,że jak widać na zdjęciach ,moje rzęsy naturalnie rosną w taki sposób że nachodzą na siebie i sklejania ciężko jest uniknąć.

Na pierwszy ogień idzie The Falsies, drugi w kolejności tusz w tej kolorowej linii.Posiada dość długą i wąską szczoteczkę wygiętą łyżeczkowato trochę na kształt tych,które znajdziemy u tuszy mających podkręcać rzęsy.Czy rzeczywiście tak to działa nie wiem,ale szczoteczka Falsies jest zdecydowanie udana.Jej wyprofilowanie ułatwia pokrycie rzęs na całej długości powieki i okazuje się zaskakująco wygodna w malowaniu dolnych rzęs.Szczoteczka tradycyjna o przeplatających się włoskach różnej długości.


Wygodnie aplikuje się na rzęsy,dobrze je pokrywa a konsystencja nie jest ani za rzadka ani grudkowata czy gęsta.Efekt jaki uzyskujemy to pięknie rozdzielone,podkręcone i wydłużone rzęsy.Pogrubia,ale nie dramatycznie.Ma najmniejsze tendencje do sklejania.
Jestem bardzo zadowolona z efektu ,ale oceńcie same:



Następny w kolejce jest żółty Colossal Volum' czyli pierwszy tusz z kolorowej serii.Odkąd pojawił się w drogeriach,jego niewodoodporna wersja stała się moim ulubieńcem,zawsze obecnym w kuferku.Zużyłam 4 buteleczki.Za wersją wodoodporną również przepadam,postaram się za jakiś czas zrobić porównanie pomiędzy tymi dwoma tuszami.
Acha,muszę zaznaczyć że egzemplarz użyty do porównani jest troszkę starszawy ;) i zaczyna wysychać stąd większa tendencja do sklejania rzęs(ale zaręczam,że w rzeczywistości kiedy nie jest to pokazane na zdjęciu w dużym zbliżeniu,obnażającym wszystkie niedoskonałości, nie jest to aż tak dramatycznie widoczne).
Szczoteczka Colossal należy do mojego ulubionego rodzaju, jest wielka,pękata i ma gęste włoski równej długości.Taka szczoteczka zazwyczaj zapowiada sukces.

Colossal jest najbardziej gęstym tuszem ze wszystkich.Najbardziej pogrubia, ale podkręca mniej niż Falsies.Efekt jest najbardziej widoczny i najbardziej dramatyczny.Tusz sprawia też wrażenie bardziej czarnego niż jego fioletowy brat (wodoodporny Collosal jest bardziej czarny od niewodoodpornego)


Czas na najmłodsze dziecko Maybelline czyli One By One,który pojawił się w sklepach zaledwie kilka dni temu.Z zadowoleniem zauważyłam,że dostępny jest też kolor brązowy i szary,dobra wiadomość dla miłośniczek tuszów w alternatywnych kolorach.
Niewodoodrponość stawia One By One automatycznie w nieco gorszej pozycji,ale zobaczcie same.
Szczoteczka w tym wypadku jest silikonowa,dość duża i pękata.Najeżona malutkimi,krótkimi włoskami co zapowiada tusz dobrze rozdzielający i rozczesujący nawet najkrótsze rzęsy.


Tusz jest najbardziej rzadki,co jest z resztą dość zrozumiałe,tusze o niewodoodpornej formule zazwyczaj są nieco rzadsze.taka konsystencja powoduje,że moje cienkie rzęsy opadają niestety i efekt działania zalotki zostaje w mniejszym lub większym stopniu welowany.Tusz zdecydowanie jednak ma potencjał.Bardzo ładnie rozdziela i rozczesuje rzęsy,wydłuża i pogrubia-słowem pełen serwis.Prognozuję oszałamiający efekt w przypadku wersji wodoodpornej na którą z niecierpliwością czekam i na pewno zrecenzuję,jak tylko się pojawi.


Podsumowując: kolorowe tusze z linii Volum' Express są moimi absolutnie ulubionymi.Jeżeli szukasz tuszu który podkręca,wydłuża może spodobać Ci się efekt jaki daje The Falsies.Jeżeli wolisz bardziej dramatyczny efekt i znaczące pogrubienie wybierz Colossal Volum'.Jeżeli jesteś fanką silikonowych szczoteczek,masz raczej krótkie rzęsy i szukasz tuszu,który ładnie je rozdzieli i zintensyfikuje powinnaś polubić One by One.
Ja osobiście lubię wszystkie trzy,ale gdybym miała pozostać przy jednym prawdopodobnie wybrałabym Colossal.
A który jest waszym ulubionym?Jakie macie doświadczenia z tuszami Maybelline?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...