Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Garnier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Garnier. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 września 2013

Goodbye Damadge vs. Fruity Passion. Wielkie starcie :)


Przepis na sukces w pielęgnacji moich długich, suchych i raczej wymagających włosów? Produkty, które wygładzają, zmiękczają i...ładnie pachnie. Uwielbiam długo i intensywnie pachnące szampony i odżywki. Dzisiaj recenzja dwóch linii Fructis, które doskonale wywiązują się z powyższych zadań: najnowszej Goodbye Damadge do bardzo zniszczonych włosów i Fruity Passion do włosów normalnych i suchych. Na początku muszę wam zdradzić, że obie zdecydowanie polubiłam. Nie jest to specjalna niespodzianka, bardzo służą mi szampony Garnier i jeszcze nie trafiłam na taki, z którego nie byłabym choć trochę zadowolona.
W przypadku Goodbye Damage i  Fruity Passion zdecydowałam się nawet na ponowny zakup, zrobiłam zapasy. Którą z dwóch nowości na mojej łazienkowej półce pokochałam bardziej?

Goodbye Damadge to oprócz szamponu i odżywki to jeszcze dwie różne maseczki do włosów i serum. Ja mam zestaw podstawowy. Zapach jest bardzo przyjemny, raczej nieokreślony, "szamponowy" ale ładny i trwały. Odżywka ma maślaną, gęstą konystencję, która jest wygodna w aplikacji. Duet zastowany razem bardzo dobrze nawilża i wygładza włosy. Efekt zdecydowanie zauważalny. Stosowane solo, w połączeniu z innymi produktami również sprawdza się bardzo dobrze.


Prawdziwym uczuciem zapałałam jednak do owocowej serii Fruity Passion. Ten ZAPACH! Idealnie owocowy, bardzo intensywny i taki, że po umyciu nie mogę przestać wąchać włosów :). Owocowo pachnie też cała łazienka. Po zastosowaniu kudełki są bardzo miękkie (to szczególna specjalność tej serii), lekkie i ładnie wyglądają. Nie są tak wygładzone jak w przypadku GD, ale efekt miękkości to to,  na co liczę najbardziej. Myślę, że to linia bardziej uniwersalna, spodoba się także posiadaczkom włosów bardziej podatnych na obciążenie. Zarówno szampon, jak i odżywka są bezsilikonowe, zaskakuje mnie tym bardziej, że moje silikonolubne włosy tak bardzo je polubiły. Zużywam ju trzecią tubę odżywki i drugi wielki szampon. Kosmetyki do włosów Fruity Passion zagoszczą w mojej łazience na długo. Jestem tego pewna.


wtorek, 11 czerwca 2013

Test europejskich BB kremów: Garnier cera tłusta i mieszana





Pora na kolejny BB krem dostępny na drogeryjnej półce. Dzisiejszy bohater to Garnier Beauty Balm Perfector w wersji cera mieszana i tłusta. Jest to kolejna odsłona garnierowskiego BB kremu. Miałam wcześniej do czynienia z wersją klasyczną, ale o tym napiszę przy okazji innego postu.

Producent obiecuje, że krem nada skórze świetlisty matowy wygląd, zmniejszy widoczność porów i niedoskonałości, wyrówna koloryt, nawilży. Nie blokuje porów i jest beztłuszczowy. Zawiera filtr SPF 20. Tubka 40ml kosztuje około 30zł. Do kupienia w większości drogerii.

Krem do skóry tłustej i mieszanej dostępna jest w dwóch kolorach: do cery jasnej i śniadaj. Wybrałam tą drugą, kierując się tym że zazwyczaj wersje jasne są dla mnie zdecydowanie za jasne (mój poprzedni BB od Garniera również był wersją ciemniejszą). Kolor, pomimo iż wydaje się dość ciemny, dobrze współgra z moją karnacją. Mógłby być może odrobinę jaśniejszy, ale po nałożeniu na twarz wszystko wygląda tak jak wyglądać powinno.


Konsystencja jest bardzo rzadka, lejąca się. Przypomina raczej płynny fluid niż typowy azjatycki BB krem. Bardzo dobrze się aplikuje, zazwyczaj używam do tego celu pędzla (bywam dość leniwym stworzeniem, używając pędzla unikam brudzenia sobie łapek :D). Krycie jest średnie, stopniowalne (można nałożyć więcej niż jedną warstwę) i jak na krem koloryzujący na prawdę porządne. To jeden z lepiej kryjących produktów tego typu, z jakimi miałam do czynienia. Wykończenie rzeczywiście matowe, spokojnie można zrezygnować z pudru. Twarz nie błyszczy się w ciągu dnia a na trwałość również nie można narzekać. Jednocześnie efekt nie jest płaski, a sam produkt dość przyjemnie nosi się na buzi. Czujne oko na pewno zauważy w składzie alkohol. Faktycznie, krem pachnie nieco alkoholem  a oprócz tego nie jest w żaden sposób mocno perfumowany. Jak pewnie pamiętacie, staram się nie panikować widząc alkohol w składzie, jeszcze nigdy nie odczułam z tego powodu żadnych negatywnych skutków. Również tym razem nie odnotowałam wysuszenia czy podrażnienia. Nie nazwałabym tego kremu szczególnie nawilżającym i polecam nakładanie go raczej na nawilżacz niż solo. Nie mniej jednak tłustej, mieszanej czy nawet normalnej (jak moja teraz) skóry nawilżonej uprzednio innym kremem nie powinien wysuszyć.


Zaprzyjaźniłam się z tym kremem dość poważnie, ale jedna rzecz dość mocno mnie denerwuje. Jest to połączenie opakowania i konsystencji. Krem do cery mieszanej, podobnie jak ten klasyczny zapakowano w tubkę, która dużo lepiej sprawdziłaby się w przypadku gęstego kosmetyku. Lekki fluid lubi z tej tubki uciekać i wąski dziubek niestety nie załatwia sprawy. Krem aż prosi się o zastosowanie wygodnej pompki.

Podsumowując, podoba mi się dość wysoki filtr, lekkość połączona z naturalnie wyglądającym matowym wykończeniem i satysfakcjonującym kryciem. Możliwość pominięcia pudru jest wygodna. Nie podoba mi się natomiast opakowanie niedostosowane do końca do swojej zawartości.


niedziela, 6 stycznia 2013

Świetny szampon oczyszczający: Garnier Cytryna i biała glinka



Nigdy nie wybieram szamponów do włosów przetłuszczających się. Wystrzegam się ich jak ognia obawiając się przesuszenia. Zdecydowałam się jednak wypróbować Garnier Ultra Doux Cytryna i biała glinka, ponieważ dodatek białej glinki był kuszący a szampony Garnier wyjątkowo dobrze mi służą.
Oh, jak dobrze że go kupiła, to na prawdę bardzo dobry i użyteczny kosmetyk. Producent nie kłamie, glinka rzeczywiście jes i to dość wysoko w składzie, czuć ją też podczas mycia włosów.

Szampon ma mlecznocytrynowy kolor i kremową konsystencję. Dobrze się pieni, jest dość gęsty. Bardzo ładnie pachnie, słodkawo i świeżo, nie jest to typowy zapach cytrusów. Po umyciu włosy są bardzo czyste, lekko szrostkie i lekko skrzypiące. Obawaiałm się, że to kolejny z tych szamponów, które nie będą mi odpowiadać. Jednak po nałożeniu odżywki i wysuszeniu włosów efekt okazał się bardzo fajny. Włosy były niesamowicie lekkie, sypkie i puszyste (ale nienapuszone!) i efekt ten utrzymywał się na prawdę długo, właściwie do następnego mycia. Glinka działa kojąco na skórę głowy.

Nie pokusiłabym się o używanie go przy każdym myciu, ale raz w tygodniu (lub w moim przypadu aktualnie 2-3 razy w miesiącu) jest świetny. Powinien bardzo spodobać się tym z was, które mają tłuste i podatne na obciążenie włosy. Zdecydowanie jednak polecam go także dziewczynom z suchymi włosami, jako oczyszczającą kurację raz na jakiś czas.

Szampon jest niedrogi, wydaje mi się że za 400ml zapłaciłam w Rossmannie około 11zł.

Ocena: 5



wtorek, 1 stycznia 2013

Ulubieńcy grudnia i roku 2012

Pora na małe podsumowanie. Zebrałam listę ulubieńców, jak co miesiąc, a dodatkowo małe podsumowanie roku. Wiem, że na pewno o niektórych produktach zapomniałam, ale trudno. Jest to więc zbiór dość luźny, o niektórych kosmetykach pisałam często o innych rzadziej ale zarówno jedne, jak i drugie wyjątkowo zapadły mi w pamięć w minionym roku.

Ulubieńcy grudnia


W grudniu nie rozstawałam się z Guerlain Meteorites 01, różem Flormar (z duo P115) oraz starą dobrą pomadką Bebe intensywna pielęgnacja. Ulubioną bazą była Hean Stay On, której prawie codziennie towarzyszył Eyeliner L'oreal Super Liner (Liner Intense) Carbon Gloss. Polubiłam też kombinację odżywki do rzęs Eveline Advance Volumiere (pięknie wydłuża ale prostuje podkręcona zalotką rzęsy, ponieważ jednak mój eyeliner nie współpracuje dobrze z zalotką, byłam i tak skazana na proste rzęsy ;) ) + Eveline Big Volume Lash Waterproof + Maybelline Illegal Lenghts Waterproof (sam w sobie średni tusz, w wersji wodoodpornej niedostępny w Polsce). Nadal mam bardzo suche usta, dla tego jedynym kolorowym produktem, jaki byłam w stanie na nich znieść był mój ukochany stain YSL w kolorze 12.
Jeżeli chodzi o perfumy, to nadal wysączam ostatnie krople Kenzo Flower.


Ulubieńcy i odkrcia 2012


YSL Rouge pour couture glossy lip stain. To jeden z niewielu produktów, w których nie zmieniłabym nic (no, może oprócz ceny :) ). Absolutnie idealne połączenie błyszczyka, pomadki i tinta. Kupiony w marcu nr 12 już ledwo zipie, dlatego korzystając z sephorowej super zniżki kupiłam kolejną czerwień, tym razem bardziej klasyczną nr 9. Gdybym miała wybrać jednego ulubieńca 2012, na pewno byłaby to ta pomadka.


Inglot. Marka, która powróciła do moich łask w tym roku. Świetne cenie, produkty do ust, niezawodne bibułki matujące.


Benefit Hervana za to, że można nią wyczarować zdrowy i świeży rumieniec, róż (a właściwie bronzer) Anabelle Minerals w kolorze Honey, który świetnie ociepla buzię. Prasowany puder Bell 2 Skin Pocket Mat detronizuje wszystkie prasowańcem, jakie znam. Jakość wysokopółkowa za mniej niż 20zł! Make Up For Ever Full Cover, to korektor na który zawsze mogę liczyć. Supertrwały, bardzo kryjący a jednocześnie świetnie stapiający się z cerą. Niedawno zaczęłam drugie opakowanie.
Na wspomnienie zasługuje również mój najukochańszy MAC Warm Soul (obecny już jednak tylko duszą a nie ciałem bo się jakiś czas temu skończył ).


L'oreal Super Liner nie jest może 100% ideałem, ale jest bardzo czarny i bajecznie prosty w obsłudze. Sephora Smoothing & Brightening concealer to najlepszy jak do tej pory rozświetlacz okolic oczu, szczególnie kolor 02. Eveline Big Volume Lash Waterproof na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. Już go nie oddam :)


Szampon Wszechczasów, czyli morelowy Garnier dla dzieci, odżywka do skóry głowy i włosów Jantar oraz olejki Alterra to ulubieńcy w kategorii pielęgnacji włosów. Garnier Skóra wrażliwa płyn do demakijażu 2w1 znakomicie radzi sobie z tuszem wodoodpornym a krem Floslek Be Eco pod oczy i na szyję rewelacyjnie nawilża okolice oczu. Masełka do ust Nivea pokochałam za wygodne i ładne puszeczki i skuteczność. Ulubiona maseczka to The Body Shop Warming Mineral Mask. Zużyłam już dwie tubki i na pewno będą następne. Maska ładnie zwęża pory i oczyszcza twarz, szczególnie nałożona podczas kąpieli.


W kategorii lakierów do paznokci królowało oczywiście Essie. Oprócz sztandarowych korali, bardzo lubiłam nosić kobaltowy niebieski i cielaki w stylu Essie Sand Tropez.


Uwielbiałam zalotkę MAC oraz trzy syntetyczne pędzelki do oczu Sedona Lace.


Ulubiony zapach był niezwykle trudny do wytypowania, ale najczęściej nosiłam Moschino Hippy Fizz. Czysty, optymistyczny i bardzo trwały.


Oczywiście, nie mogę zapomnieć o świecach i woskach Yankee Candle, które umilały mi większość z 366 dni 2012 roku :).

Jakie były wasze ulubione kosmetyki ubiegłego miesiąca i ubiegłego roku?

niedziela, 5 sierpnia 2012

Garnier Essentials Płyn do demakijażu 2w1


Ze znalezieniem bardzo dobrego płynu usuwającego makijaż wodoodporny zmagałam się długo, właściwie odkąd postanowiłam zamienić zwykłe maskary na te niezmywalne wodą i klasycznymi produktami do demakijażu.
Wydawałoby się, że na drogeryjnych półkach znajduje się dużo kosmetyków dwufazowych, mleczek oraz płynów micelarnych obiecujących skuteczność nawet miłośniczkom tuszów wodoodpornych. Niestety w praktyce okazało się, że większość z nich nie radzi sobie z tym zadaniem. Nie spotkałam jeszcze płynu micelarnego, który by się do tego nadawał. Wiele dwufazowych produktów również zawodzi a mleczka często podrażniają wrażliwą okolicę oczu i powodują efekt zamglenia oczu (koszmar!). Ostatecznie najbardziej polubiłam płyn Bielenda Awokado, oraz dużo bardziej wydajny produkt Garnier, o którym chciałabym wam dziś odrobinę napisać.

200ml kosztuje w większości drogerii nie więcej niż 12-14zł (ale dość często zdarzają się promocje)

Płyn przeznaczony jest do skóry wrażliwej, obiecuje usuwanie makijażu wodoodpornego oczu bez pocierania. Nie zawiera alkoholu i substancji zapachowych. Mimo wszystko, produkt posiada zapach- bardzo delikatny, różany który za pewne spowodowany jest obecnością wody różanej w składzie. Jest dwukolorowy, przezroczysto niebieski. Przed użyciem należy go oczywiście wstrząsnąć i proces ten wymaga powtórzenia, jeżeli zużywamy więcej niż jeden wacik, ponieważ fazy bardzo szybko ulegają rozdzieleniu.
Demakijaż przy użyciu Garniera jest szybki i bezproblemowy. Płyn nie szczypie w oczy, nie pozostawia tłustej warstwy a przede wszystkim bardzo dobrze radzi sobie z grubą warstwą wodoodpornego tuszu.
Duża butelka (identyczna jak w przypadku mleczek i toników Garnier) bardzo ułatwia mi życie, starcza na dłużej i nie muszę tak często pamiętać o zakupie (a uwierzcie mi, mało mnie tak wyprowadza z równowagi jak brak płynu do demakijażu oczu, zmywanie tuszu wodoodpornego czymkolwiek innym to katorga ;) ).

Aktualnie testuję dwa nowe płyny, ale na razie nic nie wskazuje na to, żeby pozycja Garniera była zagrożona. Jest skuteczny, łagodny i wydajny a cena nie przeraża. Zużyłam już kilka butelek i na pewno będę go kupować dalej.

Ocena: 6


piątek, 20 lipca 2012

Porównanie suchych szamponów


Odkąd odkryłam instytucję suchego szamponu (czyli około roku temu) nie jestem w stanie się bez niego obejść. Świetnie odświeża włosy, nadaje objętości kiedy są przyklapnięte (ten trik działa nawet na świeżo umytych włosach, kiedy z jakiegoś powodu nie chciały się wcześniej układać). Produkt cudo, chociaż sama nazwa suchy szampon nie budziła nigdy mojego zaufania. Ale to na prawdę działa!

Miałam okazję przetestować już sporą ilość tego typu produktów dostępnych na rynku. W dzisiejszym poście zamieszczam małe porównanie i wybieram faworytów. Niby są to kosmetyki o prostym składzie i w gruncie rzeczy bardzo podobne, jednak wzorem innych kosmetycznych kategorii i tu znajdą się lepsze i gorsze propozycje. Wybaczcie, że nie wszystkie są uwiecznione na zdjęciu, niestety nie miałam na tyle cierpliwości aby gromadzić wszystkie puste buteleczki, przyznaję się bez bicia ;). Oceniać będę w trzech głównych kategoriach: zapach (coś co pozostaje na włosach powinno mieć przyzwoity zapach), działanie (jak dobrze radzi sobie z odświeżaniem włosów) oraz kolor (niektóre bielą bardziej niż inne, co jest ważnym kryterium szczególnie dla brunetek).


Garnier Fructis Mega objętość

Cena: około 17zł za 150ml

Zapach: cytrusowy, bardzo mocno wyczuwalny grejpfrut. Niestety zapach, który z początku jest przyjemny szybko robi się gorzki, plastikowy i dość uciążliwy. Nie utrzymuje się we włosach dłużej niż powiedzmy godzinę, ale nadal niezbyt mi odpowiada.

Działanie: przeciętne. Ładnie unosi włosy ale nie odświeża włosów idealnie. W tej kategorii wypada ok, sprawdza się ale trzeba go zaaplikować go więcej niż w przypadku mojego ulubieńca.

Kolor: to jego najmocniejsza strona, praktycznie nie bieli włosów i nie ma absolutnie problemu z wyczesaniem go. Właściwie jakby się uprzeć można jedynie wytrzepać go z włosów palcami bez konieczności szczotkowania

Podsumowanie: nie wiem czy kupię go ponownie. Ma sympatyczne zielone opakowanie, ale zapach trochę mi dręczy. Dodatkowo nie działa idealnie.




Rossmann Isana 






Cena: około 11zł za 200g

Zapach: bardzo intensywny i długotrwały (utrzymuje się we włosach dobrych kilka godzin). Pachnie jak wariacja na temat Cacharel Amor Amor. To chyba najmilej pachnący suchy szampon, ale nie każdemu będzie ten mocny zapach pasował.

Działanie: ok, pod tym względem nie mam mu nic do zarzucenia.

Kolor: Niestety bieli bardzo mocno, chyba najbardziej ze wszystkich suchych szamponów w zestawieniu. Wyczesanie go przysparza mi trochę problemu

Podsumowanie: jest ok, polecam fankom Amor Amor. Możliwe że skuszę się na ponowny zakup, szczególnie w jakiejś promocji.





Swiss o Par Frotte


Cena: około 12zł za 200ml

Zapach: cytrynowy, bez rewelacji ale do zniesienia. Nie utrzymuje się zbyt długo.

Działanie: pierwszy suchy szampon, jakiego używałam i jednocześnie najskuteczniejszy. Na prawdę świetnie dodaje objętości i niweluje ewentualne oznaki przyklapnięcia/ braku świeżości. Wystarczy niewiele.

Kolor: bieli dość mocno, jeden z mocniej bielących zaraz po Isanie. Wyczesanie nie jest jednak specjalnym problemem i łatwo się szarawego odcienia pozbyć.

Podsumowanie: mój faworyt. Jest najbardziej wydajny, pomimo pewnych wad jest zdecydowanie najskuteczniejszy w moim przypadku. Zużyłam już 2 albo 3 buteleczki i planuję kupować go dalej.




Rene Furterer Naturia

Cena: około 20zł za 75ml (miniaturka)

Zapach: nieokreślony, słodkawo-kosmetykowy (że pozwolę sobie tak go określić ;) ). Ani przyjemny ani też specjalnie uciążliwy.


Działanie: skuteczny, może mniej niż Frotte, ale zdecydowanie spełnia swoje zadanie.

Kolor: bieli, ale niewiele

Podsumowanie: biorąc pod uwagę cenę i pojemność, jest najmniej opłacalny. Plus za małe opakowanie, ale nie jestem w stanie zmusić się do kupienia go, kiedy za trochę więcej niż połowę ceny mogę mieć szampon 200ml. Poczekam aż inni producenci się zreflektują i zaczną sprzedawać miniaturki suchych szamponów. Dodatkowo z jakiegoś powodu skończył mi się bardzo szybko, dosłownie po kilku użyciach.



Syoss Anti-Grease

Cena: około 16zł za 200ml

Zapach: bardzo przyjemny. Pachnie jak świeże, owocowo-kwiatowe perfumy. To najmocniejsza strona tego szamponu.

Działanie: ok, nie mam się do czego przyczepić choć jest trochę mniej wydajny niż np. Frotte czy Fructis.

Kolor: nie bieli praktycznie wcale pomimo tego, że proszek jest dość grubo zmielony

Podsumowanie: szampon byłby na prawdę bardzo dobry, gdyby nie jeden mały mankament, który niestety go dyskwalifikuje. Podczas rozpylania ląduje wszędzie w promieniu 1m. Nie widać tego, ale po dotknięciu np. mojego biurka znajdującego się w "polu rażenia" ;) zauważyłam że jest całe pokryte warstewką pudru. Na prawdę nie mam ochoty rozsiewać suchego szamponu po całym domu. Dodatkowo taki rozbryzg gwarantuje, że sporo produktu się marnuje. Atomizer rozpyla szampon zbyt mocno. Szkoda. Mam też zastrzeżenia do butelki, ma ładną szatę graficzną, ale jest bardzo wysoka i trudno się ją przechowuje.



Będę testować dalej wszystkie suche szampony, które wpadną mi w ręce i może znajdę produkt idealny. Póki co najbardziej polecam Swiss o Par Frotte. Jeżeli nawet nie znajdę jeszcze lepszego kandydata to i tak będę z niego bardzo zadowolona.
Trzymam się raczej niższej półki cenowej, wychodząc z założenia że coś co jest, zgrubnie ujmując, talkiem w sprayu nie powinno kosztować majątku.



Jakie są wasze typy w tej kategorii?

piątek, 30 grudnia 2011

Z łazienkowej półki: pielęgnacja włosów



Na dzisiaj zaplanowałam małe,nieco chaotyczne produktów do pielęgnacji włosów,które ostatnio przewinęły się przez moją łazienkową półkę.Nie wszystkie są ulubieńcami i nie zaliczają się do jednej kategorii ale mam nadzieję,że komuś taka szybka recenzja się przyda.



Oliwka pielęgnacyjna Hipp.O tym rewelacyjnym produkcie napisano już tyle,że niewiele można dodać.Używam jej do pielęgnacji ciała i twarzy a ostatnio właśnie do włosów.Nakładam wieczorem,przed myciem włosów i zostawiam na całą noc.Bardzo dobrze nawilża włosy,sprawia że są błyszczące.Skład prosty i świetny.Bardzo lubię jej pudrowy,słodki zapach.Cała seria pielęgnacyjna Hipp to rewelacja.


Joico K-Pak Deep-penetrating reconstructor.Mam ten produkt od września,skusiłam się po przeczytaniu wielu rewelacyjnych recenzji.Sama nie wiem,co o nim myśleć.Producent obiecuje,że to super intensywna maska odbudowująca do zniszczonych włosów.Rzeczywiście,włosy po zastosowaniu są miękkie,elastyczne i błyszczące.Pięknie pachnie(bananami i cynamonem :) )Spektakularnych efektów jednak brak.Może zbyt dużo się po nim spodziewałam?A może moje długie,farbowane i niepodcinane włosy były zbyt zniszczone.Nie jestem pewna,teraz kiedy pozbyłam się zniszczonych końców muszę przyjrzeć się rekonstruktorowi dokładniej.Na razie jestem zdania,że za te pieniądze nie warto.Jeżeli coś się zmieni,dam wam znać.








Garnier Natural Beauty szampon z masłem kakaowym i olejem kokosowym.Kupiłam go w lecie w Berlinie jako nowość.Mam wielką nadzieję,że pojawi się i u nas bo jest świetny!Pięknie pachnie,nawilża i nabłyszcza włosy.Czupryna lepiej się układa,jest miła w dotyku.

Klorane Mocny Włos szampon na bazie witamin B i wyciągu z chininy.Kupiłam skuszona promocją w Superpharmie i chęcią przetestowania jakiegoś produktu Klorane.Oczywiście,zdaję sobie sprawę że jest mało prawdopodobne aby szampon jakoś znacząco poprawił stan włosów,mimo wszystko jednak nie jestem pod wrażeniem tego produktu.Jest wydajny,dobrze się pieni,skutecznie oczyszcza(aż za skutecznie,daje ten niemiły efekt skrzypienia z czystości).Włosy są sypkie i lekkie.Niestety zauważyłam,że takie mocne oczyszczanie nie służy moim włosom,przy stosowaniu częściej niż raz w tygodniu,wysusza i utrudnia rozczesywanie.Myślę,że lepiej sprawdziłby się u posiadaczek cienkich i rzadkich włosów z tendencją do przetłuszczania się.






Isana odżywka do włosów z olejkiem babasu.Odżywka ta jest słynna w wizażowo-blogowych kręgach :).Ja jednak dość długo wstrzymywałam się z kupieniem jej,byłam podejrzliwa bo owy specyfik wyglądał mi na kiepską,rzadką odżywkę która nie będzie nadawała się do niczego więcej oprócz golenia nów (BTW,jeżeli nie znacie tego sposobu to polecam :),sprawdza się o niebo lepiej niż golenie w towarzystwie pianki,mydła czy żelu pod prysznic).Okazało się jednak,że odżywka mimo tego,że jest rzadka to bardzo dobrze dogaduje się z moimi włosami.Nawilża,zmiękcza i wygładza.Dobra do metody OMO oraz jako klasyczna odżywka.Mycia nią włosów na razie jeszcze nie przetestowałam.Warto spróbować,kosztuje tylko kilka złotych.


Biosilk Silk Therapy odżywka.Skusiłam się na ta odżywkę zachwycona Silk Fillerem,bez któ®ego nie wyobrażam sobie pielęgnacji włosów.Okazało się,że Silk Therapy to bardzo dobry produkt.Ma rzadką konsystencję,włosy błyskawicznie ją "wypijają" i wydaje się jakby kompletnie znikała z ich powierzchni.Jednak po spłukaniu zdecydowanie widać efekty jej działania.Dobrze odżywia,zmiękcza i po prostu działa.Polecam!






Znacie któryś z tych produktów?Co o nich myślicie?




poniedziałek, 14 listopada 2011

Burn testuje:Garnier Kofeinowy Roll-on przeciw cieniom



Zbierałam się do pisania tej recenzji już kilka razy i jakoś nigdy nic z tego nie wychodziło.Dzisiaj jednak postanowiłam koniec,jest to produkt którego używam codziennie i czas wreszcie napisać parę słów na jego temat.


Korektor ten(a może powinnam bardziej powiedzieć krem?żel?płyn?) ma za zadanie ukrywać oznaki zmęczenia dwutorowo:

"Kofeinowy roll-on przeciw cieniom z efektem świeżości zapewnia podwójne działanie przeciw cieniom pod oczami:
- Idealnie kryje: jego konsystencja zawierająca barwniki mineralne zapewnia korektę cieni pod oczami. Długotrwałe działanie oraz odcienie ton w ton pozwalają na naturalne pokrycie zasinień.
- Efekt redukujący oznaki zmęczenia: nawilżająca formuła wzbogacona w kofeinę o działaniu pobudzającym oraz w ekstrakt z cytryny znanej z właściwości rozjaśniających w połączeniu z masażem drenującym pozwala zmniejszyć oznaki zmęczenia. Dodatkowo, dzięki zawartości filtra UV, roll-on chroni oczy przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych.
Chłodna masująca kulka zapewnia przyjemną aplikację, która w sposób naturalny przeradza się w pobudzający krążenie limfy masaż. Cienie pod oczami są natychmiast skorygowane, a ich intensywność jest zredukowana. Skóra wokół oczu jest rozświetlona, nawilżona i wygładzona. Dostępny w 2 kolorach: cera jasna i cera śniada, aby idealnie dostosować się do odcienia skóry."








Zamknięty jest w wygodnym opakowaniu zakończonym kulką(takie samo opakowanie ma Roll-on kofeinowy bez kolory,Roll-on Czysta Skóra oraz Roll-on Czysta Skóra w wersji kryjącej).Kulka jest chłodna i przyjemna,zapewnia wygodną aplikację.Trzeba jednak zaznaczyć,że aby dobrze rozprowadzić korektor trzeba potem użyć palców,delikatnie wklepać.
Po nałożeniu skóra pod oczami robi się lekko napięta(w dobrym tego słowa znaczeniu,roll-on zmniejsza ewentualne obrzęki) a dzięki zawartości pigmentu wygląda dużo lepiej.Tu muszę się przyznać,że nie mam wielkich problemów z zasinieniami ani opuchnięciami pod oczami.Do czasu odkrycia tego korektora nie używałam w okolicach oczu niczego poza zwykłym podkładem mineralnym.
Myślę jednak,że poziom krycia będzie odpowiedni także dla osób z większymi problemami.Efekt tak mi się spodobał,że używam roll-ona codziennie bez wyjątku.Nakładam go na krem pod oczy a przed bazą pod cienie.







Pomimo faktu posiadania cery jasno-średniej wybrałam wersję do cery śniadej obawiając się,że ta do jasnej będzie za jasna(jak to zazwyczaj ma miejsce).I tak,z jednej strony kolor jest trochę zbyt brzoskwiniowy i trochę za ciemny ale paradoksalnie ze względu na brzoskwiniowy kolor bardzo dobrze wyrównuje koloryt w okolicach oczu,niwelując zielonkawo-fioletowe zabarwienie.Po odpowiednim rozblendowaniu i połączeniu z podkładem korektor staje się niewidoczny i w gruncie rzeczy jestem z tego koloru zadowolona.Nie wykluczone jednak,że wypróbuję też jaśniejszą wersję.


Kontrowersyjną kwestią dotyczącą tego preparatu jest zawartość alkoholu.Z własnego doświadczenia wiem jednak,że nie taki alkohol straszny ;)-podobno szybko paruje z powierzchni skóry.Przez okres kilku miesięcy odkąd go używam nie zauważyłam żadnego wysuszenie,nie powoduje też pieczenia czy podrażnień.Nakładam go jednak na krem pod oczy,co może mieć jakieś znaczenie.


Roll-on(muszę powtarzać to słowo bo nie wiem jak inaczej toto określić :D) kosztuje w cenie regularnej około 35-37zł.Wydawało by się,że to dużo.Z drugiej jednak strony korektor jest super wydajny i zawiera aż 15ml co rzadko się zdarza.Warto polować na promocje,czasem można go kupić za mniej niż 30zł(z tego co pamiętam aktualnie w Superpharmie z kartą Lifestyle kosztuje 29,90zł).


Jestem z tego zakupu bardzo zadowolona,produkt stał się niezbędnikiem w mojej codziennym makijażowym rytuale.
Czy zlikwiduje uporczywe puchnięcie i zatuszuje poważne zasinienia?Raczej nie,jednak jako lekki korektor sprawdza się zaskakująco dobrze.


Skład:Skład: Aqua/Water, Cyclopentasiloxane, Alkohol Denat., Butylene Glycol, Ethylhexyl, Methoxycinnamate, Phenyl Trimethicone, PEG-10 Dimethicone,Squalane, Bis-PEG/PPG-14/14 Dimethicone, Magnesium Sulfate, Talc,Nylon-12, Maltitol, Disodium Stearoyl Glutamate, Aluminum Hydroxide, Sorbitol, Caffeine, Citrus Medica Limonum Extract/Lemon Fruit Extract [+/- May Contain: CI 7789/Titanium Dioxide, CI 77491, CI 77942, CI 77499/IRON OXIDES


Znacie go?Lubicie?Jakie są wasze ulubione korektory pod oczy?

środa, 5 października 2011

Ulubieńcy września



Ulubieńcy miesiąca,to kolejny z filmików na YT które lubię oglądać.Bardzo cieszę się,że w blogowej sferze ta forma również się przyjęła-postanowiłam dołączyć się do zabawy.Dzisiejszy post będzie poświęcony produktom,których ze szczególną przyjemnością (i częstością :)) używałam w ubiegłym miesiącu.




MAC Warm soul Mineralize Blush.Pisałam o nim dokładnie TU i pozostaje mi tylko podtrzymać tą pochlebną opinię.Warm soul jest idealny w każdym calu-to mój Róż Wszechczasów.Odkąd go kupiłam (czyli od połowy śerpnia) tylko dwa razy użyłam innego koloru.




Kores lakier do paznokci 14 Pomegranate.Uniwersalny,piękny róż.To jeden z takich kolorów,który wybieram kiedy nie mam ochoty zastanawiać się za bardzo co wybrać i do czego mi to będzie pasowało.Do tego jest to produkt naprawdę dobrej jakości,napigmentowany i szybkoschnący.



L'biotica Biowax A+E serum wzmacniające.Niby zwyczajne serum złożone prawie wyłącznie z silikonów a jednak działa skuteczniej niż inny preparaty ochronne,które stosuję na końcówki włosów.Wygładza,nabłyszcza i sprawia że wysuszone końce prezentują się znacznie lepiej.Ładnie pachnie,ma wygodny aplikator i było bardzo tanie ( w promocji poniżej 9zł).Jestem zaskoczona,kupiłam z ciekawości bez większego przekonania a okazał się bardzo dobre.Nakładam je również na suche włosy w celu ujarzmienia puszenia się w awaryjnych sytuacjach.Działa.



Moshino Hippie Fizz.Kupiony jeszcze w lipcu,używałam go niemal bez przerwy aż do dnia dzisiejszego(a to nie zdarza mi się zbyt często przy sporej ilości flakoników w kolekcji).Bardzo zgrabny,owocowy koktajl z nutą czystości przywodzącej na myśl świeżo wypraną i wysuszoną na słońcu pościel.W komplecie z buteleczką bardzo optymistyczny i zaskakująco trwały.




MAC Plumful.Uwielbiam ją i jest to kolejny kosmetyk,który towarzyszył mi przez cały wrzesień.Bardzo ładnie ożywia kolor ust,ale jednocześnie nie rzuca się w oczy i nie czuję się jakbym miałą napisane na czole "popatrzcie na jej superkolorowoneonowoodblaskowoagresywną szminkę ;)".

Maybelline błyszczyk Treat Me Sweet.Pomimo drobnych wad(słodki smak i fakt,że z opakowana natychmiast starły się drobinki) lubię go i używałam szczególnie często we wrześniu.Ładnie pachnie,jest gęsty i trwały.Przypomina mi trochę Lancome Juicy Tubes,ale 8 razy tańsze.Warto przetestować,dostępny jest spory wybór wariantów smakowych i kolorystycznych.



Essence korektor antybakteryjny(niestety górna część opakowania zaginęła w akcji,ale wiem że jest to odcień jaśniejszy z dwóch dostępnych).Nie jest idealny bo nie trzyma się na twarzy zbyt długo,ale dobrze radzi sobie z kryciem niedoskonałości.Jest gęsty i ma właściwości gojące.Z braku lepszych alternatyw stosuję go codziennie,kiedy tylko mam coś do ukrycia(a niestety najczęściej mam :( )

Garnier Roll-on przeciw cieniom pod oczami.Szykuję się do napisania oddzielnego posta na temat tego korektora,więc na razie powiem tylko że bardzo go lubię.



A jacy są wasi ulubieńcy września?

poniedziałek, 5 września 2011

10 świetnych produktów za 10zł





Dzisiaj o tym,że mając w kieszeni 10 złotych i będąc w drogerii można:


1.Znaleść swój Kosmetyk Wszechczasów


2.Kupić coś co jest nie tylko skuteczne,ale też przyjemne w użyciu


3.W łatwy i nierujnujący portfela sposób poprawić sobie humor i zaspokoić swoją wewnętrzną kosmetykomaniaczkę :)




Jednym słowem przedstawię wam 10 świetnych kosmetyków(i produktów okołokosmetycznych) za około 10zł.






1.Żel ze świetlikiem i aloesem Floslek.Pisałam o nim dokładniej TU.Wielofunkcyjny i skuteczny produkt,który odkąd pojawił się w wesji tubki z dzióbkiem ;) jest też bardzo wygodny w użyciu.










2. Evelilne Aksamitne Dłonie Wygładzjąco-nawilżający eliksir do rąk i paznokci.Nie znam niczego lepszego do pielęgnacji dłoni.Duża tuba pełna świetnie nawilżającego kremu o zapachu tak pięknym,że kiedy ręce znajdują się w zasięgu nosa ma się wrażenie,że to perfumy.Zużyłam już 10493891119348,5 tubki i nadal nie mam dość.




3. Szampon Garnier Naturalna Pielęgnacja z ekstraktem z moreli 2w1(dla dzieci).Nie wiem co za magia siedzi w tym szamponie,ale coś siedzi na pewno.Po umyciu włosy obłędnie pachną,są miękkie,nawilżone i błyszczące.
Bardzo cieszę się,że znów jest dostępny u nas i nie muszę robić zapasów będąc za granicą.


4. Pomadka różana Bebe.Najlepsza rzecz do ust pod słońcem.Nawilża,natłuszcza,odżywia i nadaje lekki połysk.Jest miękka i łatwo się aplikuje,pozostaje na ustach na długo.Pachnie pięknie,choć nie są to róże ;).Wątpię by uchowały się osoby,które nie znają Bebe,ale nie mogłam o niej nie napisać bo to absolutny KWC,nie tylko w lidze ekonomicznej.



5. Lakiery Barbra Colour Alike.Za ciągle nowe kolekcje,kreatywne nazwy(dzięki lakieromaniaczkom-użytkowniczkom) oraz piękne kolory.Bo nic tak nie poprawia nastroju tanim kosztem,jak nowy lakier.



6. Żele pod prysznic Jardins do Monde Yves Rocher.Mnóstwo pięknych zapachów,formuła żelu jest miła w użyciu.Mój ulubiony to Bawełna z Indii,Monoi z Thaiti i Migdał(bodajże z Kalifornii?).
Podoba mi się idea "podróży" związana z każdym wariantem zapachowym.Cyż nie miło jest choć pomarzyć?





7. To co prawda nie kosmetyk a przyjemność zapachowa ale...nie mogę sobie odmówić umieszczenia  ich tu.Chodzi o woski zapachowe Yankee Candle.Kosztują od kilku do 10zł,są dostępne w internecie i "realu" (to znaczy w świecie realnym,niestety nie w supermarkecie :) )a wybór zapachów i ich moc jest oszałamiająca.Za niewygórowaną cenę otrzymujemy krążek,który po podzieleniu na mnijesze części będzie wypełniał dom aromatem przez dobrych kilka tygodni.
Zbieram się do napisania posta poświęconego tym woskom,gdzie napiszę dokładnie jak ich używam.




8. Czekoladowa maseczka Montagne Jeunesse.Domowe spa i to prawdziwe,nie żadna nędzna jego namiastka.Maseczka pachnie czekoladą i świetnie oczyszcza cerę.Saszetka starcza na zaskakująco długo.Recenzowałam ją TU




9. Baza pod cienie Hean Stay On.Po prostu się sprawdza,przedłuża trwałość cieni i zapobiega ich blaknięciu.Nie posiada drobinek,nadaje się więc również pod matowe cienie.Jestem pod wielkim wrażeniem tego,że tak tani produkt może być tak skuteczny.Więcej TU.




10. Błyszczki Essence.Generalnie wszystkie,szczególnie Stay On i XXL Nudes.Mają piękne zapachy,mnóstwo różnych kolorów.Do tego nawilżają,nie kleją się ale nie są też za rzadkie.Z wszystkich,które do tej pory testowałam(a jak na fankę błyszczyków było ich sporo :) ) byłam bardzo zadowolona.
Jedne z najlepszych błyszczyków,nie tylko w tym przedziale cenowym.







A jacy są wasi ulubieńcy w tym przedziale cenowym?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...