Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eveline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eveline. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 czerwca 2013

Test europejskich BB kremów: Eveline Matujący i Super Lifting 4D


BB kremowej krucjaty ciąg dalszy, dzisiejszy odcinek współdzielą dwaj bohaterowie marki Eveline: Matujący krem do cery mieszanej i tłustej oraz Super Lifting 4D Multifunkcyjny krem przeciwzmarszczkowy. Pierwszy kupiłam skuszona bardzo dobrymi recenzjami na KWC i promocją a drugi z czystej ciekawości. Jak się okazało, mimo iż oba kremy mocno się różnią, to zarówno jeden i drugi bardzo przypadły mi do gustu. Uważam, że to jedne z najlepszych propozycji na drogeryjnej półce, szczególnie biorąc pod uwagę cenę (nie przekracza ona 17zł w żadnym z przypadków).

Kremy wybrałam w kolorze jasnym, ale kolory, tak jak i inne właściwości sporo się różnią. Krem matujący ma więcej żółtych tonów i jest zdecydowanie jaśniejszy od chłodniejszego różowo-brzoskwiniowego kremu przeciwzmarszczkowego. Żaden nie jest idealny, matujący jest za jasny a drugi trochę za chłodny, ale dobrze dopasowują się do mojej cery.
Oba zamknięte są w przyzwoitych tubkach, nie są szczególnie piękne, ale też nie rażą. Matujący zawiera 40ml a przeciwzmarszczkowy 50ml (wydaje mi się, że różnica może mieć związek z różną konsystencją). Krem matujący ma konsystencję lekkiego fluidu a przeciwzmarszczkowy raczej gęstego musu. Mają ładne wykończenie, nie nazwałabym go szczególne matowym, ale skóra wygląda bardzo zdrowo i świeżo. Spokojnie można pominąć wykończenie pudrem, choć ja zazwyczaj oprószam je odrobiną.
Krycie jest bardzo dobre, w obu przypadkach, wydaje mi się że matujący jest odrobinę bardziej kryjący. Ładnie ujednolicają koloryt i kryją niedoskonałości. Określiłabym stopień krycia jako średni, stopniowalny.





Wygodnie aplikują się zarówno palcami, jak i pędzlem typu flat top. Krem przeciwzmarszczkowy lepiej nawilża ze względu na bardziej treściwą konsystencję, matujący jest z kolei nieco lżejszy co powinno spodobać się posiadaczkom tłustej cery. Oba zawierają filtr SPF 15.

Trudno mi powiedzieć, który lubię bardziej. Jednego i drugiego używam bardzo często, zamiennie. Co więcej, są to te bb kremy, po które sięgam chyba najczęściej, obok Garniera do cery mieszanej (a kolekcję na skutek chęci przetestowania wszystkich, zgromadziłam sporą :) ) Przeciwzmarszczkowy jest nieco bardziej treściwy, ale absolutnie nie jest tłusty, skóra nie błyszcze się po nim nieestetycznie. Oba są zdecydowanie godne polecenia, dobrze kryją, przyjemnie się noszą i mają całkiem przyzwoity filtr. Cena również stanowi atut. Firma Eveline po raz kolejny pozytywnie mnie zaskakuje.

czwartek, 6 czerwca 2013

Ulubieńcy maja


Nie przyjmuję do wiadomości końca maja. Nie przyjmuję i już! Guzik z pętelką! Dopiero co był grudzień przecież...
Kończąc jednak narzekanie, szybko i zwięźle przedstawię kosmetyki, które towarzyszyły mi przez większość miesiąca. Nie jest to najbardziej ekscytujący miesiąc, jeżeli chodzi o ulubieńców, ale trudno.

1. Essie Tigh High to przepiękne bordo z prawie duochromowym shimmerem. Przepiękne wykończenie. 

2. Zabrałam się na poważnie za denkowanie mackowych cieni. Naked Lunch już zużyłam, All That Glitters i Vapour też ledwo zipią a i niespodziewanie Copperplate, mój ulubieniec do brwi również zakwalifikował się do denkowania ;).

3. Puder Bell Pocket 2Skin, z racji wspomnianego zużywania zapasów oraz jego świetnego działania

4. Kremy BB Eveline, wersja Super Lifting 4D i matujący. O dziwo bardzo się różnią (także kolorem!), ale oba bardzo lubię. Więcej o nich wkrótce.

5. Balsam do ciała Avon Skin so soft z olejkiem arganowym. Jest na prawdę rewelacyjny! Przyjemna, bardzo treściwa ale łatwa we współpracy konsystencja. Przypomniałam sobie o nim robiąc porządki w zapasach kosmetyków pielęgnacyjnych. Na prawdę dobrze nawilża suchą skórę i przyjemnie pachnie. Teraz używam wersji fioletowej ujędrniającej, ale niestety nie dorasta mu ona do pięt. Nie raz miałam do czynienia z produktami SSS, ale po raz pierwszy jestem tak bardzo zadowolona.

6. Benetint i Chachatint Benefit. Pewnie was już tymi tintami zanudzam, ale nic nie poradzę na to że używam ich codziennie. Jedyne zmiany, jakie odnotowuje to czasowe fluktuacje dotyczące wybieranego koloru :). W maju był to najczęściej różany Benetint i jego brzoskwiniowy kuzyn.

7. Błyszczyk Eveline Colour Celebrities kolor 590. Świetny błyszczyk w świetnym kolorze. Długo się utrzymuje, nawilża i jest mocno napigmentowany. Odcień bardzo fajnie ożywia buzię, to połączenie różu i brzoskwini, w koralowym klimacie. Podoba mi się zapach, przyjemnie owocowy. Jeden z lepszych błyszczyków, jakie ostatnio testowałam. Kupiony za 6zł w Biedronce :)

Jakie kosmetyki podbiły wasze serca w tym miesiącu?

środa, 29 maja 2013

Przegląd półki łazienkowej, oczyszczanie, demakijaż i pielęgnacja twarzy.



Dziś mam dla was krótką recenzję zbiorczą produktów, które w ostatnim czasie goszczą lub gościły na mojej półce. Kategoria: pielęgnacja twarzy.


Żele do mycia twarzy. Nie mogą nadmiernie wysuszać, ostatnio polubiłam także te z delikatnym peelingiem. O tak, zdecydowanie potrzebuję regularnego ale za razem delikatnego peelingu. Polubiłam też bardzo peelingujące płatki kosmetyczne, ale do rzeczy....



AA Pielęgnacja Młodości 18+ Peelingujący żel do mycia twarzy. Bawi mnie nie co klasyfikowanie żelu do mycia twarzy jako produktu przeznaczonego dla konkretnej grupy wiekowej. Taka tendencja jest często spotykana, większość żeli jest adresowana do nastolatek. Bo starsze kobiety to co? Pewnie nie myją twarzy ;).
Sam produkt bardzo przyjemnie pachnie, trochę perfumeryjnie i elegancko. Drobinki są delikatne, ale zdecydowanie są. Używam go kilka razy w tygodniu ale spokojnie możnaby używać go codziennie. Delikatne usuwa martwy naskórek, ale nie jest to rzecz jasna agresywny ścierak. Nie ściąga mojej podatnej na to skóry.

Synergen Pianka do mycia twarzy Sweet Touch. Lubię pianki do mycia twarzy, szkoda że tak mało ich ostatnio na półkach. Ta konkretna nie rzuciła mnie na kolana. Pachnie bardzo słodko i sztucznie, ale jest to przyjemny zapach. Z gatunku landrynkowych.
Konsystencja jest bardzo lekka, pianka szybko znika podczas aplikacji. Używam na raz 2-4 pompek co sprawia, że produkt ma umiarkowaną wydajność. Nie ściąga skóry. Taki przeciętniak, na dodatek jest dość droga (10zł) jak na rossmannowski produkt. Nie kupię ponownie.

AA

Synergen

Płyny micelarne. Są dla mnie nieodzownym elementem oczyszczania, zmywam nimi makijaż twarzy (niestety tuszu wodoodpornego nie ruszają) a ostatnio używam ich też rano zamiast żelu do mycia twarzy. Lubię kiedy micel jest łagodny i nie pozostawia tłustej warstwy. Ładny zapach mile widziany.


Floslek Płyn micelarny do cery wrażliwej. Bardzo lubię kosmetyki Floslek, nie raz pozytywnie mnie zaskoczyły jakością i działaniem. Niestety ten płyn zupełnie mi nie odpowiada. Podrażnił mnie, skóra po przemyciu piecze mnie przez dłuższy czas :(. Robiłam do niego kilka podejść, ale za każdym razem sytuacja się powtarzała.
Jest bezzapachowy i nie pozostawia lepkiej warstwy.


Eveline Hydra Expert Płyn Micellarny. Łagdony, bezzapachowy. Nie podrażnia oczu ani twarzy. Jest ok, cena atrakcyjna (poniżej 10zł). Wolałabym jednak chyba, żeby miał jakiś zapach.

Bielenda Esencja Młodości Nawilżający Płyn Micelarny. Ostatnio ulubiony. Bardzo dobrze oczyszcza , odświeża lepiej od Eveline i nie piecze w oczy. Brak jakiejkolwiek nieprzyjemnej warstwy, nie trzeba go zmywać. Bardzo ładnie pachnie. Kupię na pewno.

W kolejce na przetestowanie czekają dwa płyny micelarne AA i jeden Lirene.

Floslek

Eveline

Bielenda


Bez płynu dwufazowego nie istnieje dla mnie demakijaż. Lubię testować różne, ale zazwyczaj wracam z podkulonym ogonem do Garniera dla wrażliwej skóry. Większość innych niestety albo podrażnia albo nie zmywa tuszu wodoodpornego, albo obie te rzeczy na raz.
 Płyn dwufazowy Floslek dobrze poradził sobie z usunięciem grubej warstwy tuszu, jest bardzo mało tłusty ale niestety bardzo podrażnił mi oczy. Szkoda bo zmywa makijaż oczu na prawdę szybko.

Floslek


W kategorii kremów do twarzy lubię mieć wybór i mam zazwyczaj przynajmniej dwa. Na dzień i na noc, ale najczęściej krem na dzień występuje na półce w kilku odsłonach. Krem pod ozy to absolutny must-have!

Ziaja Sopot krem brązujący relaksujący lubię nie tylko za delikatną opaleniznę, ale i za to że to jeden z lepszych nawilżaczy jakie znam. Bardzo lubię używać go na noc, budzę się z wypoczętą i nawilżoną buzią w zdrowym kolorze. Pod makijaż również dobrze się nadaje. Opalenizna jest delikatna i równomierna. Świetny krem. Pachnie bardzo przyjemne, jak cała seria Sopot. Cena rewelacyjna.

Jego kuzyn Ziaja krem opalizujący w wersji do cery tłustej i mieszanej również uważam za udany. Czasami sprawdza się lepiej a czasami gorzej (w zależności od stanu mojej skóry) ale nawilża i rzeczywiście rozświetla. To takie fajne rozświetlenie, nie brokat a delikatne złociste opalizowanie. Nie wiem, czy spodobałby się jednak posiadaczkom bardzo tłustej skóry bo może podkreślać problem. Kolejny krem, który prześlicznie pachnie, ale inaczej niż brązujący. Taki zapach miały kiedyś inne kremy do twarzy Ziaja. Nie mogę jednak przypomnieć sobie, jak się nazywały.

Krem rozświetlająco-nawilżający Corine di Farme kupiłam, bo słyszałam same dobre rzeczy o tej marce. Trudno je gdzieś znaleźć, ja swój kupiłam w Hebe ale podobno je  stamtąd wycofują. Kosztował 20zł, co uważam za całkiem dobrą cenę biorąc pod uwagę naturalny skład. Nie jestem, jak wiecie, maniaczką kosmetyków organicznych, ekologicznych itp. Ten krem jest po prostu ok. Ma lekką, ale nawilżającą konsystencję. Nadaje się pod makijaż. Podoba mi się zapach (identyczny jak brązujący krem Sopot) i wygodna pompka. Raczej nie kupię ponownie, nie zachwycił mnie ale jest to zdecydowanie solidny kosmetyk.

AA Energia Młodości 30+ Krem na pierwsze zmarszczki na noc. Nigdy nie byłam wielką fanką AA, ale zaczyna zmieniać zdanie. Krem kupiłam, bo szukałam czegoś fajnego na noc a ten miał dobrą cenę (sporo poniżej 20zł). Rzeczywiście, jest odżywczy i bardzo dobrze wpływa na kondycję skóry twarzy. Zauważam różnicę szczególnie, kiedy użyję go wracając do domu nad ranem. Po obudzeniu twarz wygląda na dużo bardziej wypoczętą niż ja sama ;). Pachnie bardzo przyjemnie. Jest treściwy, ale nie bardzo tłusty. Spełnia moje oczekiwania dotyczące kremu na noc, nie mam co prawda jeszcze zmarszczek ale i tak widzę pozytywny działanie na kondycję skóry. Nie podoba mi się tylko masywny słoiczek, nie mieści mi się do szufladki na półce łazienkowej. Dodatkowo jest bardzo plastikowy i po prostu brzydki.

Zadowolona z kremu na noc, kupiłam jego kolegę pod oczy. Krem pod oczy nawilżająco-wygładzający jest jednym z lepszych, jakich używałam. Zaraz obok Floslekowego kremu pod oczy na dekolt i szyję. Jest odpowiednio treściwy, nawilża i chroni moją suchą skórę pod oczami. Dodatkowym plusem jest cena. Bardzo fajny krem.

Lirene Folacyna Intense 30+ z tego samego przedziału cenowego i wiekowego sprawdza się dużo gorzej. Jest za lekka, zaraz po nałożeniu go na powieki mam ochotę nałożyć kolejną warstwę. Zużyłam już ten krem i na pewno do niego nie wrócę.


AA

Sopot opalizujący

Sopot brązujący

Corine di farme

A jakie ciekawostki do pielęgnacji twarzy znajdują się obecnie na waszych półkach?

czwartek, 28 lutego 2013

Raport z łazienkowej półki


 Dzisiejszy post to niezobowiązująca zbiorcza recenzja kilku produktów, które ostatnimi czasy gościły (lub goszczą) na mojej łazienkowej półce. Może i pielęgnacja nie jest tak ekscytująca, jak kolorówka czy lakiery do paznokci, nadal jednak ogromną frajdę sprawia mi testowanie i recenzowanie produktów z tego działu. Jestem fanką takich zbiorczych recenzji, mam nadzieję że i wam taka forma opowiadania o produktach odpowiada.

Niedawno skończyłam opakowanie kremowego żelu do mycia twarzy Under Twenty. Lubię żele do mycia twarzy Eris, nie zawierają SLS (który mojej twarzy, w przeciwieństwie do włosów, nie służy) i są w ogromnej większości bardzo udane. Ten nie jest może moim ulubieńcem, ale miło go wspominam. Nie pieni się, jest rzeczywiście kremowy. Pachnie trochę męsko-ogórkowo, ale nie jest to na szczęście zapach intensywny. Lekko ściąga moją skórę, ale kładę to na karb zmiany jej kondycji (z mieszanej na normalną/suchą) a nie koniecznie na działanie samego produktu.

Eveline postanowiło mi się chyba przypodobać ;) bo mój ulubiony krem wszech czasów, czyli Aksamitne dłonie pojawił się w wielkim opakowaniu z pompką. Idealny krem i idealne opakowanie. Zużywam kremy do rąk w ogromnych ilościach, dla tego też bardzo lubię duże, ekonomiczne opakowania.

Czy tonik może nawilżać? Do tej pory specjalnie w to nie wierzyłam. Od tego rodzaju produktu wymagam odświeżenia i usuwania ostatnich resztek makijażu. Tym czasem tonik pielęgnacyjny Eva Natura Herbal Garden bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Pozostawia na skórze bardzo przyjemny film, jak po użyciu lekkiego kremu nawilżającego. Dodatkowo ładnie pachnie, ma sympatyczne opakowanie i jest tani (poniżej 10zł w Rossannie). Czegóż chcieć więcej?

Kontynuując wątek świetnych polskich produktów muszę wspomnieć o peelingu Farmona Tutti Frutti z mango i brzoskwinią. Kolejny dowód na to, że w tej kategorii można przebierać w doskonałych produktach jak w...ulęgałkach? Nie, to chyba nie jest odpowiednie porównanie, ale myślę, że rozumiecie o co mi chodzi. Peeing pięknie (choć nieco sztucznie, tu przyznam rację) pachnie i pozostawia na skórze warstwę olejku. Nie podoba mi się tylko opakowanie, wielkie i nieporęczne, etykietki zaczynają się od niego odklejać niemalże natychmiast.

La Roche Posay Cicaplast B5 Baume okazał się bardzo pomocny w walce z przesuszonymi plackami na twarzy, w okolicach ust i nosa. Świetnie łagodzi podrażnioną u suchą skórę, zazwyczaj wystarczy jednorazowe użycie.

Masło do ciała rosmannowskiej marki Wellness&Beauty pachnie obłędnie i bardzo dobrze nawilża. Nadaje się również do rąk i stóp, a nie wszystkie masła spełniają ten warunek. Pokochałam je tak bardzo, że kupiła żel pod prysznic o tym samym zapachu i nie mogę się od niego oderwać. Pycha! W komplecie z żelem kilka razy w tygodniu używam szczotki Wellness&Beauty. Męczę się z przebarwieniami na placach i postanowiłam pozbyć się draństwa za pomocą intensywnego peelingowania. Zabieg ten okazał się nie tylko bardzo relaksujący (drapu drap po plecach :) ) ale i skuteczny. Polecam, nie tylko tym z was które mają problemy z plecami.

Paski oczyszczające na nos Beauty Formulas to stali bywalcy mojej łazienkowej półki. Są skuteczne, jeżeli macie jednak wrażliwą skórę uważajcie przy ich odrywaniu (ja zapomniawszy o ostatniej nadwrażliwości niefrasobliwie zerwałam plasterek i nabawiłam się ranek...)


Dzina sprawa, ale żel żurawina i biała herbata, który otrzymałam w paczce od Rossmanna to mój pierwszy żel Isana. Bardzo przyjemnie, orzeźwiająco i lekko cierpko (na prawdę żurawinowo) pachniał. Bardzo sympatyczny produkt.



Waniliowo-truskawkowa maseczka do twarzy Rival De Loop to edycja limitowana, wyglądała bardzo apetycznie. Niestety okazała się kiepska i nie będę za nią płakać. Pachnie nieciekawie (zjełczałym kremem?) , ze skórą nie robi nic a skład również nie zachwyca. 

Skoro już mówimy o maseczkach, czy was również denerwuje to, że nie da rady kupić już niczego w normalnej tubce? Zużyłam ostatnio moje maseczkowe i peelingowe zapasy i wybrałam się do Rossmanna po nowe. Peelnig w tubie znalazłam bez większego problemu, ale maseczki w dużych opakowaniach stały się gatunkiem wymarłym. Zniknęła nawet glinkowa maska Lirene, absolutny klasyk. Wszędzie tylko saszetki, które owszem są fajne, ale na dłuższą metę drogie i nieco upierdliwe.
Bardzo szkoda, że nie można już kupić większych opakowań.


Czy na waszych łazienkowych półkach pojawiło się ostatnio coś ciekawego?









wtorek, 1 stycznia 2013

Ulubieńcy grudnia i roku 2012

Pora na małe podsumowanie. Zebrałam listę ulubieńców, jak co miesiąc, a dodatkowo małe podsumowanie roku. Wiem, że na pewno o niektórych produktach zapomniałam, ale trudno. Jest to więc zbiór dość luźny, o niektórych kosmetykach pisałam często o innych rzadziej ale zarówno jedne, jak i drugie wyjątkowo zapadły mi w pamięć w minionym roku.

Ulubieńcy grudnia


W grudniu nie rozstawałam się z Guerlain Meteorites 01, różem Flormar (z duo P115) oraz starą dobrą pomadką Bebe intensywna pielęgnacja. Ulubioną bazą była Hean Stay On, której prawie codziennie towarzyszył Eyeliner L'oreal Super Liner (Liner Intense) Carbon Gloss. Polubiłam też kombinację odżywki do rzęs Eveline Advance Volumiere (pięknie wydłuża ale prostuje podkręcona zalotką rzęsy, ponieważ jednak mój eyeliner nie współpracuje dobrze z zalotką, byłam i tak skazana na proste rzęsy ;) ) + Eveline Big Volume Lash Waterproof + Maybelline Illegal Lenghts Waterproof (sam w sobie średni tusz, w wersji wodoodpornej niedostępny w Polsce). Nadal mam bardzo suche usta, dla tego jedynym kolorowym produktem, jaki byłam w stanie na nich znieść był mój ukochany stain YSL w kolorze 12.
Jeżeli chodzi o perfumy, to nadal wysączam ostatnie krople Kenzo Flower.


Ulubieńcy i odkrcia 2012


YSL Rouge pour couture glossy lip stain. To jeden z niewielu produktów, w których nie zmieniłabym nic (no, może oprócz ceny :) ). Absolutnie idealne połączenie błyszczyka, pomadki i tinta. Kupiony w marcu nr 12 już ledwo zipie, dlatego korzystając z sephorowej super zniżki kupiłam kolejną czerwień, tym razem bardziej klasyczną nr 9. Gdybym miała wybrać jednego ulubieńca 2012, na pewno byłaby to ta pomadka.


Inglot. Marka, która powróciła do moich łask w tym roku. Świetne cenie, produkty do ust, niezawodne bibułki matujące.


Benefit Hervana za to, że można nią wyczarować zdrowy i świeży rumieniec, róż (a właściwie bronzer) Anabelle Minerals w kolorze Honey, który świetnie ociepla buzię. Prasowany puder Bell 2 Skin Pocket Mat detronizuje wszystkie prasowańcem, jakie znam. Jakość wysokopółkowa za mniej niż 20zł! Make Up For Ever Full Cover, to korektor na który zawsze mogę liczyć. Supertrwały, bardzo kryjący a jednocześnie świetnie stapiający się z cerą. Niedawno zaczęłam drugie opakowanie.
Na wspomnienie zasługuje również mój najukochańszy MAC Warm Soul (obecny już jednak tylko duszą a nie ciałem bo się jakiś czas temu skończył ).


L'oreal Super Liner nie jest może 100% ideałem, ale jest bardzo czarny i bajecznie prosty w obsłudze. Sephora Smoothing & Brightening concealer to najlepszy jak do tej pory rozświetlacz okolic oczu, szczególnie kolor 02. Eveline Big Volume Lash Waterproof na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. Już go nie oddam :)


Szampon Wszechczasów, czyli morelowy Garnier dla dzieci, odżywka do skóry głowy i włosów Jantar oraz olejki Alterra to ulubieńcy w kategorii pielęgnacji włosów. Garnier Skóra wrażliwa płyn do demakijażu 2w1 znakomicie radzi sobie z tuszem wodoodpornym a krem Floslek Be Eco pod oczy i na szyję rewelacyjnie nawilża okolice oczu. Masełka do ust Nivea pokochałam za wygodne i ładne puszeczki i skuteczność. Ulubiona maseczka to The Body Shop Warming Mineral Mask. Zużyłam już dwie tubki i na pewno będą następne. Maska ładnie zwęża pory i oczyszcza twarz, szczególnie nałożona podczas kąpieli.


W kategorii lakierów do paznokci królowało oczywiście Essie. Oprócz sztandarowych korali, bardzo lubiłam nosić kobaltowy niebieski i cielaki w stylu Essie Sand Tropez.


Uwielbiałam zalotkę MAC oraz trzy syntetyczne pędzelki do oczu Sedona Lace.


Ulubiony zapach był niezwykle trudny do wytypowania, ale najczęściej nosiłam Moschino Hippy Fizz. Czysty, optymistyczny i bardzo trwały.


Oczywiście, nie mogę zapomnieć o świecach i woskach Yankee Candle, które umilały mi większość z 366 dni 2012 roku :).

Jakie były wasze ulubione kosmetyki ubiegłego miesiąca i ubiegłego roku?

piątek, 18 maja 2012

Eveline Big Volume Lash Waterproof


Znacie moją miłość do tuszy Maybelline,właściwie nie kupuję niczego innego.Ostatnio jednak za braku ciekawej promocji na mój ulubiony Lash Stiletto i w oczekiwaniu na pojawienie się wodoodpornej wersji Illegal Lenghts postanowiłam przetestować co nowego w kategorii tuszy wodoodpornych pojawiło się na rynku.Dwa z moich zakupów okazały się niewypałami (o czym opowiem przy okazji innego postu) a jeden pozytywnie mnie zaskoczył.
Eveline Big Volume Lash Waterproof dostępny jest w Superpharmie oraz mniejszych niesieciowych drogeriach (i chyba też w Tesco z tego co pamiętam).Kosztuje około 12zł czyli jak by nie było o połowę mniej niż moje ulubione tusze Maybelline.
Tusz do złudzenia przypomina wyglądem tusze Max Factor,czytając recenzje na KWC można również dowodzieć się,że niektóre z dziewczyn uważają,że działanie jest również podobne.Czy rzeczywiście?Nie wiem,nie kupuję tuszy Max Factor bo jakoś nie jestem w stanie zdobyć się na wydanie 50zł na tusz,kiedy znam świetne za pół ceny.
Szczotka jest spora,krótkie silikonowe włoski sugerują,że mamy do czynienia z tuszem rozdzielającym i pogrubiającym rzęsy.


Muszę z zadowoleniem powiedzieć,że bardzo polubiłam ten tusz.Świetnie wydłuża,pogrubia i rozczesuje.Spektakularne wydłużenie zawdzięcza zawartym wewnątrz włókienkom.Kolor jest bardzo czarny a konsystencja raczej gęsta i niezbyt mokra czyli tak jak lubię.Mokre tusze nie sprawdzają się na moich delikatnych,prostych rzęsach.
Tusz ładnie utrzymuje podkręcenie jakie uzyskuje się zalotkom.Jak z trwałością?Cóż,to chyba jedyny słabszy punkt tego produktu.Jest trwały,nie rozmazuje się (chociaż oprócz łzawienia oczu nie miałam okazji sprawdzić go w kontakcie z wodą) ale zdarza mu się trochę osypywać.Pewnie jest to wina wspomnianych włókienek.Nie jest to jednak bardzo poważny problem bo 6-8 godzin wytrzymuje spokojnie w dobrym stanie a rzadko mam go okazję nosić dłużej.
Ma bardzo specficzny zapach,trochę mnie on denerwuje ale na szczęście nie jest wyczuwalny dłużej niż kilka minut,więc zupełnie do przeżycia :).



Lubię bardzo mocno wytuszowane rzęsy (jak kiedyś już wam pisałam lubię kiedy są lekko posklejane,dziwne ale tak już mam ;),nie dla mnie efekt naturalnego podkreślenia) i Big Vlome Lash pozwala na uzyskanie takiego efektu.Efekt jest na prawdę wyraźny,odkąd go noszę dostałam sporo komplementów dotyczących długości rzęs a to czym dysponuję naturalnie na prawdę nie jest imponujące.Komplementy są więc zasługą tuszu :).


Zdecydowanie polecam,jeden z lepszych tuszy a już napewno w tym przedziale cenowym.W kwestii tuszy jestem wymagająca i wiele z nich mi nie odpowiada.Ten sprostał oczekiwaniom.

Ocena:5-

poniedziałek, 5 września 2011

10 świetnych produktów za 10zł





Dzisiaj o tym,że mając w kieszeni 10 złotych i będąc w drogerii można:


1.Znaleść swój Kosmetyk Wszechczasów


2.Kupić coś co jest nie tylko skuteczne,ale też przyjemne w użyciu


3.W łatwy i nierujnujący portfela sposób poprawić sobie humor i zaspokoić swoją wewnętrzną kosmetykomaniaczkę :)




Jednym słowem przedstawię wam 10 świetnych kosmetyków(i produktów okołokosmetycznych) za około 10zł.






1.Żel ze świetlikiem i aloesem Floslek.Pisałam o nim dokładniej TU.Wielofunkcyjny i skuteczny produkt,który odkąd pojawił się w wesji tubki z dzióbkiem ;) jest też bardzo wygodny w użyciu.










2. Evelilne Aksamitne Dłonie Wygładzjąco-nawilżający eliksir do rąk i paznokci.Nie znam niczego lepszego do pielęgnacji dłoni.Duża tuba pełna świetnie nawilżającego kremu o zapachu tak pięknym,że kiedy ręce znajdują się w zasięgu nosa ma się wrażenie,że to perfumy.Zużyłam już 10493891119348,5 tubki i nadal nie mam dość.




3. Szampon Garnier Naturalna Pielęgnacja z ekstraktem z moreli 2w1(dla dzieci).Nie wiem co za magia siedzi w tym szamponie,ale coś siedzi na pewno.Po umyciu włosy obłędnie pachną,są miękkie,nawilżone i błyszczące.
Bardzo cieszę się,że znów jest dostępny u nas i nie muszę robić zapasów będąc za granicą.


4. Pomadka różana Bebe.Najlepsza rzecz do ust pod słońcem.Nawilża,natłuszcza,odżywia i nadaje lekki połysk.Jest miękka i łatwo się aplikuje,pozostaje na ustach na długo.Pachnie pięknie,choć nie są to róże ;).Wątpię by uchowały się osoby,które nie znają Bebe,ale nie mogłam o niej nie napisać bo to absolutny KWC,nie tylko w lidze ekonomicznej.



5. Lakiery Barbra Colour Alike.Za ciągle nowe kolekcje,kreatywne nazwy(dzięki lakieromaniaczkom-użytkowniczkom) oraz piękne kolory.Bo nic tak nie poprawia nastroju tanim kosztem,jak nowy lakier.



6. Żele pod prysznic Jardins do Monde Yves Rocher.Mnóstwo pięknych zapachów,formuła żelu jest miła w użyciu.Mój ulubiony to Bawełna z Indii,Monoi z Thaiti i Migdał(bodajże z Kalifornii?).
Podoba mi się idea "podróży" związana z każdym wariantem zapachowym.Cyż nie miło jest choć pomarzyć?





7. To co prawda nie kosmetyk a przyjemność zapachowa ale...nie mogę sobie odmówić umieszczenia  ich tu.Chodzi o woski zapachowe Yankee Candle.Kosztują od kilku do 10zł,są dostępne w internecie i "realu" (to znaczy w świecie realnym,niestety nie w supermarkecie :) )a wybór zapachów i ich moc jest oszałamiająca.Za niewygórowaną cenę otrzymujemy krążek,który po podzieleniu na mnijesze części będzie wypełniał dom aromatem przez dobrych kilka tygodni.
Zbieram się do napisania posta poświęconego tym woskom,gdzie napiszę dokładnie jak ich używam.




8. Czekoladowa maseczka Montagne Jeunesse.Domowe spa i to prawdziwe,nie żadna nędzna jego namiastka.Maseczka pachnie czekoladą i świetnie oczyszcza cerę.Saszetka starcza na zaskakująco długo.Recenzowałam ją TU




9. Baza pod cienie Hean Stay On.Po prostu się sprawdza,przedłuża trwałość cieni i zapobiega ich blaknięciu.Nie posiada drobinek,nadaje się więc również pod matowe cienie.Jestem pod wielkim wrażeniem tego,że tak tani produkt może być tak skuteczny.Więcej TU.




10. Błyszczki Essence.Generalnie wszystkie,szczególnie Stay On i XXL Nudes.Mają piękne zapachy,mnóstwo różnych kolorów.Do tego nawilżają,nie kleją się ale nie są też za rzadkie.Z wszystkich,które do tej pory testowałam(a jak na fankę błyszczyków było ich sporo :) ) byłam bardzo zadowolona.
Jedne z najlepszych błyszczyków,nie tylko w tym przedziale cenowym.







A jacy są wasi ulubieńcy w tym przedziale cenowym?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...