Z cytrusowymi zapachami mam trudną relację. Niektóre, podobnie jak naturalny pierwowzór, sprawiają mi przyjemność. Tu przykładem może być cytrynowa seria The Body Shop czy na przykład jeden z najnowszych zakupów czyli Lancome O de L'orangerie w którym cytrusy brzmią na prawdę pięknie. Jednak nie będąc urodzoną cytrusową koneserką ;) dość często zdarza się, że trafię na produkt o takim zapachu, który zaczyna mnie denerwować.
Tak niestety jest w przypadku żelu Joanna Naturia z aloesem i limonką. Jest to produkt typu unisex (chociaż swoją drogą nie wiem, co mogłaby być niemęskiego w myciu się żelem pod prysznic o zapachu kokosowym czy truskawkowym, ale to temat na oddzielną rozmowę). Jeżeli chodzi o żele pod prysznic, nie mam wygórowanych wymagań. Lubię kiedy nie podrażnia i ładnie pachnie. Tyle. Do samych właściwości recenzowanego żelu nie mam zastrzeżeń, nie podrażnia. Jest tani (około 4zł za 300ml), niestety rzadko widuję produkty Joanna w sieciowych drogeriach. Z tego, co pamiętam można je upolować w niektórych marketach (Caerfour? Real?).
Zapach zupełnie mi nie odpowiada. Jest bardzo, bardzo, bardzo cytrusowy i ekspansywny. Wypełnia całą łazienkę i czuję go na skórze jakiś czas po spłukaniu (co może być plusem, jeżeli ktoś go polubi). Nie jest to takie wydanie cytrusów, jakie lubię. Przypomina mi bardziej mocno oczyszczający szampon do tłustych włosów (bo z jakiegoś powodu tego rodzaju szampony w większości przypadków pachną cytrynowo) lub płyn do mycia naczyń.
W związku z powyższym wykorzystam go jako płyn do kąpieli w celu szybszej utylizacji. Jeżeli lubicie mocno cytrynowe kosmetyki, można się nim zainteresować. Jeżeli jednak, podobnie jak ja, wolicie kiedy żele pod prysznic pachną raczej jak "jedzeniowe" słodkości, ten możecie sobie darować.