Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kremy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kremy. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 maja 2013

Przegląd półki łazienkowej, oczyszczanie, demakijaż i pielęgnacja twarzy.



Dziś mam dla was krótką recenzję zbiorczą produktów, które w ostatnim czasie goszczą lub gościły na mojej półce. Kategoria: pielęgnacja twarzy.


Żele do mycia twarzy. Nie mogą nadmiernie wysuszać, ostatnio polubiłam także te z delikatnym peelingiem. O tak, zdecydowanie potrzebuję regularnego ale za razem delikatnego peelingu. Polubiłam też bardzo peelingujące płatki kosmetyczne, ale do rzeczy....



AA Pielęgnacja Młodości 18+ Peelingujący żel do mycia twarzy. Bawi mnie nie co klasyfikowanie żelu do mycia twarzy jako produktu przeznaczonego dla konkretnej grupy wiekowej. Taka tendencja jest często spotykana, większość żeli jest adresowana do nastolatek. Bo starsze kobiety to co? Pewnie nie myją twarzy ;).
Sam produkt bardzo przyjemnie pachnie, trochę perfumeryjnie i elegancko. Drobinki są delikatne, ale zdecydowanie są. Używam go kilka razy w tygodniu ale spokojnie możnaby używać go codziennie. Delikatne usuwa martwy naskórek, ale nie jest to rzecz jasna agresywny ścierak. Nie ściąga mojej podatnej na to skóry.

Synergen Pianka do mycia twarzy Sweet Touch. Lubię pianki do mycia twarzy, szkoda że tak mało ich ostatnio na półkach. Ta konkretna nie rzuciła mnie na kolana. Pachnie bardzo słodko i sztucznie, ale jest to przyjemny zapach. Z gatunku landrynkowych.
Konsystencja jest bardzo lekka, pianka szybko znika podczas aplikacji. Używam na raz 2-4 pompek co sprawia, że produkt ma umiarkowaną wydajność. Nie ściąga skóry. Taki przeciętniak, na dodatek jest dość droga (10zł) jak na rossmannowski produkt. Nie kupię ponownie.

AA

Synergen

Płyny micelarne. Są dla mnie nieodzownym elementem oczyszczania, zmywam nimi makijaż twarzy (niestety tuszu wodoodpornego nie ruszają) a ostatnio używam ich też rano zamiast żelu do mycia twarzy. Lubię kiedy micel jest łagodny i nie pozostawia tłustej warstwy. Ładny zapach mile widziany.


Floslek Płyn micelarny do cery wrażliwej. Bardzo lubię kosmetyki Floslek, nie raz pozytywnie mnie zaskoczyły jakością i działaniem. Niestety ten płyn zupełnie mi nie odpowiada. Podrażnił mnie, skóra po przemyciu piecze mnie przez dłuższy czas :(. Robiłam do niego kilka podejść, ale za każdym razem sytuacja się powtarzała.
Jest bezzapachowy i nie pozostawia lepkiej warstwy.


Eveline Hydra Expert Płyn Micellarny. Łagdony, bezzapachowy. Nie podrażnia oczu ani twarzy. Jest ok, cena atrakcyjna (poniżej 10zł). Wolałabym jednak chyba, żeby miał jakiś zapach.

Bielenda Esencja Młodości Nawilżający Płyn Micelarny. Ostatnio ulubiony. Bardzo dobrze oczyszcza , odświeża lepiej od Eveline i nie piecze w oczy. Brak jakiejkolwiek nieprzyjemnej warstwy, nie trzeba go zmywać. Bardzo ładnie pachnie. Kupię na pewno.

W kolejce na przetestowanie czekają dwa płyny micelarne AA i jeden Lirene.

Floslek

Eveline

Bielenda


Bez płynu dwufazowego nie istnieje dla mnie demakijaż. Lubię testować różne, ale zazwyczaj wracam z podkulonym ogonem do Garniera dla wrażliwej skóry. Większość innych niestety albo podrażnia albo nie zmywa tuszu wodoodpornego, albo obie te rzeczy na raz.
 Płyn dwufazowy Floslek dobrze poradził sobie z usunięciem grubej warstwy tuszu, jest bardzo mało tłusty ale niestety bardzo podrażnił mi oczy. Szkoda bo zmywa makijaż oczu na prawdę szybko.

Floslek


W kategorii kremów do twarzy lubię mieć wybór i mam zazwyczaj przynajmniej dwa. Na dzień i na noc, ale najczęściej krem na dzień występuje na półce w kilku odsłonach. Krem pod ozy to absolutny must-have!

Ziaja Sopot krem brązujący relaksujący lubię nie tylko za delikatną opaleniznę, ale i za to że to jeden z lepszych nawilżaczy jakie znam. Bardzo lubię używać go na noc, budzę się z wypoczętą i nawilżoną buzią w zdrowym kolorze. Pod makijaż również dobrze się nadaje. Opalenizna jest delikatna i równomierna. Świetny krem. Pachnie bardzo przyjemne, jak cała seria Sopot. Cena rewelacyjna.

Jego kuzyn Ziaja krem opalizujący w wersji do cery tłustej i mieszanej również uważam za udany. Czasami sprawdza się lepiej a czasami gorzej (w zależności od stanu mojej skóry) ale nawilża i rzeczywiście rozświetla. To takie fajne rozświetlenie, nie brokat a delikatne złociste opalizowanie. Nie wiem, czy spodobałby się jednak posiadaczkom bardzo tłustej skóry bo może podkreślać problem. Kolejny krem, który prześlicznie pachnie, ale inaczej niż brązujący. Taki zapach miały kiedyś inne kremy do twarzy Ziaja. Nie mogę jednak przypomnieć sobie, jak się nazywały.

Krem rozświetlająco-nawilżający Corine di Farme kupiłam, bo słyszałam same dobre rzeczy o tej marce. Trudno je gdzieś znaleźć, ja swój kupiłam w Hebe ale podobno je  stamtąd wycofują. Kosztował 20zł, co uważam za całkiem dobrą cenę biorąc pod uwagę naturalny skład. Nie jestem, jak wiecie, maniaczką kosmetyków organicznych, ekologicznych itp. Ten krem jest po prostu ok. Ma lekką, ale nawilżającą konsystencję. Nadaje się pod makijaż. Podoba mi się zapach (identyczny jak brązujący krem Sopot) i wygodna pompka. Raczej nie kupię ponownie, nie zachwycił mnie ale jest to zdecydowanie solidny kosmetyk.

AA Energia Młodości 30+ Krem na pierwsze zmarszczki na noc. Nigdy nie byłam wielką fanką AA, ale zaczyna zmieniać zdanie. Krem kupiłam, bo szukałam czegoś fajnego na noc a ten miał dobrą cenę (sporo poniżej 20zł). Rzeczywiście, jest odżywczy i bardzo dobrze wpływa na kondycję skóry twarzy. Zauważam różnicę szczególnie, kiedy użyję go wracając do domu nad ranem. Po obudzeniu twarz wygląda na dużo bardziej wypoczętą niż ja sama ;). Pachnie bardzo przyjemnie. Jest treściwy, ale nie bardzo tłusty. Spełnia moje oczekiwania dotyczące kremu na noc, nie mam co prawda jeszcze zmarszczek ale i tak widzę pozytywny działanie na kondycję skóry. Nie podoba mi się tylko masywny słoiczek, nie mieści mi się do szufladki na półce łazienkowej. Dodatkowo jest bardzo plastikowy i po prostu brzydki.

Zadowolona z kremu na noc, kupiłam jego kolegę pod oczy. Krem pod oczy nawilżająco-wygładzający jest jednym z lepszych, jakich używałam. Zaraz obok Floslekowego kremu pod oczy na dekolt i szyję. Jest odpowiednio treściwy, nawilża i chroni moją suchą skórę pod oczami. Dodatkowym plusem jest cena. Bardzo fajny krem.

Lirene Folacyna Intense 30+ z tego samego przedziału cenowego i wiekowego sprawdza się dużo gorzej. Jest za lekka, zaraz po nałożeniu go na powieki mam ochotę nałożyć kolejną warstwę. Zużyłam już ten krem i na pewno do niego nie wrócę.


AA

Sopot opalizujący

Sopot brązujący

Corine di farme

A jakie ciekawostki do pielęgnacji twarzy znajdują się obecnie na waszych półkach?

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Under 20 2w1 Nawilżający krem do twarzy z efektem stopniowego opalania


Ten krem kupiłam zupełnie przypadkiem. Lubiłam tonik i żel to mycia twarzy z tej serii (a także świetny krem nawilżający z poprzedniej "pomarańczowej" serii Under 20, który został niestety wycofany z produkcji), ale z jakiegoś powodu przestali ją sprzedawać w Rossmannie i nie zdążyłam wypróbować kremu.
Ponowna okazja trafiła się, kiedy znalazłam go w promocji w Naturze. Akurat skończył mi się krem nawilżający więc postanowiłam się skusić.
Bardzo go polubiłam i zużyłam od początku do końca nie zdradzając z żadnym innym.

Konsystencja jest dość gęsta, kremowa. Na prawdę świetnie nawilża, za co szczególnie go lubię. Jest treściwy ale jednocześnie nie jest te zbyt ciężki i nadaje się pod makijaż. Nie powoduje nieestetycznego błyszczenia się. Dodatkowym plusem jest fakt, iż rzeczywiście poprawia koloryt skóry. Nie zawiera DHA i nie jest typowym samoopalaczem, stopniowo nadaje lekko brzoskwiniowy odcień. Podobny efekt uzyskałam po używaniu olejku marchewkowego. W składzie widnieje beta-karoten więc mechanizm jest taki sam w przypadku obu produktów. Cera wygląda na prawdę ładniej i bardziej promiennie, obietnice producenta zostały spełnione.

Zapach jest przyjemny, owocowy a tubka wygodna. Kolejnym plusem jest przystępna cena i całkiem rozsądny skład . Szkoda, że nie jest już tak łatwo dostępny, jak kiedyś. Widziałam go tylko w Naturze.



Lubicie produkty Under 20? Ja mam z nimi bardzo dobre doświadczenia a ten krem tylko to potwierdza.

piątek, 14 września 2012

Po czwarte: Dbaj o skórę wokół oczu

Kolejna odsłona Dekalogu zdrowej skóry Floslek. Jedna z najważniejszych bo dotyczy dbania o wrażliwą skórę wokół oczu.


"Kremy pod oczy i kremy do twarzy mają różne pH, dlatego nie powinno się ich stosować zamiennie. Dobrze dobrany preparat pod oczy i odpowiednio wykonany delikatny masaż skóry w trakcie aplikacji zapobiegają powstawaniu zmarszczek.
Skóra w okolicach oczu wymaga szczególnej pielęgnacji. Przede wszystkim powinniśmy ją prawidłowo oczyszczać specjalnymi preparatami. Bardzo ważny jest również odpowiedni dobór preparatu pielęgnacyjnego uwzględniającego specyfikę tego obszaru skóry. Powinien on nawilżać i ujędrniać skórę, a także łagodzić podrażnienia, regenerować i chronić ją przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi – radzi dr Henryka Dąbrowska."


Mam mieszaną cerę, ale nie przepadam za bardzo lekkimi kremami. Szczególnie w przypadku pielęgnacji skóry okolic oczu. Tym czasem na półkach aż roi się od lekkich kremów, które obiecują że będą szybko się wchłaniać i nie pozostawią tłustego filmu. Cóż jednak z tego, skoro ja takiego właśnie ochronnego filmu pod oczami potrzebuję. Znazałam kilka całkiem fajnych, bardziej nawilżających kremów (min. Floslek pod oczy do skóry wrażliwej, o którym już wcześniej pisałam) jednak żadne nie był idealny. Niektóre podrażniały, inne były mało wydajne a jeszcze inne nieco za drogie (np. Dermika z kwasem hialuronowym).
Myślałam już, że będę musiała zdecydować się na krem 60+ ;). W końcu jednak trafiłam na krem idealny, Floslek znowu potwierdził, że zasługuje na miano mojej ulubionej polskiej firmy.
Bio-certyfikowany krem pod oczy, na dekolt i szyję z serii Be Eco wreszcie spełnił wszystkie moje oczekiwania, jeżeli chodzi o pielęgnację skóry wokół oczu.


Ma bardzo gęstą, maślaną konsystencję. Dobrze się wchłania i dogaduje się z produktami do makijażu, ale jednocześnie pozostawia ochronny nawilżający film. Jest bardzo wydajny, wystarczy na prawdę odrobinka. Smaruję nim tylko okolice oczu, na szyi i dekolcie lepiej sprawdzają się u mnie kremy, których używam do reszty twarzy. Myślę jednak, że posiadaczki suchej lub nieco bardziej dojrzałej cery polubią go również do pielęgnacji dekoltu i szyi (co potwierdza moja mama, która również kupiła sobie ten krem).
Dodatkowym plusem jest bardzo dobry, naturalny skład.
Niezbyt podoba mi się ciężki słoiczek. Nakrętka jest plastikowa i mało elegancka a srebrna obwódka ściera się natychmiast. Są to jednak jedyne aspekty, do których mogę się przyczepić. Krem kosztuje ponad 30zł/50ml, ale biorąc pod uwagę wydajność na prawdę nie można go nazwać drogim.

Zdecydowanie polecam, mój ulubiony krem pod oczy! Wreszcie coś co na prawdę nawilża.

Ocena: 6-


wtorek, 24 lipca 2012

Dekalog Zdrowej Skóry Floslek




Doskonale wiecie, że przepadam za kosmetykami Floslek. Jestem bardo zadowolona z ich działania, wśród produktów tej marki znajduje się wielu moich ulubieńców, po których regularnie sięgam i zawsze mają miejsce na mojej łazienkowej półce. W najbliższym czasie będę pisać o Flosleku trochę więcej. Ponad miesiąc temu otrzymałam kolejną ogromną paczkę kosmetyków (i tu po raz kolejny muszę pochwalić firmę za doskonałe podejście do blogerek, nie jest to bowiem pierwszy raz, kiedy otrzymuję ogromną paczkę pełną świetnych kosmetyków), przyszła pora na recenzje. Tym razem będą one ukazywał się tematycznie w cyklu Dekalog Zdrowej Skóry. Dekalog zawiera dziesięć zasad pielęgnacji skóry opracowanych w konsultacji z dermatologiem.

I. Demakijaż twarzy
II. Nawilżanie/Nawadnianie
III. Zapobieganie zmarszczkom/mobilizowanie komórek skóry do odnowy
IV. Dbanie o skórę wokół oczu
V. Stosowanie filtrów UV zimą i latem
VI. Dbanie o pielęgnacje stóp i dłoni
VII. Złuszczanie i nawilżanie ciała
VIII. Pielęgnacja dekoltu i szyi
IX. Walka z przebarwieniami
X. Dbanie o skórę głowy

W najbliższym czasie omówię dokładnie wybrane z poniższych zagadnień. Dodatkowo, ponieważ niektóre z produktów znam i mam w swojej kolekcji przygotowałam dla was małą niespodziankę :).

Który  punktów dekalogu najbardziej was zainteresował? Który chcecie zobaczyć jako pierwszy?

sobota, 21 stycznia 2012

Burn testuje: Alterra krem brązujący




Krem brązujący Alterra kupiłam w lecie,stoi na mojej półce już więc dość długo.Recenzję zacząć muszę od tego,że polska nazwa wprowadza w błąd,nie jest to bowiem krem brązujący (nie zawiera samoopalacza) a tonujący.Innymi słowy jest to coś pomiędzy kremem nawilżającym a podkładem,pielęgnuje i poprawia koloryt.
Zawiera ekstrakt z brzoskwini i,według producenta,jest przeznaczony do cery mieszanej i normalnej.

Występuje tylko w jednym kolorze,mnie bardzo on odpowiadał,ale podejrzewam że dla niektórych osób może być za ciemny.Odcień jest w miarę neutralny,bez wyraźnych ciepłych czy chłodnych tonów.Dobrze rozprowadza się na twarzy,daje całkiem niezły poziom krycia-w letnich warunkach wystarczający.Wykończenie raczej matowe,nie powoduje świecenia się a wręcz matuje,szczególnie w duecie z sypkim pudrem.



Konsystencja kremowa,ale nie tłusta.Nawilżenie przyzwoite,chociaż szczerze mówiąc zazwyczaj stosowałam go na krem nawilżający.Zawiera w składzie alkohol,wychodzę z założenia że nie ma co tego składnika demonizować,podobno szybko paruje z powierzchni skóry.Oczywiście,częste używanie np. toniku składającego się z dużej ilości alkoholu raczej nikomu nie służy ale kupując kosmetyki naturalne często spotkamy się w ich składzie z alkoholem,bo jest popularnym naturalnym konserwantem.W niewielkich ilościach nie powinien wywoływać wielkiego niepokoju ;).
Zapach kremu jest średnio przyjemny,cytrynowo-cukierniczy jak w przypadku innych produktów Alterra.

Utrzymuje się na twarzy całkiem sługo,porównywalnie do podkładów.Na prawdę byłabym z tego kremu bardzo zadowolona,gdyby nie fakt że mnie zapycha i to dość znacząco :(.Od jakiegoś czasu moja skóra stała się podatna na zapychanie i niestety ten krem znalazł się na liście szkodników.Mam wielką nadzieję,że kiedy wrócę do niego latem okaże się,że jest ok ale pewnie tylko się łudzę.

Polecam go przetestować,za kilkanaście złotych (10,90? nie pamiętam dokładnie) otrzymujemy 50ml bardzo dobrego produktu.Jeżeli nie będziecie miały takiego pecha jak ja,może się on stać godnym zamiennikiem dla podkładu w letnie upały.Do tego w składzie mamy sporo fajnych pozycji jak np. oliwa z oliwek,olej z pestek moreli czy olej sezamowy.



Znacie ten produkt?Jak go oceniacie?


Ps.Przepraszam za ostatnią absencję.Sesja i inne obowiązki powoli dobierają się do mojego wolnego czasu...:(

piątek, 22 lipca 2011

Burn testuje: Olay Active Hydrating Krem aktywnie nawilżający na dzień dla cery wrażliwej


W kwestii kremów do twarzy jestem bardzo kapryśna,albo powinnam może powiedzieć-moja skóra jest kapryśna.Rzadko kiedy coś pasuje jej na dłuższą metę i zazwyczaj mam kilka kremów,które stosuję zamiennie a po ich wykończeniu nie ponawiam zakupu.
Okazało się jednak,że krem Olay Active Hydrating do cery wrażliwej spodobał mi się i to nawet bardzo.




W wygodnym i bardzo ładnym słoiczku znajduje się gęsty krem o niemal maślanej konsystencji.Jest bezzapachowy i niekoloryzowany.
Po nałożeniu na twarz okazuje się,że owa maślana konsystencja świetnie nawilża,ale jednocześnie nie jest tłusta i szybko wchłania się do matu.To połączenie tworzy duet idealny dla przesuszonej,ale jednak mieszanej cery.
Nie wysypało mnie po tym kremie,ani z powodu podrażnienia ani z powodu zapchanych porów.Jeden z nielicznych nawilżaczy,których mogę używać bez przerwy,na dzień i na noc a moja skóra wygląda przy regularnym stosowaniu lepiej.Bardzo przypadło mi do gustu połączenie treściwości kremu z tym,że nie jest tłusty i pięknie się wchłania.Mam więc i odpowiednie nawilżenie i komfort noszenia.Z powodzeniem stosuję jako podkład pod makijaż mineralny.
 Niestety nie mam już kartonika ze składem a nie udało mi się też wyszukać go w internecie.
Krem kosztuje w Rossmannie około 15zł za 50ml i myślę że jest to na prawdę przystępna cena za tak udany produkt.
Zdecydowanie polecam.Skoda tylko,że nie zwiera filtra(to znaczy zwiera nieco bezużyteczny filtr 4,więc tak jakby nie miał nic).

A właśnie,pozostając w tym temacie.Jakie są wasze ulubione kremy na dzień z filtrami w przedziale powiedzmy 20-30?Muszę się w coś zaopatrzyć na wyjazd(i tak,jestem świadoma,że powinnam stosować wysokie filtry na co dzień,ale zostawmy tą kwestię  na razie na boku ;) )a nie wiem co byłoby dobre,niezapychające i niebielące.Będę wdzięczna za sugestie bo kompletnie nie mam pomysłu co kupić.

niedziela, 5 czerwca 2011

Cztery Pory Roku Kremy do rąk glicerynowe


Kremy do rak PharmaCF znają chyba wszyscy.
Dla mnie to taki produkt,który praktycznie zawsze znajdują się na moim biurku czy w pobliżu łóżka,jest zawsze pod ręką.Kremy są porządne,odpowiednio nawilżają i natłuszczają zostawiając ochronny film.Sprawdzają się też do pielęgnacji stóp.Lubię je także za niską cenę,wielką tubkę 130ml(zawsze zużywam kremy do rąk w niesamowitym tempie dla tego duże opakowania po prostu lepiej się sprawdzają) i bardzo ładne zapachy.
Do tej pory moim ulubionym zapachem był melon.Przy ostatniej wizycie w Rossmannie(och jak ja uwielbiam te wizyty w drogeriach :),zazwyczaj znajdę coś nowego i ciekawego) zauważyłam,że w pojawiły się nowe warianty w serii Cztery Pory Roku.Kupiłam więc jagodowy i grejpfrutowy bo po poziomkowym została tylko etykietka z ceną.Wszystkie zostały wykupione.
Oba "limitowane" zapachy pachną na prawdę przepięknie.Grejpfrut jest orzeźwiający i nie przypomina płynu do mycia naczyń czy kostki toaletowej ;) a jagodowy jest słodko-cierpki i pachnie bardzo podobnie jak jagodowa seria do twarzy jaką można było kupić kiedyś w Oriflame.

Zaglądając na stronę producenta dowiedziałam się,że nowych zapachów jest więcej.Aktualnie kremy do rąk Cztery Pory Roku są dostępne w następujących zapachach:

-jabłko i cynamon (mniam!)
-czekolada i pomarańcza
-grejpfrut
-jagoda
-poziomka
-zielona herbata(pachnie jak perfumy Green Tea E.Arden)
-wiśnia
-melon
-konwalia 
-cytryna

Nie spocznę puki nie dopadnę wszystkich limitowanych zapachów :).



A wy lubicie kremy Cztery Pory Roku?A może miałyście okazję testować nowe apetyczne zapachy?Który jest waszym ulubionym?

sobota, 4 czerwca 2011

Burn testuje: Floslek Pharma seria do skóry wrażliwej Łagodny żel do mycia twarzy i Krem pod oczy


Dzisiaj mam dla was recenzję kolejnych kosmetyków,które znalazłam w paczce od firmy Floslek.Tym razem będą to produkty z linii hypoalergicznej Flsolek Pharma do pielęgnacji cery wrażliwej.Seria to zawiera 10 produktów,z których mam okazję testować 5.Byłam niezwykle ciekawa rezultatów,jakie dają te kosmetyki,ponieważ jak wam wiadomo mam wrażliwą cerę skłonną do podrażnień i incydentów uczuleniowych.
Na pierwszy ogień poszły Łagodny żel do mycia twarzy oraz Krem pod oczy.


Krem pod oczy


Opis producetna:
Krem polecany do skóry mało elastycznej, skłonnej do tworzenia zmarszczek oraz tzw. "worków" i "cieni" pod dolną powieką. Krem o lekkiej konsystencji, bardzo szybko wchłaniający się, delikatnie chroni skórę i daje uczucie odprężenia. Tworzy delikatny film ochronny pozwalający na zachowanie naturalnej równowagi wodno-lipidowej. Głęboko i intensywnie nawilża, odpowiednio natłuszcza. Systematycznie stosowany wyraźnie poprawia wygląd skóry - wygładza ją i zwiększa jej napięcie, dzięki czemu zmarszczki i tzw. "worki" stają się mniej widoczne.

Cena: około 13-14zł/30ml


Opinia Burn:
Od dłuższego czasu borykałam się z problemem znalezienia odpowiedniego kremu pod oczy.Niektóre kremy,które stosuję na twarz bardzo dobrze nadają się do pielęgnacji okolic oczu,jednak spora większość się w tej roli nie sprawdza(niektóre podrażniają i wysuszają a jeszcze inne(różnego rodzaju przeciwtrądzikowe czy złuszczające) z zasady należny nakładać z dala od wrażliwszych okolic twarzy.W związku z tym udałam się do Rossmanna w poszukiwaniu kremu pod oczy.
Jak się okazało kremów przeznaczonych do nawilżania okolic oczu jest bardzo niewiele.Większość specyfików do tych okolic to produkty stricte przeciwzmarszczkowe,skierowane do osób po 30-stce lub starszych.Ja w wieku 22 lat,nie odczuwam jeszcze potrzeby używania kremów silnie regenerujących(wiem,że lepiej zapobiegać niż leczyć ;) ale myślę,że w moim przypadku odpowiednim zapobieganiem będzie porządne nawilżania).Druga połowa produktów to kremy rozjaśniające,zmniejszające worki pod oczami(z tym akurat nie mam jakiegoś wielkiego problemu),czy produkty o "lekkiej konsystencji"(tu należy się wam małe wyjaśnienie: z zasady wolę bardziej treściwe kosmetyki bo zwyczajnie lepiej dogadują się z moją skórą.Nie znaczy to jednak,że nie polubię dobrego produktu o konsystencji żelu cze lekkiego fluidu,ale nauczona doświadczeniem zwykle tego typu formuły omijam).
Większość kremów pod oczy,jakie przestowałam nie sprawdziło się.Krem Avon Solutions był za lekki,Ziaja Calma HLC podrażniała i nie nawilżała,Clinique All Abot Eyes piekł w oczy....mogłabym długo wymieniać.

 Przechodząc jednak do sedna,czyli do kremu Floslek(przepraszam za długi przynudnawy wstęp,ale był konieczny).Jest on zapakowany w estetyczną,sporą tubkę.30ml to na prawdę sporo jak na krem pod oczy,wystarczy na prawdę na długo.Jest bezzapachowy i niebarwiony.
Wbrew zapewnieniom producenta krem ma raczej bardziej treściwą konsystencję i wchłania się wolniej niż większość kremów pod oczy jakie poznałam.Nie jest to jednak minusem i zupełnie nie przeszkadza w nałożeniu makijażu na oko wcześniej nim posmarowane.Nie spowoduje wałkowania się cieni czy podkładu
Produkt jest niezwykle przyjemny i kojący.Zostawia lekki film,co niektórym się spodoba ale niektórych może zniechęcić. Bardzo skutecznie nawilża,jeszcze długo mam uczucie,że skóra pod oczami jest nawilżona i miękka.Nie powoduje podrażnień,nie piecze nic a nic.Sprawdza się zarówno na dzień jak i na noc.
Odkąd go używam,skóra w okolicach oczu jest zdecydowanie mniej przesuszona.


Skład:


Jeżeli tak jak ja szukacie bardziej treściwego,łagodnego i nawilżającego kremu pod oczy to serdecznie polecam!Jeżeli wolicie odświeżające,wchłaniające się od razu lekkie kosmetyki prawdopodobnie nie zostanie waszym ulubieńcem.Wtedy jednak możecie wypróbować słynne żele ze świetlikiem Floslek,o których niedługo napiszę dokładniej.


Łagodny żel do mycia twarzy


Opis producenta:
Delikatny żel polecany do mycia i codziennej pielęgnacji skóry szczególnie wrażliwej, o wrodzonej lub nabytej nadwrażliwości.
Przebadany pod kierunkiem lekarza dermatologa na osobach z dodatnim wywiadem w kierunku alergii i atopii.
Bardzo dobrze oczyszcza i odświeża skórę twarzy, nie powoduje objawów ściągania naskórka (90% testujących), dobrze się pieni i spłukuje (90% testujących). Bardzo dobrze nawilża skórę i chroni przed utratą wilgoci (95% testujących). Zachowuje naturalne pH zdrowej skóry.  Nie wysusza, nie powoduje uczucia ściągania, nie drażni oczu, wydajny w użyciu.
Po użyciu żelu skóra pozostaje czysta, świeża, gładka, elastyczna, dobrze nawilżona.
 

Cena:około 12zł/150ml


Opinia Burn:
Żel wyglądał bardzo zachęcająco a opis producenta wskazuje,że to świetny produkt do cery wrażliwej.Owszem,skutecznie oczyszcza skórę z makijażu(oczywiście nie oczu),daje odczucie świeżości i czystości,czego nie zawsze można doświadczyć podczas używania żeli w założeniu łagodnych.Do tego wszystkiego nie podrażnia skóry.Jest bezbarwny i nieperfumowany.
Niestety,po zużyciu połowy opakowania muszę przyznać,że nie polubiłam się z tym produktem.Przede wszystkim dla tego,że wbrew zapewnieniom powoduje on wyraźne i nieprzyjemne uczucie ściągnięcia i wysuszenia skóry :(.Zawiera SLS na drugim miejscu w składzie(co samo w sobie nie oznacza,że żel będzie powodował wysuszenie mojej skóry bo nie jestem na ten detergent przesadnie wrażliwa),co na pewno nie spodoba się wielu posiadaczkom wrażliwej a w szczególności suchej skóry.Pomimo sporej zawartości silnego detergentu żel praktycznie się nie pieni.Łatwo go zmyć,ale konsystencja jest jak na mój gust zdecydowanie za rzadka.Żel ma bowiem konsystencję niemalże jak tonik(coś na kształt Aksamitnego Toniku L'oreal),co powoduje,że przecieka przez palce i jest mało wydajny.Myślę,że pomogłoby tu trochę zmiana opakowania na buteleczkę z pompką(taką jak w żelu do higieny intymnej).

Skład:



Żelu raczej nie polecam
.Nie jest to może najgorszy produkt z tej kategorii,jaki trafił w moje ręce ale na pewno nie kupię go ponownie.



czwartek, 5 maja 2011

Recenzja: The Body Shop Seaweed Mattifying Day Cream



Kolejna perełka odkryta dzięki Youtubowi(bo chyba zgodzicie się ze mną,że internet oprócz źródła pokus wszelakich i wizji bankructwa ;) niesie ze sobą także możliwość odkrywania świetnych kosmetyków,na które prawdopodobnie w innych okolicznościach nie zwróciłybyśmy uwagi?).
Ten krem(a właściwie żel-krem) nie jest typem produktu,na który łatwo mnie skusić.Owszem,mam cerę mieszaną,ale kapryśną bo przesuszoną,wrażliwą i cokolwiek tylko jeszcze możecie sobie wyobrazić z zakresu problemów skórnych.Zazwyczaj nie wybieram lekkich kremów bo...są po prostu za lekkie i już.
Jednak Samantha wielokrotnie go chwaliła(i nie tylko ona) więc w końcu,zachęcona dodatkowo jakąś promocją w TBS kupiłam.
Wielka niespodzianka(ale nie taka niemiła na brodzie czy czole spowodowana nieudanymi eksperymentami kosmetycznymi :>),krem okazał się jednym z najlepszych jakich używałam.Po raz pierwszy od bardzo dawna używałam jednego kremu bez przerwy na skok w bok z innymi(generalnie zazwyczaj zmieniam kremy bo z żadnego nie jestem na dłuższą metę bardzo zadowolona dla tego co jakiś czas wybieram inny z mojej sporej kolekcji).
Używałam go przez całe lato,jesień a nawet początek zimy!Dlaczego?
Otóż krem jest leciuteńki,żelowy co sprawia że idealnie nadaje się na upały, ALE do tego wszystkiego oprócz efektu matującego(bardzo skutecznego!) bardzo dobrze nawilża co przy takiej konsystencji wydaje się niemożliwe.


Po dłuższym stosowaniu zauważyłam,że moja skóra bardzo go lubo-po prostu wygląda lepiej.Jak już wspomniałam,krem na prawdę ładnie matuję(i tu należy się małe wyjaśnienie,nie mam ekstremalnie tłustej strefy T,tylko taką przeciętnie błyszczącą się ;),ale za razem mało który krem na prawdę pomaga w tej kwestii a wodorostowy TBS należy do tej elitarnej grupy) a skóra jest gładka,idealnie nadaje się pod makijaż.
Dodatkowe plusy to delikatny,bardzo przyjemny zapach oraz uczucie odświeżenie po nałożeniu.Nadaje się do nakładania pod oczy,nie szczypie,nie ma alkoholu w składzie.

Szczerze uwielbiam ten krem,jeżeli nie ma akurat wielkich mrozów ani moja skóra nie jest mocno przesuszona jest idealny.

Oczywiście,nie poleciłabym tego kremu skórze suchej,ale mieszanej,tłustej i może też normalnej zdecydowanie tak.
Kosztuje 40zł za 50ml,i jest jednym z droższych kremów(tych nie-aptecznych),których używałam(na razie jeszcze omija mnie problem kremów przeciwzmarszczkowych),ale zdecydowanie warto,bo dodatkowo jest bardzo wydajny.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...