Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sephora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sephora. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 kwietnia 2014

Ogromna porcja kolorówkowych nowości, promocyjne łupy i nie tylko






W ciągu ostatnich 2-3 miesięcy skumulowało mi się w kosmetyczce sporo nowości, chciałabym je wam dziś pokazać. Drogerie i perfumerie kuszą promocjami, na prawdę trudno się oprzeć i wyjść z pustymi rękami. Czuję się bezbronna ;). Ostatnio załapałam się na -40% w Hebe i Sephorze oraz -49% w Rossmannie (skąd pochodzą najwcześniejsze bo wczorajsze łupy).

Korzystając z obniżki na podkłady, pudry itp w Rossmannie kupiłam puder Revlon Nearly Naked, czekoladowy bronzer Bourjois oraz rozświetlacz Revlon Photoready Skinlights w kolorze 001 Bare Light. Wcześniej kupiłam ten sam rozświetlacz w kolorze 003 Peach Light z 40% rabatem w Hebe. Skusiłam się również na bazę Rimmel Stay Matte oraz podkład Healthy Mix Serum. Wreszcie pojawił się u nas Benefit Lolli tint, na którego czekałam dobrych kilka miesięcy i nie mogłam go sobie odmówić ;).


-40% w Sephorze na ich własną markę makijażową zaowocowało zkaupem trzech cieni (do których paletkę dostałam gratis) oraz rewelacyjnej bazy do brokatowych cieni. Kupon rabatowy w Naturze zachęcił mnie do zakupi tuszu Catrice Glamour Doll, rozświetlacza pod łuk brwiowy Eyebrow Lifter oraz trzech kredek tejże marki. Dodatkowo w koszyku znalazł się niwy tusz wodoodporny Maybelline Collosal Go Extreme a w Yves Rocher przybłąkała się ciemnozielona kredka. Przeżywam pewnego rodzaju kredkową fascynację, jak widzicie.


Przybyło mi także mnóstwo nowości do przetestowania od Maybelline. Khole i kredki, podkład Super Stay Better Skin i kolejna wersja tuszu Collosal.


Kompletnie nie miałam w swojej kolekcji błyszczyków, postanowiłam to naprawić. Na allegro kupiłam dwa błyszczyki Sally Hansen Lip Inflation (jestem z nich bardzo zadowlona!) oraz L'oreal Glam Shine 6h w kolorze Forever Young. Dodatkowo przybył mi jedne błyszczy Essence i dwa produkty Sephory, niezwykle trwała czerwona pomadka w płynie i błyszczyk dostosowujący się do koloru ust. Dwa ostatnie produkty oczywiście -40%.


Na koniec pędzelki. Zgarnęłam cztery przepiękne pędzle Essence z limitowanej kolekcji. Były bardzo tanie (ceny od 5,90zł do 12,90zł) a do tego są na prawdę bardzo bardzo fajne. Koniecznie kupcie jeżeli uda wam się na nie trafić. Pędzel do pudru jest rozkosznie miękki! Oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok pędzelków Sephora prawie połowę taniej i kupiłam pędzelek do załamania powieki oraz malutki do smokey eyes.

Tyle dobroci :). Jeżeli zależy wam na jakiejś konkretnej recenzji koniecznie dajcie znać. Jakie nowości pojawiły się ostatnio w waszej kosmetyczce?

piątek, 4 kwietnia 2014

Sephora Supreme Clensing Oil olejek do demakijażu


Od dawna marzyło mi się wypróbowanie olejków do demakijażu. Koncept brzmi kusząco, szczególnie, że jak wiecie od dawna wierna jestem tuszom wodoodpornym, które do najłatwiejszych w usuwaniu nie należą. Dodatkowo dużo dobrego mówi się o takim demakijażu na zagranicznych blogach i kanałach YT. Niestety oferta dostępna w Polsce jest, mówiąc oględnie, niezbyt powalająca. Zaczęło się od zainteresowania MAC Clense off oil ale...nie, po prostu nie zapłacę 120 zł za produkt do demakijażu. Zapłacę tyle za perfumy, zapłacę za paletę cieni, zapłacić mogłabym za krem do twarzy ale nie za coś co spłynie do kanalizacji po krótkim kontakcie ze skórą. W lutym poruszyłam ten problem na kawie z Kasią i Patrycją i wspomniały one, że Sephora chyba ma w swojej ofercie tego rodzaju produkt. Ponieważ i tak chciałam zajrzeć do Sephory w celu pomacania nowych tintów-atramentów (które tak w ogóle okazały się ogromnym zawodem, ale o tym może innym razem...) poszłam i rzeczywiście znalazłam na półce Supreme Clensing Oil.
Produkt kosztuje 39zł za 190ml. Troszkę sporo, pomyślałam, ale z braku alternatywy postanowiłam jednak wydać tyle i to na dodatek w ciemno. Dusza naukowca eksperymentatora wygrała ;).

Olejek nakłada się na suchą twarz, następnie rozmasowuje w celu rozpuszczenia makijażu. Można go stosować również do demakijażu oczu. Przyjemnie, słodko i delikatnie pachnie a składowo prezentuje się następująco:


Nie najgorzej, są tu jeszcze inne rzeczy oprócz ciekłej parafiny. Kiedy już uznamy, że makijaż jest dostatecznie rozpuszczony (przy mocny makijażu twarzy i oczu używam maksymalnie trzech pompek, przy lżejszym nawet jedna wystarcza) dodajemy wody, olejek zmienia się w emulsję która jeszcze chwilę masujemy buzię. Potem mamy dwie opcje, pierwsza jest taka że myjemy twarz żelem i przecieramy tonikiem (ewentualne pozostałości krnąbrnego tuszu można zmyć jeszcze płynem do demakijażu) i przystępujemy do dalszych etapów pielęgnacyjnych. Druga opcja, na leniwca, którą praktykuję kiedy wracam wyjątkowo późno i wyjątkowo zmęczona jest taka, że po prostu zmywam olejek wodą i nakładam krem. Muszę powiedzieć, że również druga opcja sprawdza się dobrze i nie niesie ze sobą żadnych niepożądanych efektów na mojej twarzy.
Olejek po dokładnym zmyciu wodą nie pozostawia tłustej warstwy a jedynie nawilżający film, nie widzę świata za mgiełką. Skóra jest przyjemna w dotyku. Na co dzień zmywam resztki makijażu i tegoż olejku żelem do mycia twarzy, ale sporadycznie w sytuacjach awaryjnych sprawdza się również bez pomocy żelu.
Z demakijażem radzi sobie bardzo dobrze, choć oczywiście zależy to od makijażu, jaki mam na sobie, szczególnie od tuszu (L'oreal Wings wymaga więcej wysiłku i pomocy płynu dwufazowego, ale ten tusz generalnie jest bardzo oporny w zmywaniu).
Dużym atutem olejku jest wygodne opakowanie i wydajność. Używam go codziennie od (jeżeli dobrze pamiętam) początku lutego, 1-3 pompki a nadal jest go ponad połowa. Dodatkowo drastycznie zmniejszył zużycie płynu do demakijażu oczu, wacików i płynu micelarnego co zdecydowanie należy poczytywać mu za dodatkowy plus. W świetle tego 39zł to rozsądna cena, szczególnie że można go upolować w promocji na zapas.

Nie jest to jeszcze 100% ideał, ale zbliża się w te rejony. Ułatwił mi demakijaż i jest tym elementem wieczornego demakijażowego rytuału, który na prawdę lubię. Jest coś relaksującego w masowaniu buzi, która po rozpuszczeniu tuszu i całego mejkapu wygląda komicznie ;).
Ostatnio widziałam podobny produkt w ofercie The Body Shop, w promocji za 39zł i kiedy skończę z Sephorowym zamierzam dać mu szansę. Dodatkowo z niecierpliwością czekam aż drogeryjne marki wprowadzą coś podobnego w przystępniejszej cenie. Wiem, że na BU można kupić olejki myjące ale tym akurat nie ufam, nie jestem zwolenniczką samodzielnego kręcenia kosmetyków i rzeczy o zbyt prostych składach, zazwyczaj się u mnie nie sprawdzają.

Używałyście może olejków do demakijażu? Kuszą was takie produkty, czy raczej myślicie, że to nie do końca dla was?

wtorek, 1 stycznia 2013

Ulubieńcy grudnia i roku 2012

Pora na małe podsumowanie. Zebrałam listę ulubieńców, jak co miesiąc, a dodatkowo małe podsumowanie roku. Wiem, że na pewno o niektórych produktach zapomniałam, ale trudno. Jest to więc zbiór dość luźny, o niektórych kosmetykach pisałam często o innych rzadziej ale zarówno jedne, jak i drugie wyjątkowo zapadły mi w pamięć w minionym roku.

Ulubieńcy grudnia


W grudniu nie rozstawałam się z Guerlain Meteorites 01, różem Flormar (z duo P115) oraz starą dobrą pomadką Bebe intensywna pielęgnacja. Ulubioną bazą była Hean Stay On, której prawie codziennie towarzyszył Eyeliner L'oreal Super Liner (Liner Intense) Carbon Gloss. Polubiłam też kombinację odżywki do rzęs Eveline Advance Volumiere (pięknie wydłuża ale prostuje podkręcona zalotką rzęsy, ponieważ jednak mój eyeliner nie współpracuje dobrze z zalotką, byłam i tak skazana na proste rzęsy ;) ) + Eveline Big Volume Lash Waterproof + Maybelline Illegal Lenghts Waterproof (sam w sobie średni tusz, w wersji wodoodpornej niedostępny w Polsce). Nadal mam bardzo suche usta, dla tego jedynym kolorowym produktem, jaki byłam w stanie na nich znieść był mój ukochany stain YSL w kolorze 12.
Jeżeli chodzi o perfumy, to nadal wysączam ostatnie krople Kenzo Flower.


Ulubieńcy i odkrcia 2012


YSL Rouge pour couture glossy lip stain. To jeden z niewielu produktów, w których nie zmieniłabym nic (no, może oprócz ceny :) ). Absolutnie idealne połączenie błyszczyka, pomadki i tinta. Kupiony w marcu nr 12 już ledwo zipie, dlatego korzystając z sephorowej super zniżki kupiłam kolejną czerwień, tym razem bardziej klasyczną nr 9. Gdybym miała wybrać jednego ulubieńca 2012, na pewno byłaby to ta pomadka.


Inglot. Marka, która powróciła do moich łask w tym roku. Świetne cenie, produkty do ust, niezawodne bibułki matujące.


Benefit Hervana za to, że można nią wyczarować zdrowy i świeży rumieniec, róż (a właściwie bronzer) Anabelle Minerals w kolorze Honey, który świetnie ociepla buzię. Prasowany puder Bell 2 Skin Pocket Mat detronizuje wszystkie prasowańcem, jakie znam. Jakość wysokopółkowa za mniej niż 20zł! Make Up For Ever Full Cover, to korektor na który zawsze mogę liczyć. Supertrwały, bardzo kryjący a jednocześnie świetnie stapiający się z cerą. Niedawno zaczęłam drugie opakowanie.
Na wspomnienie zasługuje również mój najukochańszy MAC Warm Soul (obecny już jednak tylko duszą a nie ciałem bo się jakiś czas temu skończył ).


L'oreal Super Liner nie jest może 100% ideałem, ale jest bardzo czarny i bajecznie prosty w obsłudze. Sephora Smoothing & Brightening concealer to najlepszy jak do tej pory rozświetlacz okolic oczu, szczególnie kolor 02. Eveline Big Volume Lash Waterproof na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. Już go nie oddam :)


Szampon Wszechczasów, czyli morelowy Garnier dla dzieci, odżywka do skóry głowy i włosów Jantar oraz olejki Alterra to ulubieńcy w kategorii pielęgnacji włosów. Garnier Skóra wrażliwa płyn do demakijażu 2w1 znakomicie radzi sobie z tuszem wodoodpornym a krem Floslek Be Eco pod oczy i na szyję rewelacyjnie nawilża okolice oczu. Masełka do ust Nivea pokochałam za wygodne i ładne puszeczki i skuteczność. Ulubiona maseczka to The Body Shop Warming Mineral Mask. Zużyłam już dwie tubki i na pewno będą następne. Maska ładnie zwęża pory i oczyszcza twarz, szczególnie nałożona podczas kąpieli.


W kategorii lakierów do paznokci królowało oczywiście Essie. Oprócz sztandarowych korali, bardzo lubiłam nosić kobaltowy niebieski i cielaki w stylu Essie Sand Tropez.


Uwielbiałam zalotkę MAC oraz trzy syntetyczne pędzelki do oczu Sedona Lace.


Ulubiony zapach był niezwykle trudny do wytypowania, ale najczęściej nosiłam Moschino Hippy Fizz. Czysty, optymistyczny i bardzo trwały.


Oczywiście, nie mogę zapomnieć o świecach i woskach Yankee Candle, które umilały mi większość z 366 dni 2012 roku :).

Jakie były wasze ulubione kosmetyki ubiegłego miesiąca i ubiegłego roku?

czwartek, 30 sierpnia 2012

Ulubieńcy sierpnia i kredkowy romans


Ależ ja lubię te "ulubieńcowe" posty. Lubię je czytać i lubię pisać. Tak więc dzisiaj przyszedł czas na najczęściej używane produkty sierpnia. Wreszcie lato ma się ku końcowi :)! Upały powoli odpuszczają, niedługo zaczną żółknąć liście a powietrze będzie pachnieć jesienią. Dodatkowo w sklepach pojawiają się ubrania w jesiennych kolorach. Ach, uwielbiam wrzesień i jesień generalnie. Uwielbiam także dla tego, że po jesieni wreszcie doczekam się na ukochaną zimę. Do rzeczy jednak:

-Inlgot Sleeks Cream błyszczyk nr 103. Ciepła, pomarańczowo-koralowa czerwień. Nigdy wcześniej nie miałam błīszczyków z tej serii, ale kiedy zobaczyłam kolor postanowiłam się skusić. Pięknie pachnie, kolor fajnie ożywia twarz a opakowanie ma kształt próbówki :)- toż to produkt idealny dla mnie.

-Essence Get Big Lashes Waterproof. Nie jest to najlepszy tusz, jaki znam ale za 11zł (czy ile też on tam dokładnie kosztuje) jest na prawdę ok. Szczególnie, kiedy podeschnie i można nabrać więcej produktu na szczoteczkę. Kiepsko wydłuża, ale całkiem nieźle pogrubia.

-Benefit Hervana. Marzył mi się od premiery, w końcu udało się załapać na porządny rabat. Świetny róż, na pewno doczeka się recenzji niedługo. Używałam go praktycznie non stop w sierpniu.

-jeżeli chodzi o pazury to byłam w tym miesiącu szokująco monotematyczna, szczególnie jak na lakieromaniaczkę. Zanosi się, że ta monotematyczność potrwa też przez wrzesień bo popadłam w obsesję. U rąk Essie Sand Tropez a u nóg zwykły czarny OPI Black Onyx. Choć nie mogę uwierzyć w to co piszę, to malowałam pazury tylko nimi i na nic innego nie mam ochoty nadal. Czarny pedicure to genialna rzecz.

-nadal maniakalnie używam cieni Inglot (prawdę mówiąc, rozmnożyły mi się znów, także dajcie znać, jeżeli macie ochotę przeczytać post z aktualizacją :) ) a szczególnie 395P i 112AMC.

-Gucci Rush towarzyszył mi codziennie. O dziwo całkiem nieźle nosi mi się go także w upały. Jego odurzająca gradeniowość dobrze wpisuje się w tropikalny klimat, jaki ostatnio panuje we Wrocławiu. Buteleczka powoli ma się ku końcowi, ale to mnie raczej cieszy bo mam go od dawna i czas zużyć, zanim się zestarzeje. Niepokoi mnie tylko to, że Gucci przestało go produkować. Wstyd, to na prawdę wyjątkowy zapach.


Dodatkowo mam dla was ulubieńca ostatnich dni: makijaż na takim planie jak poniższy, ze specjalnym udziałem brązowej kredki. Do kredem i eyelinerów mam raczej ambiwalentny stosunek. Zazwyczaj ich nie używam i nie lubię, ale czasem ot tak po prostu przypominam sobie o ich istnieniu i przez jakiś czas nawiązujemy bliższe i intensywne relacje ;).  Poniżej zupełny zwyklak w ciepłej tonacji plus ciemnobrązowa, połyskująca kredka Yves Rocher (bo musicie wiedzieć, że kredki YR 3w1 są absolutnie genialne). Brązowa kredka to jednak świetny wynalazek. Dodaje odrobiny wyrazistości bez efekt zmęczonych oczu, jaki często daje czarny kolor w tej roli.






Użyłam cieni Inglot: łuk brwiowy 351M, powieka 330M, wewnętrzny kącik 395P, załamanie 357M.


czwartek, 23 sierpnia 2012

Neutralne oko z zielonym akcentem








Bardzo lubię ciemnozielone cienie do powiek, szczególnie jako akcent w bardziej codziennych i stonowanych makijażach. Dzisiaj mam takie właśnie neutralne oko z odrobiną połyskującej zieleni.

Oczy (wszystko Inglot): powieka AMC 112, załamanie 402P, łuk brwiowy 351M, wewnętrzny kącik 395P, dolna linia rzęs 114P.


wtorek, 1 maja 2012

Ulubieńcy kwietnia



Pora na zestawienie produktów,których najczęściej używałam w kwietniu.Tak jak zwykle będą to nie tylko KWC i kosmetyczne odkrycia,ale też kosmetyki którym poświęciłam w ubiegłym miesiącu nieco więcej uwagi.Lubicie ulubieńców miesiąca?Ja muszę przyznać,że to jedne z moich ulubionych postów.


1.Pomadki Celia Nude.Aż trudno uwierzyć,że tak rewelacyjny produkt może być tak tani.Gama pomadek-błyszczyków składa się 6 naturalnych kolorów (zarówno tych bardziej brzoskwiniowych jak i beżowych czy wpadających w róż),mam przyjemność posiadać 601 i 602 (tą ostatnią nawet podwójnie,musiałam zrobić sobie zapas :) ).Czas wreszcie zabrać się za recenzję.Postaram się napisać ją w ciągu następnych kilku dni bo te pomadki zwyczajnie na to zasługują.

2.Chanel Chance Tendre.Luźne nawiązanie do Chance EDP i EDT.Owocowa(ananas!),musująca,pięknie układa się na skórze.Bardzo trwała.Martwi mnie tylko fakt,że zużyłam już ponad połowę :( (od czasu tego zdjęcia jeszcze trochę jej ubyło).Wydaje się być nieco bardziej owocową,trwalszą arystokratyczną kuzynką Daisy i Daisy Eau So Fresh.

3.Hipp Mleczko pielęgnacyjne.To chyba mój ulubiony produkt do nawilżania ciała.Zawsze,kiedy do niego wracam zaczynam się zastanawiać jak w ogóle mogłam je zdradzić dla innego smarowidła ;).Pięknie pachnie,świetnie nawilża (pomimo lekkiej konsystencji).

4.Bandi krem z kwasem migdałowym i polihydriksykwasami.Kupiłam go dość dawno temu i tak sobie biedaczek wegetował na półce,bo uznałam go za mało skuteczny.Pod koniec marca zawzięłam się jednak że w końcu go zużyję i używałam co wieczór.Okazało się,że stosowany systematycznie ładnie nawilża i pomaga lekko rozjaśnić przebarwienia.Czy jest jednak wart 60zł?Chyba nie.

5.Jantar Farmona odżywka do włosów i skóry głowy.Ten oto kosmetyczny jednorożec na pewno doczeka się recenzji.Dzięki temu,że moje włosy są farbowane mogę dokładnie obserwować przyrost ;) w postaci odrostu.Powiem tyle,warto włożyć trud w znalezienie go bo po prostu działa i to rewelacyjnie.

6.Bobbi Brown Shimmerwash Eyeshdow w kolorze Rose Gold.Ciepły,błyszczący złoto-różowo-miedziany cień do powiek?I'm sold!Chodził za mną długo a kiedy wreszcie go kupiłam zaczęłam nosić codziennie.Niedługo swatche.

7.Lioele Triple the Solution i generalnie testowanie BB creamów.Nie przewiduję,żebym miała porzucić na ich rzecz podkłady mineralne.Okazuje się jednak,że niektóre z blemish balmów to na prawdę świetne produkty.Potesuję jeszcze trochę i skuszę się na jakiś w płenym wymiarze.Na te dni kiedy podkłady sypkie za nic w świecie nie chcą wyglądać dobrze.BB kremy szczególnie przydały mi się podczas ostatniej choroby bo nie suchej jak wiór skóry zmęczonego smarkaniem nosa ;).

8.Bobbi Brown błyszczyk Bright Pink.Dostałam w prezencie i bardzo go polubiłam.Gęsty,trwały,ładny kolor.

9.Sephora korektor wygładzający w kolorze różowym.Wreszcie porządny korektor pod oczy.

10.Flormar Pretty Compact Blush P115.Kupiony z ciekawości,na próbę.Pokochałam koralowo-brzoskwiniowy kolor z masą drobineg.Wygląda bardzo świeżo i promiennie.Szkoda tylko,że druga połowa kompaktu jest dla mnie bezużteczna.

sobota, 31 marca 2012

Ulubieńcy marca + ostatni dni -50% na kosmetyki Sephora



Koniec marca.Fajnie,bardzo lubię kwiecień :).W tym miesiącu miałam trochę mniej ulubieńców niż zazwyczaj,testowałam wiele nowych rzeczy.Jest jednak kilka wyjątkowych kosmetyków,które towarzyszyły mi codziennie.

-zapachy to owocowo-wiosnenna,piękna Gucci Flora EDT oraz nieskomplikowany i po prostu ładnie pachnący ;) Pure DKNY.Oba bardzo sympatyczne i trwałe.Szkoda,że Pure to tylko 15ml.Kupiłam ją bodajże w grudniu w bardzo fajnej promocji za 39zł i żałuję że to taka mała buteleczka.

-Essie Play Date.Lakierowa miłość od pierwszego wejżenia,idealny sprany neonowy fiolet.Zdecydowanie w moim top 5 wszechczasów.

-Alterra krem do mycia twarzy z dziką różą.Bardzo dobry,grzecznie współpracuje z Clairsonickiem.Tylko zapach mnie nie zachwyca (pachnie jak wszystkie produkty Alterra nieświeżym cytrusowym ciastem)

-Beauty Formula plasterki na nos z węglem.Jestem wielką fanką plasterków oczyszczających nos,cieszę się że wróciły do sklepów.Te konkretne są jednymi z najlepszych.Ach to uczucie satysfakcji,kiedy odkleisz plasterek i z zadowoleniem patrzysz,że całe ta menażeria nie siedzi już pod twoją skórą :D

-MAC Mocha róż.Bardzo udany zakup.Pasuje do każdego makijażu.

-W tym miesiącu z przyjemnością nosiłam szminki w intensywnych kolorach,najczęściej YSL Glossy Lip Stain.



Acha,chciałam wam jeszcze przypomnieć że jutro jest ostatni dzień promocji w Sephorze.Przynosząc stary produkt(aczkolwiek nie traktują tego zbyt na serio,pani powiedziała mi że jeżeli mi nie potrzebne to mogę oddać ale jeżeli nie to mam zatrzymać a rabat też będzie) otrzymacie -50% na produkty do makijażu Sephora.Pędzle też się liczą.Myślę,że to bardzo fajna okazja bo Sephora ma sporo dobrych kosmetyków i pędzli właśnie a po rabacie ceny stają się bardzo bardzo przystępne.


Ps.Wrocławianki,czy wiecie że we Wrocławiu będą aż dwa stoiska Flormar?Ja dzisiaj po raz pierwszy trafiłam na te kosmetyki w "realu" w Arkadach a sprzedająca tam babeczka powiedziała,że otwierają się też w Magnolii.Bardzo mi się Flormar spodobał,tym razem kupiłam tylko coś do blogboxa,ale w przyszłości kto wie kto wie :).Na przykład cienie mają genialną pigmentację i konsystencję a wypiekane pudry i róże wyglądają bardzo zachęcająco.







Jacy są wasi ulubieńcy miesiąca?

sobota, 18 czerwca 2011

Przegląd pędzli,odcinek III : pędzle do różu,bronzera i rozświetlacza


Witam was w kolejnym odcinku przeglądu moich pędzli :).Tym razem kategoria,wśród której znalezienie ulubieńców zabrało mi na prawdę dużo czasu i kosztowało wiele wysiłku.Szczególnie kwestia idealnego pędzla do aplikacji różu przez kilka lat spędzała mi sen z powiek.Testowałam na prawdę sporo różnych modeli pędzli do różu i testy te zazwyczaj kończyły się porażką a konkretnie pojawieniem się wielkiego czerwonego placka,w miejscu gdzie powinien różowić się delikatny rumieniec.Niektóre były też zbyt puchate i aby uzyskać jakikolwiek sensowny efekt musiałam godzinami pocierać aby nabrać nań produkt.
Wreszcie jednak znalazłam mój Holly Grail.Cóż to za pędzel?Zaraz się dowiecie!


Everyday Minerals Itahake Brush-Pędzel-dziwadełko.Kupiłam go z ciekawości,zaraz jak tylko pojawił się na stronie EDM.Wykonany z włosia syntetycznego płaski i szeroki pędzelek o gęstym i dość sztywnym włosiu ma być produktem uniwersalnym idealnym do konturowania,rozświetlania,nakładania różu,pudru i podkładu.Rzeczywiście,Itahake nadaje się do wszystkich tych rzeczy.Myślę jednak,że trochę na tej uniwersalności traci,rzadko po niego sięgam bo to że jest dobry do wszystkiego sprawia,że jednocześnie nie jest idealny do niczego.Od potwierdzenie starej ludowej prawdy o rzeczach uniwersalnych.Rączka z surowego bambusa wzbudza moje obawy zawsze,kiedy go piorę.Do tej pory nic się nie stało,ale nie chciałabym się któregoś pięknego dnia obudzić z nadpleśniałym pędzlem ;).
Długość 13cm włosie 2,5cm.




Sephora pędzel do brązera-Pędzelek typu kabuki,o okrągłej główce i gęstym włosiu naturalnym.Przez długi czas używałam go do różu.Sprawdza się ok,ale raczej bez zachwytu.Nie mam zbyt wiele do powiedzenia o tym pędzelku.Na pewno dana się również do konturowania,ale przyznam szczerze,że nie jestem wielką fanką bronzera i jeżeli już go używam to przy pomocy innego pędzelka.Dł. 10,5cm wł. 3cm



Sigma Angeled Large Contour F40-Ścięty pędzelek z naturalnego,puchatego włosia.Pisałam o nim więcej przy okazji recenzji Sigma Travel Kit Nice in Pink.Mój egzemplarz jest w wersji travel,ale z tego co wiem nie różni się on znacząco wielkością od wersji standardowej.Bardzo dobre uniwersalne narzędzie.Sprawdza się do nakładania zarówno różu,bronzera jak i rozświetlacza.Kiedy decyduję się na dodanie mojej twarzy nieco koloru do aplikacji bronzera używam właśnie tego pędzla Sigma.
Dł. 12cm wł. 3cm



Sigma Duo Fiber F50-Kolejny pędzel w wersji travel,tym razem różni się znacząco rozmiarem w porównaniu do wersji standardowej.Jest większy od pędzla Small Duo Fiber,o którym napiszę poniżej,ale mniejszy od "zwykłego" F50.Niestety nie dysponuję tym drugim do porównania.
Przepadam za pędzelkami duo-fiber(nie lubię kiedy mówi się o moich skarbach skunksy,brrr ;).Posiadają one dwuwarstwowe włosie,dolna warstwa to naturalny włos a górna wiotki,długi,miękki włos syntetyczny który nie wchłania płynnych i kremowych produktów.Idealnie nadają się do nakładania napigmentowanych róży oraz produktów w kremie.Ten nie jest wyjątkiem.Wiele z makijażomaniaczek stosuje go  podczas nakładania podkładu,ja jednak jako że używam tylko sypkich minerałów,nie mogę się w tej kwestii wypowiedzieć.Wiem jednak,że pędzle duo-fiber pozwalają na uzyskanie delikatnego wykończenia podobnego do tego,jakie spodziewamy się przy makijażu natryskowym(air-brush makeup).
Tego typu produkt (tj. pędzle duo fiber,nie aparat do airbrashu ;) ) nie powinno zabraknąć w waszej kolekcji pędzli.Poradzi sobie z większością produktów,które nakładamy na policzki a dodatkowo uratuje w razie makijażowych wpadek(kiedy to przedobrzymy z różem lub nałożymy za dużo jakiegokolwiek produktu) bo świetnie nadaje się do rozcierania i "blendowania".
Dł. 12,5cm wł. 3,5cm.



Sigma F55 Small Duo Fiber-Mniejsza wersja F50.Idealny do wszystkich tych zadań co jego starszy brat a do tego bardziej precyzyjny(zdecydowanie wolę mniejsze pędzelki do prac "policzkowych" :) ).Włosie nieco rzadsze ale tak samo miękkie i wiotkie.Mój ulubieniec :).Rewelacyjny do róży w kremie i kremowych rozświetlaczy.
Dł.18,5cm wł.3,5cm.


Sigma F05 Small Contour-Oto jest mój Pędzel Idealny.Wykonany z miękkiego,gęstego i puchatego włosia naturalnego.Okrągła,niewielka główka ma dokładnie taki rozmiar,jak trzeba.Po wielu poszukiwaniach znalazłam ten,który idealnie i precyzyjnie nakłada róż zarówno w kamieniu,jak i w kremie(włosie nie wchłania produktów o takiej formule).Najlepszy do produktów napigmentowanych,mało napigmenotwanych,miękkich,twardych,matowych błyszczących,ufff....do wszystkich!Pięknie rozciera,cieniuje i łączy róż z podkładem.Jakby tego było mało spokojnie nałożymy nim rozświetlacz i bronzer a także puder.Jak dla mnie to absolutny must-have!
Dł. 18cm wł.2,5cm.


Które pędzle z tej kategorii warto mieć?Na pewno F55 i F05.A jacy są wasi ulubieńcy do aplikacji róży,bronzerów i rozświetlaczy?

poniedziałek, 16 maja 2011

NOTD: OPI Bubble bath + mała zapowiedź


Jedyny( o dziwo!) transparentny mleczny róż w mojej kolekcji.
Kiedyś nosiłam tylko takie właśnie mleczne róże,ale odkąd jakieś 5-6 lat temu zakochałam się w wyrazistym kolorze zapomniałam o takich delikatnościach.
Jednak przypadkowe pojawienie się w mojej kolekcji Bubble bath odkurzyło dawna miłość.
Dostałam go przypadkiem w prezencie i od tej pory noszę dość często.Jest delikatny,ale widać go na paznokciach(prawdopodobnie bardziej niż można by wnioskować po zdjęciach).To taki zdrowo i czysto wyglądający róż(jeżeli pomimo mojego niezręcznego opisu wiecie o co chodzi ;) ).Pasuje do wszystkiego i czasem po prostu mam ochotę na takie "zwyczajne" paznokcie.
Krążą słuchy,że ten kolor smuży,ale ja absolutnie tego nie doświadczyłam,maluje się łatwo i przyjemnie.
Jeżeli macie jakieś ulubione kolory tego typu to bardzo chętnie się dowiem,szukam towarzystwa dla Bubble bath :)




Wrzucam jeszcze małą zapowiedź.Postanowiłam zrobić małą próbę przed testami naklejanego lakieru Sephora.Ponieważ w opakowaniu jest nadmiar plasterków wypróbowałam na dwóch pazurkach.Co dokładnie myślę o tym produkcie?Jak przebiega aplikacja?Dowiecie się niedługo,obiecuję :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...