Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porównania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porównania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 września 2011

Który mam wybrać?: Płyny do twarzy Fitomed




Pierwszym płynem do twarzy firmy Fitomed,który trafił w moje ręce był płyn różany przeznaczony do cery suchej.Następnie dzięki uprzejmości firmy miałam okazję przetestować wersję lawendową stworzoną z myślą o skórze zmęczonej.Po zużyciu prawie całych dwóch opakowań,jestem gotowa do recenzji i porównania obu produktów.

Zastanawiacie się,który wariant wybrać?Który będzie skuteczniejszy i bardziej odpowiedni dla waszej cery?Który ładniej pachnie :)?Czytajcie dalej.

Czym są i do czego używałam owych produktów?Płyny Fitomedu to kosmetyki zamknięte w wygodnej butelce 200ml zaopatrzonej w atomizer.Testowałam je w roli toników oraz czegoś na kształt wody termalnej.Mogą służyć do zwilżania pędzli przed nałożeniem podkładu mineralnego,jako mgiełka stapiająca pudrowe kosmetyki ze skórą,do odświeżania twarzy w upalne dni(włożenie ich wcześniej do lodówki bardzo pomaga).Dobrze sprawdzają się także kiedy nakładamy na twarz maseczkę z glinką-zapobiegają jej wysychaniu.
Kosztują około 12zł,najłatwiej kupić je w sklepie producenta.



"Składniki naturalne: aromatyczna woda różana (20%), olejek z drzewka różanego, czysty miód lipowy, ocet z czerwonych winogron, wyciąg z owoców dzikiej róży, bogaty w witaminę C.
Właściwości: Różany płyn do twarzy jest znakomitym środkiem upiększającym skórę. Potrzebną wilgoć przekazuje skórze w najbardziej przyjemny sposób. Sporządzony według klasycznego przepisu, ma ożywczy, subtelny zapach oraz kojącą moc.
Działanie: na skórę przesuszoną działa odświeżająco i odprężająco, doskonale nawilża i wygładza naskórek. Cera staje się wypoczęta i rozjaśniona.
"
Płyn różany zrobił na mnie na prawdę pozytywne wrażenie.Pachnie bardzo przyjemnie,muszę przyznać,że mam słabość do wszystkiego co pachnie różami.Uważam jednak,że barwienie produktu jest niekonieczne wystarczy rysunek na opakowaniu i na prawdę każdy uwierzy,że jest to produkt który coś z tymi kwiatami ma wspólnego ;).
Tonik bardzo przyjemnie odświeża i,co mnie zaskoczyło,nawilża.Działa jak bardzo lekki krem nawilżający.Koi podrażnienia,nie wywołuje pieczenia,podrażnień ani ściągnięcia skóry.Atomizer to wygodne i praktyczne rozwiązanie.

Skład:
 Aqua, Cabbage Rose Water (20%), Gliceryn, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Honey, Rosewood Flower Oil, Vinegar, Allantoin, Panthenol, Propylen Glicol (and) Rose extract, C.I.16255, Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone.




Płyn lawendowy odświeżająco-rewitalizujący do cery zmęczonej.


"Składniki naturalne: aromatyczna woda lawendowa (20%), olejek lawendowy, miód wielokwiatowy, ocet owocowy, nalewka z kwiatu lawendy.
Właściwości i działanie: płyn lawendowy o świeżym zapachu jest idealnym środkiem do "ożywienia" skóry zmęczonej. W stosowaniu zewnętrznym poprawia ukrwienie naskórka i nadaje mu ładny kolor. Cera nabiera zdrowego połysku, staje się gładka, jędrna i elastyczna."

Płyn lawendowy pachnie w teorii lawendą,ale muszę przyznać że nie jest to najpiękniejsza wersja lawend jaką znam.Działa odświeżająco i dobrze usuwa resztki makijażu.Nie podrażnia i nie wywołuje pieczenia,ale zgodnie z zapowiedzią producenta skóra jest lekko napięta.Nie ma działania nawilżającego jak jego różowy brat.Jest dobry,ale nie wiem czy powtórzyłabym zakup tego wariantu.

Skład:
INCI: Aqua, Lavender Water (20%), Gliceryn, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Honey, Tinctura Lavendulae, Allantoin, Panthenol, Lawender Flower Oil, C.I.42090+C.I.45190, Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone.


Podsumowując,płyny Fitomed to produkty uniwersalne i wygodne w stosowaniu.Wywiązują się ze swojego zadania a dodatkowo są niezwykle wydajne(forma sprayu to genialne rozwiązanie dla toników i dziwię się,czemu tak niewiele firm decyduje się na opakowanie swoich produktów w ten sposób.Płyn różany mogę z czystym sumieniem polecić.

wtorek, 28 czerwca 2011

Burn testuje: Floslek żele na powieki i pod oczy ze świetlikiem lekarskim

http://e.snobka.pl/sn779/f291f567001a82384bc76a7c

Żele ze świetlikiem zna prawie każdy a firma Floslek jest jednym z popularniejszych producentów tych specyfików,posiada w swojej ofercie aż 6 różnych wariantów.Mamy więc żel ze świetlikiem w wersji klasycznej,z dodatkiem aloesu,babki lancetwatej,bławtka,rumianku a także herbaty.Każdy ma nieco inne właściwości,ale łączy je kojące działanie zmniejszające opuchliznę i zasinienia okolic oczu.

Dziś będę recenzować Żel ze świetlikiem lekarskim w słoiczku(dostałam go w paczce od Flosleku) oraz Żel ze Świetlikiem i aloesem w tubce(który kupiłam sama).



Żel ze świetlikiem lekarskim i aloesem

 
Według porducenta:

Preparat przeznaczony do pielęgnacji okolic oczu. Zawiera aktywne ekstrakty ze świetlika lekarskiego i aloesu oraz alantoinę. Przynosi ulgę i powoduje ustąpienie uczucia tzw. "ciężkich powiek", charakterystycznego dla zmęczonych oczu. Łagodzi podrażnienia, zaczerwienienie, pieczenie spowodowane zabiegami kosmetycznymi takimi jak demakijaż czy henna. Likwiduje nadmierne złuszczanie się naskórka wokół rzęs. Po zastosowaniu występuje przyjemne uczucie delikatnego chłodzenia.
Sposób użycia :niewielką ilość żelu nanieść na dolną i górną powiekę / zachowując bezpieczny odstęp od worka spojówkowego) , następnie opuszkami palców delikatnie rozprowadzić żel, zwłaszcza na miejsca, gdzie wystąpiło zaczerwienienie lub pieczenie . Pozostawić do całkowitego wchłonięcia.  
Zawiera substancje bioaktywne: Ekstrakt ze świetlika lekarskiego - znany i ceniony od dawna. Przynosi ulgę i ukojenie zmęczonym, obolałym oczom. Ekstrakt z aloesu - zawiera wiele składników odżywczych o właściwościach nawilżających, przeciwzapalnych, regenerujących, pobudzających mechanizmy ochronne, Alantoina - doskonale regeneruje uszkodzona skórę, działa kojąco i łagodząco
Cena: 6-10zł za 15ml (w formie tubki lub klasycznego odkręcanego słoiczka)

Gdzie kupić? w większości aptek i drogerii


Według Burn:
Żel mam już okazję testować od kilku miesięcy.Kupiłam go będąc w trakcie poszukiwań produktów do pielęgnacji oczu,skusiły mnie bardzo pochlebne opinie w katalogu Kosmetyków Wszechczasów na Wizaż.pl.Byłam nieco sceptycznie nastawiona,bo nie przepadam za produktami o żelowej konsystencji.Okazało się jednak,że żel Floslek to produkt bardzo skuteczny.Ładnie odświeża i lekko napina skórę w okół oczu a do tego pomimo ultralekkiej konsystencji ma działanie nawilżające(za pewne ze sprawą aloesu).Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy dziki czemu nadaje się doskonale pod makijaż.Dobrze łagodzi podrażnienia,lubię go nakładać po regulacji brwi aby pozbyć się zaczerwienienia.
Używam go zazwyczaj na dzień,w lecie sprawdza się bardzo dobrze (i dodatkowo przyjemność chłodzi),na zimę będzie jednak nieco za lekki,myślę jednak że można go bez obaw nakładać także jako bazę pod krem pod oczy.
Jest bardzo wydajny,śmiesznie tani a forma tubki sprawia,że zmieści się w każdej kosmetyczce i jest wygodny w aplikacji.Zdecydowanie polecam.


Żel ze świetlikiem lekarskim



Według producenta:

Preparat do pielęgnacji okolic oczu. Zawiera aktywny wyciąg ze świetlika lekarskiego o działaniu kojącym. Usuwa zmęczenie, ból oczu, łzawienie. Przynosi ukojenie i ulgę oczom: podpuchniętym, podrażnionym kurzem, słońcem, niewłaściwym makijażem. Nawilża i wygładza skórę, przywraca jej jędrność i elastyczność.
Sposób użycia: nakładać cienką warstwę żelu na zamknięte powieki. Preparat może być stosowany na noc i na dzień, również pod makijaż oczu.  
Zawiera substancje bioaktywne: Ekstrakt ze świetlika lekarskiego - znany i ceniony od dawna, stosowany w schorzeniach oczu takich jak: zapalenie spojówek, jęczmień, zmęczenie wzroku spowodowane promieniowaniem z ekranów telewizyjnych monitorów, długim czytaniem, pracą przy mikroskopach i komputerach. D-panthenol (prowitamina B5) - łagodzi podrażnienia i regeneruje naskórek.



Według Burn:

Wydawałoby się,że te produkty niewiele się różnią.Okazuje się jednak,że różnią się i to bardzo.O ile z żelu z aloesem jestem bardzo zadowolona,tak żel z samym świetlikiem nie przypadł mi do gustu.Ma dużo bardziej gęstą konsystencję,która po nałożeniu pozostawia lepiącą się warstwę.Oprócz działania odświeżająco-chłodzącego i delikatnego napinania skóry okolic oczu nie zważyłam żadnych innych efektów.Żel nie nawilża tak dobrze jak jego aloesowy brat ani też tak dobrze nie likwiduje podrażnień i zaczerwienień.
Opakowanie-słoiczek jest mniej wygodne.Zastanawiam się,czy wersje słoiczkowa i tubkowa różnią się konsystencją we wszystkich wypadkach czy to tylko kwestia różnicy w konsystencji pomiędzy żelem klasycznym a aloesowym.
Tak czy inaczej,zdecydowanie bardziej polecam żel ze świetlikiem i aleosem bo jest zwyczajnie dużo bardziej skuteczny i lepiej się sprawdził.



Lubicie żele ze świetlikiem?Którą wersję najbardziej?

czwartek, 23 czerwca 2011

Który mam wybrać?: pękające lakiery Barry M vs. Vipera


Dzisiaj kolejny "lakierowy" post.Niedawno wygrałam w facebookowym konkursie Vipera buteleczkę  pękającego lakieru Salamandra.Ponieważ wcześniej,to znaczy w grudniu zaopatrzyłam się w pękacz od Barry M,pomyślałam że czas porównać te dwa produkty.
Oba lakiery są w kolorze czarnym,który jest chyba najfajniejszym kolorem do tworzenia popękanych kompozycji na pazurkach ;).Bardzo fajnie wyglądają na bazie ze złotego lakieru(np. Orly Glitz & glamour czy OPI Rising Star) kiedy to przypominają lamparcie cętki.
Nie jestem wielką fanką pękających lakierów,ale myślę że warto mieć w kolekcji chociaż jeden aby w razie czego móc zaszaleć z takim cętkowanym manikiurem :)


Oba opakowania zawierają 10ml produktu i kosztują około 12zł (Vipera) lub 4 funty (Barry M).Mają pędzelki o zbliżonej szerokości i podobną konsystencję.


Zarówno pękacz Vipera,jak i Barry M schną bardzo szybko i mają matowe wykończenie.Efekt jaki dają na paznokciach to duża ilość drobnych pęknięć (łatek) a nie jak w przypadku np. China Glaze mniej dłuższych pęknięć.Wielkość łatek powstałych po pęknięciu można regulować, grubsza warstwa daje w efekcie mniej większych łatek,natomiast cieńsza warstwa pozwala na uzyskanie większej ilości mniejszych.


Jak widać na zdjęciu,są praktycznie nie do odróżnienia.Kolor i struktura pęknięć są identyczne w przypadku obu producentów.

  

Tak prezentują się w wersji błyszczącej po aplikacji lakieru nawierzchniowego.Oba lakiery zostały nałożone na mlecznoróżową bazę w postaci OPI Bubble Bath.Bez nałożenia lakieru bezowego nie zaobserwujemy pękania.


Pękające lakiery Barry M i Vipera Salamandra są identyczne prawie pod każdym względem,dla tego spokojnie można wybrać lepiej dostępną i nieco tańszą polską wersję.

czwartek, 16 czerwca 2011

Który mam wybrać?:podkłady mineralne, Pixie Cosmetics Cover de Luxe vs. Lily Lolo

http://www.culturefeast.com/wp-content/uploads/picresized_th_1233975540_mineralmakeup-400x300.jpg

Moja przygoda z minerałami zaczęła się ponad dwa lata temu od zakupu pseudomineralnego podkładu L'oreal True Match Minerals.Zabrałam go na wakacje i tak mi się spodobało mazianie się proszkami,że wsiąkłam na dłużej i od tej pory nie wracałam już do klasycznych płynnych fluidów.Przeszłam też "fazę" innych produktów mineralnych to znaczy róży,cieni,rozświetlaczy.Doszłam jednak do wniosku,że tak na prawdę uwielbiam tylko mineralne podkłady a cała reszta lepsza jest w starej dobrej chemicznej wersji ;).

Wiedzę o tym,czego spróbować,jaki kolor wybrać i o co w ogóle w tym całym mineralnym zamieszaniu chodzi zdobywałam na nieocenionym forum Wizaż.pl i podczytując bloga Cathy,który w międzyczasie przekształcił się w stronę będącą prawdziwą skarbnicą wiedzy dla początkujących i tych bardziej zaawansowanych minerałomaniaczek.
Pierwszymi prawdziwymi minerałami,jakie kupiłam były podkłady Everyday Minerals.Przez dłuższy czas z nimi eksperymentowałam,ale ponieważ nie udało mi się dobrać żadnego dobrego odcienia szukałam dalej.
Potem było Lucy Minerals(niestety warzył się na mojej twarzy),Joppa(brak idealnego koloru) i Lumiere(ok,ale bez rewelacji).
Ostatecznie trafiłam na podkłady Meow Cosmetics,których używam od roku.Najlepszym kolorem okazał się 03 Naughty Abyssinian w formule kryjącej Flawless Feline,mieszany lub stosowany na zmianę z lżejszą formułą Pampered Puss.Meow bardzo dobrze kryje,matuje i po prostu dobrze dogaduje się z moją skórą.Zużyłam już jeden mniejszy słoiczek-tzw. Munchckin oraz część wielkiego słoika.
Abyssinian to kolor opisywany jako beige/yellow.Drugim dobrym dla mnie kolorem Meow jest Naught Manx(yellow/peach).
Tak na prawdę będąc takim dziwnym,pechowym indywiduum  będącym zawsze pomiędzy rozmiarami/kolorami w 100% byłabym zasolona z mieszanki Abyssinian 3 z odrobinką 2.Sama 3 jednak jest dla mnie wystarczająco satysfakcjonująca(szczególnie latem).

Dla porównania,moja skóra jest jasna/średnia(light medium)ciepła,z mocnymi zółtymi tonami i jak się wydaje(na podstawie pasujących mi kolorów) odrobiną tonów brzoskwiniowych.


http://www.meowcosmetics.com/FoundationAbyssinian.htm

 Skład Meow Flawless Feline: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxides 

Ponieważ jednak lubię mieć alternatywę w codziennym makijażu postanowiłam wyruszyć na kolejną mineralną krucjatę i kupiłam próbki mineralnych podkładów Pixie w formule Cover de Luxe oraz podkładów Lily Lolo.

Które z nich spodobały mi się najbardziej?Czytajcie dalej :)


Podkłady Llily Lolo

Przeglądając stronę polskiego dystrybutora zdecydowałam się zamówić 4 odcienie podkładu:

Warm Peach o "ciepłym kolorycie dla cery jasnej"
Blondie "o zbalansowanym kolorycie dla jaśniejszej cery"
Popcorn "o średnio-jasnym odcieniu w ciepłym kolorycie"
Warm Honey "o średnim odcieniu i ciepłym kolorycie"

 (proszę weźcie pod uwagę,że odcienie są zeswatchowane na ręce grubą warstwą,dla tego to co wydaje się najbardziej pasować do koloru mojej ręki jest zazwyczaj zdecydowanie za jasne ;) )


Warm Peach okazało się dużo za jasne,Blondie za różowe i za jasne a Warm Honey zbyt pomarańczowe.Najlepszym odcieniem okazał się Popcorn,który nadal nie był jednak idealny ani nawet bardzo zbliżony do ideału.Wyglądał ok,ale przy ogromnej liczbie dostępnych kolorów na mineralnym rynku  "ok" to trochę za mało.Większość odcieni wygląda na ciemniejsze w opakowaniu niż w rzeczywistości są na skórze.
Dużymi minusem będzie więc w przypadku Lily Lolo stosunkowo mały wybór odcieni.18 kolorów przy 86 kolorach Moew wypada trochę blado.
Muszę przyznać,że zdecydowanie bardziej wolę też,kiedy kolorystyka jest podzielona na kolory i stopnie jasności.Wiele odcieni może być dezorientujące dla osób,które jeszcze nie znają swojego przybliżonego koloru,ale na dłuższą metę daje to znacznie większe pole manewru(np. w lecie kiedy się opalimy lub w zimie kiedy jesteśmy bardziej blade możemy pozostać w obrębie jednego koloru wybierając odpowiednio ciemniejszy lub jaśniejszy stopień).

Konsystencja podkładów Lily Lolo jest bardzo przyjemna,miękka i kremowa.Łatwo się nakłada,jednak do uzyskania porządnego krycia trzeba zastosować około 3 cienkie warstwy.Przez pierwsze parę minut wygląda na twarzy bardzo ładnie,brak pudrowego efektu,podkład wtapia się w skórę wzorowo.
Ku mojemu ubolewaniu jednak po około 15-20 min makijaż przechodzi transformację i wygląda...nieświeżo :(.Nie waży się jak podkłady Lucy,nie błyszczy się ale wygląda na mojej skórze po prostu źle.Testowałam wszystkie kolory,z różnymi kremami pod spodem,z bazą i bez,z finisherem i bez.Niestety rezultat był zawsze tak samo nieciekawy.
Widać nie dla mnie Lily Lolo.

Skład:Mika, Tlenek Cynku, Dwutlenek Tytanu, Tlenki Żelaza, Ultramaryna


Podkład Pixie Cover de Luxe

W przypadku Pixie kupiłam na allegro próbki trzech kolorów.Wszystkie w stopniu 2 czyli light-medium.

Sinnie-słoneczny kolor z dużą ilością żółtych tonów
Cameo-beż z bardzo dużą ilością żółtych,słonecznych tonów
Blossom-ciepły,słoneczny beż,w porównaniu do Cameo ma mniej żółtych tonów.


Ku mojemu zaskoczeniu wszystkie kolory bardzo dobrze współgrały z moją karnacją.Najmniej Blossom,która jest za bardzo beżowa,lepiej mocno żółta Sinnie która była odrobinę za jasna a najlepiej Cameo.Cameo to ciepły,żółty kolor z odrobiną brzoskwiniowo-beżowych tonów.Jest dopasowana tak idealnie,że kiedy nakładałam na twarz zupełnie nie było widać koloru,czułam się jakbym nakładała po prostu warstwę mojej własnej skóry,tylko że w idealnym wydaniu(tak dobrze stapiała się z jej kolorem).
Okazało się nawet,że dzięki minimalnej brzoskwiniowej domieszce jest jeszcze lepsza niż Naughty Abyssinian.Stopień 2 nr jest jak najbardziej odpowiedni.

W noszeniu Pixie Cover de Luxe sprawdza się również rewelacyjnie.Jest nieco bardziej suchy niż Lily Lolo ale trochę bardziej kremowy niż Meow.Świetnie kryje,i po kilku minutach pięknie wtapia się w skórę nie pozostawiając pudrowej warstwy.Zaskakująco dobrze trzyma się na mojej kapryśnej skórze.
Jestem zachwycona zarówno kolorem,jak i formułą.Mam też wrażenie,że odkąd używam podkładów Pixie moja skóra ma się lepiej(może to ze względu na dodatkowe,nietypowe dla podkładów mineralnych składniki?)
Do tego wszystkiego opakowanie jest śliczne a Pixie to polska firma.Na pewno kupię pełnowymiarowy słoik!

Skład:INCI: Mica, Silica, Sodium Stearyl Fumarate, Allantoin, Hydrogenated Lecithin, Sodium Hyaluronate, Tin Oxide, [+/-  CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77947 (Zinc Oxide), CI 77492, CI 77491, CI 77499, CI 77007, CI 77288]  





Mam nadzieję,że wam troszkę pomogłam.Jakie są wasze ulubione podkłady?Lubicie kosmetyki mineralne?



 

piątek, 15 kwietnia 2011

Który mam wybrać?: demakijaż oczu czyli zmagania z tuszem wodoodpornym


Odkąd definitywie przeszłam na tusze wodoodporne musiałam zrewolucjonizować swój arsenał kosmetyków do demakijażu.Wcześniej, w zależności od humoru (a najczęściej od tego,co akurat było w promocji w Rossmannie-jako ciężka kosmetykomaniaczka czasem muszę wybrać jakąś bardziej ekonomiczną opcję aby pozwolić sobie na inne luksusy ;) )używałam różnych płynów albo mleczek.
Nie miałam żadnego doświadczenia w kwestii zmywania wodoodpornego tuszu,wszelkie dwufazowe specyfiki omijałam szerokim łukiem(po tym jak kilka razy w zestawach promocyjnych zostałam uraczona niemiłosiernie tłustym Lancome Bi-facil).Jeżeli chodzi o mleczka,to wbrew pozorom nie wszystkie radzą sobie z kosmetykami wodoodpornymi.
Samo zmywanie takiego tuszu nie jest(wbrew obiegowym opiniom) trudniejsze od zmywania zwykłego.Trudniejsze jest jednak znalezienie produktu,który w miarę szybko ale łagodnie usunie nawet grubszą warstwę tuszu.
Oto wyniki pierwszego etapu poszukiwań.Ponieważ jest to dopiero początek mojej przygody z wodoodpornymi maskarami(a także dla tego,że mój ulubiony płyn został wycofany) na pewno post doczeka się kontynuacji.Tak dużo mleczek i płynów a tak mało...oczu :)?

Moim głównym źródłem pomysłów na to,co zgarnąć z drogeryjnej półki(kiedy niepowodzeniem zakończyły się próby zmywania oczu moimi dotychczasowymi faworytami)był jak zwykle katalog KWC na Wizaż.pl.




Avon Mleczko do demakijazu oczu z odżywką.Koszmarek.Weszłam w posiadanie dwóch(!) butelek tego mleczka przypadkiem.Okazało się być jednym z niewielu produktów,które po dwóch testach wylądowało w koszu.Piecze piekielnie(tak bardzo,że chyba wspomniana w nazwie odżywka musi być odżywką do paznokci ;) )a do tego nie zmywa z oczu praktycznie nic.Można pocierać oczy płatkiem do woli.



Słynny płyn micelarny Bioderma Sensibio H2O.Kupiłam malutką butelkę 100ml za 10zł w Superpharimie,nie ukrywam-z ciekawości.
Muszę przyznać że jest jest niezwykle delikatny dla twarzy i oczu,zupełnie jak czysta woda.Przyjemny w użyciu.Niestety tuszu wodoodpornego nie zmywa(i wiem,że nie jest to pewnie jego głównym zadaniem ale postanowiłam tu o nim wspomnieć bo może komuś się taka informacja przyda).Płynów micelarnych do twarzy nie używam,więc choć niezaprzeczalnie dobry i łagodny jest dla mnie zupełnie bezużyteczny.



Kolejny bubel(jak widzicie o znalezienie takowego nie trudno).Nivea mleczko do demakijażu oczu i ust.Ma być delikatnie,zmywać nawet wodoodporny makijaż a do tego pielęgnować rzęsy.Jest bezzapachowy i ma dość lekką konsystencję ale tuszu wodoodpornego(i nie tylko bo sprawdzałam z ciekawości ze zwykłym) praktycznie nie zmywa.Wstyd!

Rossmann Rival de Loop Płatki do demakijażu oczu.Tutaj również producent obiecuje skuteczne zmywanie tuszu wodoodpornego.Zabrałam te płatki na wakacje,bo wygodne i poręczne.Niestety pieką w oczy,kiepsko radzą sobie nawet z delikatnym wakacyjnym makijażem a do tego są szorstkie.

Chyba wychodzę na księżniczkę na ziarnku grochu,którą wszystko podrażnia i szczypie.No cóż,trudno.Oczy mam rzeczywiście dość wrażliwe ale wierzę w istnienie skutecznego i delikatnego produktu.
Niestety na razie muszę jednak kontynuować narzekanie na produkty do demakijażu(one same się o to proszą! :) )


Cleanic Chusteczki do demakijażu (skóra sucha i wrażliwa).
Te chusteczki kupowałam kilka razy.Są tanie i wygodne na wyjazdy,ostatnio pojawiły się też pakowane pojedynczo(bardzo dobry pomysł!).Niestety mają kilka wad.Są dość mało nawilżone i trzeba się trochę napracować aby zmyć tusz.Troszkę szorstkie,ale na szczęście mleczko którym są nasączone nie szczypie w oczy.W awaryjnych/wyjazdowych sytuacjach mogą być.



Lirene Cera normalna i mieszana, Nawilżające mleczko do demakijażu twarzy i oczu.Jest strasznie rzadkie,piecze w oczy i nie zmywa.Nie byłam go w stanie zużyć do końca.Kolejny zawód.

Nivea Łagodzącze chusteczki oczyszczające.To jedne z lepiej ocenianych na KWC chusteczek do demakijażu.Pięknie pachną,mam słabość do niveowego zapachu.Są nadal za suche i nieco za szorstkie ale nie pieką w oczy i nie zostawiają lepkiej ani tłustej warstwy.Trzeba włożyć trochę wysiłku w zmycie wodoodpornego tuszu i uważać aby zbyt mocno nie pocierać chusteczką okolic oczu(bo wtedy ich faktura może mechaniczne podrażnić wrażliwców) ale na prawdę nie są to złe chusteczki.



Ziaja Masło kakaowe mleczko do demakijażu i oczyszczania twarzy i oczu.Bezzapachowe i łagodne dla oczu...ale tylko w teorii.Piecze dość mocno i niezbyt imponująco radzi sobie z usuwaniem tuszu.



Bourjois Odświeżające mleczko do demakijażu.Według producenta nadaje się do oczyszczanie oczu.Niestety piecze piekielnie co je dyskwalifikuje jako produkt do zmywania moich wodoodpornych tuszy.Jako mleczko do twarzy jest niezłe,lekka żelowa niemalże konsystencja przyjemnie orzeźwia.Ładne opakowanie i przyjemny zapach.Gdybym używała mleczka w celu oczyszczenia twarzy,pewnie skusiłabym się na ponowny zakup.

Bielenda Awokado Łagodny 2-fazowy płyn do demakijażu oczu.Gdyby nie Wizaż,nawet nie spojrzałabym w jego kierunku.Ma upiorny zielony kolorek(kto przy zdrowych zmysłach byłby zachwycony wizją pocierania oczu radioaktywnie zieloną miksturą :) ).Płyn miał jednak tak dobre recenzję,że złamałam się i całe szczęście.
Jest świetny.Bardzo łagodny,nie piecze nic a nic.Nie pozostawia tłustej warstwy a skóra po użyciu jest miękka i przyjemna w dotyku.Bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem,zazwyczaj wystarcza mi po jednym waciku na oko.Nie jest przesadnie wydajny,ale mogę mu to wybaczyć.
Niestety ten świetny produkt został wycofany. Podczas promocji "Cena na dowidzenia" w Rossmannie kupiłam spory zapas ale dziś sięgnęłam już po ostatnią buteleczkę z tego zapasu :(.



Czeka mnie więc szukanie od nowa.Czego używanie do zmywania oczu?Co polecacie?

niedziela, 27 marca 2011

Który mam wybrać? : produkty do brwi

Podkreślanie brwi to absolutna podstawa w makijażu,ale mam wrażenie że czasem o nim zapominamy.Nie jest też łatwo znaleźć idealną kredkę,cień czy inny tego typu produkt bo większość firm oferuje jeden,dwa odcienie i dobra dopasowanie graniczy z cudem.Większość kolorów jest za ciemna,zupełnie niepotrzebnie bo absolutnie nikt nie powinien używać czarnej kredki/cienia do brwi nawet jeżeli ma je czarne.Zdecydowanie za rzadkie są też chłodne brązy,zazwyczaj uciekają one w rudość.
Kredki czy nawet cienie powinny mieć inne właściwości niż zwykłe kredki do oczu czy cienie do powiek i o tym też większość producentów wydaje się zapomniać.Za miękka kredka do brwi czy zbyt pudrowy i napigmentowany cień czyni malowanie brwi nie lada problemem.

Dzisiaj postanowiłam zrobić porównanie wszystkich moich produktów do brwi,pokazać ich wady i zalety co mam nadzieję,pomoże wam trochę wybrać ulubiony i najwygodniejszy (o ile takiego jeszcze nie macie :) ).
Moje brwi są w kolorze chłodnego brązu,raczej rzadkie i mało efektowne.Włosy natomiast mają kolor bardzo ciemnego brązu(farbowane)i staram trzymać się zasady zgodnie z którą ciemnowłose powinny mieć brwi dwa tony jaśniejsze a jasnowłose dwa tony ciemniejsze niż kolor włosów.

Do testu przystąpią :):

-Inglot wkład do paletki cień do brwi(niestety numeru nie znam bo nie mogę go wydobyć z paletki)ale pamiętam,że był to jeden z jaśniejszych(o dziwo)
-Meow Cosmetics Brow Beater Soft Brown mineralny cień do brwi
-Avon Glimmerstick Brow Definer Dark Brown
-Yves Rocher Brow Pencil 03 Chatain
-Rimmel Professional Eyebrow Pencil 02 Hazel



Cień Inglot ma idealny odcień,jest to średni brąz o wyraźnie szarym,chłodnym tonie.Na tym jednak jego idealność się kończy.Nie różni się za bardzo od zwykłych cieni do powiek: jest zbyt pudrowy i mało trwały.Zbyt miękka konsystencja.Mam też wkład z woskiem,który to jest kompletną pomyłką bo jest to po prostu zabarwiona wazelina,błyszcząca i klejąca się.
Używam go dość często ale tylko ze względu na kolor.Cena paletki(całej,z 3 wkładami) to około 30zł.



Mineralny cień do brwi Meow Cosmetics Brow Beater w kolorze Soft Brown.5 g słoiczek kosztuje 8$.Byłby moim absolutnym ulubieńcem,gdyby nie nieco za ciepły kolor.Jest bardzo trwały,łatwy w aplikacji(mimo sypkiej formy nie pyli i nie osypuje się,"przykleja się" do brwi ale jednocześnie łatwo go cieniować czy rozcierać).Niesamowicie wydajny,chyba nie zużyję tego pudełeczka do końca życia.Duży wybór kolorów,aczkolwiek odbiegają one nieco od zdjęć na stronie.Testowałam jeszcze Sandy Brown ale ten jest za jasny i zdecydowanie za ciepły (spodobał się mojej mamie o włosach ciemny blond/jasny brąz w ciepłym odcieniu).Myślę jednak,że watro zamówić próbki
(nawet wszystkie kolory aby dobrać idealne odcień) bo sam produkt super a na dodatek ma bardzo prosty skład(jak to minerały).



Avon Glimmerstick Brow Definer w kolorze Dark Brown to tłusta,napigmentowana automatyczna kredka.Dostępne są trzy kolory.Mój,czyli ten pośredni to bardzo ciepły rudawy brąz.Nie jestem fanką automatycznych kredek,są za cienkie i nie da się ich zatemperować.Niewątpliwą zaletą tej kredki jest jej duża precyzyjność.Ja jednak nie szukam jakiejś szczególnej precyzyjności i za tą zbyt miękką kredką w niezbyt trafionym kolorze nie przepadam.

Rimmel Prefessional Eyebrow Pencil 02 Hazel.Bardzo dobra kredka.Ma odpowiednią konsystencję,nie jest za miękka czy zbyt tłusta ale za razem łatwo się rozciera.Grzebyk dołączony do kredki jest na prawdę wygodny i często z niego korzystam.Jest trwała.
Minusem niestety znów jest kolor,jest to ciepły orzechowy kolor który o dziwo wygląda nieźle na większości ludzi (nawet na mnie ;) )ale nie jest idealny.Mogę jej używać i jak już wspomniałam lubię,ale to jeszcze nie to.Nie wiem ile kolorów oferuje producent bo asortyment w pobliskich zawsze jest przebrany ale wydaje mi się,że dwa.
Polecam wypróbowanie,szczególnie brązowowłosym o ciepłych tonach.




Yves Rocher Coleurs Nature Eyebrow Pencil 03 Chatain.Świetna!Bardzo dobra konsystencja,nietłusta i lekko pudrowa-bardzo ułatwia malowanie brwi,pięknie się rozciera i cieniuje.Trwała.Wygodny grzebyk po drugiej stronie kredki.Dostępna w 4 ładnych i naturalnych odcieniach.Potwierdza moją świetna opinię o kredkach Yves Rocher.
Niestety kolor nadal jest odrobinę za ciepły,ale kredkę uwielbiam i szczerze polecam.



Porównanie wszystkich kolorów.


Jeżeli chodzi o mnie,to wolę formę cieni.Operując odpowiednim pędzelkiem(mój ulubiony to ścięty Vipera) można uzyskać naturalny i delikatny efekt.Początkującym poleciłabym raczej cienie.
Kredki mają jednak też sporo niepodważalnych zalet,świetnie nadają się do uzupełnienia mniej gęstych miejsc czy korekcji długości łuku brwiowego.Są też niezastąpione w podróży bo nie trzeba taszczyć ze sobą pędzelka.

A jakie są wasze ulubione produkty do brwi?Z chęcią wypróbuję coś nowego :)

sobota, 26 lutego 2011

Który mam wybrać?: tusze do rzęs Maybelline Volum' Express


Dzisiaj mała "wojna" tuszów do rzęs :).
Nowy tusz to coś,co zawsze z wielką radością wypróbuję a szczególnie jeżeli wyszedł spod ręki Maybelline,mojego absolutnego faworyta w tej kategorii,zarówno ze średnio-niskiej jak i najwyższej półki cenowej(dobra wiadomość :),tusze które można naleźć w Sephorze czy Douglasie za ponad 100zł w większości przypadków nie mogą konkurować jakością,trwałością i efektem jaki dają na moich rzęsach produkty Maybelline ).Jakkolwiek nie brzmiałoby to jak rodzaj ukrytej reklamy,zapewniam że w mim przypadku to 100% prawda.Oczywiście jest to zdanie subiektywne,ale będę się go trzymać(chociażby dla zdrowia mojego portfela :D)

W dzisiejszym poście role główne zagrają najnowsze tusze z linii Volum' Express czyli żółty Collosal Volum' , fioletowy The Falsies i świeżutka,ciepła jeszcze nowość-koralowy One By One.Wszystkie z nich poza promocjami mają cenę w granicach 30zł w większości sieciowych drogerii i pojemność zbliżoną do 10ml.Wszystkie w kolorze czarnym,dwa pierwsze w wersji wodoodpornej oprócz One By One bo jako nowość wersji wodoodpornej się jeszcze nie doczekał...
No właśnie,tu konieczne jest małe wytłumaczenie.Odkąd zaczęłam w ogóle malować rzęsy omijałam tusze wodoodporne szerokim łukiem.Taki stan rzeczy trwał do grudnia kiedy to odkryłam połączenie,które zrewolucjonizowało wygląd moich rzęs a mianowicie duet tusz wodoodporny+zalotka.O wspaniałych właściwościach wersji wodoodpornych dowiedziałam się oczywiście z najwspanialszego źródła wiedzy wszelakiej ;) czyli Youtube'a.Wypróbowałam,przeprosiłam się też z zalotką którą porzuciłam ze względu na krótkotrwały efekt,połączenie okazało się strzałem w dziesiątkę.
Moje proste jak druty oklapnięte rzęsy zostają pięknie podkręcone przez cały dzień,oko jest otwarte,całość wygląda zupełnie inaczej.D bonus stanowi brak rozmazanego czy pokruszonego tuszu pod koniec dnia (mam niestety nieprzyjemność posiadania łzawiących niemalże w każdych warunkach oczu).Wszystkim posiadaczkom prostych i trudnych do podkręcenia rzęs zdecydowanie polecam wypróbowanie tego sposobu.

Zanim przejdę do sedna czyli do porównania podaję jeszcze garść informacji czyli mój profil jako recenzentki tuszy do rzęs ;)
Natura niestety nie obdarzyła mnie pięknymi firankami,mam cienkie,proste,rzadkie i dość jasne rzęsy.Są one owszem raczej dłuższe niż krótsze,ale bez tuszu praktycznie niezauważalne.Abyście w pełni mogły zaobserwować efekt before i after załączam zdjęcia moich nagich rzęs :D


Lubię tusze mocno pogrubiające,dające jak najwyraźniejszy i jak najmocniejszy efekt-podkreślenie rzęs to podstawa,szczególnie jeżeli wyjściowo nie dysponuje się najbardziej oszałamiającym materiałem.
Lubię zarówno silikonowe jak i klasyczne szczoteczki.Jak zdążyłam zauważyć jestem chyba jedną z nielicznych użytkowniczek tuszów,którym specjalnie nie przeszkadza sklejanie rzęs.Oczywiście,nie chciałabym z jedną sklejoną rzęsą ale drobne sklejanie nie wywołuje u mnie paniki.Może też dla tego,że jak widać na zdjęciach ,moje rzęsy naturalnie rosną w taki sposób że nachodzą na siebie i sklejania ciężko jest uniknąć.

Na pierwszy ogień idzie The Falsies, drugi w kolejności tusz w tej kolorowej linii.Posiada dość długą i wąską szczoteczkę wygiętą łyżeczkowato trochę na kształt tych,które znajdziemy u tuszy mających podkręcać rzęsy.Czy rzeczywiście tak to działa nie wiem,ale szczoteczka Falsies jest zdecydowanie udana.Jej wyprofilowanie ułatwia pokrycie rzęs na całej długości powieki i okazuje się zaskakująco wygodna w malowaniu dolnych rzęs.Szczoteczka tradycyjna o przeplatających się włoskach różnej długości.


Wygodnie aplikuje się na rzęsy,dobrze je pokrywa a konsystencja nie jest ani za rzadka ani grudkowata czy gęsta.Efekt jaki uzyskujemy to pięknie rozdzielone,podkręcone i wydłużone rzęsy.Pogrubia,ale nie dramatycznie.Ma najmniejsze tendencje do sklejania.
Jestem bardzo zadowolona z efektu ,ale oceńcie same:



Następny w kolejce jest żółty Colossal Volum' czyli pierwszy tusz z kolorowej serii.Odkąd pojawił się w drogeriach,jego niewodoodporna wersja stała się moim ulubieńcem,zawsze obecnym w kuferku.Zużyłam 4 buteleczki.Za wersją wodoodporną również przepadam,postaram się za jakiś czas zrobić porównanie pomiędzy tymi dwoma tuszami.
Acha,muszę zaznaczyć że egzemplarz użyty do porównani jest troszkę starszawy ;) i zaczyna wysychać stąd większa tendencja do sklejania rzęs(ale zaręczam,że w rzeczywistości kiedy nie jest to pokazane na zdjęciu w dużym zbliżeniu,obnażającym wszystkie niedoskonałości, nie jest to aż tak dramatycznie widoczne).
Szczoteczka Colossal należy do mojego ulubionego rodzaju, jest wielka,pękata i ma gęste włoski równej długości.Taka szczoteczka zazwyczaj zapowiada sukces.

Colossal jest najbardziej gęstym tuszem ze wszystkich.Najbardziej pogrubia, ale podkręca mniej niż Falsies.Efekt jest najbardziej widoczny i najbardziej dramatyczny.Tusz sprawia też wrażenie bardziej czarnego niż jego fioletowy brat (wodoodporny Collosal jest bardziej czarny od niewodoodpornego)


Czas na najmłodsze dziecko Maybelline czyli One By One,który pojawił się w sklepach zaledwie kilka dni temu.Z zadowoleniem zauważyłam,że dostępny jest też kolor brązowy i szary,dobra wiadomość dla miłośniczek tuszów w alternatywnych kolorach.
Niewodoodrponość stawia One By One automatycznie w nieco gorszej pozycji,ale zobaczcie same.
Szczoteczka w tym wypadku jest silikonowa,dość duża i pękata.Najeżona malutkimi,krótkimi włoskami co zapowiada tusz dobrze rozdzielający i rozczesujący nawet najkrótsze rzęsy.


Tusz jest najbardziej rzadki,co jest z resztą dość zrozumiałe,tusze o niewodoodpornej formule zazwyczaj są nieco rzadsze.taka konsystencja powoduje,że moje cienkie rzęsy opadają niestety i efekt działania zalotki zostaje w mniejszym lub większym stopniu welowany.Tusz zdecydowanie jednak ma potencjał.Bardzo ładnie rozdziela i rozczesuje rzęsy,wydłuża i pogrubia-słowem pełen serwis.Prognozuję oszałamiający efekt w przypadku wersji wodoodpornej na którą z niecierpliwością czekam i na pewno zrecenzuję,jak tylko się pojawi.


Podsumowując: kolorowe tusze z linii Volum' Express są moimi absolutnie ulubionymi.Jeżeli szukasz tuszu który podkręca,wydłuża może spodobać Ci się efekt jaki daje The Falsies.Jeżeli wolisz bardziej dramatyczny efekt i znaczące pogrubienie wybierz Colossal Volum'.Jeżeli jesteś fanką silikonowych szczoteczek,masz raczej krótkie rzęsy i szukasz tuszu,który ładnie je rozdzieli i zintensyfikuje powinnaś polubić One by One.
Ja osobiście lubię wszystkie trzy,ale gdybym miała pozostać przy jednym prawdopodobnie wybrałabym Colossal.
A który jest waszym ulubionym?Jakie macie doświadczenia z tuszami Maybelline?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...