Ponad rok temu pokochałam szminki, szczególnie te w intensywnych kolorach. Ponieważ jesień to świetna pora na tego rodzaju eksperymenty, mam dla was kilka propozycji w jesiennym duchu. Dzisiaj post poświęconym intensywniejszym kolorom a niedługo coś dla mniej odważnych/ lubiących delikatniejsze odcienie. Zakres cen szeroki, mam nadzieję że znajdziecie coś dla siebie.
Przepadam za cierwienią na ustach, ale chyba jeszcze bardziej lubię wszelkie odcienie z najmniejszą choćby domieszką fioletu. Moje usta mają naturalnie lekko fioletowy kolor, dla tego też dobrze dogadują się z takimi szminkami. Jedną z moich fioletowych ulubienic, taką bardziej na co dzień jest
MAC Plumful o wykończeniu Lustre, o której pisałam tu już wielokrotnie.
Dzisiaj bliżej przyjrzymy się:
MAC Rebel (Satin)- bezsprzecznie mój ulubiony jesienny kolor. Producent opisuje go jako "midtonal cream plum". W opakowaniu wygląda nieco przerażająco, ale po aplikacji na usta łagodnieje. To bardzo ciekawy, nieokreślony kolor będący mieszanką fioletu, fuksji i ciemnej czerwieni. Niestety swatche nieco przekłamują jego naturę, wyciągając zbyt dużo niebieskich tonów. Najwierniej oddała jego kolor
Temtalia. Wbrew pozorom, nie określiłabym go jako szalony czy wściekły, jest intensywny ale bardzo wdzięczny w noszeniu. Pomadka jest bardzo trwała i komfortowa w noszeniu, jak to zazwyczaj w przypadku pomadek MAC (które jak całość uważam za najlepsze pomadki z wyższej półki, szczególnie biorąc pod uwagę cenę dużo niższą niż u konkurencji.
Próżno szukać szminki kosztującej 79zł u Diora czy Chanel). Jest mocno napigmetnowna, ale nie na tyle żeby powodować trudności w aplikacji. Kolor można dość wygodnie stopniować.
Rimmel Lasting Finish 013 Heart Breaker- jeden z nowych odcieni w gamie Lasting Finish. Kolejny kolor prawie niemożliwy do opisania ;). Heart Breaker to czerwień złamana ciepłym różem i odrobiną fuksji. Bardziej stonowana od Rebel, ale nadal intensywna. Wykończenie satynowo-kremowe, komfortowe w noszeniu.
Jakość samej pomadki jest rewelacyjna, Rimmel Lasting Finish to klasa sama w sobie, uwielbiam te szminki za trwałość, komfortową aplikację i piękne kolory. Za 17zł otrzymujemy produkt, który nie mas sobie równych w śród drogeryjnych pomadek, ba powiedziałabym nawet że wiele 2-3 razy droższych pomadek nawet nie zbliża się do tej jakości.
Lancome Rouge in Love 379N- ta szminka trafiła do mnie przypadkiem. Wybrałam ją dla mamy podczas wyprzedaży z powodu likwidacji drogerii Marionnaud. Babeczka obsługująca nas była tak miła, że dorzuciła nam nowiusieńki tester zupełnie gratis. Tym trafem i ja załapałam się na nową szminkę :). Rouge in Love to świetna linia pomadek, o czym miałam okazję się przekonać kupując kolor 1
65M, który szybko stał się moją ulubioną chłodną czerwienią.
379N to kolejny róż złamany fioletem. Najbardziej stonowana z trzech, ale nadal idealny akcent jesiennego koloru. Ma kremowo-satynowe przyjemny wykończenie.
Oczywiście jest bardzo trwała i przyjemna w noszeniu. Cena regularna to około 116zł (tym bardziej cieszy mnie, że mam ją za darmo :D)
Inglot Lip Pencil nr 34- nie wiem jak to możliwe, że o tych kredkach do ust nie jest głośno. Kupiłam ją trochę przypadkiem, spodobał mi się kolor i przystępna cena (kosztują 20zł). Odcień 34 to ciemna czerwień, można by rzec bordo. Wykończenie jest bardzo matowe, można go nosić solo, ale dla większego komfortu przyda się odrobina błyszczyku bo bez błyszczyka jest mat absolutny. Kredka jest bardzo, bardzo trwała (nawet z błyszczącą warstwą błyszczyka) i łatwa w obsłudze. Świetnie sprawdza się w roli konturówki pod inne pomadki. Gama kolorystyczna jest imponująca (ja skusiłam się już na kolejną i myślę o następnych np. takiej w kolorze skóry). Jedynym mankamentem jest fakt, że nie widziałam jej na "wyspach" a jedynie w salonach Inglot. Tak czy siak ta kredka to perełka, biegnijcie do Inglota je wybadać bo są świetne!!!
Inlgot Sleeks Cream nr 103- błyszczyk w opakowaniu wyglądającym jak próbówka. Który biolog makijażomaniak mógłby się nie skusić :D?! To jeszcze letni zakup, mam ten błyszczyk od dłuższego czasu Wybrałam kolor 103, czyli pomarańczową czerwień lub może raczej wypadałoby powiedzieć pomarańczowy z dużą dawką czerwieni. Sam w sobie jest mocno napigmentowany, ale dobrze sprawdza się nałożony na pomadki lub wspomnianą wyżej kredkę.
Ma dość lekką konystencję (szczerze mówiąc wolałabym chyba, żeby był nieco bardziej ciężki bo lubię bardzo treściwe błyszczyki), nie klei się. Seria Sleeks Cream ma zapach kremu do karpatki (z tego co wydaje mi się inne Sleeks'y pachną owocowo). Bardzo sympatyczny, dostępny w wielu kolorach i wykończeniach. Opakowanie próbówka podbiło moje serce :D. Kosztuje 18zł, na pewno skuszę się na więcej.
Jestem bardzo bardzo zadowolona ze wszystkich wyżej wymienionych produktów :). Zarówno z kolorów, jak i z jakości. To aż dziwne, że wszystkie są takie fajne :D.
Który spodobał wam się najbardziej? Macie jakichś innych jesiennych faworytów?