Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rimmel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rimmel. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 marca 2013

Apokaliptyczna porażka z Rimmelem w roli głównej.




Muszę przyznać, że jestem nieco rozgoryczona. Bardzo chciałam polubić Rimmel Apocalips, słyszałam o tym produkcie wiele dobrego, oglądałam niezwykle kuszące swatche. Wyczekałam więc promocję (nieco ponad 18zł w Superpharmie) i kupiłam. Wypatrzyłam sobie delikatny koral Luna, okazało się jednak że ten akurat odcień nie jest dostępny w Polsce. Zdecydowałam się więc na podobny, jak mi się  wydawało, brzoskwiniowy odcień typu nude 100 Phenomenon. Zapowiadało się na prawdę fajnie, świetna pigmentacja, kremowa konsystencja, ładny połysk. Niestety, dobry początek był preludium do absolutnej klapy, leży sobie Apocalips w mojej szufladzie i absolutnie nie nadaje się do używania. Dlaczego?

Opakowanie ładne, wygląda dość ciekawe. Wygodny , precyzyjny aplikator. Zapach nieco dziwny, sztucznie melonowy ale nie męczący.


Kolor swatchowany na ręce wygląda pięknie, jak widać na załączonym obrazku.


Niestety na ustach okazuje się, że świetna pigmentacja tylko utrudnia życie. Pomijam już fakt, że brzoskwinia przestaje być brzoskwinią i wygląda trupio (niektórzy lubią przecież jasne nudziaki). Podstawowym problemem jest fakt, iż pomadki absolutnie nie da się równomiernie rozprowadzić. Waży się, smuży niemiłosiernie i wygląda po prostu straszliwie.


Zdjęcie jest i tak dość łaskawe, na żywo wygląda to dużo gorzej. Nie jest to ten rodzaj smużenia, z którym można coś zrobić nakładając mniejszą ilość produktu. Taki efekt daje już minimalna ilość. Aplikator nabiera bardzo dużą ilość i nawet po użyciu ułamka z tego, efekt jest nieakceptowalny.
Trwałość prawdopodobnie niezła, ciężko było mi go usunąć z ust.

Jestem bardzo, ale to bardzo zawiedziona. Nie wiem, czy ten problem dotyczy tylko Phenomenon, ale zupełnie odechciało mi się testować inne kolory.
Chciałam codziennego brzoskwiniowego nudziaka o mam koszmarne coś, co nie nadaje się absolutnie do używania i tylko leży w szufladzie irytując swoją obecnością.


Jakie macie doświadczenia z Apocalips?

niedziela, 3 lutego 2013

Ulubieńcy stycznia


Przyszła moja ulubiona pora, pora na ulubieńców miesiąca. W styczniu dotarło do mnie bardzo dużo fajnych kosmetycznych nowości (nowy kosmetoholiczy rok rozpoczęłam z przytupem :) ), których używałam jednak za krótko, aby umieścić w tym zestawieniu. Było jednak kilka takich kosmetyków i akcesoriów, które towarzyszyły mi przez większość miesiąca.

1. Rossmann Synergen plasterki. Instytucja plasterków na niedoskonałości na noc jest mi doskonale znana, uwielbiałam niedostępne u nas plasterki Balea. Ostatnio koleżanka poleciła mi te rossmannowskie, i okazały się równie dobre. Nawet bardzo dobre. Są praktycznie niewidoczne (nie wymagają natychmiastowego przemykania się z łazienki i zawijania w kołdrę aby nie straszyć otoczenia) i na prawdę działają. Są teraz w promocji za mniej niż 7zł .

2. Baza Hean, stara ulubienica

3. Under 20 2w1 nawilżający krem z efektem stopniowego opalania. Kupiłam w promocji w Naturze przypadkowo a okazał się świetny. Świetnie nawilża, ładnie pachnie i rzeczywiście dodaje skórze lekko brzoskwiniowego odcienia. Co ciekawe, nie zawiera DHA.

4. Kredka Max Factor Natural Glaze. Bardzo łatwo malować nią wewnętrzną część dolnej linii rzęs a dodatkowo jest trwała.

5.  Benefit Posietint. Kocham. Kocham!

6. W duecie z tintem bardzo dobrze sprawdza się pędzel do podkładu mineralnego Sephora.

7. Cień Copperplate MAC do malowania brwi. Podpatrzyłam przypadkiem na YT i okazało się, że to idealny kolor dla moich brwi.

8. Pędzelek do brwi Lily Lolo

9. Po długiej przerwie wróciłam do tradycyjnych podkładów. Moja skóra jest wysuszona i potrzebuje więcej nawilżenia, dla tego płynna formuła sprawdza się lepiej. Najczęściej używałam starego znajomego Revlona Colorstaya (180 Sand Beige). Popularny Rimmel Match Perfection w słoiczku również okazał się trafionym zakupem.

10. Używając tradycyjnych podkładów na nowo odkryłam nieco zapomnianego Beauty Blendera. Wykończenie, jakie można za jego pomocą uzyskać jest absolutnie perfekcyjne.

11. Maybelline Falsies Waterpfoof. Kolejne podejście do tego tuszu i znów mam mieszane uczucia. Na pewno bardzo dobrze podkręca rzęsy.

12. Gucci Flora EDT

Podzielcie się swoimi ulubieńcami :)!

niedziela, 4 listopada 2012

Eyelinerowa wtopa czyli Rimmel Gel Eyeliner


Nie używam eyelinera codziennie, przechodzę takie "eyelinerowe fazy" kiedy uwielbiam nosić kreskę z minimalnym makijażem oka. Pomimo tego, że nie jest to sztandarowy produkt w moim kuferku, przetestowałam już kilka różnych. Żaden nie odpowiadał mi niestety w 100%.
Żelowy Inglot (miałam go dwa razy) za szybko wysychał w słoiczku, Essence w pisaku był nietrwały, Oriflame mało intensywny, Maybelline pisak w różowym opakowaniu był szary a nie czarny, Joko w kałamarzu ciężki we współpracy a ostatnio kupiony Maybelline z cieniutką końcówką choć na początku świetny, szybko zaczął wysychać. Może jestem zbyt wymagająca? Ale z drugiej strony, czy nie mam prawa żądać czarnej kreski, która będzie łatwa do namalowania i trwała?!
Generalnie najbardziej lubię te linery, które mają twardą pisakową końcówkę lub są żelowe. Pędzelki raczej nie dla mnie.
Kiedy zobaczyłam nowość w szafie Rimmel, czyli Gel eyeliner, postanowiłam się skusić. Estetyczny kałamarzopodobny słoiczek kosztował w promocji niecałe 20zł a producent obiecywał wodoodpoeność. Kupiłam bez większego namysłu, bardzo lubię większość produktów Rimmel. Niestety, ten bardzo mnie rozczarował. Jest po prostu kiepski.


W pokrywce znajduje się krótki pędzelek, który pomimo dziwnego kształtu (wygląda raczej jak miniatura pędzla do korektora) jest dość wygodny. Cóż jednak z tego, jak sam produkt nie bardzo nadaje się do czegokolwiek. Jest suchy, ale jednocześnie strasznie długo zajmuje mu wyschnięcie na powiece. Zazwyczaj przy malowaniu kresek, kiedy namaluję drugą to pierwsza jest już sucha i mogę przejść do użycia zalotki. W przypadku Rimmela taka próba zakończyła się fiaskiem, 3/4 kreski zostało na zalotce :(. Kiedy już wyschnie, co trwa około 5-10 minut, jest owszem dość trwały ale męczarnia z oczekiwaniem na wyschnięcie kompletnie psuje efekt. Dodatkowo kolor jest raczej szary niż czarny i wymaga nałożrnia 2-3 warstw. Te 2-3 warstwy w połączeniu z czasem schnięcia powoduje, że bardziej mam ochotę pozwolić zanurkować temu eyelinerowi w koszu na śmieci niż próbować dawać mu kolejną szansę.


Efekt na oku jest niezbyt ciekawy, kilkukrotne poprawianie sprawia że kreska wygląda blado i niestarannie. Chcąc nałożyć kolejną warstwę powodowałam ścieranie się poprzedniej.


Straszna szkoda, to mógł być fajny i tani produkt.

Ocena: 2+

Teraz czekam na przesyłkę z eyelinerem L'oreal Super Liner Carbon Black i pokładam w nim spore nadzieje.

Jakie są wasze ulubione produkty, którymi można wyczarować piękną kreskę?

niedziela, 21 października 2012

Usta w jesiennym klimacie, odcinek 1: fuksje, fiolety,czerwienie


Ponad rok temu pokochałam szminki, szczególnie te w intensywnych kolorach. Ponieważ jesień to świetna pora na tego rodzaju eksperymenty, mam dla was kilka propozycji w jesiennym duchu. Dzisiaj post poświęconym intensywniejszym kolorom a niedługo coś dla mniej odważnych/ lubiących delikatniejsze odcienie. Zakres cen szeroki, mam nadzieję że znajdziecie coś dla siebie.

Przepadam za cierwienią na ustach, ale chyba jeszcze bardziej lubię wszelkie odcienie z najmniejszą choćby domieszką fioletu. Moje usta mają naturalnie lekko fioletowy kolor, dla tego też dobrze dogadują się z takimi szminkami. Jedną z moich fioletowych ulubienic, taką bardziej na co dzień jest MAC Plumful o wykończeniu Lustre, o której pisałam tu już wielokrotnie.

Dzisiaj bliżej przyjrzymy się:


MAC Rebel (Satin)- bezsprzecznie mój ulubiony jesienny kolor. Producent opisuje go jako "midtonal cream plum". W opakowaniu wygląda nieco przerażająco, ale po aplikacji na usta łagodnieje. To bardzo ciekawy, nieokreślony kolor będący mieszanką fioletu, fuksji i ciemnej czerwieni. Niestety swatche nieco przekłamują jego naturę, wyciągając zbyt dużo niebieskich tonów. Najwierniej oddała jego kolor Temtalia. Wbrew pozorom, nie określiłabym go jako szalony czy wściekły, jest intensywny ale bardzo wdzięczny w noszeniu. Pomadka jest bardzo trwała i komfortowa w noszeniu, jak to zazwyczaj w przypadku pomadek MAC (które jak całość uważam za najlepsze pomadki z wyższej półki, szczególnie biorąc pod uwagę cenę dużo niższą niż u konkurencji. 
Próżno szukać szminki kosztującej 79zł u Diora czy Chanel). Jest mocno napigmetnowna, ale nie na tyle żeby powodować trudności w aplikacji. Kolor można dość wygodnie stopniować.

Rimmel Lasting Finish 013 Heart Breaker- jeden z nowych odcieni w gamie Lasting Finish.  Kolejny kolor prawie niemożliwy do opisania ;). Heart Breaker to czerwień złamana ciepłym różem i odrobiną fuksji. Bardziej stonowana od Rebel, ale nadal intensywna. Wykończenie satynowo-kremowe, komfortowe w noszeniu.
Jakość samej pomadki jest rewelacyjna, Rimmel Lasting Finish to klasa sama w sobie, uwielbiam te szminki za trwałość, komfortową aplikację i piękne kolory. Za 17zł otrzymujemy produkt, który nie mas sobie równych w śród drogeryjnych pomadek, ba powiedziałabym nawet że wiele 2-3 razy droższych pomadek nawet nie zbliża się do tej jakości.

Lancome Rouge in Love 379N- ta szminka trafiła do mnie przypadkiem. Wybrałam ją dla mamy podczas wyprzedaży z powodu likwidacji drogerii Marionnaud. Babeczka obsługująca nas była tak miła, że dorzuciła nam nowiusieńki tester zupełnie gratis. Tym trafem i ja załapałam się na nową szminkę :). Rouge in Love to świetna linia pomadek, o czym miałam okazję się przekonać kupując kolor 165M, który szybko stał się moją ulubioną chłodną czerwienią.
379N to kolejny róż złamany fioletem. Najbardziej stonowana z trzech, ale nadal idealny akcent jesiennego koloru. Ma kremowo-satynowe przyjemny wykończenie.
Oczywiście jest bardzo trwała i przyjemna w noszeniu. Cena regularna to około 116zł (tym bardziej cieszy mnie, że mam ją za darmo :D)

Inglot Lip Pencil nr 34- nie wiem jak to możliwe, że o tych kredkach do ust nie jest głośno. Kupiłam ją trochę przypadkiem, spodobał mi się kolor i przystępna cena (kosztują 20zł). Odcień 34 to ciemna czerwień, można by rzec bordo. Wykończenie jest bardzo matowe, można go nosić solo, ale dla większego komfortu przyda się odrobina błyszczyku bo bez błyszczyka jest mat absolutny. Kredka jest bardzo, bardzo trwała (nawet z błyszczącą warstwą błyszczyka) i łatwa w obsłudze. Świetnie sprawdza się w roli konturówki pod inne pomadki. Gama kolorystyczna jest imponująca (ja skusiłam się już na kolejną i myślę o następnych np. takiej w kolorze skóry). Jedynym mankamentem jest fakt, że nie widziałam jej na "wyspach" a jedynie w salonach Inglot. Tak czy siak ta kredka to perełka, biegnijcie do Inglota je wybadać bo są świetne!!!

Inlgot Sleeks Cream nr 103- błyszczyk w opakowaniu wyglądającym jak próbówka. Który biolog makijażomaniak mógłby się nie skusić :D?! To jeszcze letni zakup, mam ten błyszczyk od dłuższego czasu Wybrałam kolor 103, czyli pomarańczową czerwień lub może raczej wypadałoby powiedzieć pomarańczowy z dużą dawką czerwieni. Sam w sobie jest mocno napigmentowany, ale dobrze sprawdza się nałożony na pomadki lub wspomnianą wyżej kredkę.
Ma dość lekką konystencję (szczerze mówiąc wolałabym chyba, żeby był nieco bardziej ciężki bo lubię bardzo treściwe błyszczyki), nie klei się. Seria Sleeks Cream ma zapach kremu do karpatki (z tego co wydaje mi się inne Sleeks'y pachną owocowo). Bardzo sympatyczny, dostępny w wielu kolorach i wykończeniach. Opakowanie próbówka podbiło moje serce :D. Kosztuje 18zł, na pewno skuszę się na więcej.








Jestem bardzo bardzo zadowolona ze wszystkich wyżej wymienionych produktów :). Zarówno z kolorów, jak i z jakości. To aż dziwne, że wszystkie są takie fajne :D.

Który spodobał wam się najbardziej? Macie jakichś innych jesiennych faworytów?

środa, 3 października 2012

Jesienny post zakupowy

Dzisiaj niezobowiązujący jesienny haul :). Głównie z Rossmanna, ale trafiło się też kilka innych drobiazgów.


Po świetnych doświadczeniach z szamponem Alterra z kofeiną i biotyną zdecydowałam się na dwa kolejne: makadamia i figa oraz morela i pszenica. Aktualnie są w promocji za mniej niż 6zł. Używałam już makadamiowego i również mi się spodobał. Zobaczymy jak wypadnie morelowy kuzyn. W końcu kupiłam też polecaną odżywkę bez spłukiwania Joanna z pokrzywą i zieloną herbatą. Nie wiem jeszcze, co o niej myślieć- potrzebuję więcej czasu na testy. Plusem jest zdecydowanie cena (3,99zł w Tesco) i piękny zapach.


Wielka 500ml odżywka Syoss kupiona w promocji za 10,99zł jest jak najbardziej w porządku, bardzo przyjemnie pachnie i zmiękcza włosy. W kolejce na wypróbowanie czeka nowy żel Under Twenty, nie ma SLS (którego, w przeciwieństwie do włosów, moja twarz nie lubi) i akurat był przeceniony (a wiecie jak bardzo lubię kosmetyczne promocje, zawsze to 1-2zł do odłożenia na inny produkt :))


W Rossmannach pojawiły się szafy Sally Hansen, oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok lakierów. Kupiłam Purple Potion (zaraz zamierzam pomalować nim pazury) i Gunmetal (już testowałam, piękny kolor). Słynny H&M Blue My Mind okazał się bardzo kiepski, odpryskuje po pół godziny, bez względu na to czy używam go z bazą i topem czy bez. Szkoda, bo kolor jest świetny. Zdecydowanie nie jest wart swojej wysokiej (14,9zł) ceny :(. Matujący top Flormar nadaje fajne lekko "gumowate" wykończenie, nie jest to zupełnie klasyczny mat.



Rimmel Heartbreaker to fuksja ze sporą dawką czerwieni a MAC Rebel to genialny jesienny odcień będący połączeniem fuksji i fioletu. Spodziewajcie się wkrótce postów poświęconych obu szminkom.

Dodatkowo chciałabym polecić wam herbatę, którą piłam u koleżanki a następnie kupiłam sama i zupełnie się od niej uzależniłam- Irving biała poziomkowa z mandarynką. Jest przepyszna.




Co ciekawego kupiłyście ostatnio?

poniedziałek, 6 lutego 2012

NOTD: Miętowe confetti






Po manii frenchowo-różowej nadeszła era brokatowa :D.Od kilku dni (a może to już nawet od ponad tygodnia) mam w głowie tylko glittery,flakies i inne cuda.Kolejna zaskakująca mnie "faza" lakierowa,jak pewnie pamiętacie nigdy nie byłam szaloną fanką layeringu i generalnie eksperymentowania z brokatami.
Chciałam pokazać wam wczorajsze połączenie(zdjęcia robione niestety w sztucznym świetle,ale nie chciałam czekać bo znając moje szczęście pewnie do rana pojawiłyby się odpryski.).Miętowy,wpadający w turkus Rimmel Peppermint i genialny Topcoat Essence Circus Confetti.Bardzo mi się podoba :)!

środa, 3 sierpnia 2011

Wakacyjna kosmetyczka Burn cz II: kolorówka


Oto tajemnice mojej wakacyjnej kosmetyczki z kolorówką :).Staram się bardzo ograniczać,jeżeli chodzi o pakowanie makijażu bo wiem,że większości rzeczy i tak nie użyję (szczególnie w gorącym klimacie,jeżeli jadę w chłodniejsze miejsca jest większa szansa że będę miała ochotę np. pomalować oczy).Jednak bez pewego minimum nie mogę się niestety obyć.Wiem,że dla niektórych z was to dużo,ale prawdziwe kosmetykomaniaczki pewnie mnie zrozumieją ;).



-Brintey Spears Fantasy.Zabieram je głowinie ze względu na małą buteleczkę i fakt,że zostało ich już niewiele (jakaś 1/3 z 30ml).Poza tym oczywiście uwielbiam ich zapach.Dodatkowo wezmę 1-2 małe próbki innych zapachów na wszelki wypadek.

-OPI My Chihuahua bites!.Moj ukochany lakier,to już drugie wakacje,jakie spędzamy razem :)

-Wibo różany zmywacz do paznokci w płatkach.Bardzo poręczne,kompaktowe opakowanie.Zobaczymy,jak się sprawdzi.

-składany pędzel kabuki Sigma.Świetny pędzel,idealny do nakładania podkładu mineralnego w podróży i nie tylko.

-podkład mineralny Pixie Cover de Luxe Cameo 2.Aktualnie mój ulubieniec w kategorii podkładów mineralnych.Przebił nawet Meow Flawless Feline.Ma idealny kolor-ciepły,żółty z brzoskwiniowymi tonami a dodatkowo bardzo dobrze kryje i jest lekki na twarzy.

-zestaw mini pilniczków i polerek Avon





-róż w musie Manhattan 39D Apricot.Bardzo ładny brzoskwiniowo-różowy kolor,arcy łatwa aplikacja przy pomocy palców i niewielkie rozmiary czynią z niego idealnego kompana podróży.Nie trzeba zabierać pędzelka do różu.Jest nietłusty i ma pudrowe wykończenie,nie trzeba go utrwalać sypkim pudrem i dobrze dogaduje się z podkładem mineralnym.

-miniaturowy rozświetlacz Benefit Hight Beam.Nie jest to mój ulubieniec,ale myślę że może się przydać.

- Amazing Cosmetics Amazing Concealer w kolorze Light Golden.Bardzo gęsty i dość mocno kryjący.Kolor nie jest dla mnie idealny ale i tak nie mogę za bardzo wybrzydzać-jak dotąd nie znalazłam lepszego :(

-Maybelline Pure Mineral korektor 03 Sand.Ten korektor jest fajny,ładnie kryje i nadaje się pod oczy ale niestety jest trochę za jasny.Niestety muszę brać dwa korektory i łączyć je bo samodzielnie żaden z nich nie spełnia moich oczekiwań w 100%.


Pędzelka Sigma E45 ze zdjęcia ostatecznie nie biorę ze sobą ;)



-Rimmel Lasting Finish 070 Airy Fairy.Pisałam o niej TU.To aktualnie mój ulubiony kolor,używam jej codziennie.Przebiła nawet MAC Angel.Świetny produkt!

-Rimmel Vinyl Gloss Fall in Love(numerek się starł niestety,ale nazwę pamiętam).Kupiony niedawno w rosmannowskiej promocji.Liczyłam na więcej koloru,ale błyszczyk jest praktycznie bezbarwny,ma tylko lekką poświatę.Nie mniej jednak jest to bardzo przyjemny produkt.

-Yves Rocher Coleurs Nature kredka do brwi 02 Cedre.Bezapelacyjnie najlepsza kredka do brwi,jakiej używałam.Ma odpowiednią konsystencję,jest trwała i świetnie się rozprowadza.Dołączony jest wygodny grzebyczek do układania brwi i rozcierania kredki.W promocji kosztuje około 25zł,co uważam za świetną cenę,szczególnie biorąc pod uwagę jakość.
TU pisałam o kolorze 03 Chatian,ale niedawno odkryłam że idealnym dla mnie kolorem (szarym,dość jasnym z domieszką chłodnego brązu) jest 02 Cedre kredka spełnia moje wymagania w 100%.Gorąco ją wam polecam.

-Makeup Forever Aqua Cream 13.Uniwersalny wodoodporny kremowy produkt do stosowania na całą twarz(ja zamierzam używać go jako cienia do powiek).
Miałam ochotę wypróbować Aqua Creamy już od dawna,jednak cena nieco mnie zniechęcała (110zł za sztukę :/).Wczoraj jednak,dzięki Kasi ze Sweet & Punchy,dorwałam w Sephorze na wyprzedaży zestaw dwóch Aqua Creamów 13 i 15(brąz-taupe,śliczny) i dwóch miniaturowych kredek Aqua Eyes.Zapłaciłam 90zł :).Nie dość,że oszczędziłam 20zł na jednym opakowaniu to jeszcze dostałam gratis drugie (oba są pełnowymiarowe !) i mini kredki.
Zestaw kosztował w cenie regularnej 220zł więc przecena wyniosła ponad 50%.Jeżeli tak jak ja czaicie się na Aqua Creamy to polecam zajrzeć do Sephory.


I to tyle.W normalnych okolicznościach wzięłabym jeszcze tusz do rzęs i zalotkę.Tym razem jednak mam przedłużone rzęsy(o całym doświadczaniu związanym z przedłużaniem rzęs metodą 1:1 napiszę wam za kilka tygodni) więc nie muszę ich tuszować.


Jakie są wasze must-have w wakacyjnej kosmetyczce z kolorówką?


poniedziałek, 27 czerwca 2011

Swatch me baby: Rimmel Lasting Finish 070 Airy Fairy


Airy Fairy to chyba najbardziej znany i lubiana szminka Rimmel.Pewnie większość z was posiada ją w swojej kolekcji lub miała okazję ją testować.
Ja,choć trudno w to uwierzyć,kupiłam ją po raz pierwszy jakiś miesiąc temu skuszona promocją w Superpharmie.
Za szminkami Rimmel przepadam,mają ładne kolory,piękny zapach,są dobrej jakości a cena na prawdę zachęca do zakupu.Airy Fairy pokochałam od pierwszego użycia.To piękny,neutralny róż o ciepłych tonach(wiem,że w klasycznym pojmowaniu kolorów "neutralny" i "o ciepłych tonach" nawzajem się wyklucza,ale mam nadzieję że wiecie co mam na myśli ;) ) z delikatną brzoskwiniowo-złotą poświatą.Nie są to drobinki a właśnie delikatna poświata.




Kolor idealny!Bezpieczny do stosowania na co dzień,świetny też do mocniejszego makijażu oka.Myślę,że przebiła nawet MAC Angel,bo przez to że Airy Fairy jest nieco cieplejsza,wygląda na mnie lepiej.
Jest bardzo dobrze napigmentowana,ma kremową konsystencję gładko rozprowadzającą się na ustach.Wykończenie satynowe,nie jest zbyt błyszcząca.Przyjemna na ustach,nie wysusza.
Kiedy szminka się "zje" kolor pozostaje na ustach jeszcze przez dłuższy czas.
Zapach bardzo ładny,typowy dla szminek Rimmel Lasting Finish.

Jestem zachwycona i zdecydowanie polecam wszystkim,którzy jeszcze Airy Fairy nie znają.Za kilkanaście złotych otrzymujemy świetnej jakości szminkę w na prawdę pięknym,uniwersalnym kolorze.

Poniżej porównanie z Rimmel Lasting Finish Pink Blush i MAC Angel



I jeszcze mała prywata ;).Postanowiłam poszukać nowego domu dla wkładów MAC Nocturnelle,Vex i Honesty.Gdyby któraś z was była zainteresowana,znajdziecie je TU.
Przyznam też,że chętnie wymieniłabym je na jakieś inne wkłady MAC,w razie czego czekam na propozycje mailowe.

wtorek, 24 maja 2011

Swatch me baby: Rimmel Moisture Renew Nude Delight + paczka od Vipery i Yankee Candle


Dziś moja ulubiona szminka nude,czyli Rimmel Moisture Renew 700 Nude Delight.
To ciepły,karmelowy beż z bardzo delikatnymi nutami brzoskwini.Jest kryjąca i rozprowadza się ładnie bez smug.Wykończenie satynowo-kremowe.
Bardzo ładnie pachnie,nie tak słodko jak zazwyczaj szminki Rimmel,bardziej jak krem Bambino.

Szminka jest trwała i przyjemna na ustach,ale po jakimś czasie troszkę wysusza.Bardzo podoba mi się opakowanie,w pięknym fioletowym kolorze(bez względu na to,jak bardzo niebiesko wygląda na zdjęciu zaręczam że jest fioletowe :) ).


To jedna z moich pierwszych szminek(jak wam kiedyś wspominałam,fanką szminek stałam się dopiero rok temu) a za razem jedna z ulubionych.


Dzisiaj zawitał do mnie listonosz z paczką od firmy Vipera.W środku znajdował się lakier Creation Proffesional nr 40,kredka Ikebana 255 Lagoon oraz puder prasowany Face 606.Swatche i recenzja niedługo.



Oraz z paczką z woskami do kominka Yankee Candle,na które skusiła mnie recenzja na blogu Barwy wojenne :) .Woski kupiłam w sklepie Bibeloty.


poniedziałek, 2 maja 2011

NOTD: Rimmel Lycra Pro Peppermint + niespodzianka :)


Piękny miętusek bajecznie łatwy w aplikacji.Ładnie kryje i nie smuży(co,biorąc pod uwagę,że to pastel, jest niewiarygodne).Bardziej niebieski niż Revlon Minted.Schnie szybko,wzorowy lakier :).Uwielbiam Pędzelki Rimmel.




Ponieważ osiągnęłam liczbę 50 ( a właściwie już 52 obserwatorów) chciałabym Wam jakoś podziękować.W najbliższym czasie spodziewajcie się małego rozdanka,w którym będzie do wygrania min. pędzelek Sigma :)

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Recenzja: Rimmel Vinyl Gloss 190 Pin Up


Błyszczyk Rimmel w kolorze transparentnej ale mocnej fuksji.Chodziłam koło niego od dawna,ale ostatnio zachciało mi się czegoś bardziej kolorowego i skusiłam się w końcu.W promocji zapłaciłam niecałe 16zł więc całkiem ok.
Błyszczyk ma delikatny budyniowy zapach (podobny do szminek Rimmel ale delikatniejszy) i nie ma smaku(bardzo dobrze!).Lekka konsystencja,ale przyjemna na ustach,daje uczucie nawilżanie.Nie jest przesadnie trwały i po tym jak zniknie nie barwi ust(tak jak to czasem bywa w przypadku takich odcieni kiedy to sam produkt znika ale kolor zostaje).Aplikator gąbeczkowy,wygodny i dość precyzyjny.Podoba mi się opakowanie,ale podejrzewam że srebrny nadruk po jakimś czasie się zetrze.

Kolor jest prześliczny.Bardzo błyszczący,apetyczny i o sorbetowym wykończeniu.Fuksja z domieszką maliny,bezdrobinkowa.Myślę,że nada się dobrze jako błyszczyk do nakładania na szminki w celu ożywienia czy zintensyfikowania koloru.





Co myślicie o tym kolorze?
Chciałabym,żeby Rimmel wprowadził też czerwień w tym stylu bo sorbetowe wykończenie bardzo przypadło mi do gustu,jest bardzo "wearable" (jakby tu ładnie to po polsku koreslić? :>)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...