Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maseczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maseczki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2012

Ziaja Pro Maseczka kojąca z glinką różową


Uwielbiam maseczki.Ziaję pro z różową glinką kupiłam trochę przypadkiem,na bardzo nieudanych targach kosmetycznych.Okazało się jednak,że jest świetna co nieco osłodziło moje niezadowolenie,że wydałam pieniądze na bilety na imprezę,która okazała się być targami ślubnymi z 3-4 kosmetycznymi stoiskami.Ale do rzeczy.


Kosmetyk ma postać różowo-beżowego gęstego kremu.Łatwo aplikuje się na twarz,nie zastyga.Maseczka jest ciekawym połączeniem maseczki glinkowej z nawilżająco-kojącą.Po zmyciu twarz jest głodka i sprawia wrażenie oczyszczonej,ale dodatkowo towarzyszy jej bardzo przyjemne uczucie nawilżenia.Zaczerwienione miejsca są ukojone i mniej zaognione.
Efekt oczyszczenia jest widoczny,chociaż nie tak jak w przypadku mocniej ściągających skórę glinek jak np. glinka zielona.Nawilżenie jest na prawdę znaczące,prawdę mówiąc to najbardziej nawilżająca maseczka,jakiej do tej pory używałam.Po usunięciu jej z twarzy mam wrażenie,jakby na skórze pozostawała warstwa nawilżającego kremu.
Nakładanie jej to czysta przyjemność,nie ma uczucia ściągnięcia i wysychania (którego nie lubię,ale zazwyczaj udaje mi się przecierpieć ;) bo oznacza skuteczne oczyszczenie buzi).Maseczka delikatnie kwiatowo pachnie.
Jest zdecydowanie godna polecenia,powinna spodobać zarówno posiadaczkom cery suchej ,jak i mieszanej czy tłustej.
Cena biorąc pod uwagę pojemność i jakość kosmetyku,jest bardzo przystępna.200ml kupimy w internecie za około 20-30zł.

Ocena: 5








Znacie tą maseczkę?Co o niej myślicie?

czwartek, 26 stycznia 2012

Burn testuje: Dermika Let's Dance Street Dance Przezroczysta maseczka antybakteryjna



Nie wiem jak to się stało,że dopiero teraz recenzuję tą maseczkę.Jest to produkt,który od dobrych kilku lat ma stałe miejsce na mojej łazienkowej półce.Poleciła mi ją kiedyś koleżanka i niezmiernie się cieszę,że tak się stało-taneczny motyw przewodni jest na tyle zniechęcający,że pewnie sama nigdy bym jej nie spróbowała ;).W serii znajdziemy sporo innych maseczek a saszetkach,ale są one w najlepszym wypadku przeciętne.Street Dance to perełka!

Maseczka ma formę przezroczystego,wodnistego żelu i przeznaczona jest do nakładania na noc.Jakże ja lubię maseczki na noc,to bardzo wygodne szczególnie kiedy mamy mało czasu.Dziwi mnie,że tak niewiele firm ma w swojej ofercie takie maski.
Nakładam ją samodzielnie lub na krem do twarzy,można też pokusić się o stosowanie punktowe na problemowe miejsca.Jest całkowicie przezroczysta,bez problemu można się w niej więc pokazać ludzkości :).



Saszetka jest na prawdę duża,jedna starcza spokojnie na 5 do nawet 7 zastosowań,do działania wystarcza cienka warstwa.Żel szybko się wchłania,nie brudzi pościeli.Zapach ziołowo-apteczny,bardzo wyraźnie czuć tu olejek z drzewka herbacianego (fankom zapachu się to spodoba,te z was które go nie lubią niech się nie martwią,stosunkowo szybko przestaje być wyczuwalny).

Rano skóra jest matowa,pory ściągnięte a zaczerwienienia i krostki podgojone.Maseczka na prawdę działa!
Jak wszystkie produkty tego typu troszkę wysusza,ale nie znacząco.Stosowana z umiarem jest rewelacyjna.Myślę,że najlepiej sprawdza się jako kuracja w razie nagłych wypadków-nakładamy ją na przykład przez trzy noce,skóra będzie bardzo zadowolona z takiej kuracji.Lubię zabierać ją na wyjazdy(czy tylko ja tak mam,że kiedy gdzieś wyjeżdżam i chcę wyglądać ładnie moja skóra zachowuje się dokładnie przeciwnie ;)).

Maseczka kosztuje 4-5zł za sztukę,co biorąc pod uwagę rewelacyjną wydajność jest bardzo przyjemną ceną.Chętnie zobaczyłabym ją też w pełnowymiarowej półce.

Rzućcie okiem na skład,mamy tu nie tylko oczar wirginijski,wierzbę i cynk ale także drożdże,algi i sporo innych składników pomocnych w leczeniu niedoskonałości.Gorąco polecam!


piątek, 18 listopada 2011

Burn testuje: Queen Helene Mint Julep Mask


Pewnie wiecie,że uwielbiam maseczki do twarzy.Miętowa maseczka Queen Helene jest jedną z ulubionych maseczek youtubowiczek,kiedy więc pojawiła się w Polsce nie mogłam się oprzeć i oczywiście kupiłam :).
Wielka tubka 226,5g kosztowała mnie na allegro około 25zł.W stanach kosztuje podobno kilka dolarów,ale nadal uważam że 20 parę złotych za tak gigantyczną tubę to świetna cena.Mam ją od dłuższego czasu a nie zużyłam nawet połowy.

Maseczka to typowa glinka,ściąga oczyszcza i matuje buzię.Zastyga po około 10-15 minutach,jeżeli chcemy trzymać ją dłużej warto zrosić ją wodą termalną czy też np. płynem Fitomed.
Zapach bardzo przyjemny,miętowy(ale raczej w taki sposób jak zielona guma do żucia Orbit niż krople miętowe czy świeży listek).Mięta stanowi ty tylko element umilający stosowanie,nie ma jej w składzie w formie innej niż aromatu.
Dzięki zawartości siarki i tlenku cynku maska świetnie radzi sobie z wysuszaniem i gojeniem wszelkich niespodzianek-producent poleca miejscowe nakładanie jej na noc(co jest na prawdę skuteczne,szczególnie jeżeli nie straszna nam poduszka obsypana zielonym proszkiem :D).



Porządna glinkowa maska,która na pewno spodoba się posiadaczkom mieszanel lub tłustej cery ze skłonnościami do niedoskonałości,Systematycznie stosowana pomaga zapanować nad zbuntowaną cerą.Suchą cerę raczej na pewno wysuszy.Trzeba też uważać żeby za długo jej nie przetrzymać,kiedyś zostawiłam ją na 30 min i niestety było to za dużo dla mojej kapryśnej,wrażliwej cery-skończyło się zaczerwienieniem i lekki podrażnieniem.


sobota, 10 września 2011

Burn testuje: The Body Shop Warming mineral mask maseczka rozgrzewająca



Wieżę w maseczki z Body Shopu.Są droższe od większości produktów drogeryjnych,ale jeszcze nie spotkałam takiej,która była by kiepska-są w najgorszym przypadku dobre a w większości bardzo dobre lub świetne.Systematycznie testuję więc nowe i przy którejś wizycie w TBS (i przy okazji promocji bo nie byłabym sobą,gdybym nie skorzystała z okazji :) ) kupiłam maseczkę rozgrzewającą.
W przeciwieństwie do większości maseczek taj firmy nie jest zamknięta w słoiczku,a w plastikowej tubie.

Kosmetyk ma za zadanie,dzięki właściwościom rozgrzewającym,głęboko oczyścić pory.Jest odpowiednia do każdego rodzaju cery(z czym skłonna jestem się zgodzić,może tylko właścicielki mocno naczynkowej cery powinny uważać ze względu na wspomniane działanie rozgrzewające).
Maseczka w kontakcie ze skórą samoistnie się rozgrzewa a efekt ten jest dość miły i trwa przez około minutę.Trzymamy ją na skórze 5 minut(chociaż ja zazwyczaj zostawiam ją na około 10 min) po czym zmywamy.Mimo,że jest to produkt z dużą ilością glinki nie zastyga i nie ściąga skóry w charakterystyczny sposób.
Po zmyciu skóra jest oczyszczona a pory zwężone.Najlepszym sposobem jest nakładanie maski podczas ciepłej kąpieli,wtedy efekt jest spotęgowany a skóra wygląda po takiej "saunie" zdecydowanie ładniej.
Myślę,że maseczka stosowana raz w tygodniu nie wysuszy normalnej czy nawet suchej cery.




Kolejną zaletą jest zapach-pachnie intensywnie,imbirem i korzennymi,orientalnymi przyprawami.Niektórych ten zapach może denerwować ale mnie osobiście bardzo uprzyjemnia stosowanie.

Maseczka kosztuje w cenie regularnej 39zł za 100ml.Jak już wspominałam jest to dość drogo,ale jest to produkt skuteczny,spełniający obietnice producenta,dla tego myślę że jest wart zakupu.Szczególnie w promocji,które ostatnio w TBS zdarzają się na prawdę często.

czwartek, 28 lipca 2011

Burn testuje: The Body Shop maseczka oczyszczająca 3w1 z niebieską kukurydzą


Przepadam za maseczkami TBS.Tą udało mi się upolować podczas promocji weź 3 płać za dwa wraz z innymi produktami.Jak większość maseczek tej firmy zamknięta jest w poręcznym słoiczku o pojemności 100ml.
Ma postać niebieskiej,gęstej glinkowatej pasty z granulkami.



Przeznaczona jest do skóry normalnej do tłustej i ma za zadanie oczyścić,odblokować pory i delikatnie złuszczać.W składzie znajdziemy proszek z niebieskiej kukurydzy,ylang-ylang,geranium,zieloną glinkę i olejek bergamotkowy.

Po nałożeniu na skórę czuć dość mocne ściągnięcie skóry-daje o sobie znać duża zawartość glinki.Maseczka ma przepiękny zapach geranium,który jednak,jak podejrzewam nie każdemu przypadnie do gustu bo jest śilny i dość specyficzny.Ja jednak szczerze go uwielbiam :).Maseczka wywołuje lekkie uczucie mrowienia,które po chwili ustępuje.
Po 10-15 minutach zwilżam ręce wodą i delikatnie masuję,granulki działają jak bardzo skuteczny peeling.
Po zastosowaniu cera jest wyraźnie oczyszczona,matowa i bardzo przyjemnie wygładzona.Wydaje mi się też,że produkt wykazuje działanie przeciwzapalne i pomaga goić się krostkom.Regularne stosowanie zdecydowanie poprawia wygląd skóry.Może trochę wysuszać(nie polecam cerze suche raczej) ale stosowana raz w tygodniu i w towarzystwie maseczek nawilżających lub bardziej treściwego kremu po zabiegu,na pewno nie zaszkodzi.Posiadaczki tłustej i mieszanej cery na pewno będą zadowolone.





Dzięki gęstej konsystencji jest na prawdę bardzo wydajna a opakowanie pozwala wydobyć ją do ostatniej...kropli?To trochę nietrafione określenie jeżeli weźmiemy pod uwagę konsystencję ;).

Produkt godny uwagi.Jest dość droga(jeżeli dobrze pamiętam 45zł) ale skuteczna i starcza na długo a ostatnio w TBS rozpieszczają promocjami także na pewno uda się ją korzystnie upolować.Polecam.

sobota, 11 czerwca 2011

Burn testuje: Oriental Therapy Maseczka antystresowa


Królowa Maseczek Burn ;) powraca do was z nową maseczkową recenzją.Tym razem relacja "na gorąco",kupiłam tą maseczkę dziś i od razu użyłam.
Mowa o Maseczce antystresowej Oriental Therapy Oriental Secrets.Kilka razy oglądałam tą serię będąc w Superpharmie,tym razem do zakupu zachęciła mnie promocja(przecena z 7,99zł na 5,99zł za saszetkę zawierającą jedną maseczkę).Dostępne jest kilka wariantów do rożnych typów cery o różnych potrzebach,mnie jednak oczywiście skusiła maska grzybowa :).

Według producenta:
Wyciąg z grzybów migdałowych jest bogaty w minerały,włókna i aminokwasy,nawilża i relaksuje wrażliwą skórę.Wyciąg z soplówki jeżowatej zawiera pierwiastki K,Zn,Fe,Ge,Se,P i niewielką ilość Na,ma właściwości redukujące powstawanie komórek rakowych.Wyciąg z lukrecji gładkiej ma działanie przeciwzapalne,przeciwalergiczne,gojące,tonizujące,zatrzymuje jony Na.

Jest to maseczka w formie chusteczki nasączonej produktem(sheet mask).Bardzo mi to odpowiada.Co prawda wcześniej miałam do czynienia jedynie z jedną podobną maseczką Olay(którą dostałam kiedyś jako prezent do zakupu),ale zdecydowanie mogę powiedzieć,że żałuję iż tak mało chusteczkowych maseczek jest dostępnych na naszym rynku.
Chusteczka jest mocno nasączona i odpowiednio "mokra".Zapach dość mocny i nieco męski,ale nie jest dokuczliwy. 



Koncepcja bardzo wygodna,wyjąć z opakowania,nałożyć na twarz i zapomnieć na 20-30min.Po tym czasie wystarczy zdjąć materiał i poczekać aż reszta produktu się wchłonie.O tyle,o ile zazwyczaj wszelkie maseczki które należy zostawić do wchłonięcia zmywam(bo są tłuste,kleją się lub stwarzają inne tego typu problemy),tą z przyjemnością pozostawiłam na twarzy.Nie zanotowałam pieczenia ani podrażnienia w trakcie ani po zabiegu.

Efekt po użyciu to wygładzona,rozjaśniona cera i zwężone pory oraz uczucie nawilżenia(nie odczuwam potrzeby nakładania kremu).

Na prawdę przyjemny produkt dający widoczne efekty a do tego wygodny w użyciu.Oczywiście,jak na jednorazową maseczkę jest dość droga,ale myślę że od czasu do czasu można zafundować sobie taką kurację(szczególnie,kiedy maseczka jest dostępna w cenie promocyjnej).

Skład:





Lubicie "chusteczkowe maseczki" sheet masks?Macie swoje ulubione?

piątek, 10 czerwca 2011

Burn testuje: Glinka marokańska Synesis


Pamiętacie śliczną paczuszkę od firmy Synesis?Przyszła pora na recenzję Glinki marokańskiej,którą otrzymałam do przetestowania.

Co mówi o glince producent?
"Glinka Marokańska Synesis to doskonała glinka mineralna, która wykazuje działanie silnie oczyszczające i wygładzające. Glinka działa niezwykle aktywnie, ponieważ zawiera idealnie skomponowane składniki pochodzenia wulkanicznego, takie jak: krzemionka, kationy sodu, magnezu, potasu i wapnia.

Glinkę Marokańską polecamy przede wszystkim do cery mieszanej, tłustej oraz trądzikowej, ponieważ doskonale usuwa sebum z powierzchni skóry, przy czym nie powoduje uczucia wysuszenia i podrażnienia. Skóra jest wyjątkowo oczyszczona, wygładzona, matowa, a cera wygląda zdrowo. Maska jest doskonała zarówno dla młodych Klientek, które mają problemy z przetłuszczającą się cerą i skłonnością do wyprysków, jak i dla dojrzałych Pań, które szukają efektu liftingu.

Glinkę Marokańską stosujemy w formie maski na twarz. Mieszamy ją w proporcji 1:1 z wodą lub połączoną z kilkoma kroplami Olejku do masażu twarzy, dekoltu i biustu Synesis z 8 aktywnymi składnikami.

Glinka Marokańska Synesis stanowi także doskonałą alternatywę dla demakijażu mleczkiem. Można nią także wykonać wyjątkowo delikatny, a jednocześnie skuteczny peeling."


Glinkę kupujemy w postaci miałkiego,jasnobrązowego proszku pozbawionego zapachu.Muszę przyznać,że bardzo odpowiada mi fakt,iż maseczkę miesza się z wodą samodzielnie.Za każdym razem można przygotować świeżą porcję,a reszta kosmetyku nie wysycha i jest łatwa do przechowywania.Można też wzbogacić maseczkę ulubionym olejkiem czy hydrolatem.Wcześniej miałam do czynienia z nieco podobnym produktem a mianowicie Ziemią wulkaniczną Lavertu i ona niestety dość szybko wysychała w opakowaniu i nie dało się doprowadzić jej potem do stanu używalności.

Przygotowanie nie stwarza żadnych problemów,wystarczy mała miseczka,łyżka i odrobina wody mineralnej.Na wykonanie maseczki do nałożenia na twarz i szyję,dość grubą warstwą,potrzeba 1-2 łyżeczek proszku.W związku z tym myślę,ze opakowanie 40g starczy na jakieś 5-6 aplikacji co biorąc pod uwagę cenę (10zł) wypada na prawdę korzystnie.
Po połączeniu z wodą mieszamy aż do uzyskania gładkiej,niezbyt rzadkiej papki nakładamy na facjatę i...już :)


Oczywiście w takim błotku na twarzy nie wyglądamy przesadnie pociągająco ;),ale zapewniam,że dla efektów warto się poświęcić.


Optymalnym czasem trzymania glinki na twarzy wydaje się być 15min.Raz potrzymałam 30 min,to było troszkę za długo i skóra zbuntowała się co spowodowało zaczerwienienie.Należy pamiętać o zraszaniu twarzy wodą termalną czy hydrolatem,aby nie dopuścić do wyschnięcia produktu bo wtedy(jak większość maseczek glinowych) działa on mniej efektywnie.

Efekty są na prawdę widoczne.Skóra po zastosowaniu glinki marokańskiej jest rozjaśniona,matowa a pory zwężone.to zdecydowanie jedna z najlepszych glinkowych maseczek,jakie znam.


Jeżeli lubicie naturalne maseczki,po których nałożeniu widać natychmiastowe efekty to zdecydowanie polecam Glinkę marokańską Synesis!


sobota, 2 kwietnia 2011

Recenzja: Montagne Jeunesse White Chocolate Mask

Czas na recenzję kolejnej maseczki z czekoladową eksplozją zamiast oczu,jak to uroczo określiła
Hawa :)(nie Mag jak mój kiepsko dedukujący o tej porze mózg zapamiętał ;) ).
Zupełnie niespodziewanie natknęłam się na nią w rzadziej odwiedzanej Naturze.Oczywiście już kupując ją miałam ślinotok(moja miłość do białej czekolady jest na prawdę przeogromna)więc natychmiast po dotarciu do domu zmyłam makijaż i przystąpiłam do aplikacji(którą powtórzyłam jeszcze kilkakrotnie w ciągu następnych dni aby wyrobić sobie zdanie na temat owej).
Bardzo fajna maseczka z mojego ulubionego rodzaju,to znaczy zarówno glinkowa i oczyszczająca jak i kremowa i nawilżająca.Miła śmietanopodbna konsystencja,łatwo się nakłada a opakowanie spokojnie wystarczy na 4 aplikacje.



Ściąga skórę dość mocno ale jednocześnie nie wysusza i pozostawia delikatny po zmyciu.Moim zdaniem jest troszkę mocniej oczyszczająca niż maseczka z mlecznej czekolady,co z resztą pasowałoby do informacji podawanej przez producenta,bo biała czekolada ma być Ultra Deep Celansing
.Zapach jest bardzo bardzo apetyczny,ale nie jest to moim zdaniem biała czekolada oddana idealnie a bardziej migdałowo-śmietankowo-czekoladowa masa.
Koniec końców jestem z niej zadowolona i będę kupować(mimo małego rozczarowania zapachem,nie zrozumcie mnie źle-pachnie ślicznie,ale spodziewałam się czegoś bardziej białoczekoladowego).Do działania nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń.Którą maskę z czekoladowej serii Montagne Jenuesse wolę?Trudno powiedzieć.Mleczna działa bardziej kompleksowo bo troszkę lepiej nawilża ale biała wydaje się lepiej oczyszczać i daje mocniejsze uczucie ściągnięcia skóry podczas wysychania.

poniedziałek, 21 marca 2011

Recenzja: Montagne Jeunesse Chocolate Masque

Dzisiaj kolejna fajna maseczka,jaką udało mi się ostatnio przetestować.Mówiąc ściślej,mam wrażenie że te maseczki z zabawnymi (i nieco koszmarnymi ;) ) twarzami obłożonymi różnymi składnikami maseczki były w sklepach odkąd pamiętam,ostatnio jednak odnowiłam znajomość.
Saszetka kosztuje w Tesco 5-6zł ( w drogeriach Natura około 6,5zł) zawiera 20g co spokojnie starcza na 5-6 szczodrych aplikacji.

Sam produkt pachnie nieziemsko,na prawdę czekoladowo co sprawia,że nakładanie jej na twarz to sama przyjemność(nie wiem jak wy,ale ja bardzo cenię sobie ładnie pachnące maseczki-staja się wtedy nie tylko zabiegiem pielęgnacyjnym ale też miłą chwilą relaksu).
Kolor jest cóż,typowo czekoladowy a za razem dość dramatyczny(jak na załączonym obrazku) dla tego podczas trzymania jej na twarzy najlepiej zaszyć się w łazience aby oszczędzić innym domownikom ekstremalnych przeżyć(oczywiście typowym zdarzeniem jest to,że zazwyczaj kiedy decyduję się na zrobienie maseczki do drzwi dzwoni listonosz z paczką/pan z gazowni i muszę z kuriozalną brązową masą na twarzy wypełznąć z łazienki :D).


Jeżeli chodzi o działanie to zawartość glinki powoduje lekkie ściągnięcie i wygładzenie skóry,ale nie jest to typowa mocno wysuszająca maseczka oczyszczająca.Po zmyciu twarz jest gładka,rozjaśniona i po prostu ładniej wygląda.

Całokształt udany,na pewno do niej wracać.

W internecie znalazłam informację,że firma ma w ofercie maseczkę z białej czekolady.Niestety nigdzie u nas jej nie widziałam a jako wielka fanka białej czekolady dałabym się posiekać za coś o takim zapachu...

wtorek, 1 marca 2011

Recenzja: The Body Shop 2 in 1 Oatmeal & Honey Scrub Mask (maseczka miodowo-owsiana)



Moje ostatnie maseczkowe odkrycie.Bardzo lubię kosmetyki The Body Shop, także dwie z maseczek które wcześniej wypróbowałam- Tea Tree i Vitamin E dla tego też przy okazji promocji walentynkowej 3 w cenie 2 skusiłam się między innymi na to owsiano-miodowe cudo(co dziwne nie sprawdziłam wcześniej katalogu KWC a takie impulsywne zakupy bez sprawdzenia recenzji rzadko mi się zdarzają :) ).Okazało się,że trafiłam na jedną z najlepszych maseczkach,jakie miałam okazję testować.
Produkt dostępny jest w dość wygodnym odkręcamy słoiczku o pojemności 100ml,cena regularna to 40zł.



Szaro-beżowa grudkowata zawartość owego słoiczka pachnie bajecznie,jak świeża owsianka i trochę miodowo.Nakładanie i trzymanie jej na twarzy to czysta przyjemność,dla tego też zazwyczaj zostawiam ją dłużej niż przepisowe 10min.Przy zmywaniu drobinki płatków dają efekt delikatnego peelingu.
Maseczka doskonale łączy w sobie dwie z pozoru sprzeczne role: maseczki oczyszczającej z glinką oraz maseczki nawilżającej.Po zastosowaniu buzia jest gładka,miękka i nawilżona a pory zwężone.
Skład przedstawia się tak (i rzeczywiście znajduje się w niej kaolin ,który odpowiada za efekt podobny do oczyszczających masek z glinką)

Water, Oat (Avena Sativa) Bran, C12-15 Alkyl Benzoate, Kaolin, Honey, Glyceryl Stearate, Butylene Glycol, PEG-100 Stearate, Myristyl Myristate, Behenyl Alcohol, Glycerin, Hydrogenated Coco-Glycerides, Sodium Lactate, Benzyl Alcohol, Phenyl Trimethicone, Titanium Dioxide, Biosaccharide Gum-1, Phenoxyethanol, Hectorite, Sodium PCA, Fragrance, Saccharide Isomerate, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Citric Acid, Caramel.

W skład produktu wchodzi zambijski miód Fair Trade co również uważam za miły akcent.
Zdecydowanie polecam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...