Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocena 4+. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocena 4+. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 października 2012

Alterra Rumiankowa pomadka do ust


Tak, jak przepadam za wieloma produktami Alterra, Isana i im pokrewnymi, tak pomadki do ust z Rossmanna nigdy mi do końca nie odpowiadają.
Wypróbowałam pomadkę rumiankową Alterra, jak tylko pojawiła się w drogeriach dawno dawno temu. Nie spodobała mi się, wysuszała usta i pachniała mocno olejkiem rycynowym i czymś co nadawało jej zapach zjełczałego kremu. Zużyłam ją do smarowania łokci, czy innego tego typu celu niewymagającego jej wąchania ;). Na KWC pojawiało się coraz więcej recenzji i szminka szybko stała się wysoko ocenianym hitem. Cóż, zazwyczaj zgadzam się z ocenami na KWC ale to był jeden z tych wyjątków.

Jakiś czas temu produkt przeszedł lifting, nie wiem czy wiązało się to ze zmianą składu ale mam wrażenie, że tak bo zrobiłam do alterrowego balsamu kolejne podejście i tym bardziej podoba mi się bardziej.
Nadal pachnie tak jak wszystkie rossmannowskie pomadki (nawet te zapachowe, w których ta nuta zamaskowana jest wiśnią czy innym owocem) ale wydaje się bardziej nawilżająca i treściwa. Ma na pewno lepsze opakowanie, pokrywka nie połamała się do samego końca a w poprzedniej wersji już w połowie była ukruszona. Mam też wrażenie, że łatwiej sunie po ustach, i lepiej natłuszcza.
Nie wiem jednak, czy to psychoza czy starość i skleroza ;) czy może jednak na prawdę ją trochę ulepszyli.
Jeżeli nie przeszkadza wam zapach to jest to solidny produkt a w ulepszonym opakowaniu łatwiej się go używa. Dodatkowym plusem jest skład, szczególnie jeżeli zależy wam na otaczaniu się kosmetykami naturalnymi.
Ja będę kupować raczej tylko w promocji, ale nie skreślam jej tak jak poprzednim razem.

Ocena: 4


środa, 19 września 2012

Kosmetyki do włosów Green Pharmacy


Dziś porządna recenzja kosmetyków do włosów Green Pharmacy, o których wspominałam wam już przy okazji przeglądu arsenału do pielęgnacji włosów. Używam ich już grubo ponad miesiąc i przyszła pora na spisanie rezultatów tej przygody.

Na początku ikuracji miałam pewne problemy ze wzmożonym wypadaniem włosów, które jednak na szczęście dość szybko przeszło (włosy wspomagane różnymi produktami w końcu się uspokoiły). Czy jest to zasługa produktów Green Pharmacy? Na pewno się do tego częściowo przyczyniły, ale używałam również innych wzmacniających produktów.

Eliksir ziołowy do włosów wzmacniający przeciw wypadaniu to rodzaj odżywki bez spłukiwania w spray, z tym jednak wyjątkiem, że szczególnie zaleca się wcieranie jej w skórę głowy. Ma wzmacniać i zapobiegać wypadaniu włosów.
Jest przezroczysty, zupełnie płynny. Spray rozpyla produkt bardzo skutecznie, mgiełka jest lekka i ma dość duży zasięg (wszystkie chyba znamy koszmarne produkty w spray, które odmawiają współpracy i "plują" wielką porcją płynu punktowo i utrudniają aplikację) za co zdecydowanie należy się plus. Niestety sama butelka jest duża i pękata co skutecznie utrudnia jej trzymanie.


Produkt ma bardzo przyjemny zapach, pachnie jak ziołowa herbata z miodem. Jest lekki, ale po zastosowaniu go widzę różnicę, nie jest to tak jak gdyby spryskiwać włosy czystą wodą (a często takie wrażenie pozostawiają po sobie odżywki w sprayu). Używałam go po każdym myciu przed rozczesywaniem włosów oraz wieczorem przed olejowaniem. Wcierałam w skórę głowy i rozpylałam na całej długości włosów. Ułatwia rozczesywanie i lekko wygładza włosy. Nie jest jednak pod tym względem tak skuteczny, jak mój ukochany Biosilk Silk Filler.
Lubię takie spraye a ten jest całkiem przyjemny. Lepszy od sprayu Jantar Farmona, porównywalny z Radicalem (ale nie ma alkoholu).

Kosztuje około 8zł za 250ml

Ocena: 4



Olejek łopianowy z czerwoną papryką był produktem, który najbardziej mnie zainteresował. Jak wiecie, jestem członkinią sekty dziewczyn traktujących olejami włosy ;). Olej łopianowy z dodatkiem papryki ma przyspieszać porost włosów przez pobudzanie mikrokrążenia. Służy do olejowania skóry głowy. Ma dość ciężką konsystencję, ale nie mam większych problemów z wmasowaniem go w skórę głowy. Lubię ten olej. Niestety ma bardzo niewygodną buteleczkę, brak skutecznego zabezpieczenia przed wylewaniem zbyt dużej ilość powoduje, że zmarnowałam już niechcący sporą ilość produktu. Dużo wygodniejsza byłaby butelka podobna do tej, w którą zapakowane są olejki Alterra.
Produkt kosztuje około 5zł za 50ml. Ma neutralny, prawie nieobecny zapach oleju roślinnego.


Ocena: 5-


Balsam do włosów przeciw wypadaniu z olejkiem łopianowym polubiłam najmniej ze wszystkich kosmetyków GP. Owszem, ma przyjemny zapach, ale denerwuje mnie rzadka konsystencja. Trudno nałożyć go na włosy, nie jest też zbyt wydajny bo na jednorazową aplikację zużywam sporo. Producent zaleca nakładanie go na 5-10 minut. Trzymałam go na włosach zarówno minutę jak i godzinę, nakładałam przed myciem na suche włosy oraz jako pierwszy etap OMO. Efekty za każdym razem były podobne. Włosy lekko zmiękczone i wygładzone, ale absolutnie bez rewelacji. Po odżywce spodziewam się więcej, lubię produkty mocniejszego kalibru. To jest poprawna odżywka, ale bardziej spodoba się dziewczynom lubiącym lekkie produkty do pielęgnacji włosów. Nie ma w składzie silikonów ciężkiego kalibru.

Ocena: 4-

około 8zł/ 300ml



Używałyście tych, albo innych kosmetyków Green Pharmacy? Jakie są wasze wrażenia?

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Farmona Tutti Frutti Brzoskwinia&Mango aromatyczna sól do kąpieli


Nie mam cierpliwości do długiego leżenia w wannie, zazwyczaj wybieram prysznic. Co za tym idzie rzadko robię użytek ze wszelkich kąpielowych gadżetów typu kule, proszki i sole. Zawsze obiecuję sonie, że sobie jakąś kupię i zrobię godzinny seans relaksacyjny w wannie, ale plany jak na razie pozostają tylko planami. Także dla tego, że budzi się we mnie kosmetyczne skąpstwo i zwyczajnie szkoda mi kilkunastu złotych na taką kulę czy kostkę.
Kilka razy kupowałam sole Apart, mają kuszące kolory i są niedrogie. Niestety poza kolorem niewiele oferują. Pierwszy raz zetknęłam się z solą Farmona Tutti Frutti, kiedy wygrałam ją w konkursie kilka lat temu. Ku mojemu zaskoczeniu bardzo przypadła mi do gustu. Miałam okazję przypomnieć sobie ją znowu, kiedy otrzymałam paczuszkę do testowania.

Sól Tutti Frutti Brzoskwinia&Mango pochodzi z tej samej linii co bardzo udane masła do ciała. W zamyśle ma ona poprawiać nastrój, zawiera podobno fitoendorfiny. Wkładając tego typu rewelacje między bajki, przyjrzyjmy się produktowi.


Zapakowana jest w estetyczną i wygodną buteleczkę, umożliwiającą dozowanie produktu. Kryształki mają żółt-pomarańczowy kolor i wymieszane są z suszonymi płatkami kwiatów niejasnej przynależności systematycznej ;). Pomysł bardzo fajny, ale kiedy te kłaczki pływają w wodzie, wyglądają trochę niepokojąco. Tak samo mogłabym się przyczepić koloru, jaki nadaje wodzie. Jest lekko żółtawy i na pewno nie działa tak odprężająco jak zieleń czy błękit.
Ogromnym atutem tej soli jest zapach. Identyczny, jak w przypadku masła. Bardzo intensywny, apetycznie owocowy z mocno wyczuwalną nutą brzoskwini. Zapach szybko wypełnia łazienkę (a nawet przedpokój) i towarzyszy podczas całej kąpieli. To najintensywniej i najprzyjemniej pachnąca sól, jakiej używałam.
Jeżeli chodzi o działanie, to klasycznie jak w przypadku innych tego typu produktów- lekko ściąga i napina skórę, oczyszcza. Kąpiel z solą polecałabym nie częściej niż raz w tygodniu bo może wysuszać.

Przyjemny i niedrogi (około 10zł/600g) umilacz kąpieli, nawet dla kogoś kto, tak jak ja rzadko moczy się w wannie. Bez fajerwerków, ale zdecydowanie lubię jej zapach.

Ocena: 4

Lubicie długie kąpiele?

niedziela, 12 sierpnia 2012

Essence Miami Roller Girl Color Changing Lip Balm 02 Miami P'ink


W najczęściej odwiedzanym przeze mnie Rossmannie pojawił się kilka dni temu stand z kolekcją Essence Roller Girl. Był ukryty (stał przy perfumach i biżuterii a nie w normalnej dla kolorówki lokalizacji) i trafiłam na niego przypadkiem. Albo stał tam od bardzo niedawna, albo nie tylko ja się go tu nie spodziewałam bo był prawie pełny, brakowało tylko jednej sztuki różu. Szybko rzuciłam okiem na zawartość wystawki i już miałam odejść z pustymi rękami, kiedy powąchałam balsam do ust w kolorze 02 Miami P'ink. Pachnie on tak przecudnie i sztucznie oranżadą i gumą balonową, że musiałam zabrać go do domu. Kosztuje 6,99zł i według producenta jest błyszczykiem zmieniającym kolor (choć bezpośrednie tłumaczenie sugerowałoby, że to balsam do ust co wydaje się bardziej oddawać jego naturę).
Zarówno opakowanie, jak i sam sztyft ma kolor ostrego, neonowego różu ale po aplikacji okazuje się, że jest praktycznie bezbarwny.




Kolor zaraz po nałożeniu jest bardzo transparentnym różem, z czasem i po nałożeniu grubszej warstwy, kolor pogłębia się ale nadal pozostaje raczej sugestią różu niż faktycznym zabarwieniem. W porównaniu np. do zmieniającego kolor błyszczyka Avon dostępnego kiedyś w ofercie, Essence jest dużo bardziej transparentny.


Po wyżej lewa część ust bez produktu a prawa pomalowana.


Całe usta pomalowane balsamem wyglądają mniej więcej tak jak powyżej. Połysk jest delikatny, przypomina raczej ten, który uzyskamy używając pomadki ochronnej a nie klasycznego błyszczyka.
Kolor jest tak subtelny, że nie ma sensu się nastawiać na specjalny efekt. Delikatne ożywienie koloru ust to właściwe określenie dla takiego efektu. Fajne, ale na pewno nie zadowoli miłośniczek mocnych barw. Opakowanie ma uroczy, optymistyczny kolor ale jest straszliwie plastikowe i domyślam się, że długo nie przetrwa w idealnym stanie.
Sztyft jest miękki, łatwy w aplikacji a nawilżenie jakie zapewnia jest zadowalające. Przyjemnie nosi się go na ustach.

Nie jest to absolutnie żaden rewolucyjny produkt i nie ma sensu urządzać na niego specjalnego polowania. Jeżeli jednak jesteście akurat w Rossmannie, potrzebujecie sztyftu ochronnego który nada ustom odrobinę koloru to można się skusić.


Ocena: 4

środa, 27 czerwca 2012

Bell 2 Skin Prasowany róż do policzków 054


Uwielbiam róże (z resztą nie tylko róże :) ) o ciepłym i niejednoznacznym odcieniu, trochę przypominające bronzery. Takie jak mój ukochany MAC Warm Soul czy Benefit Dallas (swoją drogą muszę kiedyś do niego jeszcze wrócić). Dodają twarzy zdrowego blasku.
Kiedy więc zobaczyłam tego rodzaju kolor w gamie róży Bell 2 Skin ( ta sama seria co genialny puder prasowany, o którym postaram się naskrobać coś niedługo) nie mogłam się nie skusić. Szczególnie, że róż ten kosztuje mniej niż 10zł. Oglądałam też pozostałe kolory (bardziej klasyczne róże i brzoskwinie) ale miały raczej średnią pigmentację. 054 to mieszanka sporej ilości ciepłego złocistego brązu z różem i odrobiną brzoskwini. Nie powinien kłócić się z większością makijaży, jest bardzo uniwersalny.
 W opakowaniu widać malutkie drobinki i połysk,jednak po nałożeniu na twarz wykończenie jest raczej satynowe. Nie ma co obawiać się zbyt mocnego połysku :).




 Róż ma miękką, ale nie pylącą konsystencję i bez problemu nakłada się zarówno gęstym, jak i bardziej puszystym pędzlem. Pigmentacja jest ok, chociaż nie zachwycająca. Można to jednak uznać za zaletę, kolor jest dość intensywny ale przy takim poziomie pigmentacji nie sposób zrobić sobie nim krzywdy.
Trwałość ok, nie czepiam się chociaż mam bardziej trwałe róże.




Podoba mi się proste, malutkie opakowania które nie zajmuje dużo miejsca w kosmetyczce ( prawdopodobnie znajdzie się w mojej wakacyjnej kosmetyczce).

Róż jest na prawdę fajny, szczególnie biorąc pod uwagę cenę. Nie wiem, jak w praktyce sprawdzają się inne kolory, ale 054 zdecydowanie polecam.


Ocena: 4


Ps. Moja kolekcja róży powiększa się. Nie wiem co się dzieje :D. Nigdy nie byłam różomaniaczką.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...