Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Body Shop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Body Shop. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 stycznia 2013

Ulubieńcy grudnia i roku 2012

Pora na małe podsumowanie. Zebrałam listę ulubieńców, jak co miesiąc, a dodatkowo małe podsumowanie roku. Wiem, że na pewno o niektórych produktach zapomniałam, ale trudno. Jest to więc zbiór dość luźny, o niektórych kosmetykach pisałam często o innych rzadziej ale zarówno jedne, jak i drugie wyjątkowo zapadły mi w pamięć w minionym roku.

Ulubieńcy grudnia


W grudniu nie rozstawałam się z Guerlain Meteorites 01, różem Flormar (z duo P115) oraz starą dobrą pomadką Bebe intensywna pielęgnacja. Ulubioną bazą była Hean Stay On, której prawie codziennie towarzyszył Eyeliner L'oreal Super Liner (Liner Intense) Carbon Gloss. Polubiłam też kombinację odżywki do rzęs Eveline Advance Volumiere (pięknie wydłuża ale prostuje podkręcona zalotką rzęsy, ponieważ jednak mój eyeliner nie współpracuje dobrze z zalotką, byłam i tak skazana na proste rzęsy ;) ) + Eveline Big Volume Lash Waterproof + Maybelline Illegal Lenghts Waterproof (sam w sobie średni tusz, w wersji wodoodpornej niedostępny w Polsce). Nadal mam bardzo suche usta, dla tego jedynym kolorowym produktem, jaki byłam w stanie na nich znieść był mój ukochany stain YSL w kolorze 12.
Jeżeli chodzi o perfumy, to nadal wysączam ostatnie krople Kenzo Flower.


Ulubieńcy i odkrcia 2012


YSL Rouge pour couture glossy lip stain. To jeden z niewielu produktów, w których nie zmieniłabym nic (no, może oprócz ceny :) ). Absolutnie idealne połączenie błyszczyka, pomadki i tinta. Kupiony w marcu nr 12 już ledwo zipie, dlatego korzystając z sephorowej super zniżki kupiłam kolejną czerwień, tym razem bardziej klasyczną nr 9. Gdybym miała wybrać jednego ulubieńca 2012, na pewno byłaby to ta pomadka.


Inglot. Marka, która powróciła do moich łask w tym roku. Świetne cenie, produkty do ust, niezawodne bibułki matujące.


Benefit Hervana za to, że można nią wyczarować zdrowy i świeży rumieniec, róż (a właściwie bronzer) Anabelle Minerals w kolorze Honey, który świetnie ociepla buzię. Prasowany puder Bell 2 Skin Pocket Mat detronizuje wszystkie prasowańcem, jakie znam. Jakość wysokopółkowa za mniej niż 20zł! Make Up For Ever Full Cover, to korektor na który zawsze mogę liczyć. Supertrwały, bardzo kryjący a jednocześnie świetnie stapiający się z cerą. Niedawno zaczęłam drugie opakowanie.
Na wspomnienie zasługuje również mój najukochańszy MAC Warm Soul (obecny już jednak tylko duszą a nie ciałem bo się jakiś czas temu skończył ).


L'oreal Super Liner nie jest może 100% ideałem, ale jest bardzo czarny i bajecznie prosty w obsłudze. Sephora Smoothing & Brightening concealer to najlepszy jak do tej pory rozświetlacz okolic oczu, szczególnie kolor 02. Eveline Big Volume Lash Waterproof na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. Już go nie oddam :)


Szampon Wszechczasów, czyli morelowy Garnier dla dzieci, odżywka do skóry głowy i włosów Jantar oraz olejki Alterra to ulubieńcy w kategorii pielęgnacji włosów. Garnier Skóra wrażliwa płyn do demakijażu 2w1 znakomicie radzi sobie z tuszem wodoodpornym a krem Floslek Be Eco pod oczy i na szyję rewelacyjnie nawilża okolice oczu. Masełka do ust Nivea pokochałam za wygodne i ładne puszeczki i skuteczność. Ulubiona maseczka to The Body Shop Warming Mineral Mask. Zużyłam już dwie tubki i na pewno będą następne. Maska ładnie zwęża pory i oczyszcza twarz, szczególnie nałożona podczas kąpieli.


W kategorii lakierów do paznokci królowało oczywiście Essie. Oprócz sztandarowych korali, bardzo lubiłam nosić kobaltowy niebieski i cielaki w stylu Essie Sand Tropez.


Uwielbiałam zalotkę MAC oraz trzy syntetyczne pędzelki do oczu Sedona Lace.


Ulubiony zapach był niezwykle trudny do wytypowania, ale najczęściej nosiłam Moschino Hippy Fizz. Czysty, optymistyczny i bardzo trwały.


Oczywiście, nie mogę zapomnieć o świecach i woskach Yankee Candle, które umilały mi większość z 366 dni 2012 roku :).

Jakie były wasze ulubione kosmetyki ubiegłego miesiąca i ubiegłego roku?

piątek, 28 grudnia 2012

The Body Shop Ginger Sparkle


Święta się skończyły, to nie podlega dyskusji. Zaraz po Świętach zaczęły się jednak wyprzedaże, także te kosmetyczne. Dzisiaj będzie o zimowej serii limitowanej TBS, którą zdecydowanie warto upolować na wyprzedaży.
Ginger sparkle (lub jak kto woli Migoczący imbir) to jeden z najbardziej udanych sezonowych zapachów ostatnich lat. Zazwyczaj  Body Shop tworzy je według luźnego schematu wanilia, imbir, żurawina (była też i śliwka) ale za każdym razem trochę inaczej. Ubiegłoroczny imbir mnie nie zachwycił, za to ten jest świetny.
Pachnie jak pikantna, korzenna wersja żelek Haribo Cola. Nie jest mdło ciasteczkowy, kwaśna żelkowa nuta bardzo fajnie tą całość przełamuje.
Miała okazję przetestować miniaturkę masła (12zł), żelu pod prysznic (9zł) i peelingu (10zł). Szczególnie pokochałam oczywiście masło, jest gęste i należy do tych bardziej nawilżających maseł z Body Shopu. Nosiłam je w torebce, jako krem do rąk (bardzo wam polecam ten sposób, masła nawilżają lepiej niż nie jeden krem do rąk, są wydajne, o zapachu już nie wspomnę). Zapach jest dość hmm...ekspansywny i wywołuje bardzo pozytywne reakcje osób postronnych :D.
Do ciała było mi szkoda używać tego maluszka, dla tego ogromnie ucieszyłam się, gdy pod choinką zalazłam dużą wersję (69zł, aktualnie wszystkie masła są w promocji za 35zł, także to).

Żel pod prysznic pachnie intensywnie, właściwości ma podobne do innych żeli TBS, jakich próbowałam. Jest dość gęsty i całkiem wydajny. Najmniej jestem zadowolona z peelingu, rozpieszczona mocnymi peelingami cukrowymi, ten uważam bardziej za żel z drobinkami niż peeling z prawdziwego zdarzenia. Pachnie pięknie, ale nie kupię go w pełnym wymiarze.



Jeżeli lubicie słodko-pikantne zapachy to serdecznie polecam wam upolowanie jakiegoś produktu w poświątecznej promocji. Z tego co wiem, linia zawiera jeszcze balsam do ciała z pompką, mydło do rąk, mydełko serde, błyszczyk do ust, krem do rąk i sól do kąpieli. Moje serce zdecydowanie skradło masło.


Lubicie limitowane serie zapachowe?

sobota, 17 listopada 2012

Wyniki rozdania + dwie miłe soboty



W poniedziałek zakończyło się rozdanie tuszy Astro, przepraszam was za zwłokę w ogłoszeniu wyników, jestem ostatnio trochę zajęta a na dodatek przyplątało się kolejne przeziębienie. Nie przeciągając dłużej, tusze otrzymują:

kubekczekolady, Tosiaczek i Blueeyed


Dziewczyny, prześlijcie mi swoje dane na maja.adamczyk89@gmail.com abym mogła wysłać wam nagrody.

Dziękuję wszystkim za odpowiedzi, bardzo fajnie mi się je czytało! Niektóre w znaczącym stopniu pokrywały się z tym, co ja uważam za wizję tuszu idealnego. Szkoda, że nie miałam do dyspozycji 50 tuszy do rozdania ;).


Dwie ubiegłe soboty spędziłam bardzo przyjemnie. Najpierw comieszęczny zlot blogowo-makijażowy (z udziałem Sweet&Punchy, Let's Talk Beauty, Marty B oraz świeżoupieczonej lakierowej blogerki Patrycji z bloga Szaroburo). Miałymy okazję podziwiać apetyczne nowości świąteczne The Body Shop. Upolowałam przepięknie pachnące produkty z linii imbirowej, która w tym roku jest wyjątkowo udana.

(zdjęcia by Kasia Sweet&Punchy :) )









W kolejną sobotę spędziłyśmy bardzo miło czas na Wrocław Fashion Meeting dzięki uprzejmości Klaudii i Le Blakk





niedziela, 27 maja 2012

The Body Shop Chocomania masło do ust



Nie szaleję za czekoladowymi rzeczami.Nie lubię deserów o smaku czekolady (jogurtów,lodów),zazwyczaj nie wybieram też czekoladowych kosmetyków bo rzadko zapach okazuje się fajny (oczywiście od tej reguły są wyjątki jak np. wazelina Floslek czekoladowa która pachnie delikatnie i bardzo fajnie czy też żele Oryginal Source).W ogóle nie jestem czekoladoholikiem a raczej wyznawcą kultu białej czekolady :D.Wszystko co "białoczekoladowe"waniliowe,jogurtowe,śmietankowe zawsze mnie kusi.Mleczną lub gorzką czekoladę w czystej postaci zjem z przyjemnością,ale wszelkie okołoczekoladowe produkty nie wywołują przyspieszonego bicia serca.
Nie wiem właściwie dla czego kupiłam masełko do ust The Body Shop Chocomania z góry wiedząc,że pewnie go nie pokocham.Chyba skusił mnie rabat 20%.

 Masełko kosztuje tradycyjnie 20zł za 10ml i jest dostępne w dużej gamie smaków.Od razu muszę też powiedzieć,że za masłami do usy TBS nie przepadam.Przetestowałam sporo i jak dotąd zadowolona byłam na prawdę tylko z cytryny (choć denerwuje mnie jej słodki posmak) i papai(choć jej zapach bywa męczący).
Masło ma gęstą konsystencję,ale niestety nawilżenie i natłuszczenie mnie nie zachwyca.Zdarzyło mi się nawet,że niektóre warianty wysuszyły mi usta,wywoływały podrażnienie.Chocomania nie wysusza,ale też specjalnych cudów nie zdziała (a ja nie mam większego problemu z ustami,smaruję je czymś non stop i są dobrze nawilżone).Nie przepadam za smakiem produktu,jeżeli przypadkiem dostanie się do ust jest dość nieprzyjemny.
Słoiczek śliczny i wygodny (choć wiem,że wiele z was nie lubi słoiczków,w których trzeba grzebać paluchami :) ) a sam produkt jest raczej wydajny.Zapach?Tu ocena jest bardzo subiektywna i pewnie wiele z was się nie zgodzi ale nie zachwycił mnie.Pachnie mocną gorzką czekoladą i po jakimś czasie bytowania na ustach (w tak bliskim sąsiedztwie nosa :) ) zwyczajnie mnie męczy.Trzeba jednak przyznać,że faktycznie jest dość intensywnie czekoladowy.
Jeżeli lubicie masełka do ust z TBS i/lub jesteście typowymi czekoladoholikami możecie ten produkt nawet pokochać.Ja specjalnie ciepłymi uczuciami go nie darzę.Leży w szufladzie z zapasami i czeka na moment,kiedy wszystkie inne balsamy się skończą i nie będę miała innego wyjścia jak i ten zużyć.

Ocena: 3

środa, 28 grudnia 2011

Ulubieńcy grudnia



Witajcie!Święta definitywnie się skończyły.Niektórym jest z tego powodu smutno a niektórzy się cieszą (przyznacie pewnie,że Święta choć miłe bywają czasami męczące ;) ).Wczoraj rozpoczęły się wyprzedarze.Kupiłyście coś fajnego?Ja skusiłam się na marynarkę,t-shirta (który miałam wcześniej upatrzony),sukienkę i torebkę na którą miałam ochotę od bardzo dawna.

Pora na ulubieńców miesiąca.Tym razem są to:

-OPI Tasmanian Devil Made Me Do It.Rewelacyjna koralowa czerwień

-Alterra krem pod oczy z dziką różą.Może nie jest to miłość aż do grobowej deski,ale używałam go codziennie

-Perfecta Cera Mieszana z Q10.Bardzo dobry i tani krem.

-Ziaja Pro Serum Łagodzące.Recenzja w toku :)

-Lolita Lempicka Si Lolita.Ciepły,szarlotkowy ale też nieco wytrawny.Fajny na zimę,nawet taką nieciekawą jak mamy obecnie.

-Hipp oliwka ponadczasowy ulubieniec.Ostatnio z powodzeniem używam do olejowania włosów a one wydają się ją lubić.

-The Body Shop żel pod prysznic Pumpkin Spice

-lip stainy Catrice i Essence.Chociaż trwałością nie imponują specjalnie to sam tego typu produkty uwielbiam i używam bardzo często.Muszę znaleźć jakieś lepsze odpowiedniki.

-MAC MSF Soft & Gentle,szczególnie jako cień.W tym miesiącu często malowałam się połączeniem Make Up For Ever Aqua Cream 13 z MSF i Quarry w załamaniu.Wszystkie te kosmetyki to zdecydowaniu ulubieńcy miesiąca.

-Sally Hansen Lip Laquer błyszczyk.Dostałam w prezencie,okazało się że jest rewelacyjny i od razu kupiłam na allegro więcej.Niedługo o nich napiszę

-Pędzelki Sedona Lace.Nie spodziewałam się,że będą aż tak fajne!




Jacy są wasi ulubieńcy w tym miesiącu?

sobota, 3 grudnia 2011

Listopadowo-grudniowy haul



Moje zakupy i prezenty kosmetyczne z ostatnich kilku tygodni.Czekam jeszcze na jeden lakier i pędzelki Sedona Lace.

1.Ziaja Masło Kakaowe mleczko do ciała.Pachnie przepysznie,niewiele różni się od wersji w mmniejszej,brązowej buteleczce(a może wogóle jest to ten sam produkt tylko w większym opakowaniu?)

2.Biosilk Silk Infusion odżywka

3.Słynna odżywka Isana z olejkiem z Babasu.Zamierzam przetestować ją do OMO oraz do samego mycia odżywką.Bardzo ładnie pachnie!

4.Johnson's Odświeżający żel do mycia twarzy.Ostatnio żaden żel do mycia twarzy mi nie odpowiada a ten jest jednym z niewielu,których jeszcze nie testowałam

5.Ziaja Pro Serum Łagodzące.Pod krem i pod algi.

6.Ziaja Pro Maseczka Kojąca z różową glinką.Użyła.m dopiero raz,ale jestem pod wrażeniem.Spodziewajcie się recenzji!

7.The Body Shop Spiced Pumpkin żel pod prysznic.Wczorajszy nabytek :)

8.Yves Rocher Fruit de Noel krem do rąk,prezent.Pachnie genialnie,pewnie skuszę się na jeszcze jakieś produkty ze świątecznej serii (BTW,w Yves Rocher mają mnóstwo pięknych zestawów prezentowych.Sama zaopatrzyłam się w dwa w prezencie dla babć)

9.The Body Shop Candied Ginger.Nowy zapach świąteczny.Kupiłam go dopiero wczoraj (z okazji urodzin TBS było -50% na wszystkie masła)ale już zastanawiam się,czy nie zrobić zapasu.Jeżeli lubicie korzenna,rozgrzewające zapachy koniecznie powąchajcie!

10.Stara Mydlarnia masło Granat i Guava.Dostałam w prezencie,pachnie bardzo przyjemnie,dość wytrawnie.




1.OPI Suzy Loves Cowboys (kupiony w promocji na kupkosmetyk.pl razem z pozostałymi OPIkami)

2.OPI Suzy & Lifeguard 

3. Revlon Facets of Fuschia.Powiem tylko jedno słowo.GENIALNY!

4.OPI I Vant to be A-Lone Star

5.Essence Vampire's Love Lip Stain 02 (w kolorze fuksji)

6.Essence lakier magnetyczny 01 Miracle Shine + magnes.Niesety średnio wychodzi mi ich używanie.Lakier ma piękny kolor,ale jakość tragiczna.Po raz kolejny powtarzam sobie,żadnych lakierów Essence i Catrice :(

7.Essence Smoky Eye Brush



A wy?Kupiłyście coś ciekawego w ciągu ostatnich tygodni?


piątek, 23 września 2011

Burn testuje: The Body Shop Passionfruit Cleansing Gel



Ostatnio pisałam o bublach w kategorii żeli do mycia twarzy,dziś głównym bohaterem będzie mój ulubiony "oczyszczacz".Wpadłam na niego przypadkiem,spodobał mi się zapach i postanowiłam spróbować.To było kilka butelek temu i zdecydowanie nadal za nim przepadam.

Od produktu do oczyszczania twarzy wymagam aby w sposób delikatny ale i skuteczny oczyszczał buzię z resztek makijażu,odświeżał.Nie może podrażniać ani nadmiernie wysuszać.Dobrze jeżeli jest miły w użyciu i przyjemnie pachnie.Pomimo,że nie są to bardzo wygórowane oczekiwania ( przynajmniej tak mi się wydaje) nie wiele produktów je spełnia.
Żel TBS z passiflorą ma rzadką,żelową konsystencję która zarówno łatwo się rozprowadza na skórze,jak i łatwo z niej spłukuje.Nie wysusza,nie wywołuje zaczerwienienia czy innych przykrych niespodzianek.Nie pienie się,ale nie to akurat zupełnie mi nie przeszkadza.Dobrze oczyszcza i pozostawia skórę świeżą i przyjemną.Pachnie słodko,owocowo jak napój wieloowocowy.

Butelka to klasyczny "bodyszopowy" ;) kontenerek,ani ładny ani specjalnie wygodny.Żel kosztuje 19zł,ale w przeciwieństwie do większości drogeryjnych specyfików,w opakowaniu otrzymujemy 250ml.

Nie jest to żaden cudotwórca(bo i niby jak coś co pozostaje na skórze kilka sekund mogło czyścic cuda) ale dobrzy,porządny produkt do którego chce się wracać.Skład jest całkiem w porządku.




Testowałyście?Co o nim myślicie?Jakie są wasze ulubione żele do mycia twarzy?

sobota, 10 września 2011

Burn testuje: The Body Shop Warming mineral mask maseczka rozgrzewająca



Wieżę w maseczki z Body Shopu.Są droższe od większości produktów drogeryjnych,ale jeszcze nie spotkałam takiej,która była by kiepska-są w najgorszym przypadku dobre a w większości bardzo dobre lub świetne.Systematycznie testuję więc nowe i przy którejś wizycie w TBS (i przy okazji promocji bo nie byłabym sobą,gdybym nie skorzystała z okazji :) ) kupiłam maseczkę rozgrzewającą.
W przeciwieństwie do większości maseczek taj firmy nie jest zamknięta w słoiczku,a w plastikowej tubie.

Kosmetyk ma za zadanie,dzięki właściwościom rozgrzewającym,głęboko oczyścić pory.Jest odpowiednia do każdego rodzaju cery(z czym skłonna jestem się zgodzić,może tylko właścicielki mocno naczynkowej cery powinny uważać ze względu na wspomniane działanie rozgrzewające).
Maseczka w kontakcie ze skórą samoistnie się rozgrzewa a efekt ten jest dość miły i trwa przez około minutę.Trzymamy ją na skórze 5 minut(chociaż ja zazwyczaj zostawiam ją na około 10 min) po czym zmywamy.Mimo,że jest to produkt z dużą ilością glinki nie zastyga i nie ściąga skóry w charakterystyczny sposób.
Po zmyciu skóra jest oczyszczona a pory zwężone.Najlepszym sposobem jest nakładanie maski podczas ciepłej kąpieli,wtedy efekt jest spotęgowany a skóra wygląda po takiej "saunie" zdecydowanie ładniej.
Myślę,że maseczka stosowana raz w tygodniu nie wysuszy normalnej czy nawet suchej cery.




Kolejną zaletą jest zapach-pachnie intensywnie,imbirem i korzennymi,orientalnymi przyprawami.Niektórych ten zapach może denerwować ale mnie osobiście bardzo uprzyjemnia stosowanie.

Maseczka kosztuje w cenie regularnej 39zł za 100ml.Jak już wspominałam jest to dość drogo,ale jest to produkt skuteczny,spełniający obietnice producenta,dla tego myślę że jest wart zakupu.Szczególnie w promocji,które ostatnio w TBS zdarzają się na prawdę często.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Wakacyjna kosmetyczka Burn: częsć I,kosmetyki pielęgnacyjne


Wakacje....:).Nie znam nikogo,kto by ich nie lubił.Dla kosmetykomaniaczek takich jak ja jest to jednak ciężki czas.No bo niby jak spakować się tak,aby mieć wszystko co konieczne do codziennej pielęgnacji a jednocześnie zostawić choć trochę miejsca na ubrania?
Za każdym razem jadąc gdzieś staram się zminimalizować kosmetyczny bagaż i za każdym razem przychodzi mi to z bólem.Jak mogę nie zabrać WSZYSTKICH ulubionych i niezbędnych produktów :)?!

Jeżeli chcecie wiedzieć,jakich produktów nie może zabraknąć w mojej wakacyjnej kosmetyczce i dla czego,zapraszam do dalszego czytania!



WŁOSY:

-Biosilk Silk Filler.Recenzowałam go TU i im dalej go używam,tym bardziej upewniam się że nie mogę bez niego żyć :).Nawilża,ujarzmia,chroni,zmiękcza i ułatwia rozczesywanie.Dodatkowo używam go jako produktu do podkreślania fal we włosach czy przygładzania niesfornych kosmyków.Na wyjazd przeleję go do malutkiej buteleczki z atomizerem bo taszczenie 350ml specjalnie mi się nie uśmiecha.

-Nivea Baby Delikatny żel do mycia.Żele do mycia Nivea to od lat ulubiony i sprawdzony sposób na oszczędność miejsca w kosmetyczce.Używam go jako żelu pod prysznic,do mycia twarzy,żelu do higieny intymnej,do mycia rąk a także do włosów.Co ciekawe kudełki są po nim miękkie i dobrze się układają.Pachnie jak cała seria dla dzieci,czyli typowo "niveowo".Polecam zarówno ten,jak i wersję Sensitive.
Jestem mu wierna,jako jedyny ma wygodną pompkę i kompaktowe rozmiary.

-mała odżywka do włosów.Wybrałam Dove Intense Repair bo z dostępnych w Rossmannie miniaturek była najbardziej sensowna

-Macadamia Oil Treatment.Malutki poręczny słoiczek.Kosmetyk łączy w sobie zalety serum silikonowego(chroni włosy przed mechanicznymi zniszczeniami,szczególnie na końcach oraz wygładza) i olejku bo dzięki zawartości olejku arganowego i olejku macadamia pielęgnuje włosy(taką przynajmniej mam nadzieję ;) )

-grzebień Ouchless o szerokich zębach.Niestety nie dorobiłam się podróżnego Tangle Teezera więc muszę sobie poradzić innymi sposobami.Nie wiem jak przeżyję rozstanie z moim plastikowym,kolczastym cudem ale nie chcę go narażać na zniszczenie w transporcie.


CIAŁO:

-Avon Sun+ krem z filtrem 25.Jeszcze nigdy go nie używałam,ale mam nadzieję że nie będę zawiedziona

-The Body Shop Almond Body Butter.Kupione podczas wyprzedaży i zachomikowane :).Moje ukochane masło do ciała.Pachnie rewelacyjnie a do tego świetnie natłuszcza,nawilża i odżywia.Dodatkowo można go z powodzeniem używać do rąk i stóp.

-Nivea Baby Toddies.Nie ruszam się na wakacje bez mokrych chusteczek u boku.Te są jednymi z moich ulubionych,są łagodne,mają małe opakowanie a dodatkowo można je spłukiwać w toalecie.Miękkie i odpowiednio mokre.Świetnie sprawdzają się w każdej sytuacji,także do zmywania makijażu.

-dezodorant,nie mam specjalnych preferencji ale na wakacje zazwyczaj zabieram kulkę bo zajmuje mniej miejsca

-Avon Care Glicerynowy krem do rąk i paznokci.Mój ulubieniec z dawien dawna.Lubię w nim wszystko od zapachu,przez konsystencję po cenę i działanie.

-pasta do zębów,wybieram małą tubkę i najczęściej taką,która jest akurat w promocji.Do kompletu,jak się pewnie domyślacie,szczotka do zębów :)



TWARZ:
-Bielenda duo Granat maseczka i peeling.Nie lubię rezygnować z maseczek i peelingów podczas wyjazdów.Poręczne saszetki przychodzą tu z pomocą.Tych konkretnych jeszcze nie testowałam

-Garnier Czysta skóra Maseczka oczyszczająca pory(rozgrzewająca).Skuteczna maseczka z glinką,działa w 3 minuty więc spokojnie mogę ją zrobić będąc pod prysznicem.Jedna z moich ulubionych-zdecydowanie polecam

-Nivea pomadka ochronna Vitamine Shake.Nowa pomadka ochronna to coś co zawsze mnie skusi.Ta jak na razie zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.Nawilża i pachnie jak malinowa Mamba.

-Yes to carrots masełko do ust miętowe.Skusiłam się na nie w promocji w Sephorze gdzie kosztuje aktualnie 10zł(przecenione z 20zł).Mam od niedawna,ale muszę przyznać że jest bardzo fajne.Napiszę o nim w najbliższym czasie post bo uważam,że na to zasługuje.

-Avon Solutions Koloryzująco-nawilżający krem na dzień SPF 20.Kupiłam głównie ze względu na filltr.Koloryzowania specjalnie nie widzę,ale jest dość przyjemny i lekki.Zobaczymy na dłuższą metę
-Avene woda termalna.Nie używam wody termalnej na co dzień,ale postanowiłam przetestować propozycję Avene bo lubię ich kosmetyki.Będę używać zamiast toniku,oraz do odświeżenia twarzy.
-Yves Rocher Culture Bio Krem na dzień dobry.Mam go dopiero od wczoraj,ale bardzo mi się spodobał.Postanowiłam dać mu szansę na wakacyjny wyjazd,pomimo krótkiej znajomości ;).
Zamierzam używać pod avonowski oraz na noc.



-sztuczne łzy,ponieważ na wakacjach często noszę soczewki.Lubię je jednak stosować także,kiedy noszę okulary bo dają przyjemne uczucie ukojenia.

-Avon Clearskin Professional Żel punktowy redukujący niedoskonałości z 2% kwasem salicylowym bo...z niespodziankami nigdy nic nie wiadomo-mogą zaatakować zawsze.Ten konkretny preparat wydaje się być dość skuteczny.


Taka jest zawartość mojej kosmetyczki z kosmetykami do szeroko pojętej pielęgnacji.Jutro część II czyli kolorówka :).


A wy co koniecznie musicie mieć ze sobą kiedy wyjeżdżacie?

czwartek, 28 lipca 2011

Burn testuje: The Body Shop maseczka oczyszczająca 3w1 z niebieską kukurydzą


Przepadam za maseczkami TBS.Tą udało mi się upolować podczas promocji weź 3 płać za dwa wraz z innymi produktami.Jak większość maseczek tej firmy zamknięta jest w poręcznym słoiczku o pojemności 100ml.
Ma postać niebieskiej,gęstej glinkowatej pasty z granulkami.



Przeznaczona jest do skóry normalnej do tłustej i ma za zadanie oczyścić,odblokować pory i delikatnie złuszczać.W składzie znajdziemy proszek z niebieskiej kukurydzy,ylang-ylang,geranium,zieloną glinkę i olejek bergamotkowy.

Po nałożeniu na skórę czuć dość mocne ściągnięcie skóry-daje o sobie znać duża zawartość glinki.Maseczka ma przepiękny zapach geranium,który jednak,jak podejrzewam nie każdemu przypadnie do gustu bo jest śilny i dość specyficzny.Ja jednak szczerze go uwielbiam :).Maseczka wywołuje lekkie uczucie mrowienia,które po chwili ustępuje.
Po 10-15 minutach zwilżam ręce wodą i delikatnie masuję,granulki działają jak bardzo skuteczny peeling.
Po zastosowaniu cera jest wyraźnie oczyszczona,matowa i bardzo przyjemnie wygładzona.Wydaje mi się też,że produkt wykazuje działanie przeciwzapalne i pomaga goić się krostkom.Regularne stosowanie zdecydowanie poprawia wygląd skóry.Może trochę wysuszać(nie polecam cerze suche raczej) ale stosowana raz w tygodniu i w towarzystwie maseczek nawilżających lub bardziej treściwego kremu po zabiegu,na pewno nie zaszkodzi.Posiadaczki tłustej i mieszanej cery na pewno będą zadowolone.





Dzięki gęstej konsystencji jest na prawdę bardzo wydajna a opakowanie pozwala wydobyć ją do ostatniej...kropli?To trochę nietrafione określenie jeżeli weźmiemy pod uwagę konsystencję ;).

Produkt godny uwagi.Jest dość droga(jeżeli dobrze pamiętam 45zł) ale skuteczna i starcza na długo a ostatnio w TBS rozpieszczają promocjami także na pewno uda się ją korzystnie upolować.Polecam.

środa, 25 maja 2011

Burn testuje: The Body Shop Banana szampon i odżywka


Lubicie bananowe kosmetyki?Ja nawet bardzo,zapach bananowy jest jednym z moich ulubionych.Co za tym idzie odkąd pojawiła się u nas klasyczna seria TBS Anita's favourite a w niej bananowe produkty do włosów,miałam wielką ochotę je przetestować.Zaczęłam od odżywki,aktualnie zużywam już drugie opakowanie.Korzystając z promocji (kup jeden a drugi dostaniesz za 50%) dokupiłam też szampon.

Oba kosmetyki pachną obłędnie,mają żółty kolor i konsystencję przypominającą startego na papkę banana.Nie bez powodu z resztą bo znajduje się on wysoko w składzie.
Zapach jest intensywny podczas mycia i pozwala się zrelaksować,ale nie pozostaje na włosach po spłukaniu.

Jak z działaniem?Cóż nie są  to odżywcze kosmetyki do regeneracji wymagających włosów ;) a bardziej przyjemny element codziennej pielęgnacji.Odżywka zmiękcza włosy i ułatwia rozczesywania natomiast szampon skutecznie oczyszcza(nawet bardzo skutecznie,pozostawia włosy tak czyste,że aż skrzypią za czym osobiście nie przepadam).
Buteleczki typowe dla TBS,troszkę warde i pod koniec trzeba je stawiać do góry nogami aby wydobyć resztki produktu.

Składy:

Szampon:
Aqua (Solvent/Diluent), Sodium Laureth Sulfate (Surfactant), Musa Paradisica Fruit (Emollient/Lubricant), Glyceryl Hydroxystearate (Emollient), Lauramide DEA (Surfactant), Cocamidopropyl Betaine (Surfactant), Phenoxyethanol (Preservative), Benzyl Alcohol (Preservative), Sodium Benzoate (Preservative), Panthenol (Skin/Hair Conditioning Agent), Polyquaternium-7 (Hair Conditioner), Stearic Acid (Emulsifier), Sodium Chloride (Viscosity Modifier), Methylparaben (Preservative), Parfum (Fragrance), Citric Acid (pH Adjuster), Disodium EDTA (Chelating Agent), Butylparaben (Preservative), Ethylparaben (Preservative), Isobutylparaben (Preservative), Propylparaben (Preservative), Ascorbic Acid (Antioxidant), CI 19140 (Colour), CI 14700 (Colour).

                                                                         Odżywka :
Aqua (Solvent/Diluent), Musa Paradisica Fruit (Emollient/Lubricant), Cetearyl Alcohol (Emulsifier), Cetrimonium Chloride (Hair Conditioner), Phenoxyethanol (Preservative), Hydroxyethylcellulose (Stabiliser/Thickener), Lecithin (Stabiliser/Emulsifier), Propylene Glycol (Humectant), Panthenol (Skin/Hair Conditioning Agent), Parfum (Fragrance), Benzyl Alcohol (Preservative), Sodium Hydroxide (pH Adjuster), Ascorbic Acid (Antioxidant), CI 15985 (Colour), CI 19140 (Colour).


Oba produkty kosztują w cenie regularnej 19zł za 250ml.

Czy kupię ponownie?Odżywkę raczej tak bo przyjemnie zmiękcza włosy oraz przecudownie pachnie.Z szamponu jednak chyba zrezygnuje bo mnie nie zachwycił(nie przepadam za tym nieszczęsnym uczuciem skrzypiąco czystych włosów) i znam wiele lepszych za połowę ceny.

czwartek, 5 maja 2011

Recenzja: The Body Shop Seaweed Mattifying Day Cream



Kolejna perełka odkryta dzięki Youtubowi(bo chyba zgodzicie się ze mną,że internet oprócz źródła pokus wszelakich i wizji bankructwa ;) niesie ze sobą także możliwość odkrywania świetnych kosmetyków,na które prawdopodobnie w innych okolicznościach nie zwróciłybyśmy uwagi?).
Ten krem(a właściwie żel-krem) nie jest typem produktu,na który łatwo mnie skusić.Owszem,mam cerę mieszaną,ale kapryśną bo przesuszoną,wrażliwą i cokolwiek tylko jeszcze możecie sobie wyobrazić z zakresu problemów skórnych.Zazwyczaj nie wybieram lekkich kremów bo...są po prostu za lekkie i już.
Jednak Samantha wielokrotnie go chwaliła(i nie tylko ona) więc w końcu,zachęcona dodatkowo jakąś promocją w TBS kupiłam.
Wielka niespodzianka(ale nie taka niemiła na brodzie czy czole spowodowana nieudanymi eksperymentami kosmetycznymi :>),krem okazał się jednym z najlepszych jakich używałam.Po raz pierwszy od bardzo dawna używałam jednego kremu bez przerwy na skok w bok z innymi(generalnie zazwyczaj zmieniam kremy bo z żadnego nie jestem na dłuższą metę bardzo zadowolona dla tego co jakiś czas wybieram inny z mojej sporej kolekcji).
Używałam go przez całe lato,jesień a nawet początek zimy!Dlaczego?
Otóż krem jest leciuteńki,żelowy co sprawia że idealnie nadaje się na upały, ALE do tego wszystkiego oprócz efektu matującego(bardzo skutecznego!) bardzo dobrze nawilża co przy takiej konsystencji wydaje się niemożliwe.


Po dłuższym stosowaniu zauważyłam,że moja skóra bardzo go lubo-po prostu wygląda lepiej.Jak już wspomniałam,krem na prawdę ładnie matuję(i tu należy się małe wyjaśnienie,nie mam ekstremalnie tłustej strefy T,tylko taką przeciętnie błyszczącą się ;),ale za razem mało który krem na prawdę pomaga w tej kwestii a wodorostowy TBS należy do tej elitarnej grupy) a skóra jest gładka,idealnie nadaje się pod makijaż.
Dodatkowe plusy to delikatny,bardzo przyjemny zapach oraz uczucie odświeżenie po nałożeniu.Nadaje się do nakładania pod oczy,nie szczypie,nie ma alkoholu w składzie.

Szczerze uwielbiam ten krem,jeżeli nie ma akurat wielkich mrozów ani moja skóra nie jest mocno przesuszona jest idealny.

Oczywiście,nie poleciłabym tego kremu skórze suchej,ale mieszanej,tłustej i może też normalnej zdecydowanie tak.
Kosztuje 40zł za 50ml,i jest jednym z droższych kremów(tych nie-aptecznych),których używałam(na razie jeszcze omija mnie problem kremów przeciwzmarszczkowych),ale zdecydowanie warto,bo dodatkowo jest bardzo wydajny.

środa, 23 marca 2011

Recenzja: The Body Shop Sweet Lemon Shower Gel



Nie przepadam za cytrusowymi rzeczami,zarówno tymi do jedzenia (cytrynowe ciasta brrrr....) jak i kosmetykami.Same owoce uwielbiam,ale ich modyfikacje,szczególnie te chemiczne w kosmetykach mi nie leżą.
Od dłuższego czasu jednak, odwiedzając TBS testowałam sobie cytrynowe masło do ust(zainteresowałam się nim tylko dla tego,że wyjątkowo lubię grejpfrutową serię TBS bo zapach jest na prawdę dobrze odwzorowany,ale już np. satsuma to dla mnie koszmarek) i w końcu się na nie skusiłam.Masełko jest jednym z lepszych maseł do ust z Body Shopu i na prawdę ślicznie pachnie.

Romans z wyżej wymienionym masłem doprowadził do kupienia żelu Sweet Lemon(który jak mi się wydaje jest tegoroczną nowością).
Żele z TBS lubię,niektóre nawet bardzo (migdał!!!),za piękne intensywne i arcy apetyczne zapachy.Teraz kiedy mają wreszcie w miarę rozsądna cenę(19zł za 250ml a muszę tu zaznaczyć,że są na prawdę diabelnie wydajne)kupuję je częściej.Ale do rzeczy.
Cytrynowy żel pachnie OBŁĘDNIE!Mówię wam OBŁĘDNIE!!!!I mówię to ja,ja która unika cytrusowych zapachów :).
Zapach jest jak świeżo wyciśnięta,dojrzała cytryna.Bardzo bardzo intensywny i pobudzający.Jestem zachwycona bo to prawdziwa owocowa rozkosz,szczególnie rano.
Jeżeli chodzi o właściwości to są podobne do innych żeli tej firmy,chociaż wydaje mi się że jest odrobinę bardziej rzadki(co wcale nie jest minusem,bo niektóre wersje zapachowe były za gęste).Zauważyłam też,że poprawili butelkę,jest bardziej miękka i łatwiej wydobyć z niej produkt.

Jestem w tym zapachu zakochana i pewnie skuszę się też na inne cytrynowe kosmetyki z Body Shopu.Zachęcam do przetestowania,a dla fanek cytrusów to bezwzględny must have ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...