Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 kwietnia 2014

Ogromna porcja kolorówkowych nowości, promocyjne łupy i nie tylko






W ciągu ostatnich 2-3 miesięcy skumulowało mi się w kosmetyczce sporo nowości, chciałabym je wam dziś pokazać. Drogerie i perfumerie kuszą promocjami, na prawdę trudno się oprzeć i wyjść z pustymi rękami. Czuję się bezbronna ;). Ostatnio załapałam się na -40% w Hebe i Sephorze oraz -49% w Rossmannie (skąd pochodzą najwcześniejsze bo wczorajsze łupy).

Korzystając z obniżki na podkłady, pudry itp w Rossmannie kupiłam puder Revlon Nearly Naked, czekoladowy bronzer Bourjois oraz rozświetlacz Revlon Photoready Skinlights w kolorze 001 Bare Light. Wcześniej kupiłam ten sam rozświetlacz w kolorze 003 Peach Light z 40% rabatem w Hebe. Skusiłam się również na bazę Rimmel Stay Matte oraz podkład Healthy Mix Serum. Wreszcie pojawił się u nas Benefit Lolli tint, na którego czekałam dobrych kilka miesięcy i nie mogłam go sobie odmówić ;).


-40% w Sephorze na ich własną markę makijażową zaowocowało zkaupem trzech cieni (do których paletkę dostałam gratis) oraz rewelacyjnej bazy do brokatowych cieni. Kupon rabatowy w Naturze zachęcił mnie do zakupi tuszu Catrice Glamour Doll, rozświetlacza pod łuk brwiowy Eyebrow Lifter oraz trzech kredek tejże marki. Dodatkowo w koszyku znalazł się niwy tusz wodoodporny Maybelline Collosal Go Extreme a w Yves Rocher przybłąkała się ciemnozielona kredka. Przeżywam pewnego rodzaju kredkową fascynację, jak widzicie.


Przybyło mi także mnóstwo nowości do przetestowania od Maybelline. Khole i kredki, podkład Super Stay Better Skin i kolejna wersja tuszu Collosal.


Kompletnie nie miałam w swojej kolekcji błyszczyków, postanowiłam to naprawić. Na allegro kupiłam dwa błyszczyki Sally Hansen Lip Inflation (jestem z nich bardzo zadowlona!) oraz L'oreal Glam Shine 6h w kolorze Forever Young. Dodatkowo przybył mi jedne błyszczy Essence i dwa produkty Sephory, niezwykle trwała czerwona pomadka w płynie i błyszczyk dostosowujący się do koloru ust. Dwa ostatnie produkty oczywiście -40%.


Na koniec pędzelki. Zgarnęłam cztery przepiękne pędzle Essence z limitowanej kolekcji. Były bardzo tanie (ceny od 5,90zł do 12,90zł) a do tego są na prawdę bardzo bardzo fajne. Koniecznie kupcie jeżeli uda wam się na nie trafić. Pędzel do pudru jest rozkosznie miękki! Oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok pędzelków Sephora prawie połowę taniej i kupiłam pędzelek do załamania powieki oraz malutki do smokey eyes.

Tyle dobroci :). Jeżeli zależy wam na jakiejś konkretnej recenzji koniecznie dajcie znać. Jakie nowości pojawiły się ostatnio w waszej kosmetyczce?

poniedziałek, 30 września 2013

Maybelline Eyestudio Lasting Drama Gel Eyeliner Black i Ultra Violet


Mniejwięcej rok temu pokochałam kreski. Zaczęłam używać eyelinera codziennie, wcześniej zdarzało mi się to sporadycznie. Lubię zarówno cienkie, naturalne jak i te, które są grube i nieco przerysowane. W zależności od nastroju. Dobrze czuję się także w tych kolorowych, ze szczególnym uwzględnieniem fioletu.
Zazwyczaj używam płynnych eyelinerów, moje ulubione to te wyposażone w gąbeczkowy wplikator. Arcywygodny w obsłudze L'oreal Super liner lub nieco mniej wygodny, ale za to niezwykle trwały wodoodporny Essence. Z żelowymi produktami miałam do tej pory do czynienia tylko za sprawą inglotowskiego eyelinera w słoiczku. Miałam go dwa razy, jest ok ale nie zachwyca mnie szczególnie. Jakiś czas temu postanowiłam dać szansę polecanemu wszędzie eyelinerowy Maybelline. Najpierw kupiłam czarny, kilka dni temu skuszona promocją dokupiłam mu do pary fiolet.

Oba kolory zamknięte są w zgrabnych, szklanych słoiczkach. Są niewielkie i łatwe w przechowywaniu, mrożone szkło wygląda ciekawie a jednocześnie umożliwia identyfikację koloru bez odkręcania. Cena to około 30zł bez promocji.


W pudełeczku znajduje się także pędzelek, który o dziwo jest bardzo wygodny i sprawdza się w akcji. Wygodnie się nim operuje, rączka choć krótka, nie jest zbyt zminiaturyzowana.


Czarny to klasyczna czerń (a to ci niespodzianka ;) ), ulrtaviolet to neutralno-chłodnawy (ale nieco cieplejszy niż to wynika ze zdjęć) fiolet z malutkimi, niewidocznymi właściwie drobinkami. Oba mają matowe wykończenie.
Aplikacja jest raczej łatwa, oba kolory mają taką samą, kremową konsystencję. Muszę jednak przyznać, że trochę brakuje mi w nich poślizgu. Nie wiem czy jestem rozpieszczona tym, jak gładko płynne eyeliner sunie po powiece, czy te konkretne "żelki" są po prostu suchawe. Spodziwałam się czegoś trochę bardziej żelowego, to co otrzymujemy jest bardziej jak kremowy cień. Pigmentacja czarnego jest ok (chociaż po raz kolejny w tej kategorii wygrywają koledzy w płynie), fioletowy wymaga trochę wysiłku aby osiągnąć intensywny kolor. Kreska jest wyraźna, ale nie ma takiego czysteg wykończenia jak w wypadku takiej wykonanej płynną konturówką. Efekt bardziej przypomina mi taki, jaki można uzyskać przy użyciu miękkiej kredki.



Trwałości nie mam nic do zarzucenia, nie zauważyłam ścierania się czy blaknięcia. Jest zdecydowanie bardziej trwały niż L'oreal Super liner.

Podsumowując, oceniam oba eyelinery pozytywnie. Spodziewałam się trochę innej konsystencji i nieco mocniejszej pigmentacji, ale nadal uważam że w tej cenie są ok. Duży plus za dołączony pędzelek, rzadko zdaża się, że dołączone aplikatory do czegoś się nadają. Czarnego więcej nie dokupię (wolę płynne), ale na nowe kolory, szczególnie w promocji, na pewno się skuszę.


Jaka jest wasza ulubiona forma eyelinera?

niedziela, 3 lutego 2013

Ulubieńcy stycznia


Przyszła moja ulubiona pora, pora na ulubieńców miesiąca. W styczniu dotarło do mnie bardzo dużo fajnych kosmetycznych nowości (nowy kosmetoholiczy rok rozpoczęłam z przytupem :) ), których używałam jednak za krótko, aby umieścić w tym zestawieniu. Było jednak kilka takich kosmetyków i akcesoriów, które towarzyszyły mi przez większość miesiąca.

1. Rossmann Synergen plasterki. Instytucja plasterków na niedoskonałości na noc jest mi doskonale znana, uwielbiałam niedostępne u nas plasterki Balea. Ostatnio koleżanka poleciła mi te rossmannowskie, i okazały się równie dobre. Nawet bardzo dobre. Są praktycznie niewidoczne (nie wymagają natychmiastowego przemykania się z łazienki i zawijania w kołdrę aby nie straszyć otoczenia) i na prawdę działają. Są teraz w promocji za mniej niż 7zł .

2. Baza Hean, stara ulubienica

3. Under 20 2w1 nawilżający krem z efektem stopniowego opalania. Kupiłam w promocji w Naturze przypadkowo a okazał się świetny. Świetnie nawilża, ładnie pachnie i rzeczywiście dodaje skórze lekko brzoskwiniowego odcienia. Co ciekawe, nie zawiera DHA.

4. Kredka Max Factor Natural Glaze. Bardzo łatwo malować nią wewnętrzną część dolnej linii rzęs a dodatkowo jest trwała.

5.  Benefit Posietint. Kocham. Kocham!

6. W duecie z tintem bardzo dobrze sprawdza się pędzel do podkładu mineralnego Sephora.

7. Cień Copperplate MAC do malowania brwi. Podpatrzyłam przypadkiem na YT i okazało się, że to idealny kolor dla moich brwi.

8. Pędzelek do brwi Lily Lolo

9. Po długiej przerwie wróciłam do tradycyjnych podkładów. Moja skóra jest wysuszona i potrzebuje więcej nawilżenia, dla tego płynna formuła sprawdza się lepiej. Najczęściej używałam starego znajomego Revlona Colorstaya (180 Sand Beige). Popularny Rimmel Match Perfection w słoiczku również okazał się trafionym zakupem.

10. Używając tradycyjnych podkładów na nowo odkryłam nieco zapomnianego Beauty Blendera. Wykończenie, jakie można za jego pomocą uzyskać jest absolutnie perfekcyjne.

11. Maybelline Falsies Waterpfoof. Kolejne podejście do tego tuszu i znów mam mieszane uczucia. Na pewno bardzo dobrze podkręca rzęsy.

12. Gucci Flora EDT

Podzielcie się swoimi ulubieńcami :)!

wtorek, 29 listopada 2011

Ulubieńcy listopada



Coś mi mówi,że przyszedł czas na ulubieńców listopada :).W tym miesiącu najczęściej używałam:


Gucci Rush- tak jak podejrzewałam Rush towarzyszył mi w listopadzie codziennie,z wyjątkiem może 3 dni.Jest bardzo dobrym zapachem na jesień i zimę,charakternym,otulającym i dość ekspansywnym.Zupełnie nie rozumiem decyzji o jego wycofaniu.Z lekkim zaniepokojeniem obserwuję zmniejszającą się ilość perfum w moim flakoniku,zostało mi już tylko 1/3 butelki :(.
Od ponad pół roku przechodzę dziwny etap w moim perfumoholiczym żywocie,przez długi czas używam tego samego zapachu,często aż do momentu kiedy wysączę całą buteleczkę.Wcześniej mi się to nie zdarzało,codziennie używałam czegoś innego.

OPI I Vant to Be A-Lone Star z kolekcji teksańskiej.To,że pokochałam ten lakier jest dla mnie wielkim zaskoczeniem.Kupiłam go skuszona promocją na kupkosmetyk.pl (gorąco polecam ten sklep!) z myślą o zeswatchowaniu i podarowaniu go wam w rozdaniu bo zazwyczaj szarości na paznokciach nie są dla mnie.Okazało się jednak,że ten szary,lodowy błękit wygląda genialnie i na pewno się z nim nie rozstanę.Proszę o wybaczenie :P.Niedługo pojawi się oddzielny post poświęcony temu kolorowi.

Avon Foot Works krem do stóp cynamon i pomarańcza pachnie obłędnie!Uwielbiam korzenno-pomarańczowe jesienno-zimowe zapachy(pomimo iż zazwyczaj nie jestem fanką cytrusowych aromatów).Właściwości nawilżające są ok,ale dla tego zapachu byłabym w stanie smarować się nim nawet gdyby był kiepskim kremem.Nadaje się również do rąk,nie ma w nim mentolu czy irytującego,zostawiającego suchy film talku.

MAC Mineralize Skin Finish w kolorze Soft & Gentle.Opisywałam go niedawno TU.Jeden z lepszych zakupów w ostatnim czasie,bardzo wielofunkcyjny.

Maybelline Lash Stiletto wodoodporny.Mój ulubiony tusz,na równi z Collosalem.Rewelacyjna,długa szczoteczka złapie każdą rzęsę.Dodatkowo,oprócz obiecanego wydłużenia tusz świetnie pogdubia.Zazwyczaj nie wybieram tuszy wydłużających bo nie dodają objętości,ten jednak jest wyjątkiem.Pisałam o nim TU.

Avon błyszczk Plump Pout w kolorze Pink Pucker.Błyszczyki Avonu są bezkonkurencyjne a ten konkretny polubiłam tak,że przez miesiąc zużyłam go prawie w całości.Pięknie nabłyszcza a miętowy smak i zapach jest bardzo przyjemny i nie powoduje pieczenia,mrowienia czy też podrażnienia jak to mają w zwyczaju inne błyszczyki powiększające usta.Mój kolor jest właściwie bezbarwny,chętnie wypróbuję inne wariant.Na wzmiankę zasługuje też wygodny aplikator-pędzelek.

Cienie MAC Star Violet i Quarry.W tym miesiącu często używałam ich w duecie-Quarry w załamaniu,Star Violet na całej powierzchni powieki.Ten pierwszy idealnie współgra też z Soft & Gentle nałożonym w charakterze cienia.


Nieurodowymi ulubieńcami miesiąca są produkty Yankee Candle(już niedługo więcej na ten temat,kończę testy wszystkich zapachów,jakie kupiłam :) ) oraz herbatki owocowe w jesienno-zimowych smakach.Ostatnio w sklepach pojawiła się limitowana edycja korzennych herbatek owocowych Vitax,kupiłam Pomarańczę i Goździki oraz Śliwkę i Kardamon-PYCHA!Kolejnym ulubieńcem w tej kategorii,już od kilku lat,jest herbatka owocowa Teenakanne Magic Moments.Jakie są wasze ulubione napoje na jesień i zimę?




sobota, 29 października 2011

Ulubieńcy października



Wraz z końcem pażdziernika,przyszła pora na ulubieńców miesiąca.Nie wiem jakim cudem październik już zdążył się skończyć,ale muszę po prostu przyjąć do wiadomości,że ostatnio czas leci niesamowicie szybko.Zanim ta wypowiedź przerodzi się w sentymentalny wywód,przejdę do rzeczy :).

W tym miesiącu zdjęłam moja przedłużane rzęsiska i wróciłam do malowania oczu zarówno cieniami,jak i tuszem.Muszę powiedzieć,że ten powrót był swojego rodzaju ulgą.Choć poranne przygotowania do wyjścia zajmują teraz nieco dłużej to wreszcie mogę wcielić w życie kombinacje kolorystyczne o których myślałam całe wakacje.Malowanie oczu to na prawdę ogromna frajda!
Oprócz wymienionych niżej ulubieńców używałam codziennie mojego ukochanego różu MAC Warm Soul i roll-ona Garnier z poprzedniego miesiąca.


-Too Faced Natural Eye Palette.To bez wątpienia najlepsza paletka,jaka wpadła w moje ręce.Cienie są świetnej jakości,kolory przepiękny i uniwersalne.Pieśń pochwalną na jej cześć pisałam już tu.
Ulubionym połączeniem w październiku był Silk Teddy na całą powiekę,Push-up na zewnętrzną połowę powieki i Cocoa puff w załamaniu w komplecie z Heaven pod łukiem brwiowym.Taki makijaż nosiłam prawie przez cały miesiąc bez przerwy,udało mi się nawet zobaczyć denko w jednym z kolorów a kilka innych również zbliża się do tego stanu.

-Essie French Affair to bardzo ładne połączenie pudrowego różu z pastelowym fioletem.

-Yves Rocher Les Plaisirs Nature mleczko waniliowe.KWC.To już pewnie moja setna butelka ( ;) ).

-Versace Crystal Noir EDT.Wymarzony jesienno-zimowy zapach,hipnotyzujące gerdenie.Jeżeli lubicie zapach białych kwiatów,polecam przetestować.Niestety kilka dni temu skończyłam go dokumentnie(dramatyczna informacja zza kulis tworzenia posta jest taka,że musiałam zanurkować do śmietnika ponieważ nieopatrznie wyrzuciłam butelkę a trzeba było uwiecznić ją na zdjęciu :) ).
Przewiduję,że zapachowymi ulubieńcami października będą Gucci Rush i Gucci Flora,ale przekonamy się za miesiąc.Gdyby nie to,że Crystal Noir już mi się skończyło pewnie nadal używałabym ich maniakalnie przez całą jesień i zimę.

-Yves Rocher Hydra Specific Żel-krem nawilżający na dzień.Zdecydowanie nie ma nic wspólnego z żelem,jest bardzo dobry.Zasługuje na oddzielną recenzję.

-Maybelline Volum' Express One By One wodoodporny.Bardzo dobry,cieszę się że wreszcie można go kupić w wersji wodoodpornej.

-Make Up For Ever Full Cover nr 6.Mój nowy korektor,na razie powiem tylko że jest to najlepszy korektor jaki miałam.Więcej w oddzielnym poście.

-Sigma F40.Używałam go do bronzera,ale ostatnio z powodu braku F05(pożyczyłam go komuś do przetestowania) służył też o nakładania różu i sprawdził się idealnie.

-MAC Paint Pot Bare Study.Ulubiona baza pod wszystkie cienie.

-Meow Cosmetics Equilibrium Balancing Powder.Mam go od dość dawna i postanowiłam wreszcie zużyć.Nie jest to żadna rewelacja,ale daje ładne wykończenie i służy mi jako primer i finisher.
Drogie użytkowniczki minerałów,jaki jest wasz ulubiony primer i finisher?Muszę coś kupić bo Equilibrium mam tylko na 3-4 użycia jeszcze.



Jakie są wasze ulubione kosmetyki października?

środa, 5 października 2011

Ulubieńcy września



Ulubieńcy miesiąca,to kolejny z filmików na YT które lubię oglądać.Bardzo cieszę się,że w blogowej sferze ta forma również się przyjęła-postanowiłam dołączyć się do zabawy.Dzisiejszy post będzie poświęcony produktom,których ze szczególną przyjemnością (i częstością :)) używałam w ubiegłym miesiącu.




MAC Warm soul Mineralize Blush.Pisałam o nim dokładnie TU i pozostaje mi tylko podtrzymać tą pochlebną opinię.Warm soul jest idealny w każdym calu-to mój Róż Wszechczasów.Odkąd go kupiłam (czyli od połowy śerpnia) tylko dwa razy użyłam innego koloru.




Kores lakier do paznokci 14 Pomegranate.Uniwersalny,piękny róż.To jeden z takich kolorów,który wybieram kiedy nie mam ochoty zastanawiać się za bardzo co wybrać i do czego mi to będzie pasowało.Do tego jest to produkt naprawdę dobrej jakości,napigmentowany i szybkoschnący.



L'biotica Biowax A+E serum wzmacniające.Niby zwyczajne serum złożone prawie wyłącznie z silikonów a jednak działa skuteczniej niż inny preparaty ochronne,które stosuję na końcówki włosów.Wygładza,nabłyszcza i sprawia że wysuszone końce prezentują się znacznie lepiej.Ładnie pachnie,ma wygodny aplikator i było bardzo tanie ( w promocji poniżej 9zł).Jestem zaskoczona,kupiłam z ciekawości bez większego przekonania a okazał się bardzo dobre.Nakładam je również na suche włosy w celu ujarzmienia puszenia się w awaryjnych sytuacjach.Działa.



Moshino Hippie Fizz.Kupiony jeszcze w lipcu,używałam go niemal bez przerwy aż do dnia dzisiejszego(a to nie zdarza mi się zbyt często przy sporej ilości flakoników w kolekcji).Bardzo zgrabny,owocowy koktajl z nutą czystości przywodzącej na myśl świeżo wypraną i wysuszoną na słońcu pościel.W komplecie z buteleczką bardzo optymistyczny i zaskakująco trwały.




MAC Plumful.Uwielbiam ją i jest to kolejny kosmetyk,który towarzyszył mi przez cały wrzesień.Bardzo ładnie ożywia kolor ust,ale jednocześnie nie rzuca się w oczy i nie czuję się jakbym miałą napisane na czole "popatrzcie na jej superkolorowoneonowoodblaskowoagresywną szminkę ;)".

Maybelline błyszczyk Treat Me Sweet.Pomimo drobnych wad(słodki smak i fakt,że z opakowana natychmiast starły się drobinki) lubię go i używałam szczególnie często we wrześniu.Ładnie pachnie,jest gęsty i trwały.Przypomina mi trochę Lancome Juicy Tubes,ale 8 razy tańsze.Warto przetestować,dostępny jest spory wybór wariantów smakowych i kolorystycznych.



Essence korektor antybakteryjny(niestety górna część opakowania zaginęła w akcji,ale wiem że jest to odcień jaśniejszy z dwóch dostępnych).Nie jest idealny bo nie trzyma się na twarzy zbyt długo,ale dobrze radzi sobie z kryciem niedoskonałości.Jest gęsty i ma właściwości gojące.Z braku lepszych alternatyw stosuję go codziennie,kiedy tylko mam coś do ukrycia(a niestety najczęściej mam :( )

Garnier Roll-on przeciw cieniom pod oczami.Szykuję się do napisania oddzielnego posta na temat tego korektora,więc na razie powiem tylko że bardzo go lubię.



A jacy są wasi ulubieńcy września?

środa, 3 sierpnia 2011

Wakacyjna kosmetyczka Burn cz II: kolorówka


Oto tajemnice mojej wakacyjnej kosmetyczki z kolorówką :).Staram się bardzo ograniczać,jeżeli chodzi o pakowanie makijażu bo wiem,że większości rzeczy i tak nie użyję (szczególnie w gorącym klimacie,jeżeli jadę w chłodniejsze miejsca jest większa szansa że będę miała ochotę np. pomalować oczy).Jednak bez pewego minimum nie mogę się niestety obyć.Wiem,że dla niektórych z was to dużo,ale prawdziwe kosmetykomaniaczki pewnie mnie zrozumieją ;).



-Brintey Spears Fantasy.Zabieram je głowinie ze względu na małą buteleczkę i fakt,że zostało ich już niewiele (jakaś 1/3 z 30ml).Poza tym oczywiście uwielbiam ich zapach.Dodatkowo wezmę 1-2 małe próbki innych zapachów na wszelki wypadek.

-OPI My Chihuahua bites!.Moj ukochany lakier,to już drugie wakacje,jakie spędzamy razem :)

-Wibo różany zmywacz do paznokci w płatkach.Bardzo poręczne,kompaktowe opakowanie.Zobaczymy,jak się sprawdzi.

-składany pędzel kabuki Sigma.Świetny pędzel,idealny do nakładania podkładu mineralnego w podróży i nie tylko.

-podkład mineralny Pixie Cover de Luxe Cameo 2.Aktualnie mój ulubieniec w kategorii podkładów mineralnych.Przebił nawet Meow Flawless Feline.Ma idealny kolor-ciepły,żółty z brzoskwiniowymi tonami a dodatkowo bardzo dobrze kryje i jest lekki na twarzy.

-zestaw mini pilniczków i polerek Avon





-róż w musie Manhattan 39D Apricot.Bardzo ładny brzoskwiniowo-różowy kolor,arcy łatwa aplikacja przy pomocy palców i niewielkie rozmiary czynią z niego idealnego kompana podróży.Nie trzeba zabierać pędzelka do różu.Jest nietłusty i ma pudrowe wykończenie,nie trzeba go utrwalać sypkim pudrem i dobrze dogaduje się z podkładem mineralnym.

-miniaturowy rozświetlacz Benefit Hight Beam.Nie jest to mój ulubieniec,ale myślę że może się przydać.

- Amazing Cosmetics Amazing Concealer w kolorze Light Golden.Bardzo gęsty i dość mocno kryjący.Kolor nie jest dla mnie idealny ale i tak nie mogę za bardzo wybrzydzać-jak dotąd nie znalazłam lepszego :(

-Maybelline Pure Mineral korektor 03 Sand.Ten korektor jest fajny,ładnie kryje i nadaje się pod oczy ale niestety jest trochę za jasny.Niestety muszę brać dwa korektory i łączyć je bo samodzielnie żaden z nich nie spełnia moich oczekiwań w 100%.


Pędzelka Sigma E45 ze zdjęcia ostatecznie nie biorę ze sobą ;)



-Rimmel Lasting Finish 070 Airy Fairy.Pisałam o niej TU.To aktualnie mój ulubiony kolor,używam jej codziennie.Przebiła nawet MAC Angel.Świetny produkt!

-Rimmel Vinyl Gloss Fall in Love(numerek się starł niestety,ale nazwę pamiętam).Kupiony niedawno w rosmannowskiej promocji.Liczyłam na więcej koloru,ale błyszczyk jest praktycznie bezbarwny,ma tylko lekką poświatę.Nie mniej jednak jest to bardzo przyjemny produkt.

-Yves Rocher Coleurs Nature kredka do brwi 02 Cedre.Bezapelacyjnie najlepsza kredka do brwi,jakiej używałam.Ma odpowiednią konsystencję,jest trwała i świetnie się rozprowadza.Dołączony jest wygodny grzebyczek do układania brwi i rozcierania kredki.W promocji kosztuje około 25zł,co uważam za świetną cenę,szczególnie biorąc pod uwagę jakość.
TU pisałam o kolorze 03 Chatian,ale niedawno odkryłam że idealnym dla mnie kolorem (szarym,dość jasnym z domieszką chłodnego brązu) jest 02 Cedre kredka spełnia moje wymagania w 100%.Gorąco ją wam polecam.

-Makeup Forever Aqua Cream 13.Uniwersalny wodoodporny kremowy produkt do stosowania na całą twarz(ja zamierzam używać go jako cienia do powiek).
Miałam ochotę wypróbować Aqua Creamy już od dawna,jednak cena nieco mnie zniechęcała (110zł za sztukę :/).Wczoraj jednak,dzięki Kasi ze Sweet & Punchy,dorwałam w Sephorze na wyprzedaży zestaw dwóch Aqua Creamów 13 i 15(brąz-taupe,śliczny) i dwóch miniaturowych kredek Aqua Eyes.Zapłaciłam 90zł :).Nie dość,że oszczędziłam 20zł na jednym opakowaniu to jeszcze dostałam gratis drugie (oba są pełnowymiarowe !) i mini kredki.
Zestaw kosztował w cenie regularnej 220zł więc przecena wyniosła ponad 50%.Jeżeli tak jak ja czaicie się na Aqua Creamy to polecam zajrzeć do Sephory.


I to tyle.W normalnych okolicznościach wzięłabym jeszcze tusz do rzęs i zalotkę.Tym razem jednak mam przedłużone rzęsy(o całym doświadczaniu związanym z przedłużaniem rzęs metodą 1:1 napiszę wam za kilka tygodni) więc nie muszę ich tuszować.


Jakie są wasze must-have w wakacyjnej kosmetyczce z kolorówką?


poniedziałek, 13 czerwca 2011

Swatch me baby:Maybelline Dream Touch Blush 05 mauve + zapowiedź recenzji rzęs od KKCenter

  

2 tygodnie temu pisałam o nowym,kremowym różu Maybelline Dream Touch Blush.Dzisiaj przyszła pora na swatche i recenzje.


 Produkt jest zapakowany w mały,zgrabny,zakręcany słoiczek wykonany ze szkła podobny do poprzedniego kremowego(a dokładniej "musowego") róż Maybelline.
Kosztuje 33zł za 7,5g i jest dostępny w większości drogerii posiadających kosmetyki Maybellin w swojej ofercie.

Nowe dziecko linii Dream Touch nie ma już konsystencji piankowego musu,jest raczej kremowo-maślane.Rozprowadza się na skórze bardzo łatwo, o dziwo dobrze stapia się nawet z moim sypkim mineralnym podkładem.Dużym ułatwieniem jest fakt,iż można go nakładać palcami.Sprawdza się to w podróży a także,jak mi się wydaje przypadnie do gustu dziewczynom,które dopiero zaczynają swoją przygodę z makijażem i nie posiadają może jeszcze pełnego arsenału pędzli :).
Kolor 05 jest jednym z ciemniejszych(dwa pierwsze czyli 04 i 02 są bardzo bardzo jasne i podejrzewam,że na mojej,jasno-średniej karnacji nie byłyby widoczne w stopniu satysfakcjonującym)ale nałożony na skórę(i dokładnie roztarty) daje efekt bardzo subtelnego,naturalnego rumieńca.Nie sposób zrobić sobie tym kolorem krzywdę,nawet jeżeli posiadacie mniej wprawną rękę.W opakowaniu widać mikroskopijne drobinki,które jednak na skórze znikają bez śladu.


Niestety absolutnie nie jestem pod wrażeniem trwałości.Róż,pomimo utrwalenia go warstwą pudru sypkiego schodzi z policzków zdecydowanie zbyt szybko.
Jednak muszę zaznaczyć,że na mojej skórze makijaż(z wyjątkiem makijażu oczu) jest zazwyczaj bardzo nietrwały i być może problem z trwałością tego różu nie będzie was w takim stopniu dotyczył.Nie da się jednak ukryć,że inne produkty(także te w kremie jak MAC Cream Blush czy Manhattanowski róż w musie)wytrzymują znacznie dłużej.

Podsumowując,jestem zawiedziona trwałością ale efekt jaki można nim uzyskać jest na prawdę bardzo ładny.Nie skreślam tego różu,ale kupując go musicie zastanowić się po pierwsze nad odcieniem(niektóre mogą być zbyt jasne dla "przeciętnej użytkowniczki") a po drugie nad tym czy kiepska trwałość nie będzie wam przeszkadzać/czy wasza skóra nie ma tendencji do szybkiego "zjadania" makijażu.Najbardziej zadowolone powinny być posiadaczki suchej cery bo nawilżające i kremowa formuła produktu wydaje się być dla nich stworzona.


Jeszcze mały drobiazg(no właściwie nie taki mały :) ).Kilka tygodni temu dostałam propozycję współpracy od sklepu KKCenter z Hongkongu.Zaproponowali mi zrecenzowanie sztucznych rzęs (mogłam wybrać ulubione z na prawdę wielu rożnych modeli).Dzisiaj otrzymałam przesyłkę z rzęsami,które będę dla Was recenzować.Jestem bardzo podekscytowana bo nigdy jeszcze nie nosiłam sztucznych rzęs.Teraz czekam tylko na zamówiony na allegro klej i...zabieram się do roboty!
Przyszła do mnie też miniaturka High Beem Benefit kupiona na ebayu za grosze.Kiedyś miałam buteleczkę High Beema,której wkrótce po zakupie się pozbyłam,ale to było dawno temu i nie prawda :) więc postanowiłam dać mu kolejną szansę.



niedziela, 22 maja 2011

Przegląd nowości: Maybelline Dream Touch Blush


Krótki post informacyjny :).
Od jakiegoś miesiąca nerwowo odwiedzałam okoliczne Rossmanny  w poszukiwaniu tej nowości.Zdjęcie reklamowe było tak zachęcające,że oczywiście obudziła się we mnie potrzeba przetestowania(na potrzeby bloga,ach cuż za idealna wymówka dla kosmetykomaniaczki :) ).Poza tym,jak pewnie pamiętacie jestem wielką fanką kosmetyków Maybelline a ostatnimi czasy także kremowych róży.Wszystko to sprawiło,że na prawdę przebierałam nogami na myśl o pojawieniu się tego różu.
Dzisiaj wreszcie się doczekałam!

Maybelline Dream Touch Blush to według producenta róż o konsystencji kremowej pianki doskonale dopasowujący się do skóry.Efektem jest wrażenie delikatnego,naturalnego rumieńca.

Mus zamknięty jest w szklanym słoiczku o pojemności 7,5g.Mamy do wyboru 4 kolory,z których dwa są bardzo jasne i delikatne (02 Peach i 04 Pink) a dwa nieco mocniejsze( 05 Mauve i 06 Berry).
 Ja skusiłam się na 05 Mauve.
        

Wkrótce pojawią się na blogu swatche i recenzja.Z tego co zdążyłam na szybko zaobserwować konsystencja jest zupełnie inna niż poprzedniej wersji różu w musie.

Dream Touch Blush jest aktualnie w promocji w Rossmannie(za niecałe 26zł) i Superpharmie(za niecałe 28zł)


Jak Wam się podoba ta nowość?Wypróbujecie ją na własnej skórze(policzku :) )?

wtorek, 3 maja 2011

Recenzja: Maybelline Define a Lash Volume Waterproof


Dziś recenzja kolejnego tuszu Maybelline(jak już wspominałam moim zdaniem Maybelline to zdecydowany nr 1 jeżeli chodzi o tusze do rzęs).Define a Lash Volume kupiłam skuszona pozytywnymi recenzjami jednej z moich ulubionych Youtubowiczek.Nie próbowałam ani wersji zielonej, ani niewodoodpornej więc w tej kwestii nie mam porównania.

Tym razem producent obiecuje nam "zmysłową objętość bez grudek i równomierne rozprowadzenie tuszu na całej długości rzęs".
Jest to produkt z gumową szczoteczką o ostrych i dość krótkich włoskach(o tym,że włoski są ostre miałam okazję przekonać się kiedy nieuważnie wsadziłam sobie ową szczotkę do oka...ał :( ).Szczoteczka jest bardzo giętka.
Kolor wystarczająco czarny(ale mam wrażenie,że Colossal czy Lash Stilleto są bardziej czarne)konsystencja rzadka,początkowo nawet troszkę za rzadka ale po kilku tygodniach sezonowania ;) staje się w miarę ok(choć ja wolę raczej bardziej gęste tusze,dają lepsze rezultaty na moich rzęsach).



Tusz,zgodnie z tym czego spodziewałam się po szczoteczce i konsystencji ładnie rozdziela i znacząco wydłuża rzęsy.Jednak efektu pogrubienia specjalnie nie widzę.Z resztą oceńcie same:


Rzęsy wyglądają ładnie,na pewno nie można mu zarzucić że "nic nie robi" jednak bardziej odpowiada mi efekt wydłużenia I pogrubienia do uzyskania np. przy użyciu Maybelline Lash Stilleto.
Trwałość jak zwykle wzorowa,zero kruszenia się czy rozmazywania.

Dla kogo jest Maybelline Define a Lash Volume?Moim zdaniem dla tych z was,które potrzebują mocnego wydłużenia i lubią rozdzielone,nieco bardziej naturalne rzęsy.Nie żałuję zakupu,ale nie jest to mój HG wśród tuszy.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Recenzja: Maybelline Lash Stiletto Waterproof


Po dobrych doświadczeniach z Lash Stiletto Volume postanowiłam wypróbować jego poprzednika i tym razem w wersji wodoodpornej.
Producent obiecuje mocne wydłużenie i rozdzielenie rzęs.Zazwyczaj nie wybieram tuszy wydłużających bo bardziej zależny mi na pogrubieniu moich rzadkich rzęs,pochodziłam więc do Stiletto dość sceptycznie.Okazało się,że niepotrzebnie!
Tusz bardzo wydłuża ale,co zaskakujące,także pogrubia rzęsy(i to lepiej niż Stiletto Volume!).Konsystencja średnia,czyli nie za gęsta ani nie za rzadka.Nie mam problemu ze sklejaniem.
Szczoteczka ma dość typowy kształt dla tuszu wydłużającego,jest stożkowata,średnio gęsta i dość wąska.Włoski grube i o różnej długości.Wygodnie się nią operuje.W przeciwieństwie do Stiletto Volume,szczoteczka nie jest zakrzywiona.



Efekt na rzęsach?Bardzo mi się podoba!
Tusz stał się moim ulubionym,zaraz po Colossal Volume.Jak każdy wodoodporny dobrze utrzymuje kształt po zastosowaniu zalotki.Trwały,całkowicie wodoodporny,nie kruszy się.Polecam.

sobota, 26 lutego 2011

Który mam wybrać?: tusze do rzęs Maybelline Volum' Express


Dzisiaj mała "wojna" tuszów do rzęs :).
Nowy tusz to coś,co zawsze z wielką radością wypróbuję a szczególnie jeżeli wyszedł spod ręki Maybelline,mojego absolutnego faworyta w tej kategorii,zarówno ze średnio-niskiej jak i najwyższej półki cenowej(dobra wiadomość :),tusze które można naleźć w Sephorze czy Douglasie za ponad 100zł w większości przypadków nie mogą konkurować jakością,trwałością i efektem jaki dają na moich rzęsach produkty Maybelline ).Jakkolwiek nie brzmiałoby to jak rodzaj ukrytej reklamy,zapewniam że w mim przypadku to 100% prawda.Oczywiście jest to zdanie subiektywne,ale będę się go trzymać(chociażby dla zdrowia mojego portfela :D)

W dzisiejszym poście role główne zagrają najnowsze tusze z linii Volum' Express czyli żółty Collosal Volum' , fioletowy The Falsies i świeżutka,ciepła jeszcze nowość-koralowy One By One.Wszystkie z nich poza promocjami mają cenę w granicach 30zł w większości sieciowych drogerii i pojemność zbliżoną do 10ml.Wszystkie w kolorze czarnym,dwa pierwsze w wersji wodoodpornej oprócz One By One bo jako nowość wersji wodoodpornej się jeszcze nie doczekał...
No właśnie,tu konieczne jest małe wytłumaczenie.Odkąd zaczęłam w ogóle malować rzęsy omijałam tusze wodoodporne szerokim łukiem.Taki stan rzeczy trwał do grudnia kiedy to odkryłam połączenie,które zrewolucjonizowało wygląd moich rzęs a mianowicie duet tusz wodoodporny+zalotka.O wspaniałych właściwościach wersji wodoodpornych dowiedziałam się oczywiście z najwspanialszego źródła wiedzy wszelakiej ;) czyli Youtube'a.Wypróbowałam,przeprosiłam się też z zalotką którą porzuciłam ze względu na krótkotrwały efekt,połączenie okazało się strzałem w dziesiątkę.
Moje proste jak druty oklapnięte rzęsy zostają pięknie podkręcone przez cały dzień,oko jest otwarte,całość wygląda zupełnie inaczej.D bonus stanowi brak rozmazanego czy pokruszonego tuszu pod koniec dnia (mam niestety nieprzyjemność posiadania łzawiących niemalże w każdych warunkach oczu).Wszystkim posiadaczkom prostych i trudnych do podkręcenia rzęs zdecydowanie polecam wypróbowanie tego sposobu.

Zanim przejdę do sedna czyli do porównania podaję jeszcze garść informacji czyli mój profil jako recenzentki tuszy do rzęs ;)
Natura niestety nie obdarzyła mnie pięknymi firankami,mam cienkie,proste,rzadkie i dość jasne rzęsy.Są one owszem raczej dłuższe niż krótsze,ale bez tuszu praktycznie niezauważalne.Abyście w pełni mogły zaobserwować efekt before i after załączam zdjęcia moich nagich rzęs :D


Lubię tusze mocno pogrubiające,dające jak najwyraźniejszy i jak najmocniejszy efekt-podkreślenie rzęs to podstawa,szczególnie jeżeli wyjściowo nie dysponuje się najbardziej oszałamiającym materiałem.
Lubię zarówno silikonowe jak i klasyczne szczoteczki.Jak zdążyłam zauważyć jestem chyba jedną z nielicznych użytkowniczek tuszów,którym specjalnie nie przeszkadza sklejanie rzęs.Oczywiście,nie chciałabym z jedną sklejoną rzęsą ale drobne sklejanie nie wywołuje u mnie paniki.Może też dla tego,że jak widać na zdjęciach ,moje rzęsy naturalnie rosną w taki sposób że nachodzą na siebie i sklejania ciężko jest uniknąć.

Na pierwszy ogień idzie The Falsies, drugi w kolejności tusz w tej kolorowej linii.Posiada dość długą i wąską szczoteczkę wygiętą łyżeczkowato trochę na kształt tych,które znajdziemy u tuszy mających podkręcać rzęsy.Czy rzeczywiście tak to działa nie wiem,ale szczoteczka Falsies jest zdecydowanie udana.Jej wyprofilowanie ułatwia pokrycie rzęs na całej długości powieki i okazuje się zaskakująco wygodna w malowaniu dolnych rzęs.Szczoteczka tradycyjna o przeplatających się włoskach różnej długości.


Wygodnie aplikuje się na rzęsy,dobrze je pokrywa a konsystencja nie jest ani za rzadka ani grudkowata czy gęsta.Efekt jaki uzyskujemy to pięknie rozdzielone,podkręcone i wydłużone rzęsy.Pogrubia,ale nie dramatycznie.Ma najmniejsze tendencje do sklejania.
Jestem bardzo zadowolona z efektu ,ale oceńcie same:



Następny w kolejce jest żółty Colossal Volum' czyli pierwszy tusz z kolorowej serii.Odkąd pojawił się w drogeriach,jego niewodoodporna wersja stała się moim ulubieńcem,zawsze obecnym w kuferku.Zużyłam 4 buteleczki.Za wersją wodoodporną również przepadam,postaram się za jakiś czas zrobić porównanie pomiędzy tymi dwoma tuszami.
Acha,muszę zaznaczyć że egzemplarz użyty do porównani jest troszkę starszawy ;) i zaczyna wysychać stąd większa tendencja do sklejania rzęs(ale zaręczam,że w rzeczywistości kiedy nie jest to pokazane na zdjęciu w dużym zbliżeniu,obnażającym wszystkie niedoskonałości, nie jest to aż tak dramatycznie widoczne).
Szczoteczka Colossal należy do mojego ulubionego rodzaju, jest wielka,pękata i ma gęste włoski równej długości.Taka szczoteczka zazwyczaj zapowiada sukces.

Colossal jest najbardziej gęstym tuszem ze wszystkich.Najbardziej pogrubia, ale podkręca mniej niż Falsies.Efekt jest najbardziej widoczny i najbardziej dramatyczny.Tusz sprawia też wrażenie bardziej czarnego niż jego fioletowy brat (wodoodporny Collosal jest bardziej czarny od niewodoodpornego)


Czas na najmłodsze dziecko Maybelline czyli One By One,który pojawił się w sklepach zaledwie kilka dni temu.Z zadowoleniem zauważyłam,że dostępny jest też kolor brązowy i szary,dobra wiadomość dla miłośniczek tuszów w alternatywnych kolorach.
Niewodoodrponość stawia One By One automatycznie w nieco gorszej pozycji,ale zobaczcie same.
Szczoteczka w tym wypadku jest silikonowa,dość duża i pękata.Najeżona malutkimi,krótkimi włoskami co zapowiada tusz dobrze rozdzielający i rozczesujący nawet najkrótsze rzęsy.


Tusz jest najbardziej rzadki,co jest z resztą dość zrozumiałe,tusze o niewodoodpornej formule zazwyczaj są nieco rzadsze.taka konsystencja powoduje,że moje cienkie rzęsy opadają niestety i efekt działania zalotki zostaje w mniejszym lub większym stopniu welowany.Tusz zdecydowanie jednak ma potencjał.Bardzo ładnie rozdziela i rozczesuje rzęsy,wydłuża i pogrubia-słowem pełen serwis.Prognozuję oszałamiający efekt w przypadku wersji wodoodpornej na którą z niecierpliwością czekam i na pewno zrecenzuję,jak tylko się pojawi.


Podsumowując: kolorowe tusze z linii Volum' Express są moimi absolutnie ulubionymi.Jeżeli szukasz tuszu który podkręca,wydłuża może spodobać Ci się efekt jaki daje The Falsies.Jeżeli wolisz bardziej dramatyczny efekt i znaczące pogrubienie wybierz Colossal Volum'.Jeżeli jesteś fanką silikonowych szczoteczek,masz raczej krótkie rzęsy i szukasz tuszu,który ładnie je rozdzieli i zintensyfikuje powinnaś polubić One by One.
Ja osobiście lubię wszystkie trzy,ale gdybym miała pozostać przy jednym prawdopodobnie wybrałabym Colossal.
A który jest waszym ulubionym?Jakie macie doświadczenia z tuszami Maybelline?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...