Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Floslek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Floslek. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 maja 2013

Przegląd półki łazienkowej, oczyszczanie, demakijaż i pielęgnacja twarzy.



Dziś mam dla was krótką recenzję zbiorczą produktów, które w ostatnim czasie goszczą lub gościły na mojej półce. Kategoria: pielęgnacja twarzy.


Żele do mycia twarzy. Nie mogą nadmiernie wysuszać, ostatnio polubiłam także te z delikatnym peelingiem. O tak, zdecydowanie potrzebuję regularnego ale za razem delikatnego peelingu. Polubiłam też bardzo peelingujące płatki kosmetyczne, ale do rzeczy....



AA Pielęgnacja Młodości 18+ Peelingujący żel do mycia twarzy. Bawi mnie nie co klasyfikowanie żelu do mycia twarzy jako produktu przeznaczonego dla konkretnej grupy wiekowej. Taka tendencja jest często spotykana, większość żeli jest adresowana do nastolatek. Bo starsze kobiety to co? Pewnie nie myją twarzy ;).
Sam produkt bardzo przyjemnie pachnie, trochę perfumeryjnie i elegancko. Drobinki są delikatne, ale zdecydowanie są. Używam go kilka razy w tygodniu ale spokojnie możnaby używać go codziennie. Delikatne usuwa martwy naskórek, ale nie jest to rzecz jasna agresywny ścierak. Nie ściąga mojej podatnej na to skóry.

Synergen Pianka do mycia twarzy Sweet Touch. Lubię pianki do mycia twarzy, szkoda że tak mało ich ostatnio na półkach. Ta konkretna nie rzuciła mnie na kolana. Pachnie bardzo słodko i sztucznie, ale jest to przyjemny zapach. Z gatunku landrynkowych.
Konsystencja jest bardzo lekka, pianka szybko znika podczas aplikacji. Używam na raz 2-4 pompek co sprawia, że produkt ma umiarkowaną wydajność. Nie ściąga skóry. Taki przeciętniak, na dodatek jest dość droga (10zł) jak na rossmannowski produkt. Nie kupię ponownie.

AA

Synergen

Płyny micelarne. Są dla mnie nieodzownym elementem oczyszczania, zmywam nimi makijaż twarzy (niestety tuszu wodoodpornego nie ruszają) a ostatnio używam ich też rano zamiast żelu do mycia twarzy. Lubię kiedy micel jest łagodny i nie pozostawia tłustej warstwy. Ładny zapach mile widziany.


Floslek Płyn micelarny do cery wrażliwej. Bardzo lubię kosmetyki Floslek, nie raz pozytywnie mnie zaskoczyły jakością i działaniem. Niestety ten płyn zupełnie mi nie odpowiada. Podrażnił mnie, skóra po przemyciu piecze mnie przez dłuższy czas :(. Robiłam do niego kilka podejść, ale za każdym razem sytuacja się powtarzała.
Jest bezzapachowy i nie pozostawia lepkiej warstwy.


Eveline Hydra Expert Płyn Micellarny. Łagdony, bezzapachowy. Nie podrażnia oczu ani twarzy. Jest ok, cena atrakcyjna (poniżej 10zł). Wolałabym jednak chyba, żeby miał jakiś zapach.

Bielenda Esencja Młodości Nawilżający Płyn Micelarny. Ostatnio ulubiony. Bardzo dobrze oczyszcza , odświeża lepiej od Eveline i nie piecze w oczy. Brak jakiejkolwiek nieprzyjemnej warstwy, nie trzeba go zmywać. Bardzo ładnie pachnie. Kupię na pewno.

W kolejce na przetestowanie czekają dwa płyny micelarne AA i jeden Lirene.

Floslek

Eveline

Bielenda


Bez płynu dwufazowego nie istnieje dla mnie demakijaż. Lubię testować różne, ale zazwyczaj wracam z podkulonym ogonem do Garniera dla wrażliwej skóry. Większość innych niestety albo podrażnia albo nie zmywa tuszu wodoodpornego, albo obie te rzeczy na raz.
 Płyn dwufazowy Floslek dobrze poradził sobie z usunięciem grubej warstwy tuszu, jest bardzo mało tłusty ale niestety bardzo podrażnił mi oczy. Szkoda bo zmywa makijaż oczu na prawdę szybko.

Floslek


W kategorii kremów do twarzy lubię mieć wybór i mam zazwyczaj przynajmniej dwa. Na dzień i na noc, ale najczęściej krem na dzień występuje na półce w kilku odsłonach. Krem pod ozy to absolutny must-have!

Ziaja Sopot krem brązujący relaksujący lubię nie tylko za delikatną opaleniznę, ale i za to że to jeden z lepszych nawilżaczy jakie znam. Bardzo lubię używać go na noc, budzę się z wypoczętą i nawilżoną buzią w zdrowym kolorze. Pod makijaż również dobrze się nadaje. Opalenizna jest delikatna i równomierna. Świetny krem. Pachnie bardzo przyjemne, jak cała seria Sopot. Cena rewelacyjna.

Jego kuzyn Ziaja krem opalizujący w wersji do cery tłustej i mieszanej również uważam za udany. Czasami sprawdza się lepiej a czasami gorzej (w zależności od stanu mojej skóry) ale nawilża i rzeczywiście rozświetla. To takie fajne rozświetlenie, nie brokat a delikatne złociste opalizowanie. Nie wiem, czy spodobałby się jednak posiadaczkom bardzo tłustej skóry bo może podkreślać problem. Kolejny krem, który prześlicznie pachnie, ale inaczej niż brązujący. Taki zapach miały kiedyś inne kremy do twarzy Ziaja. Nie mogę jednak przypomnieć sobie, jak się nazywały.

Krem rozświetlająco-nawilżający Corine di Farme kupiłam, bo słyszałam same dobre rzeczy o tej marce. Trudno je gdzieś znaleźć, ja swój kupiłam w Hebe ale podobno je  stamtąd wycofują. Kosztował 20zł, co uważam za całkiem dobrą cenę biorąc pod uwagę naturalny skład. Nie jestem, jak wiecie, maniaczką kosmetyków organicznych, ekologicznych itp. Ten krem jest po prostu ok. Ma lekką, ale nawilżającą konsystencję. Nadaje się pod makijaż. Podoba mi się zapach (identyczny jak brązujący krem Sopot) i wygodna pompka. Raczej nie kupię ponownie, nie zachwycił mnie ale jest to zdecydowanie solidny kosmetyk.

AA Energia Młodości 30+ Krem na pierwsze zmarszczki na noc. Nigdy nie byłam wielką fanką AA, ale zaczyna zmieniać zdanie. Krem kupiłam, bo szukałam czegoś fajnego na noc a ten miał dobrą cenę (sporo poniżej 20zł). Rzeczywiście, jest odżywczy i bardzo dobrze wpływa na kondycję skóry twarzy. Zauważam różnicę szczególnie, kiedy użyję go wracając do domu nad ranem. Po obudzeniu twarz wygląda na dużo bardziej wypoczętą niż ja sama ;). Pachnie bardzo przyjemnie. Jest treściwy, ale nie bardzo tłusty. Spełnia moje oczekiwania dotyczące kremu na noc, nie mam co prawda jeszcze zmarszczek ale i tak widzę pozytywny działanie na kondycję skóry. Nie podoba mi się tylko masywny słoiczek, nie mieści mi się do szufladki na półce łazienkowej. Dodatkowo jest bardzo plastikowy i po prostu brzydki.

Zadowolona z kremu na noc, kupiłam jego kolegę pod oczy. Krem pod oczy nawilżająco-wygładzający jest jednym z lepszych, jakich używałam. Zaraz obok Floslekowego kremu pod oczy na dekolt i szyję. Jest odpowiednio treściwy, nawilża i chroni moją suchą skórę pod oczami. Dodatkowym plusem jest cena. Bardzo fajny krem.

Lirene Folacyna Intense 30+ z tego samego przedziału cenowego i wiekowego sprawdza się dużo gorzej. Jest za lekka, zaraz po nałożeniu go na powieki mam ochotę nałożyć kolejną warstwę. Zużyłam już ten krem i na pewno do niego nie wrócę.


AA

Sopot opalizujący

Sopot brązujący

Corine di farme

A jakie ciekawostki do pielęgnacji twarzy znajdują się obecnie na waszych półkach?

wtorek, 1 stycznia 2013

Ulubieńcy grudnia i roku 2012

Pora na małe podsumowanie. Zebrałam listę ulubieńców, jak co miesiąc, a dodatkowo małe podsumowanie roku. Wiem, że na pewno o niektórych produktach zapomniałam, ale trudno. Jest to więc zbiór dość luźny, o niektórych kosmetykach pisałam często o innych rzadziej ale zarówno jedne, jak i drugie wyjątkowo zapadły mi w pamięć w minionym roku.

Ulubieńcy grudnia


W grudniu nie rozstawałam się z Guerlain Meteorites 01, różem Flormar (z duo P115) oraz starą dobrą pomadką Bebe intensywna pielęgnacja. Ulubioną bazą była Hean Stay On, której prawie codziennie towarzyszył Eyeliner L'oreal Super Liner (Liner Intense) Carbon Gloss. Polubiłam też kombinację odżywki do rzęs Eveline Advance Volumiere (pięknie wydłuża ale prostuje podkręcona zalotką rzęsy, ponieważ jednak mój eyeliner nie współpracuje dobrze z zalotką, byłam i tak skazana na proste rzęsy ;) ) + Eveline Big Volume Lash Waterproof + Maybelline Illegal Lenghts Waterproof (sam w sobie średni tusz, w wersji wodoodpornej niedostępny w Polsce). Nadal mam bardzo suche usta, dla tego jedynym kolorowym produktem, jaki byłam w stanie na nich znieść był mój ukochany stain YSL w kolorze 12.
Jeżeli chodzi o perfumy, to nadal wysączam ostatnie krople Kenzo Flower.


Ulubieńcy i odkrcia 2012


YSL Rouge pour couture glossy lip stain. To jeden z niewielu produktów, w których nie zmieniłabym nic (no, może oprócz ceny :) ). Absolutnie idealne połączenie błyszczyka, pomadki i tinta. Kupiony w marcu nr 12 już ledwo zipie, dlatego korzystając z sephorowej super zniżki kupiłam kolejną czerwień, tym razem bardziej klasyczną nr 9. Gdybym miała wybrać jednego ulubieńca 2012, na pewno byłaby to ta pomadka.


Inglot. Marka, która powróciła do moich łask w tym roku. Świetne cenie, produkty do ust, niezawodne bibułki matujące.


Benefit Hervana za to, że można nią wyczarować zdrowy i świeży rumieniec, róż (a właściwie bronzer) Anabelle Minerals w kolorze Honey, który świetnie ociepla buzię. Prasowany puder Bell 2 Skin Pocket Mat detronizuje wszystkie prasowańcem, jakie znam. Jakość wysokopółkowa za mniej niż 20zł! Make Up For Ever Full Cover, to korektor na który zawsze mogę liczyć. Supertrwały, bardzo kryjący a jednocześnie świetnie stapiający się z cerą. Niedawno zaczęłam drugie opakowanie.
Na wspomnienie zasługuje również mój najukochańszy MAC Warm Soul (obecny już jednak tylko duszą a nie ciałem bo się jakiś czas temu skończył ).


L'oreal Super Liner nie jest może 100% ideałem, ale jest bardzo czarny i bajecznie prosty w obsłudze. Sephora Smoothing & Brightening concealer to najlepszy jak do tej pory rozświetlacz okolic oczu, szczególnie kolor 02. Eveline Big Volume Lash Waterproof na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. Już go nie oddam :)


Szampon Wszechczasów, czyli morelowy Garnier dla dzieci, odżywka do skóry głowy i włosów Jantar oraz olejki Alterra to ulubieńcy w kategorii pielęgnacji włosów. Garnier Skóra wrażliwa płyn do demakijażu 2w1 znakomicie radzi sobie z tuszem wodoodpornym a krem Floslek Be Eco pod oczy i na szyję rewelacyjnie nawilża okolice oczu. Masełka do ust Nivea pokochałam za wygodne i ładne puszeczki i skuteczność. Ulubiona maseczka to The Body Shop Warming Mineral Mask. Zużyłam już dwie tubki i na pewno będą następne. Maska ładnie zwęża pory i oczyszcza twarz, szczególnie nałożona podczas kąpieli.


W kategorii lakierów do paznokci królowało oczywiście Essie. Oprócz sztandarowych korali, bardzo lubiłam nosić kobaltowy niebieski i cielaki w stylu Essie Sand Tropez.


Uwielbiałam zalotkę MAC oraz trzy syntetyczne pędzelki do oczu Sedona Lace.


Ulubiony zapach był niezwykle trudny do wytypowania, ale najczęściej nosiłam Moschino Hippy Fizz. Czysty, optymistyczny i bardzo trwały.


Oczywiście, nie mogę zapomnieć o świecach i woskach Yankee Candle, które umilały mi większość z 366 dni 2012 roku :).

Jakie były wasze ulubione kosmetyki ubiegłego miesiąca i ubiegłego roku?

poniedziałek, 1 października 2012

Ulubieńcy września



Wrzesień minął ekspresowo i ani się obejrzałam a tu mamy już październik. W ubiegłym miesiącu najczęściej używałam:

-Nivea Pure Effect All-in-1 Żel-peeling-maska. Lubię mieć takie produkty pod ręką, przy wannie. Kiedy niespodziewanie ;)  najdzie mnie ochota na peeling albo maseczkę mogę ją zrobić nawet w 2-3 minuty podczas porannego prysznica. Niveowy all-in-one przyjemnie pachnie, delikatnie ściera i rzeczywiście nadaje się do stosowania jako maseczka dzięki zawartości glinki. Sprawdził się także podczas wekeendowego wyjazdu. Trzeba jednak uważać, żeby nie przesadzić i nie stosować go często przez dłuższy czas bo może wysuszyć.

-Floslek Krem Regerenacyjny. Działa kojąco, ma przyjemną masełkowatą ale nie tłustą konsystencję i bardzo dobrze nawilża nie powodując nadmiernego błyszczenia się. Opakowanie higieniczne i wygodne, ale niestety zajmuje sporo miejsca w kosmetyczce.

-Too Faced Natural Eye Palette. Paletka, którą wałkuję bez przerwy od ponad półtora roku i ciągle nie mam dość. W tym miesiącu znów używałam jej intensywnie.

-MAC Plumful. Dla mnie to takie my lips but better. Przepadam za tą pomadką, o czym pisałam wam nie raz. Szczególnie dobrze wpisuje się w jesienny klimat.

-Essie Sand Tropez. Kolejny miesiąc mi towarzyszy, zużyłam już połowę butelki co dla lakieromaniaczki posiadającej -dziesiąt lakierów jest nielada wyczynem.

-Essie Luxedo przez cały wrzesień gościł na moich paznokciach u stóp

-Essence Better Than Gel Nails Top Coat. Całkiem niezły i niedrogi top. Czytając recenzje spodziewałam się rewelacji, takich rewelacji nie ma ale produkt jest całkiem fajny i szybko schnie.

-Benefit Hervana po raz kolejny

-Bibułki matujące Inglot. Absolutnie najlepsze


We wrześniu zużyłam do cna Gucci Rush :(. Na szczęście jednak dostałam w prezencie Lancome Hypnose i mogłam pocieszyć się nimi po rozstaniu z Rushem.


Jacy są wasi ulubieńcy miesiąca?





piątek, 14 września 2012

Po czwarte: Dbaj o skórę wokół oczu

Kolejna odsłona Dekalogu zdrowej skóry Floslek. Jedna z najważniejszych bo dotyczy dbania o wrażliwą skórę wokół oczu.


"Kremy pod oczy i kremy do twarzy mają różne pH, dlatego nie powinno się ich stosować zamiennie. Dobrze dobrany preparat pod oczy i odpowiednio wykonany delikatny masaż skóry w trakcie aplikacji zapobiegają powstawaniu zmarszczek.
Skóra w okolicach oczu wymaga szczególnej pielęgnacji. Przede wszystkim powinniśmy ją prawidłowo oczyszczać specjalnymi preparatami. Bardzo ważny jest również odpowiedni dobór preparatu pielęgnacyjnego uwzględniającego specyfikę tego obszaru skóry. Powinien on nawilżać i ujędrniać skórę, a także łagodzić podrażnienia, regenerować i chronić ją przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi – radzi dr Henryka Dąbrowska."


Mam mieszaną cerę, ale nie przepadam za bardzo lekkimi kremami. Szczególnie w przypadku pielęgnacji skóry okolic oczu. Tym czasem na półkach aż roi się od lekkich kremów, które obiecują że będą szybko się wchłaniać i nie pozostawią tłustego filmu. Cóż jednak z tego, skoro ja takiego właśnie ochronnego filmu pod oczami potrzebuję. Znazałam kilka całkiem fajnych, bardziej nawilżających kremów (min. Floslek pod oczy do skóry wrażliwej, o którym już wcześniej pisałam) jednak żadne nie był idealny. Niektóre podrażniały, inne były mało wydajne a jeszcze inne nieco za drogie (np. Dermika z kwasem hialuronowym).
Myślałam już, że będę musiała zdecydować się na krem 60+ ;). W końcu jednak trafiłam na krem idealny, Floslek znowu potwierdził, że zasługuje na miano mojej ulubionej polskiej firmy.
Bio-certyfikowany krem pod oczy, na dekolt i szyję z serii Be Eco wreszcie spełnił wszystkie moje oczekiwania, jeżeli chodzi o pielęgnację skóry wokół oczu.


Ma bardzo gęstą, maślaną konsystencję. Dobrze się wchłania i dogaduje się z produktami do makijażu, ale jednocześnie pozostawia ochronny nawilżający film. Jest bardzo wydajny, wystarczy na prawdę odrobinka. Smaruję nim tylko okolice oczu, na szyi i dekolcie lepiej sprawdzają się u mnie kremy, których używam do reszty twarzy. Myślę jednak, że posiadaczki suchej lub nieco bardziej dojrzałej cery polubią go również do pielęgnacji dekoltu i szyi (co potwierdza moja mama, która również kupiła sobie ten krem).
Dodatkowym plusem jest bardzo dobry, naturalny skład.
Niezbyt podoba mi się ciężki słoiczek. Nakrętka jest plastikowa i mało elegancka a srebrna obwódka ściera się natychmiast. Są to jednak jedyne aspekty, do których mogę się przyczepić. Krem kosztuje ponad 30zł/50ml, ale biorąc pod uwagę wydajność na prawdę nie można go nazwać drogim.

Zdecydowanie polecam, mój ulubiony krem pod oczy! Wreszcie coś co na prawdę nawilża.

Ocena: 6-


sobota, 11 sierpnia 2012

Dekalog zdrowej skóry: VII Złuszczaj i nawilżaj ciało


Pora na pierwszą odsłonę Dekalogu zdrowej skóry Floslek. Ponieważ uwielbiam wszelkiego rodzaju peelingi postanowiłam zacząć właśnie od recenzji produktu złuszczającego.


"Peeling połączony z masażem całego ciała powinniśmy wykonywać co najmniej raz w tygodniu.  Gdy pozbędziemy się zrogowaciałego naskórka i  pobudzimy  krążenie, nasza skóra lepiej przyswoi składniki aktywne zawarte w kosmetykach pielęgnacyjnych.
 Usuwając stare, obumarłe komórki, pobudzamy skórę do szybszego tworzenia nowych komórek. Dzięki wykonywanemu podczas peelingu masażowi poprawia się ukrwienie skóry, a tym samym jej odżywienie - przez rozszerzone naczynia krwionośne dociera do skóry więcej tlenu i składników odżywczych. Gdy po peelingu nakładamy kremy i balsamy, składniki w nich zawarte mają szansę szybciej i skuteczniej wniknąć w skórę – podpowiada dr Henryka Dąbrowska"

Mało jest tak przyjemnych rzeczy, jak miękka i gładka skóra po porządnym peelingu. Ponieważ mam tendencje do wrastania włosków regularne złuszczanie skóry traktuję bardzo serio. Oczywiście, nie zawsze udaje mi się zabrać do tego wystarczająco często, ale dobry peeling zdecydowanie działa zachęcająco.
Przetestowałam już sporo różnych produktów i do tej pory najbardziej podobały mi się peelingi cukrowe oraz solne. Granulki cukru i soli rozpuszczają się podczas masażu (i nie gromadzą się w wannie) a produkt pozostawia na skórze ochronną tłustą warstwę. Taki oliwkowy film nie każdemu się spodoba, ale jako posiadaczka suchej skóry z przyjemnością witam każde dodatkowe nawilżenie.

Do recenzji w ramach Dekalogu otrzymałam peeling solny Be-ECO. Kosmetyk zamknięty jest w sporym, ładnym słoju zawierającym 420ml peelingu. Dodatkowo słoik osłonięty jest kartonikiem. Kosztuje około 37zł i jest dostępny np. w Superpharmie. Cena jest jak na peeling dość wysoka, ale po przetestowaniu go muszę powiedzieć, że jest to absolutnie rozsądna cena biorąc pod uwagę wydajność, dobry skład i działanie jakie oferuje. Tak czy siak większość lepszych peelingów tego typu ma podobną cenę (patrz Yves Rocher czy Organique).




Konsystencja odzwierciedla skład. Mamy tu liczne kryształki soli zawieszone w olejku. Łatwo nabiera się go na rękę, ale trzeba uważać żeby "zgarnąć" zarówno kryształki, jak i oliwę bo ona lub się troszkę oddzielać. Masaż peelingiem jest bardzo przyjemny, sól się rozpuszcza a na skórze pozostaje na prawdę spora ilość nawilżającej oliwy. Będzie to świetna propozycja dla tych z was, które nie zawsze mają cierpliwość żeby użyć po peelingu balsamu- oliwka tak dobrze natłuszcza skórę, że zwyczajnie nie jest to potrzebne (i mówię to ja, która ma zdecydowanie suchą skórę :) ).
Zapach jest bardzo delikatny, cytrynowo-oliwkowo słony. Nie jest nieprzyjemny ale szczerze mówiąc chętnie widziałabym jakąś inną wersję zapachową.
Po wyjściu z wanny skóra jest bardzo gładka, bardzo miękka i nawilżona. Działanie na prawdę super. Peeling należy do mocnych, także jeżeli macie bardzo wrażliwą skórę zalecam ostrożność. Oczywiście, z powodu zawartości soli nie jest najlepszym pomysłem peelingowanie zadrapań i ranek ;).

Skład świetny, spodoba się fankom prostych, naturalnych kosmetyków. Spora część składników jest certyfikowana.



Peeling jest na prawdę super. Będzie miłym produktem do rozpieszczania samej siebie lub efektownym prezentem. Myślę, że skuszę się na ponowny zakup. Gdyby tylko jeszcze miał nieco bardziej apetyczny zapach....

Ocena: 5

Ps. W kwestii nawilżania ciała nadal polecam masła Floslek. Moja miłość do nich nie osłabła, ostatnio używam ich też do pielęgnacji stóp i rąk.

wtorek, 3 lipca 2012

Ulubieńcy czerwca


Ufff.... i już po czerwcu. Minął mi dość intensywnie i cieszę się na chwilę odpoczynku, która mnie czeka (za tydzień opuszczam was i wybywam na sześciodniowe wakacje). Pora na zestawienie produktów, których najczęściej używałam w tym miesiącu.

-OPI Tasmanian Devil Made Me Do It. Jak wiecie, to mój sprawdzony i ukochany ulubieniec.

-Lancome Rouge in Love 165M. Świetna czerwień i generalnie świetna pomadka, jestem bardzo zadowolona z zakupu i rozmyślam nad kolejnym kolorem.

-Bell Rouge 2 Skin 054. Łatwy w obsłudze, zawsze pasuje do tego co mam na oczach bez względu na kolor.

-Sarah Jessica Parker Lovely. Kocham ten zapach a ponieważ skończyłam ostatnią buteleczkę jakieś dwa lata temu postanowiłam zaopatrzyć się w nową bo coraz rzadziej widuję je na allegro (nie mówiąc już o sklepach) i obawiam się, że niedługo może zniknąć na amen. Lovely to delikatny (ale trwały) zapach czystej, wypielęgnowanej skóry. Bardzo bardzo mój.

-Masło Floslek Czekolada i Wanilia. Pisałam już o nim nie raz, w tym miesiącu z przyjemnością używałam go do pielęgnacji stóp i rąk. Jest na prawdę treściwe i odżywcze wiec świetnie się do tego nadaje.

-Lush Dark Angels Fresh Facial Cleanser. Nadal w fazie testowania, ale chyba się polubiliśmy. Zabójczo pachnie, trochę jak mocna herbata Earl grey. No i ta nazwa :)

-moje paletki Inglot. Używane w czerwcu dość intensywnie, szczególnie 419P, 402P, 399P i 342M. 419 P to absolutnie genialna oliwka, która narobiła mi apatytu na zielenie na oczach :)
Muszę też zwrócić honor AMC Shine 118. Nie dogadywał się z bazą Hean ale na Make Up For Ever Aquacream 13 i MAC Bare Study wygląda świetnie. Cofam zarzuty co do braku pigmentacji. Był to cień, którego używałam praktycznie codziennie. Przepięknie opalizuje.



sobota, 25 lutego 2012

Ulubieńcy lutego



Koniec miesiąca znów nadchodzi znienacka :).Czas na ulubieńców miesiąca.

1.Luty na paznokciach upłynął od znakiem brokatu,flakies i innych efektów specjalnych.Oprócz tego często nosiłam ciemnoróżowe różowe pazurki.Na zdjęciu My Secret 104 i OPI Pink Flamenco.

2.Yves Rocher krem regenerujący Pure Calendula.Ma konsystencję gęstego masła do ciała,działał kojąco na moją przesuszoną mrozem i ogrzewaniem skórę.Idealny zimowy krem na noc.

3.YSL Baby Doll.Kolejny miesiąc w jego towarzystwie.Niestety kończy się definitywnie,dzisiaj czeka mnie ostatnie użycie :(

4.Elseve Total Repair 5 Instant Miracle.Odżywka cudotwórca!Recenzja wkrótce.

5.Floslek Kosmetyczna wazelina do ust.Recenjza TU.

6.NYC Sunny Bronzer.Świetny i tani matowy bronzer.Niestety to kolejny produkt,który niedługo mi się skończy.Na szczęście właśnie rozpoczęłam przygodę z Ziemią Egipską i coś czuję,że polubimy się na dłużej.

7.MAC Mineralize Eyshadow Daylight z kolekcji Naturally.Pisałam o nim TU.Używałam prawie codziennie w lutym,kocham ten niejednoznaczny kolor-kameleon.

8.Ecotools pędzel do pudru.Mięciutki,bardzo przyjemnie nakłada mi się nim bronzer.Kolejny udany produkt Ecotools.



Jacy są wasi ulubieńcy w tym miesiącu?


Ps.Jeszcze jedna mała sprawa.Wczoraj czytając komentarze pod postem Vex zdałam sobie sprawę z istnienia folderu spam dla komentarzy na Bloggerze.Zajrzałam do niego i okazał się,że znalazł się tam mnóstwo normalnych komentarzy :(.Bardzo mi przykro z tego powodu,mam nadzieję że nikt nie poczuł się z tego powodu zignorowany.Od tej pory będę regularnie sprawdzać ten forder.Mogę was zapewnić,że nie poddaję komentarzy pod postami żadnej cenzurze(usuwać je będę jedynie w przypadku ewidentnej reklamy czy obraźliwych,wulgarnych treści).Ewentualne znikające komentarze są winą błędnego wychwytywania spamu.

niedziela, 19 lutego 2012

Floslek Wazelina kosmetyczna do ust


Produkty do ust zużywam i kupuję hurtowo.Mam je w każdej torebce,każdym pokoju i każdym zakamarku tegoż pokoju :).Co jakiś czas wybieram się do drogerii i kupuję kilka na zapas.Ostatnim razem podczas uzupełniania tychże zapasów do koszyka trafiła nowość w Rossmannie,wazelina do ust Floslek.
Muszę od razu zaznaczyć,że nie jestem wielką fanką wazeliny jako środka do pielęgnacji ust i zazwyczaj używam jej raczej do ochrony skóry podczas farbowania włosów.Wazelina jest zazwyczaj tłusta,ale dość lekka i błyskawicznie schodzi z ust nie pozostawiając na nich ochronnej warstwy.Po wazelinie Floslek nie spodziewałam się niczego innego,ale pomyślałam że w ostateczności zużyję ją do smarowania łokci (mam odwieczny problem z pękającymi i suchymi łokciami niestety :( ) lub właśnie przy farbowaniu włosów.Za ładną i sporą metalową puszeczkę waniliowej wazeliny zapłaciłam 6,99zł.
Firma Floslek po raz kolejny sprawiła mi pozytywną niespodziankę,wazelina nie tylko bardzo ładnie pachnie (delkiatnie,waniliowo-krówkowo,mniam!) ale właściwościami pozytywnie wyróżnia się na tle innych wazelin.
Jest bardziej gęsta i treściwa,przypomina mi raczej porządny balsam do ust niż zwykłą apteczną petrolatum jelly.Chroni i natłuszcza usta,utrzymuje się na nich przez długi czas.Puszeczka jest estetyczna i wygodna.
Polubiłam ten produkt,okazał się być dużo lepszy niż się spodziewałam.Zaopatrzyłam się już w zapas w postaci wersji poziomkowej.Do wyboru mamy więc całkiem sporo apetycznych zapachów: waniliowy,czekoladowy,różany,pomarańczowy i poziomkowy.Wazeliny nie mają smaku (na szczęście!) a zapach jest delikatny i nienachalny.




Zdecydowanie polecam!

Ocena: 5

poniedziałek, 5 września 2011

10 świetnych produktów za 10zł





Dzisiaj o tym,że mając w kieszeni 10 złotych i będąc w drogerii można:


1.Znaleść swój Kosmetyk Wszechczasów


2.Kupić coś co jest nie tylko skuteczne,ale też przyjemne w użyciu


3.W łatwy i nierujnujący portfela sposób poprawić sobie humor i zaspokoić swoją wewnętrzną kosmetykomaniaczkę :)




Jednym słowem przedstawię wam 10 świetnych kosmetyków(i produktów okołokosmetycznych) za około 10zł.






1.Żel ze świetlikiem i aloesem Floslek.Pisałam o nim dokładniej TU.Wielofunkcyjny i skuteczny produkt,który odkąd pojawił się w wesji tubki z dzióbkiem ;) jest też bardzo wygodny w użyciu.










2. Evelilne Aksamitne Dłonie Wygładzjąco-nawilżający eliksir do rąk i paznokci.Nie znam niczego lepszego do pielęgnacji dłoni.Duża tuba pełna świetnie nawilżającego kremu o zapachu tak pięknym,że kiedy ręce znajdują się w zasięgu nosa ma się wrażenie,że to perfumy.Zużyłam już 10493891119348,5 tubki i nadal nie mam dość.




3. Szampon Garnier Naturalna Pielęgnacja z ekstraktem z moreli 2w1(dla dzieci).Nie wiem co za magia siedzi w tym szamponie,ale coś siedzi na pewno.Po umyciu włosy obłędnie pachną,są miękkie,nawilżone i błyszczące.
Bardzo cieszę się,że znów jest dostępny u nas i nie muszę robić zapasów będąc za granicą.


4. Pomadka różana Bebe.Najlepsza rzecz do ust pod słońcem.Nawilża,natłuszcza,odżywia i nadaje lekki połysk.Jest miękka i łatwo się aplikuje,pozostaje na ustach na długo.Pachnie pięknie,choć nie są to róże ;).Wątpię by uchowały się osoby,które nie znają Bebe,ale nie mogłam o niej nie napisać bo to absolutny KWC,nie tylko w lidze ekonomicznej.



5. Lakiery Barbra Colour Alike.Za ciągle nowe kolekcje,kreatywne nazwy(dzięki lakieromaniaczkom-użytkowniczkom) oraz piękne kolory.Bo nic tak nie poprawia nastroju tanim kosztem,jak nowy lakier.



6. Żele pod prysznic Jardins do Monde Yves Rocher.Mnóstwo pięknych zapachów,formuła żelu jest miła w użyciu.Mój ulubiony to Bawełna z Indii,Monoi z Thaiti i Migdał(bodajże z Kalifornii?).
Podoba mi się idea "podróży" związana z każdym wariantem zapachowym.Cyż nie miło jest choć pomarzyć?





7. To co prawda nie kosmetyk a przyjemność zapachowa ale...nie mogę sobie odmówić umieszczenia  ich tu.Chodzi o woski zapachowe Yankee Candle.Kosztują od kilku do 10zł,są dostępne w internecie i "realu" (to znaczy w świecie realnym,niestety nie w supermarkecie :) )a wybór zapachów i ich moc jest oszałamiająca.Za niewygórowaną cenę otrzymujemy krążek,który po podzieleniu na mnijesze części będzie wypełniał dom aromatem przez dobrych kilka tygodni.
Zbieram się do napisania posta poświęconego tym woskom,gdzie napiszę dokładnie jak ich używam.




8. Czekoladowa maseczka Montagne Jeunesse.Domowe spa i to prawdziwe,nie żadna nędzna jego namiastka.Maseczka pachnie czekoladą i świetnie oczyszcza cerę.Saszetka starcza na zaskakująco długo.Recenzowałam ją TU




9. Baza pod cienie Hean Stay On.Po prostu się sprawdza,przedłuża trwałość cieni i zapobiega ich blaknięciu.Nie posiada drobinek,nadaje się więc również pod matowe cienie.Jestem pod wielkim wrażeniem tego,że tak tani produkt może być tak skuteczny.Więcej TU.




10. Błyszczki Essence.Generalnie wszystkie,szczególnie Stay On i XXL Nudes.Mają piękne zapachy,mnóstwo różnych kolorów.Do tego nawilżają,nie kleją się ale nie są też za rzadkie.Z wszystkich,które do tej pory testowałam(a jak na fankę błyszczyków było ich sporo :) ) byłam bardzo zadowolona.
Jedne z najlepszych błyszczyków,nie tylko w tym przedziale cenowym.







A jacy są wasi ulubieńcy w tym przedziale cenowym?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...