Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAC. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 czerwca 2013

Ulubieńcy maja


Nie przyjmuję do wiadomości końca maja. Nie przyjmuję i już! Guzik z pętelką! Dopiero co był grudzień przecież...
Kończąc jednak narzekanie, szybko i zwięźle przedstawię kosmetyki, które towarzyszyły mi przez większość miesiąca. Nie jest to najbardziej ekscytujący miesiąc, jeżeli chodzi o ulubieńców, ale trudno.

1. Essie Tigh High to przepiękne bordo z prawie duochromowym shimmerem. Przepiękne wykończenie. 

2. Zabrałam się na poważnie za denkowanie mackowych cieni. Naked Lunch już zużyłam, All That Glitters i Vapour też ledwo zipią a i niespodziewanie Copperplate, mój ulubieniec do brwi również zakwalifikował się do denkowania ;).

3. Puder Bell Pocket 2Skin, z racji wspomnianego zużywania zapasów oraz jego świetnego działania

4. Kremy BB Eveline, wersja Super Lifting 4D i matujący. O dziwo bardzo się różnią (także kolorem!), ale oba bardzo lubię. Więcej o nich wkrótce.

5. Balsam do ciała Avon Skin so soft z olejkiem arganowym. Jest na prawdę rewelacyjny! Przyjemna, bardzo treściwa ale łatwa we współpracy konsystencja. Przypomniałam sobie o nim robiąc porządki w zapasach kosmetyków pielęgnacyjnych. Na prawdę dobrze nawilża suchą skórę i przyjemnie pachnie. Teraz używam wersji fioletowej ujędrniającej, ale niestety nie dorasta mu ona do pięt. Nie raz miałam do czynienia z produktami SSS, ale po raz pierwszy jestem tak bardzo zadowolona.

6. Benetint i Chachatint Benefit. Pewnie was już tymi tintami zanudzam, ale nic nie poradzę na to że używam ich codziennie. Jedyne zmiany, jakie odnotowuje to czasowe fluktuacje dotyczące wybieranego koloru :). W maju był to najczęściej różany Benetint i jego brzoskwiniowy kuzyn.

7. Błyszczyk Eveline Colour Celebrities kolor 590. Świetny błyszczyk w świetnym kolorze. Długo się utrzymuje, nawilża i jest mocno napigmentowany. Odcień bardzo fajnie ożywia buzię, to połączenie różu i brzoskwini, w koralowym klimacie. Podoba mi się zapach, przyjemnie owocowy. Jeden z lepszych błyszczyków, jakie ostatnio testowałam. Kupiony za 6zł w Biedronce :)

Jakie kosmetyki podbiły wasze serca w tym miesiącu?

niedziela, 3 lutego 2013

Ulubieńcy stycznia


Przyszła moja ulubiona pora, pora na ulubieńców miesiąca. W styczniu dotarło do mnie bardzo dużo fajnych kosmetycznych nowości (nowy kosmetoholiczy rok rozpoczęłam z przytupem :) ), których używałam jednak za krótko, aby umieścić w tym zestawieniu. Było jednak kilka takich kosmetyków i akcesoriów, które towarzyszyły mi przez większość miesiąca.

1. Rossmann Synergen plasterki. Instytucja plasterków na niedoskonałości na noc jest mi doskonale znana, uwielbiałam niedostępne u nas plasterki Balea. Ostatnio koleżanka poleciła mi te rossmannowskie, i okazały się równie dobre. Nawet bardzo dobre. Są praktycznie niewidoczne (nie wymagają natychmiastowego przemykania się z łazienki i zawijania w kołdrę aby nie straszyć otoczenia) i na prawdę działają. Są teraz w promocji za mniej niż 7zł .

2. Baza Hean, stara ulubienica

3. Under 20 2w1 nawilżający krem z efektem stopniowego opalania. Kupiłam w promocji w Naturze przypadkowo a okazał się świetny. Świetnie nawilża, ładnie pachnie i rzeczywiście dodaje skórze lekko brzoskwiniowego odcienia. Co ciekawe, nie zawiera DHA.

4. Kredka Max Factor Natural Glaze. Bardzo łatwo malować nią wewnętrzną część dolnej linii rzęs a dodatkowo jest trwała.

5.  Benefit Posietint. Kocham. Kocham!

6. W duecie z tintem bardzo dobrze sprawdza się pędzel do podkładu mineralnego Sephora.

7. Cień Copperplate MAC do malowania brwi. Podpatrzyłam przypadkiem na YT i okazało się, że to idealny kolor dla moich brwi.

8. Pędzelek do brwi Lily Lolo

9. Po długiej przerwie wróciłam do tradycyjnych podkładów. Moja skóra jest wysuszona i potrzebuje więcej nawilżenia, dla tego płynna formuła sprawdza się lepiej. Najczęściej używałam starego znajomego Revlona Colorstaya (180 Sand Beige). Popularny Rimmel Match Perfection w słoiczku również okazał się trafionym zakupem.

10. Używając tradycyjnych podkładów na nowo odkryłam nieco zapomnianego Beauty Blendera. Wykończenie, jakie można za jego pomocą uzyskać jest absolutnie perfekcyjne.

11. Maybelline Falsies Waterpfoof. Kolejne podejście do tego tuszu i znów mam mieszane uczucia. Na pewno bardzo dobrze podkręca rzęsy.

12. Gucci Flora EDT

Podzielcie się swoimi ulubieńcami :)!

wtorek, 1 stycznia 2013

Ulubieńcy grudnia i roku 2012

Pora na małe podsumowanie. Zebrałam listę ulubieńców, jak co miesiąc, a dodatkowo małe podsumowanie roku. Wiem, że na pewno o niektórych produktach zapomniałam, ale trudno. Jest to więc zbiór dość luźny, o niektórych kosmetykach pisałam często o innych rzadziej ale zarówno jedne, jak i drugie wyjątkowo zapadły mi w pamięć w minionym roku.

Ulubieńcy grudnia


W grudniu nie rozstawałam się z Guerlain Meteorites 01, różem Flormar (z duo P115) oraz starą dobrą pomadką Bebe intensywna pielęgnacja. Ulubioną bazą była Hean Stay On, której prawie codziennie towarzyszył Eyeliner L'oreal Super Liner (Liner Intense) Carbon Gloss. Polubiłam też kombinację odżywki do rzęs Eveline Advance Volumiere (pięknie wydłuża ale prostuje podkręcona zalotką rzęsy, ponieważ jednak mój eyeliner nie współpracuje dobrze z zalotką, byłam i tak skazana na proste rzęsy ;) ) + Eveline Big Volume Lash Waterproof + Maybelline Illegal Lenghts Waterproof (sam w sobie średni tusz, w wersji wodoodpornej niedostępny w Polsce). Nadal mam bardzo suche usta, dla tego jedynym kolorowym produktem, jaki byłam w stanie na nich znieść był mój ukochany stain YSL w kolorze 12.
Jeżeli chodzi o perfumy, to nadal wysączam ostatnie krople Kenzo Flower.


Ulubieńcy i odkrcia 2012


YSL Rouge pour couture glossy lip stain. To jeden z niewielu produktów, w których nie zmieniłabym nic (no, może oprócz ceny :) ). Absolutnie idealne połączenie błyszczyka, pomadki i tinta. Kupiony w marcu nr 12 już ledwo zipie, dlatego korzystając z sephorowej super zniżki kupiłam kolejną czerwień, tym razem bardziej klasyczną nr 9. Gdybym miała wybrać jednego ulubieńca 2012, na pewno byłaby to ta pomadka.


Inglot. Marka, która powróciła do moich łask w tym roku. Świetne cenie, produkty do ust, niezawodne bibułki matujące.


Benefit Hervana za to, że można nią wyczarować zdrowy i świeży rumieniec, róż (a właściwie bronzer) Anabelle Minerals w kolorze Honey, który świetnie ociepla buzię. Prasowany puder Bell 2 Skin Pocket Mat detronizuje wszystkie prasowańcem, jakie znam. Jakość wysokopółkowa za mniej niż 20zł! Make Up For Ever Full Cover, to korektor na który zawsze mogę liczyć. Supertrwały, bardzo kryjący a jednocześnie świetnie stapiający się z cerą. Niedawno zaczęłam drugie opakowanie.
Na wspomnienie zasługuje również mój najukochańszy MAC Warm Soul (obecny już jednak tylko duszą a nie ciałem bo się jakiś czas temu skończył ).


L'oreal Super Liner nie jest może 100% ideałem, ale jest bardzo czarny i bajecznie prosty w obsłudze. Sephora Smoothing & Brightening concealer to najlepszy jak do tej pory rozświetlacz okolic oczu, szczególnie kolor 02. Eveline Big Volume Lash Waterproof na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. Już go nie oddam :)


Szampon Wszechczasów, czyli morelowy Garnier dla dzieci, odżywka do skóry głowy i włosów Jantar oraz olejki Alterra to ulubieńcy w kategorii pielęgnacji włosów. Garnier Skóra wrażliwa płyn do demakijażu 2w1 znakomicie radzi sobie z tuszem wodoodpornym a krem Floslek Be Eco pod oczy i na szyję rewelacyjnie nawilża okolice oczu. Masełka do ust Nivea pokochałam za wygodne i ładne puszeczki i skuteczność. Ulubiona maseczka to The Body Shop Warming Mineral Mask. Zużyłam już dwie tubki i na pewno będą następne. Maska ładnie zwęża pory i oczyszcza twarz, szczególnie nałożona podczas kąpieli.


W kategorii lakierów do paznokci królowało oczywiście Essie. Oprócz sztandarowych korali, bardzo lubiłam nosić kobaltowy niebieski i cielaki w stylu Essie Sand Tropez.


Uwielbiałam zalotkę MAC oraz trzy syntetyczne pędzelki do oczu Sedona Lace.


Ulubiony zapach był niezwykle trudny do wytypowania, ale najczęściej nosiłam Moschino Hippy Fizz. Czysty, optymistyczny i bardzo trwały.


Oczywiście, nie mogę zapomnieć o świecach i woskach Yankee Candle, które umilały mi większość z 366 dni 2012 roku :).

Jakie były wasze ulubione kosmetyki ubiegłego miesiąca i ubiegłego roku?

sobota, 1 grudnia 2012

Ulubieńcy listopada



Listopad minął ekspresowo, był wyjątkowo ładny (i tym razem nie spełnił warunków dla pretendenta do tytułu najbrzydszego miesiąca w roku ;) ). Nie mam zbyt wielu listopadowych ulubieńców, oto kilka kosmetyków których używałam najczęściej:

1. MAC  Mineralize Blush Warm Soul (i to już po raz ostatni bo nie zostało z niego już prawie nic)

2. Nivea Lip Butter wanilia i makadamia. Świetnie nawilża, uchroniło moje ekstremalnie suche usta od pękania. Otworzyłam jeszcze karmelowe (malinowe czeka w kolejce) ale wersja waniliowa bardziej mi odpowiada. 
3. L'oreal Super Liner Carbon Gloss to arcy wygodny eyeliner. Ma aplikator będący połączeniem pisaka i pędzelka co bardzo ułatwia aplikację. Jest bardzo czarny, ma błyszczce wykończenie. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to trwałość (na pewno nie jest nie do zdarcia), ale spokojnie wytrzymuje cały dzień w przyzwoitym stanie.

4. Kenzo Flower to jeden z moich ulubieńców od lat (zużyłam już kilka flakonów). Z widocznej na zdjęciu butelki zostało może 10ml, zamierzam ją wykończyć ;) w najbliższym czasie bo mam ją już dość długo. Zapach towarzyszył mi prawie cały listopad.

5. Nivea Aqua Effect Nawilżający Krem Odżywczy do skóry suchej. Fajny nawilżacz kupiony za 9zł w promocji. Zawsze lubiłam wersję do cery normalnej i swego czasu używałam go dobrze ponad rok. Postanowiłam odświeżyć znajomość, ale tym razem wybrałam wersję do skóry suchej bo moja skóra z mieszanej, stała się normalna/sucha. Krem pięknie pachnie, ma przyjemną konsystencję. Z bardzo suchą skórą raczej sobie nie poradzi (na zimę poszukam czegoś jeszcze bardziej treściowego) ale w tym momencie bardzo mi odpowiada.

6. Guerlain Meteorites 01 Teint Rose. Zrobiłam sobie na początku listopada przyspieszony urodzinowy prezent i kupiłam upragnioną guerlanowską legendę. Co tu dużo mówić, nie wiem jak ja wcześniej bez nich żyłam ;). Więcej w oddzielnej recenzji.


Czy macie jakichś godnych polecenia ulubieńców ubiegłego miesiąca?

niedziela, 11 listopada 2012

MAC Fabulousness Neutral Eyes Palette




Dawno nie kupowałam nic z limitowanych kolekcji MAC. Nic mnie specjalnie nie zachwycało i odczuwałam dużo większą potrzebę uzupełniania swojej kolekcji o produkty dostępne regularnie (szczególnie szminki :) ). Obok świątecznej kolekcji nie mogłam jednak przejść obojętnie. Wybrałam się na przedsprzedaż z planem, że niezobowiązująco "pomacam" sobie cienie w paletkach. Ostatnimi czasy kolory (oraz ich jakość) były różne, ale po dokładnym obejrzeniu wszystkich trzech wariantów: Smokey Eyes, Warm Eyes i Neutral Eyes, zdecydowałam się na tą ostatnią. Elementem decydującym była obecność przepięknej i niejednoznacznej wariacji kolorystycznej na temat zieleni- Enviable. Bardzo lubię takie dziwne kolor.




Po powrocie do domu z ciekawości sprawdziłam sobie ocenę mojej palety na Temptalii i...byłam przerażona! Paletka otrzymała najsłabszą z możliwych ocen. Zaczęłam nerwowo myśleć o zwrocie, ale ponieważ już przetestowałam ją delikatnie w domu taka możliwość nie wchodziła w grę. Muszę się wam przyznać, że nie mogłam przez tą paletkę zasnąć (tak wiem, o ja głupia, ja której jedyną treścią życia są cienie ;) ), byłam zła że wywaliłam niemałe pieniądze w błoto.
Następnego dnia emocje nieco opadły i zabrałam się za malowanie oka moją miętową nieszczęśnicą, co mi innego pozostało. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy nie miałam problemu z wykonaniem mejkapu akolory były piękne, nasycone. Próbowałam sfotografować efekt, ale niestety ze względu na późną porę nic z tego nie wyszło. Przez kolejne dni wałkowałam Neutral Ee Palette w różnych kombinacjach, z równie dobrym skutkiem. Trwałość nie różni się niczym od innych cieni MAC. Nie mam cieni Smut i Brun w wersji pojedynczej (to na nie tak narzekała Temptalia, że w tej paletce są kiepskie w porównaniu do ideału), ale zarówno jeden jak i drugi są niezwykle przyjemne we współpracy. Enviable to bajka, świetna pigmentacja i wykończenie. Jedynie Blong Mink i Magical Mist jako wykończenie Lustre mają spore drobiny, na które trzeba uważać, ale na prawdę nie mam im nic do zarzucenia. Kombinacją tych pięciu kolorów można wyczarować na prawdę wiele fajnych makijaży, tych nieco bardziej neutralnych (choć nie jest to zestaw dla dziewczyn, które uznają tylko złociste, ciepłe neutrale) oraz mocnych w typie smoku eyes.




Blonde Mink (Lustre) "Mid-tone grey with silver pearlized pigments" to jasny chłodny beż z dużą ilością szarości i odrobiną fioletu
Magical Mist (Lustre) "Mettalic taupe" to taki trochę nietypowy, opalizujący lekko na oliwkowo taupe.
Brun (Satin, dostępny w regularnej sprzedaży) "Muted blackish brown"to matowy, chłodny brąz
Enviable (Veluxe Pearl) "Cool mint green with pearl" to genialna szaro-brązowa, ciemna opalizująca mięta. Czasem bardziej turkusowa, czasem zielona. Podobny koncept jak Club czy Burmese Beauty, tylko zdecydowanie bardziej zielony.
Smut (Velvet, dostępny w regularnej sprzedaży) "Muted black with black shimmer" to bardzo ciemna śliwka/brąz opalizujący na śliwkowo

Opakowanie paletki jest cudowne, na prawdę urocze. Łatwo się otwiera a wewnątrz mieści spore lusterko. Dołączonego do zestawu pędzelka jeszcze nie używałam, ale jak na tego typu produkt wygląda całkiem przyzwoicie, chociaż rączka to nie rączka z prawdziwego zdarzenia a ogryzek ;). Niestety, zdaję sobie sprawę że opakowanie, choć piękne, jest mocno niepraktyczne. Satynowa poduszeczka już lekko się przybrudziła (a mam ją na prawdę niedługo) i nadaje się bardziej do trzymania na toaletce/ szafce/ półce niż wrzucenia do kosmetyczki czy kuferka. Trzymam ją więc na szczycie mojej glossyboxowej komódki, gdzie wygląda uroczo i cieszy moje oko. Podejrzewam jednak, że i tak dość szybko się pobrudzi :(.
Kolejnym mankamentem, jest fakt że cieni nie jest w palecie zbyt dużo (mam tu na myśli gramaturę). Całość to tylko 4g, co daje 0,8g na sztukę. Nie żebym koniecznie potrzebowała tych standardowych 1,5h (bo w końcu mam całkiem sporo innych kolorów i nie jest tak prosto to wszystko zużyć), ale fakt pozostaje faktem. W porównaniu do innych limitowanych quadów mieszczących cztery pełnowymiarowe quady ta paletka nie jest absolutnie okazją cenową.

Koniec końców jednak jestem z niej zadowolona. Kolory są piękne, nie mam zastrzeżeń, co do jakości. W Enviable jestem zakochana <3 p="p">



Morał z tej historii jest taki, żeby nie ufać ślepo opiniom w internecie. Zupełnie niepotrzebnie spanikowałam czytając recenzje. Skoro zdarzyło mi się kupić polecane produkty, które okazały się kompletnymi niewypałami, to równie dobrze może to działać w drugą stronę.


piątek, 2 listopada 2012

Ulubieńcy października


W ubiegłym miesiącu najczęściej sięgałam po:

-Isana krem do ciała z kakao i masłem shea. Prawdopodobnie nie zwróciłabym na nie większej uwagi, gdyby nie znalazło się w paczce od Rossmanna. Okazało się na prawdę skuteczne a do tego genialnie pachnie, krówkami i orzechami! Natychmiast zaopatrzyłam się w kolejne :)

-Essence Stay All Day cień w kremie 09 For Fairies. Recenzowałam go tu

-Róż mineralny Anabelle Minerls w kolorze Honey. Super bronzer, odnowiłam znajomość z nim po tym, jak skończyła mi się Ziemia Egipska.

-L'oreall Infallible cień w kolorze Forever Pink. Jestem pod ogromnym wrażeniem, zarówno koloru, jak i samego produktu.

-Błyszczyki Inglot Sleeks. Moja kolekcja rozrosła się wręcz dramatycznie w tym miesiącu :). Niedługo szczegółowa recenzja

-Inglot kredki do ust uważam za odkrycie kwartału, jeżeli nie nawet całego roku. Tanie, trwałe i dostępne w wielu kolorach.

-MAC Warm Soul. Zobaczcie tylko, praktycznie zużyłam cały róż :D! Prędzej czy później go jednak odkupię bo to dla mnie kolor idealny, nie znalazłam ładniejszego.


Moim ostatnim ulubieńcem jest szafeczka zrobiona z pudełeczkek po Glossyboxie (i jednym Shinyboxie, który ma trochę inny wymiar i miałam trudności ze złożeniem całości, ale jakoś się trzyma). Zamieszkały w niej moje produkty do ust. Mam je pod ręką i są lepiej posegregowane niż w jednej szufladzie w toaletce.


Jakich ulubieńców macie w tym miesiącu?

niedziela, 21 października 2012

Usta w jesiennym klimacie, odcinek 1: fuksje, fiolety,czerwienie


Ponad rok temu pokochałam szminki, szczególnie te w intensywnych kolorach. Ponieważ jesień to świetna pora na tego rodzaju eksperymenty, mam dla was kilka propozycji w jesiennym duchu. Dzisiaj post poświęconym intensywniejszym kolorom a niedługo coś dla mniej odważnych/ lubiących delikatniejsze odcienie. Zakres cen szeroki, mam nadzieję że znajdziecie coś dla siebie.

Przepadam za cierwienią na ustach, ale chyba jeszcze bardziej lubię wszelkie odcienie z najmniejszą choćby domieszką fioletu. Moje usta mają naturalnie lekko fioletowy kolor, dla tego też dobrze dogadują się z takimi szminkami. Jedną z moich fioletowych ulubienic, taką bardziej na co dzień jest MAC Plumful o wykończeniu Lustre, o której pisałam tu już wielokrotnie.

Dzisiaj bliżej przyjrzymy się:


MAC Rebel (Satin)- bezsprzecznie mój ulubiony jesienny kolor. Producent opisuje go jako "midtonal cream plum". W opakowaniu wygląda nieco przerażająco, ale po aplikacji na usta łagodnieje. To bardzo ciekawy, nieokreślony kolor będący mieszanką fioletu, fuksji i ciemnej czerwieni. Niestety swatche nieco przekłamują jego naturę, wyciągając zbyt dużo niebieskich tonów. Najwierniej oddała jego kolor Temtalia. Wbrew pozorom, nie określiłabym go jako szalony czy wściekły, jest intensywny ale bardzo wdzięczny w noszeniu. Pomadka jest bardzo trwała i komfortowa w noszeniu, jak to zazwyczaj w przypadku pomadek MAC (które jak całość uważam za najlepsze pomadki z wyższej półki, szczególnie biorąc pod uwagę cenę dużo niższą niż u konkurencji. 
Próżno szukać szminki kosztującej 79zł u Diora czy Chanel). Jest mocno napigmetnowna, ale nie na tyle żeby powodować trudności w aplikacji. Kolor można dość wygodnie stopniować.

Rimmel Lasting Finish 013 Heart Breaker- jeden z nowych odcieni w gamie Lasting Finish.  Kolejny kolor prawie niemożliwy do opisania ;). Heart Breaker to czerwień złamana ciepłym różem i odrobiną fuksji. Bardziej stonowana od Rebel, ale nadal intensywna. Wykończenie satynowo-kremowe, komfortowe w noszeniu.
Jakość samej pomadki jest rewelacyjna, Rimmel Lasting Finish to klasa sama w sobie, uwielbiam te szminki za trwałość, komfortową aplikację i piękne kolory. Za 17zł otrzymujemy produkt, który nie mas sobie równych w śród drogeryjnych pomadek, ba powiedziałabym nawet że wiele 2-3 razy droższych pomadek nawet nie zbliża się do tej jakości.

Lancome Rouge in Love 379N- ta szminka trafiła do mnie przypadkiem. Wybrałam ją dla mamy podczas wyprzedaży z powodu likwidacji drogerii Marionnaud. Babeczka obsługująca nas była tak miła, że dorzuciła nam nowiusieńki tester zupełnie gratis. Tym trafem i ja załapałam się na nową szminkę :). Rouge in Love to świetna linia pomadek, o czym miałam okazję się przekonać kupując kolor 165M, który szybko stał się moją ulubioną chłodną czerwienią.
379N to kolejny róż złamany fioletem. Najbardziej stonowana z trzech, ale nadal idealny akcent jesiennego koloru. Ma kremowo-satynowe przyjemny wykończenie.
Oczywiście jest bardzo trwała i przyjemna w noszeniu. Cena regularna to około 116zł (tym bardziej cieszy mnie, że mam ją za darmo :D)

Inglot Lip Pencil nr 34- nie wiem jak to możliwe, że o tych kredkach do ust nie jest głośno. Kupiłam ją trochę przypadkiem, spodobał mi się kolor i przystępna cena (kosztują 20zł). Odcień 34 to ciemna czerwień, można by rzec bordo. Wykończenie jest bardzo matowe, można go nosić solo, ale dla większego komfortu przyda się odrobina błyszczyku bo bez błyszczyka jest mat absolutny. Kredka jest bardzo, bardzo trwała (nawet z błyszczącą warstwą błyszczyka) i łatwa w obsłudze. Świetnie sprawdza się w roli konturówki pod inne pomadki. Gama kolorystyczna jest imponująca (ja skusiłam się już na kolejną i myślę o następnych np. takiej w kolorze skóry). Jedynym mankamentem jest fakt, że nie widziałam jej na "wyspach" a jedynie w salonach Inglot. Tak czy siak ta kredka to perełka, biegnijcie do Inglota je wybadać bo są świetne!!!

Inlgot Sleeks Cream nr 103- błyszczyk w opakowaniu wyglądającym jak próbówka. Który biolog makijażomaniak mógłby się nie skusić :D?! To jeszcze letni zakup, mam ten błyszczyk od dłuższego czasu Wybrałam kolor 103, czyli pomarańczową czerwień lub może raczej wypadałoby powiedzieć pomarańczowy z dużą dawką czerwieni. Sam w sobie jest mocno napigmentowany, ale dobrze sprawdza się nałożony na pomadki lub wspomnianą wyżej kredkę.
Ma dość lekką konystencję (szczerze mówiąc wolałabym chyba, żeby był nieco bardziej ciężki bo lubię bardzo treściwe błyszczyki), nie klei się. Seria Sleeks Cream ma zapach kremu do karpatki (z tego co wydaje mi się inne Sleeks'y pachną owocowo). Bardzo sympatyczny, dostępny w wielu kolorach i wykończeniach. Opakowanie próbówka podbiło moje serce :D. Kosztuje 18zł, na pewno skuszę się na więcej.








Jestem bardzo bardzo zadowolona ze wszystkich wyżej wymienionych produktów :). Zarówno z kolorów, jak i z jakości. To aż dziwne, że wszystkie są takie fajne :D.

Który spodobał wam się najbardziej? Macie jakichś innych jesiennych faworytów?

środa, 3 października 2012

Jesienny post zakupowy

Dzisiaj niezobowiązujący jesienny haul :). Głównie z Rossmanna, ale trafiło się też kilka innych drobiazgów.


Po świetnych doświadczeniach z szamponem Alterra z kofeiną i biotyną zdecydowałam się na dwa kolejne: makadamia i figa oraz morela i pszenica. Aktualnie są w promocji za mniej niż 6zł. Używałam już makadamiowego i również mi się spodobał. Zobaczymy jak wypadnie morelowy kuzyn. W końcu kupiłam też polecaną odżywkę bez spłukiwania Joanna z pokrzywą i zieloną herbatą. Nie wiem jeszcze, co o niej myślieć- potrzebuję więcej czasu na testy. Plusem jest zdecydowanie cena (3,99zł w Tesco) i piękny zapach.


Wielka 500ml odżywka Syoss kupiona w promocji za 10,99zł jest jak najbardziej w porządku, bardzo przyjemnie pachnie i zmiękcza włosy. W kolejce na wypróbowanie czeka nowy żel Under Twenty, nie ma SLS (którego, w przeciwieństwie do włosów, moja twarz nie lubi) i akurat był przeceniony (a wiecie jak bardzo lubię kosmetyczne promocje, zawsze to 1-2zł do odłożenia na inny produkt :))


W Rossmannach pojawiły się szafy Sally Hansen, oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok lakierów. Kupiłam Purple Potion (zaraz zamierzam pomalować nim pazury) i Gunmetal (już testowałam, piękny kolor). Słynny H&M Blue My Mind okazał się bardzo kiepski, odpryskuje po pół godziny, bez względu na to czy używam go z bazą i topem czy bez. Szkoda, bo kolor jest świetny. Zdecydowanie nie jest wart swojej wysokiej (14,9zł) ceny :(. Matujący top Flormar nadaje fajne lekko "gumowate" wykończenie, nie jest to zupełnie klasyczny mat.



Rimmel Heartbreaker to fuksja ze sporą dawką czerwieni a MAC Rebel to genialny jesienny odcień będący połączeniem fuksji i fioletu. Spodziewajcie się wkrótce postów poświęconych obu szminkom.

Dodatkowo chciałabym polecić wam herbatę, którą piłam u koleżanki a następnie kupiłam sama i zupełnie się od niej uzależniłam- Irving biała poziomkowa z mandarynką. Jest przepyszna.




Co ciekawego kupiłyście ostatnio?

poniedziałek, 1 października 2012

Ulubieńcy września



Wrzesień minął ekspresowo i ani się obejrzałam a tu mamy już październik. W ubiegłym miesiącu najczęściej używałam:

-Nivea Pure Effect All-in-1 Żel-peeling-maska. Lubię mieć takie produkty pod ręką, przy wannie. Kiedy niespodziewanie ;)  najdzie mnie ochota na peeling albo maseczkę mogę ją zrobić nawet w 2-3 minuty podczas porannego prysznica. Niveowy all-in-one przyjemnie pachnie, delikatnie ściera i rzeczywiście nadaje się do stosowania jako maseczka dzięki zawartości glinki. Sprawdził się także podczas wekeendowego wyjazdu. Trzeba jednak uważać, żeby nie przesadzić i nie stosować go często przez dłuższy czas bo może wysuszyć.

-Floslek Krem Regerenacyjny. Działa kojąco, ma przyjemną masełkowatą ale nie tłustą konsystencję i bardzo dobrze nawilża nie powodując nadmiernego błyszczenia się. Opakowanie higieniczne i wygodne, ale niestety zajmuje sporo miejsca w kosmetyczce.

-Too Faced Natural Eye Palette. Paletka, którą wałkuję bez przerwy od ponad półtora roku i ciągle nie mam dość. W tym miesiącu znów używałam jej intensywnie.

-MAC Plumful. Dla mnie to takie my lips but better. Przepadam za tą pomadką, o czym pisałam wam nie raz. Szczególnie dobrze wpisuje się w jesienny klimat.

-Essie Sand Tropez. Kolejny miesiąc mi towarzyszy, zużyłam już połowę butelki co dla lakieromaniaczki posiadającej -dziesiąt lakierów jest nielada wyczynem.

-Essie Luxedo przez cały wrzesień gościł na moich paznokciach u stóp

-Essence Better Than Gel Nails Top Coat. Całkiem niezły i niedrogi top. Czytając recenzje spodziewałam się rewelacji, takich rewelacji nie ma ale produkt jest całkiem fajny i szybko schnie.

-Benefit Hervana po raz kolejny

-Bibułki matujące Inglot. Absolutnie najlepsze


We wrześniu zużyłam do cna Gucci Rush :(. Na szczęście jednak dostałam w prezencie Lancome Hypnose i mogłam pocieszyć się nimi po rozstaniu z Rushem.


Jacy są wasi ulubieńcy miesiąca?





niedziela, 29 lipca 2012

Paletki MAC: aktualizacja


Ostatnio Kasia pokazała swoją makową kolekcję cieni w nowej odsłonie więc ja nie mogę być gorsza ;). Oto moje paletki i zmiany jakie w nich zaszły. Ostatnie podsumowanie wklejałam ponad rok temu a więc najwyższa pora na aktualizację.

Mam trzy niepełne paletki mieszczące piętnaście cieni. Więcej nie planuję, zostało mi jeszcze miejsce na 8 cieni. Nie wiem, czy te miejsca się wypełnią, wydaje mi się że kolekcja jest dość kompletna. Ostatnio rozmyślam nad Greensmoke, jakimś fajnym brązem oraz Hypnotizing który rozpaczliwie próbuję zdobyć. I to tyle z maczkowych zachcianek w kategorii cieni na razie.
Trzy codzienne odcienie powoli mi się kończą i je prawdopodobnie odkupię (może z wyjątkiem Vanilla, poszukam jakiegoś nieco jaśniejszego koloru pod łuk brwiowy).
Najświeższymi zakupami są Nylon i Mythology, które upolowałam w maju i czerwcu. Pozbyłam się kilku kolorów (Honesty, Vex, Nocturnelle, Goldmine, Prized, Patina oraz Deep Truth dla którego próbuję znaleźć nowy dom).

Cienie podzieliłam na trzy paletki, z grubsza ze względu na kolory i zastosowanie.


Paletka z ciepłymi odcieniami. Mimo, że nie używam tej paletki tak często jak paletki neutralnej, to lubię ją najbardziej. Miło na nią popatrzeć, kocham takie kolory! Moi ulubieńcy z tego zestawu to Star Violet, Sketch i Sable. Woodwinked poszedł nieco w odstawkę.



Najczęściej używana paletka odcieni z grubsza neutralnych, codziennych.
Najbardziej lubię Naked Lunch, All That Glitters, Quary, Texture i Swiss Chocolate. Grand Entrace to piękny kolor, ale jego jeszcze lepszą wersję mam w paletce Too Faced Natural Eye (mowa o Silk Teddy)



Moja mieszana paletka z kolorami, których używam najrzadziej (z jednym wyjątkiem). Tutaj moim bezsprzecznym ulubieńcem jest Sushi Flower, którego używam często. Zachwyca mnie również Stars & Rokets, ale ciągle o nim zapominam i w rezultacie niezbyt często ląduje na oku. Muszę go przywrócić do łask. Bardzo lubię też Burmese Beauty (najpiękniejszy i najładniej napigmentowany Lustre! ) , czasem sięgam też po Satin Taupe, mam kilka ulubionych zestawień z tym cieniem.



W tym momencie moje ulubione cienie MAC to:

-Star Violet
-Sketch
-Texture
-Quarry
-Swiss Chocolate
-Naked Lunch
-Sushi Flower
-All That Glitters
-Sable


Cienie, których rzadko używam:

-Swish (piękny, ale rzadko noszę typowy róż)
-Paradisco (ma niezbyt dobrą pigmentację niestety :( )
-Arena (wolałabym aby miała więcej połysku)
-Honey Lust (piękny kolor, ale wykończenie Lustre doprowadza mnie do szału)
-Showstopper (jest trochę zbyt chłodny)
-Skintone 2 (ładny, ale jakoś po niego nie sięgam)
-Antiqued (nie mam pojęcia dlaczego, to bardzo ładny ciepły brąz, ale jakoś o nim zapominam)

Nie mogę się też dogadać z Mythology. Niby to Frost (tak mówi opakowanie), ale nakłada sie jak Lustre. Mam go od niedawna, muszę z nim trochę jeszcze poeksperymentować.


Jakie są wasze ulubione cienie MAC?

sobota, 23 czerwca 2012

Mój pędzlowy niezbędnik


Mam całkiem sporą kolekcję pędzli (około 30) i składa się ona w 100% z rzeczy, których używam. Jakikolwiek nietrafiony zakup idzie natychmiast w świat, jestem wybredna w tej kwestii i pędzel musi spełniać moje oczekiwania w 100%. Bardzo lubię pędzle i uważam je za genialny wynalazek, ale są w makijażu etapy w których są  w moim przypadku zbędne (np. nakładanie korektora czy kremu bb/podkłądu w klasycznej formie). Najbardziej przydatne okazują się pędzle do makijażu oczu, w tym wypadku dla wygody mam po kilka sztuk z jednego rodzaju aby wygodnie łączyć różne kolory bez konieczności każdorazowego mycia pędzla.
Oczywiście wśród tej kolekcji znajdują się mniejsi i więksi ulubieńy. Dzisiaj chciałabym wam przedstawić mój pędzlowy niezbędnik, czyli pędzle bez których nie wyobrażam sobie codziennego makijażu.


Jest ich 9: 2 pędzle do twarzy i 7 pędzelków do cieni.


Hakuro H50- po zakupie byłam bardzo niezadowolona, bo pędzel rozkleił się przy trzecim użyciu i wydawał mi się zbyt wiotki. W praktyce okazała się jednak, że pomimo przygód z klejeniem (co miało miejsce jakieś 3 razy do tej pory) to mój ulubiony flat top do podkładu mineralnego. Daje największe krycie a spora główka znacznie przyspiesza aplikację. Włosie pomimo bardzo częstego używania odkształciło się tylko nieznacznie. Dostępny na allegro za około 25-30zł. Podobno wadliwy klej został zastąpiony lepszym w pędzlach "nowszej generacji" :)

Sigma F05- długo szukałam idealnego pędzla do różu, przerobiłam mnóstwo najróżniejszych kształtów ale tylko ten okazał się idealny. Świetna wielkość i kształt, gęstość i rodzaj włosa sprawia, że można nim wygodnie nakładać wszelkiego rodzaju róże bez względu na konsystencję i pigmentację. No i przede wszystkim nie zasłania połowy twarzy :D (kompletnie nie dogaduję się z dużymi pędzlami do różu). Kosztuje 14$ na stronie producenta (do 30 czerwca obowiązuje jeszcze 10% rabatu na zakupy)


Everyday Minerals Eye Kabuki- Miniaturowy kabuki. Pędzel wielozadaniowy, ja najczęściej używam go do rozświetlania łuku brwiowego i blendowania krawędzi/ zatuszowania ewentualnych pomyłek. Jest niesamowicie wygodny i przydatny (pomimo nietypowego kształtu i rozmiarów). U polskiego dystrybutora kosztuje około 40zł. Mam go od bardzo bardzo dawna i muszę powiedzieć, że jakość zasługuje na pochwałę bo pędzel nadal trwa w niezmienionym kształcie.

Sigma Large Shader E60- świetny płaski duży pędzel do aplikacji pigmentów/cieni na całą powierzchnię powieki. Pozwala na uzyskanie najlepszej pigmentacji. Zdecydowanie wolę taki kształt od pędzelków krótszych i bardziej puchatych. Kosztuje 11$.

Sedona Lace EB 11 Flat Synthetic - mniejszy brat Sigmy E60. Nie mniej utalentowany, dodatkowo jego precyzyjna cienka krawędź nadaje się do podkreślania dolnej linii rzęs. Kosztuje 8,95$.

Sedona Lace EB 23 Angeled Detail- wygląda jak połączenie pędzla do brwi i eyelinera jednak w rzeczywistości jest od nich dużo bardziej gęsty i inaczej wyprofilowany. Świetny pomocnik we wszelkich precyzyjnych pracach np. przy malowaniu dolnej linii rzęs czy zewnętrznego kącika oka. Kosztuje 8,95$.


Sigma E40 Tapered Blending- Bardzo duży i puchaty pędzel do blendowania, daje możliwość pozbycia się ewentualnych ostrych przejść pomiędzy kolorami, bez utraty intensywności. Kosztuje 11$.

Sedona Lace EB 13 Synthetic Blender- genialny pędzel do załamania powieki i blendowania. Wyciąga maksimum intensywności nawet z matowych czy kiepsko napigmentowanych cieni. Nadaje się do używania z produktami kremowymi (jest syntetyczny i ładnie nałoży bazę w kremie czy w razie potrzeby korektor). Kosztuje 8,95$.

MAC 217- mój pierwszy (i prawdopodobnie ostatni :) ) pędzel MAC. Jest jedyny w swoim rodzaju (jest wiele podobnych na pierwszy rzut oka, ale co tu dużo gadać MAC wygrywa). To taki pędzel, którym bez najmniejszego problemu można wykonać cały makijaż oka. Nie kupuję pędzli MAC bo są zwyczajnie za drogie, ale ten konkretny polecam bez wahania każdemu. Kosztuje około 95zł. Całkiem fajnym zamiennikiem jest Sigma E25, który posiadam w kilku egzemplarzach.



W lutym zamówiłam sobie kilka pędzli Real Techniques i liczyłam, że wśród nich znajdę ulubieńców. Niestety tak jakoś wyszło, że pędzlaki jeszcze do mnie nie dotarły :(. Nie wiem, poczta zjadła je czy co.


Jak pędzle są dla was niezbędne?


sobota, 31 marca 2012

Ulubieńcy marca + ostatni dni -50% na kosmetyki Sephora



Koniec marca.Fajnie,bardzo lubię kwiecień :).W tym miesiącu miałam trochę mniej ulubieńców niż zazwyczaj,testowałam wiele nowych rzeczy.Jest jednak kilka wyjątkowych kosmetyków,które towarzyszyły mi codziennie.

-zapachy to owocowo-wiosnenna,piękna Gucci Flora EDT oraz nieskomplikowany i po prostu ładnie pachnący ;) Pure DKNY.Oba bardzo sympatyczne i trwałe.Szkoda,że Pure to tylko 15ml.Kupiłam ją bodajże w grudniu w bardzo fajnej promocji za 39zł i żałuję że to taka mała buteleczka.

-Essie Play Date.Lakierowa miłość od pierwszego wejżenia,idealny sprany neonowy fiolet.Zdecydowanie w moim top 5 wszechczasów.

-Alterra krem do mycia twarzy z dziką różą.Bardzo dobry,grzecznie współpracuje z Clairsonickiem.Tylko zapach mnie nie zachwyca (pachnie jak wszystkie produkty Alterra nieświeżym cytrusowym ciastem)

-Beauty Formula plasterki na nos z węglem.Jestem wielką fanką plasterków oczyszczających nos,cieszę się że wróciły do sklepów.Te konkretne są jednymi z najlepszych.Ach to uczucie satysfakcji,kiedy odkleisz plasterek i z zadowoleniem patrzysz,że całe ta menażeria nie siedzi już pod twoją skórą :D

-MAC Mocha róż.Bardzo udany zakup.Pasuje do każdego makijażu.

-W tym miesiącu z przyjemnością nosiłam szminki w intensywnych kolorach,najczęściej YSL Glossy Lip Stain.



Acha,chciałam wam jeszcze przypomnieć że jutro jest ostatni dzień promocji w Sephorze.Przynosząc stary produkt(aczkolwiek nie traktują tego zbyt na serio,pani powiedziała mi że jeżeli mi nie potrzebne to mogę oddać ale jeżeli nie to mam zatrzymać a rabat też będzie) otrzymacie -50% na produkty do makijażu Sephora.Pędzle też się liczą.Myślę,że to bardzo fajna okazja bo Sephora ma sporo dobrych kosmetyków i pędzli właśnie a po rabacie ceny stają się bardzo bardzo przystępne.


Ps.Wrocławianki,czy wiecie że we Wrocławiu będą aż dwa stoiska Flormar?Ja dzisiaj po raz pierwszy trafiłam na te kosmetyki w "realu" w Arkadach a sprzedająca tam babeczka powiedziała,że otwierają się też w Magnolii.Bardzo mi się Flormar spodobał,tym razem kupiłam tylko coś do blogboxa,ale w przyszłości kto wie kto wie :).Na przykład cienie mają genialną pigmentację i konsystencję a wypiekane pudry i róże wyglądają bardzo zachęcająco.







Jacy są wasi ulubieńcy miesiąca?

czwartek, 15 marca 2012

MAC Mocha blush



Rozszerzam moje różowe horyzonty :)!Pisałam wam już 156576544333 razy o tym,jak kocham MAC Warm Soul i o tym,że używam go niemalże bezustannie od sierpnia.Postanowiłam jednak zrobić sobie od niego przerwę i spróbować czegoś innego.Razem z Vegas Volt kupiłam róż Mocha.




Mocha to matowy róż opisywany przez MAC jako "Soft plum-pink".Taki trochę nieokreślony kolor dziwak :) (a jak wiecie uwielbiam takie kolory).Ma ciepły odcień,na skórze przypomina troszeczkę starą wersję Ladyblush(która poleciała  ostatnio w świat w ramach wiosennych porządków),jest jednam mniej różowy.Mieszanka brudnego różu,śliwki,brązu i...sama nie wiem czego.Jest bardzo ładny,dość mocno napigmentowany.Daje efekt świeżego rumieńca,nic w oczywisty sposób różowego.
Mochę uważam za zakup bardzo udany,Warm Soula nadal kocham najbardziej ale dojrzałam do małej odmiany :)

Mam go na twarzy w ostatnich postach tj. poście o Vegas Volt i YSL Glossy Lip Stain.

Teraz w kategorii róży muszę dorwać tylko Hervanę Benefita (do której ślinię się od dawna) oraz coś  brzoskwiniowego.Może MAC Peaches?A może Dainty?
Niestety przykry koniec spotkał mój serduszkowy róż PF .Ostatnio przeglądając toaletkę znalazłam go całego w kawałkach.Nie wiem co się stało,nie upadł ani nie był ruszany od dłuższego czasu.Bu :(
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...