Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alterra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alterra. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 października 2012

Alterra Rumiankowa pomadka do ust


Tak, jak przepadam za wieloma produktami Alterra, Isana i im pokrewnymi, tak pomadki do ust z Rossmanna nigdy mi do końca nie odpowiadają.
Wypróbowałam pomadkę rumiankową Alterra, jak tylko pojawiła się w drogeriach dawno dawno temu. Nie spodobała mi się, wysuszała usta i pachniała mocno olejkiem rycynowym i czymś co nadawało jej zapach zjełczałego kremu. Zużyłam ją do smarowania łokci, czy innego tego typu celu niewymagającego jej wąchania ;). Na KWC pojawiało się coraz więcej recenzji i szminka szybko stała się wysoko ocenianym hitem. Cóż, zazwyczaj zgadzam się z ocenami na KWC ale to był jeden z tych wyjątków.

Jakiś czas temu produkt przeszedł lifting, nie wiem czy wiązało się to ze zmianą składu ale mam wrażenie, że tak bo zrobiłam do alterrowego balsamu kolejne podejście i tym bardziej podoba mi się bardziej.
Nadal pachnie tak jak wszystkie rossmannowskie pomadki (nawet te zapachowe, w których ta nuta zamaskowana jest wiśnią czy innym owocem) ale wydaje się bardziej nawilżająca i treściwa. Ma na pewno lepsze opakowanie, pokrywka nie połamała się do samego końca a w poprzedniej wersji już w połowie była ukruszona. Mam też wrażenie, że łatwiej sunie po ustach, i lepiej natłuszcza.
Nie wiem jednak, czy to psychoza czy starość i skleroza ;) czy może jednak na prawdę ją trochę ulepszyli.
Jeżeli nie przeszkadza wam zapach to jest to solidny produkt a w ulepszonym opakowaniu łatwiej się go używa. Dodatkowym plusem jest skład, szczególnie jeżeli zależy wam na otaczaniu się kosmetykami naturalnymi.
Ja będę kupować raczej tylko w promocji, ale nie skreślam jej tak jak poprzednim razem.

Ocena: 4


środa, 3 października 2012

Jesienny post zakupowy

Dzisiaj niezobowiązujący jesienny haul :). Głównie z Rossmanna, ale trafiło się też kilka innych drobiazgów.


Po świetnych doświadczeniach z szamponem Alterra z kofeiną i biotyną zdecydowałam się na dwa kolejne: makadamia i figa oraz morela i pszenica. Aktualnie są w promocji za mniej niż 6zł. Używałam już makadamiowego i również mi się spodobał. Zobaczymy jak wypadnie morelowy kuzyn. W końcu kupiłam też polecaną odżywkę bez spłukiwania Joanna z pokrzywą i zieloną herbatą. Nie wiem jeszcze, co o niej myślieć- potrzebuję więcej czasu na testy. Plusem jest zdecydowanie cena (3,99zł w Tesco) i piękny zapach.


Wielka 500ml odżywka Syoss kupiona w promocji za 10,99zł jest jak najbardziej w porządku, bardzo przyjemnie pachnie i zmiękcza włosy. W kolejce na wypróbowanie czeka nowy żel Under Twenty, nie ma SLS (którego, w przeciwieństwie do włosów, moja twarz nie lubi) i akurat był przeceniony (a wiecie jak bardzo lubię kosmetyczne promocje, zawsze to 1-2zł do odłożenia na inny produkt :))


W Rossmannach pojawiły się szafy Sally Hansen, oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok lakierów. Kupiłam Purple Potion (zaraz zamierzam pomalować nim pazury) i Gunmetal (już testowałam, piękny kolor). Słynny H&M Blue My Mind okazał się bardzo kiepski, odpryskuje po pół godziny, bez względu na to czy używam go z bazą i topem czy bez. Szkoda, bo kolor jest świetny. Zdecydowanie nie jest wart swojej wysokiej (14,9zł) ceny :(. Matujący top Flormar nadaje fajne lekko "gumowate" wykończenie, nie jest to zupełnie klasyczny mat.



Rimmel Heartbreaker to fuksja ze sporą dawką czerwieni a MAC Rebel to genialny jesienny odcień będący połączeniem fuksji i fioletu. Spodziewajcie się wkrótce postów poświęconych obu szminkom.

Dodatkowo chciałabym polecić wam herbatę, którą piłam u koleżanki a następnie kupiłam sama i zupełnie się od niej uzależniłam- Irving biała poziomkowa z mandarynką. Jest przepyszna.




Co ciekawego kupiłyście ostatnio?

środa, 26 września 2012

Alterra Szampon kofeina i biotyna


Testowałam już sporo łagodniejszych/bardziej naturalnych szamponów do włosów, pozbawionych najmocniejszych detergentów i silikonów. Z bardzo różnym skutkiem. Spora część pozostawiała moje włosy tępe, matowe i splątane. Część była przeciętna a kilka z nich polubiłam (ale była to zdecydowanie najmniejszy ułamek tej grupy). Miałam już kiedyś któryś z szamponów Alterra, zabijcie mnie ale nie pamiętam który (migdałowy? ten z papają?), i nie byłam specjalnie zadowolona ale kiedy pojawiła się nowa odsłona z kofeiną i biotyną planowałam zakup. Szczęśliwym trafem szampon ten trafił do mnie w paczuszce z innymi kosmetykami Alterra i mogłam rozpocząć testy szybciej niż się spodziewałam. Dzisiaj zużyłam ostatnią kroplę, pora na podsumowanie.

Szampon ma postać praktycznie przezroczystego rzadkiego żelu i zapach będący kolejną wariacją na temat zapachu kosmetyków Alterra. Pachnie lepiej niż maska do włosów z granatem (która pachnie dość nieprzyjemnie, nieświeżym ciastem cytrynowym ), trochę bardziej jak herbata z cytryną. Nie przepadam za alterrowym zapachem, ale ten szampon pachnie stosunkowo najprzyjemniej i na szczęście nie wyczuwam go na włosach po spłukaniu.
Od szamponu wymagam aby skutecznie, ale nie za mocno oczyszczał (nienawidzę skrzypiąco czystych włosów, brr....), nie plątał dodatkowo włosów i w miarę możliwości pozostawiał je przyjemne w dotyku. Alterra biotyna i kofeina obiecuje wzmocnienie przerzedzonych i wypadających włosów, nie wierzę jakoś w tego typu obietnice na szamponach, coś co pozostaje na głowie w porywach 2 minuty może działać wspomagająco ale na pewno nie uleczy poważnych problemów.
Nie mniej jednak bardzo polubiłam ten szampon. Skutecznie oczyszcza a włosy po umyciu są wyraźnie bardziej miękkie (czuć to od razu po spłukaniu produktu) i błyszczące. Nie plącze i nie wysusza nadmiernie skóry głowy ani samych włosów.
Cena przyjazna, szkoda tylko że nie występuje w większych butelkach bo przy bardzo długich włosach  małe pojemności rzędu 200ml bardzo szybko się kończą. Bardzo fajny produkt, będę do niego wracać.

Ocena: 5

czwartek, 16 sierpnia 2012

Przegląd kuferka: produkty do pielęgnacji włosów




Dzisiejszy post nie będzie spisem ulubieńców w kategorii pielęgnacji włosów, nie jest też w zamyśle szczegółową recenzją zebranych tu kosmetyków. Nie będę opisywać dokładnie wymagań moich włosów ani sposobu pielęgnacji z uwzględnieniem co jak i dlaczego robię.
Chiciałabym po prostu pokazać wam co aktualnie mam na swojej łazienkowej półce (to oczywiście przenośnia bo kosmetyki te porozmieszczane są po całym domu ;) ), czym raczę swoje kudełki. Znajdą się tu więc moim stali ulubieńcy, do których wracam ale także produkty kupione jednorazowo, przypadkowo oraz takie, za którymi nie przepadam i staram się je zmęczyć do końca. Pełne spektrum. Ot taki post informacyjny zaspokajający ciekawość tych z was, które zastanawiały się jakich kosmetyków do włosów używam. Nie wiem jak wy, ale ja jestem chyba wścibskim stworzeniem po prostu bo bardzo lubię oglądać tego rodzaju posty na innych blogach :).



Szampony. Tu dość ubogo aktualnie. Pokończyły mi się zapasy a w Rossmannie nie ma żadnego z moich ulubieńców w promocji. Padło więc na przypadkowy szampon który spełniał moje dwa podstawowe kryteria : duży i przeceniony  :). Mam już KWC w kategorii oczyszczania włosów, ale mimo tego lubię często zmieniać szampony. Tym razem kupiłam Gliss Kur Ultimate Volume. Nie jestem nim zachwycona, ale nie mam też większych zastrzeżeń. Na półce stoją również kostki Lush. Seanik, który jest na prawdę świetny (włosy po umyciu są miękkie i lśniące) oraz New, który muszę jeszcze potestować.


Maski i odżywki. Używam odżywek po każdym myciu a porządną półgodzinną maskę staram się zafundować włosom przynajmniej raz w tygodniu (choć przyznaję się bez bicia, to jedyny aspekt pielęgnacji włosów, który zdarza mi się zaniedbać).
Nie jestem szaloną fanką Waxów, ale ten w wersji mlecznej mi odpowiada. Muszę go zużyć bo została już tylko odrobina (nienawidzę zostawiać resztek). Maskę Eva Natura nabyłam za pośrednictwem koleżanki, muszę wziąć się za porządne testowanie bo do tej pory użyłam jej tylko raz czy dwa. Nie byłam zachwycona efektem, dla tego poszła w odstawkę. Chciałabym jednak dać jej jeszcze jedną szansę bo bardzo przyjemnie pachnie i ma fajny skład.
W ramach odżywiania czupryny aktualnie używam nowej ekspresowej kuracji L'oreal Elseve z argininą (ale czerwona wersja jest zdecydowanie lepsza i skuteczniejsza), dwuminutowej maski Isana z proteinami pszenicy (kupiłam po przeczytaniu posta Idalii, ale niestety u mnie się nie sprawdziła. Nie robi z włosami nic specjalnego. Dużo lepsze efekty widziałam po legendarnej różowej odżywce z babasu) oraz balsamu do włosów przeciw wypadaniu Green Pharmacy (w fazie testów).

Dzisiaj kliknęłam na allegro starą dobrą litrową maskę Kallos Latte bo stęskniłam się za nią. Bardzo ją lubię, nie tylko za piękny zapach.


Oleje. Do olejowania włosów podchodzą bardzo systematycznie, zazwyczaj przed każdym myciem, już od ponad roku. Nie jestem wielkim eksperymentatorem w tej dziedzinie, wypróbowałam niewiele produktów, ale te w mojej kolekcji na razie mi odpowiadają.  Używam oliwki Hipp (czyli oleju ze słodkich migdałów i słonecznikowego), olejku Alterra z awokado i granatem (który ze względu na zapach, skład, cenę i wygodny aplikator jest moim ulubieńcem), Amli Dabur (choć rzadko, mnie jej zapach kompletnie nie przeszkadza, ale rodzina bardzo narzeka ;) ) oraz dwóch nowości: olejku łopianowego z papryką do skóry głowy Green Pharmacy i mieszanki Oilmedica na bazie oleju kokosowego.


Inne czyli wcierki, spraye itp. W mojej kolekcji nie może zabraknąć Biosilk Silk Filler który bardzo ułatwia rozczesywanie. Ostatnio jednak odstawiłam go na rzecz testowania Eliksiru przeciw wypadaniu włosów Green Pharmacy. Aktualnie przed każdym myciem stosuję wcierkę- odżywkę Farmona Jantar ( jest rewelacyjna, dzięki temu że farbuję włosy mogę dokładnie śledzić przyrost ;) i kiedy systematycznie używam Jantara widzę, że włosy na prawdę rosną szybciej). Maska Vatika Night Repair to produkt po który sięgam rzadko. Żel aloesowy wcieram czasem w skórę głowy i dodaję do maseczek.



Stylizacja i produkty do zabezpieczania końcówek. Zużywam teraz suchy szampon Syoss, pomimo jego skuteczności, nie mogę doczekać się końca opakowania (więcej TU). Raz na tak zwany ruski rok, używam sprayu z solą morską Tigi, równie często sięgam po lakier wo włosów (nie uwieczniłam go nawet na zdjęciu, bo gdyby zniknął z półki to nawet bym tego nie zauważyła). Po każdym myciu używam jednak serum z silikonami na końcówki. Moje długie włosy potrzebują takiego zabezpieczenia jak powietrza. Zamiennie używam olejku Macadamia (oprócz silikonów ma również olejek z makadamii i arganowy), serum L'biotica A+E (to najczęściej bo jest go mało i czas je wykończyć) oraz John Frieda Frizz Ease. Odżywka bez spłukiwania Macadamia to miniatura, która powoli ma się ku końcowi.




Na koniec suplementy. Nie jestem wyznawcą kultu łykania witamin i innych suplementów. Humavit jest jednak ze mną od dość dawna i co jakiś czas do niego wracam. Nie mogę brać większości preparatów zawierających cynk. Humavit Skrzyp i Pokrzywa zawiera jak widać właściwie tylko drożdże, skrzyp i pokrzywę dzięki czemu nie wywołuje koszmarnych pocynkowych mdłości. Jest tani, szczególnie biorąc pod uwagę ilość tabletek a co najważniejsze widzę pozytywne rezultaty. Teraz wróciłam do niego chcąc wzmocnić trochę wypadające włosy i jakoś odrobinę wspomóc moją biedną cerę, która nie radzi sobie po odstawieniu hormonów :(. Pewnie można zamiast tego pić skrzyp i pokrzywę, ale tu mam też drożdże których niestety nie byłabym w stanie wypić (pomimo mojej ogromnej sympatii dla tych niezwykłych organizmów modelowych, którym tak wiele zawdzięcza nauka :) ). Po prostu nie lubię zapachu i smaku drożdży.
Łykam też kwasy omega, teraz Eye q który zawiera olejek z wiesiołka, co mam nadzieję wpływa też jakoś pozytywnie na włosy.


To by było na tyle. Nie mam żadnych zapasów oprócz jednej odżywki Himalaya Herbals. Oczywiście jest to całokształt zbiorów, żeby ktoś się przypadkiem nie przeraził, że używam tego wszystkiego na raz i codziennie.


Czego aktualnie używacie do pielęgnacji włosów? Czy chcecie zobaczyć jakieś inne zbiory? Maseczki do twarzy? Kremy? Produkty do włosów są zdecydowanie najliczniejszą pielęgnacyjną frakcją w moich zbiorach. A może chciałybyście zobaczyć dokładniejszą recenzję któregoś z wymienionych dziś produktów?

piątek, 13 kwietnia 2012

Alterra Krem do mycia twarzy + lakiery Zoya




Przedwczoraj wyrzuciłam pustą tubkę Kremu do mycia twarzy Alterra,czas na obiecaną recenzję.Jeżeli chodzi o żele do mycia twarzy jestem dość wybredna,większość z nich wysusza i pozostawia nieprzyjemne uczucie ściągnięcie.Przetestowałam większość tego typu produktów dostępnych na drogeryjnych półkach i te które lubię można policzyć na palcach jednej ręki (ale jest ich zdecydowania mniej niż 5).
Nie jestem wielką fanką kosmetyków Alterra,ale na krem postanowiłam się skusić,trochę z braku innych perspektyw.Bardzo się cieszę,że trafił w moje ręce bo okazał się być bardzo dobry.

Ma konsystencję przypominającą mleczko do demakijażu,jest dość rzadki.Producent podpowiada,że można go używać bez wody.Ja stosuję go jednak w klasyczny sposób,nakładam troszkę na szczoteczkę Mia a potem zmywam wodą.
Krem skutecznie oczyszcza z resztek makijażu,ale nie wysusza.Skóra jest przyjemna w dotyku.Pomimo kremowej konsystencji,produkt nie jest tłusty i spokojnie poleciłabym go zarówno skórze normalniej jak i tłustej.


Zapach jest niezbyt przyjemny,cytrusowy,charakterystyczny dla całej serii Alterra.Wiem jednak,że wiele z was go lubi.
Tubka ma dość małą pojemność (125ml za około 10zł),ale jest bardzo wydajny i wystarczył mi mniej więcej na tak długo jak klasyczne 200ml.
Skład,jak w przypadku większości produktów Alterra wygląda bardzo zachęcająca.Zawiera alkohol,ale to norma w kosmetykach pretendujących do miana naturalnych/ekologicznych itp.Nie obawiałabym się go zanadto,krem jest łagodny i nie podrażnia.


Zdecydowanie polecam,nie mam większych zastrzeżeń poza zapachem.Na pewno kupię ponownie.

Ocena: 5




Dotarła do mnie dziś przemiła paczuszka od sklepu internetowego Camello,otrzymałam do przetestowania dwa lakiery Zoya: Dove i Ciara.Swatche wkrótce :)


sobota, 31 marca 2012

Ulubieńcy marca + ostatni dni -50% na kosmetyki Sephora



Koniec marca.Fajnie,bardzo lubię kwiecień :).W tym miesiącu miałam trochę mniej ulubieńców niż zazwyczaj,testowałam wiele nowych rzeczy.Jest jednak kilka wyjątkowych kosmetyków,które towarzyszyły mi codziennie.

-zapachy to owocowo-wiosnenna,piękna Gucci Flora EDT oraz nieskomplikowany i po prostu ładnie pachnący ;) Pure DKNY.Oba bardzo sympatyczne i trwałe.Szkoda,że Pure to tylko 15ml.Kupiłam ją bodajże w grudniu w bardzo fajnej promocji za 39zł i żałuję że to taka mała buteleczka.

-Essie Play Date.Lakierowa miłość od pierwszego wejżenia,idealny sprany neonowy fiolet.Zdecydowanie w moim top 5 wszechczasów.

-Alterra krem do mycia twarzy z dziką różą.Bardzo dobry,grzecznie współpracuje z Clairsonickiem.Tylko zapach mnie nie zachwyca (pachnie jak wszystkie produkty Alterra nieświeżym cytrusowym ciastem)

-Beauty Formula plasterki na nos z węglem.Jestem wielką fanką plasterków oczyszczających nos,cieszę się że wróciły do sklepów.Te konkretne są jednymi z najlepszych.Ach to uczucie satysfakcji,kiedy odkleisz plasterek i z zadowoleniem patrzysz,że całe ta menażeria nie siedzi już pod twoją skórą :D

-MAC Mocha róż.Bardzo udany zakup.Pasuje do każdego makijażu.

-W tym miesiącu z przyjemnością nosiłam szminki w intensywnych kolorach,najczęściej YSL Glossy Lip Stain.



Acha,chciałam wam jeszcze przypomnieć że jutro jest ostatni dzień promocji w Sephorze.Przynosząc stary produkt(aczkolwiek nie traktują tego zbyt na serio,pani powiedziała mi że jeżeli mi nie potrzebne to mogę oddać ale jeżeli nie to mam zatrzymać a rabat też będzie) otrzymacie -50% na produkty do makijażu Sephora.Pędzle też się liczą.Myślę,że to bardzo fajna okazja bo Sephora ma sporo dobrych kosmetyków i pędzli właśnie a po rabacie ceny stają się bardzo bardzo przystępne.


Ps.Wrocławianki,czy wiecie że we Wrocławiu będą aż dwa stoiska Flormar?Ja dzisiaj po raz pierwszy trafiłam na te kosmetyki w "realu" w Arkadach a sprzedająca tam babeczka powiedziała,że otwierają się też w Magnolii.Bardzo mi się Flormar spodobał,tym razem kupiłam tylko coś do blogboxa,ale w przyszłości kto wie kto wie :).Na przykład cienie mają genialną pigmentację i konsystencję a wypiekane pudry i róże wyglądają bardzo zachęcająco.







Jacy są wasi ulubieńcy miesiąca?

sobota, 21 stycznia 2012

Burn testuje: Alterra krem brązujący




Krem brązujący Alterra kupiłam w lecie,stoi na mojej półce już więc dość długo.Recenzję zacząć muszę od tego,że polska nazwa wprowadza w błąd,nie jest to bowiem krem brązujący (nie zawiera samoopalacza) a tonujący.Innymi słowy jest to coś pomiędzy kremem nawilżającym a podkładem,pielęgnuje i poprawia koloryt.
Zawiera ekstrakt z brzoskwini i,według producenta,jest przeznaczony do cery mieszanej i normalnej.

Występuje tylko w jednym kolorze,mnie bardzo on odpowiadał,ale podejrzewam że dla niektórych osób może być za ciemny.Odcień jest w miarę neutralny,bez wyraźnych ciepłych czy chłodnych tonów.Dobrze rozprowadza się na twarzy,daje całkiem niezły poziom krycia-w letnich warunkach wystarczający.Wykończenie raczej matowe,nie powoduje świecenia się a wręcz matuje,szczególnie w duecie z sypkim pudrem.



Konsystencja kremowa,ale nie tłusta.Nawilżenie przyzwoite,chociaż szczerze mówiąc zazwyczaj stosowałam go na krem nawilżający.Zawiera w składzie alkohol,wychodzę z założenia że nie ma co tego składnika demonizować,podobno szybko paruje z powierzchni skóry.Oczywiście,częste używanie np. toniku składającego się z dużej ilości alkoholu raczej nikomu nie służy ale kupując kosmetyki naturalne często spotkamy się w ich składzie z alkoholem,bo jest popularnym naturalnym konserwantem.W niewielkich ilościach nie powinien wywoływać wielkiego niepokoju ;).
Zapach kremu jest średnio przyjemny,cytrynowo-cukierniczy jak w przypadku innych produktów Alterra.

Utrzymuje się na twarzy całkiem sługo,porównywalnie do podkładów.Na prawdę byłabym z tego kremu bardzo zadowolona,gdyby nie fakt że mnie zapycha i to dość znacząco :(.Od jakiegoś czasu moja skóra stała się podatna na zapychanie i niestety ten krem znalazł się na liście szkodników.Mam wielką nadzieję,że kiedy wrócę do niego latem okaże się,że jest ok ale pewnie tylko się łudzę.

Polecam go przetestować,za kilkanaście złotych (10,90? nie pamiętam dokładnie) otrzymujemy 50ml bardzo dobrego produktu.Jeżeli nie będziecie miały takiego pecha jak ja,może się on stać godnym zamiennikiem dla podkładu w letnie upały.Do tego w składzie mamy sporo fajnych pozycji jak np. oliwa z oliwek,olej z pestek moreli czy olej sezamowy.



Znacie ten produkt?Jak go oceniacie?


Ps.Przepraszam za ostatnią absencję.Sesja i inne obowiązki powoli dobierają się do mojego wolnego czasu...:(

piątek, 1 lipca 2011

Burn testuje: Alterra Maska nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych granat i aloes


Uzależniłam się.Uzależniłam się od pisani postów,czytania komentarzy i codziennych "spacerów" po tym naszym kosmetycznym światku :).Wczoraj miałam małą awarię komputera i tak na prawdę,jedyną rzeczą jaką bardzo chciałam zrobić było nie poprzeglądanie allegro,sprawdzenie co nowego na Facebooka czy oglądanie filmików na Youtubie.Nie,najbardziej miałam ochotę napisać nowego posta i byłam bardzo niepocieszona,że nie mogę tego zrobić.
Na szczęście jednak awaria została zażegnana i wracam do was z recenzją Maseczki nawilżającej do włosów suchych i zniszczonych rosmannowskiej marki Alterra.Kilka dni temu skończyłam ją nieodwołalnie,więc przyszła pora na podsumowanie.

Według producenta:

Każde włosy zasługują na indywidualną pielęgnację. Do produkcji maski nawilżającej do włosów Alterra zastosowaliśmy specjalnie dobrane składniki najwyższej jakości:
wartościowa kompozycja pielęgnująca z wyciągami z aloesu*, granatu* i kwiatów akacji* dodatkowo pielęgnuje włosy, nawilża je i dostarcza włosom zniszczonym nowej energii.
*z kontrolowanej biologicznej uprawy.


Cena: poniżej 10zł za 150ml


Gdzie kupić? Marka Alterra to wewnętrzna marka drogerii Rossmann,dostępna tylko w tychże


Według Burn:

Maseczka ma dość rzadką jak na tego typu produkt konsystencję.Nie na tyle,żeby przysparzało to jednak problemów przy aplikacji.



Producent zaleca nakładanie produktu na taką ilość czasu,jaka będzie odpowiednia do stanu naszych włosów.Nakładałam ją na krótko czyli około 2-3 minut a także na ponad 15 i muszę powiedzieć,że nie zauważyłam specjalnej różnicy po dłuższym pozostawieniu jej na włosach.Spokojnie można ją więc stosować,jako maseczkę ekspresową.
Po spłukaniu włosy są bardzo miękkie,gładkie i lepiej się rozczesują.Nie daje spektakularnego efektu,działa bardziej jak odżywka niż maseczka ale generalnie jest warta uwagi,szczególnie jeżeli zależy wam na bardziej naturalnym i bezsilikonowym pielęgnowaniu włosów.Zawiera alkohol,ale nie zauważyłam wzmożonego blaknięcia koloru farbowanych włosów.
Jedyne,co mi w niej nie odpowiada to zapach (pachnie trochę jak ciasto cytrynowe z domieszką świeżo skoszonej trawy).Nie mniej jednak jestem w stanie go znieść,szybko ulatnia się z włosów.

Skład:

Skład: Aqua, Alcohol*, Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Glycine Soja Oil*, Sodium Lactate, Punica Granatum Seed Oil*, Butyrospermum Parkii Butter*, Carthamus Tinctorius Oil*, Ricinus Communis Oil*, Punica Granatum Extract*, Aloe Barbadensis Extract*, Acacia Farnesiana Extrakt*, Panthenol, Panthenyl Ethyl Ether, Lauroyl Sarcosine, Hydroxyethylcellulose, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronelloll**, Citral**. (14.04.2011)

* składniki pochodzące z upraw ekologicznych
** naturalne olejki eteryczne


Ogłoszenie-po osiągnięciu 300 obserwatorów planuję małe rozdanie,także zapraszam do obserwowania :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...