środa, 29 lutego 2012

Laboratorios Babe Balsam do ciała z mocznikiem 10%




Lubię kosmetyki apteczne,często okazują się bardziej delikatne i skuteczne niż te dostępne na drogeryjnych półkach.Od miesiąca testuję dermokosmetyki hiszpańskiej marki Laboratorios Babe.Włoskie i francuskie kosmetyki już znam.Hiszpańskie?Czemu nie :)!


Dzisiaj chciałabym napisać wam więcej o Balsamie do ciała z 10% mocznikiem.Balsam przeznaczony jest do skóry suchej.Producent obiecuje:


"10% zawartość mocznika w unikalnym połączeniu z olejem sojowym i masłem Shea-  - zapewnia skórze  intensywne nawilżenie, przywraca jej utraconą miękkość, eliminuje nadmierne rogowacenie i odbudowuje naturalny płaszcz hydrolipidowy skóry. Pozostawia skórę nawilżoną i gładką. Hypoalergiczny.
WSKAZANIA:
  • Skóra sucha i bardzo sucha;
  • Skóra łuszcząca się, zrogowaciała i szorstka w dotyku


WŁAŚCIWOŚCI:
  • Posiada wieloskładnikowy kompleks łagodzący;
  • Skutecznie myje nie podrażniając skóry;
  • Po kąpieli w basenach;
  • Skóra zniszczona słońcem.
SKŁADNIKI AKTYWNE:
Mocznik10.00%
Olej sojowy3.50%
Gliceryna3.00%
Masło Shea2.00%
Witamina E0.25%
Kwas Mlekowy0.12%
SPOSÓB UŻYCIA:
Delikatnie masować, aż do całkowitego wchłonięcia"

Balsam zamknięty jest w 500ml buteleczce z pompką.Lubię duże opakowania a jeszcze bardziej opakowania z pompką,za to produkt ma u mnie niewątpliwy plus.Przeglądając sklepy internetowe ( w stacjonarnych aptekach nie widziałam jeszcze produktów Babe) można stwierdzić,że jego cena waha się w okolicach 50-60zł.
Zaskoczyła mnie lekka konsystencja,po produkcie do skóry suchej spodziewałam się raczej gęstego kremu niż lekkiego mleczkopodobnego balsamu.Produkt łatwo rozprowadza się na skórze i szybko się wchłania.Po zastosowaniu skóra jest miękka i przyjemna w dotyku,choć w bardziej suchych partiach ciała miałam ochotę dołożyć kolejną porcję balsamu.Mam wrażenie,że przydałoby się więcej natłuszczenia.Dawał ulgę ściągniętej skórze,ale nie zostawiał ochronnego filmu wystarczająco długo.Lubię kiedy rano wchodząc pod prysznic czuję,że zmywam pozostałości nałożonego wieczorem kosmetyku.

Jeżeli chodzi o efekt działania mocznika,to balsam zasługuje na pochwałę.Dość spora(jak na pielęgnacyjny balsam do ciała) zawartość tego składnika ładnie zmiękcza skórę,poprawił stan moich pękających suchych łokci.Z nadmiernym rogowaceniem w okolicach przedramion sobie nie radzi,ale nie jest to dla mnie żadna niespodzianka bo nawet kremy 60% mocznika nie podołały temu zadaniu.
Podoba mi się zapach,jest przyjemny i świeży a za razem neutralny.Nie będzie kłócił się z perfumami.

Produkt jest przyjemny w użyciu,ma wygodną pompkę,miły zapach a zawartość mocznika rzeczywiście bardzo dobrze wpływa na skórę z problemami.Jednak jak na balsam do ciała dedykowany skórze suchej jest moim zdaniem za mało natłuszczający.Określiłabym go raczej jako rozwiązanie dla skóry normalnej z problemami związanymi z nadmiernym rogowaceniem skóry.
Cena za duże opakowanie,biorąc pod uwagę że jest to dermokosmetyk jest w miarę rozsądna.Niestety nie udało mi się sfotografować składu,w internecie też go nie znalazłam.Jednak,na moje niezbyt doświadczone oko,wydaje się na prawdę niezły.Balsam nie zawiera parafiny a mocznik znajduje się na drugim miejscu w składzie.

Ocena: 4 (wiem,że często daję "czwórkę" ale na prawdę wiele jest produktów w tym przedziale,solidnych i dobrych ale nie bardzo dobrych czy rewelacyjnych :) ).

Czy kupiłabym ponownie?Nie,dla mnie jest za lekki,kocham gęste masła i kremy.Jeżeli jednak lubicie lżejsze balsamy a jednocześnie zależy wam na działaniu mocznika to warto zwrócić na niego uwagę.

poniedziałek, 27 lutego 2012

L'oreal Elseve Total Repair 5 Isntant Miracle


Dzisiaj o odżywce,która w ciągu ostatniego miesiąca podbiła moje serce.L'oreal Elseve Total Repair 5 Instant Miracle Natychmiastowa Moc Kuracja Regenerująca (co kosmiczna za nazwa!) zwróciła moją uwagę głownie ze względu na to,że akurat była w promocji a ja potrzebowałam odżywki.
Za 14,99zł kupiłam 200ml produktu w tubce.Dość drogo jak na drogeryjną odżywkę,dwa razy drożej niż zapłacimy za zwykłą odżywkę Elseve.Myślę,jednak że zdecydowanie warto ją kupić,nawet za prawie 20zł kiedy akurat nie jest w promocji.Dla czego?Czytajcie dalej.


Odżywka ma raczej lekką konsystencję,nie przypomina typowej maski do włosów.Mocny,ale przyjemny zapach (nie potrafię go określić inaczej niż tak,że pachnie dobrej jakości odżywką do włosów :) ).Właściwie na pierwszy rzut oka zachowuje się dość niepozornie,nie spodziewałam się po niej niczego specjalnego.Pozostawiłam ją na jakieś 2 minuty (producent zaleca nałożyć produkt na całą długość i bezzwłocznie zmyć)a efekt,jaki widziałam po wysuszeniu włosów bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.
Włosy były mięciutkie,sypkie,błyszczące i bardzo dobrze się układały.Tak miłe w dotyku,że nie mogłam przestać ich dotykać :).Co więcej efekt utrzymywał się nawet drugiego dnia po umyciu,często mam problem z ujarzmieniem kudełków na drugi dzień.Odżywka powoduje,że są one zdecydowanie bardziej sprężyste,gładkie i posłuszne.
Moje suche,farbowane włosy bardzo ją polubiły,myślę też że nie powinna obciążać nieco mniej wymagających włosów.


Zdecydowanie polecam,odżywka dołączyła do mojej top listy produktów do pielęgnacji włosów.

Ocena: 5+

sobota, 25 lutego 2012

Ulubieńcy lutego



Koniec miesiąca znów nadchodzi znienacka :).Czas na ulubieńców miesiąca.

1.Luty na paznokciach upłynął od znakiem brokatu,flakies i innych efektów specjalnych.Oprócz tego często nosiłam ciemnoróżowe różowe pazurki.Na zdjęciu My Secret 104 i OPI Pink Flamenco.

2.Yves Rocher krem regenerujący Pure Calendula.Ma konsystencję gęstego masła do ciała,działał kojąco na moją przesuszoną mrozem i ogrzewaniem skórę.Idealny zimowy krem na noc.

3.YSL Baby Doll.Kolejny miesiąc w jego towarzystwie.Niestety kończy się definitywnie,dzisiaj czeka mnie ostatnie użycie :(

4.Elseve Total Repair 5 Instant Miracle.Odżywka cudotwórca!Recenzja wkrótce.

5.Floslek Kosmetyczna wazelina do ust.Recenjza TU.

6.NYC Sunny Bronzer.Świetny i tani matowy bronzer.Niestety to kolejny produkt,który niedługo mi się skończy.Na szczęście właśnie rozpoczęłam przygodę z Ziemią Egipską i coś czuję,że polubimy się na dłużej.

7.MAC Mineralize Eyshadow Daylight z kolekcji Naturally.Pisałam o nim TU.Używałam prawie codziennie w lutym,kocham ten niejednoznaczny kolor-kameleon.

8.Ecotools pędzel do pudru.Mięciutki,bardzo przyjemnie nakłada mi się nim bronzer.Kolejny udany produkt Ecotools.



Jacy są wasi ulubieńcy w tym miesiącu?


Ps.Jeszcze jedna mała sprawa.Wczoraj czytając komentarze pod postem Vex zdałam sobie sprawę z istnienia folderu spam dla komentarzy na Bloggerze.Zajrzałam do niego i okazał się,że znalazł się tam mnóstwo normalnych komentarzy :(.Bardzo mi przykro z tego powodu,mam nadzieję że nikt nie poczuł się z tego powodu zignorowany.Od tej pory będę regularnie sprawdzać ten forder.Mogę was zapewnić,że nie poddaję komentarzy pod postami żadnej cenzurze(usuwać je będę jedynie w przypadku ewidentnej reklamy czy obraźliwych,wulgarnych treści).Ewentualne znikające komentarze są winą błędnego wychwytywania spamu.

piątek, 24 lutego 2012

Make Up Store Microshadow Glam Peach



Dzisiaj kolejna nowość Make Up Store w mojej kosmetyczce.Tak samo,jak w przypadku Reflex Cover,cień Microshadow możecie kupić w warszawskim salonie MUS lub w sklepie internetowym.
Cień kosztuje 55zł za sporą pojemność tj. 3,5 g (o 2g więcej niż cienie MAC!).Proste i ładne opakowanie,w pokrywce mamy przezroczyste okienko w kształcie litery M,co ułatwi identyfikację koloru w przypadku większej kolekcji.Większe okienko byłoby pewnie bardziej wygodne,ale całość prezentuje się przyjemnie dla oka.

Wybrałam kolor Glam Peach,na pierwszy rzut oka wygląda on jak miedziany brąz ze złotymi drobinkami.Na stronie opisany jest jako "rdzawy ze złotymi i zielonymi drobinkami".




Na swatach widać,że to dość złożony kolor,taki kameleon :).W ciepłej,czerwono-brązowej matowej bazie znajdziemy bardzo drobne złote iskierki.Na oku jednak drobinki są właściwie niewidoczne,cień wygląda na bardzo ciepły,kakaowy brąz z odrobinką fioletu (!).Wklejam zdjęcia na żywym organizmie ,chociaż oczywiście jak zwykle wyżarło na nich kolor i zamiast wielowymiarowości widać kolorową plamę :/



Cień ma bardzo dobrą pigmentację,sprawdzi się w jego wypadku metoda stopniowego budowania koloru przez nakładanie 2-3 cienkich warstw.Kolor jest intensywny i nałożony jednorazowo w dużej ilości może utrudnić rozblendowanie.
Konsystencja jest raczej sucha niż kremowo-maślana,ale nie miałam specjalnych problemów z aplikacją.Cień nie blaknie i oczywiście nie wałkuje się (użyty na bazę).

Produkt mi się spodobał,kolor jest ciekawy i wielowymiarowy.Bardzo w moim stylu,kocham ciepłe odcienie.
Konsystencja bardziej sucha od MACowej,ale nie wiem czy jest to kwestia dotycząca tego konkretnego odcienia,czy wszystkich.
Cena jest przystępna,za 55zł otrzymujemy bardzo dużą ilość produktu dobrej jakości.

Myślę,że nie będzie to mój ostatni kontakt z cieniami MUS :)


Znacie Make Up Store Microshadow?Które kolory polecacie?

czwartek, 23 lutego 2012

Adidas for Woman żel pod prysznic Fresh



Mała szybka recenzja.Podczas ostatniej wizyty w Superpharmie natknęłam się na nową serię żeli pod prysznic w promocji za niecałe 8zł/250ml.Któż nie lubi pachnących żeli pod prysznic?Ja jako maniak wszystkiego co pachnące skusiłam się oczywiście na jeden.Wybrałam wersję Fresh.
Żel jest przezroczysty i niebieski,ma dość gęstą konsystencję.Dobrze się rozprowadza,nie spływa z łapek podczas aplikacji.Opakowanie jest wyprofilowane w taki sposób aby ułatwić trzymanie mokrą ręką.
Zapach to połączenie owoców(czuję głównie gruszkę i brzoskwinię) ze świeżą miętową nutą.Czysty i odświeżający,podoba mi się.Daje lekkie,mentolowe uczucie chłodzenia na skórze.

Od podstawowego żelu pod prysznic wymagam aby skutecznie oczyszczał,miło pachniał i nie podrażniał skóry.Tylko tyle i aż tyle.Adidas Fresh wywiązuje się z zadania.Nie jest to najwspanialszy żel jakiego miałam okazję używać,ale jestem zadowolona z zakupu.Nawilżanie obiecane przez producenta można raczej włożyć między bajki.



Ocena: 4

NOTD: Essie Play Date + Essie A Cut Above czyli czysta magia :)



Moje lakierowe top 3 w kwestii kolorów?

1.korale wszelkiej maści
2.róże
3.jasne fiolety

Fiolet to genialny kolor na paznokciach,co odkryłam przypadkiem na początku mojej lakierowej przygody.Od tamtej pory darzę jasno fioletowe lakiery miłością ogromną.
Kiedy zobaczyłam zdjęcia wiosennej mini kolekcji Essie Go Overborard,wiedziałam że Paly Date musi być mój.Wczoraj dotarła do mnie paczuszka a w niej kolor,który śmiało może pretendować do miana Fioletu Wszechczasów.
Play Date to bardziej sprany neon niż typowy pastel,jest intensywny i wyraźny.Co ciekawe ma ciepły odcień,sporo różowych tonów.Idealny :)!
Dodatkowo kupiłam też Essie A Cut Above,glitter złożony z dużych heksagonalnych i małych okrągłych drobinek.Kolor to bardzo ciekawe połączenie miedzi i różu,połyskuje jak szalony.Brokat jest bardzo gęsto napakowany,już jedna warstwa daje intensywny efekt.Mam w głowie kilka fajnych pomysłów na wykorzystanie tego brokatu,niedługo wprowadzę je w życie.Póki co występuje w udanym duecie z Play Date.
Czysta magia w buteleczce,I'm in love 








środa, 22 lutego 2012

Perfecta Spa manicure i pedicure pielęgnacyjny



Dwa tygodnie temu otrzymałam paczuszkę z kosmetykami Perfecta,dzisiaj przyszła pora na recenzję pierwszej porcji :).
Na początek chciałabym opisać wam wrażenia po teście saszetek zawierających,jak to zgrabnie określił producent "manicure i pedicure pielęgnacyjny.Szczerze mówiąc już kilka razy miałam ochotę kupić je będąc w Rossmannie,ale zawsze ostatecznie zapominałam.Teraz wreszcie miałam okazję stwierdzić,czy perfectowe spa w domowym zaciszu do czegoś się w ogóle nadaje.

Do wyboru mamy zabieg do rąk oraz do stóp.Każda z saszetek składa się z dwóch części po 6ml,kosztują około 2,6zł.

Manicure pielęgnacyjny rozpoczynamy od szafirowego peelingu.W kremowej bazie znajduje się spora ilość drobnych granulek.Porcja w saszetce wystarczy spokojnie na dwa użycia.Po kilkuminutowym masażu skóra jest gładziutka i miękka.Bardzo lubię peelingi do rąk,ten również przypadł mi do gustu.Pachnie korzenną,słodką pomarańczą-tak samo pachnie też saszetka do pedicure oraz pomarańczowo-waniliowe masło i peeling do ciała,o którym napiszę niedługo.
Po peelingu nakładamy regenerującą maskę-serum.Na początku jest ona bardzo przyjemna,nawilżająca i kremowa.Niestety po chwili okazuje się,że nie chce się wchłonąć nawet po przepisowych 15 minutach.Na nic wsmarowywanie,na skórze pozostaje lepiąca się i nieprzyjemna warstwa.Niestety musiałam serum zmyć a po zmyciu nie pozostał po nim żaden efekt pielęgnacyjny.Zawartość dobroczynnej parafiny,arniki i olejku jojoba niestety nie przekłada się na imponującą pielęgnację.

Pedicure pielęgnacyjny (muszę posłużyć się zdjęciem internetowym,niestety swoją saszetkę najpierw przygotowałam do sesji a potem w szale sprzątania nieopatrznie wyrzuciłam do kosza :D ) również składa się z peelingu i maski-serum.
Peeling zawiera satysfakcjonującą liczbę drobinek,które efektywnie usuwają suchy martwy naskórek.Jeden z lepszych peelingów do stóp,z jakimi miałam do czynienia.Zawiera drobinki pumeksu,stąd podejrzewam biorą się tak dobre efekty ścierania.
Maska do stóp jest przyjemna,dużo przyjemniejsza niż w wersji do rąk.Ma postać dość lekkiego,szybo wchłaniającego się kremu.Można go nałożyć grubszą warstwą na noc(a na to ciepłe skarpetki) lub stosować jako krem na kilka razy.Przyjemnie nawilża i zmiękcza skórę,wielkiej regeneracji nie należy się spodziewać,ale zabieg jest przyjemny i można zauważyć pozytywne efekty.
W składzie znajdziemy min. olejek bawełniany i parafinę.

Jaki jest ostateczny werdykt?Manicure pielęgnacyjnego nie kupię ponownie,peeling jest co prawda przyjemny ale spokojnie można się posłużyć specyfikiem przeznaczonym do twarzy.Serum jest raczej bezużyteczne.
Pedicure uważam za wart wypróbowania.Scrub jest porządny,poradzi sobie nawet z dość ekhem...niezaopiekowanymi :) stopami.Maseczka jest ok.
Zaletą tych saszetek jest na pewno bardzo przyjemny zapach oraz możliwość wygodnego zabrania ich na przykład na wakacje.Dodatkowo,nie wiem jak w waszym przypadku,ale mi obecność takich saszetek w łazience przypomina o tym że trzeba sobie zafundować cotygodniowe spa.Maseczki,peelingi,sera i inne tego rodzaju zabiegi.Dobrze mieć czasem takie "rozpieszczacze" pod ręką,jednak do częstego stosowania lepiej chyba kupić krem i peeling w pełnowymiarowej tubce co na dłuższą metę bardziej się opłaca.


ocena manicure: 3


ocena pedicure: 4




Znacie te saszetki?Co o nich myślicie?

wtorek, 21 lutego 2012

NOTD: Złote piegi





Color Club Nomadic in Nude w komplecie z Essence Colour & Go 67 Make it Golden.Chłodny beżowy kolor nude i złote drobinkowe szaleństwo.Make it Golden to mieszanka dużego brokatu,heksagonalnego brokatu,małego brokatu oraz mikrodobinek dających złotą poświatę.
Efekt zachwycający,niestety lakier Essence pomimo swojej niewątpliwej urody potwierdza moją kiepską opinię o tych lakierach.Długo schnie,szybko odpryskuje i zmywa się tragicznie.
Jedyny lakier Essence,z którego byłam zadowolona to genialny topper Confetti.Nie mniej jednak ten zestaw bardzo mi się podoba,uwielbiam heksagonalny brokat :).Już nie mogę się doczekać na Essie a Cut Above!

niedziela, 19 lutego 2012

Floslek Wazelina kosmetyczna do ust


Produkty do ust zużywam i kupuję hurtowo.Mam je w każdej torebce,każdym pokoju i każdym zakamarku tegoż pokoju :).Co jakiś czas wybieram się do drogerii i kupuję kilka na zapas.Ostatnim razem podczas uzupełniania tychże zapasów do koszyka trafiła nowość w Rossmannie,wazelina do ust Floslek.
Muszę od razu zaznaczyć,że nie jestem wielką fanką wazeliny jako środka do pielęgnacji ust i zazwyczaj używam jej raczej do ochrony skóry podczas farbowania włosów.Wazelina jest zazwyczaj tłusta,ale dość lekka i błyskawicznie schodzi z ust nie pozostawiając na nich ochronnej warstwy.Po wazelinie Floslek nie spodziewałam się niczego innego,ale pomyślałam że w ostateczności zużyję ją do smarowania łokci (mam odwieczny problem z pękającymi i suchymi łokciami niestety :( ) lub właśnie przy farbowaniu włosów.Za ładną i sporą metalową puszeczkę waniliowej wazeliny zapłaciłam 6,99zł.
Firma Floslek po raz kolejny sprawiła mi pozytywną niespodziankę,wazelina nie tylko bardzo ładnie pachnie (delkiatnie,waniliowo-krówkowo,mniam!) ale właściwościami pozytywnie wyróżnia się na tle innych wazelin.
Jest bardziej gęsta i treściwa,przypomina mi raczej porządny balsam do ust niż zwykłą apteczną petrolatum jelly.Chroni i natłuszcza usta,utrzymuje się na nich przez długi czas.Puszeczka jest estetyczna i wygodna.
Polubiłam ten produkt,okazał się być dużo lepszy niż się spodziewałam.Zaopatrzyłam się już w zapas w postaci wersji poziomkowej.Do wyboru mamy więc całkiem sporo apetycznych zapachów: waniliowy,czekoladowy,różany,pomarańczowy i poziomkowy.Wazeliny nie mają smaku (na szczęście!) a zapach jest delikatny i nienachalny.




Zdecydowanie polecam!

Ocena: 5

piątek, 17 lutego 2012

Make Up Store Reflex Cover





Znacie kosmetyki Make Up Store?Ja muszę się przyznać,że to pierwszy raz kiedy mam okazję je przetestować.Do tej pory słyszałam o marce dość sporo,ale jako że jedyny sklep stacjonarny jest w Warszawie,nigdy nie "macałam" ich ani nie używałam osobiście.
Kiedy dostałam propozycję przetestowania tych produktów,bardzo się ucieszyłam.Nic mnie tak nie ekscytuje jak nowa,niedostępna dla mnie wcześniej makijażowa marka :).
Do listu,który otrzymałam wraz z paczuszką do testów była dołączona wizytówka,z której dowiedziałam się,że Make Up Store ma także polski sklep internetowy!To bardzo kusząca wiadomość,potencjalnie zakupogenna :D.
MUS jest marką szwedzką,ale patrząc na kosmetyki można zauważyć,że produkowane są one w Kanadzie(co jest bardzo dobrym znakiem,mój ukochany MAC to również firma kanadyjska :) )
Jeżeli chodzi o ceny,to MUS plasuje się w okolicach MACa(niektóre produkty są tańsze niż w MACu,niektóre droższe),jest więc tańszy od typowych marek selektywnych z Sephory czy Douglasa.
Korektor,o którym dziś chciałabym wam napisać kosztuje 79zł za 10ml.


Na początek,co o Reflex Cover pisze producent?


"Reflex cover to magiczny korektor. Ultra lekki rozświetlający produkt, kryje drobne niedoskonałości skóry dając efekt naturalnej, rozświetlonej skóry. Doskonały pod oczy. Korektor jest odpowiedni dla każdego rodzaju skóry, nawet dojrzałej, dla kórej odpowiednia konsystencja produktu jest niezwykle ważna. Główne składniki: witamina A nawilża i działa antystarzeniowo, odnawia komórki skóry, gliceryna zmiękcza, nawilża wszystkie typy skóry. Produkt zawiera mikę, która odbija światło. Dwutlenek tytanu- daje naturajną ochrone przeciwsłoneczną odbija światło słoneczne."


Korektor zamknięty jest sporej tubce z wąskim dziubkiem.Oszczędne,ale wyglądające profesjonalne opakowanie to kolejna cecha przywołująca na myśl kosmetyki MAC.
Kolor,który mam to dark(ciemny),trochę się go obawiałam bo sama zazwyczaj wybieram korektory light albo medium.Okazuje się jednak,że ten rzekomy ciemny to średnio-jasna brzoskwinia z różowymi tonami.Zdecydowanie nic pomarańczowego.Prawdę mówiąc jest on jaśniejszy niż niektóre korektory w odcieniu typu light.





Jak sprawdza się w miejscu docelowym,czyli pod oczami?
Śpieszę donosić,że sprawdza się bardzo dobrze!Jeszcze do niedawna nie używałam regularnie korektora pod oczy,kiedy jednak wprowadziłam ten punkt do codziennego makijażu widzę zdecydowaną różnicę.Nie mam problemu z workami pod oczami,ani wielkimi sińcami ale korektor pod oczy na prawdę pozytywnie zmienia wygląd całej buzi.
Zanim poznałam Reflex Cover używałam kilku różnych produktów min. widoczne na zdjęciu Maybelline Pure Cover (który waży się pod oczami),Catrice Re-Touch(niedawny zakup,ale nawet na zdjęciu widać do mu dolega-jest bardzo suchy i gęsty) oraz Garnier Roll-on do cery śniadej (bardzo go lubię,recenzowałam TU.Jednak w zimie jest za ciemnyi za mało nawilża).MUS Reflex Cover wygląda na tym tle (i nie tylko na nim) zdecydowanie najlepiej.


Podoba mi się jego konsystencja,jest taka,jaką powinien mieć produkt pod oczy.Lekka,nawilżająca,trochę wodnista w porównaniu do produktów do maskowania wyprysków itp.Najlepszą metodą aplikacji tego korektora jest delikatne wklepywanie opuszkami palców.Następnie nakładam podkład,pamiętając o oprószeniu korektora pudrem aby go utrwalić.
Nakładam go na krem pod oczy (nie używam w tym miejscu bazy pod cienie) i nie zauważyłam żadnych problemów z wałkowaniem się czy migracją ;).Nie piecze w oczy,nie podrażnia (jak np. Joko Illumines),nie wysusza.Aplikacja jest bardzo łatwa i przyjemna.
Reflex Cover ma delikatne drobinki rozświetlejące,nie jest to jednak tak mocne rozświetlenie jak w przypadku np. YSL Touche Eclat.Kryje w sposób znaczący,testowałam go też na drobnych przebarwieniach,krostkach i zaczerwienieniach.Radzi sobie,w awaryjnych sytuacjach możemy pokusić się również o zatuszowanie nim niedoskonałości innych niż cienie pod oczami.
Wracając do koloru,stapia się z moją (dla przypomnienia jasno-średnią) skórą bardzo ładnie,dla mojej nieco ciemniejszej mamy jest idealny.Gdybym wybierała sama,zdecydowałabym się na kolor light albo medium.Lubię efekt rozświetlenia uzyskiwany sporo jaśniejszym korektorem.
Jeżeli jednak macie średnią lub lekko opaloną karnację i wolicie,kiedy korektor pod oczy przypomina raczej kolor waszej skóry(nie jest dużo jaśniejszy),nie należy obawiać się odcienia dark.
Poniżej efekt na oku (kurczaki,strasznie ciężko jest fotografować makijaż nałożony na twarz,nadal bezskutecznie próbuję rozgryźć tą kwestię.Na żywo efekt jest bardziej widoczny,ale mam nadzieję że zdjęcie jakoś wam pomoże).Lewa strona bez korektora,prawa z,Brzoskwiniowo-łososiowe tony bardzo ładnie korygują zasinienia.




Reflex Cover zdecydowanie nie zawiódł moich oczekiwań,dobrze wywiązuje się z obietnic producetna.Prawdę mówiąc mam w planach oddać powyższy ciemniejszy egzemplarz mamie a sobie kupić jaśniejszy.


Moja ocena: 5- .Minus za cenę,nie pogniewałabym się gdyby był tańszy.Jednak overall myślę,że jest wart swojej ceny.Będzie bardzo wydajny,potrzeba na prawdę odrobinki do upiększenia okolic okołoocznych :).




Macie jakieś doświadczenia z Make Up Store?Jakie kosmetyki tej marki polecacie?

czwartek, 16 lutego 2012

Lirene Design Your Style Pianka myjąca do twarzy i oczu + nowy system oceny



Dzisiaj chcę napisać o piance do mycia twarzy,którą postanowiłam ponownie kupić po dłuższej przerwie.
Zanim jednak przejdę do samej recenzji chciałabym pokrótce objaśnić nowy system oceniania kosmetyków.W ubiegłym tygodniu umieściłam na blogu ankietę,w której mogłyście zagłosować aby pomóc mi wybrać sposób w jaki podsumowywane będą recenzowane produkty.Najwięcej głosów zdobyła ocena opisowa (np zapach 10/10,konsystencja 4/10) wraz z sumowaniem punktów.Pomysł wydawał mi się bardzo fajny,po przemyśleniu jednak uznałam go za niezbyt miarodajny.Założeniem punktów jest to,że będą służyły do szybkiego porównywania kilku produktów,pomogą wybrać najlepszy.Jak jednak ocenić pod względem zapachu produkt bezzapachowy?Jak ocenić pigmentację bezbarwnego błyszczyka?Czy takim produktom dawać maksymalną ilość punktów czy minimalną ilość punktów w danej kategorii?
Gwiazdki z kolei dają zbyt małą rozpiętość punktów.Zdecydowałam się więc na skalę szkolną,oceny od 1-6,razem z + i -.Jest to skala łatwa w interpretacji i znajoma.Mam więc nadzieję,że sprawdzi się.W razie czego będę kombinować dalej :)

Pianki Lirene Design Your Style miałam okazję testować kilka lat temu,kiedy była nowością.Od tego czasu zmieniło się opakowanie (jest nieco bardziej zgrabne).Czy zmienił się skład?Muszę powiedzieć wprost,że nie wiem.
Przepadam za piankowymi produktami do mycia twarzy,są zazwyczaj delikatne,przyjemne w użyciu i bardzo wydajne.Niedoścignionym ideałem w tej kategorii była pianka L'oreal Happyderm do cery mieszanej i normalniej.Niestety,z niewiadomego mi powodu została ona wycofana jakiś czas temu :(.
Pianka Lirene jest przeznaczona dla osób 20+ (chociaż to oczywiście sztuczny podział,z powodzeniem używałam jej jako osiemnastolatka :) ).Producent obiecuje,że kosmetyk delikatnie oczyści skórę twarzy i oczu,usunie makijaż i pozostawi twarz miękką bez uczucia ściągnięcia.
Pianka ma niezwykle miękką konsytencję,wypisz wymaluj bita śmietana.Nawet końcówka opakowania wygląda jak ta od śmietanowego :)




Mycie twarzy to z jej użyciem prawdziwa przyjemność.Delikatnie pachnie owocami.Nie szczypie w oczy ani nie podrażnia.
Jeżeli chodzi o samo oczyszczanie to jest ono raczej delikatne.Nie usuwa niestety tuszu do rzęs,ani wodoodpornego ani klasycznego.Z makijażem twarzy powinien sobie poradzić,ja jednak zazwyczaj używam wcześniej płynu micelarnego a piance pozostawiam do zmycia jedynie resztki makijażu.
Nie wysusza,lekkie uczucie ściągnięcia jest ale mam je niestety po większości produktów do mycia twarzy.Po nałożeniu kremu mija.
Na pochwałę zasługuje wydajność (pianki zazwyczaj są bardzo wydajne).Bardzo delikatne naciśnięcie wydobywa sporą ilość pianki (widoczną na zdjęciu),która aż z nadmiarem wystarcza do oczyszczenia twarzy.Pojemność opakowania to 150ml,kosztuje w zależności od sklepu, kilkanaście złotych.

Pinka po raz kolejny zrobiła na mnie pozytywne wrażenie.Jest bardzo przyjemna w użyciu,wydajna i łagodna.Nie poradzi sobie ze zmywaniem intensywnego makijażu bez pomocy,ale przyjemnie odświeży i oczyści skórę bez nadmiernego wysuszania.


Ocena: 4+ (db + :) )

środa, 15 lutego 2012

Lakiery z hurtowni kosmetycznej MAR-KOS



Otrzymałam do przetestowania lakiery z hurtowni kosmetycznej MAR-KOS.Kolory,które wybrałam to 48 (waniliowy beż),18 (opalizujący brokat) i 28 (fiolet z drobinkami).
Lakiery możecie kupić TU,kosztują 12zł a ich pojemność wynosi 15ml.Do wyboru na prawdę sporo kolorów.Pędzelek jest nieco szerszy niż standardowy pędzelek (ale nie tak szeroki jak OPI czy Rimmel),wygodny w malowaniu.




Nr 18 to klasyczny okrągły glitter w przezroczystej bazie.Opalizuje na na różne,delikatne pastelowe kolory.Brokat jest dość gęsto napakowany,już jedna warstwa położna na kolorową bazę daje ładny efekt.Na zdjęciu poniżej MK Nails 18,dwie warstwy na Essie Navigate Her.Lakier jest nieco chropowaty w dotyku,wymaga położenia warstwy nawierzchniowej.












28 to przepiękny ciemny fiolet z mnóstwem różnokolorowego brokatu o różnych rozmiarach oraz kłaczkami flakies.Bardzo przypomina mi Orly Fowl Play czy OPI Merry Midnight.Jest na prawdę zjawiskowy.Do osiągnięcia głębi koloru wymaga 3 warstw lub 2 grubszych.Niestety lakier dość długo schnie :(.Jednak jego uroda zachęca mnie do eksperymentów z wysuszaczem Avonu.Może on okaże się tu pomocny.




48 to ciepły waniliowy beż.Najładniej wyglądał po jednej warstwie,będzie przyjemnym kolorem do frenchu.Przy 2 i 3 warstwie miałam  problemy ze smurzeniem.Możliwe,że jest to spowodowane tym,że nałożyłam go na goły paznokieć a nie na lakier podkładowy.Schnie szybciej niż 28,ale nadal trochę za długo dla mnie.Lubię lakiery schnące natychmiast.





Jak wam się podobają :)?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...