Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 czerwca 2012

Elf High Definition Powder


Na fali poszukiwania pudru wykończeniowego i czegoś, czym mogłabym trochę przyprószyć bb kremy kupiłam kilka miesięcy temu słynny Elf HD Powder. Dużo dobrego słyszałam na temat tego produktu, postanowiłam wypróbować na własnej skórze :).

Puder dostępny jest na stronie producenta (wysyłają do Polski) oraz na allegro,gdzie można go kupić za około 30zł z wysyłką. Słoiczek jest duży,wygląda przyjemnie. Wewnątrz tradycyjne sitko i puszek.
HD Powder to kosmetyk o prostym składzie,w środku znajdziemy krzemionkę i dimethicone.Producent zapewnia, że puder matuje, wygładza i maskuje zmarszczki oraz rozszerzone pory. Ma postać białego proszku.


Niestety,kompletnie nie mogę się dogadać z tym pudrem. Podobnie jak utrwalający Essence, Elf HD jest bardzo suchy,pylący i bieli. Widoczny na twarzy (bez względu na sposób aplikacji,tak samo zachowuje się zarówno nałożony puchatym pędzlem, jak i przy pomocy dołączonego puszku). Twarz wygląda płasko, jest matowa ale w taki nieprzyjemny "martwy sposób". Nie zauważyłam efektu wygładzania ani tym bardziej maskowania porów. Buzia wygląda jak przyprószona mąką, zero subtelnego efektu. Nie przedłuża trwałości makijażu a wspomniany mat nie trwa długo.


Oprócz niezbyt ciekawego efektu, jaki daje na skórze niestety doświadczyłam ściągnięcia i lekkiego swędzenia skóry (czasem reaguję tak na wysoką zawartość krzemionki). Istnieje również podejrzana zbieżność z częstym używaniem go a pogorszeniem stanu skóry, bardzo możliwe że to potencjalny zapychacz.

Puder jest tani i duży, zdecydowanie go wam jednak nie polecam. Nie spełnia swojego zadania i powoduje dyskomfort podczas używania. Nie dla mnie typowo krzemionkowe pudry utrwalające. Nie lubię też pudru ryżowego i bambusowego. Sama nie wiem już,czego szukać.

Ocena: 2


Macie jakieś typy jeżeli chodzi o pudry utrwalające?

czwartek, 26 kwietnia 2012

Syoss Smooth Relax Wygładzająca maseczka do włosów


Nigdy wcześniej nie kupiłam żadnego produktu Sayoss.Z jakiegoś powodu wydawało mi się,że są nieciekawe i nieskuteczne.Nie pytajcie dla czego,nie wiem.Zazwyczaj staram się nie uprzedzać do kosmetyków bo perełki można spotkać wszędzie.
W końcu jednak skuszona promocją (maska kosztowała niecałe 10zł za 200ml,cena regularna to jeżeli mnie pamięć nie myli około 16zł) i brakiem innych alternatyw kupiłam.
Maska jest przeznaczona do włosów suchych i trudnych do ułożenia.Ma wygładzać i pomagać w prostowania.Producent zaleca trzymanie jej na włosach minutę,jest to więc zabieg dość ekspresowy(co lubię,włosy myję rano i zazwyczaj nie mam czasu na długie zabiegi).


Maska ma przyjemną,gęstą konsystencję.Łatwo się aplikuje i nie spływa (alleluja,wolę odżywiać włosy a nie plecy ;) ).Bardzo przyjemnie pachnie,delikatnie w nieokreślony sposób.Sayoss ma być rzekomo marką która daje poczucie,że tu oto w domowym zaciszu możemy cieszyć się kosmetykami profesjonalnej jakości w przystępnej cenie.Zapach rzeczywiście przypomina trochę kosmetyki salonowe i zdecydowanie uprzyjemnia stosowanie.
Po zmyciu włosy są na miękkie i śliskie.Efekt ten utrzymuje się po wysuszeniu,kudełki ładnie się układają,są bardziej proste i błyszczące.Odżywienie jest wyraźne,chociaż nie jest to kosmetyk obciążający włosy.Myślę,że spokojnie mogą go używać te z was,które mają włosy tłuste czy też cienkie.Nakładana z umiarem maska powinna się sprawdzić.

Okazuje się więc,że nie taki Syoss straszny jak go sobie namalowałam w głowie :).Maska nie tylko jest skuteczna i przyjemna w używaniu ale też tania.Skład również należy do fajniejszych,dość wysoko hydrolizowana keratyna i olej z pestek moreli.

Zdecydowanie polecam,to dobre doświadczenie zachęciło mnie do poeksperymentowania z innymi produktami Syoss.

Ocena: 5


Znacie tą maskę?Co myślicie o produktach Syoss?Możecie któreś polecić?

sobota, 14 kwietnia 2012

Który mam wybrać?: Szampony Babydream


Dzisiaj chciałabym porównać dwa popularne produkty Babydream stosowane do mycia włosów: Szampon Babydream oraz Balsam do kąpieli Babydream dla matek.Oba są dostępne są tylko w Rossmannie,nie zawierają SLS i są bardzo lubiane przez wizażowo-blogowe środowisko.Przetestowałam oba.Co o nich myślę?Który jest moim ulubionym?Czy w ogóle je lubię?Czytajcie dalej.



Szampon do włosów dla dzieci kosztuje 4zł za butelkę 250ml.Jest zupełnie przezroczysty,ma nieinwazyjny pudrowo-rumiankowy zapach dość typowy dla kosmetyków dla dzieci.Ja bardzo lubię tak pachnące produkty,ale nawet jeżeli nie jesteście wielkimi zwolenniczkami takich zapachów,ten nie powinien nikogo drażnić.Nie utrzymuje się na włosach i czuć go właściwie tylko podczas mycia.
Szampon ładnie się pieni,jest dość wydajny.
Niestety moje włosy są po nim bardzo nieprzyjemne.Szampon pozostawia je tak czyste,że aż skrzypią(brrr...nienawidzę,kiedy szampon to robi :( ).Dodatkowo plącze kudełki tak,że nawet spora dawka odżywki nie jest w stanie tego naprawić.Radzi sobie bardzo sprawnie ze zmywaniem olejów.Niestety moje włosy zwyczajnie go nie lubią,są matowe,szorstkie i kiepsko się układają kiedy już wreszcie uda mi się rozczesać kołtuny.
Używam go tylko i wyłącznie do czyszczenia pędzelków.Jest łagodny i ma prosty skład,myślę więc że spodoba się wrażliwcom i osobom o tłustych włosach,które lubią mocno oczyszczające szampony.Dla mnie kompletnie się nie nadaje.

Ocena:2






Balsam do kąpieli Babydream dla matek to kolejny produkt chętnie stosowany do mycia włosów.Odkryłam go dzięki nieocenionej Idalii.Balsam kosztuje 10zł za 500ml.
Podchodziłam do niego nieco sceptycznie,w końcu to z założenia płyn do kąpieli.Postanowiłam jednak kupić,w razie czego mogłabym go zużyć jako dodatek do kąpieli.
Płyn ma mleczną,dość rzadką konsystencję.Otwór w butelce jest troszkę za duży i trzeba uważać,żeby nie wylać na raz zbyt dużej ilości.Może lepiej sprawdziłaby się pompka?
Zawiera olejki bardzo wysoko w składzie,co da się wyczuć przy nakładaniu na włosy,jest lekko tłusty.Prześliczny,słodki pudrowy zapach niemalże identyczny z zapachem serii dla dzieci Hipp.Uwielbiam!
Świetnie się pieni i idealnie radzi sobie z usuwaniem olejów i innych specyfików,które nakładam na włosy.Zużywam go dość sporo na jednorazowe mycie,nie jest arcy wydajny ale biorąc pod uwagę cenę,nie mam mu tego bardzo za złe.
Po umyciu włosy są mięciutkie,łatwiejsze do rozczesania i błyszczące.Pierwszy specyfik do mycia włosów bez SLSu,z którym tak się polubiłam.Nie ma skrzypienia czy nadmiernego oczyszczenia.Włosy są sypkie i miłe w dotyku ale jednocześnie nie tłuste czy przyklapnięte.Oleje zawarte w składzie mają naprawdę zbawienne działanie na moje suche loki.
Nie spodziewałam się,że tak zaprzyjaźnię się z balsamem do kąpieli Babydream.Aktualnie jest jednym z moich ulubionych szamponów.
Dajcie mu szansę,ryzyko jest niewielkie a produkt na prawdę świetny.

Ocena:5








Znacie te produkty?Co o nich myślicie?Jaki jest wasz ulubiony szampon?

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Acne Camouflage-czy to prawdziwe 2w1? +imieninowe skarby


Wiele z was słyszała już pewnie o Acne Camouflage Leczniczym korektorze na trądzik dostępnym w sklepie Ciao.Ja pierwszy raz miałam okazję go zobaczyć w jednym z postów Atiny i nie powiem,poczułam się skuszona.W międzyczasie poznałam swój korektor idealny i ostatecznie zrezygnowałam z zakupu.Los chciał chyba jednak,żebym tenże produkt wypróbowałam bo znalazłam go w paczuszce od Ciao,obok Ziemi Egipskiej Ikos.

Koektor kryje się w małym zgrabny,chociaż niezbyt urodziwym słoiczku o pojemności 8ml,kosztuje 30zł.Dostępny jest jeden kolor,który nawiasem mówiąc uważam za dość dziwny,ale o tym za chwilę.

Opis producenta:



Acne Camouflage to profesjonalny korektor leczniczy do skóry trądzikowej. Wyjątkowo skuteczna mieszanka roślinnych składników antybakteryjnych przyspiesza gojenie niedoskonałości, a dodatkowe właściwości kryjące pozwalają znacznie poprawić wygląd cery. Kosmetyk nie zatyka porów i w żaden sposób nie przyczynia się do zaostrzenia zmian.

Polecany dla: wszystkich, którzy cierpią na trądzik i chcieliby połączyć działanie lecznicze z makijażem kamuflującym.
 
Sposób użycia: niewielką ilość kosmetyku nanieść na zmiany trądzikowe, delikatnie wklepać i rozetrzeć granicę między zmianami a zdrową skórą.
 
Pojemność: 8 ml
 
Dodatkowe uwagi: można stosować pod makijaż.






Konsystencja dość gęstej pasty,zapach...No właśnie zapach.Zapach jest głównym powodem dla którego po fazie testowania właściwie zaprzestałam jego używania.Nie dla tego,że nie wywiązywał się ze swojego zadania,ale ze względu na zapach.Jestem dość odporna i jeżelo coś działa,jestem w stanie trochę pocierpieć.Ba,jestem znana z tego że lubię wiele dziwnych woni jak np. naftalina,kamfora czy aceton.Tego zapachu jednak nie mogę przetrawić,podobnie jak zapachu octu i nafty.Jego źródłem jest zawarty w składzie ichtiol,który wbrew nazwie nie jest uzyskiwany z ryb :) a z łupków bitumicznych.Ichtiol pachnie palonym asfaltem.Czuję go na skórze długo,nałożenie produktu w okolice nosa jest w moim przypadku niemożliwe.Podejrzewam,że wielu z was ten zapach nie będzie tak bardzo przeszkadzał,nie skreślałabym tego produktu od razu.Jeżeli jednak tak jak ja niecierpicie ichitiolu to trzymałabym się z daleka.
Korektor ma dziwny,dość ciemny kolor z wyraźnymi różowymi tonami.Na początku myślałam,że ten odcień okaże się zupełnie niedopasowany do mojej żółtawej skóry.Po wklepaniu udało mi się jednak bez większego problemu uczynić go mało widocznym.Nie wiem jednak,czy różowe tony są najbardziej trafione w przypadku korektora mającego ukryć krostki,te przecież mają to do siebie że są zazwyczaj wściekle różowe.Ostatecznie jednak krycie korektora okazał się lepsze niż myślałam,radzi sobie bardzo dobrze.Tuszuje z powodzeniem obecność nieproszonych gości na twarzy :).




Trwałość przeciętna,taka jak w przypadku większości korektorów.Jeżeli chodzi o właściwości przeciwtrądzikowe to lekko wysusza i ściąga zmienione zapalnie miejsca.Spektakularnego efektu brak,ale wspomaga działanie innych preparatów.

Mam mieszane uczucia w stosunku do tego korektora.Zdecydowanym plusem jest fakt,że dobrze kryje i nieco pomaga w szybszym pozbyciu się niespodzianek.Kolor jest dość dziwny,szkoda że występuje tylko w tym jednym odcieniu,jak się jednak okazuje daje się z nim przyzwoicie współpracować.
Zapach zdecydowanie zniechęca mnie do używania,poza tym znalazłam już korektor idealny i Acne Camouflage raczej nie kupiłabym ponownie.

Ocena: 3+ ( w tym przypadku jestem trochę nieobiektywna bo zapach bardzo mi przeszkadza)


Ponieważ mam dziś imieniny,pomyślałam że pochwalę się wam co dostałam :).W moje ręce trafił wymarzony Kindle (choć to małe oszustwo bo mam go od jakiegoś miesiąca,ale technicznie to prezent imieninowy).Jestem totalnie zachwycona,właśnie czytam 5 książkę.Polecam czytniki tym z was,które tak jak ja są zdeklarowanymi molami książkowymi.Kindle jest leciutki (bez etui 170g),nie zajmuje miejsca w mojej wiecznie zapchanej i ciężkiej torebce.Co równie ważne książki nie piętrzą się na regałach,na których nie mam już ani centymetra kwadratowego wolnego miejsca.
Dostałam też niezwykle miłą niespodziankę w postaci błyszczyka Bobbi Brown w kolorze 20 Bright Pink czyli różu z koralowymi tonami.To mój pierwszy kosmetyk BB,jestem bardzo ciekawa tej firmy.



poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Catrice Re-Touch Light-Reflecting Concealer


Już na początku zdradzę wam,że ten korektor Catrice to bubel.Jestem zła bo zapowiadał się fajnie,ma bardzo ładne opakowanie z wygodnym pędzelkiem,jest dość tani (15zł).
Jeszcze do niedawna nie używałam korektora pod oczy,ale odkąd je odkryłam jestem zakochana i chętnie nadrabiam zaległości w testowaniu produktów dostępnych na rynku.Taki drobiazg a bardzo ładnie rozświetla całą twarz,nawet jeżeli wyjściowo nie ma się podkówek pod oczami.Jednym z pierwszych korektorów,na jakie się zdecydowałam był właśnie powyższy.
Od korektora pod oczy wymagam aby w zdecydowany sposób rozświetlał,miał lekką konsystencję,nie wysuszał i nie podrażniał.Nie zależy mi bardzo na kryciu,nie mam wielkich problemów z zasinieniami.
Liczyłam,że coś co zawiera w nazwie "light reflecting" będzie fajnie rozświetlało.Wybrałam najjaśniejszy odcień 010 Ivory.


Korektor jest zamknięty w dość typowej dla takiego produkty formie pędzelka z którego bezpośrednio wydobywamy płyn przez przekręcanie hmm...pokrętła :).Pędzelek wydaje mi się być formą wygodną,ten konkretny dozuje odpowiednią ilość.


Niestety na fajnym opakowaniu u cenie zalety się kończą.Korektor jest przede wszystkim za ciemny.O tyle o ile,ja jestem w stanie go jakoś wyblendować to ktoś o nawet odrobinę jaśniejszej karnacji nie da rady.Chyba,że akurat gustuje w przyciemnianiu rejonów okołoocznych (chociaż po co wtedy sięgałby po korektor rozświetlający :)?).Sięgając po najjaśniejszy odcień spodziewałam się czegoś zgoła innego.Na zdjęciu tego nie widać,ale korektor ma dość mocne pomarańczowe tony.Widać natomiast jego konsystencję,co prowadzi mnie do kolejnego zarzutu.Produkt ma bardzo ciężką,gęstą i suchą konsystencję.Podkreśla wszystkie załamania i zmarszczki(nawet te nieistniejące,believe it or not).Wygląda maskowato nawet przed przypudrowaniem.Rozświetlenia zero.Nie ma drobinek,nie ma nic opalizującego i nie ma też rozświetlenia wynikającego z odpowiedniego koloru o różowych tonach.
Jeżeli chodzi o krycie to kryje całkiem przyzwoicie,jednak za krycie kosztem lekkiej konsystencji zdecydowanie podziękuję.Nie podrażnia oczu.Trwałość przeciętna,nie odbiega od większości korektorów.

Jak dla mnie bubel.Nie polecam.

Ocena: 2+ (+ za opakowanie i cenę)

Znacie ten korektor?

niedziela, 1 kwietnia 2012

Nivea Pure Effect Tonik oczyszczający



Oldie but goodie.Tonik Nivea z serii do młodej cery znam od początku,kiedy pojawił się na rynku.W międzyczasie 2 czy 3 razy zmieniło się opakowanie (tak nawiasem mówiąc,obecne jest najmniej ciekawe a najfajniejsze było pierwsze z atomizerem.Tonik w atomizerze to świetna sprawa!) ale sama zawartość pozostaje bez zmian co bardzo mi odpowiada.Od toniku nie wymagam wiele,ma odświeżać,być bezakloholowy i najlepiej ładnie pachnieć.Do tego liczy się cena (nie ma potrzeby wydawać na tonik więcej niż powiedzmy 20zł,zdecydowanie lepiej zainwestować pieniądze w krem).
Tonik Nivea Pure Effect jest niedrogi (10,49zł w Rossmannie jeżeli mnie pamięć nie myli),przyjemnie odświeża i prześlicznie pachnie.Podoba mi się też kolor butelki,jest w niej coś przyjemnie morskiego :)


Lubię i będę wracać dalej,chyba jest to mój najczęściej kupowany ulubieniec w kategorii toników.To moja n-ta butelka i nie jest to żadna kosmetyczna nowość,ale znów przypomniało mi się dla czego go lubię i postanowiłam się z wami tym podzielić.

Ocena:5-(minus za obecną butelkę,wolałam poprzednie)

wtorek, 27 marca 2012

Jadwiga Papka do cery trądzikowej



Papka do cery trądzikowej Jadwiga poznałam przypadkiem na wizażu,jakieś 7-8 lat temu.Od tego czasu ma stałe miejsce na mojej łazienkowej półce.Kosztuje 27zł/30ml,można ją kupić w sklepie producenta.Dostępna jest też większa pojemność.Aktualnie do zakupu papki otrzymacie saszetkę maseczki nagietkowej,której recenzja również pojawi się za jakiś czas na blogu :)



Papka to kosmetyk o bardzo prostym składzie,mieszanka glinki,alkoholu,tlenku cynku i kamfory,ale to prawdopodobnie właśnie prosty skład decyduje o jej geniuszu.
Ma płynną konsystencję i przypomina trochę kredę rozpuszczoną w wodzie ;),intensywnie pachnie kamforą(czy ktoś jeszcze tak jak ja uwielbia ten zapach?).Opakowanie z dzióbkiem wydaje się trochę niewygodne,jednak prawdę mówiąc trudno mi wyobrazić sobie inne opakowanie dla papki,nie da się jej zapakować przecież ani w tubkę ani w opakowanie z pompką,czy tym bardziej słoiczek.Nalewam więc kilka kropli na palec i aplikuję,gdzie akurat jest potrzebna.Nałożona w większej ilości bieli twarz,ale warto ten dyskomfort ścierpieć bo rezultaty są dość szybko widoczne.
Używam jej punktowo na zaczerwienienia i niedoskonałości,na większe partie skóry,dodaję do maseczek oraz pod algi.Można ją też mieszać z kremem do twarzy,glinka pomaga matować skórę.
Zastosowana na noc świetnie ściąga,wysusza i podgaja krostki.Lekko ściąga pory.Nadaje się również do stosowania na plecy czy dekolt w miarę potrzeby.


Produkt jest bardzo skuteczny.Trzeba jednak pamiętać,że stosowany często będzie wysuszał,takie jest przecież w głównej mierze jego zadanie.Nakładana punktowa papka spokojnie nadaje się do nakładania kilka razy w tygodniu,jednak jako dodatek do kremów czy też maseczka na twarz to raczej kuracja,którą warto stosować raz na jakiś czas.Wtedy można liczyć na świetne rezultaty bez nadmiernego wysuszenia buzi.
Jestem wierna papce i będę ją nadal kupować,wiem że zawsze mnie uratuje ;).

Acha,po jakimś czasie produkt trochę wysycha(z powodu glinki w składzie),wystarczy wtedy dodać wody do opakowania,wstrząsnąć i gotowe.Zazwyczaj można kilkakrotnie przedłużać tak życie papki,jeżeli nie zużyjemy jej zanim zdąży zaschnąć.Po takim zabiegu papka staje się bardzo,bardzo wydajna.

Ocena:5.To moje sprawdzone panaceum :)





Znacie Papkę Jadwiga?

środa, 21 marca 2012

Fuss Wohl Fuss-Buter Masło do stóp limonka i mięta


Zabierałam się do recenzji tego masła już kilka razy,trzeba wreszcie wprowadzić myśli w czyn :D (i zabrzmiało to tak poważnie jakby moje opinie miały zaważyć na całym rynku produktów do pielęgnacji stóp ).


Rossmann jest kopalnią świetnych produktów w rozsądnej cenie,masło Fuss Wohl o pojemności 200ml kosztuje niecałe 12zł.
Gdy otworzymy pudełko wkrótce przekonamy się,że to prawdziwe masło.Nie lekki lotion,nie kremowy balsam czy tłusty krem.Prawdziwa konsystencja masła,niemalże stała.Ta właściwość od razu mi się spodobała bo prawdziwe gęste masła to rzadkość,szczególnie na półce z kosmetykami do stóp.
Produkt ma cytrusowo-miętowy zapach.Wolałabym inny (kiedy producenci wreszcie zrozumieją,że nie każdy krem do stóp musi mieć mentolowy zapach!),ale ten jest całkiem przyjemny.Na tyle przyjemny,że jestem w stanie posmarować nim także ręce.
Bardzo podoba mi się działanie masła.Dobrze nawilża i zmiękcza skórę.Nie jest bardzo tłuste pomimo bogatej konsystencji,ale pozostawia na stopach ochronny film,Jest niezwykle wydajne,starczyło mi na prawdę na długo a stopy,podobnie jak ręce smaruję bardzo często.
Świetnie sprawdza się nałożone na noc grubą warstwą i przykryte skarpetkami.
Zdecydowanie udany produkt,jeden z najlepszych kremów do stóp jakie znam.Żeby tak tylko jeszcze miało inny,bardziej delikatny i niemiętowy zapach...Polecam!

Ocena:5






Znacie masło do stóp Fuss Wohl?

piątek, 16 marca 2012

Prawie wielkanocnie,czyli o jajku EOS przemyśleń kilka



Większość z was pewnie słyszałam o okrągłych balsamach od ust Smooth Sphere EOS czyli Evolution Of Smooth.Ten dziwacznie wyglądający jajokształtny (biorąc pod uwagę porę roku pisankokszatałtny rzec by można ;) ) przedmiot robi od ponad roku furrorę.Jako,że uwielbiam testować balsamy i mazidła do ust wszelkiej maści swoje pierwsze jako upolowałam na ebayu zaraz po tym,jak zobaczyłam w którymś z filmików na YT.
Wybrałam wersję summer fruit,w różowo-czerwonym jajeczku.Miała przyjemny zapach brzoskwiniowego Vibovitu :).Do wyboru są też inne smaki: sweet mint,lemon drop,strawberry sorbet,honeysucle honeydew i medicated tangerine.Balsamy nie zawierają parabenów,glutenu,ftalenu i oleju mineralnego.Producent obiecuje gładką i łatwą aplikację,długotrwałe nawilżenie.Zawierają masło shea i witaminę E,są bezbarwne.


Po odkręceniu wieczka naszym oczom ukazuje się kulka.Kulką tą bezpośrednio aplikujemy balsam na usta.Muszę przyznać,że jest to bardzo wygodne.Trzeba tylko uważać,żeby nie dziabnąć balsamu podczas zakręcanie (czy kogoś oprócz mnie tak irytuje zniszczenie idealnej powierzchni balsamu/pomadki nieuważnym zamykaniem :D ).Balsam jest wypukły,ale nie sięga w głąb nie ma więc problemu z wydłubywaniem go ze słoiczka.Takie zabawne połączenie balsamu w słoiczku i pomadki.Wersja miętowa,którą tym razem kupiłam lekko chłodzi skórą.Bardzo przyjemnie pachnie,ma lekko słodki smak,ale na szczęście niezbyt intensywny.
EOS ma raczej lekką konsystencję,nawilża ok ale niewiele natłuszcza.Jest dobry do nakładania pod pomadki i błyszczki.Spodoba się dziewczynom,które nie potrzebują regeneracji ust tylko codziennej pielęgnacji.Bardzo suchym czy popękanym ustom raczej nie pomoże.

Jajeczko stało się całkiem dostępne,na allegro można je kupić za niewiele ponad 20zł.Uwielbiam to opakowanie,doceniam łatwość aplikacji i przyjemny zapach.Nie jest to balsam wszechczasów,ale pomysłowe i ładne maleństow.Będę kupować nadal.

Ocena: 5- ( 4,5 za zawartosć i 5,5 za opakowanie :) )


Znacie kulki EOS?


Ps.Robię wiosenne porządki,wystawiam różne rzeczy na allegro (kosmetyki,buty,perfumy i sporo innych).Zapraszam,może coś się wam spodoba :)!

poniedziałek, 12 marca 2012

Moja nowa miłość: YSL Rouge pour Couture Glossy Lip Stain 12 Corail Fauve



Znalazłam produkt idealny,kosmetyk bez wad.Jego wadą jest tylko i wyłączne wysokopółkowa cena (130zł za 6ml) ale i to udało mi się obejść w pewnym stopniu kupując go w sephorowskiej promocji -20%.
Nic nie wiedziałam o premierze YSL Glossy Lip Stain (może dla tego,że raczej nie kupuję pomadek droższych niż te z MACa),szminka trafiła w moje ręce przypadkiem,kupiła ją sobie moja ciocia.Kiedy tylko przetestowałam natychmiast rzuciłam się do wyjścia (zrzuciłam piżamę i nieco się ogarnęłam bo był to akurat jeden z tych leniwych piżamowych dni :D).Pojechałam do Sephory i kupiłam.Dlaczego?Co mnie tak w niej urzekło,że dokonałam arcy impulsywnego zakupu?
Otóż dla mnie jest ot produkt idealny,coś czego od dawna szukałam.Lubię malować usta,maluję je wręcz maniakalnie i zawsze muszę mieć warstwę jakiegoś nawilżacza.Nienawidzę uczucia "gołych" wyschniętych ust,nie lubię lekkich błyszczyków.Szminka czy inny specyfik musi być wyczuwalna i nawilżająca.Bardzo lubię kolorowe usta,ale jednocześnie zazwyczaj szminka jest albo trwała albo nawilżająca.Nie lubię wysuszających produktów typu long lasting ale nie mam czasu na staranną replikację tych lżejszych i bardziej nawilżających.
Spodobała mi się więc idea stainów na długo barwiących usta,mogę raz pomalować nim usta a potem tylko odświeżyć nawilżenie przez dodanie bezbarwnego błyszczyka czy balsamu bez konieczności wyciągania lusterka czy też ścierania koloru.Niestety stainy,których do tej pory używałam(Essence,Catrice,Astor) nie były tak trwałe,jakbym tego oczekiwała,forma pisaków utrudniała wygodne użycie.
YSL wysłuchał moich modłów :).Stworzył hybrydę błyszczyka,pomadki i staina.Coś co ma piękne błyszczące wykończenie,jest bardzo bardzo trwałe i nie wysusza ust.


Pomadka zamknięta jest w bardzo ładnym i eleganckim opakowaniu,nie jest ono może tak piękne jak Rouge Volupte,ale nadal cieszy oko.Aplikator jest na prawdę przemyślany,ma kształt sercopodobny i niezwykle łatwo nim umalować usta nawet jeżeli wybierzemy intensywny kolor.
Zaraz po nałożeniu na usta Glossy Stain jest płyny,przypomina większość stainów.Jednak po około minucie zastyga i staje się super błyszczącym,gęstym błyszczyko-pomadkowym połączeniem.Polska nazwa produktu to bodajże lakier do ust i coś w tym jest,usta lśnią bardzo intensywnie.Kolor,który wybrałam to 12 Corail Fauve,ciepła koralowa czerwień.Kiedy zastyga robi się bardziej czerwony,niż sugerowałby to kolor kosmetyku w opakowaniu (widać tam różowe tony,które na ustach znikają).Efekt można dowolnie stopniować,nakładać jedną lub więcej warstw,coś jak w przypadku pomadek MAC o wykończeniu lustre.Efektem jest soczysty,nasycony kolor ale nie w 100% kryjący.Udało mi się znaleźć czerwień idealną,czuję się w tym kolorze bardzo dobrze i z przyjemnością noszę go na co dzień.






Pomadka jest nie do zdarcia.Wytrzymuje jedzenie,picie i mój wieczny słowotok :D.Dodatkowo dzięki stainowym właściwościom pigment wgryza się w usta.Lustrzany połysk jakimś magicznym sposobem nie zjada się a uczucie nawilżenia pozostaje.Nie będę podawać przedziałów godzinowych,bo dla każdego jest to kwestia indywidualna,zależy od tego co robimy w ciągu dnia.Powiem tylko,że poprawki nie są praktycznie konieczne a zazwyczaj nosząc intensywną w kolorze szminkę bardzo często muszę ją reaplikować.Zachodzę w głowę,jak to jest możliwe.Pomadka wygląda bardzo lekko i "żelkowato",w ogóle nie czuć jej na ustach(czuć jedynie nawilżenie typowe dla błyszczyka).Jak coś tak delikatnego może być tak trwałe?!

I'm in love.Mam sporo ulubieńców,ale na tak idealne produkty trafiają się raz na 50 lat :).Nawet cenę jestem w stanie mu wybaczyć,jeżeli tylko będę mogła sobie na niego pozwolić na pewno będę kupować dalej.Kusi mnie jeszcze kilka kolorów,dostępnych jest kilka czerwieni,korali,różów,pomarańczy ale też bardziej neutralne odcienie.Nie wiem jednak,czy trwałość tych ostatnich dorównuje bardziej intensywnym kolorom.
Damska część mojej rodziny jest tą szminką zachwycona i nie tylko ja zostałam jej fanką do grobowej deski.

Polecam wam chociaż rzucić na nie okiem,może tak jak ja znajdziecie w nim swój produkt idealny.

Ocena: 6



YSL+armocromia.jpg


Testowałyście ten produkt?Może macie z nim jakieś doświadczenia!

środa, 7 marca 2012

Natural Proucts Balsam błyszczyk Czekoladka



Której z was to co widzicie powyżej kojarzy się z dość popularną czekoladką?A której na myśl o niej cieknie ślinka :)?Łapka do góry!
Jestem niepoprawną gadżeciarą i produkty w zabawnych,ciekawych opakowaniach mają szczególne miejsce w moim sercu.Błyszczyk Natural Products autentycznie mnie rozczulił.Wygląda wypisz wymaluj jak Ferrero Rocher.Choć jestem bardziej człowiekiem Rafaello ( :D) to jego orzechowego brata również lubię.




Zawartość sprytnego pudełeczka to bardziej błyszczyk niż balsam do ust.Ma przyjemną konsystencję,nie wysusza ust.Daje troszkę koloru,drobinki są dość widoczne ale niewielkie-na pewno nie ma co się obawiać brokatowej bombki (grrr...jak ja nie lubię grubego brokatu w produktach do ust).Błyszczyk pachnie delikatnie,mam wersję pomarańczowo-czekoladową ale bardziej przypomina  czekoladę z orzechami.Zapach nie jest tak intensywny,jak bym chciała ale co za tym idzie nie jest też męczący.Nie zauważyłam żadnego smaku.


Nie jest to może mój błyszczykowy KWC,ale jeżeli lubicie urocze gadżety to myślę,że warto.Miło na niego popatrzeć,poprawia mi humor :).

Dziś i jutro możecie go kupić w internetowej drogerii Urodomania w promocyjnej cenie 4,75zł (cena regularna to 11,90zł za 3g).Dostępna jest jeszcze wersja czekoladowo-wiśniowa.




Lubicie kosmetyki w zabawnych opakowaniach?Urocze gadżety kosmetyczne?Ja jak już wspomniałam jestem wariatką pod tym(no,nie tylko pod tym :) )względem.Lusterko w kształcie laptopa?Błyszczyk-główka Hello Kitty albo ciasteczko?Nie przejdę koło czegoś takiego obojętnie!

wtorek, 6 marca 2012

Yves Rocher Krem do rąk Wanilia z upraw bio



Dzisiaj krem do rąk,który znajduje się w mojej ścisłej czołówce produktów do pielęgnacji rąk.Znam i uwielbiam go od dawna.Wanilowy krem do rąk z serii Plaisirs Nature wygrywa z innymi kremami pod wieloma względami.Razem z mleczkiem do ciała o tym zapachu tworzy duet idealny :)

Pozornie jest dość drogi,kosztuje 17,90zł.Kiedy jednak spojrzeć na pojemność (aż 200ml,podczas gdy standardowy krem ma zazwyczaj 75-100ml) szybko okazuje się,że w rzeczywistości cena jest bardzo przystępna.Opakwanie z wygodną pompką to świetny pomysł.Co prawda pod koniec trzeba pompkę wyjąć ale i tak krem jest bardzo wygodny w użyciu.
Ma lekką konsystencję mleczka,ale naprawdę skutecznie nawilża łapki (prawdopodobnie ze względu na bardzo dobry skład,olej ze słodkich migdałów,awokado i aloes na samym początku!).
Zapach,ach zapach!Zapach podobnie jak w przypadku mleczka jest obłędny.Autentycznie waniliowy i bardzo trwały.Używanie tego kremu to czysta przyjemność.

Serdecznie polecam!Bardzo dobry skład,przystępna cena,ładne i wygodne opakowanie i zapach przez duże Z :).

Ocena: 6- (minusik za konieczność odkręcania pompki pod koniec opakowania)


środa, 29 lutego 2012

Laboratorios Babe Balsam do ciała z mocznikiem 10%




Lubię kosmetyki apteczne,często okazują się bardziej delikatne i skuteczne niż te dostępne na drogeryjnych półkach.Od miesiąca testuję dermokosmetyki hiszpańskiej marki Laboratorios Babe.Włoskie i francuskie kosmetyki już znam.Hiszpańskie?Czemu nie :)!


Dzisiaj chciałabym napisać wam więcej o Balsamie do ciała z 10% mocznikiem.Balsam przeznaczony jest do skóry suchej.Producent obiecuje:


"10% zawartość mocznika w unikalnym połączeniu z olejem sojowym i masłem Shea-  - zapewnia skórze  intensywne nawilżenie, przywraca jej utraconą miękkość, eliminuje nadmierne rogowacenie i odbudowuje naturalny płaszcz hydrolipidowy skóry. Pozostawia skórę nawilżoną i gładką. Hypoalergiczny.
WSKAZANIA:
  • Skóra sucha i bardzo sucha;
  • Skóra łuszcząca się, zrogowaciała i szorstka w dotyku


WŁAŚCIWOŚCI:
  • Posiada wieloskładnikowy kompleks łagodzący;
  • Skutecznie myje nie podrażniając skóry;
  • Po kąpieli w basenach;
  • Skóra zniszczona słońcem.
SKŁADNIKI AKTYWNE:
Mocznik10.00%
Olej sojowy3.50%
Gliceryna3.00%
Masło Shea2.00%
Witamina E0.25%
Kwas Mlekowy0.12%
SPOSÓB UŻYCIA:
Delikatnie masować, aż do całkowitego wchłonięcia"

Balsam zamknięty jest w 500ml buteleczce z pompką.Lubię duże opakowania a jeszcze bardziej opakowania z pompką,za to produkt ma u mnie niewątpliwy plus.Przeglądając sklepy internetowe ( w stacjonarnych aptekach nie widziałam jeszcze produktów Babe) można stwierdzić,że jego cena waha się w okolicach 50-60zł.
Zaskoczyła mnie lekka konsystencja,po produkcie do skóry suchej spodziewałam się raczej gęstego kremu niż lekkiego mleczkopodobnego balsamu.Produkt łatwo rozprowadza się na skórze i szybko się wchłania.Po zastosowaniu skóra jest miękka i przyjemna w dotyku,choć w bardziej suchych partiach ciała miałam ochotę dołożyć kolejną porcję balsamu.Mam wrażenie,że przydałoby się więcej natłuszczenia.Dawał ulgę ściągniętej skórze,ale nie zostawiał ochronnego filmu wystarczająco długo.Lubię kiedy rano wchodząc pod prysznic czuję,że zmywam pozostałości nałożonego wieczorem kosmetyku.

Jeżeli chodzi o efekt działania mocznika,to balsam zasługuje na pochwałę.Dość spora(jak na pielęgnacyjny balsam do ciała) zawartość tego składnika ładnie zmiękcza skórę,poprawił stan moich pękających suchych łokci.Z nadmiernym rogowaceniem w okolicach przedramion sobie nie radzi,ale nie jest to dla mnie żadna niespodzianka bo nawet kremy 60% mocznika nie podołały temu zadaniu.
Podoba mi się zapach,jest przyjemny i świeży a za razem neutralny.Nie będzie kłócił się z perfumami.

Produkt jest przyjemny w użyciu,ma wygodną pompkę,miły zapach a zawartość mocznika rzeczywiście bardzo dobrze wpływa na skórę z problemami.Jednak jak na balsam do ciała dedykowany skórze suchej jest moim zdaniem za mało natłuszczający.Określiłabym go raczej jako rozwiązanie dla skóry normalnej z problemami związanymi z nadmiernym rogowaceniem skóry.
Cena za duże opakowanie,biorąc pod uwagę że jest to dermokosmetyk jest w miarę rozsądna.Niestety nie udało mi się sfotografować składu,w internecie też go nie znalazłam.Jednak,na moje niezbyt doświadczone oko,wydaje się na prawdę niezły.Balsam nie zawiera parafiny a mocznik znajduje się na drugim miejscu w składzie.

Ocena: 4 (wiem,że często daję "czwórkę" ale na prawdę wiele jest produktów w tym przedziale,solidnych i dobrych ale nie bardzo dobrych czy rewelacyjnych :) ).

Czy kupiłabym ponownie?Nie,dla mnie jest za lekki,kocham gęste masła i kremy.Jeżeli jednak lubicie lżejsze balsamy a jednocześnie zależy wam na działaniu mocznika to warto zwrócić na niego uwagę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...