czwartek, 31 marca 2011

Recenzja: Pędzelek do cieni Ecotools + bonus kulinarny

Jakiś miesiąc temu pojawiły się w Superpharmie(ku mojej wielkiej radości :) ) wychwalane na zagranicznych forach i YT Ecotools.Dostępne jest 4 czy 5 różnych(do różu,pudru,korektora,cieni i chyba jeszcze jeden),wszystkie w raczej przystępnych cenach.Mój kosztował niecałe 19zł.
Wykonany z mięciutkiego(na prawdę mięciutkiego!) włosia syntetycznego na bambusowej lakierowanej rączce.Rączka zwęża się ku końcowi,u góry jest bardziej pękata.


Opakowanie,w którym jest sprzedawany, jest zamykane na strunę i przeznaczone do przechowywania czy też przewożenia pędzla,jest wielorazowe co bardzo mi się podoba.
Pędzel ma około 16cm długości,z czego 1,5cm to włosie.


Owo włosie ma trójkątny kształt i zwęża się ku górze.Ktokolwiek zaprojektował ten pędzel był bardzo zdolny bo udało mu się wymyślić prawdziwie wielofunkcyjne "urządzenie" :).
Świetnie nadaje się do nakładania cieni na całą powiekę,pod łuk brwiowy a nawet w załamanie-mimo sporych rozmiarów główka jest precyzyjna.
Włosie nie wypada i znosi prania bez problemów.Mój werdykt?Pędzel jest bardzo fajny i chętnie przetestuję inne pędzle Ecotools bo są godne uwagi.


A teraz obiecany bonus.Przepis(bardzo prosty) na chrupiące wedges czyli pieczone ziemniaki w pikantnej panierce :)


Ziemniaki obrać i pokroić w ćwiartki.Wysmarować blachę do pieczenia odrobiną oleju.Przgotować panierkę z bułki tartej,papryki słodkiej i ostrej w proszku,czosnku granulowanego,odrobinki soli i innych przypraw wedle uznania.Ziemniaki delikatnie posmarować olejem ze wszystkich stron(bardzo mało i symbolicznie,tylko aby ułatwić przyklejenie panierki).Obtoczyć ćwiartki w panierce(można pojedynczo lub przez wrzucenie wszystkich do woreczka strunowego z panierką i potrząsanie).
Piec około 40min w 180C ( z termoobiegiem).Na prawdę polecam,mniej słona i tłusta a tak samo smaczna wersja mrożonych wedges dostępnych w sklepie :).Dobrze smakują z keczupem lub sosem czosnkowym,ale ja najbardziej lubię bez niczego.

poniedziałek, 28 marca 2011

NOTD: Rimmel Riviera Red



Moja czerwień doskonała.Ciepła,intensywna i wyrazista.Pasuje dobrze do mojej ciepłej karnacji.Po prostu idealna.
Łatwo się nakłada,bardzo lubię lakiery Rimmel i ich szerokie pędzelki.

niedziela, 27 marca 2011

Który mam wybrać? : produkty do brwi

Podkreślanie brwi to absolutna podstawa w makijażu,ale mam wrażenie że czasem o nim zapominamy.Nie jest też łatwo znaleźć idealną kredkę,cień czy inny tego typu produkt bo większość firm oferuje jeden,dwa odcienie i dobra dopasowanie graniczy z cudem.Większość kolorów jest za ciemna,zupełnie niepotrzebnie bo absolutnie nikt nie powinien używać czarnej kredki/cienia do brwi nawet jeżeli ma je czarne.Zdecydowanie za rzadkie są też chłodne brązy,zazwyczaj uciekają one w rudość.
Kredki czy nawet cienie powinny mieć inne właściwości niż zwykłe kredki do oczu czy cienie do powiek i o tym też większość producentów wydaje się zapomniać.Za miękka kredka do brwi czy zbyt pudrowy i napigmentowany cień czyni malowanie brwi nie lada problemem.

Dzisiaj postanowiłam zrobić porównanie wszystkich moich produktów do brwi,pokazać ich wady i zalety co mam nadzieję,pomoże wam trochę wybrać ulubiony i najwygodniejszy (o ile takiego jeszcze nie macie :) ).
Moje brwi są w kolorze chłodnego brązu,raczej rzadkie i mało efektowne.Włosy natomiast mają kolor bardzo ciemnego brązu(farbowane)i staram trzymać się zasady zgodnie z którą ciemnowłose powinny mieć brwi dwa tony jaśniejsze a jasnowłose dwa tony ciemniejsze niż kolor włosów.

Do testu przystąpią :):

-Inglot wkład do paletki cień do brwi(niestety numeru nie znam bo nie mogę go wydobyć z paletki)ale pamiętam,że był to jeden z jaśniejszych(o dziwo)
-Meow Cosmetics Brow Beater Soft Brown mineralny cień do brwi
-Avon Glimmerstick Brow Definer Dark Brown
-Yves Rocher Brow Pencil 03 Chatain
-Rimmel Professional Eyebrow Pencil 02 Hazel



Cień Inglot ma idealny odcień,jest to średni brąz o wyraźnie szarym,chłodnym tonie.Na tym jednak jego idealność się kończy.Nie różni się za bardzo od zwykłych cieni do powiek: jest zbyt pudrowy i mało trwały.Zbyt miękka konsystencja.Mam też wkład z woskiem,który to jest kompletną pomyłką bo jest to po prostu zabarwiona wazelina,błyszcząca i klejąca się.
Używam go dość często ale tylko ze względu na kolor.Cena paletki(całej,z 3 wkładami) to około 30zł.



Mineralny cień do brwi Meow Cosmetics Brow Beater w kolorze Soft Brown.5 g słoiczek kosztuje 8$.Byłby moim absolutnym ulubieńcem,gdyby nie nieco za ciepły kolor.Jest bardzo trwały,łatwy w aplikacji(mimo sypkiej formy nie pyli i nie osypuje się,"przykleja się" do brwi ale jednocześnie łatwo go cieniować czy rozcierać).Niesamowicie wydajny,chyba nie zużyję tego pudełeczka do końca życia.Duży wybór kolorów,aczkolwiek odbiegają one nieco od zdjęć na stronie.Testowałam jeszcze Sandy Brown ale ten jest za jasny i zdecydowanie za ciepły (spodobał się mojej mamie o włosach ciemny blond/jasny brąz w ciepłym odcieniu).Myślę jednak,że watro zamówić próbki
(nawet wszystkie kolory aby dobrać idealne odcień) bo sam produkt super a na dodatek ma bardzo prosty skład(jak to minerały).



Avon Glimmerstick Brow Definer w kolorze Dark Brown to tłusta,napigmentowana automatyczna kredka.Dostępne są trzy kolory.Mój,czyli ten pośredni to bardzo ciepły rudawy brąz.Nie jestem fanką automatycznych kredek,są za cienkie i nie da się ich zatemperować.Niewątpliwą zaletą tej kredki jest jej duża precyzyjność.Ja jednak nie szukam jakiejś szczególnej precyzyjności i za tą zbyt miękką kredką w niezbyt trafionym kolorze nie przepadam.

Rimmel Prefessional Eyebrow Pencil 02 Hazel.Bardzo dobra kredka.Ma odpowiednią konsystencję,nie jest za miękka czy zbyt tłusta ale za razem łatwo się rozciera.Grzebyk dołączony do kredki jest na prawdę wygodny i często z niego korzystam.Jest trwała.
Minusem niestety znów jest kolor,jest to ciepły orzechowy kolor który o dziwo wygląda nieźle na większości ludzi (nawet na mnie ;) )ale nie jest idealny.Mogę jej używać i jak już wspomniałam lubię,ale to jeszcze nie to.Nie wiem ile kolorów oferuje producent bo asortyment w pobliskich zawsze jest przebrany ale wydaje mi się,że dwa.
Polecam wypróbowanie,szczególnie brązowowłosym o ciepłych tonach.




Yves Rocher Coleurs Nature Eyebrow Pencil 03 Chatain.Świetna!Bardzo dobra konsystencja,nietłusta i lekko pudrowa-bardzo ułatwia malowanie brwi,pięknie się rozciera i cieniuje.Trwała.Wygodny grzebyk po drugiej stronie kredki.Dostępna w 4 ładnych i naturalnych odcieniach.Potwierdza moją świetna opinię o kredkach Yves Rocher.
Niestety kolor nadal jest odrobinę za ciepły,ale kredkę uwielbiam i szczerze polecam.



Porównanie wszystkich kolorów.


Jeżeli chodzi o mnie,to wolę formę cieni.Operując odpowiednim pędzelkiem(mój ulubiony to ścięty Vipera) można uzyskać naturalny i delikatny efekt.Początkującym poleciłabym raczej cienie.
Kredki mają jednak też sporo niepodważalnych zalet,świetnie nadają się do uzupełnienia mniej gęstych miejsc czy korekcji długości łuku brwiowego.Są też niezastąpione w podróży bo nie trzeba taszczyć ze sobą pędzelka.

A jakie są wasze ulubione produkty do brwi?Z chęcią wypróbuję coś nowego :)

sobota, 26 marca 2011

NOTD: Essie Coat Azure




Niebieski nie jest moim ulubionym kolorem na paznokciach u rąk,dla tego też na zdjęciach promocyjnych nie zwróciłam na Coat Azure uwagi.Jednak po zdjęciach Jenny zakochałam się i musiałam kupić(kuszona dodatkowo jeszcze przez Nolę )
Lakier jest piękny.To przydymiony błękit,nieco w stronę chabrowego.Ma mikrodrobinki,które są widoczne i nadają mu satynowego,charakterystycznego połysku.Przy takiej ilości lakierów,jakie mam w swojej kolekcji rzadko zdarza się,żebym któryś nosiła bez przerwy przez kilka aplikacji ale Coat Azur do tych nielicznych wyjątków należy.
Aplikacja o dziwo super,lakier dość rzadki ale nie smuży i jeżeliby się postarać wystarczy jedna warstwa.


Acha,dobre wieści!Udało mi się dostać w Naturze maseczkę Montagne Jeunesse z białej czekolady,którą na pewno rychło zrecenzuję :)

czwartek, 24 marca 2011

Swatch me baby: Too Faced Natural Eye




Nosiłam się z zamiarem zakupu Natural Eye od bardzo dawna,właściwie od kiedy zobaczyłam ją w kolekcji jednej z moich ulubionych Youtubowiczek.Zawsze jednak tak się działo,że albo się albo przegrywałam licytację na ebayu i ostatecznie kupiłam Natural Eye dopiero niedawno będąc w Londynie.Kosztowała 23 funty w Bootsie(u nas too Faced jest niestety niedostępne ale widuje się ich produkty na allegro i oczywiście są do nabycia na ebayu, w Asosie czy innych sklepach internetowych)
Miałam wątpliwości,czy będę z niej zadowolona i czy będę jej często używać,w końcu mam całą baterię(to znaczy prawie całe dwie 15-stki i jednego quada) cieni MAC które darzę miłością absolutną.
Jak się cała przygoda z paletką Too Faced potoczyła?Czytajcie dalej bo po dwóch tygodnia testowania czuje się gotowa aby o tym opowiedzieć ;)

Paletka zamknięta jest w bardzo ładnym i porządnym pudełku kartonowym (po moich wcześniejszych doświadczeniach z tego typu opakowaniami uważam je za dobre i estetyczne rozwiązanie,nawet po dłuższym czasie nic się z takim kartonikiem nie dzieje)zamykanym magnetycznie.Pudełeczko posiada szufladkę z podwójnym aplikatorem(w "nowszym sorcie" jest tylko jeden a w starszym dwa),która to szufladka wydaje się być zbędna bo nie dość że paletka staje się grubsza i mniej poręczna na przykład w podróży,to aplikator oczywiście nie nadaje się za bardzo do niczego i bardziej doświadczona cieniomaniaczka na pewno po niego nie sięgnie.Wysokość pudełka jest ewidentnym minusem,ale nie jakimś bardzo w moim odczuciu znaczącym-cała paletka spokojnie zmieści się w większej kosmetyczce-ma wymiary 8,5cmx10,5cmx3cm (to wspominana grubość/wysokość)
W klapce znajdują się karteczki z poradami dla początkujących(i nie tylko oczywiście),jak i gdzie nakładać poszczególne kolory.

Przechodząc do najbardziej ekscytującej części,czyli samych cieni :) :
Jest ich 9, 3 kolory po 2g oraz 6 kolorów po 0,9g co daje razem 11,4g cieni(całkiem sporo!).W zestawie są 3 maty i 6 cieni o błyszczącym aczkolwiek różnorodnym(co zobaczycie na swatchach)




Kolory to:
Heaven:mleczny matowy beż
Velvet Revolver:szaro-brązowy mat
Sexpresso:bardzo ciemny matowy brąz
Silk Teddy: rózowo-brzoskwiniowo-beżowy kolor o metalicznym wykończeniu przypominającym MACowskie Veluxe Pearl czy może bardziej nawet limitowane wykończenie Starflash
Honey Pot:metaliczny brąz,ciepły i wpadający trochę w śliwkę
Erotica: ciemny,dość chłodny brąz z domieszką grafitu i złotymi drobinkami,wykończenie podobne do niektórych cieni MAC o wykończeniu Velvet(tych bardziej błyszczących,np Mulch)
Nude Beach: brzoskwiniowo-różowy beż z ogromnymi drobinami brokatu.Przypomina najgorsze z MACowskich cieni Luster czy osławionych brokatowych cieni Urban Decay i mimo tego iż sam kolor jest śliczny to obecność drobin-morderców kompletnie zabija jego urok :( .Bardzo ciężki w obsłudze,można go ujarzmić tylko przy pomocy bardzo lepiej bazy i odpowiedniego pędzelka.
Honey Pot:przepiekne metaliczne złoto,kolor którego długo szukałam a którego niestety nie znalazłam wśród cieni MAC
Cocoa Puff: ciepły brąz ze złotymi mikrodrobinkami,kolejny wykończenie 'velvetopodobne"



Wszystkie cienie(oprócz nieszczęsnego Nude Beach) mają niesamowicie miękką,maślaną konsystencję i są bardzo napigmentowane.Są bardziej miękkie niż większość cieni MAC
Maty są kremowe i szczerze mówiąc łatwiejsze w obsłudze niż maty MAC(przynajmniej te klasyczne,nie Matt2),co mnie zaskoczyło.Błyszczące cienie to najlepsza odsłona metalicznego lub aksamitnego wykończenia(coś jak wspaniały MAC Woodwinked ze swoją niesamowitą intensywnością).Wszystkie ładnie się cieniują i nie blakną.Są bardzo trwałe.

Jestem na prawdę zadowolona z zakupu,ostatnio trwa dla mnie dobra passa zakupowa widać ;).Po paletkę sięgam często i chętnie i o dziwo praktycznie żaden z kolorów nie dubluje się z tym,co już mam.moi faworyci z palety Natural Eye to Erotica,Push-up i Honey pot.

Wklejam potencjalny dupe alert ;) czyli porównanie z podobnymi w teorii cieniami MAC,jakie posiadam w swojej kolekcji.




Czy warto polować na Too Faced Natural Eye?Moim zdaniem zdecydowanie TAK!Szczególnie biorąc pod uwagę cenę,która jak za tyle wspaniałej jakości cieni jest bardzo przystępna.Dla miłośniczek neutralnych-naturalnych kolorów to prawdziwa uczta.

środa, 23 marca 2011

Recenzja: The Body Shop Sweet Lemon Shower Gel



Nie przepadam za cytrusowymi rzeczami,zarówno tymi do jedzenia (cytrynowe ciasta brrrr....) jak i kosmetykami.Same owoce uwielbiam,ale ich modyfikacje,szczególnie te chemiczne w kosmetykach mi nie leżą.
Od dłuższego czasu jednak, odwiedzając TBS testowałam sobie cytrynowe masło do ust(zainteresowałam się nim tylko dla tego,że wyjątkowo lubię grejpfrutową serię TBS bo zapach jest na prawdę dobrze odwzorowany,ale już np. satsuma to dla mnie koszmarek) i w końcu się na nie skusiłam.Masełko jest jednym z lepszych maseł do ust z Body Shopu i na prawdę ślicznie pachnie.

Romans z wyżej wymienionym masłem doprowadził do kupienia żelu Sweet Lemon(który jak mi się wydaje jest tegoroczną nowością).
Żele z TBS lubię,niektóre nawet bardzo (migdał!!!),za piękne intensywne i arcy apetyczne zapachy.Teraz kiedy mają wreszcie w miarę rozsądna cenę(19zł za 250ml a muszę tu zaznaczyć,że są na prawdę diabelnie wydajne)kupuję je częściej.Ale do rzeczy.
Cytrynowy żel pachnie OBŁĘDNIE!Mówię wam OBŁĘDNIE!!!!I mówię to ja,ja która unika cytrusowych zapachów :).
Zapach jest jak świeżo wyciśnięta,dojrzała cytryna.Bardzo bardzo intensywny i pobudzający.Jestem zachwycona bo to prawdziwa owocowa rozkosz,szczególnie rano.
Jeżeli chodzi o właściwości to są podobne do innych żeli tej firmy,chociaż wydaje mi się że jest odrobinę bardziej rzadki(co wcale nie jest minusem,bo niektóre wersje zapachowe były za gęste).Zauważyłam też,że poprawili butelkę,jest bardziej miękka i łatwiej wydobyć z niej produkt.

Jestem w tym zapachu zakochana i pewnie skuszę się też na inne cytrynowe kosmetyki z Body Shopu.Zachęcam do przetestowania,a dla fanek cytrusów to bezwzględny must have ;)

wtorek, 22 marca 2011

NOTD: Rimmel I ♥ Lasting Finish 265 Pop





Mandarynkowy....ale właściwie bardziej "tangerynkowy" bo Rimmel I ♥ love Lasting Finish 265 Pop to intensywny pomarańczowy kolor na granicy czerwieni i kolorem skórki przypomina właśnie tangerynkę (mieszańca,odmianę mandarynki).W zależności od oświetlenia może być pomarańczowy lub do złudzenia przypominać jasną,neonową czerwień.


Lakier bardzo wygodny w obsłudze,średnio gruby pędzelek (cieńszy niż ten w standardowych lakierach Rimmel) i odpowiednia konsystencja.Kryje już po jednej warstwie,ale ma wykończenie typu jelly.Schnie szybko,z satynowym wykończeniem.
Na zdjęciu 2 warstwy + top.

poniedziałek, 21 marca 2011

Recenzja: Montagne Jeunesse Chocolate Masque

Dzisiaj kolejna fajna maseczka,jaką udało mi się ostatnio przetestować.Mówiąc ściślej,mam wrażenie że te maseczki z zabawnymi (i nieco koszmarnymi ;) ) twarzami obłożonymi różnymi składnikami maseczki były w sklepach odkąd pamiętam,ostatnio jednak odnowiłam znajomość.
Saszetka kosztuje w Tesco 5-6zł ( w drogeriach Natura około 6,5zł) zawiera 20g co spokojnie starcza na 5-6 szczodrych aplikacji.

Sam produkt pachnie nieziemsko,na prawdę czekoladowo co sprawia,że nakładanie jej na twarz to sama przyjemność(nie wiem jak wy,ale ja bardzo cenię sobie ładnie pachnące maseczki-staja się wtedy nie tylko zabiegiem pielęgnacyjnym ale też miłą chwilą relaksu).
Kolor jest cóż,typowo czekoladowy a za razem dość dramatyczny(jak na załączonym obrazku) dla tego podczas trzymania jej na twarzy najlepiej zaszyć się w łazience aby oszczędzić innym domownikom ekstremalnych przeżyć(oczywiście typowym zdarzeniem jest to,że zazwyczaj kiedy decyduję się na zrobienie maseczki do drzwi dzwoni listonosz z paczką/pan z gazowni i muszę z kuriozalną brązową masą na twarzy wypełznąć z łazienki :D).


Jeżeli chodzi o działanie to zawartość glinki powoduje lekkie ściągnięcie i wygładzenie skóry,ale nie jest to typowa mocno wysuszająca maseczka oczyszczająca.Po zmyciu twarz jest gładka,rozjaśniona i po prostu ładniej wygląda.

Całokształt udany,na pewno do niej wracać.

W internecie znalazłam informację,że firma ma w ofercie maseczkę z białej czekolady.Niestety nigdzie u nas jej nie widziałam a jako wielka fanka białej czekolady dałabym się posiekać za coś o takim zapachu...

sobota, 19 marca 2011

NOTD Models Own Nude Beige + nowa Pandora i pachnące Melisski :)


Dzisiejsze NOTD to lakier Models Own w kolorze Nude Beige czyli jak widać na załączonym obrazku bardzo wdzięczny nudziak :).Jest to raczej ciepły kolor nude,ale nadal z odrobiną szarości(w przeciwieństwie do np. Revlon Nude Chic,który jest typowo ciepły i wpada w brzoskwinie).Zdecydowanie nie jest tak chłodny i fioletowy jak Tickle My France-y.To taka kawa z mlekiem,nieco przybrudzona.Bardzo przyjemna aplikacja, Rrose Selavy miała rację-lakiery MO są świetnej jakości.
Na zdjęciu dwie warstwy i lakier nawierzchniowy.



W ciągu ostatnich dni udało mi się też dokonać dwóch udanych zakupów.Kupiłam podwójną,skórzaną bransoletkę Pandora,o której dawno marzyłam (ale zdecydowałam się jednak na brązową nie beżową jak początkowo zamierzałam) oraz wspaniałe,pachnące gumą do żucia balerinki Melissa w promocji na Shaffashoes.Jestem nimi absolutnie zachwycona :).Model Royale w wersji granatowo-czerwonej,pokryte meszkiem imitującym zamsz.Są bardzo miękkie i myślę że będą to jedne z niewielu butów,które nie masakrują moich stóp.Mają tylko jedną wadę,strasznie przyczepiają się do tego meszku wszystkie kłaczki...
Acha,wypada wspomnieć że rozmiarówka jest nieco inna bo 39 to raczej 38-38,5 (to akurat bardzo mi odpowiada bo jestem posiadaczką stóp w nieszczęśliwym nieco numerze 38,5 i te balerinki pasują na nie idealnie).
Na pewno nie są to moje ostatnie Melissy.A Wy macie jakieś?

Leci do mnie też całkiem sporo kosmetycznych skarbów do testowania i swatchowania,ale o tym później ;)

czwartek, 17 marca 2011

Recenzja: Yves Rocher Płukanka octowa z malin


Kocham testować produkty i gadżety kosmetyczne wszelkiej maści,te bardziej i te mniej przydatne-słowem wszystkie.Tą płukankę przez długi czas jednak omijałam bo niby po co mi jakaś tam różowa woda za 25zł(no dobra,to że różowa prawdopodobnie mogłoby mnie skusić ;) ale woda za 25zł?)
W końcu jednak wygrała ciekawość i kupiłam płukankę w promocji za 19,9zł.Okazało się,że produkt ma dobre recenzje na KWC,przystąpiłam więc ochoczo do testowania.
Buteleczka wzbudzała moje obawy,widziałam już oczami wyobraźni kłopotliwą aplikację,na szczęście jednak myliłam się.Szyjka buteleczki zakończona jest korkiem z małym otworkiem który sprawnie i bez żadnych strat w produkcie nakłada płukankę na całą ( znaczną dodam ) długość moich włosów.Co ciekawe,pomimo zupełnie płynnej konsystencji "czuć" ją podczas nakładania,jest jakby lekko tłusta(oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu,dzięki temu wiem gdzie nałożyłam już produkt oraz rozwiane zostają obawy jakoby była to tylko kolorowa woda,której się tak uczepiłam ;) )
Używam jej po umyciu włosów,nałożeniu odżywki i spłukaniu jej.Wylewam odrobinkę na całą długość włosów i delikatnie wmasowuję,zostawiam na chwilkę po czym spłukuję chłodną wodą.
Rezultatem są błyszczące,miękkie i ładnie układające się włosy.Na prawdę lśnią!
No i oczywiście muszę wspomnieć o obłędnym zapachu,który co prawda nie utrzymuje się za bardzo na włosach,ale skutecznie poprawia humor.
Płukanka jest zaskakująco wydajna, przy moich długich(nieco za linię biustu) włosach podejrzewam,że wystarczy spokojnie na kilkanaście szczodrych aplikacji,może i więcej(trudno mi ocenić dokładnie gdyż nie jestem jedyną jej użytkowniczką u mnie w łazience).

Jest to udany produkt i moim zdaniem wart wydanych pieniędzy.Nie zastąpi (i nie ma zastąpić!) odżywki do włosów i pewnie osobom mniej zainteresowanym pielęgnacja włosów wyda się zbędnym gadżetem.Jednak pozostałej reszcie osób,lubiącej dopieszczać swoje włosy(i nozdrza pięknym zapachem malin :) ) polecam do wypróbowania.

środa, 16 marca 2011

NOTD: Essie Van'd go







Boski boski boski!!!!
Wiedziałam,że ten kolor to miłość murowana jeszcze zanim do mnie przyszedł i oczywiście nie myliłam się.Bo jakbym ja,królowa korali ;),mogła nie pokochać tego pięknego pastelowego koralu z nutami różowymi i brzoskwiniowymi?



Jest idealny,wiosenny i delikatny ale jednocześnie daleki od nudnej pastelowości.
Aplikacja to połączenie typowej aplikacji pastelowych lakierów z aplikacją Essie czyli...tragedia :(.Strasznie się namęczyłam,nie lubię ani wodnistej formuły Essie ani ich pędzelków.Gdyby nie ten wspaniały kolor lakier pewnie powędrowałby w świat ale dla takiego efektu myślę,że warto się jednak pomęczyć.A może znacie jakiegoś 100% (tylko taki by mnie satysfakcjonował ;) ) brata bliźniaka?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...