piątek, 30 września 2011

Zaginiona paczka od Chihtsai szuka swojej właścicielki :)

http://www.optometria.info/wp-content/uploads/2011/08/paczka-.jpg




Mam małe szybkie ogłoszenie,otóż wczoraj odebrałam paczkę (wysłaną listem zwykłym,była w skrzynce).
Jest to taka sama paczka z kosmetykami Chihitsai do testów,jaką sama niedawno otrzymałam,wysłana na mój adres jednak zaadresowana do Moniki P.Prawdopodobnie zaszła jakaś pomyłka i imię i nazwisko innej koleżanki blogerki połączono z moim adresem.

Moniko P,jeżeli to czytasz a czekałaś na przesykłę od Chihitsai, napisz do mnie proszę na burn_it_up@wp.pl żebym mogła odesłać Ci Twoją paczuszkę :).

Który mam wybrać?: Płyny do twarzy Fitomed




Pierwszym płynem do twarzy firmy Fitomed,który trafił w moje ręce był płyn różany przeznaczony do cery suchej.Następnie dzięki uprzejmości firmy miałam okazję przetestować wersję lawendową stworzoną z myślą o skórze zmęczonej.Po zużyciu prawie całych dwóch opakowań,jestem gotowa do recenzji i porównania obu produktów.

Zastanawiacie się,który wariant wybrać?Który będzie skuteczniejszy i bardziej odpowiedni dla waszej cery?Który ładniej pachnie :)?Czytajcie dalej.

Czym są i do czego używałam owych produktów?Płyny Fitomedu to kosmetyki zamknięte w wygodnej butelce 200ml zaopatrzonej w atomizer.Testowałam je w roli toników oraz czegoś na kształt wody termalnej.Mogą służyć do zwilżania pędzli przed nałożeniem podkładu mineralnego,jako mgiełka stapiająca pudrowe kosmetyki ze skórą,do odświeżania twarzy w upalne dni(włożenie ich wcześniej do lodówki bardzo pomaga).Dobrze sprawdzają się także kiedy nakładamy na twarz maseczkę z glinką-zapobiegają jej wysychaniu.
Kosztują około 12zł,najłatwiej kupić je w sklepie producenta.



"Składniki naturalne: aromatyczna woda różana (20%), olejek z drzewka różanego, czysty miód lipowy, ocet z czerwonych winogron, wyciąg z owoców dzikiej róży, bogaty w witaminę C.
Właściwości: Różany płyn do twarzy jest znakomitym środkiem upiększającym skórę. Potrzebną wilgoć przekazuje skórze w najbardziej przyjemny sposób. Sporządzony według klasycznego przepisu, ma ożywczy, subtelny zapach oraz kojącą moc.
Działanie: na skórę przesuszoną działa odświeżająco i odprężająco, doskonale nawilża i wygładza naskórek. Cera staje się wypoczęta i rozjaśniona.
"
Płyn różany zrobił na mnie na prawdę pozytywne wrażenie.Pachnie bardzo przyjemnie,muszę przyznać,że mam słabość do wszystkiego co pachnie różami.Uważam jednak,że barwienie produktu jest niekonieczne wystarczy rysunek na opakowaniu i na prawdę każdy uwierzy,że jest to produkt który coś z tymi kwiatami ma wspólnego ;).
Tonik bardzo przyjemnie odświeża i,co mnie zaskoczyło,nawilża.Działa jak bardzo lekki krem nawilżający.Koi podrażnienia,nie wywołuje pieczenia,podrażnień ani ściągnięcia skóry.Atomizer to wygodne i praktyczne rozwiązanie.

Skład:
 Aqua, Cabbage Rose Water (20%), Gliceryn, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Honey, Rosewood Flower Oil, Vinegar, Allantoin, Panthenol, Propylen Glicol (and) Rose extract, C.I.16255, Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone.




Płyn lawendowy odświeżająco-rewitalizujący do cery zmęczonej.


"Składniki naturalne: aromatyczna woda lawendowa (20%), olejek lawendowy, miód wielokwiatowy, ocet owocowy, nalewka z kwiatu lawendy.
Właściwości i działanie: płyn lawendowy o świeżym zapachu jest idealnym środkiem do "ożywienia" skóry zmęczonej. W stosowaniu zewnętrznym poprawia ukrwienie naskórka i nadaje mu ładny kolor. Cera nabiera zdrowego połysku, staje się gładka, jędrna i elastyczna."

Płyn lawendowy pachnie w teorii lawendą,ale muszę przyznać że nie jest to najpiękniejsza wersja lawend jaką znam.Działa odświeżająco i dobrze usuwa resztki makijażu.Nie podrażnia i nie wywołuje pieczenia,ale zgodnie z zapowiedzią producenta skóra jest lekko napięta.Nie ma działania nawilżającego jak jego różowy brat.Jest dobry,ale nie wiem czy powtórzyłabym zakup tego wariantu.

Skład:
INCI: Aqua, Lavender Water (20%), Gliceryn, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Honey, Tinctura Lavendulae, Allantoin, Panthenol, Lawender Flower Oil, C.I.42090+C.I.45190, Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone.


Podsumowując,płyny Fitomed to produkty uniwersalne i wygodne w stosowaniu.Wywiązują się ze swojego zadania a dodatkowo są niezwykle wydajne(forma sprayu to genialne rozwiązanie dla toników i dziwię się,czemu tak niewiele firm decyduje się na opakowanie swoich produktów w ten sposób.Płyn różany mogę z czystym sumieniem polecić.

czwartek, 29 września 2011

NOTD: China Glaze Trendsetter + mała zagadka



Jestem w lakierowym transie,więc dziś kolejny post z tej kategorii :).Mam nadzieję,że nie macie mi tego za złe-mam także sporo recenzji w planach,które pojawią się w najbliższym czasie.

Dzisiaj piękny jesienny brzydal czyli China Glaz Trendsetter.Żółto-zielony bagienny i troszkę obrzydliwy ;) kolor z pięknymi,złotymi drobinami które dodają mu charakteru.Bardzo ładnie kryje i dobrze się nakłada.Jest gładki w dotyku a zmywanie go nie nastręcza specjalnych trudności.





Jak widać na serdecznym palcu mam swatch innego lakieru.Dostałam go wczoraj w prezencie .Prawdziwe cudo i na pewno poświęcę mu oddzielny post,ale w międzyczasie mam dla was małą zagadkę.
Kto pierwszy poda poprawną nazwę lakieru na moim serdecznym paluchu dostanie dodatkowe dwa głowy w nadchodzącym jesiennym rozdaniu.Dodam tylko,że nie jest to produkt niszowy i mało znany,więc każdy kto choć trochę orientuje się w lakierowych kwestiach nie powinien mieć problemu z odgadnięciem :).Kolor ma silny efekt duochrome(lub może powinnam w tym przypadku powiedzieć polichrome :) ),więc na każdym zdjęciu wygląda inaczej.Ciekawa jestem czy zgadniecie.

wtorek, 27 września 2011

Paczka od Chihtsai



Wczoraj,ku mojej wielkiej radości,odebrałam od Pani Listonoszki paczuszkę z wielką garścią próbek od firmy Chihtsai.
Chihtsai to firma specjalizująca się w produkcji profesjonajnych kosmetyków do kompleksowej pielęgnacji.Bedę miała okazję testować dla was różne rodzaje szamponów,odżywek i produktów specjalnych.

Jesteście ciekawe kosmetyków Chihtsai?Ja bardzo :)

poniedziałek, 26 września 2011

NOTD: China Glaze Little Drummer Boy



Nie jestem wielką fanką niebieskich lakierów na moich paznokciach(choć uważam,że u innych wygląda pięknie),w China Glaze Little Drummer Boy zakochałam się jednak od pierwszego wejrzenia.
To bardzo ciemny granat z delikatnym,małym shimmerem.W zależności od światła może wyglądać jak czerń,granat albo szarość.Może właśnie w tej nucie szarości tkwi przysłowiowy diabeł?Little Drummer Boy wygląda na pazurkach elegancko i jest raczej stosowany a jednak daleko mu do nudnych,bezpiecznych kolorów.
Dżinsowy to bardzo dobre określenie tego odcienia.




Little Drummer Boy jest ekstremalnie kryjący(wystarczy jedna warstwa aby pokryć paznokcie i uzyskać nasycony kolor) i bardzo łatwy w użyciu.


Jak wam się podoba?

niedziela, 25 września 2011

Burn testuje: Carmex Moisture Plus Pink




Powinnyście zobaczyć moją minę,kiedy kilka dni temu zobaczyłam go w pobliskim Rossmannie :).O balsamie Carmex Moisture Plus słyszałam mnóstwo dobrych rzeczy,dziewczyny na YT wydają się za nim przepadać.Nie sądziłam,że dotrze on do naszego kraju,a jednak.
Ultranawilżający balsam zamknięty jest w smukłym i eleganckim,filigranowym sztyfcie i dostępny w wersji bezbarwnej oraz lekko różowej.Zawiera filtr SPF 15 i wiele dobroczynnych składników takich jak masło z awokado czy olej kokosowy.Kosztuje około 16zł.Trochę dużo,szczególnie za 2g produktu,zaraz jednak wyjaśnię dla czego uważam,że na prawdę warto go kupić.

Pokochałam go od pierwszego nałożenia.Ma bardzo gładką i komfortową konsystencję,łatwo rozprowadza się na ustach i długo na nich pozostaje.Świetnie nawilża i natłuszcza,wygładza.
Ma słodki,dość intensywny budyniowo-waniliowy zapach (dla mnie pycha,ale jeżeli nie lubicie słodkich,jadalnych zapachów może być denerwujący).Mentol daje delikatne uczucie mrowienia,ale jest to ułamek tego czego doświadczamy używając klasycznego Carmexu.





Wybrałam wersję różową(a to niespodzianka :) ),która ożywia nieco kolor ust i nadaje ładny połysk.Poręczne opakowanie ułatwia precyzyjną aplikację i zmieści się w każdej kieszeni.Do tego wygląda elegancko,trochę jak szminka.

Jestem nim zachwycona!Uwielbiam nowe produkty do ust a Carmex Moisture Plus to debiut bardzo udany.



sobota, 24 września 2011

Jesienny haul lakierowy

first-look-china-glazes-fall-2011-collection.jpg


Uwielbiam jesień,nie tak bardzo jak zimę ale nadal bardzo.Potrafi być na prawdę piękna,dni są ciepłe ale nie gorące a przy tym nadal dość długie.Liście zmieniają kolor,w powietrzu unosi się charakterystyczny słodkawy i lekko nostalgiczny zapach palonych liści.Można wreszcie wrócić do noszenia szali,chust i swetrów i wszystkich innych dodatków,na które w lecie jest za gorąco.
Jesienne kolekcje makijażowe kuszą głębokimi,szlachetnymi kolorami.Szczególnie atrakcyjne dla mnie lakieromaniaczki są propozycje jesiennych kolorów,które można nosić na pazurkach właśnie.

Kilka dni temu dotarło moje zmówienie z Nails ect a w nim 7 jesienych lakierów.Kolory są genialne,możecie się w najbliższym czasie spodziewać postów poświęconych poniższym lakierom.




Od lewej: China Glaze Classic Camel,China Glaze Trendsetter,OPI Ginger Bells







OPI Meet me on the Star Ferry,China Glaze Hey Sailor!,China Glaze Little Drummer Boy,OPI Pros & Bronze



Jak wam się podobają?

piątek, 23 września 2011

Burn testuje: The Body Shop Passionfruit Cleansing Gel



Ostatnio pisałam o bublach w kategorii żeli do mycia twarzy,dziś głównym bohaterem będzie mój ulubiony "oczyszczacz".Wpadłam na niego przypadkiem,spodobał mi się zapach i postanowiłam spróbować.To było kilka butelek temu i zdecydowanie nadal za nim przepadam.

Od produktu do oczyszczania twarzy wymagam aby w sposób delikatny ale i skuteczny oczyszczał buzię z resztek makijażu,odświeżał.Nie może podrażniać ani nadmiernie wysuszać.Dobrze jeżeli jest miły w użyciu i przyjemnie pachnie.Pomimo,że nie są to bardzo wygórowane oczekiwania ( przynajmniej tak mi się wydaje) nie wiele produktów je spełnia.
Żel TBS z passiflorą ma rzadką,żelową konsystencję która zarówno łatwo się rozprowadza na skórze,jak i łatwo z niej spłukuje.Nie wysusza,nie wywołuje zaczerwienienia czy innych przykrych niespodzianek.Nie pienie się,ale nie to akurat zupełnie mi nie przeszkadza.Dobrze oczyszcza i pozostawia skórę świeżą i przyjemną.Pachnie słodko,owocowo jak napój wieloowocowy.

Butelka to klasyczny "bodyszopowy" ;) kontenerek,ani ładny ani specjalnie wygodny.Żel kosztuje 19zł,ale w przeciwieństwie do większości drogeryjnych specyfików,w opakowaniu otrzymujemy 250ml.

Nie jest to żaden cudotwórca(bo i niby jak coś co pozostaje na skórze kilka sekund mogło czyścic cuda) ale dobrzy,porządny produkt do którego chce się wracać.Skład jest całkiem w porządku.




Testowałyście?Co o nim myślicie?Jakie są wasze ulubione żele do mycia twarzy?

czwartek, 15 września 2011

Burn tropi buble: żele do mycia twarzy



Wszystkie chciałybyśmy,żeby kosmetyki które kupujemy były skuteczne i wywiązywały się z obietnic producenta.Mimo,że na skutek czytania blogów i pogłębiania doświadczeń kosmetycznych coraz rzadziej zdarza mi się kupić coś,co jest po prostu kiepskie,to niestety nadal bywa że na łazienkowej półce znajdzie się bubel.Nie da się od tego ustrzec w stu procentach.
Ostatnio miałam wątpliwą przyjemność używania dwóch bubli w kategorii żeli do mycia twarzy.Oto wyniki testów.


L'oreal Triple Active Żel oczyszczający komfort skóra sucha.Estetyczna różowa tubka zawiera przezroczysty o żel o miłym,owocowym zapachu.
Producent obiecuje,że żel został stworzony z myślą o potrzebach suchej skóry.Ma nawilżać i nie wysuszać oraz skutecznie usuwać zanieczyszczenia.
Jak jest w praktyce?Miły zapach i ładna tubka to jedyne zalety żelu.W akcji sprawdza się na prawdę kiepsko.Moja mieszana wrażliwa skóra po umyciu żelem była mocno ściągnięta,wysuszona i lekko piekąca.Radzi sobie z oczyszczaniem cery z resztek makijażu,ale co z tego kiedy wyraźnie jej szkodzi.Bubel jak się patrzy!














Tołpa Huminea Hydrativ Żel-krem do mycia twarzy i oczu.Pokładałam w tym produkcie spore nadzieje.Miał skutecznie oczyszczać twarz i oczy z makijażu i zanieczyszczeń,wspomagać regenerację naskórka i pozostawiać uczucie komfortu(jakkolwiek by tego nie rozumieć :) ).Przeznaczony jest do cery suchej,odwodnionej,wrażliwej.
Niestety okazało się,że żel ten nie tylko kompletnie nie radzi sobie z oczyszczaniem twarzy z niezbyt mocnego makijażu(wacik z tonikiem po wcześniejszym umyciu żelem był cały w śladach od podkładu mineralnego) ale też nałożony w szeroko pojęte okolice oczu palił jak diabli.
Nie wysusza,ale skóra po umyciu klei się i jest nieprzyjemna w dotyku.Jestem zwiedziona,szczególnie że żel Tołpa kosztuje sporo ponad 20zł za 150ml.



Od żelu do mycia twarzy nie wymagam cudów,ma skutecznie oczyszczać,nie wysuszając i nie podrażniając.Niestety ani L'oreal Triple Active ani Tołpa Huminea Hydrativ nie sprostał temu zadaniu.


Lubicie czytać o bublach?A może szkoda czasu na pisanie takich postów i wolicie kiedy piszę o produktach,które są dobre i bardzo dobre.Dajcie mi znać co myślicie :)!

wtorek, 13 września 2011

Mały haul MAC Plumful i Pfloof!



Dziś nadszedł ten szczęśliwy i długo wyczekiwany dzień :),kiedy mogłam pójść do MACa i wymienić swoje 6 pustych,plastikowych opakowań po kosmetykach na darmową szminkę.

Chciałam koloru,który nadawałby się do noszenia na co dzień do każdego makijażu i ożywiał kolor ust dodając nieco wyrazu twarzy.Byłam praktycznie zdecydowana na Sweetie,ale po testowaniu ostatecznie zdecydowałam się na podobną,ale nieco bardziej intensywną Plumful.







Plumful to śliwkowo-różowo-malinowy odcień o ciepłych tonach.MAC opisuje go jako "Blossoming rose-plum" i jest to opis bardzo trafiony.
Przypomnina mój naturalny odcień ust,tylko w zintensyfikowanej i bardziej żywej wersji.Wykończenie Lustre sprawia że szminka jest mocno błyszcząca,przyjemna dla ust i nieco bardziej transparentna niż pomadki o wykończeniu Cremesheen czy Amplified.Pigmentacja jest jednak na prawdę dobra i nie trzeba się mocno starać aby uzyskać nasycony kolor.

Kolejną zaletą Plumful jest też fakt,że łudząco przypomina wycofaną ze sprzedaży pomadkę Avon Color Rich Extra Plump w kolorze Plump Pink(którą uwielbiam).Jest tylko minimalnie bardziej fioletowa i w przeciwieństwie do tańszej koleżanki nie zawiera drobinek.Efekt na ustach jest jednak prawie identyczny.





Skusiłam się też na nowy wkład do paletki.Pfloof! o wykończeniu Frost to bardzo jasny,"mroźny" róż idealny do rozświetlania wewnętrznego kącika oka.




Zmęczona tanimi temperówkami,które niszczą i łamią moje kredki kupiłam też porządną macowską temperówkę i mam wielką nadzieję że się sprawdzi.


Jak wam się podobają moje dzisiejsze łupy?:)

niedziela, 11 września 2011

NOTD: OPI Rising Star vs. Orly Glitz&Glamour






OPI Rising Star pochodzi z kolekcji Burlesque.Błyszczące i mocno połyskujące pomarańczowo-miedziane złoto.Metaliczne wykończenie,z dużą ilością malutkich drobinek.Pomarańczowe tony są bardzo wyraźne,nadają lakierowi ciepły charakter.






Orly Glizt&Glamour z kolekcji świątecznej 2010 to bezsprzecznie najpiękniejszy złoty lakier,jaki widziałam.Czyste złoto w płynie :).Niesamowity,metaliczny połysk.Złoto o żółtych tonach,raczej neutralne.W porównaniu do Rising Star jest dużo bardziej błyszczące a drobinki zatopione w lakierze są większe.


Lubię oba kolory bo wbrew pozorom bardzo się różnią.Orly Glitz&Glamour jest jednak tak zachwycający,że pozostaje moim ulubieńcem.

sobota, 10 września 2011

Burn testuje: The Body Shop Warming mineral mask maseczka rozgrzewająca



Wieżę w maseczki z Body Shopu.Są droższe od większości produktów drogeryjnych,ale jeszcze nie spotkałam takiej,która była by kiepska-są w najgorszym przypadku dobre a w większości bardzo dobre lub świetne.Systematycznie testuję więc nowe i przy którejś wizycie w TBS (i przy okazji promocji bo nie byłabym sobą,gdybym nie skorzystała z okazji :) ) kupiłam maseczkę rozgrzewającą.
W przeciwieństwie do większości maseczek taj firmy nie jest zamknięta w słoiczku,a w plastikowej tubie.

Kosmetyk ma za zadanie,dzięki właściwościom rozgrzewającym,głęboko oczyścić pory.Jest odpowiednia do każdego rodzaju cery(z czym skłonna jestem się zgodzić,może tylko właścicielki mocno naczynkowej cery powinny uważać ze względu na wspomniane działanie rozgrzewające).
Maseczka w kontakcie ze skórą samoistnie się rozgrzewa a efekt ten jest dość miły i trwa przez około minutę.Trzymamy ją na skórze 5 minut(chociaż ja zazwyczaj zostawiam ją na około 10 min) po czym zmywamy.Mimo,że jest to produkt z dużą ilością glinki nie zastyga i nie ściąga skóry w charakterystyczny sposób.
Po zmyciu skóra jest oczyszczona a pory zwężone.Najlepszym sposobem jest nakładanie maski podczas ciepłej kąpieli,wtedy efekt jest spotęgowany a skóra wygląda po takiej "saunie" zdecydowanie ładniej.
Myślę,że maseczka stosowana raz w tygodniu nie wysuszy normalnej czy nawet suchej cery.




Kolejną zaletą jest zapach-pachnie intensywnie,imbirem i korzennymi,orientalnymi przyprawami.Niektórych ten zapach może denerwować ale mnie osobiście bardzo uprzyjemnia stosowanie.

Maseczka kosztuje w cenie regularnej 39zł za 100ml.Jak już wspominałam jest to dość drogo,ale jest to produkt skuteczny,spełniający obietnice producenta,dla tego myślę że jest wart zakupu.Szczególnie w promocji,które ostatnio w TBS zdarzają się na prawdę często.

piątek, 9 września 2011

NOTD: Zoya Pasha









Zoya Pasha to czekoladowo-szary lakier o delikatnym,metalicznym połysku i niebiesko-srebrnych mikroskopijnych drobinkach.Delikatny,elegancki i łatwy w noszeniu bo neutralny i pasuje praktycznie do wszystkiego.
Ma świetną konsystencję i bardzo łatwo się aplikuje.Bardzo go lubię.

Burn testuje: Virtual Baza wygładzająca





Bazy pod makijaż nie są moim ulubionym produktem.Właściwie ich nie używam,z wyjątkiem baz pod cienie nie sięgam po tego typu "wspomagacze".Przetestowałam kilka i ponieważ nie widziałam specjalnych efektów pomyślałam,że nie warto dokładać kolejnego kroku do i tak dość pracochłonnego procesu porannego domalowywania sobie urody:).
Ponieważ jednak dostałam do testów Wygładzającą bazę Virtual postanowiłam dać jej szansę.




Produkt zamknięty jest w niewielkiej tubce zaopatrzonej w wygodny,wąski dziubek.Jest przezroczysta i ma delikatny zapach.Jest to typowa baza silikonowa,łatwo i gładko się rozprowadza dając pudrowe wykończenie.Ładnie matuje.Ułatwia rozprowadzanie makijażu(podejrzewam,że szczególnie docenią tą właściwość użytkowniczki płynnych podkładów),wygładza optycznie skórę.
Czy przedłuża trwałość podkładu i innych kosmetyków?W moim przypadku raczej nie.Działa jak każda inna baza silikonowa,czyli delikatnie mówiąc średnio.
Jeżeli lubicie tego rodzaju produkty i służą wam one,warto się tą bazą zainteresować bo ma bardzo przystępną cenę.Trzeba jednak pamiętać,że silikony często są przyczyną zapychania porów,więc trzeba ich używać rozważnie,jeżeli jesteście podatne na ego typu "atrakcje"

Ja jednak nie będę jej dalej używać bo zwyczajnie nie widzę specjalnych efektów.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...