wtorek, 29 listopada 2011

Ulubieńcy listopada



Coś mi mówi,że przyszedł czas na ulubieńców listopada :).W tym miesiącu najczęściej używałam:


Gucci Rush- tak jak podejrzewałam Rush towarzyszył mi w listopadzie codziennie,z wyjątkiem może 3 dni.Jest bardzo dobrym zapachem na jesień i zimę,charakternym,otulającym i dość ekspansywnym.Zupełnie nie rozumiem decyzji o jego wycofaniu.Z lekkim zaniepokojeniem obserwuję zmniejszającą się ilość perfum w moim flakoniku,zostało mi już tylko 1/3 butelki :(.
Od ponad pół roku przechodzę dziwny etap w moim perfumoholiczym żywocie,przez długi czas używam tego samego zapachu,często aż do momentu kiedy wysączę całą buteleczkę.Wcześniej mi się to nie zdarzało,codziennie używałam czegoś innego.

OPI I Vant to Be A-Lone Star z kolekcji teksańskiej.To,że pokochałam ten lakier jest dla mnie wielkim zaskoczeniem.Kupiłam go skuszona promocją na kupkosmetyk.pl (gorąco polecam ten sklep!) z myślą o zeswatchowaniu i podarowaniu go wam w rozdaniu bo zazwyczaj szarości na paznokciach nie są dla mnie.Okazało się jednak,że ten szary,lodowy błękit wygląda genialnie i na pewno się z nim nie rozstanę.Proszę o wybaczenie :P.Niedługo pojawi się oddzielny post poświęcony temu kolorowi.

Avon Foot Works krem do stóp cynamon i pomarańcza pachnie obłędnie!Uwielbiam korzenno-pomarańczowe jesienno-zimowe zapachy(pomimo iż zazwyczaj nie jestem fanką cytrusowych aromatów).Właściwości nawilżające są ok,ale dla tego zapachu byłabym w stanie smarować się nim nawet gdyby był kiepskim kremem.Nadaje się również do rąk,nie ma w nim mentolu czy irytującego,zostawiającego suchy film talku.

MAC Mineralize Skin Finish w kolorze Soft & Gentle.Opisywałam go niedawno TU.Jeden z lepszych zakupów w ostatnim czasie,bardzo wielofunkcyjny.

Maybelline Lash Stiletto wodoodporny.Mój ulubiony tusz,na równi z Collosalem.Rewelacyjna,długa szczoteczka złapie każdą rzęsę.Dodatkowo,oprócz obiecanego wydłużenia tusz świetnie pogdubia.Zazwyczaj nie wybieram tuszy wydłużających bo nie dodają objętości,ten jednak jest wyjątkiem.Pisałam o nim TU.

Avon błyszczk Plump Pout w kolorze Pink Pucker.Błyszczyki Avonu są bezkonkurencyjne a ten konkretny polubiłam tak,że przez miesiąc zużyłam go prawie w całości.Pięknie nabłyszcza a miętowy smak i zapach jest bardzo przyjemny i nie powoduje pieczenia,mrowienia czy też podrażnienia jak to mają w zwyczaju inne błyszczyki powiększające usta.Mój kolor jest właściwie bezbarwny,chętnie wypróbuję inne wariant.Na wzmiankę zasługuje też wygodny aplikator-pędzelek.

Cienie MAC Star Violet i Quarry.W tym miesiącu często używałam ich w duecie-Quarry w załamaniu,Star Violet na całej powierzchni powieki.Ten pierwszy idealnie współgra też z Soft & Gentle nałożonym w charakterze cienia.


Nieurodowymi ulubieńcami miesiąca są produkty Yankee Candle(już niedługo więcej na ten temat,kończę testy wszystkich zapachów,jakie kupiłam :) ) oraz herbatki owocowe w jesienno-zimowych smakach.Ostatnio w sklepach pojawiła się limitowana edycja korzennych herbatek owocowych Vitax,kupiłam Pomarańczę i Goździki oraz Śliwkę i Kardamon-PYCHA!Kolejnym ulubieńcem w tej kategorii,już od kilku lat,jest herbatka owocowa Teenakanne Magic Moments.Jakie są wasze ulubione napoje na jesień i zimę?




sobota, 26 listopada 2011

Burn testuje: Produkty Chihtsai



W październiku otrzymałam paczuszkę pełną próbek kosmetyków Chihtsai.Od tego momentu testowałam je dogłębnie i dokładnie,w różnych kombinacjach i wreszcie jestem gotowa do napisania recenzji.Oczywiście,próbki nie dają możliwości sprawdzenia długofalowego efektu na włosach,ale te konkretne kosmetyki okazały się na tyle wydajane że wiem o ich działaniu całkiem sporo.
Testowałam: Szampon no 5 regenerujący,szampon oliwkowy,szampon na bazie grejpfruta,Płukankę (odżywkę) no 7,Olive instant treament,odżywkę no 12 regeneracja oraz SH-RD Protein Cream z jedwabiem.
Otrzymałam również Szampon ziołowy i szampon no 3,ale nie będę o nich pisać-są przeznaczone do włosów z łupieżem i nie jestem w stanie się o nich obiektywnie wypowiedzieć bo nie mam tego problemu.


Wszystkie produkty miały przyjemne,dość "nieinwazyjne" zapachy kojarzące mi się z produktami,których zapach czuję na włosach po wyjściu od fryzjera.Wyjątkiem był szampon z grejpfrutem,który z powodu zawartości olejku z drzewa herbacianego miał charakterystyczny dla tego składniku zapach(który lubię,ale wiem że wielu osobom może on przeszkadzać).Zaskoczyła mnie pozytywnie wydajność,mała saszetka wystarcza na dwukrotne umycie bardzo długich włosów nawet przy dość hojnej aplikacji.

Szampony mają dość gęstą,kremową konystencję i dobrze się pienią.Najbardziej spodobał mi się szampon no 5 regenerujący,po umyciu włosy były miękkie i wyraźnie bardziej nawilżone.Szampon oliwkowy był dobry,bez specjalnych fajerwerków ale przyjemny w użyciu i skuteczny.Wersja grejpfrutowa nieco wysuszył mi włosy i utrudnił rozczesywanie,kudełki były tak czyste że aż skrzypiące.Nie będę się jednak przyczepiać,jest przeznaczony do włosów tłustych więc chyba po prostu nie jest to produkt dla mnie.

Płukanka no 7 to właściwie odżywka o dość lekkiej konsystencji.Nałożona na włosy na 2-3 minuty wygładza i ułatwia rozczesywanie.Ma za zadanie utrzymać intensywny kolor włosów farbowanych i przywrócić im odpowiednie pH.Czy to robi?Trudno mi powiedzieć,musiałabym poużywać jej trochę dłużej.Na razie mogę stwierdzić tyle,że to dość przyjemna odżywka

Najbardziej spodobały mi się kuracje do włosów.To bardzo gęste produkty o konsystnecji pasty.Niezwykle wydajne,maleńka tubka próbkowa przy codziennym stosowaniu powinna wystarczyć na ponad miesiąc.
Olive instant treatment jest odżywką bez spłukiwania,idealną do codziennej pielęgnacji włosów.Zawiera oliwę z oliwek i ma dbać o końcówki.Z trzech testowanych kuracji,ta jest najlżejsza,spodobała mi się najmniej chociaż nadal uważam,że to dobry produkt.Dobrze natłuszcza,uelastycznia i odżywia.
RD Protein Cream z jedwabiem chroni włosy przed działaniem UV,ułatwia układanie i zwiększa objętość włosów.Ma gęstą konsystencję  i małe perłowe drobinki,które jednak nie są widoczne na włosach.Ułatwia rozczesywanie,odżywia.

Spośród trzech próbek,najbardziej spodobała mi się odżywka-kuracja no 12.Producent obiecuje,że chroni ona przed szkodliwym wpływem środowiska,zapobiega rozdwajaniu się włosów i porpawia ich strukturę,dziki zawartości wit. E chroni i nawilża.Jak pozostałe,ta odżywka również jest gęsta i bardzo treściwa.Bardzo dobrze wygładza włosy i poprawia wygląd zniszczonych końcówek.Ułatwia rozczesywanie i uelastycznia suche włosy.Zecydowanie mi się spodobała.


Produkty możecie zamówić na stronie producenta,na której znajdziecie też więcej informacji dotyczących składu konkretnych kosmetyków.

Produkty Chihtsai zrobiły na mnie zdecydowanie pozytywne wrażenie,szczególnie odżywki bez spłukiwania.Chętnie przetestowałabym je jeszcze dokładniej.Warto się nimi zainteresować.

piątek, 25 listopada 2011

Swatch me baby: MAC Mineralize Skin Finish Soft&Gentle



To cudeńko marzyło mi się od ponad roku,wreszcie mam-udało mi się kupić MAC MSF Soft&Gentle na początku tego miesiąca.
Jestem sroką a ten rozświetlacz jest rozświetlaczem wymarzonym dla kogoś kto lubi błyskotki :)




Brzoskwiniowo-beżowo-złocista wypiekana powierzchnia o pięknym połysku to coś czego po prostu nie mogłam nie pokochać.Ma przyjemną,delikatną konsystencję,raczej w kierunku miękkiej(użyty nieodpowiednim pędzlem może troszkę pylić) i zaskakująco dobrą pigmentację.Prawdę mówiąc najczęściej używam go właśnie jako cienia(moja cera ostatnio znowu odmawia współpracy i nie specjalnie mam ochotę na podkreślanie tej niesubordynacji dodatkowym połyskiem ;) )-miłośniczki błyszczących neutrali miejcie się na baczności!Z ciepłymi brązami wygląda bajecznie.
Pięknie wygląda też pod łukiem brwiowym oraz oczywiście na policzkach.Z góry uprzedzam jednak,że jest to rozświetlacz o dużej mocy rażenia,daje nie tylko opalizującą poświatę ale dodatkowo zawiera niewielkie drobinki.Koneserki będą zachwycone,ale dla fanek satynowego połysku taki efekt,jaki daje S&G może być zbyt wyraźny.

Opakowanie jak to MAC,wygodne i ładne w swojej prostocie.Przeczuwam ogromną wydajność.Biorąc pod uwagę,że używa się go punktowo,prawdopodobnie zapiszę go jeszcze w spadku swoim wnuczkom :).

Powiem w prost-KOCHAM GO!Cieszę się,że wreszcie zdecydowałam się na zakup.

Wyniki rozdania!




Kochane,bardzo serdecznie dziękuję wszystkim,które poświęciły czas i wzięły udział w losowaniu.Chciałam podać wam wyniki zaraz po zakończeniu,ale nie wyrobiłam się z losowaniem.Mam nadzieję,że wybaczycie mi ten mały poślizg ;).Tym razem paczuszkę rozdaniową wygrała:


Gratuluję!Prześlij mi proszę swoje dane na burn_it_up@wp.pl
W razie braku odzewu do przyszłego piątku,będę losować jeszcze raz.






Dorzucam jeszcze mały bonus,zdjęcia mojego nowego podopiecznego.Nazywa się Sushi :)





niedziela, 20 listopada 2011

NOTD:OPI Princesses Rule!





Półtransparentny,ciepły róż z pięknie połyskującym platynowo-białym pyłem.Bardzo delikatny,ale nie nudny.Kiedy mam ochotę na bardziej subtelny kolor na pazurkach,często sięgam po Princesses Rule!.Miłośniczkom frenchu polecam go przetestować w połączeniu z klasycznym białym paseczkiem.
W słońcu migocze w niemal magiczny sposób :).Na zdjęciu 2 grubsze warstwy,dobrze wygląda jednak zarówno po 1 jak i 3.Wymarzony kolor do layeringu.

piątek, 18 listopada 2011

Burn testuje: Queen Helene Mint Julep Mask


Pewnie wiecie,że uwielbiam maseczki do twarzy.Miętowa maseczka Queen Helene jest jedną z ulubionych maseczek youtubowiczek,kiedy więc pojawiła się w Polsce nie mogłam się oprzeć i oczywiście kupiłam :).
Wielka tubka 226,5g kosztowała mnie na allegro około 25zł.W stanach kosztuje podobno kilka dolarów,ale nadal uważam że 20 parę złotych za tak gigantyczną tubę to świetna cena.Mam ją od dłuższego czasu a nie zużyłam nawet połowy.

Maseczka to typowa glinka,ściąga oczyszcza i matuje buzię.Zastyga po około 10-15 minutach,jeżeli chcemy trzymać ją dłużej warto zrosić ją wodą termalną czy też np. płynem Fitomed.
Zapach bardzo przyjemny,miętowy(ale raczej w taki sposób jak zielona guma do żucia Orbit niż krople miętowe czy świeży listek).Mięta stanowi ty tylko element umilający stosowanie,nie ma jej w składzie w formie innej niż aromatu.
Dzięki zawartości siarki i tlenku cynku maska świetnie radzi sobie z wysuszaniem i gojeniem wszelkich niespodzianek-producent poleca miejscowe nakładanie jej na noc(co jest na prawdę skuteczne,szczególnie jeżeli nie straszna nam poduszka obsypana zielonym proszkiem :D).



Porządna glinkowa maska,która na pewno spodoba się posiadaczkom mieszanel lub tłustej cery ze skłonnościami do niedoskonałości,Systematycznie stosowana pomaga zapanować nad zbuntowaną cerą.Suchą cerę raczej na pewno wysuszy.Trzeba też uważać żeby za długo jej nie przetrzymać,kiedyś zostawiłam ją na 30 min i niestety było to za dużo dla mojej kapryśnej,wrażliwej cery-skończyło się zaczerwienieniem i lekki podrażnieniem.


poniedziałek, 14 listopada 2011

Burn testuje:Garnier Kofeinowy Roll-on przeciw cieniom



Zbierałam się do pisania tej recenzji już kilka razy i jakoś nigdy nic z tego nie wychodziło.Dzisiaj jednak postanowiłam koniec,jest to produkt którego używam codziennie i czas wreszcie napisać parę słów na jego temat.


Korektor ten(a może powinnam bardziej powiedzieć krem?żel?płyn?) ma za zadanie ukrywać oznaki zmęczenia dwutorowo:

"Kofeinowy roll-on przeciw cieniom z efektem świeżości zapewnia podwójne działanie przeciw cieniom pod oczami:
- Idealnie kryje: jego konsystencja zawierająca barwniki mineralne zapewnia korektę cieni pod oczami. Długotrwałe działanie oraz odcienie ton w ton pozwalają na naturalne pokrycie zasinień.
- Efekt redukujący oznaki zmęczenia: nawilżająca formuła wzbogacona w kofeinę o działaniu pobudzającym oraz w ekstrakt z cytryny znanej z właściwości rozjaśniających w połączeniu z masażem drenującym pozwala zmniejszyć oznaki zmęczenia. Dodatkowo, dzięki zawartości filtra UV, roll-on chroni oczy przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych.
Chłodna masująca kulka zapewnia przyjemną aplikację, która w sposób naturalny przeradza się w pobudzający krążenie limfy masaż. Cienie pod oczami są natychmiast skorygowane, a ich intensywność jest zredukowana. Skóra wokół oczu jest rozświetlona, nawilżona i wygładzona. Dostępny w 2 kolorach: cera jasna i cera śniada, aby idealnie dostosować się do odcienia skóry."








Zamknięty jest w wygodnym opakowaniu zakończonym kulką(takie samo opakowanie ma Roll-on kofeinowy bez kolory,Roll-on Czysta Skóra oraz Roll-on Czysta Skóra w wersji kryjącej).Kulka jest chłodna i przyjemna,zapewnia wygodną aplikację.Trzeba jednak zaznaczyć,że aby dobrze rozprowadzić korektor trzeba potem użyć palców,delikatnie wklepać.
Po nałożeniu skóra pod oczami robi się lekko napięta(w dobrym tego słowa znaczeniu,roll-on zmniejsza ewentualne obrzęki) a dzięki zawartości pigmentu wygląda dużo lepiej.Tu muszę się przyznać,że nie mam wielkich problemów z zasinieniami ani opuchnięciami pod oczami.Do czasu odkrycia tego korektora nie używałam w okolicach oczu niczego poza zwykłym podkładem mineralnym.
Myślę jednak,że poziom krycia będzie odpowiedni także dla osób z większymi problemami.Efekt tak mi się spodobał,że używam roll-ona codziennie bez wyjątku.Nakładam go na krem pod oczy a przed bazą pod cienie.







Pomimo faktu posiadania cery jasno-średniej wybrałam wersję do cery śniadej obawiając się,że ta do jasnej będzie za jasna(jak to zazwyczaj ma miejsce).I tak,z jednej strony kolor jest trochę zbyt brzoskwiniowy i trochę za ciemny ale paradoksalnie ze względu na brzoskwiniowy kolor bardzo dobrze wyrównuje koloryt w okolicach oczu,niwelując zielonkawo-fioletowe zabarwienie.Po odpowiednim rozblendowaniu i połączeniu z podkładem korektor staje się niewidoczny i w gruncie rzeczy jestem z tego koloru zadowolona.Nie wykluczone jednak,że wypróbuję też jaśniejszą wersję.


Kontrowersyjną kwestią dotyczącą tego preparatu jest zawartość alkoholu.Z własnego doświadczenia wiem jednak,że nie taki alkohol straszny ;)-podobno szybko paruje z powierzchni skóry.Przez okres kilku miesięcy odkąd go używam nie zauważyłam żadnego wysuszenie,nie powoduje też pieczenia czy podrażnień.Nakładam go jednak na krem pod oczy,co może mieć jakieś znaczenie.


Roll-on(muszę powtarzać to słowo bo nie wiem jak inaczej toto określić :D) kosztuje w cenie regularnej około 35-37zł.Wydawało by się,że to dużo.Z drugiej jednak strony korektor jest super wydajny i zawiera aż 15ml co rzadko się zdarza.Warto polować na promocje,czasem można go kupić za mniej niż 30zł(z tego co pamiętam aktualnie w Superpharmie z kartą Lifestyle kosztuje 29,90zł).


Jestem z tego zakupu bardzo zadowolona,produkt stał się niezbędnikiem w mojej codziennym makijażowym rytuale.
Czy zlikwiduje uporczywe puchnięcie i zatuszuje poważne zasinienia?Raczej nie,jednak jako lekki korektor sprawdza się zaskakująco dobrze.


Skład:Skład: Aqua/Water, Cyclopentasiloxane, Alkohol Denat., Butylene Glycol, Ethylhexyl, Methoxycinnamate, Phenyl Trimethicone, PEG-10 Dimethicone,Squalane, Bis-PEG/PPG-14/14 Dimethicone, Magnesium Sulfate, Talc,Nylon-12, Maltitol, Disodium Stearoyl Glutamate, Aluminum Hydroxide, Sorbitol, Caffeine, Citrus Medica Limonum Extract/Lemon Fruit Extract [+/- May Contain: CI 7789/Titanium Dioxide, CI 77491, CI 77942, CI 77499/IRON OXIDES


Znacie go?Lubicie?Jakie są wasze ulubione korektory pod oczy?

piątek, 11 listopada 2011

Behind the scenes tag :) i Burn od strony akwarystycznej

Postanowiłam wziąć udział w zabawie pod tytułem "Behind the scenes" wymyślonej przez Urban.Dziś pokażę wam więc jak wygląda kwatera główna Burn :)



Oto moje biurko i jego okolicę.Tu najczęściej piszę i robię zdjęcia a także maluję się i czeszę.
Jako,że biurko jest ogromne i stanowi oddzielny mikrokosmos samo w sobie,znajdziecie tu mnóstwo różnych rzeczy.Od podręcznych kosmetyków,przez przybory biurowe,plan zajęć,parasolki(wieszam je na małym wieszaczku po lewej stronie biurka :) ),różnego rodzaju pamiątki i bibeloty aż po jedno z moich akwariów(aktualnie w trakcie generalnego remonto więc zupełnie nieatrakcyjne wizualnie-przepraszam) i nawozy do roślin wodnych :D.
Po prawej widzicie moją mini toaletkę-szafeczkę o której więcej pisałam TU.






W kubkach i innych okolicznych pojemnikach oczywiście długopisy,ołówki,zakreślacze,spinacze,karteczki czyli wszystko co Burn lubi najbardziej.Nie obejdzie się też bez kalkulatora do przeliczania cen po aktualnym kursie dolara czy funta :)




A to mój ukochany lapek i jego ubranko.Niestety wczoraj wieczorem doznał urazu-zaatakowała go i 1,5l gazowanej wody Nałęczowianki (!) i pozostawiło szkody w postaci wgniecionej obudowy.Mój biedny maluszek :'(.



Zapraszam wszystkich chętnych do zabawy,jestem bardzo ciekawa jak wyglądają wasze biurka lub inne miejsca,w których tworzycie blogi.


Mała edycja:Dla wszystkich zainteresowanych sprawami akwariowymi wklejam zdjęcia moich zbiorników w wystroju obecnym i byłym a także ich mieszkańców :)(niektóre zdjęcia są zdecydowanie archiwalne,ale pokazują moją akwarystyczną podróż.
Akwarium chciałam mieć od zawsze,ale dopiero niecałe 3 lata temu w końcu się zdecydowałam i wpadłam po uszy.Szczególnie od kiedy zapałałam miłością do krewetek-ryby są fajne ale prawdziwa zabawa zaczyna się ze skorupiakami :).
W tym momencie mam dwa akwaria,kostki OW o pojemności 43 i 16l.Obie przeszły w ubiegłym tygodniu rearanżację i trochę potrwa zanim dojdą do przyzwoitego wyglądu.Pojawili się też nowi mieszkańcy.Jeżeli jesteście tym tematem zainteresowane,mogę czasem wrzucać tu jakieś zdjęcia.
















































Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...