sobota, 30 kwietnia 2011

Swatch me baby: błyszczyk Essence Stay with me 03 Candy Bar




Oczwywiście nie mogłam oprzeć się pokusie zakupu nowych błyszczyków Essence(i prawdę mówiąc nawet nie próbowałam się opierać ;) ).Kupiłam dwa,jasny róż 01 Me&My Icecream oraz ten oto właśnie koralowy 03 Candy Bar.
W opakowaniu wygląda na typowy koral,jak jest jednak na ustach?Po nałożeniu daje to bardzo ładną i soczystą kombinację różu,czerwieni i pomarańczowo-koralowego.Nie jest bardzo kryjący,ale daje dość wyraźny,półtransparentny kolor (gdyby był to lakier do paznokci,powiedziałabym że ma wykończenie jelly ).






Ładnie delikatnie pachnie a konsystencja dość gęsta,co przyznam bardzo mi się podoba bo lubię gęstsze błyszczyki.Przyjemny na ustach,treściowo-balsamowaty(miłośniczkom błyszczyków,których nie czuć na ustach może to trochę przeszkadzać)Bardzo wygodny,choć na pierwszy rzut oka dziwaczny aplikator.
Jak z trwałością?Zdecydowanie należy do trwalszych błyszczyków,ale nie ma co się łudzić że jest to super trwałe mazidełko.Błyszczyk nie jest,i nigdy nie będzie tak trwały jak matowa szminka i przy jedzeniu czy piciu ściera się.



Jestem zadowolona i przyznam szczerze,że mam ochotę na wszystkie kolory tych błyszczyków(paleta kolorów na prawdę twarzowa i zachęcająca!
)
Jedynym minusem jest pojemność,produktu jest w opakowaniu tylko 4ml,ale za niecałe 9zł jestem to w stanie przeżyć ;)

czwartek, 28 kwietnia 2011

Sunshine Award-wyróżnienie :) post nr 50



Mag z bloga http://duperelles.blogspot.com/ była tak miła i wyróżniła mnie a więc wyróżniam dziś i ja (w moim jubileuszowym,50 poście :) )

Zasady:

  1. Podziękować za wyróżnienie.
  2. Zamieścić u siebie link do bloga osoby, która Cię wyróżniła :)
  3. Wkleić u siebie logo wyróżnień.
  4. Przekazać nagrodę do 10 blogów!
  5. Zamieścić linki do tych blogów.
  6. Powiadomić o tym nominowane osoby.
  7. A na koniec - stworzyć listę rzeczy, które czynią mnie szczęśliwą.

Przekazuję "sunshine award"(pewnie część z dziewczyn już wcześniej została otagowana,no ale trudno) :

http://greatdee85.blogspot.com/
http://barwy-wojenne.blogspot.com/
http://sweet-and-punchy.blogspot.com/
http://kropeczka33.blogspot.com/
http://asiimakeup.blogspot.com/
http://pieknoscdnia.blogspot.com/
http://urodowy.blogspot.com/
http://tysiacjedenpomyslowipasji.blogspot.com/
http://vexgirl.blogspot.com/
http://ewwwa-makeup.blogspot.com




Co sprawia,że jestem szczęśliwa?



*Moje zwierzaki
,te lądowe(kochane kociaki) i te akwariowe.Mało co tak relaksuje jak przytulenie się do futrzaka czy obserwacja życia w moich zbiornikach.

*Morze.Uwielbiam morze,ale nie nie ze względu na plażowanie(nie jestem w stanie wytrzymać leżąc w słońcu dłużej niż 10min brrr...).Kocham zapach morza,bryzę,dotyk piasku,nadmorskie laski sosnowe-słowem wszystko wszystko!Najbardziej lubię chłodne morza,jak Bałtyk czy Morze Północne.

*Śnieg.Gruba warstwa puszystego śniegu zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy.Nawet gdy trzeba się zerwać rano z łóżka jest jakoś łatwiej,zaśnieżony świat wygląda bajecznie.

*Chodzenie do zoo.Uwielbiam od zawsze a szczególną radość sprawia mi odwiedzanie nieznanych ogrodów zoologicznych za granicą(Berlińskie zoo jest absolutnie niesamowite!).dla niektórych zoo to kontrowersyjne miejsce,ja jednak uważam te ogrody za coś nie tylko interesującego ale tez i pożytecznego(w co nie będę się zagłębiać bo to temat rzeka ;) )

*Zakupy.No cóż,tego można się było spodziewać bo to troszkę stereotypowe ale która z nas nie lubi zakupów ;).Największą frajdę sprawia kupowanie kosmetyków,biżuterii i torebek,bez dwóch zdań.

*Wieczorna jazda samochodem.Nie jestem kierowcą ale jako pasażer uwielbiam podróżować późnym wieczorem.Pięknie oświetlone miasto + słuchawki Ipoda na uszach to duet doskonały

*Długa rozmowa ze znajomymi.Tymi najbliższymi.Nie do zastąpienia

*Podróże.Uwielbiam.Szczególnie odkrywanie dużych,tętniących życiem miast.

*Testowanie nowych kosmetyków.To chyba zrozumiałe ;).Nowy błyszczyk do wypróbownia potrafi sprawić na prawdę ogromną radość

*Nowe komentarze na moim blogu :)

środa, 27 kwietnia 2011

NOTD: Jesse`s Girl Julie G + małe zakupy w Naturze





Kolejny koral :).Siostrzany kolor Revlon Tropical Temptation,ale tym razem jest to koral bardziej różowy.Piękny!
Nawet aplikacja podobna jak w przypadku Revlona,nie idealna ale da się w miarę bezproblemowo nałożyć.Pędzelek bardzo nietypowy,krótki i jakby zminiaturyzowany ale dość szeroki.Schnie szybko.

Jak widać przy porównaniu kolory są podobne,ale idą w nieco innym kierunku.


Byłam wczoraj w rzadko odwiedzanej i raczej mało uczęszczanej Naturze.Liczyłam na nieogołoconą szafę Essence ;) ale niestety nic specjalnego nie było.Załapałam się tylko na lakier Revlon w promocji i dwa błyszczyk i Stay with Me,na które od dawna miałam ochotę.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Recenzja: Aussie 3 Minute Miracle Luscious Long.




Pewnie większość z was słyszała co nieco o firmie Aussie, a już szczególnie o linii maseczek-odżywek 3 Minute Miracle.Słyszałam i ja(a ściślej słyszałam wiele dobrego),więc około pół roku temu skusiłam się na zakup na allegro.Pomysł bardzo mi się podobał,lubię maseczki przeznaczone do krótkiego trzymania na włosach bo dzięki temu mogę je stosować zdecydowanie częściej.Niestety jestem dość zabiegana i rano(myję włosy tylko i wyłącznie rano) nie mam czasu,ani też na tyle samozaparcia by wstawać wcześnie w celu nałożenia maseczki na 20 minut,a przy tych ekspresowych nie ma problemu z szybkim odżywieniem włosów w czasie brania prysznica.
Seria daje możliwość wyboru z kilku wariantów,ja jednak jako posiadaczka długich kudełków wybrałam Luscious Long.Producent po jej użyciu zapewnia o mającym wystąpić głębokim odżywieniu i nawilżeniu końców bez obciążania reszty włosów.Odżywka zawiera olejek z awokado oraz eukaliptus.Zamknięta jest w wygodnym opakowaniu z zaworkiem na spodzie,bez żadnych nakrętek-wystarczy ścisnąć opakowanie aby wydobyć odżywkę(bardzo wygodne)
Ma troszkę dziwną konsystencję,która wyglądem i strukturą przypomina mi trochę mniej tłustą wersję maści z witaminą A ;).

Pachnie ładnie,choć trochę dziwnie(jak mieszanka moreli i ...jedwabiu.Ale nie takiego pseudo jedwabiu do włosów tylko tego dziwnego zapachu,jaki posiadają ubrania zrobione z prawdziwego jedwabiu) a zapach nie utrzymuje się we włosach zbyt długo.
No dobrze,ale co jeżeli chodzi o działanie?
Cuż,osobiście byłam tą maską mocno zawiedziona.Miała odżywiać i nawilżać moje włosy w sposób zauważalny a tym czasem sprawuje się gorzej niż większość odżywek "lekkiego kalibru" do codziennego stosowania.Coś tam nawilża i wygładza,ułatwia rozczesywanie ale jak na odżywkę z dużą ilością silikonów to na prawdę żaden wyczyn.Nic nie zmienia trzymanie jej na włosach dłużej.
Faktycznie nie obciąża włosów,ale nie uważam tego za niesamowity sukces.Udało mi się zmęczyć jakieś 3/4 tej odżywki,ale raczej z obowiązku.Jest bardzo wydajna,( czy wy też zauważałyście,że nieudane produkty są zazwyczaj diabelnie wydajne i trudno je wykończyć ;) )
Może na bardzo zdrowych i nie przesuszonych włosach sprawdziłaby się lepiej...prawda jest jednak taka,że mało która dziewczyna z długimi włosami może się pochwalić ich idealnym stanem,większość długowłosych potrzebuje nawilżenia i odżywienia dla swoich pukli.

Ocena: 3,i to słabe(takie na "szynach" :) )

sobota, 23 kwietnia 2011

Recenzja: Original Source Mint&Tea Tree Shower



Lubicie zapach mięty?Naprawdę mocny zapach mięty?Jeżeli tak to powinnyście koniecznie wybrać się do Rossmanna po żel Original Source Mint&Tea Tree.
Pierwszy raz o żelach ten firmy przeczytałam na blogu Mag i chwała jej za to bo mają one takie opakowanie,które raczej nie zwróciłyby mojej uwagi i prawdopodobnie dużo czasu minęłoby zanim,znudzona innymi żelami dostępnymi na półce,sięgnęłabym po te.
Spośród kilku wariantów zapachowych(dostępne są : arbuz-trawa cytrynowa,mango-macadamia,limonka,cytryna-tea tree,bazylia-eukaliptus,smoczy owoc-capiscum(co to?),kaktus-guarana,pomarańcza-imbir) wybrałam miętę i drzewko herbaciane bo uwielbiam miętę.
Jak widać tu producent z jakiegoś powodu zdecydował się zadedykować żel młodym mężczyznom,ale nie znaczy to chyba że taka girly girl jak ja nie może go polubić,prawda ;)?
Po obiecującym zapachu dobiegającym z butelki podczas testów w Rossmannie bardzo miałam ochotę go wypróbować,więc po powrocie do domu czym prędzej ruszyłam pod prysznic.
Żel ma dość gęstą konsystencję,pieni się dobrze i łatwo rozprowadzić go rękami czy też myjką.Podczas namydlania się łazienkę zaczyna wypełniać na prawdę mocny zapach mięty,który wręcz "unosi się" w kierunku nosa(rzeczywiście,jak obiecuje producent produkt musi być napakowany olejkami eterycznymi).Efekt trochę podobny do inhalacji lub użycia mentolowego sztyftu do nosa,niezwykle przyjemny(zwłaszcza dla nieszczęśników takich jak ja,którzy wiecznie borykają się z zatkanym nosem).Dodatkowo żel delikatnie chłodzi skórę(co wróży mu kąpielową karierę podczas dokuczliwych upałów).Kontrowersyjnego zapachu tea tree nie wyczuwam(choć osobiście bardzo go lubię,to wiem że wiele osób nie przepada),moim zdaniem czuć po prostu olejek miętowy.
Jestem pod wrażeniem,żel pachnie cudownie,odświeża i zapewnia na prawdę aromaterapeutyczne doznania.Co więcej kosztuje niecałe 10zł(w promocji kupiłam za trochę ponad 7zł) a wrażania zapachowe zdecydowanie porównywalny do droższych żeli np. z Body Shopu.

Ocena?Zdecydowanie 5!

czwartek, 21 kwietnia 2011

Recenzja: Maybelline Lash Stiletto Waterproof


Po dobrych doświadczeniach z Lash Stiletto Volume postanowiłam wypróbować jego poprzednika i tym razem w wersji wodoodpornej.
Producent obiecuje mocne wydłużenie i rozdzielenie rzęs.Zazwyczaj nie wybieram tuszy wydłużających bo bardziej zależny mi na pogrubieniu moich rzadkich rzęs,pochodziłam więc do Stiletto dość sceptycznie.Okazało się,że niepotrzebnie!
Tusz bardzo wydłuża ale,co zaskakujące,także pogrubia rzęsy(i to lepiej niż Stiletto Volume!).Konsystencja średnia,czyli nie za gęsta ani nie za rzadka.Nie mam problemu ze sklejaniem.
Szczoteczka ma dość typowy kształt dla tuszu wydłużającego,jest stożkowata,średnio gęsta i dość wąska.Włoski grube i o różnej długości.Wygodnie się nią operuje.W przeciwieństwie do Stiletto Volume,szczoteczka nie jest zakrzywiona.



Efekt na rzęsach?Bardzo mi się podoba!
Tusz stał się moim ulubionym,zaraz po Colossal Volume.Jak każdy wodoodporny dobrze utrzymuje kształt po zastosowaniu zalotki.Trwały,całkowicie wodoodporny,nie kruszy się.Polecam.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Swatch me baby:MAC Mineralize Blush Gigly (Quite Cute)





Jeden z moich najnowszych nabytków a za razem pierwszy róż MAC Mineralize.Gdyby nie uroczy wygląd,pewnie wyszłabym z salonu z Pink Swoon(wreszcie :) ) ale oczywiście to piękne serduszko skusiło mnie i kupiłam podczas premiery kolekcji Quite Cute.
Zakupu absolutnie nie żałuję,Gigly używam niemal codziennie.To świeży, "słodki" róż z ładnym śliwkowym połyskiem.Ciekawe jest to,że oprócz bycia takim właśnie cukierkowym kolorem ma w sobie odrobinę śliwkowych tonów(to zasługa serduszka,ale nie tylko bo i sam róż ma delikatną domieszkę fioletu).




Na twarzy wygląda na prawdę ładnie(niestety nie udało mi się zrobić ładnego zdjęcia różu na policzkach :( )
Konsystencja dość miękka,łatwo go nabrać na pędzel (nawet odrobinę za łatwo,bo troszkę osypuje się na opakowanie).

Nie jest to może niesamowicie odkrywczy i niespotykany kolor,ale jeżeli jeszcze takiego różu nie macie to polecam bo serduszkowy kompakt jest wyjątkowo urokliwy :).Acha,kosztuje 110zł.

sobota, 16 kwietnia 2011

NOTD: Revlon Tropical Temptation




To,że od dawna darzę koralowe lakiery(i nie tylko lakier z resztą :) )maniakalną miłością nie jest tajemnicą(moje współmaniaczki z Klubu Lakierowego na pewno to wiedzą :) ).Za każdym razem,kiedy mam na paznokciach korale czuję że "to jest to".Właściwie czuję się w nich nawet lepiej niż w czerwieniach.
Tropical Temptation Revlona to jeden z moich ulubieńców.To ciekawy kolor,który określiłabym pastelowym neonem(to chyba najlepiej oddaje jego charakter,ma w sobie mleczną nutę) o pomarańczowo-różowym odcieniu.
Maluje się bardzo wygodnie.Lubię lakiery Revlon.Wklejam porównanie z kilkoma innymi koralami z mojej kolekcji.



Ponieważ koralowych lakierów nigdy dość,korzystając ze zniżki na Jesse's Girl (na hasło IMATS) kupiłam kolejne dwa potencjalne korale czyli JulieG i Beach Baby :)

piątek, 15 kwietnia 2011

Który mam wybrać?: demakijaż oczu czyli zmagania z tuszem wodoodpornym


Odkąd definitywie przeszłam na tusze wodoodporne musiałam zrewolucjonizować swój arsenał kosmetyków do demakijażu.Wcześniej, w zależności od humoru (a najczęściej od tego,co akurat było w promocji w Rossmannie-jako ciężka kosmetykomaniaczka czasem muszę wybrać jakąś bardziej ekonomiczną opcję aby pozwolić sobie na inne luksusy ;) )używałam różnych płynów albo mleczek.
Nie miałam żadnego doświadczenia w kwestii zmywania wodoodpornego tuszu,wszelkie dwufazowe specyfiki omijałam szerokim łukiem(po tym jak kilka razy w zestawach promocyjnych zostałam uraczona niemiłosiernie tłustym Lancome Bi-facil).Jeżeli chodzi o mleczka,to wbrew pozorom nie wszystkie radzą sobie z kosmetykami wodoodpornymi.
Samo zmywanie takiego tuszu nie jest(wbrew obiegowym opiniom) trudniejsze od zmywania zwykłego.Trudniejsze jest jednak znalezienie produktu,który w miarę szybko ale łagodnie usunie nawet grubszą warstwę tuszu.
Oto wyniki pierwszego etapu poszukiwań.Ponieważ jest to dopiero początek mojej przygody z wodoodpornymi maskarami(a także dla tego,że mój ulubiony płyn został wycofany) na pewno post doczeka się kontynuacji.Tak dużo mleczek i płynów a tak mało...oczu :)?

Moim głównym źródłem pomysłów na to,co zgarnąć z drogeryjnej półki(kiedy niepowodzeniem zakończyły się próby zmywania oczu moimi dotychczasowymi faworytami)był jak zwykle katalog KWC na Wizaż.pl.




Avon Mleczko do demakijazu oczu z odżywką.Koszmarek.Weszłam w posiadanie dwóch(!) butelek tego mleczka przypadkiem.Okazało się być jednym z niewielu produktów,które po dwóch testach wylądowało w koszu.Piecze piekielnie(tak bardzo,że chyba wspomniana w nazwie odżywka musi być odżywką do paznokci ;) )a do tego nie zmywa z oczu praktycznie nic.Można pocierać oczy płatkiem do woli.



Słynny płyn micelarny Bioderma Sensibio H2O.Kupiłam malutką butelkę 100ml za 10zł w Superpharimie,nie ukrywam-z ciekawości.
Muszę przyznać że jest jest niezwykle delikatny dla twarzy i oczu,zupełnie jak czysta woda.Przyjemny w użyciu.Niestety tuszu wodoodpornego nie zmywa(i wiem,że nie jest to pewnie jego głównym zadaniem ale postanowiłam tu o nim wspomnieć bo może komuś się taka informacja przyda).Płynów micelarnych do twarzy nie używam,więc choć niezaprzeczalnie dobry i łagodny jest dla mnie zupełnie bezużyteczny.



Kolejny bubel(jak widzicie o znalezienie takowego nie trudno).Nivea mleczko do demakijażu oczu i ust.Ma być delikatnie,zmywać nawet wodoodporny makijaż a do tego pielęgnować rzęsy.Jest bezzapachowy i ma dość lekką konsystencję ale tuszu wodoodpornego(i nie tylko bo sprawdzałam z ciekawości ze zwykłym) praktycznie nie zmywa.Wstyd!

Rossmann Rival de Loop Płatki do demakijażu oczu.Tutaj również producent obiecuje skuteczne zmywanie tuszu wodoodpornego.Zabrałam te płatki na wakacje,bo wygodne i poręczne.Niestety pieką w oczy,kiepsko radzą sobie nawet z delikatnym wakacyjnym makijażem a do tego są szorstkie.

Chyba wychodzę na księżniczkę na ziarnku grochu,którą wszystko podrażnia i szczypie.No cóż,trudno.Oczy mam rzeczywiście dość wrażliwe ale wierzę w istnienie skutecznego i delikatnego produktu.
Niestety na razie muszę jednak kontynuować narzekanie na produkty do demakijażu(one same się o to proszą! :) )


Cleanic Chusteczki do demakijażu (skóra sucha i wrażliwa).
Te chusteczki kupowałam kilka razy.Są tanie i wygodne na wyjazdy,ostatnio pojawiły się też pakowane pojedynczo(bardzo dobry pomysł!).Niestety mają kilka wad.Są dość mało nawilżone i trzeba się trochę napracować aby zmyć tusz.Troszkę szorstkie,ale na szczęście mleczko którym są nasączone nie szczypie w oczy.W awaryjnych/wyjazdowych sytuacjach mogą być.



Lirene Cera normalna i mieszana, Nawilżające mleczko do demakijażu twarzy i oczu.Jest strasznie rzadkie,piecze w oczy i nie zmywa.Nie byłam go w stanie zużyć do końca.Kolejny zawód.

Nivea Łagodzącze chusteczki oczyszczające.To jedne z lepiej ocenianych na KWC chusteczek do demakijażu.Pięknie pachną,mam słabość do niveowego zapachu.Są nadal za suche i nieco za szorstkie ale nie pieką w oczy i nie zostawiają lepkiej ani tłustej warstwy.Trzeba włożyć trochę wysiłku w zmycie wodoodpornego tuszu i uważać aby zbyt mocno nie pocierać chusteczką okolic oczu(bo wtedy ich faktura może mechaniczne podrażnić wrażliwców) ale na prawdę nie są to złe chusteczki.



Ziaja Masło kakaowe mleczko do demakijażu i oczyszczania twarzy i oczu.Bezzapachowe i łagodne dla oczu...ale tylko w teorii.Piecze dość mocno i niezbyt imponująco radzi sobie z usuwaniem tuszu.



Bourjois Odświeżające mleczko do demakijażu.Według producenta nadaje się do oczyszczanie oczu.Niestety piecze piekielnie co je dyskwalifikuje jako produkt do zmywania moich wodoodpornych tuszy.Jako mleczko do twarzy jest niezłe,lekka żelowa niemalże konsystencja przyjemnie orzeźwia.Ładne opakowanie i przyjemny zapach.Gdybym używała mleczka w celu oczyszczenia twarzy,pewnie skusiłabym się na ponowny zakup.

Bielenda Awokado Łagodny 2-fazowy płyn do demakijażu oczu.Gdyby nie Wizaż,nawet nie spojrzałabym w jego kierunku.Ma upiorny zielony kolorek(kto przy zdrowych zmysłach byłby zachwycony wizją pocierania oczu radioaktywnie zieloną miksturą :) ).Płyn miał jednak tak dobre recenzję,że złamałam się i całe szczęście.
Jest świetny.Bardzo łagodny,nie piecze nic a nic.Nie pozostawia tłustej warstwy a skóra po użyciu jest miękka i przyjemna w dotyku.Bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem,zazwyczaj wystarcza mi po jednym waciku na oko.Nie jest przesadnie wydajny,ale mogę mu to wybaczyć.
Niestety ten świetny produkt został wycofany. Podczas promocji "Cena na dowidzenia" w Rossmannie kupiłam spory zapas ale dziś sięgnęłam już po ostatnią buteleczkę z tego zapasu :(.



Czeka mnie więc szukanie od nowa.Czego używanie do zmywania oczu?Co polecacie?

Giveaway u Kamilianny :)

Hop hop MAcomaniaczki(i te przyszłe też ;) ) u Kamilianny świetny giweaway!

środa, 13 kwietnia 2011

NOTD: Colour Alike Szara Migotka




Jestem zawiedziona :(.Zawiedziona,ale nie samym lakierem-jest piękny,delikatne drobinki holo połyskują w świetle w sposób wprost cudowny.Niestety jakoś nie dogaduje się z moją karnacją.Patrzę na paznokcie pomalowane Szarą Migotką i zupełnie ona do mnie nie pasuje.
Prawdę mówiąc,zmyłam go po jednym(niecałym!) dniu noszenia a to rzadko się zdarza.
Szary jest trudnym kolorem ,nie lubię np. szarych cieni bo wyglądam w nich jak ciężko chora zazwyczaj.China Glaze Recycle na paznokciach noszę z powodzeniem ale odcień Migotki to dla mnie klapa.Może jest za zimny?
Nie mniej jednak polecam przetestować,nakłada się świetnie i szybko schnie(chyba najszybciej z całej rodzinki Colour Alike,jaką posiadam) a jeżeli dobrze wam w takich szarościach to nic tylko patrzeć na swoje pazurki i się zachwycać :)

wtorek, 12 kwietnia 2011

Przegląd pędzli,odcinek II: pędzle do załamania powieki i rozcierania(blendowania)


Dziś kolejna odsłona przeglądu pędzli.Poprzednio porównywałam pędzle typu pencil,dziś przyszła pora na moje ulubione pędzelki do blendowania oraz załamania powieki.
Niektóre z nich nadają się bardziej do rozcierania-cieniowania a inne do precyzyjnego podkreślania załamania.Który jest najwygodniejszy jest kwestią dość subiektywną,niektórzy wolą puchate blendery do załamania powieki a inne preferują te mniejsze i nieco bardziej sztywne(często także kulkowe pędzle pencil).
A więc ;) :


Coastal Scent Italian Badger Deluxe Crease.Najmniej ulubiony z całej kolekcji,używam go raczej awaryjnie kiedy inne pędzle są brudne.Włosie jest miękkie,ale nie wystarczająco puchate aby delikatnie rozcierać.Za mało precyzyjny do załamania powieki.Przyjemny w dotyku,nie drapie powieki.16cm, włosie 1,8cm.




Revlon Contour Shadow Brush
.Wykonany z miękkiego włosia naturalnego lekko zaostrzonego na końcu.Puchaty i dość gęsty.Bardzo dobry i wielofunkcyjny pędzelek kupiony za około 13zł na allegro.Wystarczająco precyzyjny do załamanie powieki(może z wyjątkiem bardzo ciemnych i napigmentowanych kolorów) ale też odpowiednio puchaty do blendowania.
Dł. 19cm włosie 1,5cm




Everyday Minerals Dome Blending Eye Brush.Jako jedyny w tej grupie,wykonany jest z włosia syntetycznego.Miękki,gęsty i dość sztywny.Używam go do blendowania,ale ostrożnie bo potrafi zmniejszać intensywność koloru i zbyt mocno go rozcierać ze względu na sztywne włosie.Sprawdza się nieźle jako pędzel do nakładania rozświetlacza pod łuk brwiowy czy zacierania granicy pomiędzy cieniem a podkładem w pobliżu zewnętrznego kącika oka.Dł 17cm włosie 2cm.



Sigma SS224/E40 Tapered Blending Brush (wersja podróżna,o różnicach w tym pędzlu w zależności od wersji pisałam tu).Mięciutkoi,puchaty i wiotki pędzel.Świetny do delikatnego rozcierania/blendowania ale zdarzało mi się też używać go do załamania i to z całkiem niezłym efektem.Jeden z częściej używanych w mojej kolekcji.



Sigma E45 Small Tapered Blending.Mój nr 2 w tej kategorii.Łączy w sobie zalety miękkiego i puszystego pędzla do blendowania,precyzyjnego do załamania powieki oraz(dzięki cienkiemu,zaostrzonemu czubkowi) także pędzelka pencil.Bardzo użyteczny i wielofunkcyjny.Nie traci kształtu po praniu.Wygodny do zaznaczenia zewnętrznego kącika ciemnym kolorem.
Dł.17,5cm włosie 1,6cm




MAC 217 Blending.To właściwie nie pędzel...to czarodziejska makijażowa różdżka :)!Wart każdej wydanej na niego złotówki(kosztuje około 94zł) i świetnie sprawdza się do wszystkiego,bez problemu(a nawet nie tyle bez problemu co z wielką łatwością) wykona się nim makijaż całego oka.Włosie dość sztywne,u dołu gęste ale ku górze wyprofilowane,mniej gęste.Jest mięciutki.
Ma raczej niepozorny kształt i podchodziłam do niego sceptycznie,ale kajam się bo 217 to pędzlowy Holly Grail :).Jego sztandarowe zadanie to blendowanie ale oprócz tego nadaje się do:rozświetlania łuku brwiowego,nakładania korektora pod oczy,nakładania korektora na twarz,nakładania bazy,kremowych cieni,cieni na całą powiekę(sypkich i prasowanych),załamania powieki,zewnętrznego kącika oka,wewnętrznego kącika oka,dolnej linii rzęs,górnej linii rzęs...ufff.Gdybym miała mieć tylko jeden pędzel to byłby to właśnie MA 217.
Dł.16,5cm włosie 1,5cm




Sigma E25 Blending
.Odpowiednik MACa 217.Oczywiście nie tak idealny,ale nadal jest to świetny pędzel.Bardziej miękki i wiotki od pierwowzoru,jest też odrobinę mniej precyzyjny ale zachowuje ogromną wielofunkcyjność 217.Świetny do nadania koloru na całą powiekę i w załamanie.Idealny blender.Bardzo go polecam(mam dwie sztuki).Gdybym nie znała MACowskiego pędzla ten byłby pewnie moim ideałem.
Włosie1,5cm.



Które moim zdaniem trzeba mieć?MAC 217 lub/i Sigma E25 oraz Sigma E45.Z takim duetem(lub trio ;) ) można wykonać każdy makijaż z podkreśleniem załamania powieki i zewnętrznego kącika,uzyskując idealne cieniowanie.

sobota, 9 kwietnia 2011

Recenzja: Himalaya Herbals Proteinowy szampon 2w1 ochrona koloru i Proteinowa odżywka ochrona koloru





Wypróbowałam już na prawdę ogromną liczbę różnych szamponów,tych drogeryjnych i tych profesjonalnych.Były wśród nich produkty kiepskie,przeciętna ale też i takie,które przypadły mi do gustu i wracam do nich często.Jednak najlepszy szampon,jakiego do tej pory używałam został kupiony zupełnie przypadkiem.
Razem z kilkoma innymi kosmetykomaniaczkami robiłam zamówienie w sklepie internetowym Himalaya Herbals.Niestety pechowo wysiadł mi internet więc poprosiłam koleżankę składającą zamówienie,żeby oprócz moich ulubionych maseczek HH (o których na pewno kiedyś tu napiszę)wybrała mi coś jeszcze bo i tak wysyłka była darmowa.Zaproponowała mi szampon bo właśnie pojawiła się w sklepie nowa linia.Ok,pomyślałam-"himalajowy" szampon na pewno krzywdy mi nie zrobi bo to fajne,ziołowe kosmetyki a do tego tanie.
Minęło trochę czasu zanim wypróbowałam zakupione Proteinowy szampon 2 w 1 ochrona koloru do włosów farbowanych i Proteinową odżywkę do włosów faborwanych (jak każda szanująca się kosmetykomaniaczka mam swoją kosmetyczną spiżarkę,w której nowe zakupy grzecznie czekają na swoją kolej aż je wypróbuję ;) ) ale była to miłość od pierwszego użycia.
Jeszcze nigdy nie miałam tak miękkich,błyszczących,pachnących i puszystych włosów jak po tym duecie!Moje "kudełki" ;) są wymagające,długie,farbowane i wszystko co tylko jeszcze możliwe dla tego nie tak łatwo im dogodzić.Tym produktom (za 12,39zł sztuka!) udało się jednak tego dokonać.Używanie uprzyjemnia dodatkowo zapach,taki trochę nieokreślono-ziołowy ale bardzo ładny,mnie osobiście kojarzy się właśnie z czystymi i zadbanymi włosami,który utrzymuje się zazwyczaj do następnego mycia.Nie jest obezwładniający czy dokuczliwy,nic z tych rzeczy-to raczej delikatny sprawia przyjemność, ilekroć włosy znajdą się bliżej twarzy.

Jeżeli chodzi o opis producenta i składniki:

SZAMPON PROTEINOWY 2 w 1 ochrona koloru - do włosów farbowanych 200 ml Unikalna formuła myje i chroni włosy farbowane sprawiając że ich kolor przez długi czas pozostaje intensywny i pełen blasku nawet przy częstym myciu. Wyjątkowa kompozycja ziół wygładza i odbudowuje włosy nadając im promienny i zdrowy wygląd. Odżywia i uzupełnia w naturalne proteiny. Nowa seria szamponów wzbogaconych o ekstrakt z wyselekcjonowanych ziół bogatych w naturalne proteiny. Zaspokaja trzy najistotniejsze potrzeby włosów: wzmacnia je, zapobiega wypadaniu i chroni przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych.
Zawartość: Szampon zawiera: Kwiat lotosu i Chińska Róża: skutecznie i naturalnie odżywia włosy i skórę głowy Aloes: nawilża i nadaje włosom miękkość Black Myrobalan (migdałecznik chebułowiec): chroni włosy farbowane.
Sposób użycia: Szampon nanieść na mokre włosy, delikatnie masować włosy i skórę głowy. Pozostawić na 1-2 minuty, następnie spłukać. W razie konieczności zabieg powtórzyć.



ODŻYWKA PROTEINOWA ochrona koloru - włosy farbowane 200 ml
Unikalna kompozycja ziół delikatnie odżywia i chroni włosy farbowane, sprawiając że ich kolor przez długi czas jest intensywny i pełen blasku. Wygładza i odbudowuje włosy, nadając im piękny i zdrowy wygląd.
Odżywia i uzupełnia w naturalne proteiny.
Nowa seria odżywek wzbogaconych o ekstrakt z wyselekcjonowanych ziół bogatych w naturalne proteiny. Zaspokaja trzy najistotniejsze potrzeby włosów: wzmacnia je, zapobiega wypadaniu i chroni przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych.
Bezpieczna dla włosów farbowanych i po trwałej ondulacji.

Zawartość: Odżywka zawiera:
gorzki melon i marakuję: skutecznie i naturalnie odżywia włosy farbowane i skórę głowy
ciecierzycę i kiełki pszenicy - bogate źródło naturalnych protein
Sposób użycia: Odżywkę delikatnie wmasować w umyte, wilgotne jeszcze włosy od cebulek po ich końcówki. Pozostawić na 1-2 minuty, następnie dokładnie spłukać.

Czy chroni kolor?Przyznam bez bicia,nie wiem.Farbuję włosy szamponem a ni trwałą farbą i on stopniowo traci na kolorze i dzieję się tak niezależnie od produktów do pielęgnacji,jakich używam.Taka już natura szamponu koloryzującego.Na pewno jednak ten zestaw nie powoduje nadmiernego wypłukiwania się czy płowienia.
Acha,nie wiem jak wy ale ja bardzo lubię odżywki do włosów,które nadają się do nakładania także na skórę głowy,mam wtedy wrażanie że mam prawdziwe 2 w 1 :).

Szkoda,że ciężko u nas HH dostać stacjonarnie.Co prawda niektóre produkty pojawiają się w Supepharmie,ale nie jest to pełna oferta.W sieci dorgerii DM (która też niestety do nas nie dotarła) można kupić właściwie większość produktów Himalaya Herbals.

Wczoraj zamówiłam kolejne butelki tego szamponu i odżywki(jakiś czas go nie używałam,bo jestem niepoprawnym eksperymentatorem i lubię testować nowe rzeczy,nawet jak mam już swoje sprawdzone typy) a do tego postanowiłam kupić też Proteinowy szampon i odżywkę w wersji do włosów suchych.Bardzo jestem ciekawa różnic między tymi dwoma wersjami.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Swatch me baby: MAC Saint Germain

W końcu mogłam zrobić swatche Saint Germain...(nadal leczę usta po Plushglassie więc mogłam pomalować je tylko do swatchy a potem znów Carmex i lecznicza Bebe :( )

Kolor jest...fajny :D.Jasny,chłodny,matowy róż(wykończenie Amplified).Intensywny i mniej bezpieczny niż beże czy inne kolory typu nude,ale podoba mi się.Na ustach dość sucha,ale nie czuję mocnego wysuszenia,trzeba jednak uważać bo konsystencja nie jest łatwiejsza do nakładania i bezlitośnie eksponuje niedoskonałości ust w postaci suchych skórek czy pęknięć.
Trwała,ale podczas jedzenia ściera się.

To taki trochę Barbie Pink i trzeba uważać,żeby nie przesadzić za słodkościami(tak jak ja z tym kwiatkiem na zdjęciu i kalendarzem z Hello Kitty wiszącym na różowej ścianie,taki mały żarcik ;) )ale odpowiednio dozowany daje bardzo fajny efekt.

Wklejam też małe porównanie z innymi moimi różowymi szminkami.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...