wtorek, 31 stycznia 2012

Mały konkurs facebookowy :)



Dzisiaj mam dla was mały,szybki konkurs na facebookowej stronie Kosmetycznego Kuferek Burn.
Możecie wygrać zestaw,w którego skład wchodzą: magnetyczny lakier Essence+megnes,zestaw 3 próbek kuracji Chihtsai oraz Carmex w sztyfcie.

Aby wygrać wystarczy,że będziecie obserwatorkami bloga oraz polubicie go na Facebooku.Na facebookowej ścianie umieście pomysł na post(co chciałybyście w najbliższym czasie przeczytać,dokładnie lub ogólnie)i dołączcie informację o nicku pod jakim obserwujecie bloga.


Na zgłoszenia macie czas do przyszłego wtorku,7 lutego do 23:59.


Powodzenia :)

poniedziałek, 30 stycznia 2012

12 zastosowań oliwki Hipp



Kilka razy wspominałam wam o tym produkcje i jego wielofunkcyjności.Dziś chciałabym jednak dokładniej wziąć pod lupę tego niepozornego geniusza i podpowiedzieć jak można go używać.Oliwka Hipp to bardzo prosta mieszanka oleju słonecznikowego i oleju ze słodkich migdałów,ale jest co najmniej 12 powodów,dla których warto ją mieć.Te z was,które jeszcze jej nie znają zachęcam do wyprawy do sklepu i pobuszowanie po dziale dziecięcym :).Kosztuje poniżej 10zł za 200ml.


1.Zaczynając od najprostszych zastosowań można oczywiście stosować ją do nawilżania ciała,zarówno na mokro(nie osuszając ciała ręcznikiem) jak i na sucho.

2.Jako nawilżający dodatek do kąpieli.Skóra będzie gładka i miękka w dotyku.Do tego oliwka ma na prawdę przyjemny,słodki zapach.

3.Do mycia ciała pod prysznicem,np. dodając kilka kropli do ulubionego żelu pod prysznic.Uratuje przed uczuciem ściągnięcia skóry.

4.Do usuwania makijażu,bardzo dobrze radzi sobie nawet z większą ilością podkładu oraz wodoodpornym tuszem i eyelinerem.

5.Do nawilżania twarzy.Stosuję ją z powodzeniem na noc i uwierzcie-to działa!Nakładamy odrobinę na twarz i wmasowujemy,ewentualny nadmiar można delikatnie zetrzeć chusteczką lub pozostawić do całkowitego wchłonięcia.Rano buzia jest nawilżona,miękka i nie przetłuszczona(!).

6.Do wmasowywania w skórki paznokci.Dzięki naturalnemu składowi działa lepiej niż większość kolorowych i bezwartościowych oliwek do paznokci składających się tylko z oleju mineralnego.

7.Do olejowania włosów.Jedno z moich ulubionych zastosowań.Nakładamy na włosy około 1-2 łyżki(w zależności od długości włosów,nie przesadzamy z ilością,tyle w zupełności wystarczy),zostawiamy jak najdłużej,najlepiej przez noc.Rano myjemy włosy normalnie,starając się dokładnie rozprowadzić szampon aby pozbyć się resztek oleju.Włosy będą bardziej miękkie i elastyczne.Możemy stosować go tylko na końcówki lub wmasowywać także w skórę głowy.

8.Do ulepszania maseczek do włosów i kremów do twarzy.Odrobina oliwki poprawi właściwości nawilżające.

9.Jako baza do domowej roboty peelingów np.cukrowego,solnego czy kawowego.

10.Do domowej roboty maseczek np. maseczki z jogurtu.

11.Do czyszczenia pędzli :).Do kubka nalewamy 2 małe kropelki oliwki Hipp,odrobinę szamponu dla dzieci lub delikatnego mydła antybakteryjnego i wlewamy trochę ciepłej wody(niezbyt dużo,tak aby po włożeniu do środka pędzli zakryła włosie ale nie dostała się do górnej części metalowej płytki gdzie znajduje się klej).Zanurzamy kilka pędzelków i "mieszamy" nimi miksturę.Oliwka sprawia,że cały brud błyskawicznie ucieka,pozostawiając nawet białe włosie idealnie czystym.Na koniec opłukujemy pędzle czystą wodą i gotowe!

12.Dodatkowo oliwka przyda nam się również do usuwania ze skóry pozostałości wosku,jeżeli jesteśmy fankami tego rodzaju depilacji.


Mam nadzieję,że zachęciłam was do poeksperymentowania z oliwką Hipp.Pamiętajcie jednak,że te zastosowania nie odnoszą się do każdej oliwki dla dzieci.Zazwyczaj składają się one w dużej mierze z oleju mineralnego,który nie posiada tak dobroczynnych właściwości jak olejek migdałowy w oliwce Hipp.

Znacie ten produkt?Jakie są wasze ulubione zastosowania?

piątek, 27 stycznia 2012

NOTD: OPI I Vant to be A-Lone Star + informacje o rozdaniu










Oto i jest,obiecany już dawno temu OPI I Vant to be A-Lone Star z kolekcji teksańskiej.Zupełnie nieoczekiwana miłość od pierwszego wejrzenia.Lodowy błękit z dużą dawką szarości.Ciężko ten kolor uchwycić,wychodzi na zdjęciach jak zwyczajny pastelowy błękit,tym czasem przypomina bardziej China Glaze Sea Spray.Szarość jest zdecydowanie widoczna.Zawiera drobniutki shimmer,widoczny z bliska.Z daleka nadaje lakierowi charakterystycznego miękkiego pomysłu.Konsystencja idealna,kryje po dwóch warstwach.Żandego smużenia czy śladów po pędzelku.



Chciałabym was bardzo serdecznie zaprosić na rozdanie do Sweet & Punchy!Nagrody aż ślinka cieknie!Dodatkowo blog Kasi to świetne miejsce do podziwiania swatchy kosmetyków MAC,The Balm oraz lakierów.Zdecydowanie polecam :)






czwartek, 26 stycznia 2012

Burn testuje: Dermika Let's Dance Street Dance Przezroczysta maseczka antybakteryjna



Nie wiem jak to się stało,że dopiero teraz recenzuję tą maseczkę.Jest to produkt,który od dobrych kilku lat ma stałe miejsce na mojej łazienkowej półce.Poleciła mi ją kiedyś koleżanka i niezmiernie się cieszę,że tak się stało-taneczny motyw przewodni jest na tyle zniechęcający,że pewnie sama nigdy bym jej nie spróbowała ;).W serii znajdziemy sporo innych maseczek a saszetkach,ale są one w najlepszym wypadku przeciętne.Street Dance to perełka!

Maseczka ma formę przezroczystego,wodnistego żelu i przeznaczona jest do nakładania na noc.Jakże ja lubię maseczki na noc,to bardzo wygodne szczególnie kiedy mamy mało czasu.Dziwi mnie,że tak niewiele firm ma w swojej ofercie takie maski.
Nakładam ją samodzielnie lub na krem do twarzy,można też pokusić się o stosowanie punktowe na problemowe miejsca.Jest całkowicie przezroczysta,bez problemu można się w niej więc pokazać ludzkości :).



Saszetka jest na prawdę duża,jedna starcza spokojnie na 5 do nawet 7 zastosowań,do działania wystarcza cienka warstwa.Żel szybko się wchłania,nie brudzi pościeli.Zapach ziołowo-apteczny,bardzo wyraźnie czuć tu olejek z drzewka herbacianego (fankom zapachu się to spodoba,te z was które go nie lubią niech się nie martwią,stosunkowo szybko przestaje być wyczuwalny).

Rano skóra jest matowa,pory ściągnięte a zaczerwienienia i krostki podgojone.Maseczka na prawdę działa!
Jak wszystkie produkty tego typu troszkę wysusza,ale nie znacząco.Stosowana z umiarem jest rewelacyjna.Myślę,że najlepiej sprawdza się jako kuracja w razie nagłych wypadków-nakładamy ją na przykład przez trzy noce,skóra będzie bardzo zadowolona z takiej kuracji.Lubię zabierać ją na wyjazdy(czy tylko ja tak mam,że kiedy gdzieś wyjeżdżam i chcę wyglądać ładnie moja skóra zachowuje się dokładnie przeciwnie ;)).

Maseczka kosztuje 4-5zł za sztukę,co biorąc pod uwagę rewelacyjną wydajność jest bardzo przyjemną ceną.Chętnie zobaczyłabym ją też w pełnowymiarowej półce.

Rzućcie okiem na skład,mamy tu nie tylko oczar wirginijski,wierzbę i cynk ale także drożdże,algi i sporo innych składników pomocnych w leczeniu niedoskonałości.Gorąco polecam!


sobota, 21 stycznia 2012

Burn testuje: Alterra krem brązujący




Krem brązujący Alterra kupiłam w lecie,stoi na mojej półce już więc dość długo.Recenzję zacząć muszę od tego,że polska nazwa wprowadza w błąd,nie jest to bowiem krem brązujący (nie zawiera samoopalacza) a tonujący.Innymi słowy jest to coś pomiędzy kremem nawilżającym a podkładem,pielęgnuje i poprawia koloryt.
Zawiera ekstrakt z brzoskwini i,według producenta,jest przeznaczony do cery mieszanej i normalnej.

Występuje tylko w jednym kolorze,mnie bardzo on odpowiadał,ale podejrzewam że dla niektórych osób może być za ciemny.Odcień jest w miarę neutralny,bez wyraźnych ciepłych czy chłodnych tonów.Dobrze rozprowadza się na twarzy,daje całkiem niezły poziom krycia-w letnich warunkach wystarczający.Wykończenie raczej matowe,nie powoduje świecenia się a wręcz matuje,szczególnie w duecie z sypkim pudrem.



Konsystencja kremowa,ale nie tłusta.Nawilżenie przyzwoite,chociaż szczerze mówiąc zazwyczaj stosowałam go na krem nawilżający.Zawiera w składzie alkohol,wychodzę z założenia że nie ma co tego składnika demonizować,podobno szybko paruje z powierzchni skóry.Oczywiście,częste używanie np. toniku składającego się z dużej ilości alkoholu raczej nikomu nie służy ale kupując kosmetyki naturalne często spotkamy się w ich składzie z alkoholem,bo jest popularnym naturalnym konserwantem.W niewielkich ilościach nie powinien wywoływać wielkiego niepokoju ;).
Zapach kremu jest średnio przyjemny,cytrynowo-cukierniczy jak w przypadku innych produktów Alterra.

Utrzymuje się na twarzy całkiem sługo,porównywalnie do podkładów.Na prawdę byłabym z tego kremu bardzo zadowolona,gdyby nie fakt że mnie zapycha i to dość znacząco :(.Od jakiegoś czasu moja skóra stała się podatna na zapychanie i niestety ten krem znalazł się na liście szkodników.Mam wielką nadzieję,że kiedy wrócę do niego latem okaże się,że jest ok ale pewnie tylko się łudzę.

Polecam go przetestować,za kilkanaście złotych (10,90? nie pamiętam dokładnie) otrzymujemy 50ml bardzo dobrego produktu.Jeżeli nie będziecie miały takiego pecha jak ja,może się on stać godnym zamiennikiem dla podkładu w letnie upały.Do tego w składzie mamy sporo fajnych pozycji jak np. oliwa z oliwek,olej z pestek moreli czy olej sezamowy.



Znacie ten produkt?Jak go oceniacie?


Ps.Przepraszam za ostatnią absencję.Sesja i inne obowiązki powoli dobierają się do mojego wolnego czasu...:(

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Burn testuje: Nivea Pure Effect Anti-Spot krem przeciw niedoskonałościom na dzień



Lubię nowości,wręcz je uwielbiam.Do tego jestem w stanie permanentnego poszukiwania idealnego kremu do twarzy.Kiedy kilka miesięcy temu zobaczyłam na półce nowość Nivea,oczywiście skusiłam się na zakup.Mimo,że nie jestem "docelowym odbiorcą" serii bo -naście lat już nie mam,często udaje mi się znaleźć coś fajnego wśród kosmetyków dla nastoletniej cery.Produkty antybakteryjne zawsze wydają mi się interesujące bo moja cera niestety nie jest idealna.
Inne produkty z serii Pure Effect(cze też jak wcześniej się nazywała Nivea Young) wspominam dobrze,szczególnie tonik i żel.

Producent obiecuje,że krem zwalczy pryszcze,pomaga zapobiegać niedoskonałościom i nawilża pomimo lekkiej konystencji.Nie obiecuje matu w prost,jednak na opakowaniu znajdziemy hasło "czysta i matowa cera".Właściwości antybakteryjne ma zapewniać aktywny wyciąg z magnolii.Brzmi ładnie,ale jak jest na prawdę?



Opakowanie to 40ml tubka z wąskim dzióbkiem,który ułatwia wydobycie odpowiedniej ilości kremu.Krem ma wodnistą,bardzo lekką konsystencję,lekko niebieski kolor i bardzo przyjemny zapach charakterystyczny dla całej serii.Szybko się wchłania,daje naturalne wykończenie-ani matowe ani błyszczące.Nadaje się pod makijaż.
Nawilża raczej średnio,pod tym względem jest dla mnie za lekki.Może lepiej sprawdzi się w upalne lato.Jeżeli chodzi natomiast o działanie przeciw niedoskonałościom to mówiąc szczerze nic takiego nie zauważyłam.Może i działa antybakteryjnie,ale na pewno nie pomaga w gojeniu już obecnych krostek.

To przeciętny krem.Jest lekki i szybko się wchłania,ale nie wiem czy właścicielki tłustej cery będą nim zachwycone bo specjalnie nie ma właściwości matujących.Szkody nie wyrządzi,ale też specjalnie nie pomoże.Ładnie pachnie,jest dość niedrogi (kilkanaście złotych w większości drogerii) i całkiem przyjemny w użyciu.Nie jestem jednak po wrażeniem.



Macie jakieś doświadczenia z tym produktem?

Ps.Dorwałam drugą część Back to Boho Color Club :)

sobota, 14 stycznia 2012

Biuletyn łowcy :) :Color Club w TkMaxxie!



Zobaczcie co też znalazłam dziś w TkMaxxie!Zestawy 7 lakierów Color Club za 36,99!Jedna z najnowszych kolekcji Back to Boho oraz zestaw frenchowy Fall in love with french all over again.Była dostępna również kolekcja Foil (po którą nie wiem czy nie wrócę!).
Biorąc pod uwagę,że np. na Euro Fashion sztuka kosztuje 15zł to zakup takiego zestawu to świetna okazja.Jeżeli macie u siebie TkMaxx to polecam sprawidzić!

środa, 11 stycznia 2012

NOTD: OPI Tasmanian Devil Made Me Do It + zapowiedzi




Czerwony koral?Koralowa czerwień?Nazwijcie go jak chcecie,nie ma znaczenia-jest po prostu piękny.Chodził mi po głowie od bardzo dawna (nie będę ukrywać,że po praz pierwszy zwróciłam na niego uwagę ze względu na nazwę ;) ) aż w końcu kupiłam,korzystając z dnia darmowej wysyłki i promocyjnej ceny.
Piękny mariaż czerwieni z pomarańczem.Jak wypada w porównaniu z OPI My Chihuahua bites i China Glaze Hey Saylor?




Chihuahua jest zdecydowanie bardziej różowy i ma żelkowe wykończenie natomiast Hey Saylor jest mniej pomarańczowy i bardziej...czerwony :).

Tasmanian Devil Made Me Do It to lakier niezwykle przyjemny we współpracy.Jedna warstwa kryje świetnie,można go więc zaliczyć do zacnej rodziny jednowarstwowców.
I'm in love!


Na koniec mała zapowiedź.Nawiązałam współpracę ze sklepem Born Pretty i będę testować suszarkę do lakieru :).Zobaczcie jednak co jeszcze oprócz tego przyniósł mi dziś listonosz!



niedziela, 8 stycznia 2012

NOTD: Pease lakier nr 0





Od dawna miałam ochotę przetestować jakiś produkt firmy Pease,wczoraj przechodząc obok stoiska tejże skusiłam się na lakier do paznokci.Ostatnio jestem w fazie polowania na mleczne,naturalne,frenchopodobne kolory,w związku z tym kupiłam kolor 0 czyli mleczną,lekko przybrudzoną mieszanką bieli i beżu.Jak się potem okazało efekt na paznokciu jest identyczny jak po wybielającym lakierze Inglot (na jednym z paznokci mam kombinację tych dwóch lakierów i...teraz nawet nie wiem na którym bo wyglądają identycznie :) ).Po nałożeni trzech warstw płytka wygląda ładnie,świeżo.Efekt mleczno-porcelanowy przypominający trochę żelowe pazurki(wiecie o co mi chodzi?).
Jeżeli natomiast chodzi o sam lakier to muszę go zdecydowanie pochwalić!Bardzo dobrze się nakładał,zero smug.Ładnie wyglądał zarówno po nałożeniu jednej,dwóch jak i trzech warstw.Szybko wyschł.Połysk nie jest jakiś spektakularny,myślę że trzeba by dodać top coat.
Pędzelej wygodny,średniej szerokości.
9ml kosztowało niecałe 14zł więc całkiem nieźle.Muszę spróbować innych kolorów,jestem bardzo ciekawa czy 0 to wypadek przy pracy ;) czy wszystkie lakier Pease są fajne.Duża gama kolorów zapowiada się bardzo obiecująco.

sobota, 7 stycznia 2012

NOTD: MAC Endelss Night








MAC Endless Night to lakier z najnowszej limitowanej kolekcji Daphne Guinness.Greige,czyli szaro-beżowy chłodny nudziak.Niby kremowy a jednak nie bo w kremowej bazie zatopione są mikroskopijne różowo-fioletowe drobinki które nadają temu kolorowi ciekawą poświatę.Bardzo podoba mi się to jak kontrastuje z moją ciepłą karnacją.Tego typu kolory mają to do siebie,że zawsze są na miejscu i wyglądają czysto,świeżo i elegancko.
Lakier nakłada się łatwo,nie smuży i szybko schnie.Niestety jednak,do pełnego krycia potrzeba 3 warstw.Zazwyczaj konieczność nakładania trzech warstw doprowadza mnie do szału,jednak jedynym wyjątkiem od reguły są wszelkie cielistości,mleczne beże i kolory podobne do Endless Night.Wolałabym oczywiście,żeby lakier lepiej radził sobie w tej kwestii,ale jestem w stanie to przeboleć.

Zastanawia mnie nazwa tego lakieru.Endless Night?Seriously?Dla jasnego,cielistego koloru ;)?

piątek, 6 stycznia 2012

Styczniowa promocja -10% na pędzle Sigma!



Dziewczyny,jeżeli planujecie zacząć swoją przygodę z pędzlami Sigma lub powiększyć swoją kolekcję to teraz jest najlepszy moment :).Do 31 stycznia z kodem 0112XJML (kod znajduje się także na banerze w pasku bocznym)otrzymacie rabat 10% na całe zamówienie!
Ja zamierzam skorzystać,może nie skuszę się na wymarzone zestawy ale na kilka pojedynczych pędzelków kto wie.Bardzo przydałby mi się  P80 do precyzyjnego nakładania korektora oraz F35 do rozświetlacza.


O pędzelkach Sigma,które już mam pisałam TU.

Swatch me baby: Sally Hansen Lacquer Shine for lips




Odkryłam perełkę,całkiem przypadkiem.Na początku grudnia odwiedzałam Warszawę i dostałam w prezencie błyszczyk Sally Hansen Laquer Shine w kolorze Clear czyli bezbarwnym.Oczywiście,jak przystało na błyszczykomaniaczkę od razu przetestowałam i...niezwłocznie po powrocie do domu poleciałam sprawdzać allegro w poszukiwaniu tego cuda bo okazał się świetny!Kupiłam jeszcze dwa kolory 30 Peony i 70 Poppy(za elektryzującą sumę 4,89zł :) ).
Błyszczyk jest w mojej skromnej opinii rewelacyjny.Bardzo gęsty,treściwy,nawilżający.Połysk rzeczywiście spektakularny,trochę jak w przypadku błyszczącego lakieru do paznokci tylko na ustach(nazwa nie kłamie).Bardzo długo utrzymuje się na ustach,ma przyjemny śliwkowy zapach.Wygodny pędzelek umożliwia wygodną aplikację gęstego produktu.W wypadku wersji z kolorem na pochwałę zasługuje świetne pigmentacja, 70 Poppy to właściwie bardzo napigmentowana szminka w płynie.
Podoba mi się opakowanie,wygląda porządnie i elegancko.Całość sprawia wrażenie produktu wysokopółkowego,podczas gdy w rzeczywistości cena jest śmieszna.Za kilka złotych otrzymujemy luksusowy produkt.Dostępny jest w kilku kolorach,w mojej kolekcji znalazł się do tej pory 30 Peony brzoskwiniowo-łososiowy opalizujący róż(nieco bardziej wyraźny niż sugerowałoby zdjęcie pomalowanych ust),70 Poppy bardzo intensywna,niemalże metaliczna opalizująca czerwień z drobinkami oraz wspominany 10 Clear.






Bardzo wam polecam spróbowanie Sally Hansen Lacquer Shine,szczególnie uniwersalnego bezbarwnego koloru który przyda się każdej miłośniczce błyszczyków(w wypadku kolorów,przypominam że są to bardzo napigmentowane błyszczyki i jeżeli nie jesteście fankami koloru lepiej zdecydować się na te jaśniejsze lub bezbarwne)
Mam tylko jedno ale-aby docenić i pokochać ten produkt musicie lubić gęste błyszczyki.Ja za takowymi przepadam,jednak wiem że wiele dziewczyn nie lubi gęstych produktów do malowania ust.Jeżeli wolicie te lekkie i niewyczuwalne to nie jest to produkt dla was.W innym jednak wypadku gorąco namawiam do zakupu :)!


Jakie są wasze ulubiony błyszczyki?Wolicie gęste,treściwe kosmetyki czy wręcz przeciwnie?

czwartek, 5 stycznia 2012

NOTD: Zoya Maya






Jak pewnie większość z was wie Zoya nazywa swoje lakier imionami.Kiedy dowidziałam się o istnieniu tej firmy z ciekawości sprawdziłam,czy mają w ofercie moją lakierową imienniczkę ;).Jakaż była moja radość gdy okazało się,że Zoya Maya to przepiękny,różowy,soczysty koral.Korale są mi widać pisane.
Maya to różowy koral o bardzo błyszczącym "kisielowym" wykończeniu jelly (genialny przewodnik po wykończeniach lakierów znajdziecie na blogu Sabbathy).Jest śliczny!Na żywo jest nieco bardziej intensywny,określiłabym go jako stonowany,nieco przygaszony neon.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...