sobota, 30 lipca 2011

Burn testuje: The Secret Soap Store krem do rąk 20% masła shea


Bardzo lubię gęste i odżywcze kremy do rąk.Wiele razy miałam ochotę na krem z masłem shea L'occitane,jednak to że kupię krem do rąk za 80 kilka złotych jest raczej niemożliwe.Po prostu uważam,że jest to kwota niedorzeczna za taki produkt.
Ucieszyłam się więc bardzo,kiedy w Superpharmie zobaczyłam krem do rąk The Secret Soap Store.Jest dostępny w dwóch wersjach-z 15% i 20% zawartością masła shea.Skuszona bardzo wyraźnym podobieństwem wizualnym ;) do kosmetyku L'occitane i dodatkowo promocją z kartą Lifestyle kupiłam tubkę.
Pokładałam spore nadzieje w tym kremie,w końcu 13zł ( w regularnej cenie jeżeli mnie pamięć nie myli kosztuje około 19zł) za niewielką tubkę to dość wysoka cena i można mieć nadzieję na porządne odżywienie skóry dłoni.
Krem zapakowany jest w przaśny kartonik z tektury falistej a tubka stylizowana jest na metalową.
Wewnątrz kryje się dość gęsty produkt o kremowym kolorze i ślicznym,karmelowo-orzechowym zapachu.


Treściwa konsystencja i wysoka zawartość masła shea może sugerować,że będzie to krem odżywczy o regenerującym działaniu.Niestety początkowe uczucie nawilżenia i natłuszczenia mija bardzo szybko.
Powiedziałabym,że nawet szybciej niż w przypadku części "zwykłych" kremów do rąk.Żadnego odżywienia nie uświadczyłam.
Krem ze względu na swoje mierne działanie wymaga częstej reaplikacji a co za tym idzie jest mało wydajny.

Oprócz bardzo miłego zapachu nie ma w nim absolutnie nic szczególnego.Nie polecam,jest wiele tańszych i skuteczniejszych produktów które nie tylko zapewnią chwilowe uczucie nawilżenia ale i na prawdę poprawią kondycje dłoni.




czwartek, 28 lipca 2011

Burn testuje: The Body Shop maseczka oczyszczająca 3w1 z niebieską kukurydzą


Przepadam za maseczkami TBS.Tą udało mi się upolować podczas promocji weź 3 płać za dwa wraz z innymi produktami.Jak większość maseczek tej firmy zamknięta jest w poręcznym słoiczku o pojemności 100ml.
Ma postać niebieskiej,gęstej glinkowatej pasty z granulkami.



Przeznaczona jest do skóry normalnej do tłustej i ma za zadanie oczyścić,odblokować pory i delikatnie złuszczać.W składzie znajdziemy proszek z niebieskiej kukurydzy,ylang-ylang,geranium,zieloną glinkę i olejek bergamotkowy.

Po nałożeniu na skórę czuć dość mocne ściągnięcie skóry-daje o sobie znać duża zawartość glinki.Maseczka ma przepiękny zapach geranium,który jednak,jak podejrzewam nie każdemu przypadnie do gustu bo jest śilny i dość specyficzny.Ja jednak szczerze go uwielbiam :).Maseczka wywołuje lekkie uczucie mrowienia,które po chwili ustępuje.
Po 10-15 minutach zwilżam ręce wodą i delikatnie masuję,granulki działają jak bardzo skuteczny peeling.
Po zastosowaniu cera jest wyraźnie oczyszczona,matowa i bardzo przyjemnie wygładzona.Wydaje mi się też,że produkt wykazuje działanie przeciwzapalne i pomaga goić się krostkom.Regularne stosowanie zdecydowanie poprawia wygląd skóry.Może trochę wysuszać(nie polecam cerze suche raczej) ale stosowana raz w tygodniu i w towarzystwie maseczek nawilżających lub bardziej treściwego kremu po zabiegu,na pewno nie zaszkodzi.Posiadaczki tłustej i mieszanej cery na pewno będą zadowolone.





Dzięki gęstej konsystencji jest na prawdę bardzo wydajna a opakowanie pozwala wydobyć ją do ostatniej...kropli?To trochę nietrafione określenie jeżeli weźmiemy pod uwagę konsystencję ;).

Produkt godny uwagi.Jest dość droga(jeżeli dobrze pamiętam 45zł) ale skuteczna i starcza na długo a ostatnio w TBS rozpieszczają promocjami także na pewno uda się ją korzystnie upolować.Polecam.

Tag: The Makeup Blogger Award i trzy rzeczy,które chciałabym aby wpadły w moje ręce


Zostałam otagowana przez FasOlę tagiem Makeup Blogger Award.Dziękuję :*

Zasady:
-napisz,kto przyznał cie nagrodę
-napisz 7 makijażowych faktów o sobie
-nominuj 15 blogerek


7 faktów z makijażowego życia Burn ;):

1.Praktycznie nie używam eyelinera.Zdarza mi się malować kreskę może kilka razy do roku.Na innych "nosicielkach" bardzo podoba mi się mocna linia namalowana eyelinerem,kiedy jednak sama tak się pomaluję mam wrażenie że nie mam w ogóle rzęs.Podobno sposobem na to jest lekkie przypudrowanie eyelinera cieniem,ale jeszcze próbowałam.

2.Nie maluję się srebrnymi ani szarymi cieniami.W 99,9% przypadków powodują,że moja twarz nabiera ziemistego odcienia a ja sama wyglądam jakbym była chora i zmęczona.
Jeżeli więc smokey eyes to tylko w ciepłych brązach lub fioletach.

3.Jestem uzależniona od błyszczyków i wszelkich produktów do ust.Mam je poupychane w kieszeniach,torebkach,piórnikach,kosmetyczkach i gdzie się tylko da.Używam ich prawdopodobnie z częstotliwością bliską 1 raz/10-15min :)

4.Mam pomalowane paznokcie 24h na dobę,7 dni w tygodniu.Zaraz po zmyciu jednego lakieru nakładam następny.Moje pazury są zbyt miękkie i słabe by przetrwać bez lakieru.Pozostawione same sobie łamią się i pękają wzdłuż :(

5.Nie znalazłam jeszcze idealnego korektora który miałby odpowiedni kolor i skutecznie krył zaczerwienienia i niedoskonałości.

6.Odkąd zaczęłam ich używać,nie wyobrażam sobie makijażu (szczególnie oczu) bez użycia pędzli.

7.Moje ulubione kategorie kosmetyków do makijażu to błyszczyki(od niedawna także szminki) i lakiery do paznokci.Zawsze kuszą mnie nowości oraz produkty,których jeszcze nie mam.Spokojnie mogłabym natomiast przeżyć bez kupowania nowych róży,bronzerów czy kredek/eyelinerów.


Nominuję:
http://tysiacjedenpomyslowipasji.blogspot.com/
http://www.spookynails.com/
http://whalesnails.blogspot.com/
http://greatdee85.blogspot.com/
http://kosme-tiki.blogspot.com/
http://innooka.blogspot.com/
http://no-to-pieknie.blogspot.com/
http://barwy-wojenne.blogspot.com/
http://kosmetykiatiny.blogspot.com/
http://vexgirl.blogspot.com/
http://simplyawoman86.blogspot.com/
http://smieti.blogspot.com/
http://kotwilka.blogspot.com/
http://april-station.blogspot.com/
 http://sweet-and-punchy.blogspot.com/
http://brunettesheart.blogspot.com/



Meduza zaprosiła mnie do zabawy pod tytułem "3 rzeczy,które chciałabyś żeby wpadły w twoje ręce".Tym razem wymienię rzeczy nie związane z makeupem,zapachami czy pielęgnacją.

1.Właściwie jako torebkomaniaczka mogłabym wymienić po prostu 3 torebki bo to one przyprawiają mnie o szybsze bicie serca.Wymienię jednak tylko jedną, LV Speedy 35 Damiere Ebene :)



2. Bransoletka Tomas Sabo na jednego charmsa 



3.Waniliowa cola Zero :).Strasznie chciałabym jej spróbować.







A Wy,jakie rzeczy chciałyście dorwać?



 

wtorek, 26 lipca 2011

Swatch me baby: Joko Mineral Mineralny puder spiekany


Na początek chciałabym przeprosić was,że posty pojawiają się ostatnio rzadziej.Jestem przeziębiona/zajęta przygotowaniami do wyjazdu i trochę przemęczona.Postaram się jednak poprawić,pisanie postów to przecież jeden z moich ulubionych sposobów na relaks :)

Producent Spiekanego pudru mineralnego Joko Mineral obiecuje:

"Talk, który jest bazą tradycyjnych pudrów ogranicza dostęp powietrza do skóry. Z tego powodu cera traci blask i wygląda na zmęczoną. Na szczęście nie wszystkie pudry muszą zawierać talk. Wprowadzamy serię pudrów JOKO Mineral, która bazuje na naturalnej mice wydobywanej z wnętrza ziemi.
Pudry JOKO Mineral powstały na bazie oleju z orzechów macadamia i wyciągu z lilii białej. Dzięki temu nawilżają i wygładzają powierzchnię skóry. Szczególny wpływ na działanie pudru spiekanego ma wyciąg z lilii białej, która w naturze jest znana ze znakomitych właściwości oczyszczania wód. Wyciąg z lilii sprawia, że skóra staje się gładka i oczyszczona. Co więcej lilia wykazuje działanie przeciwrodnikowe i zapewnia ochronę skóry. Kryształki minerałów zawarte w pudrach JOKO Mineral odbijają i rozpraszają światło, dzięki czemu cera jest promienna i nabiera młodzieńczego wyglądu."


Kosmetyk zamknięty jest w estetycznym i prostej puderniczce bez lusterka.Jej mankamentem jest fakt,iż jak już wspomniałam nie ma lusterka(ale dzięki temu puder mniej waży co czyni z niego produkt dobry do torebki czy podróżnej kosmetyczki).Nie lubię też zamknięcia bo dość trudno się otwiera i można połamać na nim pazurki.



 Wewnątrz znajduje się produkt w typowej dla pudrów wypiekanych formie.Ma wypukłą,połyskującą porowatą powierzchnię.Zapach niestety niezbyt przyjemny,ale po aplikacji znika.

Do testów wybrałam najciemniejszy odcień z trzech,czyli J06.Miałam nadzieję,że sprawdzi się jako rozświetlacz i bronzer.Po otworzeniu paczuszki trochę się zmartwiłam bo puder ma kolor dość pomarańczowy.Okazało się jednak,że jako bronzer sprawdza się na prawdę wzorowo.
Stosuję go do opalania twarzy,żuchwie,policzkach,czole oraz nosie.Ładnie stapia się z moim podkładem i daje efekt świetlistej,brzoskwiniowej opalenizny. dla niektórych może okazać się zbyt pomarańczowo-brzoskwiniowy,jednak jeżeli jesteście posiadaczkami cery o ciepłym,złocistym odcieniu istnieje duża szansa że będzie to "wasz odcień".
Z powodzeniem używam go także jako różu do policzków.Wykończenie ma błyszczące-znajdziemy tu i metaliczną poświatę i drobinki.Na twarzy nie daje efektu bombki,ale oczywiście trzeba pilnować,żeby nie przesadzić szczególnie jeśli mamy tłustą cerę,czy jakieś niespodzianki(których jak wiadomo lepiej nie poddawać zabiegowi rozświetlania ;) ).
 Sprawdzi się też do oprószenia dekoltu.





Konsystencja jest przyjemna,lekko kremowa.Puder troszkę pyli przy nakładaniu pędzlem,jednak nie tak bardzo jak np. wypiekane róże Golden Rose.
Spodoba się tym z was,które lubią świeży,lekko połyskujący efekt na skórze.

Ogólnie rzecz biorąc za około 26-30zł jest to produkt zdecydowanie wart uwagi.Podoba mi się wykończenie i efekt,jaki daje.Mogłoby pojawić się w palecie jeszcze kilka kolorów np. typowych rozświetlaczy dzięki czemu puder mógłby stawać w szranki z MAC Mineralize Skinfinish.
Czy jest to kosmetyk mineralny?Nie,w ortodoksyjnym tego słowa znaczeniu nie(zwiera konserwanty i kilka innych składników ,których prawdziwe minerały nie powinny zawierać).Na pewno jednak nie zawiera talku a w jego składnikach znajdziemy produkty pochodzenia roślinnego co zdecydowanie zasługuje na pochwałę.

 

sobota, 23 lipca 2011

Nazywam się Burn i jestem perfumoholiczką :)

http://perfumum.blox.pl/resource/perfume.jpg

Moja przygoda Wizaż.pl miała początek w 2005.Ponieważ rozpoczęła się ona od forum Perfumy zapachy zajmują i zawsze będą zajmowały szczególnie miejsce w mojej kosmetykomaniaczej duszy :).
Odkąd pamiętam lubiłam wszystko co ładnie pachnie więc uzależnienie od perfum było tylko kwestią czasu.Jak wam kiedyś wspominałam, moimi pierwszymi prawdziwymi perfumami były YSL Baby Doll.Kocham ten zapach do dziś i uważam za mój ulubiony.Właśnie kończę kolejną z rzędu buteleczkę i już myślę o zakupie nowej bo bez BD żyć nie mogę.
Bywały chwilę,kiedy w mojej kolekcji znajdowały się na prawdę zawrotne ilości flakoników a ja nie kupowałam ani ciuchów,ani kolorówki-wszystkie oszczędności zamieniałam na pachnące buteleczki.
Przetestowałam wiele perfum,niektóre pokochałam i zostawały ze mną na dłużej,inne były romansem trwającym jeden flakonik,jeszcze inne wymieniałam na wizażowym targowisku bo okazywały się niewypałami.
Szuflady był wypchane próbkami i małymi odlewkami od zaprzyjaźnionych wizażanek a nadgarstki codziennie pachniały nowym zapachem,który poddawałam testom.
Na forum Perfumy poznałam wiele wspaniałych osób,z niektórymi utrzymuję kontakt do dziś,także w świecie rzeczywistym(tak,to o was mowa dziewczyny :D)
Odkąd przestałam udzielać się na forum ilość nowych zakupów zmniejszyła się a ja zaczęłam bać się,że ogromne zapasy zestarzeją się i zespują.Miałam bardzo dużo dużych flakoników z niewielkim ubytkiem,czas więc było zająć się ich radosnym zużywaniem :).
Długo to wszystko trwało,ale w końcu perfumy zaczęły się lawinowo kończyć,apogeum ten stan osiągnął w tym roku.
Teraz moja kolekcja nie do końca odzwierciedla to,co kocham najbardziej(wiele z najukochańszych zapachów zużyłam w pierwszej kolejności) ale oczywiście jest w niej wielu ulubieńców.Postanowiłam,że moje ukochane zapachy odkupię sobie jak kolekcja oczekujących na zużycie flakoników się skurczy.
Ostatnio zużyłam min. D&G L'eau The One,Gucci Envy Me,Paris Hilton Heiress(tak wiem wiem Paris Hilton,ale zaręczam że kiedy odłożymy uprzedzenia na bok pozostaniemy z bardzo fajnym i trwałym owocowym zapachem ;) ),E.Arden Green Tea,SJP Lovely,Gucci II EDP,Avon Percieve i kilka innych.

Zawsze uważałam perfumy za skarby :).Dzisiaj chciałabym się z wami moją kolekcją skarbów podzielić oraz zdradzić top 10 zapachów.Kto wie,może jest nas(perfumoholiczek) więcej.Od niepamiętnych czasów nie kupuję perfum w Sephorze czy Douglasie(z wyjątkiem super promocji o których napiszę później) bo zdecydowanie bym zbankrutowała.Zaopatrywałam się i nadal się zaopatruje w Superpharmie(dzięki Bogu za wspaniałe promocje jakie tam mają) i na allegro(wyczulone perfumomaniacze oko pozwala mi ustrzec się wszechobecnych podróbek ;) ).



Kenzo Flower EDP-to już moja druga butelka.Piękny,bardzo oryginalny fiołkowo-pudrowy zapach.Niektórzy go kochają (jak Burn :) ) a niektórzy nienawidzą (jak moja mama).Pewne jest jednak to,że to perfumy wyjątkowe i nie do pomylenia z czymkolwiek innym.

Nuta głowy: głóg, czarna porzeczka.
Nuta serca: róża, jaśmin, fiołek.
Nuta bazowa: opoponax, wanilia, białe piżmo.

Juicy Couture EDP-również moja druga butelka.Kupiona w Douglasie na przecenie za 99zł za 100ml!Nie mogłam się oprzeć okazji.To dość ciężki,słodko-kwiatowy zapach o wyraźnej nucie gardenii.Ponieważ kocham gardenie trudno mi się takim zapachom oprzeć.Większość z moich ulubieńców zawiera gardenię :).
Juicy Coutre to tzw. killer czyli bardzo trwały i ogoniasty zapach

Nuty zapachowe:
nuta głowy: arbuz, mandarynka, passiflora, nagietek, zielone jabłko, wodny hiacynt, zmiażdżone liście
nuta serca: tuberoza, dzika róża, lilia
nuta bazy: créme brulée, wailia, nuty drzewne, paczuli



Marc Jacobs Daisy EDT- Daisy to delikatny,zwiewny i dziewczęcy zapach idealny na lato.Trochę słodki,trochę gorzki,trochę świeży.Piękny.Wbrew niektórym opiniom,moim zdaniem jest bardzo oryginalny.Oczywiście,jest tu też i gardenia.Flakon z ogromnym,kiczowatym kwiatkiem uważam za jeden z najbardziej udanych :).
Niestety Stokrotka,dość słabo się na mnie trzyma.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: dzika truskawka, liście fiołka, czerwony grejfrut
nuta serca: fiołek, jaśmin, gardenia
nuta bazy: esencja waniliowa, piżmo, białe drzewa (white woods)

Britney Spears Fantasy EDP-Jeżeli kochacie słodkości to koniecznie musicie dać szansę temu zapachowi.Jego niewątpliwą zaletą jest fakt,że można go kupić w Superpharmie w bardzo przystępnej senie(za moją 30-stkę zapłaciłam 59zł).
"W środku" siedzą same pyszności: biała czekolada,wata cukrowa...mniam.Do tego wszystkiego nie sprawia wrażenia zbyt spożywczego,jest też sporo zalotnej kobiecości.Fantasy to prawdziwy zbieracz komplementów.Do tego jest diabelnie trwały,trzyma się nawet po prysznicu i myciu włosów.Bardzo go lubię.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: kiwi, śliwka chińska
nuta serca: biała czekolada, jaśmin, biała orchidea
nuta bazy: korzeń irysu, piżmo

YSL Baby Doll-moje kochane!Piękne połączenie róży,grejpfruta i porzeczek.Trochę słodkie,trochę kwaśne.I owocowe i kwiatowe.Dla mnie Baby Doll to cała ja :).Gdybym musiała używać jednego zapachu do końca życia na pewno byłoby to Baby Doll.Trwałość bardzo dobra.

Nuty zapachowe
Głowy: czarna porzeczka, pomarańcza, jabłko, ananas
serca: róża, frezja, konwalia, heliotrop
bazy: cedr, drzewo sandałowe, bób tonka, wanilia



Aquolina Pink Sugar EDT-Piekielnie trwały,piekielnie słodki i mocno pikantny.Duża ilość cukru(także tego gorzkiego,karmelizowanego) łączy się z przyprawami i odrobiną owoców.To już moja 3 butelka.Kiedyś dałabym się za niego pokroić,teraz nadal za nim przepadam ale używam rzadko.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: pomarańcza sycylijska, liście figowca, maliny, bergamotka
nuta serca: konwalia, czerwone porzeczki, wata cukrowa, lukrecja
nuta bazy: wanilia, karmel, piżmo


Oriflame Amber Elixir EDT
-Wywąchane :) u koleżanki.Spodobały mi się,więc postanowiłam kupić malutką 30-stkę.To bardzo udana kompozycja,miękka,słodka i bogata.Zdecydowanie o jesienno-zimowym i rozgrzewającym charakterze.Trwałość zaskakująco dobra,zazwyczaj perfumy Oriflame i Avon nią nie grzeszą.

Nuty zapachowe: nuty ambrowe, mandarynka, migdały, piżmo


Moshino I Love Love EDT- Kuzyn lubianego przeze mnie D&G Light Blue(i tak,wiem że wszyscy go lubią ale co ja poradzę,że dla mnie to taki przepiękny zapach).
Fajny zapach zarówno na lato jak i na mroźną zimę(jego cytrynowość z jakiegoś dziwnego powodu kojarzy mi się z mroźnym dniem,podobnie jak LB).Orzeźwiający,nieprzytłaczający i po prostu ładny.Lubię też jego flakonik.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: pomarańcz, grejpfrut, czerwona porzeczka
nuta serca: wodna lilia, herbaciana róża, konwalia, cynamon
nuta bazy: piżmo, drzewo cedrowe, drzewo tanaka


Lolita Lempicka Si Lolita EDP -mój najnowszy zakup z przed kilku miesięcy.Ten zapach to bardzo pikantna i nieco wytrawna szarlotka w płynie.Bardzo mi się spodobał,ale szczerze mówiąc nie wiem ile zajmie mi zużycie tej 100-tki.Może trzeba było wybrać mniejszą pojemność.To nie jest łatwy zapach na co dzień,pomimo całego swojego uroku.
 Mógłby być nieco bardziej trwały.

"Łączy nuty orientalno-kwiatowe z pikantnym akordem i stanowi wysublimowaną mieszankę mandarynki, bergamotki, ziaren różowego pieprzu, słodkiego zielonego groszku, żywicy elemi, ambry, paczuli, bobu tonka"

Versace Crystal Noir EDP-Crystal Noir wraz z jego młodszym owocowym bratem Bright Crystal to bardzo udane zapachy,choć skrajnie różne.
CR to ciężki,słodki zapach z gardenią w ogromnej,odurzającej ilości.Nieodłącznie łączy się w mojej głowie z mroźnymi porankami i ciepłym swetrem.

"Nuty serca Crystal Noir to gardenia, świeża i zmysłowa, oczyszczony amber, niemal transparentny by osiągnąć uwodzicielski i zmysłowy efekt"


Gucci Rush EDT-Kolejny gardeniowy killer-dziwadło.Odurzający,mocny i bardzo trwały.Niesamowicie charakterystyczny.

Typ: szyprowo-owocowy
nuta głowy: gardenia, frezja
nuta serca: jaśmin z Madrasu, róża damasceńska, kolendra
nuta bazowa: wanilia, paczula, wetiweria

Kenzo Jungle Elephant EDP-Mocne,esencjonalne cynamonowo-maciejkowe cudo.Porcja "Słonia" większa niż 2-3 psiknięcia zwala z nóg.Przepadam za tym zapachem.Bardzo oryginalny.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: mandarynka, kardamon, kumin, goździk (korzenny)
nuta serca: ylang-ylang, lukrecja, mango, heliotrop
nuta bazowa: paczula, wanilia, ambra, cashmeran


Demeter Laundromat i Pure Soap EDC-zapachy dokładnie takie,jak mówi nazwa.Przy całej mojej miłości do słodyczy i owoców,przepadam też za zapachem proszku do prania :)

W przepięknym,plastikowym opakowaniu zastępczym ;) kryje się Oriflame Divine EDT.Mój ulubiony zapach z Oriflame.Wart spróbowania,jeżeli jeszcze go nie znacie.Jest na prawdę piękny.

"Delikatne połączenie świeżych nut kiwi, hiacynta, bambusa oraz kwiatów: orchidei i róży. Wszystko to otoczone miękkością białego piżma i drewna sandałowego plus słodycz śliwki i maliny"

Yves Rocher Rose Absolue EDP-Moja druga butelka,otrzymałam ją za 1zł korzystając z urodzinowej promocji YR. Róża zgrabna,delikatna i dziewczęca.Słodka i nieco pikantna za sprawą cynamonu

Nuty zapachowe:
nuta głowy: cynamon, kwiaty
nuta serca: róże
nuta bazy: paczula, bób tonka, wanilia


A teraz moje perfumowe TOP 10 :)

1.YSL Baby Doll
2.Lacoste Pour Femme
3.Lacoste Touch of Pink
4.Sarah Jesscia Parker Lovely
5.Chanel Coco Mademoiselle
6.Armani Diamonds EDP
7.Gucci Addict 2/Versace Bright Crystal/sezonówki Escada
8.D&G Light Blue
9.Kenzo Flower EDP
10.Chanel Chance EDP


Moje perfumowe zachcianki(zapachy których jeszcze nie miałam i chciałaby kiedyś kupić)

-Gucci Flora EDT lub EDP
-Marc Jacobs Daisy Eau So Fresh
-S.Ferragamo Attimo lub Attimo Florale
-Moshino Hippie Fizz
-Masaki Masaki EDP
-Ralph Lauren Romance



A wy?Kochacie perfumy tak jak ja?Jakie są wasze ulubione zapachy?

piątek, 22 lipca 2011

Burn testuje: Olay Active Hydrating Krem aktywnie nawilżający na dzień dla cery wrażliwej


W kwestii kremów do twarzy jestem bardzo kapryśna,albo powinnam może powiedzieć-moja skóra jest kapryśna.Rzadko kiedy coś pasuje jej na dłuższą metę i zazwyczaj mam kilka kremów,które stosuję zamiennie a po ich wykończeniu nie ponawiam zakupu.
Okazało się jednak,że krem Olay Active Hydrating do cery wrażliwej spodobał mi się i to nawet bardzo.




W wygodnym i bardzo ładnym słoiczku znajduje się gęsty krem o niemal maślanej konsystencji.Jest bezzapachowy i niekoloryzowany.
Po nałożeniu na twarz okazuje się,że owa maślana konsystencja świetnie nawilża,ale jednocześnie nie jest tłusta i szybko wchłania się do matu.To połączenie tworzy duet idealny dla przesuszonej,ale jednak mieszanej cery.
Nie wysypało mnie po tym kremie,ani z powodu podrażnienia ani z powodu zapchanych porów.Jeden z nielicznych nawilżaczy,których mogę używać bez przerwy,na dzień i na noc a moja skóra wygląda przy regularnym stosowaniu lepiej.Bardzo przypadło mi do gustu połączenie treściwości kremu z tym,że nie jest tłusty i pięknie się wchłania.Mam więc i odpowiednie nawilżenie i komfort noszenia.Z powodzeniem stosuję jako podkład pod makijaż mineralny.
 Niestety nie mam już kartonika ze składem a nie udało mi się też wyszukać go w internecie.
Krem kosztuje w Rossmannie około 15zł za 50ml i myślę że jest to na prawdę przystępna cena za tak udany produkt.
Zdecydowanie polecam.Skoda tylko,że nie zwiera filtra(to znaczy zwiera nieco bezużyteczny filtr 4,więc tak jakby nie miał nic).

A właśnie,pozostając w tym temacie.Jakie są wasze ulubione kremy na dzień z filtrami w przedziale powiedzmy 20-30?Muszę się w coś zaopatrzyć na wyjazd(i tak,jestem świadoma,że powinnam stosować wysokie filtry na co dzień,ale zostawmy tą kwestię  na razie na boku ;) )a nie wiem co byłoby dobre,niezapychające i niebielące.Będę wdzięczna za sugestie bo kompletnie nie mam pomysłu co kupić.

Burn testuje: Floslek Łagodny żel do higieny intymnej



Płyn do higieny intymnej to ważny element pielęgnacji,dla tego warto znaleźć kosmetyk który jest dla nas najbardziej odpowiedni.Musi być odpowiednio łagodny,ale też i skuteczny.
Jak z zadania wywiązuje się płyn Flosleku?


Według producenta:


"Bardzo delikatny żel do higieny intymnej. Zawiera ekstrakt z mydlnicy o własnościach myjących oraz  ekstrakt z nagietka o działaniu przeciwzapalnym, uspokajającym i łagodzącym podrażnienia. Wzbogacony o prebiotyk, który  odnawia naturalną florę bakteryjną, stymuluje rozwój bakterii przyjaznych skórze, a hamuje rozwój bakterii oraz  grzybów  chorobotwórczych. Przebadany pod kierunkiem lekarzy: dermatologa i ginekologa na osobach z dodatnim wywiadem w kierunku alergii i atopii. Polecany kobietom w ciąży i po porodzie z uwagi na delikatne i skuteczne działanie.  Łagodnie myje, neutralizuje przykry zapach, zapewnia wielogodzinne uczucie czystości i świeżości, nie wysusza śluzówki i skóry w obrębie miejsc intymnych (92% testujących).   Stosowany regularnie  zapewnia komfort, łagodzi podrażnienia, przyspiesza regenerację drobnych uszkodzeń, otarć i odparzeń. Dzięki zachowaniu lekko kwaśnego odczynu pH zapewnia fizjologicznie prawidłowy stan skóry i śluzówki miejsc intymnych"


Gdzie kupić? w aptekach,drogeriach i sklepie internetowym producetna

Cena: kilkanaście złotych/200ml 


Według Burn:

Dobry,delikatny płyn.Nie pachnie,jest bezbarwny.Dość płynna konsystencja,ale dzięki opakowaniu z pompką wygodnie się go używa.
Nie wysusza delikatnych okolic,ale też specjalnie nie nawilża.
Co do utrzymywania odpowiedniego ph,cóż trudno jest mi to jednoznacznie stwierdzić ;).Żel nie spowodował jednak absolutnie żadnego dyskomfortu za co należy mu się pochwała.Żele do higieny intymnej potrafią być bardzo różne,niektóre to zdecydowanie niewypały-podrażniają i wysuszają.
 Moim ulubieńcem pozostanie nadal Lactacyd,ale Floslek jest jak najbardziej ok.

Skład:

Ingredients (INCI): Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Glyceryl Oleate, Glycerin, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Propylene Glycol, Saponaria Officinalis Extract, Inulin, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Panthenol, Sodium Chloride, Parfum, Polysorbate 20, Lactic Acid, Calendula Officinalis Extract, Disodium EDTA

 

środa, 20 lipca 2011

NOTD: Joko Find Your Colour J139 Coral Charm + współpraca Fitomed



Pierwszy z lakierów Joko Find Your Colour.
Po raz kolejny potwierdza się,że lakiery Joko są świetne.Gruby,wygodny pędzelek,łatwa aplikacja,krótki czas schnięcia i głęboki kolor.
J139 to piękny koral(czy istnieją brzydkie korale ;) ) z różowymi tonami.
Zapewne ciekawi was,jak ma się on do innych kolorów tego typu w mojej kolekcji.Szykuję wielkie porównanie korali i o ile różnice wyjdą ładnie na zdjęciach,niedługo pojawi się post dedykowany lakierom w tym boskim kolorze.



Listonosz przyniósł mi też paczkę od firmy Fitomed,z którą miałam przyjemność podjąć współpracę.Na pierwszy ogień pójdzie Lawendowy płyn do twarzy(mam i od jakiegoś czasu używam jego różanego brata,szykujcie się więc na porównanie) oraz krem półtłusty z lawendą.

TAG: One Lovely Blog Award


Zostałam obdarowana wyróżnieniem przez następujące dziewczyny:



Bardzo serdecznie dziękuję!Nawet nie wiecie jak się cieszę,kiedy widzę że pamiętacie o mnie i o moim blogu :)!
Jeżeli kogoś pominęłam,przepraszam-dajcie znać w komentarzu a na pewno wyedytuję posta.


Zasady taga:

- podziękowania i link bloggera, który przyznał Wam tą nagrodę. Skopiuj i wklej logo na swoim blogu; napisz o sobie 7 rzeczy
- nominuj 16 innych cudownych bloggerów
(nie można nominować bloggera, który Wam przyznał nagrodę)
- napisz im komentarz, by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji

Ponieważ prawie wszyscy zrobili już ten tag a ja jestem trochę spóźniona,tym razem nikogo nie nominuję.Jeżeli jednak jeszcze nie miałyście okazji dołączyć do tej zabawy to bardzo proszę-czujcie się przezemnie wyróżnione!

A więc,czas na 7 rzeczy o mnie:

1.Lubię oglądać niektóre seriale.Może nie jestem wielką maniaczką,ale zawsze czekam na nowe odcinki Gotowych na Wszystko i Fringe.Bardzo lubiłam Sześć stóp pod zZiemią.Jedak moim ukochanym serialem jest Dexter i już nie mogę się doczekać nowego sezonu :)

2.Nie lubię książek fantastycznych(to znaczy w sensie gatunku,nie nam na myśli tego,że lubię tylko książki beznadziejne :) )ani typowej kobiecej literatury..Wolę bardziej realistyczne historie,przynajmniej w założeniu realistyczne.Wyjątkiem jest twórczość Anne Rice,którą ubóstwiam.
Na co dzień czytam prawie wyłącznie thrillery a moi ulubieni autorzy to Jonathan Kellerman i Tess Gertisen.Uwielbiam Agathę Christie,ale niestety przeczytałam chyba już wszystkie jej książki.
Raz na jakiś czas wybieram się do tanich księgarni i kupuję kilkanaście książek tego typu,wszystko co w tytule lub fabule zawiera słowo psychopata/morderca jest odpowiednie :D.

3.Jestem rockowa do szpiku kości.Moi ulubieńcy to The Offspring,System of a Down,AFI,HIM,The Killers,30 Seconds to Mars,Rammstein,Limp Bizkit i...cała "kupa" innych :)

4.Nienawidzę chodzić po górach.Mam lęk wysokości i zwyczajnie się boję.Jestem człowiekiem morza :)

5.Moje ulubione kwiaty to narcyzy i piwonie.Przepadam też za zapachem gerdenii i innych białych kwiatów.

6.Nie mam prawa jazdy i nigdy w życiu nie siedziałam za kierownicą.Samochody zupełnie mnie nie kręcą.

7.Nie cierpię zarywać nocy.
Nie jestem śpiochem i nie umiem spać dużej niż do 10,ale przyzwoitą dawkę snu muszę otrzymać.Kiedy jestem skrajnie niewyspana,lepiej się do mnie nie zbliżać,dla własnego bezpieczeństwa ;).

wtorek, 19 lipca 2011

Swatch me baby: Bourjois Blush 16 Rose coup de foudre


Dziś o jednym z moich ulubieńców.Nie chodzi tu tylko o kolor,ale także o sam produkt.
Róże Bourjois to jedne z pierwszych produktów tego typu,jakie trafiły w moje ręce.

Jest to róż legendarny.Charakterystyczne okrągłe pudełeczko z lusterkiem znane jest całej rzeszy kobiet,nawet tym nie należącym do kosmetycznych maniaczek.
Wypiekane produkty Bourjois zaczęto produkować już w 1863(!) roku i podobno od tego czasu formuła i sposób produkcji ie uległy wielkim zmianom.Ile w tym prawdy nie wiadomo,ale myśl o odległych czasach kiedy ów róż się "narodził" sprawia mi niewątpliwą przyjemność :).
Uwielbiam jego zapach,bardzo charakterystyczny różano-pudrowy.Czasem zdarza mi się otworzyć puzderko tylko po to,żeby go powąchać-ot taka mała słabość.
Pudełeczko zawiera tylko 2g produktu,ale przy używaniu non-stop codziennie starcza a ponad rok(co sprawdziłam w praktyce kiedyś,kiedy w swojej kolekcji miałam znacznie mniej kosmetyków).Jest bez dwóch zdań wart swojej ceny,nawet jeżeli przyjdzie nam go kupić poza promocją(kosztuje normalnie około 40zł ale można kupić go już za 20kilka jeżeli akurat trafimy na okazję).
Wybór kolorów nie jest oszałamiający,ale myślę że większość z was znajdzie coś dla siebie.Odcienie są dość naturalne i twarzowe.
Produkt jest dość twardy,ale przy użyciu odpowiedniego pędzla nie ma problemów z aplikacją.Pigmentacja różni się w zależności od koloru,zazwyczaj jednak jest to odcień który łatwo można stopniować i którym trudno wyrządzić sobie krzywdę ;).

Skoro o odcieniach mowa,przejdę wreszcie do tego który aktualnie posiadam,czyli 16 Rose coup de foudre.Jest to bardzo udane połączenie brzoskwini i różu,ładnie wygląda szczególnie w lecie na lekko opalonej,lub przyciemnionej brązerem buzi.




Wykończenie jest (powiem to znów) dość charakterystyczne dla produktów wypiekanych,to znaczy błyszczące ale o lekko satynowym charakterze.

Ostatnio używam go codziennie i nie mogę przestać,jest to a prawdę śliczny i pasujący niemal do wszystkiego kolor.

Jeżeli jeszcze nie znacie róży Bourjois to zdecydowanie warto dać im szanse.Oprócz Rose coup de foudre bardzo lubię jeszcze Rose d'or.

niedziela, 17 lipca 2011

Swatch me baby: Virtual Summer Chic puder brązujący


Bardzo cieszę się,że miałam okazję przetestować ten produkt ponieważ kilkakrotnie widziałam go na innych blogach i wyglądał obiecująco.Otrzymałam kolor 132 Secret Bronze (do wyboru są jeszcze Desert Gold i Egyptian Sun).

Opakowanie jest na prawdę wielkie,co sprawia że bez wyrzutów sumienia można stosować go nie tylko na twarz,ale i na dekolt czy ramiona.Za około 30zł otrzymujemy więc na prawdę solidną porcję brązera.



 Secret Bronze to złocisty,średniociemny odcień ze sporą ilością złocistych drobinek.Jest dość mocno napigmentowany,wbrew temu co obiecuje producent uważam,że u dziewczyn o bardzo jasnej karnacji się nie sprawdzi.Ja mam średnio-jasną a przy aplikacji muszę uważać (najlepszy do tego celu jest puchaty pędzel o niezbyt gęstym włosiu,używam Sigmy F40) aby nie przesadzić z ilością.

Na dużą pochwałę zasługuje odcień,nie jest ani zbyt pomarańczowy,ani zbyt szary czy "brudny".To ładny złoty brąz,który dobrze radzi sobie z ociepleniem cery.Jeżeli jednak macie cerę o wybitnie chłodnych tonach istnieje możliwość,że będzie dla was za ciepły.

Lubię nakładać go na policzki(zanim nałożę róż,zauważyłam że w ten sposób twarz wygląda naprawdę bardziej żywo i zdrowo ;) ),czoło,skronie,brodę,szyję i gdziekolwiek potrzeba.Dekolt przyprószony pudrem Virtual prezentuje się zdecydowanie ładniej.Dziewczyny o ciemniejszej karnacji mogą pokusić się o użycie go w celu ożywienia koloru całej twarzy.
Puder zeswatchowany na ręce jest mocno błyszczący,ale po nałożeniu na twarz daje raczej lekką poświatę niż oczywisty połysk.Jeśli jednak nie lubicie połyskujących bronzerów,ten raczej nie zostanie waszym ulubieńcem.




Nie jestem przykładem największej miłośniczki pudrów brązujących,ten jednak przypadł mi do gustu i używam go dość często.Jedyne co mi się nie podoba to zapach,niezbyt przyjemny,plastikowy.Na szczęście jednak w ogóle nie czuć go na twarzy.

piątek, 15 lipca 2011

Zakupy kosmetyczne i NOTD MIYO Baby Blue


W drodze powrotnej z dziekanatu (dziękuję za trzymanie kciuków,jestem już oficjalnie licencjonowaną biolożką i wreszcie mogę się wreszcie cieszyć wakacjami...no przynajmniej do czasu wrześniowych nerwów związanych z rekrutacją ;) ) wybrałam się na małe kosmetyczne zakupy,odwiedziłam kilka miejsc.
Z radością zauważyłam,że otworzyli nową Biedronkę obok Superpharmu i Rossmanna i jeszcze innej drogerii w rynku,wreszcie więc mam jeden z tych sklepów "po drodze".Skorzystałam więc z okazji i zaopatrzyłam się w kilka biedronkowych produktów do pielęgnacji.
Taka kombinacja drogerii i sklepów jeden obok drugiego to prawdziwy kosmetykoholiczy raj :)

-Regenerujący balsam do ciała

-Micelarny żel do demakijażu twarzy i oczu

-Krem do rąk ochronny (już wypróbowany,pierwsze wrażenia bardzo pozytywne szczególnie biorąc pod uwagę,że krem ten kosztuje 1,79zł)

-Fructis Volume Restructure odżywka i szampon(na fali testowania produktów do włosów dodających objętości)

-wielka butla Biosilk Silk Filler,doczekałam się wreszcie na kolejną promocję

-La Roche Posay Hydreane Legere .Chciałam kupić mój ulubiony Avene Hydrance tym razem na lato w wersji lżejszej.Niestety jednak nie był on w promocji a cena ponad 70zł jest zaporowa.LRP jest prawie połowę tańszy.Na KWC ma średnie recenzję,ale jak zauważyłam skład się zmienił od czasu dodania do katalogu jest to już nieco inny produkt.

-przyszedł też zamówiony na ebayu China Glaze flip Flop Fantasy czyli koralowy neon!

Dajcie znać na jakie recenzje chciałyście zobaczyć w pierwszej kolejności.


NOTD z przed kilku dni:




Skusiłam się na lakier MIYO w celach testowych.Jest to kolejna po My Secret marka-córka Pierre Rene.Lakiery kosztują trochę ponad 5zł i są dostępne w (jeżeli mnie pamięć nie myli) kilkunastu kolorach.Wybrałam kolor Baby blue,który jednak jak dla mnie ma trochę za dużo lawendowo-filoetowych tonów.Wolałabym klasyczny,pastelowy kolor w stylu OPI What's with the Cattitiude.
Jakościowo ok,ale bez rewelacji.Jest troszkę problemu z aplikacją,jak na pastelowy lakier przystało(ale na szczęście ładnie kryje i nie smuży).Trochę niewygodny pędzelek.
Myślę jednak,że jeżeli spodoba wam się jakiś kolor to za te 5-6zł można kupić.

czwartek, 14 lipca 2011

Paczki,paczki,paczki :)

http://fortheloveofcrochetalong.blogspot.com/2009/12/its-time-to-send-your-swap-package.html

W ciągu ostatnich dni otrzymałam kilka wspaniałych paczek.Niewiele jest fajniejszych rzeczy od czekania na kosmetyczne przesyłki i ich odbierani.No może tylko testowanie jest jeszcze przyjemniejsze :)



Nawiązałam współpracę z firmą Joko.Bardzo dziękuję za możliwość wybrania kolorów i to,że w paczuszce znalazłam ku mojej wielkiej radości tyle przepięknych lakierów!Do tego wszystkiego dwa z nich to moje ukochane korale :).
Oprócz lakierów przetestuję rozświetlający korektor Ilumines,wodoodporny tusz Queen Size,dwa cienie z serii Universe oraz Mineral spiekany puder.


Dotarła moja nagroda w konkursie polskiego dystrybutora Everyday Minerals czyli rozświetlacz Viki's Radiant Creation.


Testuję też lawendowy szampon Bentley Organic,który otrzymałam dzięki uprzejmości sklepu Ekomaluch.

Swatch me baby: Hean Colour Celebration Baked Blush 272



"Najwyższej jakości kosmetyk wypiekany z dużą ilością migoczących iskierek. Pięknie rozświetla i modeluje owal twarzy. Trwały i wydajny w użyciu.

Delikatna, pudrowa konsystencja sprawia, że róż łatwo się rozprowadza i nie pozostawia smug.

Róż może być również stosowany jako cień rozświetlający na powieki - na sucho lub na mokro."


Tak się składa,że bardzo lubię wypiekane produkty a w szczególności róże.Zazwyczaj są wydajne i wygodne w użyciu,mają wykończenie które bardzo mi odpowiada-są bardziej kremowe niż tradycyjne prasowane produkty ale dużo lżejsze niż typowe produkty w kremie.Jednym słowem wszystko co najlepsze z dwóch światów.
Róż Hean,który otrzymałam do testów to 272 czyli intensywny,różowy kolor(nie cukierkowy a bardziej klasycznie różowy) ze złotą poświatą i dość sporymi drobinkami.



 Jestem pod wrażeniem pigmentacji.Na swatchach może aż tak bardzo tego nie widać,ale jedno delikatne pociągnięcie pędzlem a policzki stają się pięknie zaróżowione.Łatwo nabrać produkt na pędzel,ale jednocześnie nie ma problemu z nadmiernym pyleniem,róż nie jest zbyt miękki jak to się czasem zdarza przy wypiekanych kosmetykach.
Trzeba uważać,żeby nie nałożyć go za dużo,ze względu na wspomnianą wcześniej pigmentację(dla tego mniej wprawnej ręce poleciłabym raczej jaśniejszy kolor nr 271).Kiedy jednak odpowiednio go rozblendujemy wygląda na prawdę ładnie i świeżo.




Jak widać,róż zawiera dużo drobinek.Nie przypadnie więc do gustu miłośniczkom matowych kolorów.Mnie jednak specjalnie to nie przeszkadza,chociaż rzeczywiście wolałabym aby kolor miał więcej złocistej poświaty niż drobinek.

Opakowanie,nie da się ukryć,nie jest zachwycające ale jest bardzo małe i poręcznie dzięki czemu nie zajmie dużo miejsca w kosmetyczce.


Trwałość jest w normie,trzyma się na mojej twarzy porównywalnie do innych produktów.


Za niecałe 11zł otrzymujemy wydajny produkt o ładnym kolorze i dobrej jakości.Warto zwrócić uwagę na Hean Colour Celebration Baked Blush,szkoda tylko że tak rzadko widuję je w sklepach.Wrocławiankom mogę podpowiedzieć,żeby wybrały się do drogerii na dole DH Feniks,gdzie można zaopatrzyć się w kosmetyki firmy Hean.
Można też kupić je w sklepie internetowym producenta,i jest chyba najwygodniejszy sposób.
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...