wtorek, 31 maja 2011

Swatch me baby: Barbra Colour Alike Lip Supreme XXL Lips nr 29 Chocolate Icecream oraz próbki Lily Lolo


Jakiś czas temu rozmawiałam z Kasią ze Sweet & Punchy o błyszczykach Colour Alike i obie byłyśmy nimi bardzo zaciekawione(jak to przystało na maniaczki produktów do ust,prawda Kasiu :)?).Myślę,że nie my jedyne ciekawe jesteśmy jak się te mazidełka sprawują(w końcu skoro firma Barbra produkuje takie fajne lakiery,to i inne produkty muszą być godne uwagi).

Dla tego też niezmiernie się ucieszyłam kiedy otrzymałam przesyłkę a w niej błyszczyk Colour Alike Lip Supreme.

Opis producenta:
Lip Supreme XXL LIPS to rewolucyjny błyszczyk, zmieniający wygląd Twoich ust. Dzięki zastosowaniu kwasu hialuronowego, intensywnie nawilża i zapewnia natychmiastowe ich wygładzenie. Użycie ekstraktu z papryki daje odczucie delikatnego mrowienia, pobudza krążenie i natychmiast uwypukla owal ust.
Dłuższe stosowanie (min.15 dni) powoduje, że składniki aktywne występujące w formule, głównie DIPALMITYNIAN HYDROKSYPROLINYi KWAS HIALURONOWY remodelują kształt ust, znacznie zwiększając ich objętość. Dzięki temu stają się one pełniejsze, gładsze i bardziej lśniące. Zastosowanie mentolu i mięty daje uczucie świeżości.

LIP SUPREME XXL LIPS to także gwarancja lekkiej, nie klejącej się aplikacji i szklistych, błyszczących ust.

 Błyszczyk kosztuje 10,99zł za 3,7ml,do kupienia np. w sklepie Barbra.
Mamy do wyboru 9 odcieni,z których każdy ma bardzo smakowitą nazwę np. Chocolate Icecream,Banana Cake czy Sweet Melon.
Ja otrzymałam kolor nr 29 Chocolate Icecream,który w opakowaniu jest miedziano-karmelowym,ciepłym odcieniem z mikroskopijnymi drobinkami.Wyglądał dość intensywnie i na początku obawiałam się,że będzie dla mnie zbyt miedziany.Po nałożeniu na usta okazało się jednak,że jest on zupełnie bezbarwny.Zobaczcie same:






Z bliska widać delikatne,złociste drobinki.
Obiecywany efekt szklisty ust zdecydowanie jest widoczny,błyszczyk jest na prawdę niezwykle błyszczący.Powiększa usta znacząco,wydaje mi się że większość tego efektu zawdzięczamy temu silnemu połyskowi.Błyszczyk jest miętowy i lekko chłodzi,ale mrowienia praktycznie nie zauważyłam(a jestem na to bardzo wrażliwa,wielu mrowiących powiększających błyszczyków nie mogę używać,często kończy się to podrażnieniem jak w wypadku np. MAC Plushglass).Konsystencja nie jest ani zbyt gęsta ani zbyt lekka,nie daje uczucia klejących się ust.Trwałość typowo błyszczykowa.
Bardzo podoba mi się to,że produkt rzeczywiście nawilża i jest bardzo przyjemny na ustach.

Najlepsze zostawiłam jednak na koniec-zapach!Błyszczyk pachnie obłędnie,czekoladowo-miętowo,zupełnie jak czekoladki After Eight.Ciągle sięgam do torebki żeby go zaaplikować i poczuć ten zabójczo apetyczny zapach.Mniam mniam mniam :).
Jest minimalnie słodkawy w smaku.Nie wiem czy inne kolory mają inne zapachy(a tak wynikałoby z owocowo-deserowych nazw), jeżeli tak to chciałabym je wszystkie.Mam ostatnio dobrą passę jeżeli chodzi o produkty do ust,co chwila trafiam na coś nowego i fajnego.

Bardzo fajny błyszczyk!

Plusy:
-cena
-bardzo apetyczny zapach
-piękny połysk i powiększenie ust
-uczucie nawilżenia

Minusy:
-dla niektórych zdecydowanym minusem będzie to,że kolor mimo tego,że jest nasycony w opakowaniu na ustach okazuje się praktycznie bezbarwny(nie wiem jednak czy tak jest w przypadku wszystkich odcieni)
-dostępność (nad czym bardzo ubolewam )
-pojemność(mogłaby być większa,niecałe 4ml prawdopodobnie nie starczą na zbyt długo),opakowanie sprawia wrażenie,jakby produktu było  w rzeczywistości więcej


Ogólny werdykt?

czyli zdecydowanie kupię ponownie :)





Przyszły też dziś do mnie zakupy,które zrobiłam w sklepie Costasy.Ponieważ jestem w trakcie szukania podkładu,który mogłabym stosować na zmianę z moim Meow wybrałam 4 próbki podkładów mineralnych Lily Lolo: Blondie,Warm Peach,Popcorn i Warm Honey.
Co o nich myślę napiszę w oddzielnym poście,kiedy dokładnie przetestuję.Kupiłam też pędzelek do brwi(aby zamówić próbki trzeba dokonać dowolnego zakupu w tym sklepie).




Małe przypomnienie o rozdaniu :)

Do dziś do 23:59 możecie  zgłosić się do mojego rozdania.Jeśli jeszcze tego nie zrobiłyście to serdecznie zapraszam!


poniedziałek, 30 maja 2011

Burn testuje: Farouk Biosilk Silk Filler



Jak skusić Burn na produkt do włosów?Naklejenie wielkiej naklejki "ROZCZESYWANIE BEZ ŁEZ" jest świetnym zabiegiem :).Wiecznie borykam się z problemem kołtunów,więc przy wizycie w Rossmannie kupiłam Biosilk Silk Filler z powodu takiej właśnie naklejki.W innych okolicznościach prawodpodobnie nawet nie zwróciłabym uwagi na ten spray.Kiedy jednak znalazł się już w moich rękach przeczytałam skład,a to z kolei spowodowało,że wylądował w moim koszyku.Zobaczcie same,skład ma (chyba,na moje niezbyt doświadczone oko) fajny,jest na bazie wody różanej zawiera tylko jeden,lekki zmywalny wodą silikon :

http://www.bangla.pl/zdjecia-farouk-biosilk-silk-filler-odzywka-jedwabna-w-plynie-up10263-1.htm


Silk Filler kosztuje niecałe 16zł za 50ml (całkiem sporo za takie małe opakowanie,ale na allegro można dostać większe pojemności,które bardziej się opłacają).

Jest to odżywka bez spłukiwania,którą nakładamy na mokre lub wilgotne włosy.Mamy spodziewać się nawilżenia,poprawy elastyczności włosów i regeneracji suchych kosmyków.Kosmetyk obiecuje ochronę przed niszczącym działaniem stylizacji na gorąco i związków chemicznych,jakie stosujemy na włosy.

Już po pierwszym użyciu okazało się,że trafiłam na bardzo dobry produkt.
Spray jest bardzo lekki,zdecydowanie płynny a nie o konsystencji mleczka czy fluidu.Jednak po nałożeniu na włosy,jest w dobrym tego słowa znaczeniu wyczuwalny.Zostawia lekko śliski,nawilżający film,który bardzo ale to bardzo mi się podoba.Włosy są miękkie,gładsze i na prawdę łatwiej się rozczesują,jednym słowem nie mamy wrażenia że rozpylamy na włosy po prostu ładnie pachnącą wodę.
Po wysuszeniu fryzura jest bardziej błyszcząca i lepiej się układa.Nie obciąża ani nie wywołuje innych tego typu sensacji.Co ciekawe,producent poleca używanie go jako lekkiego nawilżacza na...twarz!Tego sposobu jeszcze nie przetestowałam.
Atomizer rozpyla odżywkę równomiernie.Zapach bardzo przyjemny,charakterystyczny dla serii Bioslik.

Silk Filler na prawdę daje efekt na moich włosach.Warto dać mu szansę.


Co o nim myślicie?A może testowałyście już Silk Filler?



Mam do was prośbę.Byłabym wdzięczna gdybyście podały w komentarzach jakieś propozycje jeżeli chodzi o bardzo kryjący korektor(na niedoskonałości a nie pod oczy) i fajny,mocno błyszczący rozświetlacz(o metalicznym wykończeniu raczej a nie drobinkowym).Szukam takich produktów i liczę,że coś fajnego mi podpowiecie dziewczyny :)

niedziela, 29 maja 2011

Moje cienie MAC: brązy + EOTD






Któż nie lubi brązowych cieni?No dalej,pokażcie mi palcem :)(choć tak właściwie znam osobiście jeden taki okaz,który brązów nie lubi to wydaje mi się to czymś zupełnie egzotycznym).
Ja oczywiście kocham brązy i mam je na oczach właściwie codziennie.MAC jest skarbnicą przepięknych brązów,wymyślcie sobie dowolny brąz a jestem pewna,że go tam znajdziecie.To brązy,które zgromadziłam(ale mówiąc szczerze nadal mi nie dość,mam jeszcze kilka na oku):




Wedge(matte)-Soft muted beige taupe.Moim zdaniem to raczej ciepły brąz niż taupe.Muszę przyznać,że ja osobiście nie lubię go używać w załamaniu,jest za jasny,po prostu ginie.Nadaje się bardzo dobrze jako kolor przejściowy pomiędzy ciemnym kolorem w załamaniu powieki a jaśniejszym pod łukiem brwiowym.Nadaje głębi makijażowi oka.Dobry kolor,ale niezbędny(choć wiem,że tu pewnie obudzi się protest bo większość fanek MACa uwielbia Wedge i kolory mu podobne jak Malt czy Kid)

Woodwinked(Veluxe Pearl)-Warm antique gold.Kolor marzenie!Uwielbiam ten cień!Bardzo ciekawy starego złota,w zależności od sposobu i miejsca nakładania bardziej w kierunku brązu(dla tego umieściłam go w tej kategorii).W miarę rozcierania staje się cieplejszy,bardziej złoto-pomarańczowy.Wykończenie najbardziej metaliczne a konsystencja najbardziej maślana,ze wszystkich cieni MACa,jakie mam lub miałam okazję testować.Moim zdaniem must have(kiedy już opiszę wszystkie odcienie z moich paletek zrobię dla was podsumowanie z moimi cieniami must have)

Patina(Frost)-Taupe brown w/golden pearl.Bardzo ciekawy i oryginalny kolor.Stare złoto o neutralnych zielonkawych tonach z różowym połyskiem.Świetny do codziennego makijażu,najlepiej sprawdza się nałożony na całą powiekę.Przyznam szczerze,że trochę o tym kolorze zapominam,muszę przywrócić go do łask.

Swiss Chocolate(Matte)-Muted reddish brown.Matowy,średni brąz o bardzo ciepły,o wyraźnym czerwonym podtonie.Idealny od złota,róży,fioletów,beżu,brzoskwiń...można by długo wyliczać.Na oku wygląda delikatnie ale zdecydowanie ma charakter i nie jest zwykłym,nudnym brązem.Jeden z lepszych kolorów do załamania powieki.       

Mulch(Velvet)- Red-brown w/bronze pearl .Mój ulubiony i najbardziej uniwersalny brąz.Wbrew opisowi producenta,określiłabym go raczej jako neutralny złocisty brąz(nie widzę w nim za bardzo czerwonych nut).Jak na Velvet jest dość mocno błyszczący,bardziej przypomina wykończenie Frost.Idealny do wszystkiego,absolutnie uniwersalny.Zdecydowanie polecam.   

Satin Taupe(Frost)-Taupe with silver shimmer.Legendarny kolor.Brąz taupe z szarymi i śliwkowymi tonami o dość błyszczącym wykończeniu.Lubię go w załamaniu powieki,ale o dziwo jeszcze lepiej sprawdza się gdy nałożymy go na całą powiekę(wcale nie jest do tego za ciemny!).Gdyby nie YT pewnie nie wpadłabym na ten pomysł.Polecam wypróbować go razem z jakimś ciemniejszym matowym brązem w załamaniu powieki.Świetny duet.         

Burmese Beauty(Lustre)-Limitowany odcień z kolekcji Fabulous Feline z przełomu lata i jesieni 2010(ta paletka była,wraz z pędzlem 217 moim pierwszym zakupem w MACu :) ).Podobno dupe cienia Club i pigmentu Blue Brown(tutaj porównanie).Uwielbiam ten kolor!To dość nieokreślony ciepły brąz zielono-turkusowym pobłyskiem.Kolor kameleon,w zależności od towarzystwa jest brązowy,zielony,miedziany szary...na prawdę kryje w sobie całą masę kolorów.Lubię go łączyć  z Vapour i Sumptous Olive.Moim zdaniem to must have(lub Club,bo BB jest niestety limitowany).Wykończenie zupełnie nie podobne do innych cieni Luster.Kolor jest na prawdę napigmentowany.

 Handwritten(Matte 2)-Rich chocolate brown.Ciepły,ciemny,matowy brąz.Lubię i często używam.Ma bardzo przyjemną konsystencję.Świetny do podkreślania zewnętrznego kącika. 

Showstopper(Matte)-Cień limitowany,który jednak bardzo często powraca w kolekcjach MACa.Bardzo ciemny,prawie czarny chłodny brąz o szarawym odcieniu.Bardzo dobry do podkreślania zewnętrznego kącika i linii rzęs.


Który kolor spodobał wam się najbardziej?Jakie są wasze ulubione kolory z tej kategorii? 


 Na koniec EOTD wykonany cieniami Grand Entrance(na bazie z kredki NYX Jumbo Pencil Strawberry Milk ),Star Violet,Sketch i Vanilla.Moje ulubione połączenie.Na bazie świetnego tutoriala Saaammage.Odkąd wypróbowałam po raz pierwszy regularnie powtarzam ten makijaż.

 

sobota, 28 maja 2011

Swatch me baby: szminka Bell Glam&Sexy 46


Mój niedawny zakup,który natychmiast stał się ulubionym wyborne ma co dzień.Szminkę Bell Glam&Sexy wypatrzyłam najpierw na stronie Bell a potem podczas zakupów w Naturze upolowałam za niecałe 12zł.W gamie kolorystycznej jest całkiem sporo kolorów do wyboru,większość z nich jest jednak dość transparentna a wszystkie bardzo połyskliwe.Producent reklamuje ją jako pomadkę-błyszczyk która daje efekt pełnych ust ,pokrytych taflą mokrego koloru.Trudno się z tym nie zgodzić.Szminka ma bardzo błyszczące i lśniące wykończenie a do tego wizualnie powiększa usta(nie ma żadnych miętowych piekących składników podrażniających usta,które mają za zadanie je powiększyć,co mnie cieszy bo na tego typu dodatki moje usta reagują różnie).




Jest napakowana drobinkami,ale na ustach nie widać ich jako nachalnego brokatu,tworzą jefnak efekt połysku.Szminka ma na prawdę "błyszczykowe" wykończenie.Jest bardzo lekka i nawilżająca,przypomina efekt jaki daje dobry balsam do ust.
Nie jest zbyt trwała,jak to zazwyczaj bywa w wypadku tego typu lekkich nawilżających szminek.Jednak łatwość jej aplikacji(spokojnie można poradzić sobie bez lusterka,szminka sunie gładko po ustach i nie zostawia smug a transparentny kolor jest bardzo wyrozumiały :) ).Jestem pewna,że Glam&Sexy przypadnie do gustu także dziewczynom,które zazwyczaj nie przepadają za szminkami.
Mój kolor to 46,czyli średni róż z fioletowymi tonami(taki pink-mauve :) ).Choć wydawałoby się,że będzie perłowy to na ustach nie daje ani perłowego ani metalicznego efektu(i bardzo dobrze!).Wygląda bardzo błyszcząco,świeżo i apetycznie.

Kolor można stopniować uzyskując nico większe nasycenie.Szminka ma śliczny malinowy zapach(przypomina mi szminkę L'oreala Shine Delice,którą uwielbiałam będąc dziewczynką,jakieś 10-11 lat temu.Prawdę mówiąc przypominają mi je także wykończeniem).Opakowanie ok,przezroczysty plastik nie jest moim szczytem marzeń,ale całkiem nieźle pasuje do błyszczącej,wesołej zawartości.Nie ma wstydu przy wyciąganiu jej z torebki na pewno.

Jestem zachwycona tą pomadką,ma bardzo ładny kolor i na prawdę powiększa usta.do tego właściwości nawilżające sprawiają,że sięgam po nią chętniej niż po balsam do ust.Brawo Bell!Na pewno skuszę się jeszcze na jakieś kolory.

piątek, 27 maja 2011

Paczkuszka od firmy Synesis + NOTD


Dzisiaj spotkała mnie niezwykle miła niespodzianka,w drzwiach pojawił się listonosz z paczką a w niej przepięknie opakowane pudełeczko glinki marokańskiej od firmy Synesis.
Jestem absolutnie urzeczona tym,jak starannie i pięknie została zapakowana zwartość paczki.Jak widzicie na zdjęciu całość wygląda na prawdę wyjątkowo!Nie da się ukryć,że jestem typową sroką i piękne opakowanie ma dla mnie ogromne znaczenie.


Do glinki marokańskiej dołączona jest dokładny sposób użycia.Nie mogę doczekać się testowania bo wprost uwielbiam glinkowe maseczki(ale to już pewnie wiecie :) ) a z tymi naturalnymi mam bardzo dobre wspomnienia(min. za sprawą niezawodnej ziemi wulkanicznej,której kiedyś regularnie używałam)

Tak więc spodziewajcie się rychłej recenzji a do tego czasu kosmetyki Synesis wraz z opisami znajdziecie TU
.Firma ma w ofercie wiele różnych luksusowych produktów do rozpieszczania ciała i zmysłów,także perfumy które mam wielką ochotę wypróbować-w końcu korzenie mojej kosmetycznej manii tkwią właśnie w zapachach i wizażowym forum Perfumy :)



A oto mój ostatni NOTD.Ulubiony Essie Coat Azure i Essence Nail Art Special Effect Topper Circus Confetti.Jak wam się podoba taki ekstremalny glitter?Mnie nawet bardzo!Przypomina nieco China Glaze Hearty Party oraz Deborah Lippmann Happy Birthday.



czwartek, 26 maja 2011

Burn testuje: Yves Rocher Roślinna pielęgnacja włosów Nutrition z owsem do włosów suchych



Z przyjemnością zrecenzuję dziś dla was moją ostatnio ulubioną linię do pielęgnacji do włosów.Yves Rocher Nutrition jest częścią nowej serii Yves Rocher Roślinna pielęgnacja włosów(no może nie aż tak nowej,ale na pewno jednej z nowszysch).Oprócz tego w serii Roślinna pielęgnacja włosów znajdują się produkty nadające objętość,oczyszczające,ułatwiające rozczesywanie,nadające blasku czy pomagające walczyć z łupieżem.Testuję kilka z tych kosmetyków i na pewno jeszcze tu kiedyś o nich wspomnę.Ostatnio w ofercie pojawiły się też szampony do pielęgnacji włosów o określonym kolorze.
Wcześniej recenzowałam już płukankę octową z tej serii,możecie o niej przeczytać TU.

W skład linni Nutrition z owsem,przeznaczonej do włosów suchych wchodzi szampon,odżywka,ekspresowa maseczka i balsam odbudowujący zniszczone końcówki.

Cały mój "romans" ;)z tą serią zaczął się po zakupie maski.Tak mi się ona spodobała,że po jakimś czasie dokupiłam balsam do końcówek a później jeszcze szampon i odżywkę.

 Przechodząc do sedna(bo zapewne na to czekacie):

Szampon odżywczy do włosów suchych (cena regularna 11,9zł za 200ml)

Według producenta:
ODŻYWIENIE SUCHYCH WŁOSÓW

Pielęgnacyjny szampon o kremowej konsystencji, który nadaje blask suchym włosom, nie obciążając ich. Jego łagodny zapach przywodzi na myśl całe bogactwo owsa.
Formuła bez parabenów.
Składniki pochodzenia roślinnego: mleczko z owsa z ekologicznych upraw, baza myjąca pochodzenia roślinnego.
Formuła łatwo ulega biodegradacji.

Włosy są odżywione: 96%

Według Burn: Gęsty szampon o kremowej,treściwej konsystencji i przepięknym zapachu(ciężko mi go określić,jest raczej dość słodki i chyba nie po raz pierwszy pojawia się w kosmetykach YR,bo pachnie znajomo) .Nie pieni się bardzo,ale łatwo go rozprowadzić a następnie spłukać z włosów.Wyraźnie wygłądza włosy,które stają się miękkie i przyjemne w dotyku.Żadnego skrzypienia ;).

Skład:
Skład: aqua, ammonium lauryl sulfate, polyacrylate-1 crosspolymer, glycol distearate, decyl glucoside, cocamidopropyl betaine, coco-glucoside, glyceryl oleate, parfum, sodium benzoate, Avena sativa kernel (oat) flour, dicaprylyl ether, polyquaternium-10, guar hydroxypropyltrimonium chloride, citric acid, amyl cinnamal, glyceryl stearate, sodium chloride, linalool, salicylic acid, hexyl cinnamal, butylphenyl methylpropional, cinamyl alcohol


Odżywka do włosów suchych (11,9zł za 150ml)

Według producenta:
UŁATWIĆ ROZCZESYWANIE SUCHYCH WŁOSÓW

Jej aksamitna konsystencja pielęgnuje włosy suche nie obciążając ich. Włosy stają się delikatne, łatwiejsze do rozczesania, pełne blasku.

Formuła bez parabenów. Testowana pod kontrolą dermatologiczną. Składniki pochodzenia roślinnego: mleczko z owsa i olejek ze słodkich migdałów pochodzące z ekologicznych upraw.

Włosy są mniej suche: 78%

Według Burn: Treściwa kremowa odżywka o tym samym zapachu co szampon(cała linia pachnie tak samo).Po nałożeniu "wsiąka" we włosy i jest mało wyczuwalna.Jednak o jej mocy przekonujemy się po spłukaniu.Odżywka nie znika,tylko siedzi sobie grzecznie we włosach po zmyciu pozostawiając je w świetnej kondycji

Skład:


Duet szampon i odżywka powoduje,że włosy przecudnie i długo pachną,ładnie się układają,są miękkie i błyszcząca.Moje kudełki go uwielbiają :)



Błyskawiczna odżywka odżywczo-odbudowująca( 29,9zł za 150ml).

Zdaniem producenta:
Pielęgnująca maska o gęstej konsystencji, która dostarcza suchym włosom składników niezbędnych do ich

intensywnego odżywienia i odbudowy. Suche włosy stają się miękkie i delikatne, odbudowane i pełne życia.

Formuła bez parabenów.
Testowana pod kontrolą dermatologiczną. Składniki pochodzenia roślinnego: mleczko z owsa, masło karité i olejek eteryczny z ylang-ylang
pochodzące z ekologicznych upraw.

Włosy są odbudowane: 77%

Zdaniem Burn:
Jedna z najlepszych(o ile nie najlepsza) maseczka w kategorii drogeryjnej.Uwielbiam ją!Ma bardzo gęstą,treściwą i tłustą konsystencję.Bardzo wydajna,przy moich długich włosach wykończenie słoiczka przy regularnym stosowaniu zajęło mi kilka miesięcy.Daje świetne efekty trzymana 1-2 minuty i nie ma potrzeby dłuższego przetrzymywania jej na włosach.To na prawdę duży plus,myję włosy rano i zazwyczaj mam bardzo mało czasu a tą maskę mogę spokojnie nałożyć na chwilę i gotowe.
Nawet kiedy używam razem z nią jakiegoś zwykłego oczyszczającego szamponu,włosy wyglądają świetnie.Zmiękcza,nawilża,ułatwia rozczesywania.Super!

Skład:


Balsam odbudowujący na zniszczone końcówki(24,9zł za 50ml)

Według producenta:

Odżywczy, aksamitny balsam bez spłukiwania odbudowuje suche, zniszczone końcówki włosów.

Formuła bez parabenów. Testowana pod kontrolą dermatologiczną. Składniki pochodzenia roślinnego: mleczko z owsa i olejek ze słodkich migdałów pochodzące z ekologicznych upraw.

Końcówki włosów są odbudowane: 88%

Według Burn:
Mam wobec tego balsamu mieszane uczucia.Nie ma specjalnych właściwości kondycjonujących,bo nie zawiera silikonów.Nie czuję specjalnej różnicy przed a po nałożeniu.Mogę się tylko domyślać,że jakoś tam zabezpiecza włosy przed zniszczeniem.Być może sprawdziłby się u kogoś kto ma mało zniszczone końcówki lub chce zapobiec uszkodzeniom.Ja z moimi długimi włosami o suchych i zniszczonych końcach potrzebuję raczej maskującego ową suchość i chroniącego przed urazami mechanicznymi serum silikonowego czy olejów.
Trudno mi go obiektywnie ocenić.Na pewno nie jest tłusty,ma lekką konsystencję i miły zapach.

Skład:

http://nalogowa.blogspot.com/



Zdecydowanie polecam wam linię Nutrition z owsem,jeżeli tak jak ja macie suche i zniszczone włosy.U mnie na prawdę działa cuda a do tego ma właściwości aromaterapeutyczne :).
Do włosów innych niż suche raczej się nie nadaje,może obciążać.Kosmetyki te są na prawdę treściwe i "tłuste" w dobrym tego słowa znaczeniu.

środa, 25 maja 2011

Burn testuje: The Body Shop Banana szampon i odżywka


Lubicie bananowe kosmetyki?Ja nawet bardzo,zapach bananowy jest jednym z moich ulubionych.Co za tym idzie odkąd pojawiła się u nas klasyczna seria TBS Anita's favourite a w niej bananowe produkty do włosów,miałam wielką ochotę je przetestować.Zaczęłam od odżywki,aktualnie zużywam już drugie opakowanie.Korzystając z promocji (kup jeden a drugi dostaniesz za 50%) dokupiłam też szampon.

Oba kosmetyki pachną obłędnie,mają żółty kolor i konsystencję przypominającą startego na papkę banana.Nie bez powodu z resztą bo znajduje się on wysoko w składzie.
Zapach jest intensywny podczas mycia i pozwala się zrelaksować,ale nie pozostaje na włosach po spłukaniu.

Jak z działaniem?Cóż nie są  to odżywcze kosmetyki do regeneracji wymagających włosów ;) a bardziej przyjemny element codziennej pielęgnacji.Odżywka zmiękcza włosy i ułatwia rozczesywania natomiast szampon skutecznie oczyszcza(nawet bardzo skutecznie,pozostawia włosy tak czyste,że aż skrzypią za czym osobiście nie przepadam).
Buteleczki typowe dla TBS,troszkę warde i pod koniec trzeba je stawiać do góry nogami aby wydobyć resztki produktu.

Składy:

Szampon:
Aqua (Solvent/Diluent), Sodium Laureth Sulfate (Surfactant), Musa Paradisica Fruit (Emollient/Lubricant), Glyceryl Hydroxystearate (Emollient), Lauramide DEA (Surfactant), Cocamidopropyl Betaine (Surfactant), Phenoxyethanol (Preservative), Benzyl Alcohol (Preservative), Sodium Benzoate (Preservative), Panthenol (Skin/Hair Conditioning Agent), Polyquaternium-7 (Hair Conditioner), Stearic Acid (Emulsifier), Sodium Chloride (Viscosity Modifier), Methylparaben (Preservative), Parfum (Fragrance), Citric Acid (pH Adjuster), Disodium EDTA (Chelating Agent), Butylparaben (Preservative), Ethylparaben (Preservative), Isobutylparaben (Preservative), Propylparaben (Preservative), Ascorbic Acid (Antioxidant), CI 19140 (Colour), CI 14700 (Colour).

                                                                         Odżywka :
Aqua (Solvent/Diluent), Musa Paradisica Fruit (Emollient/Lubricant), Cetearyl Alcohol (Emulsifier), Cetrimonium Chloride (Hair Conditioner), Phenoxyethanol (Preservative), Hydroxyethylcellulose (Stabiliser/Thickener), Lecithin (Stabiliser/Emulsifier), Propylene Glycol (Humectant), Panthenol (Skin/Hair Conditioning Agent), Parfum (Fragrance), Benzyl Alcohol (Preservative), Sodium Hydroxide (pH Adjuster), Ascorbic Acid (Antioxidant), CI 15985 (Colour), CI 19140 (Colour).


Oba produkty kosztują w cenie regularnej 19zł za 250ml.

Czy kupię ponownie?Odżywkę raczej tak bo przyjemnie zmiękcza włosy oraz przecudownie pachnie.Z szamponu jednak chyba zrezygnuje bo mnie nie zachwycił(nie przepadam za tym nieszczęsnym uczuciem skrzypiąco czystych włosów) i znam wiele lepszych za połowę ceny.

wtorek, 24 maja 2011

Swatch me baby: Rimmel Moisture Renew Nude Delight + paczka od Vipery i Yankee Candle


Dziś moja ulubiona szminka nude,czyli Rimmel Moisture Renew 700 Nude Delight.
To ciepły,karmelowy beż z bardzo delikatnymi nutami brzoskwini.Jest kryjąca i rozprowadza się ładnie bez smug.Wykończenie satynowo-kremowe.
Bardzo ładnie pachnie,nie tak słodko jak zazwyczaj szminki Rimmel,bardziej jak krem Bambino.

Szminka jest trwała i przyjemna na ustach,ale po jakimś czasie troszkę wysusza.Bardzo podoba mi się opakowanie,w pięknym fioletowym kolorze(bez względu na to,jak bardzo niebiesko wygląda na zdjęciu zaręczam że jest fioletowe :) ).


To jedna z moich pierwszych szminek(jak wam kiedyś wspominałam,fanką szminek stałam się dopiero rok temu) a za razem jedna z ulubionych.


Dzisiaj zawitał do mnie listonosz z paczką od firmy Vipera.W środku znajdował się lakier Creation Proffesional nr 40,kredka Ikebana 255 Lagoon oraz puder prasowany Face 606.Swatche i recenzja niedługo.



Oraz z paczką z woskami do kominka Yankee Candle,na które skusiła mnie recenzja na blogu Barwy wojenne :) .Woski kupiłam w sklepie Bibeloty.


poniedziałek, 23 maja 2011

Burn testuje: Floslek Natural Body Żele pod prysznic


Przyszła pora na recenzję pierwszych kosmetyków z mojej paczki od firmy Floslek.Do testu przystępują żele o zapachu Mango i Marakuja oraz Opuncja i Białą Herbata.Tak więc oto dowiecie się co o nich sądzę :)

Najpierw zapoznajmy się z obietnicą producenta:

                                            
                                                             Żel o zapachu Mango i Marakui:
Łagodny preparat do mycia ciała, o egzotycznym zapachu marakui, wzbogacony ekstraktem z owoców mango o działaniu regenerującym i nawilżającym. Polecany do każdego rodzaju skóry.
Bardzo dobrze zmywa naturalne zabrudzenia skóry, odświeża ją i pielęgnuje. Nie powoduje nadmiernego wysuszania i złuszczania naskórka. Po umyciu skóra jest czysta, gładka, odpowiednio nawilżona o zdrowym kolorycie.


Opuncja i  Biała Herbata:

Łagodny preparat do mycia ciała, o intensywnym zapachu białej herbaty, wzbogacony ekstraktem z opuncji o działaniu zmiękczającym i wygładzającym. Polecany do każdego rodzaju skóry.
Bardzo dobrze zmywa naturalne zabrudzenia skóry, odświeża ją i pielęgnuje. Nie powoduje nadmiernego wysuszania i złuszczania naskórka. Po umyciu skóra jest czysta, gładka, odpowiednio nawilżona o zdrowym kolorycie.



Zacznę od tego,że kosmetyki pachną na prawdę super!Mango i marakuja to orzeźwiający i słodki aromat owoców tropikalnych  a Opuncja i Biała Herbata nieco bardziej wytrawny herbaciany zapach z domieszką melonowo-winogronową.Oba są intensywne i przypadły mi do gustu.Gdybym miała wybrać ulubiony,pewnie byłaby to wersja opuncjowa ponieważ kocham wszystko co herbaciane.

Żele są przezroczyste i mają odpowiednią,dość gęstą konsystencję(mango i marakuja jest troszeczkę rzadszy).Bez problemu można je rozprowadzić na ciele,nie spływają z rąk nawet,jeżeli nie używamy do mycia gąbki czy myjki.Pienią są dobrze(zawierają SLS,ja jednak jak już wspominałam na szczęście nie jestem wrażliwa na ten detergent).Nie podrażniają ani nie wysuszają.

Kosztują około 13zł za 250ml,widziałam je w Rossmannie,ale niestety tylko w jednym z tych,które najczęściej odwiedzam.Dostępność mogłaby być lepsza.Podoba mi się estetyczne opakowanie,które jest zaplombowane,dzięki temu mamy pewność że jesteśmy pierwszą osobą otwierającą butelkę a tym samym,że kosmetyk jest świeży.

Czy polecam?Czy kupię ponownie?Jak najbardziej!Pięknie pachnące żele Floslek Natural Body to produkt,który z przyjemnością zatrzymam w swojej łazience na dłużej.

niedziela, 22 maja 2011

NOTD: Vipera Highlife 814


Dzisiaj na moich pazurach gości ten oto uroczy różo-fiolet Vipera Highlife nr 814.Bardzo mi się podoba ten kolor i jestem prawie pewna,że jest bliskim krewnym Essie Splash of Grenadine.Z resztą zobaczcie same:

                                                           makeupandbeautyblog.com

Może to nawet dupe?Tak czy inaczej bardzo fajny i niejednoznaczny,nie wiadomo za bardzo czy to jeszcze róż czy już fiolet.
Co do samego lakieru to jestem miło zaskoczona.To mój pierwszy lakier Vipera(nie licząc mlecznego różu kupionego w czasach prehistorycznych).Ma bardzo krótki i wąski pędzelek,ale o dziwo łatwo nim pomalować moje małe paznokcie.Schnie błyskawicznie i ma łądny połysk.Pierwsza warstwa była niemalże przezroczysta i bałam się,że będzie potrzeba 3.Na szczęście jednak spokojnie wystarczają standardowe 2.
Seria Highlife kosztuje 12zł (na stoisku Vipera)


Przegląd nowości: Maybelline Dream Touch Blush


Krótki post informacyjny :).
Od jakiegoś miesiąca nerwowo odwiedzałam okoliczne Rossmanny  w poszukiwaniu tej nowości.Zdjęcie reklamowe było tak zachęcające,że oczywiście obudziła się we mnie potrzeba przetestowania(na potrzeby bloga,ach cuż za idealna wymówka dla kosmetykomaniaczki :) ).Poza tym,jak pewnie pamiętacie jestem wielką fanką kosmetyków Maybelline a ostatnimi czasy także kremowych róży.Wszystko to sprawiło,że na prawdę przebierałam nogami na myśl o pojawieniu się tego różu.
Dzisiaj wreszcie się doczekałam!

Maybelline Dream Touch Blush to według producenta róż o konsystencji kremowej pianki doskonale dopasowujący się do skóry.Efektem jest wrażenie delikatnego,naturalnego rumieńca.

Mus zamknięty jest w szklanym słoiczku o pojemności 7,5g.Mamy do wyboru 4 kolory,z których dwa są bardzo jasne i delikatne (02 Peach i 04 Pink) a dwa nieco mocniejsze( 05 Mauve i 06 Berry).
 Ja skusiłam się na 05 Mauve.
        

Wkrótce pojawią się na blogu swatche i recenzja.Z tego co zdążyłam na szybko zaobserwować konsystencja jest zupełnie inna niż poprzedniej wersji różu w musie.

Dream Touch Blush jest aktualnie w promocji w Rossmannie(za niecałe 26zł) i Superpharmie(za niecałe 28zł)


Jak Wam się podoba ta nowość?Wypróbujecie ją na własnej skórze(policzku :) )?

sobota, 21 maja 2011

Burn testuje: Swiss O Par Frotee suchy szampon

Suchy szampon?Że co?
Tak myślałam przez większość mojego kosmetycznego życia.W końcu jednak zachęcona filmikami na Youtubie(gdzie ten produkt wydaje się być bardzo popularny) i pojawieniem się tego konkretnego szamponu w Rossmannie skusiłam się.Pierwsza myśl po wypróbowanie?Jejku,to jakiś cud!
Zapewne większość z posiadaczek grzywki i mieszanej cery boryka się z problemem grzywki,która pod koniec dnia nie wygląda fajnie.Albo z mniej puszystymi u nasady włosami na następny dzień po myciu.Albo wreszcie z sytuacjami,kiedy włosy wymagają mycia a my po prostu nie mamy czasu lub warunków(podróż itp.) by je umyć.
Szuchy szampon jest idealnym przyjacielem i wybawcą w tych sytuacjach.To na prawdę działa!
Wystarczy spryskać włosy,po chwili przeczesać a fryzura staje się świeża,puszysta i pachnąca.O dziwo,jeżeli nie użyję go za dużo,spray nie bieli moich ciemnych włosów(a w razie czego można spryskać włosy wodą czy np. odzywką w sprayu i "siwizna" spowodowana kolorem pudru znika ;) ).
Ma świeży,cytrusowy zapach(nie lubię cytrusowych zapachów,ale ten mi nie przeszkadza).

Za 200ml w Rosmannie zapłacimy około 14zł.Szampon jest dość wydajny,używam go od kilku miesięcy a nadal została około połowa opakowania.Szkoda,że nie nie jest dostępne małe opakowanie,które sprawdziłoby się świetnie w podróży albo,żeby mieć je przy sobie w torebce.

Dla mnie to niemalże rewolucyjny produkt,który ratuje fryzurę w awaryjnej sytuacji.A wy?Lubicie suche szampony?

piątek, 20 maja 2011

Moje TOP 10 (tag)

Bardzo serdecznie dziękuję Vex  za otagowanie mnie!

 Zasady:
1. Podziękuj za przyznanie wyróżnienia.
2. Zamieść u siebie link do bloga osoby, która Cię wyróżniła.
3. Wklej u siebie logo wyróżnienia.
4. Przekaż nagrodę 10 bloggerkom.
5. Zamieść linki do tych blogów.
6. Powiadom o tym nominowane osoby.
7. Stwórz listę 10 ulubionych kosmetyków


Nagrodę przekazuję następującym blogom:

http://idaalia.blogspot.com/
http://urodowy.blogspot.com/
http://no-to-pieknie.blogspot.com/
http://kizia-miziaa.blogspot.com/
http://barwy-wojenne.blogspot.com/
http://smieti.blogspot.com/
http://www.spookynails.com/
http://innooka.blogspot.com/
http://tysiacjedenpomyslowipasji.blogspot.com
http://poland-story.blogspot.com/


A teraz moje TOP 10 (czyli kilku z moich ulubieńców)

-Tusz do rzęs Maybelline Collosall Volume Waterproof.Najlepszy tusz,jaki miałam.Bez dwóch zdań.Recenzja tutaj.







 

-Cienie firmy MAC.Bezkonkurencyjne i dostępne w przepięknych kolorach.








-Podkład mineralny Meow Cosmetics Flawless Feline .Najlepszy podkład mineralny i właściwie jedyny,którego używam









-Pędzle Sigma.Dużo tańsze niż MAC ale nadal niezawodne.






-Pomadki i błyszczyki Avon.Świetna jakość w przystępnej cenie(zabrzmiało jak slogan reklamowy :D ).









-Lakiery OPI i Rimmel








-Kredki do oczu 3w1 Yves Rocher Couleurs Nature.Idealnie miękkie,trwałe i napigmentowane









-Pomadki ochronne Bebe.Najlepsze pomadki ochronne na rynku.











-MAC Paint Pot.Super trwała baza i cień w jednym.









-Eyelinery Golden Rose.Te metaliczne i te brokatowe.Niezawodne i nie do zdarcia.Świetne kolory i świetna cena.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...