wtorek, 30 sierpnia 2011

Burn testuje: Bentley Organic Szampon do włosów normalnych i suchy z lawendą,aloesem i jojobą



Szampon Bentley Organic miałam okazję testować dzięki polskiemu dystrybutorowi marki . Wybrałam wersję z lawendą bo przepadam za zapachem tej rośliny,jest piękny,magiczny i kojący.Jeżeli chodzi o doznania zapachowe to produkt spełnił moje oczekiwania w 100%-pachnie jak prawdziwe prowansalskie pole lawendowe.
A jeżeli chodzi o właściwości?Czytajcie dalej.


Producent obiecuje,że ten szampon stworzony w 70% z naturalnych pozostawi włosy świeże i nawilżone.Jest przeznaczony do posiadaczek normalnych i suchych loków.

Za 250ml opakowanie zapłacimy około 24zł.


Produkt jest zupełnie przezroczysty i raczej rzadki.Bardzo dobrze i mocno się pieni,ale do dwukrotnego umycia tak długich włosów jak moje potrzeba go na prawdę sporo.Nie jest więc specjalnie wydajny.
Bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem olejku Himalaya Herbals oraz Amla.Łatwo spłukuje się z włosów.
Skład jest na prawdę bogaty w składniki łagodzące skórę głowy.Jeżeli jednak chodzi o działanie na same włosy to niestety nie jestem pod wielkim wrażeniem.Włosy po umyciu są szorstkie i tak czyste,że aż skrzypią(i nie jest to tylko efekt braku silikonów bo używałam już kilku szamponów bez silikonów i mocnych detergentów,które pozostawiały włosy miękkie).Mam więc wrażenie,że jest to nie tyle szampon do włosów co do skóry głowy.Oczywiście wiem,że zdrowa skóra głowy to warunek konieczny do uzyskania pięknych pukli,jednak w przypadku moich suchych i długich włosów potrzebuję czegoś co zadba także o ich nawilżenie a tym samym moje dobre samopoczucie ;).

Miłośniczki naturalnych kosmetyków,które mają nieco mniej wymagające włosy(ale wymagające nosy :) ) powinny być z niego zadowolone.Nie ma zbyt wygórowanej ceny (jak na kosmetyk organiczny),skład jest imponujący a zapach nieziemski.

Skład:

woda, glukozyd decylu, laurylosiarczan betainy, guma ksantanowa, ekstrakt z liści aloesu*, olejek z kwiatu Lawendy*, ekstrakt z kwiatu passiflory*, olej z nasion jojoba*, olejek z kwiatu pelargonii*, olejek ze skórki pomarańczy*, naturalne substancje zapachowe Limonene*i Linalool*, alkohol denaturowany*, kwas cytrynowy, fenoksyetanol, kwas benzoesowy, kwas dehydroacetic
*certyfikowany, organicznie wyhodowany składnik

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

NOTD lakiery Joko Find your colour + mini rozdanie



Po przetestowaniu lakierów z serii Find your colour tylko upewniłam się w przekonaniu.że Joko to mój ulubiony polski producent lakierów.
Tak samo jak te z marki córki Joko Virtual,lakiery FYC mają piękne intensywne kolory,dobrze kryją,szybko schną a grube pędzelki umożliwiają szybkie i łatwe pomalowanie paznokci.
Do testów otrzymałam kolory J129 Champagne,J106 Paradise Coral MAT,J139 Coral Charm,J105 Amethyst MAT.




Paradise Coral to mocno pomarańczowy koral (ale trochę mniej,niż wskazywałyby na to zdjęcia) o matowym wykończeniu.Soczysty i wyrazisty.Ja osobiście wolę go w komplecie z błyszczącym lakierem nawierzchniowym.




Coral Charm.Zachwycający czerwono-różowy kolor.Pisałam o nim już wcześniej TU.




Champagne.To nie szampan a delikatne różowa muszelka :).Jasny,opalizujący róż.Bardzo wdzięczny.





Amethyst.Piękny fiolet o niebieskich tonach i matowym wykończeniu.Jeden z moich faworytów,to odcień wrzosowo-lawendowy.Z lakierem nawierzchniowym wygląda zachwycająco.




Mam dla was niespodziankę!Spośród osób,które zgłoszą się pod postem dwie dostaną lakiery Joko :).
Do wyboru jest Coral Charm lub Paradise Coral.Lakiery były tylko swatchowane.
Żeby wziąć udział trzeba być obserwatorem bloga i zostawić komentarz w którym poinformujecie mnie pod jakim nickiem obserwujecie i który kolor wybieracie.
Macie czas do 5 września do 23:59.Powodzenia!






niedziela, 28 sierpnia 2011

Swatch me baby: MAC Naked pigment



Pewnie większość z was zna pigment MACa w kolorze Naked.Jeżeli nie znacie to cóż...dużo tracicie :).Ten piękny neutralny beżowo-brzoskwiniowy odcień ma rzeszę oddanych fanów i zapewniam,że nie bez przyczyny.

Nie jestem zwolenniczką pigmentów MAC,czy w ogóle sypkich cieni bo malowanie się nimi to prawdziwa brudna robota.Często nawet przy użyciu dobrze chwytającego proszek pędzelka nie da się obyć bez osypywania się.Z tego powodu zazwyczaj nie kupuję produktów w tej formie,jednak dla pigmentów Tan (o którym piszę TU) oraz Naked zrobiłam wyjątek.


Naked ma dość "tłustą" jak na pigment konystencję i na prawdę łatwo się z nim pracuje i nawet taka przeciwniczka sypańców jak ja często po niego sięga.Kolor jest piękny i zapewniam,że miłośniczki neutralnych codziennych makijaży szczerze go pokochają.
To ciepły,brzoskwiniowy beż.Nie jest bardzo drobinkowy czy błyszczący a raczej opalizujący.Daje na powiece efekt rozjaśnionej,pięknie połyskującej skóry.Sprawdza się solo na całej powiece,w komplecie z brązami lub innymi kolorami a także jako rozświetlacz pod łuk brwiowy.Z powodzeniem można stosować go jako rozświetlacz na policzki,dodać do błyszczyka czy nawet lakieru.Wszechstronność to zdecydowanie zaleta sypkich pigmentów.




Pigmenty są dość drogie bo jednorazowo trzeba wydać 90zł,ale za tą sumę otrzymujemy na prawdę ogromną ilość produktu bo aż 7,5g.
Nawet używając codziennie ciężko jest go zużyć,dla tego przed zakupem warto dogadać się z jakąś koleżanką kosmetykomaniaczką (albo kilkoma :) ) i podzielić taki słoiczek na części.

Myślę,że obok pigmentu Tan,który jest kosmetyczną miłością mojego życia,Naked jest kolejną bardzo udaną propozycją MACa.

sobota, 27 sierpnia 2011

Rodos,Berlin i wszystko inne



Ufff....minął prawie miesiąc od kiedy napisałem prawdziwego "normalnego posta".Podczas rozłąki z Kosmetycznym Kuferkiem miałam okazję spacerować plażami Rodos,odwiedzić ponownie Berlin.Spełniłam wiele swoich marzeń zakupowych(w tym jedno,a właściwie dwa z mojej listy o której niedawno pisałam ale przede wszystkim udało mi się porządnie odpocząć(o odpoczynku marzyłam przez cały zabiegany semestr akademicki).Przywiozłam mnóstwo nowych kosmetyków min. Balea,także recenzje nadchodzą :).
Miałam na prawdę wspaniałe wakacje!
Jak już wiecie,zdążyłam też wykończyć mojego starego laptopa przy użyciu kubka porannej kawy.Na szczęście biedak był na tyle łaskawy,że włączył się raz i udało mi się odzyskać większość plików,w tym zdjęcia z wakacji(które zgodnie z obietnicą zaraz wkleję :) ).
Dzisiaj piszę już przy użyciu klawiatury mojego nowego skarba.Zmieniłam system operacyjny,ale mam nadziej,że nie powstrzyma mnie to od powrotu do regularnego pisania postów.

Dziękuję wszystkim za miłe słowa i za tagi.Postaram się nimi zająć w najbliższych dniach(tagami,nie miłymi słowami ;) ).

A to kilka zdjęć z Rodos.Zdjęcie tytułowe postu to berliński niedźwiadek z ubiegłego roku(w tym roku zapomniałam o dokumentowani podróży).












piątek, 12 sierpnia 2011

Wakacje & mini wakacyjny haul i pechowa przygoda


Jak miło was znowu "widzieć"!

Jak pewnie pamiętacie,wczoraj wróciłam z Rodos.Dziś rano siadłam do przeglądania zdjęć ponieważ chciałam się z wami podzielić moimi wrażeniami i wspomnieniami.Niestety zdarzył mi się przykry wypadek-zalałam mojego laptopa kawą :(.Wygląda na to,że nie uda się go już uruchomić i jedyne na co mogę liczyć to odzyskanie danych(wspomnianych zdjęć z wakacji,zdjęć na bloga i masy innych ważnych dokumentów).Jeżeli uda mi się to wrzucę zdjęcia za jakiś czas.
W tej chwili nie mam niestety komputera,korzystam gościnnie ze sprzętu mojej mamy.Niestety więc znów będę miała przerwę w pisaniu postów do czasu,kiedy nie kupię nowego laptopa.Postaram się wam jednak to jakoś wynagrodzić,możecie spodziewać się we wrześniu rozdania.

Póki co jednak chciałabym wam pokazać,co udało mi się upolować w Grecji.

Ponieważ Korres,jak większość z was pewnie wie,jest grecką marką na Rodos można było kupić ich produkty w wielu sklepach i to w bardzo przystępnych cenach.Od dawna miałam ochotę przetestować słynne masełka do ust,ale cena (49zł w Sephorze) zdecydowanie działała odstraszająco.
Postanowiłam więc skorzystać z okazji i za pół ceny nabyłam masło jaśmonowe w słoiczku i masło różane w sztyfcie.
Oczywiście,jako lakieromaniaczka nie mogła się nie skusić na niedostępne u nas lakier Korres.Wybrałam różowy,nr 14 Pomegranate.

Możecie więc spodziewać się recenzji jak tylko będę miała znowu dostęp do swobonego pisania.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Wakacje Burn

http://farm4.static.flickr.com/3145/2822807570_135f72050f.jpg

Kochani,dziś wyjeżdżam na Rodos.Wracam za tydzień,wtedy zajmę się tagami,postami i innymi bieżącymi sprawami.Raczej nie będę miała dostępu do internetu,będę więc za wami tęsknić i mam nadzieję,że i wy troszeczkę zatęsknicie :)

Do zobaczenia!

środa, 3 sierpnia 2011

Wakacyjna kosmetyczka Burn cz II: kolorówka


Oto tajemnice mojej wakacyjnej kosmetyczki z kolorówką :).Staram się bardzo ograniczać,jeżeli chodzi o pakowanie makijażu bo wiem,że większości rzeczy i tak nie użyję (szczególnie w gorącym klimacie,jeżeli jadę w chłodniejsze miejsca jest większa szansa że będę miała ochotę np. pomalować oczy).Jednak bez pewego minimum nie mogę się niestety obyć.Wiem,że dla niektórych z was to dużo,ale prawdziwe kosmetykomaniaczki pewnie mnie zrozumieją ;).



-Brintey Spears Fantasy.Zabieram je głowinie ze względu na małą buteleczkę i fakt,że zostało ich już niewiele (jakaś 1/3 z 30ml).Poza tym oczywiście uwielbiam ich zapach.Dodatkowo wezmę 1-2 małe próbki innych zapachów na wszelki wypadek.

-OPI My Chihuahua bites!.Moj ukochany lakier,to już drugie wakacje,jakie spędzamy razem :)

-Wibo różany zmywacz do paznokci w płatkach.Bardzo poręczne,kompaktowe opakowanie.Zobaczymy,jak się sprawdzi.

-składany pędzel kabuki Sigma.Świetny pędzel,idealny do nakładania podkładu mineralnego w podróży i nie tylko.

-podkład mineralny Pixie Cover de Luxe Cameo 2.Aktualnie mój ulubieniec w kategorii podkładów mineralnych.Przebił nawet Meow Flawless Feline.Ma idealny kolor-ciepły,żółty z brzoskwiniowymi tonami a dodatkowo bardzo dobrze kryje i jest lekki na twarzy.

-zestaw mini pilniczków i polerek Avon





-róż w musie Manhattan 39D Apricot.Bardzo ładny brzoskwiniowo-różowy kolor,arcy łatwa aplikacja przy pomocy palców i niewielkie rozmiary czynią z niego idealnego kompana podróży.Nie trzeba zabierać pędzelka do różu.Jest nietłusty i ma pudrowe wykończenie,nie trzeba go utrwalać sypkim pudrem i dobrze dogaduje się z podkładem mineralnym.

-miniaturowy rozświetlacz Benefit Hight Beam.Nie jest to mój ulubieniec,ale myślę że może się przydać.

- Amazing Cosmetics Amazing Concealer w kolorze Light Golden.Bardzo gęsty i dość mocno kryjący.Kolor nie jest dla mnie idealny ale i tak nie mogę za bardzo wybrzydzać-jak dotąd nie znalazłam lepszego :(

-Maybelline Pure Mineral korektor 03 Sand.Ten korektor jest fajny,ładnie kryje i nadaje się pod oczy ale niestety jest trochę za jasny.Niestety muszę brać dwa korektory i łączyć je bo samodzielnie żaden z nich nie spełnia moich oczekiwań w 100%.


Pędzelka Sigma E45 ze zdjęcia ostatecznie nie biorę ze sobą ;)



-Rimmel Lasting Finish 070 Airy Fairy.Pisałam o niej TU.To aktualnie mój ulubiony kolor,używam jej codziennie.Przebiła nawet MAC Angel.Świetny produkt!

-Rimmel Vinyl Gloss Fall in Love(numerek się starł niestety,ale nazwę pamiętam).Kupiony niedawno w rosmannowskiej promocji.Liczyłam na więcej koloru,ale błyszczyk jest praktycznie bezbarwny,ma tylko lekką poświatę.Nie mniej jednak jest to bardzo przyjemny produkt.

-Yves Rocher Coleurs Nature kredka do brwi 02 Cedre.Bezapelacyjnie najlepsza kredka do brwi,jakiej używałam.Ma odpowiednią konsystencję,jest trwała i świetnie się rozprowadza.Dołączony jest wygodny grzebyczek do układania brwi i rozcierania kredki.W promocji kosztuje około 25zł,co uważam za świetną cenę,szczególnie biorąc pod uwagę jakość.
TU pisałam o kolorze 03 Chatian,ale niedawno odkryłam że idealnym dla mnie kolorem (szarym,dość jasnym z domieszką chłodnego brązu) jest 02 Cedre kredka spełnia moje wymagania w 100%.Gorąco ją wam polecam.

-Makeup Forever Aqua Cream 13.Uniwersalny wodoodporny kremowy produkt do stosowania na całą twarz(ja zamierzam używać go jako cienia do powiek).
Miałam ochotę wypróbować Aqua Creamy już od dawna,jednak cena nieco mnie zniechęcała (110zł za sztukę :/).Wczoraj jednak,dzięki Kasi ze Sweet & Punchy,dorwałam w Sephorze na wyprzedaży zestaw dwóch Aqua Creamów 13 i 15(brąz-taupe,śliczny) i dwóch miniaturowych kredek Aqua Eyes.Zapłaciłam 90zł :).Nie dość,że oszczędziłam 20zł na jednym opakowaniu to jeszcze dostałam gratis drugie (oba są pełnowymiarowe !) i mini kredki.
Zestaw kosztował w cenie regularnej 220zł więc przecena wyniosła ponad 50%.Jeżeli tak jak ja czaicie się na Aqua Creamy to polecam zajrzeć do Sephory.


I to tyle.W normalnych okolicznościach wzięłabym jeszcze tusz do rzęs i zalotkę.Tym razem jednak mam przedłużone rzęsy(o całym doświadczaniu związanym z przedłużaniem rzęs metodą 1:1 napiszę wam za kilka tygodni) więc nie muszę ich tuszować.


Jakie są wasze must-have w wakacyjnej kosmetyczce z kolorówką?


poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Wakacyjna kosmetyczka Burn: częsć I,kosmetyki pielęgnacyjne


Wakacje....:).Nie znam nikogo,kto by ich nie lubił.Dla kosmetykomaniaczek takich jak ja jest to jednak ciężki czas.No bo niby jak spakować się tak,aby mieć wszystko co konieczne do codziennej pielęgnacji a jednocześnie zostawić choć trochę miejsca na ubrania?
Za każdym razem jadąc gdzieś staram się zminimalizować kosmetyczny bagaż i za każdym razem przychodzi mi to z bólem.Jak mogę nie zabrać WSZYSTKICH ulubionych i niezbędnych produktów :)?!

Jeżeli chcecie wiedzieć,jakich produktów nie może zabraknąć w mojej wakacyjnej kosmetyczce i dla czego,zapraszam do dalszego czytania!



WŁOSY:

-Biosilk Silk Filler.Recenzowałam go TU i im dalej go używam,tym bardziej upewniam się że nie mogę bez niego żyć :).Nawilża,ujarzmia,chroni,zmiękcza i ułatwia rozczesywanie.Dodatkowo używam go jako produktu do podkreślania fal we włosach czy przygładzania niesfornych kosmyków.Na wyjazd przeleję go do malutkiej buteleczki z atomizerem bo taszczenie 350ml specjalnie mi się nie uśmiecha.

-Nivea Baby Delikatny żel do mycia.Żele do mycia Nivea to od lat ulubiony i sprawdzony sposób na oszczędność miejsca w kosmetyczce.Używam go jako żelu pod prysznic,do mycia twarzy,żelu do higieny intymnej,do mycia rąk a także do włosów.Co ciekawe kudełki są po nim miękkie i dobrze się układają.Pachnie jak cała seria dla dzieci,czyli typowo "niveowo".Polecam zarówno ten,jak i wersję Sensitive.
Jestem mu wierna,jako jedyny ma wygodną pompkę i kompaktowe rozmiary.

-mała odżywka do włosów.Wybrałam Dove Intense Repair bo z dostępnych w Rossmannie miniaturek była najbardziej sensowna

-Macadamia Oil Treatment.Malutki poręczny słoiczek.Kosmetyk łączy w sobie zalety serum silikonowego(chroni włosy przed mechanicznymi zniszczeniami,szczególnie na końcach oraz wygładza) i olejku bo dzięki zawartości olejku arganowego i olejku macadamia pielęgnuje włosy(taką przynajmniej mam nadzieję ;) )

-grzebień Ouchless o szerokich zębach.Niestety nie dorobiłam się podróżnego Tangle Teezera więc muszę sobie poradzić innymi sposobami.Nie wiem jak przeżyję rozstanie z moim plastikowym,kolczastym cudem ale nie chcę go narażać na zniszczenie w transporcie.


CIAŁO:

-Avon Sun+ krem z filtrem 25.Jeszcze nigdy go nie używałam,ale mam nadzieję że nie będę zawiedziona

-The Body Shop Almond Body Butter.Kupione podczas wyprzedaży i zachomikowane :).Moje ukochane masło do ciała.Pachnie rewelacyjnie a do tego świetnie natłuszcza,nawilża i odżywia.Dodatkowo można go z powodzeniem używać do rąk i stóp.

-Nivea Baby Toddies.Nie ruszam się na wakacje bez mokrych chusteczek u boku.Te są jednymi z moich ulubionych,są łagodne,mają małe opakowanie a dodatkowo można je spłukiwać w toalecie.Miękkie i odpowiednio mokre.Świetnie sprawdzają się w każdej sytuacji,także do zmywania makijażu.

-dezodorant,nie mam specjalnych preferencji ale na wakacje zazwyczaj zabieram kulkę bo zajmuje mniej miejsca

-Avon Care Glicerynowy krem do rąk i paznokci.Mój ulubieniec z dawien dawna.Lubię w nim wszystko od zapachu,przez konsystencję po cenę i działanie.

-pasta do zębów,wybieram małą tubkę i najczęściej taką,która jest akurat w promocji.Do kompletu,jak się pewnie domyślacie,szczotka do zębów :)



TWARZ:
-Bielenda duo Granat maseczka i peeling.Nie lubię rezygnować z maseczek i peelingów podczas wyjazdów.Poręczne saszetki przychodzą tu z pomocą.Tych konkretnych jeszcze nie testowałam

-Garnier Czysta skóra Maseczka oczyszczająca pory(rozgrzewająca).Skuteczna maseczka z glinką,działa w 3 minuty więc spokojnie mogę ją zrobić będąc pod prysznicem.Jedna z moich ulubionych-zdecydowanie polecam

-Nivea pomadka ochronna Vitamine Shake.Nowa pomadka ochronna to coś co zawsze mnie skusi.Ta jak na razie zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.Nawilża i pachnie jak malinowa Mamba.

-Yes to carrots masełko do ust miętowe.Skusiłam się na nie w promocji w Sephorze gdzie kosztuje aktualnie 10zł(przecenione z 20zł).Mam od niedawna,ale muszę przyznać że jest bardzo fajne.Napiszę o nim w najbliższym czasie post bo uważam,że na to zasługuje.

-Avon Solutions Koloryzująco-nawilżający krem na dzień SPF 20.Kupiłam głównie ze względu na filltr.Koloryzowania specjalnie nie widzę,ale jest dość przyjemny i lekki.Zobaczymy na dłuższą metę
-Avene woda termalna.Nie używam wody termalnej na co dzień,ale postanowiłam przetestować propozycję Avene bo lubię ich kosmetyki.Będę używać zamiast toniku,oraz do odświeżenia twarzy.
-Yves Rocher Culture Bio Krem na dzień dobry.Mam go dopiero od wczoraj,ale bardzo mi się spodobał.Postanowiłam dać mu szansę na wakacyjny wyjazd,pomimo krótkiej znajomości ;).
Zamierzam używać pod avonowski oraz na noc.



-sztuczne łzy,ponieważ na wakacjach często noszę soczewki.Lubię je jednak stosować także,kiedy noszę okulary bo dają przyjemne uczucie ukojenia.

-Avon Clearskin Professional Żel punktowy redukujący niedoskonałości z 2% kwasem salicylowym bo...z niespodziankami nigdy nic nie wiadomo-mogą zaatakować zawsze.Ten konkretny preparat wydaje się być dość skuteczny.


Taka jest zawartość mojej kosmetyczki z kosmetykami do szeroko pojętej pielęgnacji.Jutro część II czyli kolorówka :).


A wy co koniecznie musicie mieć ze sobą kiedy wyjeżdżacie?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...