Dziś mam dla was post wyjątkowy,coś za co zabierałam się od dawna.Post będzie traktował o pielęgnacji cery.
Najpierw mały opis tego,z czym na codzień mam do czynienia.Trochę sobie ponarzekam.Mam bardzo kapryśną cerę.Kapryśna to idealne określenie.Jest mieszana,ale podatna na przesuszenie.Wrażliwa,ale arcy podatna na trądzik.Młoda,ale już nie nastoletnia.Skłonna do powstawania blizn i przebarwień,do zaczerwienienia.Z rozszerzonymi porami i tendencją do powstawania grudek i zaskórników.
Z różnego rodzaju trądzikowymi problemami walczę od blisko 10 lat.Brałam różnego rodzaju antybiotyki,przechodziłam kuracje miejscowe.Ostatecznie najbardziej pomogły mi tabletki hormonalne,które biorę długo (i aktualnie po raz kolejny próbuję odstawić,ale to już zupełnie inna historia).
Swojej twarzy poświęcam więc od dawna bardzo dużo energii i uwagi.Nigdy,przenigdy nie zaniedbuję pielęgnacji.Twarz jest dla mnie świętością ;).Niestety pomimo tego daleko jej do ideału.Wiem,że nigdy nie doczekam się tego,żebym mogła w pełni komfortowo pokazać się bez makijażu.
Czasami smuci mnie strasznie,kiedy widzę osoby z idealną cerą a o których wiem,że nie poświęcają jej praktycznie ani chwili.Nigdy nie musiały martwić się o to,że jeżeli nie zabiorą ze sobą np. na wakacje arsenału różnych produktów to ich cera nie będzie wyglądała ok.Ot taki mój prywatny żal.
Podchodząc jednak do całej sprawy konstruktywnie (bo cery innej mieć nie będę) chciałam się z wami podzielić wskazówkami pielęgnacyjnymi,sposobami które sprawdzają się w okiełznaniu kapryśnej cery i ujarzmieniu jej na tyle że jest w dość dobrym stanie.Mocno wierzę w to,że systematyczność i rozwaga w pielęgnacji cery procentuje.Jeżeli nie doraźnie do długofalowo.Wierzę,że ten wysiłek się opłaca.
Poniższe rady odnoszą się do skóry podobnej do mojej,ważne jest więc dostosowanie pielęgnacji do tego w co wyposażyła nas natura.Mam jednak nadzieję,że nawet jeżeli macie skórę suchą poniższy opis podsunie wam jakieś pomysły i wniesie coś nowego do codziennej pielęgnacji.Generalny schemat,po poddaniu odpowiedniej modyfikacji jest dość uniwersalny.
1.Demakijaż.Chciałabym zwrócić waszą uwagę na to,jak ważne jest oddzielenie demakijażu od oczyszczania skóry.Sama do niedawna nie widziałam pomiędzy tymi krokami różnicy,po prostu usuwałam podkład podczas mycia żelem do twarzy.Widzę jednak zmianę,odkąd zaczęłam poprzedzać ten krok demakijażem.Oprócz demakijażu oczu,wprowadziłam również do rytuału (rany,co za durna nazwa!Nie wiem jednak jak inaczej określić cały proces) demakijaż całej twarzy.Przemywam ją 1-2 (w zależności od tego,jak mocny był makijaż)wacikami nasączonymi płynem micelarnym i dopiero potem przechodzę do właściwego oczyszczania.
Te z was,które używają tuszy zmywalnych wodą mogą wykorzystać micel również do demakijażu oczu.
2.Oczyszczanie.Sztuką jest oczyścić skórę skutecznie ale i delikatnie.Pierwszym etapem jest w moim przypadku użycie łagodnego żelu.O ile SLS i inne mocne detergenty nie szkodzą specjalnie moim włosom,to skóra reaguje zazwyczaj mocnym ściągnięciem i wysuszeniem.Staram się więc wybierać preparaty do cery suchej,wrażliwej a trzymać się z daleka od tych matujących czy peelingujących.Widoczny powyżej Ziaja Tin Tin jest świetny!Łagodny skład połączony ze skutecznym oczyszczaniem.Rano używam samego żelu,wieczorem oczyszczam przy pomocy mojego najlepszego przyjaciela Clairsonic Mia.Obiecałam wam recenzję i nie bójcie się,będzie recenzja.Ponieważ jednak jest to sprzęt bardzo drogi,chcę go wypróbować długofalowo,doczekać zmiany główki,żebym mogła odpowiedzieć na wszystkie pytania.Muszę jednak powiedzieć,że jest to jedna z niewielu rzeczy która w "jakości" mojej cery robi diametralną różnicę.
Po żelu przychodzi czas na tonik.Wybieram te,które nie zawierają w składzie alkoholu.Toniki alkoholowe są dobre jako kuracja złuszczająca oczyszczająca na problemowe miejsca.Nie częściej jednak niż raz w tygodniu u tylko jeżeli wasza skóra lubi się z tym składnikiem.
Tonik ma odświeżyć,wyrównać pH skóry (o ile ten punkt nie jest tylko miejską legendą),usunąć ostatnie pozostałości mejkapu.
Z doświadczenia wiem,że inwestowanie dużych sum w produkty do demakijażu i oczyszczania nie ma większego sensu.Jeżeli nie jesteśmy więc dziedziczkami ogromnej fortuny ;) spokojnie możemy szukać tych produktów na najniższych półkach w Rossmannie.Dobry,łagodny żel sprawdzi się tam samo dobrze,jak ten wysokopółkowy (szczególnie w parze z Mią).Tonik za 40 czy nawet 60zł w pojedynkę nie da efektu "wow".Coś co pozostaje na naszej skórze w porywach kilka minut nie jest warte przepłacania.
Zaoszczędzone pieniądze lepiej wydać na lepszy krem,serum czy też maskę.
3.Nawilżanie.Mądre nawilżanie i odżywianie skóry jest najtrudniejszym zadaniem,szczególnie dla posiadaczek skóry łączącej skrajności.Szukanie idealnego kremu to jak polowanie na białego kruka.Może czaić się wszędzie a jednocześnie nie wiadomo,czy na prawdę istnieje :).
Lubię kremy,które z jednej strony będą nawilżały ale z drugiej dostosują się do potrzeb mieszanej cery.Nie wysuszą,ale i nie wzmogą błīszczenia czy też nie wywołają wysypu trądziku.
Typowe matujące żele i inne lekkie specyfiki zazwyczaj mi nie odpowiadają,lubię te bardziej treściwe(ale są wyjątki,jak widać na załączonym obrazku ).Często nastawiając się na zwalczanie objawów nie zastanawiamy się nad przyczyną.Skóra jest bardzo tłusta?Zamiast nakładać lekkie,wysuszające specyfiki matujące może warto spróbować z delikatnym kremem nawilżającym.Bardzo często skóra świeci się bo paradoksalnie brakuje jej nawilżenia.Moja własna połać skóry jest tego najlepszym przykładem.Kiedy mocno się świeci kilkudniowa kuracja w postaci mocno nawilżającego kremu (bardzo lubię do tego celu YR Pure Calendula) pomaga ustabilizować sprawę.
Szukając odpowiednich nawilżaczy trzeba eksperymentować.Nie chować się w sztywnych ramach (wiele z moich ulubionych kremów przeznaczonych jest do cery suchej).Nauczyć się zwracać uwagę na składy,obserwować które składniki dobrze działają na na naszą skórę a których powinnyśmy unikać.Nie dać się różnym modom,to że wielu dziewczynom służą własnoręcznie robione kremy czy też kremy 100% naturalnie nie znaczy,że nasza skóra je polubi.Jedni boją się jak ognia alkoholu,sztucznych emolientów czy silikonów a dla nas te składniki mogą okazać się obojętne lub nawet korzystne.Skład idealny dla naszej koleżanki (czy też blogerki :) )może kompletnie nie sprawdzić się na nas.Testować,testować i jeszcze raz testować!
Przy nakładaniu kremu do twarzy zawsze wsmarowuję go również w szyję (dekolt nawilżam balsamem do ciała).Pod oczy używam kremów przeznaczonych do tych okolic.Znalezienie dobrego kremu pod oczy,który będzie porządnie nawilżał i nie spowoduje podrażnień to nie lada wyczyn.Aktualnie używam Dermika HialiQ 3D.Lubię go,ale to jeszcze nie ideał.
4.Walka z podstępnym wrogiem.Często korzystam z różnego rodzaju preparatów punktowych.Pozwalają zapanować nad niespodziankami i przyspieszyć ich znikanie.Szczególnie skutecznym orężem w tej walce jest kwas salicylowy,tlenek cynku,nadtlenek benzoilu,olejek z drzewa herbacianego czy oczar wirginijski (hamamelis).Nie wyobrażam sobie życia bez tych małych cudotwórców.
5.Złuszczanie.Odpowiednio używany peeling może bardzo przysłużyć się skórze.Wyrównuje koloryt,rozjaśnia.Lubię peelingi,szczególnie mechaniczne (choć muszę ich używać ostrożnie bo mam dość podatną na mechaniczne podrażnienia skórę).Codzienne peelingowanie skończyłoby się horrorem,jednak zabieg wykonywany raz,dwa razy w tygodniu jest zbawiennie i pomaga skuteczniej działać innym preparatom.
6.Maseczki.Systematyczne stosowanie maseczek to kluczowy element w ujarzmianiu mojej skóry.Stosuję je nawet co drugi dzień,staram się nakładać maski nie rzadziej niż raz w tygodniu (chociaż przyznam się bez bicia,że jest to jedyny element pielęgnacji który nie zawsze przeprowadzam systematycznie).Wiele maseczek daje efekt doraźny,jednak prawdziwy efekt widzę stosując je często.Nie raz i nie dwa udało mi się poradzić z totalną katastrofą na twarzy nakładając regularnie maseczki.
Lubię wszelkie preparaty z glinką,ale nie stronię też od tych nawilżających.Oczyszczające maski dopełnione łagodnymi nawilżającymi na prawdę robią różnicę w stanie cery.
Tak jak w przypadku poprzednich kroków nadużywanie mocno oczyszczających produktów może wyrządzić więcej szkody,niż korzyści.Stosowane rozważnie maseczki są jednak idealnym narzędziem do poskromienia buzi.
7.Dodatkowe zabiego.Lubię od czasu do czasu potraktować skórę na noc olejkiem (kłania się ukochany olejek Hipp :) ).Przydatnym kosmetykiem jest również samoopalacz,ujednolica kolor skóry i pozwala ograniczyć nieco ilość podkładu na nią nakładanego.Polecam lekki,żelowy Autohelios La Roche Posay.Świetnie sprawdza się nałożony na krem.
Pamiętajcie jednak,że stosując samoopalacze szczególnie ważne jest systematyczne złuszczanie.Dzięki temu obejdzie się bez nieestetycznych łat będących efektem nierównomiernego działania substancji opalającej (która będzie bardziej widoczna w suchych partiach twarzy).
Wiele dziewczyn napisałoby również o filtrach.Ja nie jestem filtromaniaczką.Polegam na ochronie jaką zapewnia mi połączenie kremów do twarzy i mineralnego podkładu/bb creamu.Nie lubię lata i upałów a co za tym idzie raczej unikam słońca.Godzę się z możliwością,że powodu nie stosowania blokerów mogę narazić się na powstanie kilku przebarwień więcej.Lubię jednak moje piegi :).
Promienie UV degradują oczywiście kolagen i przyspieszają starzenie się skóry.Nie jestem sobie jednak niestety w stanie wyobrazić noszenia na skórze warstwy ciężkich,bielących i zapychających filtrów,które dodatkowo mogą nie chcieć współpracować z makijażem.
Czy lepszy jest minimalizm i stabilność jeżeli chodzi o pielęgnację skóry?A może lepiej zmieniać często produkty,używać baterii różnych specyfików aby skóra się nie przyzwyczaiła?Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to jednoznacznie.Często zmieniam produkty pielęgnacyjne,ciągle testuję nowe.Dzieje się tak dla tego,że jestem wybredna.Nie wszystko mi się podoba i nie wszystko się sprawdza.Ciągle szukam lepszych i jeszcze lepszych rzeczy.Często krem,który świetnie spisuje się przez kilka miesięcy nagle przestaje współpracować dobrze ze skórą.Na razie nie jestem w stanie ograniczyć się do 1-2 kremów.Testując jednak coś nowego,staram się pamiętać żeby nie zniechęcać się od razu.Zanim nowy krem zacznie działać trzeba dać mu trochę czasu.
Mam kilku ulubieńców zawsze obecnych na łazienkowej półce,nie ograniczam się jednak tylko do tych produktów.Potrzeby skóry zmieniają się nie tylko w związku z porą roku,zależą one od wielu złożonych czynników takich jak równowaga hormonalna,dieta czy stan zdrowia.Warto mieć to na uwadze dobierając pielęgnację.Skóra nie musi być przez całe życie tylko sucha czy tylko tłusta.
To taka skrócona instrukcja obsługi mojej skóry i luźne przemyślenia na temat :).Nie traktujcie jej jako wyroczni bo oczywiście pielęgnacja cery to diabelnie indywidualna sprawa.Mam jednak nadzieję,że pomoże wam trochę,zainspiruje.
Czy jesteście zainteresowane podobną instrukcją dotyczącą włosów?