czwartek, 31 maja 2012

Ulubieńcy maja




Ostatnie chwile maja.Wymęczył mnie ten miesiąc dość porządnie (sesja :) )ale na szczęście już koniec.Oto moi ulubieńcy miesiąca,najczęściej używane produkty.

Produkty do włosów Himalaya Herbals,szczególnie proteinowy szampon 2w1 i proteinowa odżywka odżywka do włosów farbowanych.Starzy znajomi do których miałam okazję powrócić.Moje włosy je kochają.

Britney Spears Fantasy.Jeden z moich ulubionych zapachów,zbieracz komplementów(wywołujący nieco krępujące pytania o nazwę zapachu.Jakoś nie jestem fanką pani Spears ;) ).Dostałam w prezencie nową buteleczkę i mogłam znów się do nich "przyssać".Ostatnia pusta butelka została na Rodos :).

Essie w Superpharmie,w wersji z szerokim pędzelkiem.To nie ulubieńcy,to obsesja!

Cienie MAC Naked Lunch,Quarry i Satin Taupe zestawione razem.Połączenie proste ale na prawdę fajne,przeprosiłam się z Satin Taupe,który leżał odłogiem od dłuższego czasu.

Ikos Ziemia Egipska.Świetny bronzer.

MAC Warm Soul Mineralize Blush.Powrót starego ulubieńca.To ewidentnie najlepszy róż,jaki kiedykolwiek miałam i będę miała okazję spotkać a przelotne romanse tego nie zmienią ;).

Sephora korektor rozświetlający 02 (różowy).Do tej pory najlepszy korektor pod oczy,jaki miałam

Eveline Big Volume Lash Waterproof.Bardzo go polubiłam,korzystając z promocji kupiłam dzisiaj nawet zapas.


Jacy są wasi ulubieńcy?

środa, 30 maja 2012

Yankee Candle Garden Sweet Pea podróżny odświeżacz powietrza


O wosku Garden Sweet Pea pisałam ostatnio.Dziś przyszła pora na malutki podróżny odświeżacz o tym samym zapachu.Produkt wygląda na prawdę uroczo,niewielki flakonik o rozmiarach długopisu zakończony jest nakrętką w kształcie miniaturowego słoika Yankee Candle.
Mały spray służy do wypełniania zapachem dowolnej przestrzeni w dowolnej sytuacji ;).Można używać go do perfumowania samochodu,szaf,pokoi torebek.
Pojemność jest mała,ale trzeba przyznać że jedno psiknięcie daje bardzo intensywny zapach.Niestety Garden Sweet Pea nie jest moim ulubionym zapachem a w takim stężeniu wywołuje lekkie wiercenie w nosie.Jeżeli jednak lubicie ten wariant YC to będziecie zadowolone bo jest bardziej wielowymiarowy niż wosk.Słodki,nawet bardzo.Wiosenny i 100% kwiatowy.
Nie jest to produkt niezbędny absolutnie,ale przyjemny gadżet.Spełnia swoją funkcję i nie zajmuje dużo miejsca.Koszuje niecałe 21zł.Nie kupię go pewnie ponownie,ale z przyjemnością zużyję.


Produkty Yankee Candle możecie kupić w sklepie Candleroom.

poniedziałek, 28 maja 2012

Lakierowe TOP 15


15 lakierów to i mało i dużo.Niektóre z was pewnie mają 2-3 lakiery i uważają to za ilość w zupełności wystarczająco.Inne lakieromaniaczki przyznają mi jednak pewnie rację,że wybranie 15 ulubionych lakierów z pokaźnej kolekcji nie jest zadaniem prostym.Udało mi się jednak wytypować ulubieńców i chciałabym się z wami nimi podzielić.
Ta 15 jest właściwie to moje ideały.Jestem wybredna i nie lakiery,które długo schną,kiepsko kryją,źle się nakładają lub takie,których odcień nie jest w 100% idealny nie zagrzeją u mnie długo miejsca.Koniec kropka.Coś co dla "normalnej" ;) osoby wygląda jak róż jakich wiele dla mnie jest tym idealnym odcieniem a inne podobne nie są.Mimo iż dla przeciętnej osoby identyczne,dla lakieromaniaka diametralnie różne.Call me crazy if you want :)


Jak już wam wspomniałam ostatnio pokochałam Essie.Zarzekałam się,że nie lubię ale marka na prawdę przeszłą diametralną zmianę a po wprowadzeniu produktów do Superpharmu i to jeszcze wersji z szerokim pędzelkiem Essie zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie.

Ballet Slippers.Ulubiony frenczowy mleczak.

Play Date.Kocham ten sprany fioletowy neon.Znalazł by się nawet w TOP 3.Mam go właśnie na paznokciach.Idealny odcień.

Splash of Grenadine.Ponad dwa lata zajęło mi zabranie się do zakupu (jedna z tych rzeczy,które od zawsze mi się marzą ale jakoś nigdy nie wychodziło mi z zakupem).Świeży,śliczny odcień pomiędzy różem a fioletem.

Van d'Go.Ten niestety pochodzi jeszcze ze starszego "rzutu" Essie i nakłada się kiepsko.Kolor jest jednak idealny i nie znalazłam jeszcze identycznego lakieru łatwiejszego we współpacy.Van d'Go to pastelowy brzoskwiniowy koral.


OPI,to one zapoczątkowały moją prawdziwą lakieromanię.

Pink Flamenco.Kolor z gatunku idealnych zawsze i wszędzie.Idealny odcień intensywnego różu,aplikacja marznie.

Tasmanian Devil Made Me Do It.Czerwony,wściekły kolor.Jeden z dwóch moich kolorów wszechczasów.Praktycznie jednowarstwowiec,aplikacja to sama przyjemność.

Lucerne-tainly Look Marvelous.Stalowy metaliczny kolor z milionem drobinek.Przepadam za nim,wbrew pozorom jest dość neutralny.Próbowałam go swatchować kilkanaście razy ale za każdym razem zdjęcia wychodziły koszmarnie :(.Wielka szkoda bo chciałabym wam pokazać jak świetny to lakier.

I Vant To Be A-lone Star.Lodowy szary błękit.Zaskakająco twarzowy (w sensie twarzowy dla pazurków :) ).Zupełnie niespodziewany ulubieniec,ale noszę go bardzo często.

My Chihuahua Bites!Przez dłuży czas uważałam go za mój absolutnie ukochany kolor,ale potem pojawił się Tasmanian Devil.Teraz muszę przyznać,że nie wiem który jest tym najidealniejszym.Chihuahua to czerwono-różowy koral o soczystym lekko żelkowym wykończeniu.Bardzo intensywny,niemalże neonowy.Kocham go.

Kinky in Helskinki.Bardzo efektowna i błyszcząca magenta z niebieskim połyskiem.Cudo.


Cała reszta.

China Glaze Frostbite.Niesamowity,elektryzujący niebieski.

Korres Pomegranate.Truskawkowy róż,idealna konsystencja,krycie i aplikacja.Świetny kolor.Używam go bardzo często.

Kiko Mint Milk 389.Mam go od bardzo niedawna,ale od razu wiedziałam że zostanie moim ulubionym miętusem.Pastelowy tukus z neonowym zacięciem.

Essence 02 Circus Confetti.Jedyny lakier Essence,jaki lubię i jedyny brokat jaki w 100% kocham.Rewelacyjne drobinki wyglądają dobrze na każdym tle.

Revlon Nude Chic.Ulubiony nudziak.Wygląda świeżo i elegancko.



Jacy są wasi ulubieńcy?

niedziela, 27 maja 2012

The Body Shop Chocomania masło do ust



Nie szaleję za czekoladowymi rzeczami.Nie lubię deserów o smaku czekolady (jogurtów,lodów),zazwyczaj nie wybieram też czekoladowych kosmetyków bo rzadko zapach okazuje się fajny (oczywiście od tej reguły są wyjątki jak np. wazelina Floslek czekoladowa która pachnie delikatnie i bardzo fajnie czy też żele Oryginal Source).W ogóle nie jestem czekoladoholikiem a raczej wyznawcą kultu białej czekolady :D.Wszystko co "białoczekoladowe"waniliowe,jogurtowe,śmietankowe zawsze mnie kusi.Mleczną lub gorzką czekoladę w czystej postaci zjem z przyjemnością,ale wszelkie okołoczekoladowe produkty nie wywołują przyspieszonego bicia serca.
Nie wiem właściwie dla czego kupiłam masełko do ust The Body Shop Chocomania z góry wiedząc,że pewnie go nie pokocham.Chyba skusił mnie rabat 20%.

 Masełko kosztuje tradycyjnie 20zł za 10ml i jest dostępne w dużej gamie smaków.Od razu muszę też powiedzieć,że za masłami do usy TBS nie przepadam.Przetestowałam sporo i jak dotąd zadowolona byłam na prawdę tylko z cytryny (choć denerwuje mnie jej słodki posmak) i papai(choć jej zapach bywa męczący).
Masło ma gęstą konsystencję,ale niestety nawilżenie i natłuszczenie mnie nie zachwyca.Zdarzyło mi się nawet,że niektóre warianty wysuszyły mi usta,wywoływały podrażnienie.Chocomania nie wysusza,ale też specjalnych cudów nie zdziała (a ja nie mam większego problemu z ustami,smaruję je czymś non stop i są dobrze nawilżone).Nie przepadam za smakiem produktu,jeżeli przypadkiem dostanie się do ust jest dość nieprzyjemny.
Słoiczek śliczny i wygodny (choć wiem,że wiele z was nie lubi słoiczków,w których trzeba grzebać paluchami :) ) a sam produkt jest raczej wydajny.Zapach?Tu ocena jest bardzo subiektywna i pewnie wiele z was się nie zgodzi ale nie zachwycił mnie.Pachnie mocną gorzką czekoladą i po jakimś czasie bytowania na ustach (w tak bliskim sąsiedztwie nosa :) ) zwyczajnie mnie męczy.Trzeba jednak przyznać,że faktycznie jest dość intensywnie czekoladowy.
Jeżeli lubicie masełka do ust z TBS i/lub jesteście typowymi czekoladoholikami możecie ten produkt nawet pokochać.Ja specjalnie ciepłymi uczuciami go nie darzę.Leży w szufladzie z zapasami i czeka na moment,kiedy wszystkie inne balsamy się skończą i nie będę miała innego wyjścia jak i ten zużyć.

Ocena: 3

wtorek, 22 maja 2012

Korres Wild Rose Lip Butter Stick


Pamiątka z wakacji.Ten sztyft oraz zasłoiczkowaną wersję jaśmoniową oraz lakier Pomegranate przywiozłam z Rodos.Ponieważ Korres to grecka firma miałam okazję kupić ich kosmetyki dużo dużo taniej niż każe sobie płacić Sephora.

Masło do ust w formie sztyftu to stosunkowo nowy produkt,wcześniej była dostępna jedynie wersja w słoiczku.Postanowiłam dokonać konfrontacji i nabyłam dwie wersje.Sztyft kosztował mnie kilka euro,poniżej 30zł jeżeli mnie pamięć nie myli.W Sephorze zakup tego 5ml masełka to 50(!)zł.Opakowanie jest ok,ale sprawia wrażenie taniego.Dużo ładniejszy jest słoiczek.
Sztyft to masełko różane,nadające ustom kolor(jak zaraz zobaczycie kolor całkiem wyraźny).Zawiera SPF 15 oraz sporo dobrych naturalnych nawilżaczy takich jak masło shea.Ma neutralny,lekko różany zapach(jaśminowa wersja w słoiczku pachnie o niebo intensywniej i lepiej),raczej lekką konsystencję nie przypominającą jej zapuszkowanego brata :).


Rozprowadza się gładko i bezproblemowo,ale brakuje mi w nim trochę nawilżania i natłuszczenia ust.Konsystencja jest zbyt lekka jak na mój gust (lubię ciężkie i treściwe produkty do pielęgnacji ust)



Kolor jest bardzo ładny.To klasyczna,spokojna czerwień.Pigmentacja jest na prawdę niezła,szczególnie biorąc pod uwagę,że to balsam do ust.Porównałabym efekt do transparentnej szminki,nieprzytłaczający,ale zdecydowanie widoczny.Przy aplikacji wymagane jest lusterko,sztyft jest płaski dla tego ciężko się nim operuje w połączeniu z jego kolorem.
Efekt bardzo mi się podoba,podkreślone usta ale nadal wygląda to raczej subtelnie.Niestety balsam utrzymuje się na ustach raczej krótko i szybko się zjada.

Lubię jego kolor,ale poza tym nie podbił mojego serca.Nawilża dużo słabiej niż jaśminowe masło Korres w słoiczku,krócej się utrzymuje i nie daje takiego połysku.Za kilka euro jest po prostu przyzwoity,ale 50zł na pewno nie warto na niego wydawać.Jeżeli będziecie akurat w Grecji i macie ochotę spróbować to można się skusić,ale zakup w Polsce odradzam.

Ocena: 3 (szczególnie biorąc pod uwagę polską cenę)

niedziela, 20 maja 2012

Odpowiedzi na pytania część II


Pora na drugą część pytań,którą zadałyście mi przy okazji ostatniego rozdania.TU część pierwsza,pytania mniej lub bardziej osobiste.Dzisiaj pora na kwestie związane z blogiem i sprawami kosmetycznymi in general.Wkrótce część III.


Skąd bierzesz inspiracje do swoich notek? Czym się kierujesz przy wyborze kosmetyków do recenzowania?
Nie ustalam konkretnych kryteriów.Recenzuję to,czego akurat używam i co mi przyjdzie do głowy.Czasem będzie to coś,czego recenzję widziałam wcześniej na innym blogu (i akurat sobie o tym produkcie przypomniałam) a czasem coś co akurat mi się skończyło i mogę przedstawić wrażenia z testowania.


Czy w swojej kolekcji posiadasz perfumy, które odzwierciedlają Twoją osobowość, charakter? Jaki to zapach? I dlaczego to właśnie ten? 
Mam kilka ukochanych zapachów,ale ten który najlepiej mnie odzwierciedla to YSL Baby Doll.Słodki ale i cierpki,lekki ale zapasający w pamięć i bardzo trwały.Kocham go,nosząc ten zapach czuję się w pełni sobą.


Czy myślałaś kiedyś o nagrywaniu filmików na YT?
Tak,ale wątpię żebym wcieliła ten pomysł w życie.Jakoś lepiej czuję się z tą delikatną dozą anonimowości,jaką daje pisanie bloga.Nie jestem szczególnie nieśmiała i nie mam problemu z publicznymi wystąpieniami ale myśl o tym,że mogłoby zobaczyć tyle ludzi trochę mnie przeraża ;)

Jak często wchodzisz na swojego bloga?

Kilka razy dziennie,często.Także dla tego,że poprzez listę ulubionych blogów sprawdzam czy aby nie pojawiło się coś nowego do przeczytania.

 Czy miałaś kiedyś ochotę usunąć swoją stronę? 

Nie.Wątpię,żeby kiedykolwiek naszła mnie taka ochota.

Czy ktoś z Twoich znajomych wie o twoim blogu? Jeśli tak to jak reagują?

Wiedzą,chociaż nie wszyscy(nie jest to pierwsza rzecz jaką mówią ludziom "Cześć jestem Burn i mam bloga" :).Nie kryję się z tym jednak absolutnie bo jest to coś co kocham i jestem z mojej pasji dumna.
Ci,którzy wiedzą reagują bardzo ciepło i wspierają mnie.To bardzo miłe uczucie.Czasem pytają o kosmetyczne rady co sprawia mi ogromną radochę :)


Dlaczego założyłaś bloga ? Jest to po czesci pasja czy chec dzielenia sie z tym z innymi ?
Po trochu jedno i drugie.Wiele z was pewnie pamięta,że od 2005 roku jestem Wizażanką (teraz już mniej aktywną,ale to inna historia),zawsze wiele przyjemności sprawiało mi recenzowanie kosmetyków w katalogu KWC.Pomyślałam w końcu,że czas przełożyć to w coś bardziej osobistego.W taką moją własną przestrzeń do dzielenia się spostrzeżeniami i odkryciami.
Zaczęło się na poważnie  chyba od tego,że zostałam współautorką bloga Klub Lakierowy gdzie wrzucałam swatche lakierów.Zapragnęłam czegoś o szerszej tematyce,pomimo mojej miłości do lakierów do paznokci mam jeszcze inne kosmetyczne manie wszakże.


Czy prowadzenie bloga wpłynęło w jakiś sposób na Twoje życie ?
Tak.Zmieniło mój sposób myślenia (częściej zastanawiam się dokładnie co myślę o konkretnym produkcie np. stosunku ceny do jakości,konsystencji,jakości działania).Zdarza mi się zastanawiać,jak można by dany kosmetyk opisać.Poznałam wiele marek,których wcześniej nie używałam.
Oczywiście,prowadzenie bloga ma też wpływ na portfel.I dobry(bo jeszcze bardziej zastanawiam się nad tym co kupuję) i zły(bo generuje różnego rodzaju zachcianki :) ).


Jakie jest Twoje największe kosmetyczne marzenie?
Trafić do wielkiej amerykańskiej drogerii typu Ulta ze sporymi rezerwami gotówki w kieszeni i nieograniczonym zasobem czasowym :)


Czy prowadzenie bloga sprawia Ci dużo radości? Z czego czerpiesz inspiracje i co jest Twoją `siłą napędową` ? 
Daje mi bardzo dużo radości i to jest chyba główny powód,dla którego prowadzę go już prawie 1,5 roku.Inspiracja i siła napędowa płynie z czytania komentarzy,mnóstwa miłych słów które płyną do mnie ze strony czytelniczek.Cieszy mnie rosnąca liczba obserwatorów i świadomość,że być może udało mi się kogoś zachęcić do zakupu produktu,który okazał się dla niego strzałem w 10.


Chciałabym się dowiedzieć jako początkująca bloggerka jak zdobyć taką popularność jak Ty i czy trudno jest nawiązać współpracę z firmami .
Rany,nie czuję się absolutnie ani wyrocznią ani Bardzo Popularną Blogerką :).Jeżeli chodzi jednak o rady,jakie mogłabym dać komuś chcącemu rozpocząć przygodę z blogowaniem to po pierwsze upewnić się,że jest to coś co chcesz robić i coś w co włożysz serce.To uniwersalna i dość oklepana rada,ale tak w jak innych dziedzinach życia dobre chęci i dużo dużo szczerej miłości do tego co się robi jest konieczne.
Poczekaj a firmy same się odezwą.Na szczęście i u nas w końcu zaczyna się ustalać porządek taki jak w innych krajach,gdzie to firmy zabiegają o uwagę blogerek a nie odwrotnie.


Jak byś miała wybrać kolor który oddaje ciebie w całości ?
Koralowy,zdecydowanie.


Jaka jest Twoja ulubiona firma kosmetyczna jeśli chodzi o lakiery ? 
Ostatnio na prowadzenie dość niespodziewanie wysunęło się Essie.Bardzo lubię też OPI,China Glaze,Revlon,Rimmel i Orly.


Gdzie kupujesz kosmetyki? jakie z kosmetycznych sklepów internetowych polecasz? 
Najczęściej kupuję kosmetyki w Rossmannie bo ceny są najlepsze a same drogerie prawie na każdym rogu oraz w Superpharmie ze względu na ich program Lifestlye,przeceny perfum i produkty apteczne.W internecie kupuję wtedy,kiedy nie mam dostępu do jakiegoś produktu i chodzi tu głównie o lakiery.Kosmetyki kupuję na allegro,ebayu oraz nailsupplies.us,kupkosmetyk.pl,www.nailetc.com.


Jak długie są twoje paznokcie i na jakie kolory lubisz je malować?
Mam krótkie paznokcie,które lubię malować na każdy możliwy kolor z wyjątkiem żółtego.Najczęściej są to czerwienie,róże,korale i pastele różnego rodzaju.


Jakie zabiegi wykonujesz u kosmetyczki a jakie sama ?
U kosmetyczki byłam może 5 razy w życiu.Dwa razy na hennie rzęs,dwa na regulacji brwi i raz na manicure(przed studniówką).Wszystkie zabiegi wykonuję sama w domu,lubię to robić i prawdę mówiąc tylko do swojej ręki mam pełne zaufanie.Z przyjemnością poszłabym kiedyś na jakiś zabieg z różnymi fajnymi maskami czy masażem ale strasznie szkoda mi na to pieniędzy.Wolę kupić sobie dobrą jakości droższą maseczkę i nałożyć ją sama niż iść jednorazowo do kosmetyczki.


Pytanie od lakieromaniaczki dla lakieromaniaczki :D :
jaki lakier jest Twoim ulubionym, który odzwierciedla całą Ciebie?

Waham się pomiędzy OPI My Chihuahua bites a OPI Tasmanian Devil Made me do it,są bardzo podobne i oba idealne.Genetalnie byłby to kremowy lekko żelkowy wściekły czerwony koral :D.Czasem mam wrażenie,że moje paznokcie powinny już rosnąć w takim kolorze.


Po jakim czasie decydujesz się zrecenzować dany kosmetyk - czyli ile mniej więcej czasu potrzeba, by zorientować się czy dany np. krem czy odżywka jest dla Ciebie odpowiednia? 
W przypadku szamponu i odżywki (zwykłych,nie leczniczych) właściwie wystarczy mi jedno użycie żeby wstępnie ocenić czy coś ma potencjał czy też kompletnie się nie sprawdza.Po dwóch tygodniach mam już prawie całkowicie wyrobione zdanie na temat większości produktów podstawowej pielęgnacji (szampony,odżywki,żele,balsamy,toniki itp.) oraz kolorówki (czasem tusze i podkłady nastręczają trochę więcej problemów w ocenie).
Najtrudniejszym orzechem do zgryzienia są kremy do twarzy.Często po tygodniu wstępnie wiem,czy będę coś dalej testować czy rzucę w kąt.Niestety bywa,że i po 2 miesiącach nie mam wyrobionego zdania.Czasem krem,który był długo ideałem przestaje mi pasować.


Bez jakiego jednego kosmetyku nie mogła byś żyć ?
Kremu uniwersalnego do smarowania wszystkiego :) czyli np. Nivea Soft.Bez nawilżania skóry nie ma życia :D


Czy poznalas na zywo inna dziewczyne prowadzaca blog kosmetyczny? 
Tak.Znam osobiście Kasię Sweet&Punchy i Mary (dziewczyny znałam jeszcze zanim zaczęłam prowadzić własnego bloga)Spotykamy się dość często,zazwyczaj raz na miesiąc-dwa miesiące.Mam sporo okołokosmetycznych koleżanek poznanych na Wizażu.

Jesli mialabys polecic jeden najlepszy Twoim zdaniem produkt do pielegnacji wlosow- co by to bylo?

Oleje.Olejowanie włosów to na prawdę świetny i wbrew pozorom mało pracochłonny sposób pielęgnacji.


Z jakim makijażowym guru chciałabyś się spotkać i jakie zadałabyś mu/jej pytania(mogąc zadać tylko 2)
Chciałabym spotkać Christinę (xteeener na YT).Co do pytań to musiałabym się zastanowić ale zawsze wydawała mi się ona tak przesympatyczną i utalentowaną makijażystką,że chciałabym ją poznać i porozmawiać :)


Dlaczego zgadzasz sie na testowanie kosmetykow od roznych firm?
Nie wydaje ci sie , ze wciskaja cos co jest malo znane i chca to dalej puscic przez blogi w obieg?

Dla czego zgadzam się na testowanie kosmetyków?Uważam,że ma to pozytywny wpływ na spektrum używanych przeze mnie produktów,mam okazję poznać i zrecenzować produkty,których z różnych względów nie znałabym w innych okolicznościach.Zgadzam się często ze zwykłej ludzkiej ciekawości i oraz z powodu tego,że po prostu bardzo lubię testować nowe rzeczy.Nie jak to się pewnie niektórym wydaje z chęci zysku.Gybym chciała się wzbogacić :D na pewno nie angażowałabym się w zajęcie w którym nagrodą za wielogodzinne testowanie,robienie zdjęć i tworzenie przemyślanego tekstu jest krem wart kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt złotych.
Nie mam złudzeń,wiem że firmom chodzi o reklamę,nie wysyłają kosmetyków bo myślą jaka to jestem wspaniała,mądra i kochana :).Nie przyjmuję produktów i ofert,które wydają mi się kompletnie nie przystawać do mojego bloga i mojego kosmetycznego życia.Nie zrecenzuję czegoś co zostanie mi narzucone,nie przemilczę wad jeżeli takie zauważę.Wierzę jednak,że dzięki tego rodzaju działaniom możemy poznać wiele ciekawych produktów.Przykładem jest tu np. firma Floslek,która stała się jedną z moich ulubionych polskich firm.Gdyby nie paczki,które od nich dostałam i profesjonalizm jakim wykazują się w kontaktach z blogosferą prawdopodobne przeoczyłabym wiele świetnych produktów.
Powoli firmy kosmetyczne zaczynają rozumieć,że blog to nie miejsce na nachalną reklamę a blogerka to nie maszynka do recenzji,która z pocałowaniem ręki przyjmie mydełko za 2zł czy cienie w nietwarzowym kolorze i w zamian napisze pieśń pochwalną pod adresem konkretnego producenta.Uczymy się wzajemnego szacunku a związek ten ciągle się dociera.


Spędziłaś wspaniałą noc ze swoim mężczyzną życia, tudzież księciem, ale czas wrócić do rzeczywistości. Stajesz w jego łazience i musisz przygotować się do pracy. Pamiętaj, Twój wygląd jest w przypadku Twojego zawodu bardzo ważny! Jak wykorzystasz zasoby jego łazienki(i nie tylko), by zrobić się na bóstwo?
Konieczny jest na pewno podkład (bo możemy założyć,że zabrałam ze sobą swoją kosmetyczkę?) i wytuszowane rzęsy.Do tego odrobina różu i czerwona szminka( w wersji all-in-one szminka użyta jako róż,stary ale bardzo skuteczny trik).Mało jest rzeczy,które tak dodają pewności siebie i poczucia profesjonalizmu jak odpowiedni odcień czerwieni na ustach.Oczywiście świeżo pomalowane pazurki i czyste,delikatnie ułożone (ale nie przestylizowane,po prostu wysuszone na gładko,błyszczące) włosy to także klucz do sukcesu.


Które blogi/bloggerki najchętniej czytasz i za co je cenisz? Ciekawa jestem czy pośród bloggerek masz takie swoje "guru", na których się wzorujesz i w rekomendacje których wierzysz niemal w ciemno? 
Większość blogów w liście ulubionych(w prawym panelu) bardzo mnie inspiruje.Przepadam za makijażami Aliny Brunetki,ufam włosowym radom Anweny,nie mogę żyć bez swatchy Sabbathy,cenię recenzję Hexxany i Em,świetnie napisane posty Obsession oraz bardzo ciekawe posty Azjatyckiego Cukru...mogłabym bardzo długo wymieniać.
Moje zagraniczne guru to oczywiście Temptalia i Scrangie.


A zapytać chciałam Cię o : czy kolor lakieru odzwierciedla Twój charakter? A może stan emocjonalny danego dnia? :)
Chyba odzwierciedla moje konkretne zachcianki.One z kolei związane są pewnie z moim nastrojem więc ogólnie głównym czynnikiem jest nastrój.Często maluję pazurki bo widziałam u kogoś jakiś kolor i myślę "o mam ochotę na taki kolor na paznokiach"


Gdybyś miała się znaleźć sama na bezludnej wyspie jaki 1 kosmetyk byś ze sobą zabrała i dlaczego?
Krem nawilżający w kategorii pielęgnacji bo tak jak wspominałam nie mogę żyć bez kremów i balsamów.Jeżeli chodzi o kolorówkę to pewnie byłby to lakier do paznokci (źle czuję się z "gołymi" pazurkami :) ) lub coś do ust bo usta maluję wręcz maniakalnie.


Jaki był twój pierwszy kupiony kosmetyk do makijażu i kiedy to było?
Tusz do rzęs.Dostałam pierwszy,kiedy miałam 12 lat o około roku później kupiłam taki kosmetyk  już sama.To był żółty Avon Color Trend.Jednymi z pierwszych był też puder matujący Constance Carrol.
Wcześniej w wieku wczesnoszkolnym dostałam pomadkę ochronną Buzi i później odkupowałam ją wielokrotnie,ale pierwszym prawdziwym kosmetykiem do makijażu był tusz do rzęs.


Zawsze mnie interesuje co zainspirowało Ciebie do tego, by zacząć prowadzić bloga? Oraz czy miałaś chwile zwątpienia, aby zakończyć przygodę z blogiem?
Inspiracją było na pewno przeglądanie innych blogów i wspomniany wcześniej Klub Lakierowy.
Oczywiście,miewam chwile zwątpienie,nigdy jednak nie zdarzyło mi się jednak myśleć o zawieszeniu bloga.




Co robisz ze wszystkimi kosmetykami, które masz w swoich zbiorach? Jak urządzasz pielęgnacje a jak kolorówkę. Podziwiam blogerki, Ciebie Burn, które mają naprawdę ogromne zbiory i wszystko ogarniają i wiedzą gdzie co jest.
Ponieważ dysponuję raczej małą przestrzenią muszę przechowywać kosmetyki w nieco bardziej przemyślany sposób.Na wannie znajdują się szampony i inne produkty do mycia włosów,peelingi,żele pod prysznic i akcesoria do golenia.Takie ogólnokąpielowe rzeczy.
Pielęgnację twarzy trzymam w łazienkowej szafce (mam półkę na kremy,dezodoranty,toniki itp oraz część jednej,na której trzymam maseczki i peelingi do twarzy w niewielkim koszyczku).Żel do mycia twarzy rezyduje na umywalce.
Zapasy trzymam w malutkiej szafce "gospodarczej" razem z odkurzaczem i środkami czystości :D
Balsamy do ciała i produkty do układania włosów znajdują się w mojej sypialni.Tam też mieszka moja kolorówka (w mojej mini toaletce),pędzelki.Lakiery trzymam na oddzielnym stojaku a perfumy w czeluściach szafy,gdzie mają ciemno i przyjemnie :)
Sukcesem do sprawnego zarządzania zasobami kosmetycznymi (brzmi jak stanowisko pracy ;)) jest częste przeglądanie zbiorów,wyrzucanie przeterminowanych kosmetyków,zużywanie resztek i pozbywanie się niepotrzebnych kosmetyków.
Warto też rozdzielić poszczególne produkty i pogrupować w zależności od tego,gdzie i kiedy ich używamy.Np kolorówkę staram się dzielić dość starannie żebym zawsze wiedziała,gdzie znajdę mój beżowy cień a gdzie brzoskwiniowy róż.

W jakim wieku zainteresowałaś się kosmetologią, wizażem itp. itd. ? co Cię do tego skłoniło?
Nie mam zielonego pojęcia,kiedy to się zaczęło szczerze mówiąc.Zawsze lubiłam kosmetyki,lubiła je też moja mama dla tego wychowałam się w przyjaznej kosmetycznie atmosferze :)

Masz 'kosmetyczne zboczenia zawodowe'?
Mam,jedno z większych to niekompetencja personelu w drogeriach.Jestem pełna zrozumienia dla ich ciężkiej sytuacji i kiepskich zarobków,ale na litość boską!Trzeba choć trochę wiedzieć coś o tym,co się sprzedaje.

Jak rodzina i znajomi reagują na Ciebie taką jaką jesteś z kosmetycznego punktu widzenia. Osobiście ostatnio usłyszałam,że mam fioła, innym imponuję, różni ludzie i różne opinie a jak jest u Ciebie?
Wspierają mnie i chyba uważają mnie za niegroźną i użyteczną kosmetyczną wariatkę.Kiedy potrzebują,żeby ktoś ich umalował czy doradził odżywkę do włosów,wiedzą do kogo się zgłosić :)

Ile czasu spędzasz na blogowaniu? Na pisaniu notek i odp na komentarze?
Sporo.Napisanie długiej notki zajmuje około 2 godzin,nie wliczając w to oczywiście samego procesu myślowego ;) i planowania.Najwięcej czasu pożera jednak obróbka i robienie zdjęć.Odpowiadanie na komentarze jest najmniej pracochłonne bo mogę to zrobić w każdej chwili.Telefon z możliwością odbierania maili pozwala mi śledzić je w miarę na bieżąco.

Co myślisz na temat naturalnej pielęgnacji włosów ? Czy odrzucasz silikony ?
Jeżeli chodzi o pielęgnację (nie tylko włosów) stawiam na skuteczność i dobre składy.Dobre czyli bogate w aktywne składniki a nie tylko naturalne.Nie popadam w obsesję naturalności,jest wiele sztucznie stworzonych składników,które świetnie działają i często są bardziej łagodne niż alergizujące składniki naturalne.Lubię naturalne oleje do włosów,ale lubię też "normalne" odżywki i maski.
Silikony szczególnie lubię,chronią włosy przed mechanicznymi uszkodzeniami i wysoką temperaturą poprawiając doraźnie ich wygląd.Moim zdaniem nie ma skutecznej pielęgnacji bardzo długich włosów bez jakichkolwiek silikonów.Nakładanie ich na końcówki to dla mnie konieczność.






Yankee Candle Garden Sweet Pea



Pachnący groszek to uroczy kwiat.Uroczy jest tu idealnym określeniem,pachnie słodko i nieco marzycielsko a jego kolorowy kielich o dość zabawnym kształcie wydaje się taki jakiś...mało poważny i beztroski :).
Lubię groszek,to przyjemny zapach.Nie jest to jednak mój ulubiony rodzaj kwiatowego aromatu,zdecydowanie wolę kwiaty w ciężkim odurzającym wydaniu jaśminu czy gardenii.Garden Sweet Pea przetestowałam jednak z przyjemnością,byłam ciekawa jak uda się twórcom sztuka oddania pachnącego groszku.
Zapach jest radosny,słodki i nieskomplikowany.Intensywny,szybko rozniósł się po całym pokoju.Czy jest to zapach wiernie oddający pierwowzór?Raczej nie.Bardziej od groszku czuję tu po prostu słodki,wiosenny bukiet polnych kwiatów.Ładny,ale bez szczególnych charakterystycznych nut.Ot zgrabna kwiatowa mieszanka.Wielbicielkom delikatnej kwiatowości powinien się spodobać.

Produkty Yankee Candle dostępne są w sklepie Candle Room.

piątek, 18 maja 2012

Eveline Big Volume Lash Waterproof


Znacie moją miłość do tuszy Maybelline,właściwie nie kupuję niczego innego.Ostatnio jednak za braku ciekawej promocji na mój ulubiony Lash Stiletto i w oczekiwaniu na pojawienie się wodoodpornej wersji Illegal Lenghts postanowiłam przetestować co nowego w kategorii tuszy wodoodpornych pojawiło się na rynku.Dwa z moich zakupów okazały się niewypałami (o czym opowiem przy okazji innego postu) a jeden pozytywnie mnie zaskoczył.
Eveline Big Volume Lash Waterproof dostępny jest w Superpharmie oraz mniejszych niesieciowych drogeriach (i chyba też w Tesco z tego co pamiętam).Kosztuje około 12zł czyli jak by nie było o połowę mniej niż moje ulubione tusze Maybelline.
Tusz do złudzenia przypomina wyglądem tusze Max Factor,czytając recenzje na KWC można również dowodzieć się,że niektóre z dziewczyn uważają,że działanie jest również podobne.Czy rzeczywiście?Nie wiem,nie kupuję tuszy Max Factor bo jakoś nie jestem w stanie zdobyć się na wydanie 50zł na tusz,kiedy znam świetne za pół ceny.
Szczotka jest spora,krótkie silikonowe włoski sugerują,że mamy do czynienia z tuszem rozdzielającym i pogrubiającym rzęsy.


Muszę z zadowoleniem powiedzieć,że bardzo polubiłam ten tusz.Świetnie wydłuża,pogrubia i rozczesuje.Spektakularne wydłużenie zawdzięcza zawartym wewnątrz włókienkom.Kolor jest bardzo czarny a konsystencja raczej gęsta i niezbyt mokra czyli tak jak lubię.Mokre tusze nie sprawdzają się na moich delikatnych,prostych rzęsach.
Tusz ładnie utrzymuje podkręcenie jakie uzyskuje się zalotkom.Jak z trwałością?Cóż,to chyba jedyny słabszy punkt tego produktu.Jest trwały,nie rozmazuje się (chociaż oprócz łzawienia oczu nie miałam okazji sprawdzić go w kontakcie z wodą) ale zdarza mu się trochę osypywać.Pewnie jest to wina wspomnianych włókienek.Nie jest to jednak bardzo poważny problem bo 6-8 godzin wytrzymuje spokojnie w dobrym stanie a rzadko mam go okazję nosić dłużej.
Ma bardzo specficzny zapach,trochę mnie on denerwuje ale na szczęście nie jest wyczuwalny dłużej niż kilka minut,więc zupełnie do przeżycia :).



Lubię bardzo mocno wytuszowane rzęsy (jak kiedyś już wam pisałam lubię kiedy są lekko posklejane,dziwne ale tak już mam ;),nie dla mnie efekt naturalnego podkreślenia) i Big Vlome Lash pozwala na uzyskanie takiego efektu.Efekt jest na prawdę wyraźny,odkąd go noszę dostałam sporo komplementów dotyczących długości rzęs a to czym dysponuję naturalnie na prawdę nie jest imponujące.Komplementy są więc zasługą tuszu :).


Zdecydowanie polecam,jeden z lepszych tuszy a już napewno w tym przedziale cenowym.W kwestii tuszy jestem wymagająca i wiele z nich mi nie odpowiada.Ten sprostał oczekiwaniom.

Ocena:5-

czwartek, 17 maja 2012

TheBalm Mary-Lou Manizer


Mary-Lou Manizer. Najbardziej pożądany i lubiany produkt TheBalm.Trochę czasu zajęło mi zdobycie go,czekałam od grudnia(!) bo kiedy tylko pojawia się w Marionnaud sprzedaje się na pniu.
W końcu kupiłam na początku kwietnia (i załapałam się na 30zł zniżki,ale to już zupełnie inna historia).
Produkt zamknięty jest w srebrnej metalizowanej puderniczce ze ślicznym nadrukiem na wieczku (bardzo podoba mi się taka benefitowo-thebalmowa retro stylistyka).Wewnątrz oprócz samego pudru znajduje się na prawdę spore lusterko.Ta cecha czyni Mary-Lou przydatnym kompanem w podróży :).
Za 8,5g zapłacimy 61zł w cenie regularnej (ale ostatnio Marionnaud rozpieszcza promocjami,bardzo możliwe że uda się wam upolować go nawet 50% taniej).

Producent obiecuje,że Mary-Lou to wielofunkcyjny produkt do rozświetlania różnych partii twarzy i muszę się absolutnie z tym zgodzić.Lubię go na powiekach,kościach policzkowych,w wewnętrznym kąciku i pod łukiem brwiowym.
Puder jest miękki,maślany ale nie pyli.Nakłada się arcyprzjemnie.Bardzo dobra pigmentacja,wystarczy delikatnie musnąć kompakt pędzlem.Kolor ciepły,żółty,złocisty.Po rozblendowaniu nie powinien kłócić się z chłodniejszą karnacją.Ciepłej pasuje idealnie.
Połysk jest dość intensywny,metaliczny ale nie ma w nim typowych drobinek.



Jak widać poniżej Mary-Lou na tle Soft&Gentle jest dużo bardziej złota i ma bardziej aksamitno-metaliczne wykończenie.


Mary-Lou Manizer to rewelacyjny,wielofunkcyjny rozświetlacz.Jeden z najładniejszych kolorów do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka.
Jakość świetna,bardzo ładne opakowanie,duża pojemność.Cena na prawdę przystępna,jakością spokojnie dorównuje produktom dwa i trzy razy droższym (jeżeli nawet ich nie przewyższa!).

Zdecydowanie polecam,cały szum wokół niego jest w pełni uzasadniony.

Ocena:5

poniedziałek, 14 maja 2012

Flormar Pretty Compact Blush-on P115


Kiedy przypadkiem natknęłam się we wrocławskich Arkadach na stoisko Flormar byłam w niebo wzięta.Sporo pochlebnych recenzji przewinęło się przez blogi,więc oczywiście ja jak to ja nie mogłabym przejść koło tych kosmetyków obojętnie :).Szczególnie biorąc pod uwagę ceny,które są bardzo przystępne.
Zdecydowałam się na duo róży w kolorze P115.Właściwie tylko jeden z kolorów to róż.A drugi?Ale o tym zaraz.
Kompakt jest bardzo duży,zawiera aż 14g produktu!Kosztuje 13,50zł.Plastikowe białe pudełeczko nie należy raczej do atutów tego duo.Wygląda nieciekawie a zdejmowane wieczko to niezbyt wygodne rozwiązanie.Wkład jest jednak widoczny przez szybkę (co docenią szczególnie posiadaczki więcej niż jednego odcienia z tej serii) i duży co ułatwia manewrowanie nawet gdy używamy dużego pędzla.
Kosmetyk jest lekko perfumowany,pachnie różą i klasyczną pudrowością,trochę "babciowato" ale na tyle delikatnie,że nie powinno to nikogo denerwować.

Pierwszy kolor to pomarańczowo-brzoskwiniowy koral.Wykończenie mocno błyszczące,opalizujące na złoto.Nie lubię bardzo błyszczących róży,ten jednak bardzo polubiłam.Na policzkach daje ładny trójwymiarowy efekt który pozwala fajnie modelować kości policzkowe.W słońcu pięknie się mieni.
Drugi kolor to niestety kompletny niewypał.Puder w kolorze bardzo słabej kawy z mlekiem ma chłodny odcień,na skórze jednak ociepla się.Dużo złotych drobinek.Niestety po roztarciu na mojej skórze jest tak jasny,że aż niewidoczny.Nie nadaje się jako bronzer,nie nadaje jako rozświetlacz a nawet jako cień.Myślę,że może być całkiem przyzwoitym bronzerem dla skrajnie bladolicych lub rozświetlaczem dla tych z was,które mają ciemną karnację.Przy mojej średnio-jasnej skórze jest kompletnie bezużyteczny.

Na pochwałę zasługuje pigmentacja i przyjemna konsystencja.Puder jest miękki,niemalże maślany i nie pyli za bardzo.Łatwo nabrać go na pędzel,rozblendowanie go nie przysparza żadnych problemów.Trwałość bardzo przyzwoita,nieco niższa niż np. w wypadku róży MAC ale nadal dobra.




Bardzo fajny produkt.Piękny kolor,bardzo dobra jakość,duża pojemność a do tego wszystkiego śmiesznie niska cena.Szkoda tylko,że druga połowa nie sprawdziła się u mnie.Nie mniej jednak chętnie kupię go ponownie (jeżeli kiedykolwiek zużyję w całości).

Ocena: 5-




Znacie kosmetyki Flormar?

sobota, 12 maja 2012

Perfecta Płyn micelarny



Odkąd zaczęłam poprzedzać oczyszczanie twarzy dokładnym demakijażem,płyny micelarne znalazły stałe miejsce na łazienkowej półce.
Płyn micelarny Perfecta to jeden z dłużej dostępnych na drogeryjnych półkach nieaptecznych miceli.Jest też jednym z najbardziej popularnych.Zużyłam już kilka butelek tego produktu,czas na recenzję.
Produkt dostępny jest w prostej buteleczce o pojemności 200ml,kosztuje około 15zł.Niby tanio,jednak biorąc pod uwagę promocje jakie można upolować np. w Superpharmie nie szokująco taniej od aptecznych konkurentów.
Bezbarwny płyn,perfumowany.Zapach jest trochę niekonieczny,ale nie będę się zanadto spierać.Po przyłożeniu wacika do bardziej wrażliwych miejsc twarzy zdarza mu się zapiec.Do demakijażu oczu się dla mnie nie nadaje,że nie usuwa tuszu wodoodpornego.Lekko szczypie.Tusz wodoodporny zmywa dość dobrze.
Twarz oczyszcza skutecznie.Radzi sobie z mocniejszym makijażem po zużyciu 2-3 wacików.Zdarzało mi się używać go awaryjnie bez wody i sprawdził się,choć bez fajerwerków.Lekkie uczucie Po użyciu płynu micelarnego Bioderma twarz sprawiała wrażenie lepiej oczyszczonej,tak jak w przypadku czystej wody.Perfceta pozostawia na skórze uczucie lekkiego...nie chcę nazwać tego lepkością bo to za dużo powiedziane.Po prostu nie odświeża idealnie.

Nie jest to kosmetyk rewelacyjny,nie jest też jednak zły.Dlaczego zużyłam już kilka butelek?Chyba trochę z braku wyboru.Na szczęście pojawia się coraz więcej przystępnych cenowo miceli i nie trudno będzie znaleźć coś co bardziej mi odpowiada?

Czy jestem zachwycona?Nie.Czy polecam?Myślę,że warto go mimo wszystko wypróbować.Jest ok.

Ocena: 3+/4-




środa, 9 maja 2012

Chanel May









Chanel May.Jak wspominałam kupiłam go na blogowej wyprzedaży za 40% ceny,nie mogłam przejść obojętnie obok takiej okazji :).Z tej kolekcji najbardziej marzy mi się June,ale odmawiam zdecydowanie wydania 100zł na lakier (szczególnie biorąc pod uwagę,że moje ostatnie odkrycie czyli lakiery Kiko kosztują 10 razy mniej...)
Kolor jest arcy przyjemny pod każdym względem.Uroczy ciepły,średni róż o apetycznym wykończeniu w kierunku jelly.Pasuje do wszystkiego,to jeden z bezpiecznych kolorów które zawsze się sprawdzają.Aplikacja i czas schnięcia na medal!Na zdjęciu bez warstwy nawierzchniowej a jak same widzicie lśni jak szalony.



niedziela, 6 maja 2012

Kiko 388 Carabean Green,początki Kikomanii






Kiko 388 Carabean Green,.Głęboka morska zieleń z turkusowo-niebieskim połyskiem.Bardzo dobrze kryje,nie smuży a aplikacja to sama przyjemność.Pędzelki bardzo wygodne a lakier szybko wysycha.Jestem pod wrażeniem,szczególnie biorąc pod uwagę cenę (2,5 euro!).

Poniżej Carabean Green i  prezenty z Drezna,o których wam wcześniej wspominałam.Niedługo swatche :).Od lewej: 346 Olive Drab,389 Mint Milk,385 Pastel Blue,387 Turqoise i 388 Carabean Blue.
Mam nadzieję,że kiedyś będę miała okazję odwiedzić Kiko osobiście lub w jakiś sposób zdobyć kolejne (bo marzy mi się jeszcze kilka kolorów...)



piątek, 4 maja 2012

Essie Borrowed & Blue




Essie Borrowed & Blue ze ślubnej kolekcji 2011.Śliczny pastelowy,bardzo jasny błękit.Takie pastele potrafią być koszmarne w aplikacji,tymczasem Essie udało się stworzyć w tym wypadku produkt idealny.Pięknie wygląda,bardzo dobrze kryje.Nie smuży i nakłada się absolutnie bezproblemowo.

czwartek, 3 maja 2012

Wygrana + nie samymi kosmetykami człowiek żyje


Korzystając z luźnej weekendowej atmosfery w środku tygodnia,dziś pozwolę sobie na nieco luźniejszy post :).Wczoraj dotarła do mnie wygrana na blogu Glitter in my head .Strasznie się cieszę,to moje pierwsze produkty Kiko (w sekrecie dodam,że z powodu wizyty mojej rodziny w Dreźnie wkrótce kolekcja Kiko nieco się rozszerzy ;)).Długo śniły mi się po nocach i wreszcie zgarnęłam w swoje rządne lakierów łapy!

Od jakiegoś miesiąca wprowadzam w życie akcję odświeżania garderoby.Czasem trzeba zainwestować w coś więcej niż tylko nowe lakiery (niestety ;) ).Oto część ostatnich łupów.


Szale z H&M i River Island (przepadam za apaszkami!),koraliki i pasek H&M,segarek Swatch Arctic Sea(czy ktoś jeszcze kocha słocze :)?).Ten konkretny podwójny chodził za mną od roku,kiedy to moja mama kupiła sobie wersję nude.


Morelowa bluzeczka Reserved.Bardzo lubię koronkę a powyższa bluzka ma koronkowe plecy.Co lepsze,nie jest specjalnie prześwitująca więc obejdzie się bez topu pod spodem.
Jak widzicie,mam słabość do pasteli.Szczególenie tych przypominających bardziej sprane neony.


Marynarska sukienka H&M (zamierzam wreszcie zacząć chodzić w sukienkach częściej niż raz w roku ;) ) i przeceniona bluzeczka Reserved w panterkowo-plemmienne wzory.


Upolowałyście ostatnio coś fajnego w na wiosnę/lato?

środa, 2 maja 2012

Poskramiając kapryśną cerę

skincareproducts.jpg

Dziś mam dla was post wyjątkowy,coś za co zabierałam się od dawna.Post będzie traktował o pielęgnacji cery.
Najpierw mały opis tego,z czym na codzień mam do czynienia.Trochę sobie ponarzekam.Mam bardzo kapryśną cerę.Kapryśna to idealne określenie.Jest mieszana,ale podatna na przesuszenie.Wrażliwa,ale arcy podatna na trądzik.Młoda,ale już nie nastoletnia.Skłonna do powstawania blizn i przebarwień,do zaczerwienienia.Z rozszerzonymi porami i tendencją do powstawania grudek i zaskórników.
Z różnego rodzaju trądzikowymi problemami walczę od blisko 10 lat.Brałam różnego rodzaju antybiotyki,przechodziłam kuracje miejscowe.Ostatecznie najbardziej pomogły mi tabletki hormonalne,które biorę długo (i aktualnie po raz kolejny próbuję odstawić,ale to już zupełnie inna historia).
Swojej twarzy poświęcam więc od dawna bardzo dużo energii i uwagi.Nigdy,przenigdy nie zaniedbuję pielęgnacji.Twarz jest dla mnie świętością ;).Niestety pomimo tego daleko jej do ideału.Wiem,że nigdy nie doczekam się tego,żebym mogła w pełni komfortowo pokazać się bez makijażu.
Czasami smuci mnie strasznie,kiedy widzę osoby z idealną cerą a o których wiem,że nie poświęcają jej praktycznie ani chwili.Nigdy nie musiały martwić się o to,że jeżeli nie zabiorą ze sobą np. na wakacje arsenału różnych produktów to ich cera nie będzie wyglądała ok.Ot taki mój prywatny żal.
Podchodząc jednak do całej sprawy konstruktywnie (bo cery innej mieć nie będę) chciałam się z wami podzielić wskazówkami pielęgnacyjnymi,sposobami które sprawdzają się w okiełznaniu kapryśnej cery i ujarzmieniu jej na tyle że jest w dość dobrym stanie.Mocno wierzę w to,że systematyczność i rozwaga w pielęgnacji cery procentuje.Jeżeli nie doraźnie do długofalowo.Wierzę,że ten wysiłek się opłaca.
Poniższe rady odnoszą się do skóry podobnej do mojej,ważne jest więc dostosowanie pielęgnacji do tego w co wyposażyła nas natura.Mam jednak nadzieję,że nawet jeżeli macie skórę suchą poniższy opis podsunie wam jakieś pomysły i wniesie coś nowego do codziennej pielęgnacji.Generalny schemat,po poddaniu odpowiedniej modyfikacji jest dość uniwersalny.


1.Demakijaż.Chciałabym zwrócić waszą uwagę na to,jak ważne jest oddzielenie demakijażu od oczyszczania skóry.Sama do niedawna nie widziałam pomiędzy tymi krokami różnicy,po prostu usuwałam podkład podczas mycia żelem do twarzy.Widzę jednak zmianę,odkąd zaczęłam poprzedzać ten krok demakijażem.Oprócz demakijażu oczu,wprowadziłam również do rytuału (rany,co za durna nazwa!Nie wiem jednak jak inaczej określić cały proces) demakijaż całej twarzy.Przemywam ją 1-2 (w zależności od tego,jak mocny był makijaż)wacikami nasączonymi płynem micelarnym i dopiero potem przechodzę do właściwego oczyszczania.
Te z was,które używają tuszy zmywalnych wodą mogą wykorzystać micel również do demakijażu oczu.


2.Oczyszczanie.Sztuką jest oczyścić skórę skutecznie ale i delikatnie.Pierwszym etapem jest w moim przypadku użycie łagodnego żelu.O ile SLS i inne mocne detergenty nie szkodzą specjalnie moim włosom,to skóra reaguje zazwyczaj mocnym ściągnięciem i wysuszeniem.Staram się więc wybierać preparaty do cery suchej,wrażliwej a trzymać się z daleka od tych matujących czy peelingujących.Widoczny powyżej Ziaja Tin Tin jest świetny!Łagodny skład połączony ze skutecznym oczyszczaniem.Rano używam samego żelu,wieczorem oczyszczam przy pomocy mojego najlepszego przyjaciela Clairsonic Mia.Obiecałam wam recenzję i nie bójcie się,będzie recenzja.Ponieważ jednak jest to sprzęt bardzo drogi,chcę go wypróbować długofalowo,doczekać zmiany główki,żebym mogła odpowiedzieć na wszystkie pytania.Muszę jednak powiedzieć,że jest to jedna z niewielu rzeczy która w "jakości" mojej cery robi diametralną różnicę.
Po żelu przychodzi czas na tonik.Wybieram te,które nie zawierają w składzie alkoholu.Toniki alkoholowe są dobre jako kuracja złuszczająca oczyszczająca na problemowe miejsca.Nie częściej jednak niż raz w tygodniu u tylko jeżeli wasza skóra lubi się z tym składnikiem.
Tonik ma odświeżyć,wyrównać pH skóry (o ile ten punkt nie jest tylko miejską legendą),usunąć ostatnie pozostałości mejkapu.

Z doświadczenia wiem,że inwestowanie dużych sum w produkty do demakijażu i oczyszczania nie ma większego sensu.Jeżeli nie jesteśmy więc dziedziczkami ogromnej fortuny ;) spokojnie możemy szukać tych produktów na najniższych półkach w Rossmannie.Dobry,łagodny żel sprawdzi się tam samo dobrze,jak ten wysokopółkowy (szczególnie w parze z Mią).Tonik za 40 czy nawet 60zł w pojedynkę nie da efektu "wow".Coś co pozostaje na naszej skórze w porywach kilka minut nie jest warte przepłacania.
Zaoszczędzone pieniądze lepiej wydać na lepszy krem,serum czy też maskę.


3.Nawilżanie.Mądre nawilżanie i odżywianie skóry jest najtrudniejszym zadaniem,szczególnie dla posiadaczek skóry łączącej skrajności.Szukanie idealnego kremu to jak polowanie na białego kruka.Może czaić się wszędzie a jednocześnie nie wiadomo,czy na prawdę istnieje :).

Lubię kremy,które z jednej strony będą nawilżały ale z drugiej dostosują się do potrzeb mieszanej cery.Nie wysuszą,ale i nie wzmogą błīszczenia czy też nie wywołają wysypu trądziku.
Typowe matujące żele i inne lekkie specyfiki zazwyczaj mi nie odpowiadają,lubię te bardziej treściwe(ale są wyjątki,jak widać na załączonym obrazku ).Często nastawiając się na zwalczanie objawów nie zastanawiamy się nad przyczyną.Skóra jest bardzo tłusta?Zamiast nakładać lekkie,wysuszające specyfiki matujące może warto spróbować z delikatnym kremem nawilżającym.Bardzo często skóra świeci się bo paradoksalnie brakuje jej nawilżenia.Moja własna połać skóry jest tego najlepszym przykładem.Kiedy mocno się świeci kilkudniowa kuracja w postaci mocno nawilżającego kremu (bardzo lubię do tego celu YR Pure Calendula) pomaga ustabilizować sprawę.
Szukając odpowiednich nawilżaczy trzeba eksperymentować.Nie chować się w sztywnych ramach (wiele z moich ulubionych kremów przeznaczonych jest do cery suchej).Nauczyć się zwracać uwagę na składy,obserwować które składniki dobrze działają na na naszą skórę a których powinnyśmy unikać.Nie dać się różnym modom,to że wielu dziewczynom służą własnoręcznie robione kremy czy też kremy 100% naturalnie nie znaczy,że nasza skóra je polubi.Jedni boją się jak ognia alkoholu,sztucznych emolientów czy silikonów a dla nas te składniki mogą okazać się obojętne lub nawet korzystne.Skład idealny dla naszej koleżanki (czy też blogerki :) )może kompletnie nie sprawdzić się na nas.Testować,testować i jeszcze raz testować!

Przy nakładaniu kremu do twarzy zawsze wsmarowuję go również w szyję (dekolt nawilżam balsamem do ciała).Pod oczy używam kremów przeznaczonych do tych okolic.Znalezienie dobrego kremu pod oczy,który będzie porządnie nawilżał i nie spowoduje podrażnień to nie lada wyczyn.Aktualnie używam Dermika HialiQ 3D.Lubię go,ale to jeszcze nie ideał.


4.Walka z podstępnym wrogiem.Często korzystam z różnego rodzaju preparatów punktowych.Pozwalają zapanować nad niespodziankami i przyspieszyć ich znikanie.Szczególnie skutecznym orężem w tej walce jest kwas salicylowy,tlenek cynku,nadtlenek benzoilu,olejek z drzewa herbacianego czy oczar wirginijski (hamamelis).Nie wyobrażam sobie życia bez tych małych cudotwórców.



5.Złuszczanie.Odpowiednio używany peeling może bardzo przysłużyć się skórze.Wyrównuje koloryt,rozjaśnia.Lubię peelingi,szczególnie mechaniczne (choć muszę ich używać ostrożnie bo mam dość podatną na mechaniczne podrażnienia skórę).Codzienne peelingowanie skończyłoby się horrorem,jednak zabieg wykonywany raz,dwa razy w tygodniu jest zbawiennie i pomaga skuteczniej działać innym preparatom.



6.Maseczki.Systematyczne stosowanie maseczek to kluczowy element w ujarzmianiu mojej skóry.Stosuję je nawet co drugi dzień,staram się nakładać maski nie rzadziej niż raz w tygodniu (chociaż przyznam się bez bicia,że jest to jedyny element pielęgnacji który nie zawsze przeprowadzam systematycznie).Wiele maseczek daje efekt doraźny,jednak prawdziwy efekt widzę stosując je często.Nie raz i nie dwa udało mi się poradzić z totalną katastrofą na twarzy nakładając regularnie maseczki.
Lubię wszelkie preparaty z glinką,ale nie stronię też od tych nawilżających.Oczyszczające maski dopełnione łagodnymi nawilżającymi na prawdę robią różnicę w stanie cery.
Tak jak w przypadku poprzednich kroków nadużywanie mocno oczyszczających produktów może wyrządzić więcej szkody,niż korzyści.Stosowane rozważnie maseczki są jednak idealnym narzędziem do poskromienia buzi.



7.Dodatkowe zabiego.Lubię od czasu do czasu potraktować skórę na noc olejkiem (kłania się ukochany olejek Hipp :) ).Przydatnym kosmetykiem jest również samoopalacz,ujednolica kolor skóry i pozwala ograniczyć nieco ilość podkładu na nią nakładanego.Polecam lekki,żelowy Autohelios La Roche Posay.Świetnie sprawdza się nałożony na krem.
Pamiętajcie jednak,że stosując samoopalacze szczególnie ważne jest systematyczne złuszczanie.Dzięki temu obejdzie się bez nieestetycznych łat będących efektem nierównomiernego działania substancji opalającej (która będzie bardziej widoczna w suchych partiach twarzy).

Wiele dziewczyn napisałoby również o filtrach.Ja nie jestem filtromaniaczką.Polegam na ochronie jaką zapewnia mi połączenie kremów do twarzy i mineralnego podkładu/bb creamu.Nie lubię lata i upałów a co za tym idzie raczej unikam słońca.Godzę się z możliwością,że powodu nie stosowania blokerów mogę narazić się na powstanie kilku przebarwień więcej.Lubię jednak moje piegi :).
Promienie UV degradują oczywiście kolagen i przyspieszają starzenie się skóry.Nie jestem sobie jednak niestety w stanie wyobrazić noszenia na skórze warstwy ciężkich,bielących i zapychających filtrów,które dodatkowo mogą nie chcieć współpracować z makijażem.


Czy lepszy jest minimalizm i stabilność jeżeli chodzi o pielęgnację skóry?A może lepiej zmieniać często produkty,używać baterii różnych specyfików aby skóra się nie przyzwyczaiła?Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to jednoznacznie.Często zmieniam produkty pielęgnacyjne,ciągle testuję nowe.Dzieje się tak dla tego,że jestem wybredna.Nie wszystko mi się podoba i nie wszystko się sprawdza.Ciągle szukam lepszych i jeszcze lepszych rzeczy.Często krem,który świetnie spisuje się przez kilka miesięcy nagle przestaje współpracować dobrze ze skórą.Na razie nie jestem w stanie ograniczyć się do 1-2 kremów.Testując jednak coś nowego,staram się pamiętać żeby nie zniechęcać się od razu.Zanim nowy krem zacznie działać trzeba dać mu trochę czasu.
Mam kilku ulubieńców zawsze obecnych na łazienkowej półce,nie ograniczam się jednak tylko do tych produktów.Potrzeby skóry zmieniają się nie tylko w związku z porą roku,zależą one od wielu złożonych czynników takich jak równowaga hormonalna,dieta czy stan zdrowia.Warto mieć to na uwadze dobierając pielęgnację.Skóra nie musi być przez całe życie tylko sucha czy tylko tłusta.

To taka skrócona instrukcja obsługi mojej skóry i luźne przemyślenia na temat :).Nie traktujcie jej jako wyroczni bo oczywiście pielęgnacja cery to diabelnie indywidualna sprawa.Mam jednak nadzieję,że pomoże wam trochę,zainspiruje.
Czy jesteście zainteresowane podobną instrukcją dotyczącą włosów?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...